Logo Artemidy
Drzewko Cudów
#31
Okej, okej, łapię — Zaśmiał się cicho widząc wyraz pyska Liska. — Ja w sumie dawno z żadnym nie rozmawiałem, ale raczej jesteśmy w stanie się dogadać. — Wątpił aby cokolwiek się zmieniło od jego pobytu w klanie. Był tym samym Chabrem, więc pewnie dalej byłoby w stanie dogadać się z, jak to on uważał, każdym.
— Zapamiętam, z chęcią dowiem jakie kłopoty sprawiałeś jakie kociak. — Uśmiechnął się głupkowato. — Na Rzeczne granice też zapraszam, znaczna większość kotów jest otwarta. — Nie był pewien kto został, kto umarł, a kto zaginął, ale klan ogólnie był przyjazny, wątpił, aby Lisa miały spotkać jakieś nieprzyjemności. — Mój mentor to Kałużnowa Dolina, a mama Drobiąca Mysz. — Skoro już się wymieniają takimi informacjami — Wiem! Super byłoby poznać cię z Wiesiołkiem. To mój przyjaciel od kociarni. Jest piaskowo biały, ma krótkie futerko i niebieskie oczy. — Wspólne spotkanie w trójkę? To byłoby super! Jeszcze jakby dołączyli do nich zaginione Śledź i Zwinka, to byłoby idealnie.
— Będziesz musiał nas sobie przedstawić jak już kogoś dostaniesz. Wtedy pewnie będę już z powrotem w Rzece. — Może nawet dostanie własnego terminatora? Fajnie byłoby wspólnie pójść do czterech drzew i na przykład, pouczyć się wspinaczki.
[Obrazek: wXoJqd7.png]
LVL 4 145 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#32
- Ja? Kłopoty? No co ty~ - Odparł z radosnym uśmiechem, pokazując ząbki rozrabiaki. Fakt faktem jako kocurek był głupim żartownisiem i lubił robić innym na złość, ale wyrósł z tego! To się liczy! No nie?
- To musimy się kiedyś umówić na granicy i kogoś ze sobą przyprowadzić, to by było mega. - W sumie nie praktykowano czegoś takiego, a takie wspólne spotkania brzmiały naprawdę jak coś, co mogłoby fajnie rozwinąć kontakty międzyklanowe. Te nie były zakazane, a przecież dobrze było mieć znajomych w innym klanie, bo wtedy ta grupa po drugiej stronie Czterech Dębów nie była obcymi, nieosiągalnymi i dziwnymi, tylko podobnymi kotami, z tymi samymi zwyczajami.
- Pewnie tak. I z pewnością to zrobię. - Kiwnął mu głową. Potem podszedł do niego i przytulił się. - Muszę lecieć. Ale na pewno się jeszcze zobaczymy. Będziesz przychodził pogadać? - Upewnił się, bo nie chciałby przegapić jego wizyt. A po odpowiedzi Lisiątko wróciło do obozu.

//zt
✧・゚: *✧・゚:*
⨯ I'm not ⨯ a perfect person
There's • many • things I wish I didn't do
But I continue learning
I never meant | to do those things to you . . .
✧・゚: *✧・゚:*
And so, I have to say before I go ◦•≫
That I just want you to know
I've • found • a reason for me

. . . To change who | I used to be . . .

. . . A reason to start over new
LVL 5 80 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
16
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#33
— No to jesteśmy umówieni! — Najpierw musi tylko wrócić do Rzeki i zdobyć terminatora, ale w końcu się to stanie. Chyba, że Łabędź go zdegraduje za zniknięcie, wtedy też będą mogli to zrobić. Tylko nie wiadomo czy z pierwszym terminatorem Lisa, czy kolejnym.
— Oczywiście! Na pewno przyjdę. — Uśmiechnął się do niego na pożegnanie. — Do zobaczenia i powodzenia na nowej drodze życia. — Lekko się zaśmiał.
//zt
[Obrazek: wXoJqd7.png]
LVL 4 145 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#34
  Omijała klany. Nie było w tym większej filozofii, po prostu nie czuła chęci poznawać koty, które broniły swoich granic i syczały na każdego kto tylko podszedł za blisko. I zdawała sobie sprawę, że prawdopodobnie było to wyolbrzymione przez Onyks, a Mysz wcale bardziej obiektywnej opinii nie miała, ale zwyczajnie nie miała potrzeby zmieniać swojego poglądu – aktualnie. Odkrywała Osiedle, pluskała się w Zalewie Lipowym, ganiała z innymi włóczęgami, uważała na tereny gangu, szukała zaginionych, dowiadywała się nowych tajemnic, zdobywała informacje. Żyła! Bardzo dobrze jej się nawet tak żyło, ale… nadal pamiętała spotkanie z kocurem przy Siedlisku Koni i może zakończyło się gwałtownie przez pogodę, a oni rozbiegli się w swoje strony, ale musiała przyznać, że bardzo lubiła to miejsce. I nie miało to nic wspólnego z kocurem, ale wtedy właśnie pierwszy raz znalazła się tutaj.
  Lubiła rześkie powietrze, ciszę, braku spalin i głośnych silników samochodów. Nie było tu zagadek do odkrycia, ludzi do zdenerwowania, psów do wystraszenia, ale było przyjemnie. Było dziko i naturalnie, coś w niej przemawiało, że to jej miejsce. Chociaż czy naprawdę coś? Wikka zawsze była z nią, w każdej chwili bycia. Od narodzin do śmierci. Matka pewnie nie cieszyłaby się z tego faktu, jako że zawsze wolała żeby Smuga wierzyła w siebie i swoje możliwości, ale cóż… miała wiary na oba te elementy! Inna sprawa, że jak Onyks nie chciała żeby jej córka się źle “staczała” to było jej nie zostawiać!
  Nie było co jednak rozmyślać, szczególnie że zaraz musiała przebiec przez Grzmiącą Ścieżkę i znaleźć się po odpowiedniej stronie drogi bez zostania potrąconym. Wracała na zachodnią część terenów, które tu były… i co ona tam w ogóle robiła, prawda? No właśnie. Co takiego? Smuga znalazła się na tych terenach jakieś dwa wschody słońca temu, nie wróciła tym razem od razu na swoje śmieci, nie, zaszyła się tym razem pośród stogów siana. Nie wiedziała po co i czemu, ale została w tym miejscu, ale nie żałowała… szczególnie, że wyciągnęła od Sekretariatu opowieść o duchach straszących na jakimś opuszczonym cmentarzu i jakimś dziwnym miejscu za Grzmiącą Ścieżką – czy też ulicą – gdzie też podobno straszy. Tylko tam podobno straszyło… bardziej? Sekretariat ostrzegał ją, że były to bardzo zamierzchłe informacje, ale Smudze to nie przeszkadzało, ba, starczyło jej tyle żeby musieć zaspokoić swoją ciekawość. Wyruszyła w nocy na trzeci dzień, wędrowała wśród drzew, piła wodę z rzeki, chwilę pomoczyła łapy w rzece, ale tak na dobrą sprawę nic się nie wydarzyło. Nie miała pewności co się zadziało na Pogorzeliskach, które już najwyraźniej nimi nie były? Hm.
  Przebieganie przez ulice o świcie! Ach, rosa osadziła się na trawie w Rowie, ale żwir pod łapami zaraz potem niwelował przyjemne uczucie, nie mówiąc o tym, że czarny kamień był nieprzyjemnie zimny pod opuszkami; wolała go nagrzanego przez słońce to na pewno! I kiedy tak biegła, gotowa i pewna, że nic się już nie wydarzy to człowiek na jednośladzie zwanym rowerem nie mógł zwolnić, więc praktycznie ją potrącił. W podzięce zdążyła drapnąć go w kostkę, a kiedy stracił przez to balans i upadł na żwir z mocnym hukiem to Smuga wiedziała, że będą kłopoty. I miała rację. Zaczął ją gonić. Utykał na nogę, leciała mu krew z łapy, a kiedy musiał zacząć przedzierać się przez drzewa i chaszcze to zrezygnował. Wielki uśmiech był widoczny na jej mordce, a perlisty śmiech zostawiał za nią ślad, jakby ścieżkę radości kiedy zaczęła wpadać na jakieś łąki. Dziwny zapach, taki… bardzo spójny? Gdzie ona była?

Bójka
LVL 2 80 / 150
MedLVL 2 0 / 300
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#35
  Klan oszalał. To była dość częsta myśl, która przemierzała bury łeb, sunący przez tereny Wichru na kolejnym tego dnia patrolu. Krasy Byk brał na siebie dużo, ile mógł w zasadzie, by trochę odpocząć od zmian, witających go z otwartymi ramionami w obozie. On dotyku nie lubił.
Zmiany powstawały z dnia na dzień, z księżyca na księżyc. Przebijały się przez codzienność jak przebiśniegi przez lodową pozostałość Pory Nagich Drzew. Kwiaty jednak z pięknych ozdób szybko przeobraziły się w krwiożercze chwasty, porastając duszącymi korzeniami każdy skrawek prostego życia Krasego Byka.
Przesadzam, myślał. Wtedy w głowie pojawiał mu się obraz gaworzących siostrzeńców, nieznany ojciec, cała uwaga poświęcona Wojnie i jej głupim wyborom. Całe życie czuł się sam, ale w ferworze rozrastającej się rodziny, paradoksalnie sprawiało to, że był już zwyczajnie samotny.

  Spacer po terenach miał zasklepiać pewną dziurę w głowie, która tworzyła mu się od nieporządku wybrzmiałego przez brak planów, niewiedzę, niepewność. Trochę znajomych miejsc i dobrze zapamiętane skrawki Wichrowych łąk początkowo wprawiały go w pewną melancholię, która zdawała się jednocześnie zasklepiać i poszerzać ranę gdzieś głęboko w jego wnętrzu. Nim jednak zdążył się zreflektować na temat tego uczucia, drogę przeciął mu pęd, a zaraz obcy zapach, którego nie mógł zignorować. Westchnął głęboko.
  Poszedł żwawym truchtem za przeoraną ścieżką, zatrzymując się na pewną odległość od gnającej śmieszki, która widocznie w poważaniu miała oznaczone granice Klanu.
— Zaczekaj — powiedział donośniej, nie umiał krzyczeć. — Zawróć i pędź dalej w innym kierunku. Nie wolno ci tu być.
LVL 3 95 / 200
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
8
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#36
  Rozglądała się na boki i patrzyła przed siebie; stała pomiędzy jakimiś kamieniami, a przed nią gdzieś daleko były krzewy… nadlatywał do jej nozdrzy przyjemny zapach, coś właśnie przebiegło obok jej łap. Wyglądało niezwykle, było przyjemnie, smród spalin zostawił ją jakiś czas temu, och, cóż za spokój tak biegać sobie pośród łąk! Ciekawiło ją czy był tu gdzieś jeszcze jakiś staw czy może tylko obok Szuwarów Turzycy?
  Głos… skąd ten gło- ach! Odwróciła się wesoło, patrząc z miejsca, z którego przybiegła; stał tam teraz wielki, burasek i wpatrywał się w nią, a jego wcześniejsze słowa zaczęły powoli układać się w jedno. Hm…
  — Jakiż to powód twojego wymogu? Czy moja obecność przy owych łąkach jest zbrodnią samą w sobie? Czymże zasłużyła sobie istota na wyganianie jej gdzieś? Gdziemże zawędrowała moja dusza? I czemu jest to zbrodnią? — Smuga przechyliła łeb odrobinę w bok, zaraz po tym jak zrobiła parę kroków w przód; jej głos również był donośniejszy, nie krzyczała, nie było w nim również drwiny, nie było złośliwości. Sposób wypowiedzi kocura ją zaciekawił i postanowiła zobaczyć czy to jakiś samotnik mówiący jak poeci?
LVL 2 80 / 150
MedLVL 2 0 / 300
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#37
  Kotka była…dziwna? Nie był pewien, mówiła bardzo kwiecistymi słowami, ale zachowywała się jak rozszalałe kocię. Leciała, gdzie chciała, nie patrzyła przed siebie, za nic miała sobie poszanowanie granic. Westchnął. Czy on prosił o tak wiele? Czy chwila spokoju na łące wymagała przerwania jej, zanim w ogóle do niej doszło?
  — Twoja dusza zawędrowała na tereny Klanu Wichru. Nie należysz do Klanu, jesteś prawdopodobnie samotniczką i musisz opuścić nasze łąki. W innym wypadku będę musiał wygnać cię siłą — powiedział, robiąc parę kroków wprzód, by wywęszyć, czy kotka nie przywędrowała aby z innego Klanu. Nie znaczyłoby to, że wyrok byłby łaskawszy dla sąsiada, ale może wtedy miałaby faktyczyny powód to przebywania na ich terenach. Samotnik mógł jednak pójść w dowolnym innym kierunku.
LVL 3 95 / 200
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
8
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#38
  Smuga była dziwna. Nigdy jakoś szczególnie nie czułą się przez to gorsza, a jej sposób bycia zawsze kojarzył jej się z czymś ulotnym, lubiła być ulotna. Może gdzieś pod przykrywką chęci bycia ulotnym było coś więcej? Ale nigdy nie zagłębiała się w te myśli, nie było nikogo kto pomógłby jej podnieść głowę znad wody, jeśli zanurzałaby się całym ciałem.
  — Och! Myślałam, że odgrywamy jakąś scenkę — odpowiedziała lekko zdezorientowana, ale uśmiech na jej mordce nie pomniejszył się, zamiast tego zaczęła zmierzać prosto na kocura. Czy igrała z ogniem? Czy sparzy się ponownie? Możliwe. Jej krok był lekki, łapy sunęły pośród zielonych traw, a wiatr rozwiewał wszystko wokół nich. Powinna pewnie coś powiedzieć, ale zamiast tego stanęła przed kocurem i lekko się nachyliła żeby być na wysokości jego oczu i przyjrzała się im dokładnie, o ile kocur już czegoś innego nie zrobił, jego żółte oczka połyskiwały trochę jak bursztyny, ale nie wiedziała czy było w nich więcej emocji. Lekkie zmęczenie? — Musisz mi wybaczyć tym razem, nie wiedziałam, że to tereny klanów. Przebiegałam przez drogę. — Wskazała głową w stronę miejsca, z którego przybiegła i już nie nachylała się jak wcześniej. — Jakiś człowiek się na mnie zdenerwował, zaczął gonić, a ja po prostu biegłam i cóż… najwyraźniej trafiłam na tereny Wichru — powiedział z zapartym tchem, patrząc na lewo od nich, gdzie rozpościerała się jakaś łączka. — Macie tu bardzo ładnie — skomplementowała ogólność… terenów? Ale taka była prawda! Przyjemnie wyglądały!
LVL 2 80 / 150
MedLVL 2 0 / 300
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#39
  — Też o tym myślałem — przyznał, marszcząc brwi. Kotka wyleciała z zadziwiającą wręcz mową, taką której nie spotykał u kotów, i był przekonany, że coś cytuje, ale jako że on nie znał dalszej części, odpowiadał szczerze na zadane pytania. Najwidoczniej oboje się nie zrozumieli.
  W momencie, gdy zaczęła się zbliżać, Bójka symultanicznie zrobił krok do tyłu, a następnie się zatrzymał. Spiął mięśnie, podniósł łopatki i był gotów na wyciągnięcie pazurów. Nie chciał pochopnie jej oceniać, mogła być bezpieczniejsza niż jego własna siostra, a jednak zamiast odejść, gdy jej kazał, postanowiła się zbliżyć. Nie był w stanie przewidzieć kolejnego ruchu. Na szczęście spojrzała tylko w jego zmęczone oczy. Westchnął w milczeniu z ulgą.
  — Człowiek? — spytał, przekręcając minimalnie głowę w zainteresowaniu. Chyba nie słyszał wcześniej takiego określenia.
Na komplement dla terenów Klanowych, rozejrzał się krótko po okolicy. Nie umiał chyba wyłapać piękna, choć nie mógł zaprzeczyć, by było ładnie. Faktycznie było. Po prostu widok nie zabierał mu dech w piersiach, jak to niektórzy lubili opisywać zachody słońca czy urocze zagajniki. Nie znał tego uczucia. — Mi się bardziej podoba przy Czarnym Ogonie, gdy łowię ryby.
LVL 3 95 / 200
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
8
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#40
  Pomyśleli o tym samym? Słodko. Nie mogła się jednak uśmiechnąć na tę informację, bo i tak się już uśmiechała, zanotowała sobie jednak to nieszkodliwe nieporozumienie. W jej głowie brzmiało jako coś istotnego, jako coś wartego zapamiętania. Może już nigdy nie spotka burego, ale to wspomnienie będzie jej. Może jak odpowiednio się postara to zostanie również jego wspomnieniem? Jego nierozwiązaną zagadką. Lubiła myśl, że koty nie potrafiły jej do końca rozgryźć, często się to zdarzało.
  Napięcie mięśni, podniesione łopatki, bardziej bojowy obraz kocura przed nią, nie był już tak chętny na powitanie, nie był już tak chętny rozmawiać o jej duszy? A może to tylko przezorność? Nieufność ku nieznanemu… nieufność ku samotnikom? Matka wspominała jej o tym, no tak. Im dłużej go jednak obserwowała to wydawało się, że nie widział w niej niebezpieczeństwa, nie widział w niej kogoś kto potrzebuje zostać od razu zneutralizowanym, wyproszonym; ona sama nie wiedziała dokładnie co widziała, możliwe że ulgę, wcześniejsze zmęczenie i nutkę czegoś co nie miało kształtu, nie wiedziała co to mogło być. Ciekawiło ją to. Nie poruszała tego tematu. Nie teraz.
  — Mhm! — potwierdziła radośnie, chociaż chyba nie dopytywał dla pewności, a z ciekawości. — Nie wiesz kim są ludzie? Albo… no właśnie człowiek jako jeden osobnik? — zapytała, ale po uderzeniu serca coś do niej dotarło. — No tak… klany mają swoje własne nazwy, prawda? – dopytała, ale tym razem przekręciła głowę w bok chcąc mimikować zachowanie kocura.
  Ciężkie spojrzenie bursztynowych ślepi przeniosło się po terenach, które ona oglądała z zapartym tchem kiedy kocur jedynie widział to co było, nie widział wszystkiego ponad to. Lekko mu współczuła, lekko zazdrościła. Prostota bycia w miejscu, prostota bycia obecnym bez dopatrywania się rzeczy… ale gdzież w tym wszystkim były uczucia?
  Wyznanie o rybach, równie mało emocji.
  — A czy chociaż przy łowieniu ryb się uśmiechasz? — zapytała delikatnie i postąpiła ponownie krok w stronę kocura.
LVL 2 80 / 150
MedLVL 2 0 / 300
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#41
  Od prośby o odejście minęła chwila. Niedługa, choć dłużąca się w jego oczach, a jednak zadziwiająco błoga. Rozmowa z kotką wydawała mu się odświeżąjąca i nie męczyła go tak, jak zmiany wewnątrz Klanu. W zasadzie, miał ochotę przesiedzieć tu resztę dnia i powymieniać się doświadczeniami z samotniczką, nawet jeśli instynkt podpowiadał mu, by trzymać się z daleka i szykować pazury, gdyby miała się zbliżyć. Rozsądek zdawał się jednak zdrowo oceniać jego przewagę i kazał się wyluzować, więc naturalnie dla Bójki - wciąż był spięty, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że poza obozem nie miał prawa tracić czujności. Nie mógł być przecież taki jak Śmierdzący Śledź.
  — Nie wiem — ruch głową na boki był minimalny, by nie stracić samotniczki z oczu. — Powiedziałbym, że to samotnicy mają swoje nazwy — uniósł lekko brew. Koty poza klanami nie były ze sobą związane w żadnych wspólnotach, a przynajmniej nic o takowych nie wiedział, każdy mógł mieć swoje własne nazewnictwo, a to co ona nazywa człowiekiem, inny mógł nazwać kozią nóżką i dalej żadne by nie wiedziało o co chodzi. Klany przynajmniej dzieliły się słownictwem między sobą.
  — Nie widzę powodów — sapnął, nie przypominając sobie, by się uśmiechał podczas łowienia. Zaraz jednak zdawał sobie sprawę, że czuł ulgę i triumf gdy wygrywał walkę z dużymi sztukami, które za nic nie chciały dać się złowić. Nie wiedział jednak, czy to przyprawiało go o uśmiech. A nawet jeśli, nie miał ochoty się z tego spowiadać nieznajomej.
— Chodź — odezwał się po chwili, wymijając kotkę po łuku, by ruszyć w stronę granic od wschodu. — Zaprowadzę cię poza tereny mojego klanu — wyjaśnił, nie ruszając się, o ile ona nie zrobiła kroku wprzód. Nie chciał tracić z niej oczu. Szedł jednak wolnym krokiem, trochę poddając się ciekawości, która w nim wzbierała od momentu, gdy wyczuł jej woń po raz pierwszy.
— Jak tam jest? Poza granicami? — spytał, nie kryjąc zakłopotania. Czy powinien w ogóle się spoufalać?
LVL 3 95 / 200
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
8
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#42
  Nie była pewna co dokładnie działo się w głowie kocura, jego spojrzenie wydawało się łagodniejsze, niż spięte barki; ona zaś z każdym uderzeniem serca fascynowała się coraz bardziej tym osobnikiem, który jeszcze przed chwilą ją wyganiał, teraz po prostu spokojnie przeprowadzał z nią konwersację, wręcz interesował się tym co mówiła, nie, interesował się tym jak mówiła i to było coś ciekawego. Widziała jednak czujność, widziała niepewność, lubiła to, lubiła rozważne koty; rozważne, ale biorące życie z odrobiną grozy, niepewności.
  — My? — zapytała z delikatnością w głosie, odrobinę przebijało się tam zdziwienie, ale również pewnego rodzaju zrozumienie. Ona mogłaby powiedzieć to samo o klanach – w sumie powiedziała – więc czemu miałoby być inaczej ze strony klanów? — Chyba możemy spotkać się po środku, wiesz? — Zachichotała pod nosem. — Oba nasze światy są kompletnie różne, a przez to również język którym się posługujemy. Możemy się ze sobą komunikować, ale zawsze ostatecznie znajdzie się coś czego druga strona nie zrozumie. Myślę, że ma to w sobie pewien urok — przyznała, a jej ogon zawirował na boki z energii, która się w niej gdzieś kryła. Nie sądziła, że zbicie się dwóch światów mogłoby być tak ciekawym przeżyciem, mama mówiła jej kompletnie co innego… może spotykała tych mniej ciekawych? Bardziej agresywnych? Patrząc na ich osobowości to tak naprawdę obie łatwo szukały guza, a mimo to Onyks zawsze jakoś lepiej szło wymigiwanie się z tego; może więc miała pecha, a Smuga to szczęście i nie powinna brać jednej interakcji z kotem klanowym jako wyznacznik dobrej rozmowy z zamkniętymi grupami? — Ludzie, czy też człowiek to stworzenia, które zamieszkują miasta, są wyższe od nas, chodzą na dwóch łapach jak ptaki, ale zarazem nie mają skrzydeł by latać, chociaż posiadają do tego inne sposoby. Są również łyse, na większości ciała tylko głowę porasta im futro, które często spada im na ramiona, ponieważ rośnie długie — wytłumaczyła ostatecznie, wracając do tego co w ogóle zapoczątkowało owy temat. — Jak nazywacie to stworzenie u was? Czy może nie macie na nie nazwy? — Przechyliła delikatnie głowę w bok.
  Nie widział powodów! A to ci dopiero! Nic nie sprawiało mu na tyle radości żeby kąciki ust podniosły mu się odrobinę czy może odczuwał szczęście tylko gdzieś w środku, gdzieś gdzie nikt inny nie mógłby zajrzeć nie znając go najlepiej? Smuga dobrze znała takie zabiegi, urodziła się już gotowa do ukrywania emocji, po prostu często nie było jej to takie potrzebne, może dlatego nigdy do końca nie była Onyks? Czy matka była dzięki temu zadowolona czy może odrobinę czuła gorycz? Smuga wierzyła raczej w pierwszą wersję, ale przez to jak ich życie się potoczyło, jak ich drogi się rozeszły i to jak dawno temu widziała matkę… czasami chciałaby dostać odpowiedź i zapewnienie.
  Gdzie miała iść? Ucho przeskoczyło jej z jednej strony na drugą, jakby szukała powodu nagłego ruszenia się z miejsca. Ktoś nadchodził? Coś się działo? Zaprowadzi poza tereny klanu, och! A myślała, że coś groźnego lub może te mniej przyjazne koty? Nie opierała się jednak i ruszyła z miejsc bardzo lekkim krokiem, dorównując tempu kocura. — Zależy o co pytasz, o które miejsca czy może koty, niebezpieczeństwa? — Odbiła pytanie, próbując przy tym niepostrzeżenie zerknąć w bok.
LVL 2 80 / 150
MedLVL 2 0 / 300
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#43
  Kiwnął głową w porozumieniu, przyznając jej rację. Byli z dwóch różnych światów i tak, jak kochał swój własny, tak nie mógł przestać wybiegać snami na jawie ku nieznanemu. Nie odważył się nigdy złamać zasad, nigdy nie przekroczył granicy innego klanu, nigdy nie wyszedł na tereny niczyje, przysięgając swoim mistrzom, że tego nie zrobi bez pozwolenia. A teraz, gdy stała przed nim przedstawicielka krainy marzeń, ciężko było mu się powstrzymywać przed odejściem razem z nią bez słowa, zważywszy na trudy, które ostatnio go spotykały w obozie. Nie czułby się jednak z tą decyzją w porządku. Jedną z przeszkód była jego matka, której nie chciał robić zawodu…Już dawno sobie przysiągł, że nie będzie taki jak Zasadzka. Drugą było jego własne sumienie, które nie dawałoby mu spokoju w związku ze zniknięciem. Był trochę ciekawy, czy klan by jakoś zareagował na jego odejście. Szkoda, że nigdy się nie dowie.
  Jego mordka ożywiła się minimalnie na wyjaśnienie ludzi, oczy zabłysły dawno nierozpalaną pasją, o której myślał, że gasła im starszy się robił. Dwunogi były jednak zbyt fascynującym konceptem, by mógł tak po prostu zapomnieć o ich istnieniu, to samo tyczyło się potworów i ludzkich zgubisk, które czasami dało się znaleźć na terenach klanu.
— Słyszałem, że są niebezpieczni — wyznał, cały entuzjazm zachowując dla siebie. — U nas mówimy na nich Dwunogi. Ta nazwa jest u nas od wielu pokoleń, ale jeśli samotnicy znają ich jako ludzi...Nie wiem, czemu nie przyjęliśmy również tej nazwy — przyznał w lekkim zamyśleniu. Podobało mu się nowe określenie, było takie…niejednoznaczne. Czemu człowiek to ludzie, a nie człowieki? — Widziałaś jakiegoś z bliska?
  Krok zachowywał wolne tempo, by kupić im trochę czasu na dalszą rozmowę. Wiedział, że kotka nie mogła tu być i oczywiście zamierzał wyprowadzić ją poza tereny Klanu, w końcu to był jego obowiązek. Nie mógł jednak tak po prostu dać jej odejść i zakończyć tego dnia na kolejnej frustracji, tym razem wynikającej z niezaspokojonej ciekawości. Miał tyle pytań, które nagle uleciały mu z głowy, przyćmione realizacją, że faktyczna samotniczka szła teraz u jego boku i nie opierała się odpowiadaniu na pytania.
— O wszystko… — zaczął, marszcząc brwi w zamyśleniu. — Jak wygląda las poza horyzontem? Gdzie śpią samotnicy, czy faktycznie jesteście…samotni? Czy znacie Klany, czy dowiadujecie się o nich dopiero, gdy przekroczycie ich granice?
LVL 3 95 / 200
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
8
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości