Logo Artemidy
Kamienne Pazury
#31
  • Po czym uciekł, nie oglądając się na nikogo, bo nie mógł tu być, nie mógł dłużej na to patrzeć, patrzeć, jak jego klan, jego rodzina, się rozpada, jak na jego obrazie wszystkiego, co dotychczas znał, powstaje paskudna rysa…
Biegł, biegł, a z oczu leciały mu łzy, nie był świadomy, gdzie jest, obóz dawno został z tyłu; wpadł miedzy Wysokie Drzewa i nawet nie patrzył, gdzie niosą go łapy, byle dalej, na ślepo; nie poczuł nawet, jak futro na jego brzuchu i łapach moknie, gdy przebiegł przez Czarny Ogon, na szczęście wody było mało, bo od paru dni słonce świeciło niemiłosiernie, przygrzewając nie tylko ziemię, ale może i kocie umysły. I nie liczyło się nawet to, że właśnie po raz pierwszy w życiu sam, samiuteńki, bez konkretnego celu, którym by było na przykład poszukiwanie swojego terminatora, znalazł się poza terenem klanu, nie przerażało go to, bo nie potrafił nawet o tym pomyśleć. Liczył się tylko bieg, ucieczka od nich i od siebie samego, byle dalej. Nie ustawał, chociaż czuł już potężne zmęczenie, paliły go płuca i mięśnie, nie liczyło się, jeżeli ma boleć, to niech boli, bo może chociaż ból odwróci jego uwagę od tego, co się działo w klanie, w którym się urodził, wychował, został wojownikiem, znalazł partnera, miał rodzinę, podopiecznych, terminatorów, w klanie, który został PORZUCONY przez swojego własnego przywódcę, a może w klanie, który zmusił swojego przywódcę do takiej decyzji? Nie wiedział, nie chciał o tym myśleć, nie chciał, dzisiejsze wieści, ta ceremonia, zachowanie klanowiczów, nawet jego dawnego terminatora, małego, zapominalskiego Dryfika, czy Sokoła, wszystko go przerastało i miał już dość…
Zaczynały mu się plątać łapy, nie dawał rady utrzymać tego szaleńczego tempa, jakie sam sobie narzucił już przy wyjściu z obozu. Musiał zwolnić, żeby się nie przewrócić i nie paść na miękką, leśną trawę. Dopiero wtedy trochę oprzytomniał i poczuł lęk, bo nie miał pojęcia, gdzie jest, oprócz tego, że w jakimś lesie. Chyba… nie przekroczył granicy z Cieniem…? Nie, pociągnął nosem, a poza tym zorientował się, że ma trochę mokre futro. A więc druga strona Czarnego Ogona. Nie zmieniało to faktu, że był tu sam, bez wcześniejszego zbadania terenu, a biegł tak szybko i zapewne tak głośno, że mógł zaalarmować jakiegoś okolicznego drapieżnika… Szedł dalej. Szedł, bo nie chciał jeszcze wracać, nie mógł. Kawałek dalej majaczyły mu jakieś dziwne kształty, takie, których nigdy nie widział. Gdy się zbliżył, okazało się, że to najwyraźniej było coś stworzonego łapą dwunogów. Kamienne kształty były porośnięte bluszczem i podniszczone… a wśród nich był inny kot. Miał bardzo charakterystyczne futro, z bardzo ciemnymi, grubymi pręgami, a na szyi jakiś czerwony pasek – czy to był pieszczoszek? Tutaj?
– Cześć – odezwał się głosem tak zachrypniętym i niepewnym, że wypowiedziane przez niego słowo zabrzmiało jak marny szept, który mógł nie dolecieć nawet do uszu stojącego dalej kocura. – Cześć – powtórzył nieco głośniej, cofając uszy.
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
21
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#32
Pieszczoszek miał właśnie zbadać wnętrze dość sporej dziury w jednym ze starych, rozpadających się grobów, gdy usłyszał kroki. A zaraz potem głos. Będąc dzikim kotem doświadczonym w tych sprawach zapewne zdałby sobie sprawę z czyjejś obecności znacznie wcześniej, ale w ludzkim domu nie zdobywało się niestety takich umiejętności (raczej skupia się wtedy na słyszeniu jak najmniej) a w dodatku dzwoneczek na szyi potrafi całkiem skutecznie rozpraszać uwagę.
Zmierzył wzrokiem przybysza. Jakiś mokry bury obdartus. W przeciwieństwie do większości dotychczas poznanych mu bezdomnych kotów, ten tutaj zdecydowanie nie wyglądał na agresywnego albo chociaż negatywnie nastawionego. Ba! Wydawał się przestraszony. Czego? Kogo? Hieroglif nie wiedział. Na pewno nie niego. Nie budził w kocim środowisku powszechnego terroru. Raczej pożałowanie, czasem zafascynowanie.
- Cześć - odpowiedział, patrząc na przybysza kątem oka. Widocznie był od niego samego starszy, ale to akurat niezbyt duże osiągnięcie, biorąc pod uwagę, że bengalski kocur za sobą miał jedynie nieco ponad rok i pół. Można by pomyśleć, że dzikie koty po osiągnięciu pewnego wieku nabiorą pewnej pewności siebie od tego całego "zjedz albo zostań zjedzonym", nieznajomy nie przejawiał jednak w tej chwili żadnej oznaki pewności siebie. Może wcale nie był dzikim kotem, tylko się zgubił? - Wszystko w porządku? - zapytał, nagle przejęty troską. Jeżeli to prawda, to zarówno on, jak i jego właściciele muszą być przerażeni! Nieznajomy nie był co prawda rasowy, ale żaden cywilizowany kot nie zasługuje po błąkanie się po dziczy przez nie wiadomo ile czasu.
A że wszystkie domysły Hieroglifa były całkowicie błędne, to cóż... przynajmniej będzie miał jeden mniej powód do zmartwień. Czyli bilans zmartwień z powrotem wynosiłby okrąglutkie zero.
.
It's leather for leisure and a Velcro for sport
It's a first appearance and a new suit for court
I am the New Scottish Gentry
Anglified vowels, sub London thoughts
.
LVL 1 75 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#33
Napotkany przez niego kocur zdał sobie sprawę z jego obecności później, niż został zauważony przez syna Twardej Gwiazdy, a dzwoneczek zadzwonił, gdy ten odwrócił w jego stronę głowę. Był to dziwny dźwięk, sztuczny, tak inny od tych odgłosów, które były w naturze – śpiewu ptaków, bzyczenia owadów, szumu wiatru, pisków gryzoni… Nie brzmiał przyjemnie dla ucha buro-białego kocura, jednak to nie było nic dziwnego, prawda? Bo słyszał taki odgłos prawdopodobnie pierwszy raz w życiu, może podobne dźwięki zdarzyły się w okolicy, gdy przechodzili przez siedlisko dwunogów, ale wtedy… cóż, bardziej skupiał się na przetrwaniu, na bezpieczeństwu swoich bliskich i całego klanu, niż na otaczających go nowościach. Przyglądał się uważnie, acz nie nachalnie, pręgowanemu kocurowi, próbując uspokoić do końca oddech, bowiem jego przywitanie zabrzmiało nieco, jakby nie mógł złapać tchu.
Pytanie bengala sprawiło, że Zajęczy Sus… zamrugał ślepiami, zdziwiony, i przez chwilę milczał, jak gdyby zastanawiał się nad odpowiedzią. W porządku? Czy cokolwiek było w porządku? Na pytanie obcego kocura cofnął uszy, zerknął w dyskomforcie pod własne łapy. Nie potrafił kłamać, wiedział, że po prostu nie umie i że zawsze po nim można poznać, że właśnie mówi nieprawdę, jego matka nieraz mu to uświadomiła. Przełknął ślinę i, biorąc głęboki wdech… potrząsnął głową na znak, że nie.
– Ja… – zaczął, po czym zdał sobie sprawę, jak żałośnie zabrzmiał jego głos, jak jękliwie, wręcz płaczliwie, jakby zaraz z jego oczu miały znowu polać się łzy. Czuł jednak potrzebę wytłumaczenia się, czemu wygląda w ten sposób, czemu jest mokry, brudny, zasapany, zapłakany, wiedział jednak jednocześnie, że nie powinien za bardzo wchodzić w szczegóły, bo to był obcy kot… i, nawet jeśli miał wielką ochotę wyżalić się, wyrzucić z siebie to wszystko, co siedziało w nim od momentu ceremonii, to się pohamował i sam siebie ocenzurował. – C-coś się stało w moim… domu. I chciałem się… przejść – wyrzucił wreszcie beznadziejnie brzmiące wytłumaczenie, które nie było kłamstwem, ale jednocześnie nie było prawdą, bo nawet nie wyglądał, jakby był na przechadzce. – A-a… ty jak się tu znalazłeś? M-mieszkasz niedaleko? – Jąkał się, jąkał jak kocię, ale nie potrafił się na tym nawet jakoś mocniej skupić, bo jego myśli cały czas wędrowały w stronę tego, co się wydarzyło na ceremonii, jak zachował się klan, w stronę Kruka, który ich porzucił, w stronę kotów raniących się nawzajem słowami…
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
21
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#34
Każdy kolejny ruch i każde słowo nowo napotkanego kocura jedynie utwierdzały Hieroglifa w jego przekonaniu, że ma do czynienia z kotem domowym. Użył on nawet słowa "dom", od którego pochodzi przecież określenie "kot domowy". Chociaż dom może mieć wiele różnych form i rodzajów, co teoretycznie Hieroglif wiedział, ale jeszcze nie do końca sobie to uświadomił. Nie miał bladego pojęcia, jak dużo oznacza "wiele".
- Mieszkam koło pastwiska. Gdzieś tam - odparł, wskazując głową odpowiedni kierunek. Zastanawiał się, co następnie powinien powiedzieć. Nieznajomy wyglądał jakby potrzebował pomocy, ale nie przyjąłby jej przecież od kogoś całkowicie nieznajomego, nieprawdaż...? Chyba, że należy do tych kotów, które ufają wszystkim jak leci i niestety obdarzone zostały nieco mniejszym ilorazem inteligencji niż przeciętna jednostka. - Jestem Hieroglif. A ty? - zapytał uprzejmie. Przedstawienie się wydawało się jak na razie najlepszą opcją w tej sytuacji. Nie zacznie przecież chamsko wypytywać takiego jąkającego, trzęsącego się kocura. Chciał mu przecież pomóc a nie przestraszyć go. Jeszcze by pomyślał, że Hieroglif wymusza od niego dane osobowe i zaraz zapyta o numer konta i hasło. Oczywiście jeżeli którykolwiek z nich miałby dostęp do czegoś takiego jak konto w banku, a do tego byłby jeszcze w stanie je obsługiwać. A przynajmniej Hiero takich umiejętności nie posiadał.
- Wiesz może, co to jest? - zapytał, wykonując okrężny ruch łebkiem mający wskazywać kamienne krzyże i nagrobki w okół nich. Może nieznajomy mieszkał gdzieś niedaleko i miał do czynienia z tym miejscem jakoś częściej? I może jego właściciele czy znajomi napomknęli mu gdzieś kiedyś coś o takich śmiesznych konstrukcjach w środku niczego.
.
It's leather for leisure and a Velcro for sport
It's a first appearance and a new suit for court
I am the New Scottish Gentry
Anglified vowels, sub London thoughts
.
LVL 1 75 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#35
Nie był oczywiście świadomy, jak jest odbierany przez drugiego kocura – ale gdyby usłyszał, że został uznany za pieszczocha… czy zdziwiłby się jakoś mocno? Nigdy nie był reprezentatywnym kotem, to trzeba przyznać, a teraz to już w ogóle nie wyglądał sensownie, nie wspominając już o zachowaniu godnym przestraszonego kocięcia. Czy nawet skrywane pod futrem mięśnie i oderwana większość małżowiny lewego ucha nie sugerowały, że może być klanowym kotem? Może w tym momencie wcale nie. Pociągnął lekko nosem, a w jego oczach błyskał niepokój i może nawet słabo skrywane cierpienie. Cóż, podobnie jak nie umiał kłamać, tak słabo szło mu także ukrywanie uczuć.
– Pastwiska…? – powtórzył nieco nieufnie i z niepokojem nieznane sobie słowo, które nic mu nie mówiło. Nie znał nomenklatury kotów domowych czy miastowych, cóż. Hieroglif zabrzmiało równie obco, wręcz egzotycznie, bo takiego słowa również nigdy nie słyszał. Jako iż kocur pierwszy się przedstawił, syn Twardej Gwiazdy nie miał raczej oporów przed podaniem swojego imienia. Do głowy nawet by mu nie przyszło podawanie jakiegoś wymyślonego, w końcu jego imię było jego częścią, a nie zdradzaniem jakichś klanowych tajemnic. – Jestem Z-Zajęczy Sus. A… mogę wiedzieć, c-co znaczy „hieroglif”? – spytał ostrożnie, po czym postawił krok w stronę jednego z dziwnych, kamiennych… drzew? Nie wiedział nawet, jak to nazwać, do czego porównać, bowiem takie kształty raczej nie występowały w naturze. Przyglądał się kamiennym konstrukcjom ze zmarszczonym lekko nosem, bo po czym pokręcił lekko głową. Nie miał pojęcia, co to jest, skąd to tutaj, albo czemu jest takie poniszczone. Poniszczone, jak w tym momencie jego klan, jego rodzina. Na tę myśl futro na grzbiecie buro-białego wojownika zjeżyło się nieznacznie, zaraz jednak się uspokoił, przypomniawszy sobie, że przecież prowadzi rozmowę.
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
21
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#36
Oderwane ucho wcale nie było w oczach Hieroglifa żadnym oczywistym sygnałem, że miał do czynienia z dzikim kotem. Nawet we wnętrzach domostw zdarzają się nieszczęśliwe wypadki, szczególnie jeżeli mieszka się z kimś więcej niż dwójka dorosłych ludzi. Słyszał o sytuacjach, kiedy ludzkie dzieci robiły okropne rzeczy zwierzętom. Poza tym, istniały też tak zwane koty wychodzące.
- Tak. Tam za laskiem jest jedno - odparł, ponownie wskazując odpowiedni kierunek ruchem głowy.
Zajęczy Sus... zastrzygł uszami zaskoczony, słysząc dość nietypowe jak na kota imię. Zmarszczył nos. Czy to nie te całe klany bawiły się w takie śmieszne dwuczłonowe imiona? Bystry Nurt takie miała. Ale Gawron nie. Ale on już nie był w klanie. Może sam je sobie zmienił?
Nawet jeżeli niekoniecznie musiało być to imię mafiowe, to zdecydowanie nie brzmiało na nadane przez ludzi. Najwyraźniej pomylił się do nowo poznanego kocura. Zmrużył oczy i przyjrzał się Zajęczemu Nurtowi. Ten wciąż zachowywał się jak bezbronna kulka nieszczęścia, ale sympatia Hieroglifa do burego kocura momentalnie zmalała. Westchnął.
- Hieroglif to taki... znaczek. Symbol. Już nieużywany - wyjaśnił kocurowi. To akurat była dość specyficzna wiedza i bengal nie posądzałby pierwszego lepszego kota domowego o jej posiadanie, ale realizacja swojego błędu zwyczajnie go rozczarowała. Czuł się oszukany, a to, że nie była to w żadnym stopniu wina Zająca? Szczegół. Żądamy zwrotu pieniędzy. I odszkodowania.
.
It's leather for leisure and a Velcro for sport
It's a first appearance and a new suit for court
I am the New Scottish Gentry
Anglified vowels, sub London thoughts
.
LVL 1 75 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#37
– Nie, ja… nie wiem, czym… jest pastwisko? – wydukał niezręcznie. Dla Hieroglifa to pewnie było oczywiste jak słońce, ale drobny, długowłosy wojownik nigdy nie słyszał takiego określenia i nawet nie wiedział, o co chodzi. Nie pamiętał nawet, co w ogóle było za lasem, chociaż wiedział, że zapewne był w tej okolicy podczas przenosin na nowe ziemie… wtedy jednak miał tyle nowych bodźców, tyle nowych terenów, że po prostu nie zakodował, co znajduje się dalej, czyli po prostu czym jest to całe pastwisko. Stulił lekko uszy, obserwując kocura. Mógł odnotować, że coś właśnie się stało, tuż przed nim, jakby coś się zmieniło w postawie obcego kota, jednak nie potrafił stwierdzić, co dokładnie i przez co było to wywołane. Znaczek. Symbol. Automatycznie skojarzyło mu się to ze znakami od Gwiezdnego Klanu, które nie były zbyt częste, ale jednak dzięki takiemu jego ojciec wybrał swojego zastępcę… może chodziło o coś podobnego? A może o coś stworzonego przez ludzi? Przełknął ślinę i pokiwał niepewnie głową, postanowił bowiem o to nie wypytywać tak bardzo.
– Ja… gdzie mieszkasz? Gdzieś niedaleko? – spytał po krótkiej chwili wpatrywania się kamiennym tworom dwunogów. Powrócił wzrokiem do Hieroglifa, a przynajmniej gdzieś w jego okolice. Nie czuł się na tyle dobrze, by prowadzić rozmowę, patrząc komuś w oczy – tym bardziej, że był to obcy kot. Teraz chyba nawet Sokołowi nie byłby w stanie spojrzeć prosto w ślepia… właściwie, to nie chciał na niego patrzeć. Ani na jakiegokolwiek innego kota z klanu. Ta myśl była niepokojąca i nieprzyjemna. Miał nadzieję, że mu to… minie? Ale czy to było w ogóle możliwe? Miał obowiązki, rodzinę, przyjaciół, musiał tam wrócić i normalnie funkcjonować, trenować Splątaną… ta zaś miała czekać na niego już dzisiaj. Westchnął cicho, uświadamiając sobie, że będzie musiał wkrótce wracać na tereny klanu. – B-bo mieszkasz z dwunogami, prawda? – dodał jeszcze niepewnie, zerkając na intensywnie czerwony pasek na szyi kocura, na którym był zawieszony dziwny obiekt, wydający dźwięki, gdy pieszczoch się poruszał.
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
21
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#38
Wciągnął i wypuścił powietrze, zastanawiając się nad odpowiedzią. Czym było pastwisko? Nie myślał na co dzień nad definicjami tak podstawowych wyrażeń z jego słownika. Ale na świecie było tak wiele ładnych przymiotników i innych określeń, że nie powinien mieć z tym większych problemów. Chyba, że dzikusek nie zrozumie słowa będącego częścią jego definicji... dobra, trzeba to sformułować bardzo prosto i przejrzyście. Jak do kociaka.
- To taka... łąka, wiesz, gdzie wypasają... znaczy jedzą trawę sobie konie. A konie to takie duże kopytne zwierzęta...? Żyją w stadach i, y... mają znacznie dłuższą sierść na głowie i ogonie - wyjaśnił najlepiej jak umiał, co chwilę rzucając przy tym Zajęczemu Susowi spojrzenia i szukając w ekspresji jego twarzy wskazówek - kontynuować, powtórzyć coś, wyjaśnić, nie wyjaśniać? Ale że Hieroglif nie był najlepszy w te klocki, to ostatecznie i tak mówił to, co podpowiadało mu przeczucie, że kocur zrozumie. A przy odrobinie szczęścia okaże się, że to przeczucie miało rację. Przynajmniej wyglądało na to, że załapał, czym są hieroglify.
- Mówiłem już. W domu za pastwiskiem. Jest trochę daleko - zakończył na tym jakże niejasnym stwierdzeniu, gdyż zdał sobie właśnie sprawę, że nie miał pojęcia, ile godzin zajęła mu wędrówka na miejsce. W domu mógł sprawdzić sobie godzinę i wszystko było cacy, ale tutaj jakiś działający zegar byłby czymś kalibru UFO. Kto normalny wywiózłby zegar do lasu?
- Tak. A ty w "Klanach" czy innym... gangu? - nie miał pojęcia, jak inaczej nazwać grupę kotów. Stado? Tabun? Wataha? Zdecydowanie nie. A nawet jeśli, to ciekawe tylko, czy Zając znał którekolwiek z tych określeń. Chociaż jeżeli faktycznie był klanowym kotkiem, to ich znajomość nie będzie wcale potrzebna.
.
It's leather for leisure and a Velcro for sport
It's a first appearance and a new suit for court
I am the New Scottish Gentry
Anglified vowels, sub London thoughts
.
LVL 1 75 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#39
– A-aa, tak, konie. Już wiem. Rozumiem – odpowiedział, lekko kiwając głową. Widział konie podczas podróży, co prawda z daleka, ale… wcale nie chciałby mieć z nimi do czynienia z bliska. Były ogromne, prawie jak jelenie, i ich widok napawał go sporym dyskomfortem, niemal tak dużym, jak teraz przywoływała myśl o powrocie do obozu. Nie wiedział w sumie, że konie też żyją w stadach; może tworzyły nawet coś w rodzaju klanów? Ale… czy to w ogóle było istotne? Liczyło się to, że żyły na jakiejś łące, za tą łąką zaś mieszkał stojący przed nim kocur. Wszystko zrozumiałe. – Tak, przepraszam – odparł cicho, gdy zdał sobie sprawę, że drugi raz zadał to pytanie. Nie był teraz zbyt… czujny czy przytomny, nie potrafił. Zrobiło mu się trochę głupio, ale miał wrażenie, jakby wszystkie pojawiające się teraz uczucia były jakieś przytępione. Trochę tak, jak gdyby po fali intensywnych uczuć, które pojawiły się w nim na ceremonii, teraz nie był w stanie wykrzesać z siebie więcej…
– Tak, to znaczy… ja… jestem z klanu Wichru – odparł, a w jego głosie zabrzmiały… mieszane uczucia, jakby nie do końca się chciał do tego przyznawać; nie po tym, co się tego dnia stało. Nie znał również określenia „gang”, ale w sumie nie było mu to tak do końca potrzebne w tej chwili, skoro rozpoznał słowo „klan”. – Poznałeś już jakieś koty z klanów? – spytał, zaciekawiony, czy pieszczoch wie coś więcej na ten temat, po czym zdecydował się przysiąść tak, by widzieć kota.
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
21
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#40
Prawie jak jelenie? Hm. Hieroglif nie miał w swoim życiu zbyt często do czynienia z jeleniami, ale był prawie pewien, że to jednak konie są większe. A przynajmniej niektóre, bo zdarzały się osobniki ogromne niczym drzewa, jak również takie wielkości dużego psa. Ale wszystkie były jednakowo płochliwe, jak nauczył się jeszcze za młodu podczas jednej z pierwszych wędrówek po świecie zewnętrznym. Przy jeleniach też pewnie raczej nie powinno się kręcić.
Zastrzygł uszami i obejrzał się za siebie, kiedy kocur próbował go przeprosić. Nuuudy. Zając mógł sobie odpuścić przepraszanie - temu bowiem pieszczoszkowi średnio odpowiadał koncept "przepraszania". Rozumiał, jak to działa - zrobisz coś złego, powiesz jedno słowo i nagle wybacza ci się winy - i jakkolwiek głupie by to według niego nie było, zdarzało mu się przepraszać. Głównie jednostki, które wykazywały chęci zrobienia mu krzywdy. Ale żeby przepraszać jego? Absolutnie nie ma takiej potrzeby.
- Bystry Nurt... to od niej po raz pierwszy usłyszałem o klanach. Próbowała zabić mnie i mojego brata, bo on nazwał ją brzydką - opisał krótko sytuację i uśmiechnął się pod nosem. Z perspektywy czasu było to nawet zabawne - szczególnie patrzenie jak Piktogram nie może się zdecydować czy powinien się kajać, czy może zacząć ją podrywać i ostatecznie robi oba. A Bystra się na to nabiera!
.
It's leather for leisure and a Velcro for sport
It's a first appearance and a new suit for court
I am the New Scottish Gentry
Anglified vowels, sub London thoughts
.
LVL 1 75 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#41
Cóż, mimo wszystko nie widział koni z bliska, a jelenie były jedynym, do czego był w stanie je porównać. Poza tym jelenie miały ogromne poroża, także wydawały się większe, o, i tyle. Na pewno nie chciał zbliżać się za bardzo ani do tych, ani do tych; miały zbyt potężne nogi i wydawały się bardzo ciężkie, dlatego nie chciałby się im napatoczyć pod kopyta.
Kolejne słowa Hieroglifa sprawiły, że nos wichrowego wojownika zmarszczył się nieznacznie. Bystry Nurt. Próbowała zabić. I od razu przed oczami stanęła mu sylwetka Bystrej, jego kuzynki, morderczyni, która została wygnana z klanu, no bo któż by inny? Ale… czy to na pewno mogła być ona? Jeżeli natknął się na nią Hieroglif (i wciąż żył, sukces), to znaczyło, że podążyła za klanami, żyła, miała się dobrze. I, jeśli wierzyć słowom kocura, nie zmieniła się za bardzo. Musiał się upewnić, czy to na pewno ona, bo szczerze – nie słyszał, by Bystra po tym, jak została wyrzucona z klanu, zbliżała się do granic czy żeby ktoś ją spotkał, co z jednej strony było dobre, bo nikt nie musiał jej też przeganiać (a przy okazji nie sprawiała im zagrożenia), ale z drugiej strony w zasadzie nie było pewności, czy kocica w ogóle żyje. A wciąż była rodziną, prawda? Dla niego, dla Gronostaj i Kusowąsego… dla Pianki…
– Czy to taka duża, długowłosa kocica, dosyć jasna, ale z ciemnymi pręgami na łapach, głowie i ogonie? Niebieskooka? – spytał, gdy wyrwał się z osłupienia. – Bo… możliwe, że ją znam – dodał po krótkim zawahaniu.
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
21
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#42
Przechylił łebek, słuchając uważnie opisu, który jak się okazuje idealnie pasował do napotkanej przez niego kotki. Wow. Kto by się spodziewał. Czyżby istniała nic więcej jedna kotka o imieniu Bystry Nurt? Kocur zupełnie nie rozumiał wahania Zajęczego Susu. Tak samo jak nie rozumiał, co robiło słowo "możliwe" w jego wypowiedzi. W końcu oboje byli z klanów, czyż nie? Jak mogliby się nie znać?
- To ona - rzucił, odwracając wzrok i przenosząc większość swojej uwagi na otoczenie. Pochylił się nad jednym z kamiennych konstrukcji i zaczął węszyć. Nie wyczuwał jednak niczego, co pomogłoby mu odpowiedzieć na pytanie, gdzie właściwie się znajdowali. W pewnym momencie w oczy rzucił mu się jednak znajomy kształt. Ludzie chyba nazywali to... krzyżem? Rozglądając się dokładniej, zobaczył ten sam symbol w paru innych miejscach, chociaż czasem zniszczony tak bardzo, że ciężko było go rozpoznać. Czy było to jakieś stare miejsce kultu? Doskonale więc.
Kocur zlokalizował najwyższy z kamiennych stożków, po czym spiął mięśnie i wskoczył na górę. Teraz to on jest obiektem kultu. Na jego twarzy pojawił się zadowolony z siebie uśmieszek a oczy skierowały się z powrotem na Zająca.
- Pokażesz mi może gdzie jest ten cały Klan Wichru? - zapytał niewinnie. I faktycznie, nie miał żadnych morderczych intencji względem leśnych wojowników. Był jedynie nadzwyczaj ciekawski.
.
It's leather for leisure and a Velcro for sport
It's a first appearance and a new suit for court
I am the New Scottish Gentry
Anglified vowels, sub London thoughts
.
LVL 1 75 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#43
– Pytam, bo… dawno się nie widzieliśmy, nie należy już do klanu Wichru. I wtedy była Bystrą Łapą, nie Nurtem – wytłumaczył swoje pytanie, próbując ukryć zdziwienie. Bystra nie tylko żyła, ale też podążyła za klanami… i jak widać nie zmieniła się za bardzo. Powinien powiedzieć o tym Piance, ale… miał wątpliwości. Po pierwsze musiałby faktycznie wrócić do klanu, po drugie: rozmawiać z kimś z klanu, na co naprawdę nie miał teraz ochoty, a po trzecie miał trochę obawy co do tego, czy koteczka w ogóle powinna o tym wiedzieć. Już ostatnio go wypytywała o Krzywuchę, jakby miała zamiar się do niej udać. Czy nie szukałaby Bystrej, gdyby się dowiedziała, że jest w pobliżu?
Czy on by nie zrobił tego samego? Gdyby mu na czymkolwiek zależało? Gdyby nie bał się spotkania z Bystrą, odkrycia, że nie żałuje, że zabiła Srebrnego celowo, że mu coś zrobi…?
Drgnął lekko, gdy usłyszał pytanie Hieroglifa i podniósł na niego wzrok. Czy powinien to robić? Zaprowadzić na granicę… może lepiej nie. Ale ogólnie pokazać, gdzie są tereny klanów? Chyba nie było z tym problemu, prawda?
– Uh, w tamtą stronę – pokazał mniej więcej kierunek, z którego przyszedł. – A tutaj… – mówiąc to, wskazał na bliższe ziemie, za Czarnym Ogonem. – Jest klan Cienia… za ich terenami jest jeszcze klan Gromu, a klan Rzeki sąsiaduje i z nami, i z klanem Gromu – podał ogólny rozkład ziem. – I… w sumie to muszę już iść – dodał, spuszczając wzrok. Za długo zabawił na ziemiach niczyich i zaczynał się czuć niekomfortowo; jeżeli miał przebywać poza obozem, do którego na razie nie chciał wracać, to wolał być chociaż na terenach klanu. – Także… do zobaczenia. – Po czym odwrócił się i już nie biegiem, ale pospiesznym krokiem udał się w stronę terenów klanu i Dzikiego Sadu, żeby tam posiedzieć w samotności i przemyśleć parę spraw, do jego zmartwień dołączyła bowiem kwestia Bystrej i Pianki…

zt
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
21
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#44
- Łapą? - powtórzył pod nosem. Bystra Łapa? Trochę bez sensu. Czy to możliwe, żeby kotka była mądrzejsza od swoich rodziców i sama nazwała się jakoś sensowniej? Hieroglif myślał, że pobicie poziomu głupoty agresywnej kotki było prawo niemożliwe. Rozumki jej rodzicieli musiały być wręcz mikroskopijne. Chociaż może to jakaś życzliwa dusza podsunęła jej pomysł na nowe imię. Dym (powszechnie zwany Chmielograbem) na przykład był dość pomysłowy w kwestii imion, skoro sam przyznał, że każdemu przedstawiał się inaczej. Mógł pomóc kotce w tej skomplikowanej sprawie.
Nieświadomy tego, co się właśnie działo w umyśle kocura, bengal kolejno wodził wzrokiem w kierunkach wskazywanych przez Zająca. Klan Wichru, Cienia, Gromu i Rzeki. Hieroglif nie miał w intencjach zapamiętywanie lokacji ich wszystkich względem siebie, ale postarał się przynajmniej wypalić sobie w pamięci położenie Klanów ogółem. W końcu Grom czy Wicher, co za różnica? Dla takiego kota domowego jak on żadna. Zając może miał inne zdanie... ale w gruncie rzeczy wszystko zależało od tego, na kogo się trafi. Może być to przyjazna, młoda i naiwna koteczka a może być stara, doświadczona i agresywna kocica.
- Do zobaczenia - odparł, patrząc jak kocur pospiesznie się oddala. To nieco dziwne - przybiegł tu zupełnie jakby przed czymś uciekał a teraz nagle lezie z powrotem? Wyglądał, jakby coś go nagle tknęło. Czy mogła być to kwestia ich rozmowy, czy po prostu coś mu się przypomniało? Po chwili odwrócił wzrok i przeniósł go na ziemię. Fajnie było i w ogóle, ale kocur doszedł do wniosku, że krzyż jednak nie należał do najwygodniejszych siedzisk. Zeskoczył na ziemię i przeniósł się na jakąś ciekawszą lokację.

/zt
.
It's leather for leisure and a Velcro for sport
It's a first appearance and a new suit for court
I am the New Scottish Gentry
Anglified vowels, sub London thoughts
.
LVL 1 75 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#45
Całą noc jak zawsze zajmowała się kociętami, wyręczając od tego obowiązku resztę matek. Była to już w zasadzie ich rutyna - nocą matki spały, podczas, gdy Królicza pilnowała kociarni i kociąt, które zdążyły już przejść z picia mleka swojej rodzicielki na pokarm mięsny, przez co nie musiały za każdym razem budzić jej, kiedy chciały spożyć posiłek. W dzień to Królicza szła się zdrzemnąć, a potem chodziła na spacer, żeby rozprostować swoje kruszynkowe ciało i popatrzeć na co innego niż Liściasty Gąszcz. A było na co - nowe tereny były naprawdę ładne, choć, jak to kiedyś wspominała w rozmowie ze Stokrotką, ciemne. Z drugiej strony, poprzednie również wyglądały podobnie. Ich klan nie bez powodu dostał swoją nazwę... a ona wraz z biegiem księżyców zdążyła przyzwyczaić się do jej otoczenia i pomimo, że jako młoda terminatorka nie lubiła podmokłych terenów i mrocznego lasu, z czasem one również znalazły miejsce w jej serduszku. Był w nim też Kłębek, kociak, który jeszcze niedawno żył, a teraz nigdy nie mógł już dorosnąć. Zaczynała powoli godzić się z tym, że nigdy go nie zobaczy... ale jego rodzeństwo było już terminatorami! Tylko czekać, aż powoli przemienią się w wojowników Klanu Cienia. Nie mówiąc już o tym, że pomimo nieobecności kociaka, w Liściastym Gąszczu nadal panował gwar, rodziły się nowe pokolenia... na przykład ostatnio Wrzosowa Ścieżka wydała na świat swój pierwszy miot piszczących, ślepych kulek. I... to było naprawdę piękne! Patrzenie, jak te otwierają swoje oczy po raz pierwszy, ich kobaltowa barwa, ich radość, kiedy bawiła się z nimi poprzedniego dnia. Nie potrzebowała przyjaźni z Krogulec, kiedy mogła spędzać czas z kolejnymi młodymi cienistymi, towarzysząc im od samego początku. Kiedy mogła opowiadać im o świecie, kiedy ktoś wreszcie czasem się nawet do niej p r z y t u l a ł. Kiedy wiedziała, że za kilka księżyców, podobnie, jak całkiem niedawno Górka zaczną opowiadać jej o swoim treningu... było już lepiej. Trochę. Ostatnio była nawet w stanie spać, a nawet i jeść, przez co przestała być takim zmatowiałym pluszakiem, choć, oczywiście, nie mogła nadrobić tego wszystkiego w pół księżyca! Miała wrażenie, że trochę wydoroślała, choć, oczywiście, to wcale nie musiała być prawda. Może to był po prostu taki dzień? Nie wiedziała, jednakże przywitała go z uśmieszkiem na pyszczku w momencie, kiedy zobaczyła pierwszy promyk światła, w momencie, kiedy stwierdziła, że pójdzie spać później, a zamiast tego teraz pójdzie na spacer... powspominać. Usiąść sobie na jednej z kamiennych płyt i skąpana w słońcu słonecznego dnia poobserwować okolicę. I o ile przyjście do Kamiennych Pazurów mogło się wydawać innym śmieszne, jednakże... tu było tak pięknie! Drzewa szumiały w jakiś cudowny sposób, ona przestała wyrzucać sobie kłótnię z byłą już przyjaciółką i kłótnię z mistrzynią, przez którą wylądowała tu ostatnim razem, nie mówiąc już o tym, że akceptowała to, że została tym, kim naprawdę powinna zostać - matką.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości