Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Nieduża polana maków, niemalże nienaturalnie odcinająca się od Barwnej Łąki żywoczerwoną barwą, która dominuje białe stokrotki, skrywające się pod rozłożystymi płatkami, czy też żółte mlecze, próbujące gdzieniegdzie bez skutku przełamać kolor. Charakterystycznym punktem łąki jest nieduży łysy pagórek na środku, na którym nie rośnie nic prócz trawy.
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Zostawiłam kocura na granicy, a ja popędziłam do obozu, dopiero biegłam za zającem, a teraz biegłam za prośbą, by moja zagubiona rodzina dostała się do Wichru; jak niesamowite to było, że natura potrafiła tak pleść życia? Gdyby nie to, że goniłam zająca nie miałabym pojęcia, że Żwirek w ogóle się pałęta po okolicy, że szuka swojego miejsca, że stracił tyle; wpadłam do obozu zdyszana od razu dopytując gdzie znajdę Iskrę. Moja prośba była prosta - niech chociaż wysłucha co kocur ma do powiedzenia, a potem zrozumiem każdy werdykt; chociaż Pora Nagich Drzew była już w pełni okazałości i obawiałam się trochę o Żwir, ale nie zamierzałam kłocić się z Iskrą; mogłam jedynie prosić.
Kiedy tylko rodzic Traszki zgodził się, wyruszyłam z nim w stronę granic; byłam lekko zestresowana, ale mimo to byłam dobrej myśli, najwyżej jakoś inaczej będę musiała pomóc Żwirkowi, ale aktualnie nie zaprzątałam sobie tym głowy bardziej i po prostu umilałam drogę Iskrze i mi rozmową o tym jak zające mają wypracowany system ucieczki.
Iskra, Żwirek (przeniesiona)
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Nagły powrót zdyszanej Trufli, która na dodatek rozglądała się akurat za nim, wywołał lawinę czarnych myśli u przywódcy. Kolejna śmierć? Kolejne porwanie przez dwunogów? Barania Łapa jednak nie kłamał z tą wojną?
O. Jednak kot na granicy. Samo w sobie nie było to znowu aż tak uspokajające, ale też w miarę słuchania Truflowego Noska... och. Trudne się wylosowało, chciałby ją zapewnić, że będzie dobrze, ale nie mógł dać jakiejkolwiek gwarancji nie poznawszy jej brata na żywo. Więc im szybciej dotrą na granicę tym lepiej dla wszystkich zaangażowanych.
Słuchał jednym uchem o zającach i dotyczących ich spostrzeżeniach rudej wojowniczki. I to nie tak, że specjalnie wypuszczał drugim uchem. Samo ulatywało. Iskra jedynie próbował zadawać pytania by pociągnąć dalej rozmowę zanim wszystkie słowa Trufli uciekną z wiatrem. Gdy już pokonali większość trasy i granica była z trzy długości drzewa od nich, wrócił do tematu jegomościa na granicy. Wypytał o kilka rzeczy, które może w ogóle nie padły dzisiaj, a może nie zdołał ich zapamiętać, zbyt zaaferowany tym wpadnięciem do obozu, informacją o zmarzniętym bracie i pośpiechem.
Ale najważniejsze, że dotarli, tak. I kocur nigdzie nie zniknął przez ten czas.
– Witam, Roziskrzona Gwiazda. – przedstawił krótko, dla formalności. Zawieszony gdzieś między zachowaniem oficjalnego tonu, a czymś nieco luźniejszym by nie stresować młodzika. – Słyszałem od Truflowego Noska, że chciałbyś dołączyć do Klanu Wichru, wspomniała mi to i owo po drodze. Ale wolałbym usłyszeć od ciebie to wszystko, powody i w ogóle. Więc zacznę jeszcze raz. Witam, Roziskrzona Gwiazda. W czym mogę pomóc, co ciebie do nas sprowadza?
Żwir pozostał na miejscu, czekając aż Trufla wróci. Siostra teraz prosiła o bardzo wiele, ale wiedział, że ktoś kiedyś prosił o to, by i ona mogła dołączyć do Wichru. Może ona sama? A może ktoś? O ile Truflowy Nosek była w porządku wobec klanu, to zapewne klan w osobie przywódcy również będzie w porządku wobec niej.
Siedział nieco zestresowany, układając sobie w głowie cały monolog, który wygłosi gdy tylko zobaczy Gwiazdę.
W końcu ich oczy się zetknęły. Żwir patrzył na starego, widać, że nadszarpniętego już duchem czasu kota, który miał go przyjąć lub nie. Samotnik nie oceniał, sam przecież kiedyś będzie stary i może nawet w gorszej kondycji. Tylko pewnie on nie będzie miał dziewięciu żyć. W każdym razie... monolog. Prosta sprawa.
Znaczy byłaby prosta gdyby nie stracił języka w gębie i nie zapomniał wszystkiego co ułożył. Niczym na sprawdzianie, na który zna się odpowiedź, a ta wypada tuż po dostaniu kartki. Wyprostowal się i wysłuchał gwiazdy. Skinal mu głową i odezwał dopiero gdy z drugiej strony zapadła cisza.
- Dzień dobry Roziskrzona Gwiazdo. Dziękuję, że przyszedłeś. - Rzucił szybki uśmiech Trufli. - Pochodzę z Klanu Gromu tak jak moja siostra. Odszedłem z niego jeszcze przed tym jak Trufla zmieniła Klan, więc nie wiedziałem nawet, że moja siostra też poszła inną ścieżką. Ja odszedłem bo nie czułem się częścią tego klanu, ale też jako młody kocur po prostu popełniłem błąd i uznałem, że przecież wiem najlepiej i wydawało mi się, że odejście zmieni moje życie i nagle będzie usłane kwiatami. Poszedłem mieszkać na osiedlu, gdzie znalazłem grupę - myślałem - przyjaciół. Żyłem z nimi długie księżyce, raz było lepiej, raz gorzej, jak to życie z innymi. Niedawno jednak jeden z nich wrobił mnie w coś, czego nie zrobiłem i musiałem odejść. Nie odpowiadało mu moje klanowe pochodzenie, nie mógł go przełknąć. Wróciłem więc tutaj, ale... nie będę ukrywał. Nie chcę wrócić do Klanu Gromu jak pogubiony syn. Nie mam tam do kogo wracać. Chciałem dołączyć do Klanu Wichru, by być bliżej siostry i nie żyć jako samotnik. Chcę spokoju wśród innych kotów, którym mogę zaufać. No i dać moje zaufanie im. - Czy Iskra nadal go słuchał? Czy rejestrował co bengal mówi? Czy szprotki miał w głowie? - Potrafię polować, walczyć, pamiętam jeszcze coś z kodeksu wojownika i respektowałem granice waszego klanu i innych. Rangi, życie w klanie nie jest dla mnie niczym nowym. Chciałbym spróbować być jednym z kotów Klanu Wichru. - Objasnil do końca, mówiąc na dwóch wdechach, wyczerpując powietrze w płucach do cna. - Proszę o szansę, Roziskrzona Gwiazdo.
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Ale by sobie taką szprotkę złapał... niestety nie zapowiadałoby się żeby zdołał za tego życia udać się nad Wielką Słoną Wodę. Obowiązki go trzymały tutaj, a chęć wyłowienia kilku tamtejszych okazów nie była wystarczającym powodem, aby przenieść cały Klan z powrotem na stare tereny... w zasadzie wszystkie cztery Klany.
Znaczy się – słuchał uważnie. Obserwował niebieskiego, kiwał czasami głową, cośtam potakiwał, wszystkie te drobne sygnały, że nie ignorował swojego rozmówcy. Nawet jeśli ten zdecydował się wyrzucić z siebie wszystko na raz, co nieco utrudniało spamiętanie wszystkiego. Ale siebie mógł tylko o to winić, przecież powiedział, że chce usłyszeć wszystko.
– No, granice Wichru chyba łatwo było ci respektować, skoro Grom graniczy z nim tylko przez Cztery Dęby, co? – zauważył z rozbawionym drgnięciem wąsów. Miał nadzieję, że młodzik się nieco rozluźni. I żeby nie trzymać go w niepewności, zaczął od końca, tak to nazwijmy. – Oczywiście chętnie bym dał tobie szansę. I nie mówię teraz, że dałbym, ale nie dam ani nic z tych rzeczy, ale hmm... z tego co zrozumiałem nie czułeś się częścią Gromu już wtedy, przed odejściem dawno temu. Więc rozumiem, że teraz nie chcesz wracać do Gromu jako ten syn, który się pogubił po drodze, ale też dlatego że nie czujesz się częścią Klanu? Umiałbyś powiedzieć dlaczego?
Może był wścibski jak na starucha przystało, a może ta informacja miała pomóc mu lepiej zrozumieć jaki był Żwir. Kto wie.
Uśmiechnął się delikatnie. - Ah, miałem na myśli granice teraz, ale jako terminator też tak było. - Pokiwał głową, faktycznie trochę luźniej.
- Czuję wstyd. I strach. Nie pozwalają mi się tam zbliżyć, ale też... Po prostu nie chcę. - Odparł prosto z mostu, nie zastanawiając się za bardzo nad odpowiedzią. Nie przedluzal tego momentu. Powiedział to co nmp pierwsze przyszło mu na myśl, bo chyba pierwsza myśl jest zazwyczaj najadekwatniejsza i najszczersza? - Wiem, że jedna z sióstr by mi nie wybaczyła, skoro nie wybaczyła Trufli. Wiem, że inna moja siostra nie żyje. Wiem, że moj brat zaginął. Wiem, że jeszcze inna moja siostra poszła do innego klanu, tak samo jak Trufla. Inne moje siostry zniknęły, gdy jeszcze byłem w Klanie Gromu... Bez ich to już i tak nie byłoby to samo miejsce. Może Grom po prostu nie jest nam rodzinnie pisany? - Zaśmiał się nerwowo. - Chcę spróbować z siostrą tutaj. Nie wiem... czuję... czuję, że nie chcę wracać. Czułbym się oceniany. Wiem, że Klan Wichru też może mnie oceniać, ale łatwiej będzie mi zacząć z czystym futrem w nowym miejscu i być ocenianym za moje działania teraz, niż za moją ucieczkę kiedyś, gdybym postanowił jednak próbować w Klanie Gromu. Życie w klanie nie jest dla mnie problemem, nie ucieknę jak "będzie mi niewygodnie", czy coś takiego. Wtedy po prostu jako szczeniak wybrałem źle i teraz ponoszę pewne konsekwencje, nawet jeśli sam je sobie narzucam. Czuł gdzieś w środku, że na myśl o powrocie do Gromu po prostu mu się w żołądku przelewa, ale nie umiał tego w 100% przelać na słowa. - Wybacz, jeśli to nie jest konkretna odpowiedź... Czuję w środku, że próba powrotu dobrze by mi nie zrobiła... ale nie wszystko da się opisać słowami. Czasem uczucia to kwestia odczuć, nie myśli. - Zakończył poetycko. Na koniec rzucił uśmiech Trufli i przywódcy.
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Kiwał głową, słuchając tłumaczeń. Biedactwo, nie miał dokąd wracać. A do tego... co za rodzina. Tu siostra by nie wybaczyła zniknięcia (odrobinę ją rozumiał, tak sobie starał się wmawiać, chociaż wiedział że nieważne jak bardzo był wściekły na swoje lustrzane odbicie, jeśli by je spotkał na granicy to nie ma mowy, że by je wypuścił i stracił ponownie). Tam siostra nie żyje, tam brat zaginął (szybko wykruszała się rodzina, nic dziwnego, że nie chciał wracać do miejsca, w którym ciągle myślałby o stracie). Inna siostra dołączyła do innego Klanu (to go trochę zaciekawiło, może faktycznie przeznaczeniem tej rodziny nie było zostawać w Gromie?).
Nie no, ogólnie dało się to podsumować jednym słowem – przekichane.
Młody swoją historię miał, cośtam sobie przez ten czas w głowie poukładał, więc już nie był takim źle wybierającym szczeniakiem, jak to sam określił. I jakby... eh, Roziskrzona Gwiazda miał swoje zastrzeżenia, zaczynanie w nowym miejscu z czystym futrem nie do końca było czymś co popierał, ale... zerknął kątem oka na Truflę. To był jej brat, na pewno byłoby im lepiej, gdyby mieli tu siebie na miejscu, prawda? To byłoby okrutne odprawiać młodego w taką pogodę w dalsze poszukiwanie swojego miejsca w życiu.
Odetchnął i powrócił spojrzeniem do Żwira.
– Dobra, hm... fakt, nie jest to konkretna odpowiedź. Ale czuję, że mogę dać ci szansę. – puścił mu oczko, niech sobie niebieski nie myśli, że to przypadkowy dobór słów był! – Więc spokojnie, jeśli faktycznie tego chcesz, możesz dołączyć do swojej siostry w Wichrze, przekonamy się na ile pamiętasz kodeks i jaki z ciebie łowca. – jednak uprzejmie się wstrzymał ze swoją ciekawością i nie zaczynał pewnego tematu. Taki był z niego wyrozumiały stary. – To myślę, że możemy ruszać do obozu, trochę za zimno by tak stać tu. Resztę można omówić po drodze, co? Choćby można zacząć od tego, że do najbliższej ceremonii będziesz kociakiem, oswoisz się z obozem najpierw, poznasz koty, trening nie zając, nie ucieknie.
Uśmiechnął się szerzej, lekko uginając jedno z uszu pod naporem ciśnienia. To jednak powoli z niego schodziło, gdy został faktycznie zaproszony do wspólnego powrotu - choć dla niego to nie bardzo "powrotu" - do obozu klanu wichru. Wstał - Dziękuję, naprawdę. - Bardzo chciał nie zawieść nikogo. Jedynym kotem, którego mógł zawieść był on sam... nie chciał zawodzić innych. Miał też w głowie kogoś, kogo w szczególności chciał teraz lepiej poznać i pokazać się od jeszcze lepszej strony. W końcu podszedł do siostry - dziękuję - mruknął ciszej, tylko do niej, po czym ją przytulił. Zaczął powoli zmierzać tam, gdzie prowadziły łapy obu kotek - Kociak... przerośnięty, ale ma sens. Może nawet zająca uda mi się złapać jako pierwszą oficjalną zwierzynę, kto wie. - Rzucił takim małym odbiciem wobec słów przywódcy. - Mam prośbę, niby nic wielkiego, ale... czy mógłbym nazywać się inaczej? Nie Żwir... - Taki sposób kontrolowania sytuacji. Dałoby mu to większy poziom odczuwania spokoju i gruntu pod nogami, a kto znał jego poprzednie imię, ten je znał. Dla reszty był kimś całkowicie nowym - niech więc imię ma nowe. - Myślałem o... Szopie. - Rzucił okiem krótko na Truflę, chcąc zobaczyć reakcję na pomysł na imię, a potem na Roziskrzoną Gwiazdę. Chyba wiedział co to?
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Rozmowa się toczyła, a ja słuchałam jednym uchem i wypuszczałam drugim; Przywódcy czy Zastępcy naprawdę musieli tak dogłębnie wypytywać? W sumie tak, miało to sens, nie chciało się przyjąć byle kogo, chyba tylko ja miałam szczęście, bo Iskra został postawiony przed faktem dokonanym; do dzisiaj mnie zastanawiało czy był zawiedziony Traszką i jej postępowaniem oraz czy byłam intruzem w jego oczach, tak jak Kraśna Klacz mnie widziała… czy widzi nadal. W końcu obcy kot… o racja, rozmowa. Skupienie na całą sytuację wróciło mi akurat w momencie, w którym teść informował o daniu szansy, czyli co najważniejsze - brat nie wypadł najgorzej, a ja nie musiałam odprawiać go smutnym wzrokiem; trochę bym na pewno cierpiała, chciałam mu pomóc, ale nie mieliśmy wielkiej relacji, ale miałam nadzieję to zmienić skoro los nam pozwolił.
– Jeśli jest słabym łowcom to najwyżej wyślę go na polowanie z Traszką – zażartowałam, chociaż wiedziałam, że tylko Iskra załapie o co w tym chodziło, Żwir jednak miał dużo czasu na przekonanie się jakim kotem była… była. Uśmiech nie schodził mu z pyszczka, a ja cała rozpromieniałam, och! Może nie naprawiłam relacji z każdym, może z niektórymi czas mi uciekł i nie znajdę już sposobu na odwrócenie tego, ale przynajmniej małymi kroczkami były… miejsca, w których mi się udawało.
– Och! Słodkie imię! Jak myślisz Iskro, chyba może się tak nazwać? – zapytałam wesoło i spojrzałam na teścia z ekscytacją, sama nigdy nie myślałam o zmianie imienia, ale może… – O, w sumie jakie to piękne! Zacząć tak w nowym miejscu z nowym imieniem, musisz przyznać, że brzmi to pięknie! – powiedziałam rozmarzona, zwracając się bardziej do Przywódcy, ale Żwir… czy może raczej Szop został obdarzony uśmiechem w swoim kierunku.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Obserwując interakcję rodzeństwa wiedział, że dobrze zrobił. Czy podjął właściwą decyzję jako przywódca? Nie miał pojęcia, pewnie powinien był nieco dokładniej wypytać kocura przed wpuszczeniem do obozu. Ale przynajmniej dzisiaj będzie mógł pójść spać spokojnie jako on. I tyle mu wystarczało.
– Trochę bezlitośnie. – poruszył wąsami w rozmawieniu, gdy Trufla wspomniała o wysłaniu Żwira na polowanie z Traszką. Czekoladowa pointka zdecydowanie wdała się w... nieobecną część rodziny. I może niebieski nie był najmłodszym kotem w Klanie Wichru, powinien sobie poradzić w starciu z wymaganiami Traszki, ale wciąż byłoby to rzucaniem na głęboką wodę.
Ledwo uchylił pysk by odpowiedzieć na prośbę dotyczącą zmiany imienia, gdy wcięła się starsza siostra kocurka. Roziskrzona Gwiazda zamknął mordkę i uśmiechnął się lekko; miło było widzieć ją taką beztroską. Ale nie wdawał się z nią teraz w rozmowę, jedynie kiwnął łbem i skupił spojrzenie na najnowszym Wichrowym narybku. – Nie ma problemu. Zatem, gdy dotrzemy do obozu, przedstawię już ciebie wszystkim jako Szopa.
Raz czy dwa może o nich słyszał, takie podobne do jenotów. Coś pomiędzy lisem, borsukiem, a jenotem, może tak dokładniej, o. Nie występowały raczej w ich lesie, a przynajmniej Iskra żadnego nie spotkał przez sto trzydzieści księżyców życia, ale skoro Szop zaproponował takie nowe imię, najwyraźniej te zwierzątka miały dla niego jakieś znaczenie.
Krótkowłosy, poczochrany, kremowy, cętkowany kocur o europejskiej budowie ciała. Ma zielone, smutne, zmęczone oczyska.
paskudny!!! i tragiczny też. mega smutny, przygnębiony i w ogóle, niechętny na nic. trochę troskliwy, trochę posłucha. samolub z niego w ogóle.
Mustang [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
Klan Wichru. Był na STO procent pewien, że to jest granica. Od kilku chwil szedł, węsząc z taką uwagą, że momentami w ogóle zapominał o wszystkim innym - stąd kilkukrotnie zdążył się potknąć, czy wdepnąć w większą zaspę śniegu. Z plusów, nie myślał o... pewnych wydarzeniach. Wszystko tylko dlatego, żeby nie wpaść kolejny raz na patrol czy pojedynczego kota, który oddeleguje go za łapkę aż pod granicę. Nie było w tym nic złego. Z jednej strony - lepszym było być traktowanym jak kocię we mgle, niż jakby miał dostać srogie manto z zaskoczenia.
Nie musiał tu wracać, na dobrą sprawę - nawet nie miał tu żadnych interesów. Z drugiej strony, ostatnia rozmowa z nieznajomą mu kotką tak go zaciekawiła, że... trudno było mu po prostu iść w długą i nie wracać do tych myśli? Nie, to zbyt ładnie powiedziane. Zdecydowanie łatwo było przyćmić mu ciekawość czymś innym. Starał się chyba jednak z absurdalną siłą myśleć o WSZYSTKIM innym, byleby tylko nie o tym, co najłatwiej nasuwało się na myśl - to jest śmierć Mary. Każdą inną, najgłupszą nawet myśl czy interakcję, usiłował wysunąć na pierwszy plan, by dać odpocząć umysłowi chociaż na parę chwil.
Tych parę chwil spokoju, miał nadzieję że znajdzie tutaj. Raz jeszcze bardzo, bardzo ostrożnie się upewniając że jest na granicy, a nie na terenie, zaczął rozglądać się na boki. Być może, kto wie, znowu trafi na tamtego kota... chociaż, chyba nie wiedział czy chciał spotykać akurat ją. Miał wrażenie, że gdyby zaczął zadawać jej milion pytań... nie, gdyby w ogóle widziała, że wrócił - pewnie nie byłaby zbyt skora do rozmów. Z drugiej strony, kto wie jakie są inne koty w tych całych Klanach.
Tęcza polowała. Właściwie to próbowała polować. Technikę niby mieli już z Korzeniem przerobioną, ale jednak nie czuła się wystarczająco pewnie w samym akcie. Na żywym organizmie to było jednak jakoś inaczej, niż gdy się trenowało same pozycje.
Ze sobą pięknie poprosiła Kwieciste Grzbiety, by móc się poczuć bezpiecznie poza obozem, i choć Kwiatki odpowiedziały zupełnie niezrozumiale, tak faktycznie poszli razem z nią. Szkoda tylko, że jak Kwiatki, to i Polny Wiatr, a za nim Pszczeli Taniec. Psinka żałowała, że nie mogła pobyć z białymi wojownikami trochę sam na sam, skoro jej się podobali, ale ostatecznie stwierdziła, że lepiej mieć obstawę trzech kotów, niż jednego.
Skradała się gdzieś na polance, polując na mysz, która wysunęła się z norki na śnieg i rozglądała na boki. Tęcza pomyliła jednak technikę, i zamiast bezproblemowo złapać małą piszczkę, musiała pognać za uciekającym gryzoniem, który leciał jak na złamanie karku w stronę granicy. Przebiegła pomiędzy nogami kremowego samotnika, i zniknęła na polu. Psinka w tym czasie wyhamowała ostro, ze ślizgiem pojawiając się przed nieznajomym. Przyglądała mu się ze strachem w oczach, sparaliżowana, i nie była w stanie nawet zawołać po pomoc. Obijała tylko nerwowo ogonem o podłoże, prosząc w myślach, by nie był niebezpieczny.
WHENICLOSEMYEYES,IT'SA❀F A N T A S Y❀ Perfect plastic lifeˋ°•*⁀➷ . ✦from a magazine✦ . Then when I wake up,it's reality(prettygirls) I━c a n━have it all,live MYBarbie dreams ❤︎❤︎❤︎ Glitter nirvana,m a s c a r aon my eyes Can't see꒰the d r a m a꒱under my sequin sky Pink primadonna,I'MFEELINGHOTTONIGHT THAT PRETTY. ✦state of minds✦ .
Krótkowłosy, poczochrany, kremowy, cętkowany kocur o europejskiej budowie ciała. Ma zielone, smutne, zmęczone oczyska.
paskudny!!! i tragiczny też. mega smutny, przygnębiony i w ogóle, niechętny na nic. trochę troskliwy, trochę posłucha. samolub z niego w ogóle.
Mustang [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
Tego się nie spodziewał. Nie miał prawa się tego spodziewać. Jak sama myszka, która nagle przebiegła mu między nogami, nie była wcale aż tak dziwna i jedynie sprawiła, że się napiął i usunął delikatnie na bok, tak pojawienie się obcego kota tuż przed nim sprawiło, że usunął uszy do tyłu. Nie wiedział co powiedzieć. Na dobrą sprawę... jak właściwie na coś takiego zareagować? Na pewno się nie bał. James, w ogóle, chyba przy żadnym spotkaniu z Klanowym kotem jeszcze nie odczuwał faktycznego strachu. W tym wypadku był bardziej zszokowany?
Ona się bała. Wyglądała, jakby się bała. Po chwili trzymania powietrza w płucach, postanowił zrobić śmiesznie malutki krok w tył, żeby zdobyć odrobinę przestrzeni między ich dwójką. Do tego - jeśli jakimś cudem wszedł na tereny, już pokazywał że ma zamiar się wycofać. Chociaż ta biedna istotka przed nim chyba nawet nie myślała o tym, żeby go wyganiać. Aż gorzej mu się zrobiło, że tak się go bała. Słusznie, miała czego. On również by się bał, gdyby na siebie spojrzał. Odchrząknął zaraz. - Nie chciałem cię wystraszyć - rzucił luźno, licząc na to że przy takim wyjaśnieniu kotka nieco się uspokoi. Wyjaśnienie, to dużo powiedziane. W każdym razie, wystraszyć faktycznie jej nie chciał. Po prostu, nagle się przed nim tu pojawiła... - ...Jestem nieco zgubiony. Mam nadzieję, że nie wszedłem na teren Klanu?
To zaś miało go pokazać w tej pozycji, gdzie faktycznie nie miał zamiaru jej skrzywdzić, ani nie szukał problemów. Póki co, ilekroć mówił, że nie wie gdzie jest, każdy luzował. Możliwe, że czar pryśnie w każdej chwili i nagle magiczne wyjaśnienie nie będzie już działało tak dobrze jak milion wcześniejszych razy. Warto próbować do skutku. Z drugiej strony, dowie się może gdzie jest. To też na plus dla niego.
Napięte mięśnie poluźniły się minimalnie w momencie, gdy kocur się odezwał. W jednej chwili przestał być przerażającą postacią okrytą płaszczem tajemniczości, a zwykłym kotem, możliwe że w podobnym do niej wieku, choć Psince ciężko było to określić. Wyczuwała w nim starą duszę, wyglądał na zbolałego, choć nie była do końca pewna po czym mogła to poznać. Może po tych smutnych oczach? Nagle zrobiło jej się go zwyczajnie żal.
— Och...Nie. Nie wiem. Chyba nie — spanikowała, rozglądając się po najbliższe okolicy, choć nie była pewna, czy to była granica Klanu. Raczej nie, choć nie mogła dać sobie ogona uciąć. Trochę żałowała, że nie ma z nią jej towarzyszy, może by go przegonili raz dwa i nawet nie musiałaby z nim rozmawiać.
— Chcesz dołączyć do Klanu? Znaczy, czy tego tu szukasz? Znaczy, czy mam pójść po naszą Gwiazdę? Um...Pewnie cię przyjmie. Chyba. Mamy w Wichrze sporo kotów samotniczego pochodzenia — powiedziała, uśmiechając się niepewnie, trochę krzywo. Zrobiła krok w tył i dopiero w tej chwili podniosła się z ziemi na równe nogi, by móc pokazać się w pełnej okazałości. Marnej i niskiej, ale nadal pełnej.
WHENICLOSEMYEYES,IT'SA❀F A N T A S Y❀ Perfect plastic lifeˋ°•*⁀➷ . ✦from a magazine✦ . Then when I wake up,it's reality(prettygirls) I━c a n━have it all,live MYBarbie dreams ❤︎❤︎❤︎ Glitter nirvana,m a s c a r aon my eyes Can't see꒰the d r a m a꒱under my sequin sky Pink primadonna,I'MFEELINGHOTTONIGHT THAT PRETTY. ✦state of minds✦ .
Krótkowłosy, poczochrany, kremowy, cętkowany kocur o europejskiej budowie ciała. Ma zielone, smutne, zmęczone oczyska.
paskudny!!! i tragiczny też. mega smutny, przygnębiony i w ogóle, niechętny na nic. trochę troskliwy, trochę posłucha. samolub z niego w ogóle.
Mustang [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
...To nie była odpowiedź jakiej oczekiwał. Właściwie, to nie była żadna odpowiedź. Jeśli ona sama nie wiedziała, gdzie jest - nic dziwnego, że była tak spanikowana. James rozejrzał się na boki, raz jeszcze usiłując zidentyfikować to miejsce. Szukał odrapanych drzew czy kamieni, ale... nie widział nic. Może stał w złym miejscu? Nie śmiałby się teraz ruszyć. Wzrokiem wrócił na nią, nie komentując jej wątpliwości co do tego gdzie są. Zestresowałby ją bardziej.
Chwilę później, znów się odezwała. Propozycja, jaką zarzuciła... w pewnym stopniu kusiła, ale chyba nie potrafił nadal o tym myśleć jako o czymś, co teraz mu jest potrzebne. Zdecydowanie, jednak, chwilę w głowie mielił jej słowa, walcząc z samym sobą, żeby jej odmówić. - Właściwie, chciałem po prostu porozmawiać o Klanie. Nie tak dawno spotkałem pewnego kota, z Klanu Wichru, który mówił o Przywódcy... - skrzywił się. - Nie najlepiej. Właściwie, o tym wszystkim, jakby to wyglądało. Nie dopytywałem tego kota, bo nie zdawał się skory do rozmów.
Właściwie, nawet nie wiedział jak "ten kot" ma na imię. Mógłby ją opisać - bo takie rzeczy zostawały mu w głowie chyba bardziej, niż jakby tego chciał. - Jeśli to nie problem - bo jeżeli nadal się stresowała, nie miał zamiaru jej zmuszać. Chociaż, być może stresowała się mniej?
Wstała, a James - jak to chyba w tej chwili miał już w zwyczaju - zlustrował ją spojrzeniem z góry do dołu. Miała futro, które mimo że krótkie, chyba aż zbyt bardzo przypominało mu futerko jego partnerki. Przechylił głowę i... nie, jednak było inne. Ale podobne pręgowanie wystarczyło, by kremowy zaczął się nakręcać. Skrzywił się pod nosem na swoje własne myśli, zaraz wypuszczając powietrze nosem. Ostatnim co teraz powinien robić było myślenie o Mary. Przyszedł tutaj dosłownie zdobywać informacje, był ciekawy tych całych Klanów, powinien się skupić.