Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Zmarszczyła nieco swój różowiótki nosek, obserwując uważnie Chmielograba i przekręciła nieco swoją głowę, patrząc na niego z jeszcze większym zdziwieniem. Że... Co takiego? On miałby jej czyścić futerko? Czyli że co, sugerował jej, że sobie nie radziła, tak? I że trzeba jej pokazać, jak to się robi? Nie, ona udowodni mu, że wcale tak nie jest, pokaże, że ona jest bardzo dobra w czyszczeniu własnego futerka, w końcu robi to już ponad dwadzieścia księżyców! Czy on myślał, że jest jakaś głupia, czy coś takiego?
Nieee, skądże. Pewnie chciał po prostu jej pomóc, żeby pokazać, że ją lubi! Skwaszono-zdziwiona mordka Króliczej w jednej chwili stała się synonimem szczęścia i ekscytacji, radości, ponieważ jej przyjaciel faktycznie ją LUBI. Tyle razy jej to dzisiaj pokazał! - Yyy, nie, no co ty, Cicha Łapo, ja sobie sama z tym poradzę (!), ja oczywiście wiem, że ty bardzo się starasz mi pokazać, że mnie lubisz, ale wiesz co, przecież ja wiem, że jestem twoją przyjaciółką, jakbym nie była, to przecież byśmy się tak często nie spotykali, ale, och, musimy się przecież spotykać częściej, jesteś naprawdę kochany, że mi to proponujesz, ale wiesz co, ja czyszczę sobie sama futerko z dwadzieścia cztery czy też pięć księżyców, w sumie to moja mama jest dość leniwa, bo ona woli jedzenie, ale nie mów jej tego, bo nie chcę, żeby było jej przykro, w sensie, ona nie jest leniwa, bo to dość negatywne słowo, ona po prostu, o, bardzo lubi jedzenie (!), o wiele bardziej niż ja, ona je dużo, a ja, haha, mało, tak sobie ze sobą kontrastujemy, może to dlatego jestem taka niziutka, nie to, co moja siostra, Ciernisty Kwiat, ona jest medyczką w naszym klanie, o czym ci już z resztą mówiłam, ale wolę jednak ci przypomnieć, bo czasem łatwo się w tym wszystkim pogubić, zwłaszcza, jeśli się tego kogoś nie zna osobiście, ale mimo, że ona się zajmuje tymi ziółkami i tak dalej, to jednak prawdziwa z niej wojowniczka i czasem jej tego zazdroszczę, a potem sobie przypominam, że zazdrość to jest przecież bardzo brzydkie uczucie i przestaję - powiedziała, po czym zaczęła czyścić swoje futerko tak prędko, jak to było tylko możliwe, żeby udowodnić kocurowi, że przecież wcale nie jest niedojdą - a co do tego, co chciałabym dla ciebie zrobić, to nie wiem, bo to przecież oznaczałoby, że to ja daję tobie zadania, a nie ty mi, a to przecież miało być zupełnie inaczej, no i muszę przyznać, że chyba niczego nie wymyślę, bo nie wiem, jakie informacje mogłyby ci się przydac na tym całym wygnaniu, huh, jak oni mogli cię doprowadzić do tego stanu, mój ty biedaku, oszczercy! - wyrzuciła z siebie dwie odpowiedzi na jednym wydechu, po czym kontynuowała czyszczenie futerka, unosząc wysoko prawą przednią łapkę i wylizując cały brud spomiędzy jasnoróżowych poduszeczek.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Zdecydowanie wolałem, kiedy tak po prostu potakiwała entuzjastycznie głową i przynajmniej siedziała cicho. Mogłem się dłużej delektować tą niezwykłą chwilą, zamiast przerywać ją w ten sposób, jednakże liczyłem na to, że zamkniemy się w uścisku i Królicza zamilknie na dłuższą chwilę. Chociaż pewnie skutek byłby odwrotny i pysk by jej się nie zamykał. Czasami naprawdę odnosiłem wrażenie, że ktoś jej go kiedyś powinien odgryźć, może nawet ja, acz była zdecydowanie bardziej użyteczna z nim, niż byłaby bez niego i całe szczęście miałem tego świadomość.
- Nie powiedziałem, że sobie nie radzisz - odparłem krótko. Chyba nie mogłem dzisiaj na nic liczyć. Żadne z typowych zagrywek nie działały, więc postanowiłem jeszcze poprowadzić tę rozmowę, a potem faktycznie chciałem jej dać kolejne zadanie, żeby, jak to stwierdziła, się nie nudziła. Wyłączyłem się mniej więcej gdzieś w połowie i jedynie patrzyłem na nią udając, że z zainteresowaniem wszystkiego słucham. Była taka naiwna i niewinna. Na dodatek nie przypuszczała, że to wszystko co o mnie mówili było prawdą. Chciałbym w przyszłości więcej kotów uczynić moimi narzędziami w podobnym stopniu, co Króliczą.
- Lubisz kocięta, prawda? - zacząłem. Stwierdziłem, że w rozmowach z Króliczą Łapą muszę być bardzo bezpośredni, ponieważ jej mały móżdżek najwyraźniej nie rozumiał innych sygnałów, które jej wysyłałem.
- Nie chciałabyś mieć swoich? - zapytałem w końcu i spojrzałem jej prosto w oczy, a moje złociste ślepia zalśniły w promieniach słońca, które przedarły się przez korony drzew.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Mały móżdźek Króliczej nie ogarniał tego wszystkiego, tych całych spraw z rozmnażaniem i dziwnymi, tajemnymi sygnałami - tak to już jest, jak się nie uczęszcza na lekcje wychowania do życia w rodzinie. Tak to już jest, kiedy twój klan ich nie organizuje - bo Królicza bardzo lubiła kocięta i z pewnością podowiadywałaby się, jak właściwie sprawić, że pojawią się te piszczące, wesołe kulki, które były niemalże tak entuzjastyczne, jak ona sama, choć zazwyczaj, przeciwieństwie do niej, wyrastały z tego z wiekiem. Niestety, gdyby tylko dowiedziała się, co i jak, zapewne zwiałaby z takowych zajęć, schowana w jakiejś norce pod korzeniami drzewa i zaczęłaby się zasypywać piachem, byleby tylko odgrodzić się od tego wszystkiego. I pozostawało jeszcze najgorsze: świadomość, że jej tatuś i mamusia dokonali czegoś TAK obrzydliwego byłaby zapewne nie do zniesienia. Nie mówiąc już o jej braciszku, który przecież też miał swoje kocięta. - No ba, że lubię, są takie miłe, i wesołe, i entuzjastyczne, zupełnie tak, jak ja, no i nie są takie wysokie jak wy wszyscy wokół, nie muszę zadzierać głowy tak, jak przy dorosłych kotach, tak jak przy tobie chociażby, o, patrz, jak ją muszę zadzierać - powiedziała, wstając i przenosząc ciężar ciała na czubki swoich palców spróbowała spojrzeć Chmielograbiowi w oczy, zadzierając wysoko swoją głowę. - no i zawsze chcą z tobą spędzać czas, jeśli może się im poopowiadać historie i chętnie miałabym swoje, no ale wiesz, Chmielograbie, do tego trzeba kogoś kochać, bo kocięta się podobno biorą z miłości, tak mi ktoś kiedyś powiedział, jak się o to pytałam kiedy byłam kociakiem, ale ja kocham wszystkich, tak naprawdę wszystkich, chociaż Bagienną Trzcinę to trochę mniej, bo ona każe mi zabijać zwierzątka na treningu, chociaż to oczywiście nie jej wina, wiadomo, tak trzeba i ona się naprawdę stara, żeby zrobić ze mnie wojownika, mimo, że poluję i walczę raczej marnie, bo jednak jestem bardzo malutka (!), ale jednak się staram, bo nie chcę, żeby było jej smutno, no i Olchową Łapę, bo on zrobił jakąś krzywdę swojej siostrze i to nie tak, że to są pomówienia, jak w twoim przypadku, bo on się do tego jednak przyznał, no i w ogóle chyba tego nie żałował, ale on nie jest zły, tylko się trochę pogubił, tak jak ciebie kiedyś trochę poniosło i próbowałeś mnie poddusić, kiedy spotkaliśmy się pierwszy raz, a potem się opanowałeś i zrozumiałeś swój błąd no i patrz, jaki z ciebie porządny kawaler (!), no i tak szczerze mówiąc, to ja kocham wszystkich, ale nic z tego nie wyszło, więc chyba po prostu kocham wszystkich jeszcze za mało, ale postaram się bardziej, a ty czemu właściwie pytasz, co? - spytała się go, ciesząc sie, że zainteresował się nią i jej poglądami. Naprawdę był z niego porządny przyjaciel!
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Wygłupiłem się. Autentycznie byłem w tym momencie zażenowany sam sobą i byłem zawiedziony sam sobą, że w ogóle chciałem cokolwiek robić z tą przygłupią, naiwną i niedojrzałą kocicą. Zachowywała się jak kocię, a kocięta mnie w żadnym wypadku nie interesowały. Chyba za bardzo uwierzyłem w jej wielofunkcyjność i przydatność, a teraz zrozumiałem, że przesadnie niskie wymagania wobec Króliczej do tego doprowadziły. Wypadałoby podnieść poziom, dlatego usiadłem wygodnie, zamiast leżeć obok niej. Nie miałem na nią już żadnej ochoty. Kolejna fala słów terminatorki z Klanu Cienia utwierdziła mnie jedynie w moim wniosku. Kocięta brały się z miłości? Ciekawe. Jej świadomość zakrawała o etap kocięcy, a przecież miała na karku więcej księżyców ode mnie. Żałosne.
- Biorą się z miłości, bardzo często, ale nie tak, jak ty sobie to wyobrażasz. Trzeba przejść do bardziej fizycznych aspektów tej, hm, "miłości". - Chuci właściwie, ale darowałem sobie to słowo z myślą, że pewnie i tak nie zrozumiałaby, co miałem na myśli. Powiedzmy, że odbierała ode mnie właśnie małą lekcję o tym skąd biorą się nowe kocie pokolenia. Większość jej wypowiedzi pominąłem, ponieważ nie wnosiła niczego wartościowego, czyli nic nowego, chciałoby się powiedzieć.
- Jeśli chciałabyś mieć kocięta, to najpierw musiałabyś się dowiedzieć, jak faktycznie działa ten aspekt kociego życia i powiem ci, że jest on o wiele bardziej cielesny, niż mogłoby ci się wydawać. Może mógłbym ci pokazać, ale nie sądzę, żebyś była z tego zadowolona - odpowiedziałem nonszalancko praktycznie na nią nie patrząc. Męczyło mnie już jej towarzystwo. O dziwo, zdobyłem się na jakąś dłuższą wypowiedź, ale tylko i wyłącznie dlatego, ponieważ praktycznie od zawsze uważałem, że wiedza jest potęgą, a jej brakowało takich podstaw.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
A tam przygłupią, jeśli ktoś jej powiedział, że kocięta biorą się z miłości, to ona w to uwierzyła, nawet, jeśli tą informację zaserwowano jej wtedy, gdy była jeszcze kociakiem. Wiadomo przecież, że była dość ufna i naiwna nawet teraz, jak bardzo wierzyć w słowa innych musiała wtedy, kiedy miała z dwadzieścia pięć księżyców mniej? Zawsze chciała mieć kocięta, zawsze lubiła z nimi przebywać, nic więc dziwnego, że ten temat w końcu ją zainteresował i że się kogoś spytała - pech chciał, że przedstawiono jej akurat wersję za kociąt i że ona sama nie pytała już o to więcej, wtedy, gdy była starsza. Cała sytuacja była dość dziwna, ale i śmieszna, można było mieć wrażenie, że to tylko groteska bądź dziwaczny żart ze strony białej - o ile oczywiście się jej nie znało.
Większość wypowiedzi Chmielograba skomentowała rozdziawionym szeroko ze ździwienia pyszczkiem. Że... co? Wkręcał ją, czy jak? Przecież powiedzieli jej, że kocięta biorą się z miłości, a nie żadnych tam dziwnych rzeczy, jakichś tam aspektów! To wszystko było takie nowe, takie pokręcone, a ona sama zaczynała się już w tym wszystkim gubić na chwilę, że nawet przestała się odzywać! Nie na wieczność oczywiście, ale dobre i to, zwłaszcza, jeśli nie lubi się tej całej paplaniny słuchać. - A-ale - zaczęła, zamykając po swojej wypowiedzi pyszczek, bo zorientowała się, że stoi tak z rozdziawioną mordką, a przecież tatuś mówił jej nie raz, że to nie przystoi. - chciałabym, a-ale to jest dzi-dziwne, m-mówili mi i-inaczej! - zaczęła dziwnie krótką wypowiedź, czując, jak skręca się jej żołądek. Kto ją oszukiwał? Klanowicz, czy Chmielograb? - Cz-czemu n-nie? - spytała, zastanawiając się, czemu nie miałaby być zadowolona z jakiejkowliek cielesności i coraz bardziej gubiąc się w tym wszystkim. W końcu... Przecież lubiła się przytulać! I w ogóle lubiła naruszanie własnej przestrzeni osobistej, cudzej z resztą też, skąd wiec takie przypuszczenia u Chmielograba? Może po prostu tego nie wiedział? Przysunęła się bliżej niego, żeby mu udowodnić, że się myli, bo ona się bardzo lubiła przytulać - dziwne, że nigdy tego nie zauważył, bo przecież rzucała się w jego kierunku już nie raz, zwłaszcza na powitanie!
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Nie spodziewałem się, że moja mała lekcja odejmie jej trochę języka. Wydawała się być coraz to bardziej zszokowana gdy wypowiadałem kolejne słowa, jakbym opowiadał o jakichś nieprawdopodobnych, nierzeczywistych rzeczach, a przecież rozmawialiśmy właśnie o czymś tak przyziemnym jak żądze i samo rozmnażanie, z którego wzięły się wszystkie koty. Żaden z nas nie wyskakiwał z macicy swojej matki bez wcześniejszego dogłębnego udziału ojca. W końcu na nią spojrzałem lekko unosząc brwi.
- Opowiedzieli ci historię dla kociąt - odrzekłem. Nie było czego tutaj więcej wyjaśniać. Od tamtego czasu minęło sporo czasu i najwyraźniej nikt nie wpadł na to, żeby uświadomić swoją infantylną siostrę, kuzynkę, czy też córkę o tych sprawach w dojrzalszy sposób. Tak oto dotarliśmy do momentu, w którym to wszystko spoczęło na moich barkach i nie byłem z tego względu zadowolony. Zwłaszcza, że moja ochota na cokolwiek malała z każdym kolejnym uderzeniem serca, gdy musiałem jej to wszystko wyjaśniać. Zanim zdążyłem jej odpowiedzieć na to czemu by nie chciała, ta przysunęła się od mnie i po raz kolejny naruszyła moją przestrzeń osobistą.
- Wtedy mielibyśmy razem kocięta. Poza tym, zapewne zburzyłby całe twoje wyobrażenie o tych sprawach. Aspekt cielesny, o którym mówiłem zakrawa o coś więcej, niż zawieszenie się mi na szyi. Jeśli chce się dodać trochę romantycznego napięcia, to czasami pojawia się ślina, której tak nie lubisz - mruknąłem. Zastanawiałem się, jak w ogóle ten etap mógł ją ominąć. Kochała wszystkich tak samo, jasne, ale nigdy nie czuła się dziwnie w obecności kocura, ani nie, jakby to powiedziała Pleśń, grzała się? Rozmowa zaczynała z żenującej przeradzać się w coś ciekawszego niż mogłem na początku przypuszczać.
- Nigdy nie czułaś się dziwnie w obecności jakiegoś kocura i cię do niego nie ciągnęło? - zapytałem na koniec. Co prawda, nie wiedziałe, czy kocice faktycznie tak to odbierają, jednakże mogłem bazować na swoich własnych doświadczeniach.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Oszukali ją, czy on ją oszukiwał? To w sumie robiło się coraz bardziej dziwne, bo mimo wszystko Królicza zawsze wiedziła cienistym, a tu masz ci los, okazywało się, że jednak ją okłamali! Wiadomo przecież, że Chmielograb mówił prawdę - był taki miły, taki odważny, taki silny i dzielny, miał dobre serduszko, pracował nad sobą, musiał więc być równiesz szczery!
A ona chciała mieć kocięta!
Ale z drugiej strony - naprawdę, ślina? Sama nie wiedziała, która strona była w niej silniejsza, ta, która chciała kocięta i lubiła Chmielograba, czy ta, która co prawda również lubiła Chmielograba, a kompletnie nie lubiła śliny. Trochę niezręczna sytuacja, zapewne dla ich obojga, a już na pewno zwłaszcza dla białej. Można by w sumie pomyśleć, że kocur bawił się jej kosztem, wpędzając ją w ten róg niezrozumienia, który sprawił, że niemalże ponownie rozdziawiła mordkę, po chwili jednak opanowała się, słysząc w głowie słowa Chrzanowego Korzenia i jego zdanie na ten temat. - No, czasami czułam się dziwnie, ale chyba nie o to ci chodzi, och, to wszystko jest takie pokomplikowane, nic z tego nie rozumiem, w ogóle wszystko mi się miesza w głowie, oni mówili wersję dla kociąt, ty mówisz jakąś inną, a w tym wszystkim jestem pogubiona ja, i wszystko mi się tak strasznie miesza i w ogóle, a ty... ty to masz jakieś kocięta, Cicha Łapo? - spytała, próbując zmienić temat na taki, z którym teraz czuła się bardziej komfortowo, choć w pewnym momencie zorientowała się, że w sumie wcale się tak nie czuje. Odsunęła się od Chmielograba o jeden kroczek, a potem drugi, przypominając sobie, o co w ogóle jej na samym początku chodziło. - Uciekłam z treningu, Cicha Łapo, i chyba już będę wracać, bo pewnie się na mnie i tak zdenerwują i tak w sumie to już się boję, że będą na mnie bardzo źli, bo jednak przebiegłam chyba bardzo duży kawał drogi i w ogóle, mam nadzieję, że nie jest ci smutno, biedaku, ja ci obiecuję, że będę cię przed tymi oszczercami bronić, ha, nie może być tak, że oni wszyscy cię poniżają i że przez nich musisz siedzieć na tych ziemiach niczyich całkiem sam, och, przecież to jest niedorzeczne i niebezpieczne, Cicha Łapo, więc powiedz mi, czy masz dla mnie jeszcze jakieś zadanie, czy mam już iść, bo tak w sumie to muszę pomyśleć nad tym wszystkim i tak w ogóle to chyba nie powinnam była uciekać z całego tamtego zamieszania, ale tak bardzo się przestraszyłam tego, że wszyscy zaczęli się kłócić, co ja mówię, nadal się boję, ale chyba powinnam już wracać, bo będę bać się jeszcze bardziej... - stwierdziła, wstając i jeszcze bardziej odsuwając się od kocura. Był jej przyjacielem, ale mówił jakieś dziwne rzeczy, a ona praktycznie nic z tego nie rozumiała. Chyba będzie musiała porozmawiać o tym z bratem, on wyrażał się w zdecydowanie prostszy sposób, no i w końcu miał własne kocięta, więc pewnie będzie jej mógł powiedzieć, kto mówił prawdę.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Miałem wrażenie, że patrzę na małe, niewinne kocię, które dopiero co poznaje świat i zrozumiało, że, nie wiem, koty mordują się wzajemnie, co dla umysłu takiego czteroksiężycowego kociaka może być informacją zbyt brutalną. Zapewne ledwo zrozumiał, jak naprawdę działa śmierć, może doświadczył jakiegoś pogrzebu, a teraz okazuje się, że to on w przyszłości ma zabijać nie tylko zwierzęta, ale również inne koty. Doprawdy szokujące. Miałem ochotę wywrócić oczami, a robiłem to wyjątkowo rzadko. Pewnie dlatego, że niewiele kotów mogło mnie aż tak do siebie zniechęcić w przeciągu parunastu zdań. Albo parudziesięciu, ale Królicza Łapa rządziła się w tym wypadku własnymi prawami.
- Te dwie historie, zarówno ta dla kociąt, jak i to co ja ci opowiedziałem, to dwa różne elementy jednej układanki, Królicza Łapo - powiedziałem i spojrzałem na nią, gdy zaczęła się ode mnie odsuwać. Wyglądało na to, że chyba za bardzo poruszyła ją ta rozmowa i teraz włączył jej się mechanizm obronny. Czyżby doświadczyła tego pierwszy raz w życiu? Nie, jednak nie. Przecież dopiero co uciekła z własnego treningu. Interesujące, że jednego dnia dwa razy uruchomiła w sobie ucieczkę. Nawet przed podduszaniem nie uciekała.
- To nie twoja wina - odrzekłem krótko. Chciałem jeszcze bardziej zbliżyć ją do mnie. Niech sądzi, że faktycznie ma we mnie przyjaciela, wsparcie, czy czego by mogła oczekiwać. Nie był to jednak koniec. Postanowiłem, że faktycznie będę miał dla niej jakieś zadanie, chociaż nie było ono związane ściśle z moimi planami. Być może dzięki temu nabierze kolejnej przydatnej funkcji.
- Chcę, żebyś porozmawiała o tym, co ci właśnie powiedziałem, z bratem, skoro ma kocięta i z Ciernistym Kwiatem, która powinna mieć jakąś wiedzę na ten temat w związku ze stanowiskiem, które obejmuje. To wszystko. - Niech już idzie. Zdecydowanie za dużo gadała, przez co, ku swojemu zdziwieniu, zmęczyłem się. Potrzebowałem teraz chwili ciszy. Postanowiłem również, że będę musiał o tym podyskutować z kimś mądrzejszym od niej, czyli najprawdopodobniej z Pleśnią.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
- A-aha - powiedziała, cofając się nieco znowu. To było... dziwne. Bardzo dziwne! A ona chyba się w tym trochę gubiła i musiała stąd jak najszybciej iść. Pytanie tylko gdzie miałaby pójść? Bała się wrócić do obozu, bo przecież pewnie wszyscy nadal się kłócili, a nawet, jeśli nie, to z pewnością będą na nią bardzo źli i będzie musiała patrzeć na ich wściekłe spojrzenia... Z drugiej strony, jeśli tu zostanie, to Chmielograb znowu będzie jej pewnie mówił o jakichś dziwnych rzeczach i tym podobnych... - A właśnie, że moja, Cicha Łapo, bo jakbym nie przyznała się Bagiennej Trzcinie do tego, że znam koty, które są spoza klanu cienia, Wzburzoną Łapę, kilka kotów z klanu wichru i samotników, takich jak Pleśń na przykład, albo jakbym się zgodziła z tym, że mówię im o jakiejś wiedzy zakazanej, co było nonsensem, bo o Gwiezdnych to ja mówiłam Jaskółce, a ona jest córką Traszkowego Grzbietu, oby jasno świeciła na Srebrnej Skórce, a nie jakąś tam, phi, samotniczką (!), ojej, przepraszam, miałam na myśli, że nie jest jakimś tam rządnym krwi barbarzyńcem, a nie że takim samotnikiem jak ty, porządnym, szlachetnym, dobrym i miłym, p-pomimo tego, że mówisz takie d-dziwne r-rzeczy, więc przecież mogłam jej opowiadać o Gwiezdnych, no i jakbym się jej nie postawiła tylko przyznała jej rację, to by tam nie przyszło tyle kotów, och, ich było tak dużo i wszystkie były zdenerwowane, i Wężowa Gwiazda też był i ja się tak bardzo bałam, ale teraz będą się na mnie złościć jeszcze dlatego, że sobie poszłam i ja się boję, że mogą mnie w-wyrzucić, bo przecież nie zachowałam się tak, jak powinnam, i teraz w sumie pewnie nie dość, że są źli, to pewnie jest im przykro, bo mogli przeciez uznać, że ich nie szanuję, a t-to przecież jest w-wcale nie t-tak! - powiedziała, czując, jak znowu zaczyna płakać - tak samo, jak podczas ostatnich księżyców, kiedy musiała trenować z Bagienną Trzciną. - Dobrze, Cicha Łapo, porozmawiam z bratem, obiecuję, a-ale m-mogłabym n-nie m-mówić o tym z s-siostrą, bo ja się boję, że ona uzna, że jestem jakaś głupia, no i nie mówiąc już o tym, że pewnie pomyśli, że to wstyd w rodzinie, że ktoś tak długo wierzył w tą wersję dla kociąt, no i ona musi leczyć i zbierać ziółka i na pewno nie będzie miała czasu na takie rozmowy, bo przecież jednak ona musi opatrywać i leczyć no i ja nie chciałabym, żeby komuś stała się krzywda i w ogóle, więc może lepiej spytam tylko brata, może tak być, prawda (?), tylko proszę, naprawdę proszę, Cicha Łapo, nie bądź na mnie za to zły... - powiedziała, cofając się o kolejny krok i spuszczając wzrok na własne łapy. Iść, czy siedzieć samej na cmentarzu, czy iść nie wiadomo gdzie, byleby nie wracać do obozu i nie zmuszać innych do patrzenia na siebie, oto jest pytanie...
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Powoli zaczynała mnie boleć głowa. Najwyraźniej nie byłem na tyle przygotowany, aby przez tak długi czas znieść jej gadaninę, która zaczynała mi się powoli mieszać i coraz gorzej szło mi wyłapywanie istotnych informacji. Na przykład z tego, co teraz powiedziała praktycznie niczego nie zrozumiałem. Wyłączyłem się na większość i słyszałem jedynie urywki zdań, które ciągnęły się i ciągnęły. Przeniosłem wzrok na leniwie toczące się po nieboskłonie słońce, żeby sprawdzić ile czasu już tutaj z nią siedzę i cóż - wyglądało na to, że zdecydowanie zbyt długo. Być może właśnie z tego powodu pojawił się ten tępy, nieprzyjemny ból głowy.
- Przecież nie stawiasz kotów spoza klanu nad samym klanem, więc dlaczego miałabyś się do tego nie przyznawać? - mruknąłem pytająco ze świadomością, że pytająca forma wcale nie urwie tej rozmowy. Miałem ochotę po raz kolejny wrócić do dyskusji o kociętach i o tym, jak faktycznie się je robi, żeby tylko już sobie poszła. Dobrze, że sama dała mi okazję do powrotu do tego tematu. Moje złociste ślepia zalśniły w blasku zachodzącego słońca, gdy spojrzałem prosto w jej błękitne, jasne oczy.
- Nie, nie może. Ciernisty Kwiat może mieć dużo do powiedzenia na ten temat i sądzę, że przedstawi ci to wszystko rzetelniej ze względu na bycie medykiem - odpowiedziałem wstając, a głos miałem silny. Nie brałem pod uwagę tego, że w tym momencie może mi się w jakiś sposób sprzeciwić. Nalegałem. Uniosłem wysoko ogon i powoli przygotowywałem się do odejścia. Byłem przekonany, że pewnie szukają Króliczej, toteż im szybciej wyślę do obozu, tym będzie dla nas lepiej.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Na pytanie Chmielograba wzruszyła tylko ramionami, czując, że tak, faktycznie znowu płakała. To już drugi raz podczas tego dnia - niespotykane zjawisko, choć odkąd Bagienna Trzcina zaczęła zmuszać ja do zabijania, miało ono miejsce coraz częściej. Zazwyczaj biała nie rozklejała się przed nikim, nie licząc tej rozmowy z Motylem, teraz jednak... Miała dość tego treningu. Jak już powiedziała Motylowi, wolała zostać matką i zająć się kociętami - nie własnymi, oczywiście. Chciała mieć swoje kocięta, to jasne, jednakże kiedy myślała o tym, o czym naopowiadał jej Gburek... Nieee. To wszystko było chyba zbyt dziwne. Ale z drugiej strony, jeśli jej mamusia tak się zachowała i jeśli jej braciszek zrobił to samo, to... To chyba nie mogło być tak źle, prawda? A może jednak nie mogło?
Będzie musiała o to spytać kogoś bardziej zorientowanego w rodzinnych sprawach, oczywiście dopiero wtedy, kiedy już odważy się powrócić do obozu. Tylko kogo...?
KROGULEC!
Jej przyjaciółka zawsze była taka odważna i zorientowana we wszystkim, w walce, w polowaniu i w innych okropnych sprawach, o których Królicza przeważnie miała dość małe pojęcie, więc może w tym też jej pomoże? Jeśli Królicza ją ładnie poprosi, to pewnie tak będzie - chyba, że okaże się, że szylkretka jest na nią jednak zła tak samo, jak reszta... To wszystko było zdecydowanie zbyt skomplikowane. Ale wypełni zadanie, na pewno to zrobi, a jej przyjaciel będzie z niej dumny! Pytanie tylko, dlaczego kazał zbierać jej te informacje, zamiast zrobić to samemu, jeśłi tak go ta kwestia interesowała? - N-nie, Cicha Łapo, mogę się spytać brata, ale Ciernisty Kwiat na pewno ma ważniejsze sprawy niż ta, musi leczyć, musi dbać o koty z klanu, musi zbierać zioła i pomagać innym w cierpieniu, powinna prowadzić rozmowy z chorymi i dopytwać się ich o ich stan zdrowia, a nie znosić obecność tej głupiej, bezużytecznej, beznadziejnej siostry, Cicha Łapo, spytam się o to wszystko brata, bo i tak wie, o co chodzi w tym wszystkim, bo przecież ma kocięta, i jego wiedza powinna być wystarczająca, mogę jeszcze kogoś innego spytać, jak się dowiem, że coś wie, ale na pewno nie będę zawracać głowy mojej kochanej przez Gwiezdnych siostrze, a, tak swoją drogą, to czemu chcesz tak koniecznie dowiedzieć się, jak się robi te kocięta? - spojrzała się na niego z wyraźnym zdziwieniem, choć już nie przepełnionym szokiem, który można było w nich zobaczyć kilka chwil temu, również podczas rozmowy z Chmielograbem.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Zamiast zacząć wracać na terytorium własnego klanu Królicza postanowiła się rozpłakać. Generalnie nie poruszyło mnie to w żadnym calu, ale w pewnym momencie tknęło mnie, że przecież w ten sposób łatwo jeszcze bardziej ją ku sobie przyciągnąć. Koty zaczynały żywić jakieś uczucia do tych, którzy byli dla nich mili i przejmowali się ich losem, a przynajmniej tyle zdążyłem zauważyć w trakcie swojego życia. W takim razie dlaczego miałbym tego nie wykorzystać na swoją korzyść? Postanowiłem zbliżyć się do niej i po prostu wytrzeć łapą płynące po jej policzkach łzy. Nie byłem gotowy na... przytulanie się. Zdecydowanie za bardzo szanowałem swoją przestrzeń osobistą i nie lubiłem, kiedy ona przekraczała granicę wieszając mi się na szyi.
- Ja wiem, jak się robi kocięta. Chcę, żebyś ty się dowiedziała. Wiedza, nawet tak błaha, jest ważna i przede wszystkim podstawowa. Masz porozmawiać o tym z Ciernistym Kwiatem. Chyba nie chcesz, żebym się na tobie zawiódł, prawda? - Tym razem nachyliłem się nad nią i szepnąłem jej do ucha. Ciekaw byłem, czy faktycznie była mi aż tak oddana i na tyle przejmowała się moim zdaniem, aby wziąć sobie do serca fakt, że mógłbym się na niej zawieść. Na początku naszej znajomości nie sądziłem, że badanie zachowań na tym osobniku będzie tak interesujące. Szkoda tylko, że czas mijał i mijał, a ona nadal tu była.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
O, nie. Nie, nie, nie. To wszystko komplikowało się coraz bardziej. Nie mogła zawracać głowy siostrze, ale z drugiej strony... Chyba nie chcesz, żebym się na tobie zawiódł, prawda?
Sama już nie wiedziała. Oczywiście, nie chciała, żeby Chmielograb był na nią zezłoszczony, albo żeby czuł jakikolwiek żal do jej osoby, toteż stanęła właśnie nad bardzo trudnym wyborem - zdenerwować siostrę, medyczkę, członkinię klanu cienia, czy też nie wypełnić zadania, które dostała od swojego przyjaciela, jej szlachetnego obrońcę, samotnika, który został niesłusznie wygnany z klanu? - N... - powiedziała, ale nie dokończyła swojej wypowiedzi, zanosząc się jeszcze większym szlochem, pomimo, że ten wykonał ku niej już trzeci przyjacielski gest tego dnia - nie mogła się powstrzymać od płaczu, była kompletnie rozdarta. Rozzłoszczenie siostry albo zawiedzenie przyjaciela. Sytuacja, z której Królicza miała tylko jedno wyjście - musiała uniknąć rozmowy z Ciernistą i oszukać Chmielograba, że ją odbyła. A to nie będzie łatwe - w końcu Królicza brzydziła się kłamstwem, chyba, że było to tak zwane kłamstwo białe.
Wiedząc, że będzie musiała oszukać przyjaciela, nie mogła przestać płakać - cała ta sytuacja trwała jeszcze przez jakiś czas, a zanim się uspokoiła, musiało minąć jeszcze kilka kolejnych chwil.
z/t ? Chyba, że Gburek ją zatrzyma, to będzie trzeba zignorować ostatni akapit.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Próbowałem coś z nią... zrobić. Cokolwiek użytecznego, ale im dalej brnąłem w tę rozmowę, tym bardziej zaczynała szlochać i drażnić moje wrażliwe uszy oraz odbierać mi chęci do czegokolwiek, a może nawet, gdyby moje spotkanie z nią trwało dłużej, to i do życia. Dlatego właśnie nie zamierzałem jej zatrzymywać i puściłem wolno, gdy ode mnie odbiegła. Miałem przez nią mokre futro, co obniżało moje wewnętrzne poczucie komfortu. Będę musiał doprowadzić je do względnego porządku i gdyby nie pora, to mógłbym wysuszyć się na słońcu, ale ono chyliło się już ku horyzontowi i ciemność ogarniała przeciwną mu stronę, z której księżyc wznosił się odważnie po nieboskłonie. Spojrzałem na Srebrną Skórkę i przez chwilę zacząłem się zastanawiać, czy mój ojciec tam jest, jeżeli zginął. Nie miałem powodów, aby nie wierzyć w Gwiezdny Klan, ale nigdy moją ambicją nie było dostanie się tam. Właściwie z grubsza było mi obojętnie dokąd trafię. Liczyły się jedynie moje cele oraz ich realizacja i nie obchodziło mnie to, czy są one zgodnie z wojowniczym kodeksem.
Siedziałem jeszcze jakiś czas przy kamiennych pazurach i czyściłem ubrudzone futro, zastanawiając się kiedy Królicza Łapa przyniesie mi garść pozyskanych informacji i jak ten temat się dalej rozwinie, a gdy skończyłem poszedłem przed siebie w przeciwnym do słońca kierunku, kryjąc się w mroku, który pochłaniał coraz większy obszar.
zt
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Księżyce: 82 Mistrz: Brak Płeć: kocur Matka: Daisy Ojciec: ?
Znacząco różni się od typowego leśnego kota. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy cechą jest jego umaszczenie - żółtawo-brązowe futro pokrywają ciemnobrązowe, niemal czarne, marmurkowe pręgi (niesymetryczne po obu stronach), a od policzków do brzucha ciągnie się biały pasek futra, jedynie tuż pod szyją przecinany przez dwie bardzo charakterystyczne, stykające się pręgi. Ważną do wspomnienia rzeczą jest również przejaśnienie na czubku nosa zwężające się ku górze. W zależności od oświetlenia kolor jego oczu waha się pomiędzy żółtym, zielonym a niebieskim, chociaż raczej z przewagą zielonego. Na jego szyi niemal zawsze zobaczyć można drogą, czerwoną obrożę z niewielkim dzwonkiem. Dzwonek jest dość irytującym atrybutem, jednak kot nauczył się już poruszać tak, by robić jak najmniej hałasu. No i zdarzają się okazje, że Właściciele jednak mu ją zdejmują, ale to raczej rzadkość.
Kocur lubujący się w czarnym humorze i pogaduszkami z bezdomnymi kotami. Jest nieco poważniejszy niż jego brat, ale za to wredniejszy. Zdarza się mu więc rzucać kąśliwe uwagi wobec kotów, które uważa za zbyt głupie by mogły je zrozumieć. Lubi swoje życie pieszczoszka i nie kłopocze się kwestiami takimi jak honor - jego życie jest dla niego najważniejsze i zrobi wszystko co możliwe, by je chronić. Zaraz po życiu własnym w jego hierarchii wartości stoją życia osób dla niego ważnych - Piktograma i ich właścicieli. Niżej stoją inne koty domowe, a pod nimi na równi znajduje się cała reszta świata.
Tym razem wybrał się na wycieczkę w nieco inną stronę. Gdy tylko państwo położyli się spać, kocur wypełzł z domu po czym skierował kroki swoich łapek wzdłuż płotu otaczającego pastwisko. Przyszło mu do głowy, że może mógłby znaleźć i odwiedzić te całe "klany", o których co jakiś czas słyszał. Według tego, co powiedział mu Gawron, znajdowały się w jakimś lesie. Szukał więc lasu. Mijał pojedyncze drzewka i te mniejsze ich grupki - to przecież nie las. A że las położony był za tymi drzewkami, tego nie mógł już wiedzieć.
W pewnym momencie zobaczył przed sobą coś, co już wyglądało na całkiem porządny las. Były drzewa iglaste, liściaste, pełen wypas. A przed lasem płynął jakiś strumyk. Kocur wskoczył na płot i przekroczył tą przeszkodę, po czym ruszył przed siebie. Chociaż nie do końca przed siebie, bo po lewej wyczuł zapach jakichś kotów. Skręcił nieznacznie w lewo, niewystarczająco by trafić na tereny Klanu Cienia, ale wystarczająco, by po jakiejś chwili jego oczom ukazał się widok dla dzikich kotów zapewne niecodzienny... dla niego w sumie też. W końcu niewiele ludzi zabiera swoje zwierzęta na cmentarze.
Hieroglif niepewnie zbliżył się do kamiennych konstrukcji i zaczął je obwąchiwać. Na pierwszy rzut oka wdać było, że miejsce jest porzucone, ale może czegoś ciekawego się dowie. Może znajdzie porzucone znicze czy inne ludzkie śmieci. Albo nadepnie na jakiś stary szklany odłamek i będzie niefajnie.