Logo Artemidy
Krzywe Drzewo
#31
Nic z tego. Wpadłam w bagno, z którego nie wyjdę tak łatwo, o ile w ogóle. Chciałam uciekać, chciałam zniknąć, bałam się jak nigdy dotąd, ale nie mogłam. Złapie mnie, zabije. Musiałam siedzieć w miejscu, grać na czas, może ktoś po mnie przyjdzie.
Ciebie. Teraz na prawdę chciałam uciekać, ale nie mogłam. Byłam sparaliżowana, nie mogłam się ruszyć. Skoczył na mnie i mnie przygniótł. Z początku chciałam zacząć się wyrywać, ale próbowałam być opanowana, spokojna, więc próbowałam się uratować tylko przez krótką chwilę. Może jeszcze jakoś uda mi się z nim dogadać?
- Czego chcesz konkretnie? Chcesz mnie zabić? - zapytałam, a w moich oczach zebrały się łzy. Mimowolnie zaczęłam się wyrywać, wierzgać. Nie potrafiłam zachować spokoju, chciałam uciec. Chciałam, żeby ktoś wyczuł mój zapach na granicy i się tutaj zjawił. Jeszcze chwilę tego chciałam czego innego, ale... chcialam żyć, bardzo.
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#32
Zawczasu ją ostrzegłem, a mimo to stała jak pień, zamiast próbować uniknąć. Padła na ziemię przygnieciona moim ciężarem. Zastanawiałem się, czy w jej oczach jest teraz strach jej matki. Czy właśnie to się tam czai? Oczu Różyczki również nie widziałem, gdy złapałem ją w uścisku, którego efektem jest ten zbyt pewny siebie bobek o pszczołach w mózgu. Istotnie. Początkowo nawet się nie wyrywała. Padła niczym kłoda na ziemię. Żałosne. W końcu postanowiła się odezwać. Czy naprawdę sądziła, że z oprawcami można dyskutować? Ja jej słuchałem, lecz nie byłem typowym kotem. Wewnątrz mnie nie działo się zwykle nic, choć na zewnątrz pokazywałem całą gamę emocji. Teraz jednak wzbudziła się we mnie ta sama ekscytacja, co wtedy na Wrzosowej Skarpie. Tamtego dnia nauczyłem się czegoś istotnego - nie mogę jej ulegać. Emocje tylko niszczyły moje plany, dlatego rozsądek musiał brał górę.
- Ciebie - mruknąłem po raz kolejny, by później przejechać szorstkim językiem po jej policzku. Niech poczuje ten okropny, złowrogi dotyk. W końcu zaczęła się wyrywać, ale nie odpuszczałem. Tym razem chciałem złapać ją zębami za kark, ale nie ugryźć. Nie zamierzałem zatapiać zębów w jej skórze, jak to zrobiłem wtedy. Tamten plan nie był obecnym.
[Obrazek: k4cE7RJ.png]
jestem Piotr, ale mówią na mnie Ł O T R
dosyć długo mam ten alias, ale nie wiem w sumie skąd
(znajdziesz go) wszędzie gdzie zapach perfum i szlugów swąd
a w dziewczęcych sercach wciąż gasły światła i psuł się prąd
LVL 5 160 / 400
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#33
Nie chciał mnie zabić. Chciał się mną zabawić, tak jak tata zrobił to z mamą. Chciał zrobić mi krzywdę, upokorzyć mnie, wykorzystać. Czułam się okropnie. Wiedziałam już, jak czuła się mama, mogłam się domyślić jedynie, jak ciężko jest jej na nas patrzeć. Jak wiele przeżyła... Nie. Jeszcze nic się nie stało. Jeszcze żadna krzywda mnie nie spotkała, nic mi się nie stało, nie czuję tego co mama i nie poczuję. Ucieknę i nikomu nigdy nie powiem o tym, co tutaj zaszło. Udam, że nigdy się nie wydarzyło. Tak.
Znowu to powtórzył. Znowu powiedział, że chce mnie. Przejechał swoim obrzydliwym językiem po swoim policzku. Czułam, jak zbiera mi się na wymioty. Ze stresu? Ze strachu? A może wszystko na raz? Dalej się wyrywałam, chciałam za wszelką cenę stąd uciec, być już na terenach klanu Wichru. Tam byłabym bezpieczna. Rzucałam się na tyle, na ile byłam w stanie, chcialam utrudnić mu zadanie najbardziej jak tylko byłam w stanie. Nie chciałam, żeby przyszło mu to tak łatwo, jeśli nie uda mi się uciec. Niech się chociaż trochę zmęczy.
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#34
Atak Chmielograba: nieudany, przerzut (1/4) → słaby (50%)
Unik Lśnienia: nieudany, przerzut (1/1) → udany (100%)
50%-100%=-50%, ostatecznie atak Chmielograba: nieudany (0%)

Buro-biały gwałciciel znowu w akcji. Lśniąca Łapa leżała na boku, przygnieciona ciężarem własnego, obrzydliwego ojca, a gdy zorientowała się, że ten chce ją złapać za kark, zaczęła się wierzgać i rzucać. Udało jej się w trakcie tego po pierwsze udaremnić atak Chmielograbowi, a po drugie obrócić tak, by leżeć na grzbiecie, chociaż wciąż była przybita do ziemi. W czasie tych manewrów syn Szemrzącego Potoka był zmuszony do lekkiego odsunięcia się od terminatorki.

Chmielograb: S: 14 | Zr: 14 | Sz: 9 | Zm: 7 | HP: 80/80 | W: 60-2=58/60
» wykorzystane przerzuty: 1/4

Lśniąca Łapa: S: 7 | Zr: 7 | Sz: 7| Zm: 5 | HP: 60/60 | W: 50-2=48/50
» wykorzystane przerzuty: 1/1

LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
21
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#35
W końcu zaczęła reagować. Obudziła się w niej wola walki, która najwyraźniej była uśpiona przez cały ten czas. Zaczęła się wierzgać, jak ryba wyciągnięta na brzeg, która usilnie próbowała wrócić z powrotem do jeziora. Nie udało mi się jej złapać za kark, a na dodatek zmusiła mnie do lekkiego odsunięcia się, choć wciąż przygniatałem ją własnym ciałem. Odwróciła się teraz na grzbiet i byłą gotowa do użycia łap. Tak przynajmniej byłem skłonny przypuszczać. Dopiero teraz zobaczyłem strach w jej szklistych oczach, z których zebrały się łzy. Nie poruszyło mnie to w żaden sposób.
- Uspokój się - powiedziałem w końcu szorstko. Nadal trzymałem ją przy ziemi, ale teraz nie atakowałem. Po oczach mojej domniemanej córki widziałem, że osiągnąłem to, co chciałem, lecz to jeszcze nie był koniec. Moje złociste ślepia błysnęły w słońcu. Na razie nie chciałem jej puszczać. Teraz musiałem zmusić ją do dyskusji. Chociaż czy na pewno? Być może wystarczy, że jedynie wysłucha moich słów.
- Widzisz? Mówiłem ci, że sama sobie nie dasz rady - powiedziałem, patrząc na nią z góry. Uniosłem wysoko brwi. Nie sapałem jej już w kark, ani nie jeździłem językiem po policzku. Jedynie wisiałem nad nią, łypiąc na biała kotkę z góry.
[Obrazek: k4cE7RJ.png]
jestem Piotr, ale mówią na mnie Ł O T R
dosyć długo mam ten alias, ale nie wiem w sumie skąd
(znajdziesz go) wszędzie gdzie zapach perfum i szlugów swąd
a w dziewczęcych sercach wciąż gasły światła i psuł się prąd
LVL 5 160 / 400
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#36
Udało mi się odwrócić na grzbiet. Teraz patrzyłam mu w oczy. Był przerażający, nic sobie nie robił z tego, co się właśnie działo. Nie wyglądał nawet, jakby go to bawiło. Czemu więc to robił? Co zamierzał?
Kazał mi się uspokoić? Niedoczekanie. Nie pozwolę zrobić sobie krzywdy tak po prostu. Będę walczyć do samego końca i nawet jeśli ostatecznie mi się nie uda, będę mieć świadomość, że przynajmniej próbowałam. Wierciłam się i kręciłam, żeby jak najbardziej utrudnić mu zrobienie czegokolwiek.
- Widzę, że masz rację, ale puść mnie! - krzyknęłam, próbując odepchnąć go łapamiz całej siły. Chciałam go z siebie zrzucić, wyrwać się, uciec, być już w obozie, bezpieczna i zapomnieć o tym wszystkim i już nigdy nie wychodzić poza tereny klanu Wichru. Tylko tyle chciałam.
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#37
- Jak się nie uspokoisz, to faktycznie coś ci zrobię i nie wrócisz do klanu w całości - syknąłem do niej, gdy zobaczyłem, że po raz kolejny zbiera się do wierzgania. Przyznała mi rację, czyli zrobiła dokładnie to, czego po niej oczekiwałem. Zorientowała się, że jest jedynie małym robakiem, którego łatwo można zgnieść, czy nabić na pazur. Nie miałem zamiaru sobie pozwalać na jakieś wierzganie, czy odpychanie mnie, dlatego po raz kolejny spróbowałem do niej przywrzeć, ale spróbować nacisnąć prawą łapą na jej gardło, żeby ją przydusić, by pokazać jej, że nie żartuję. Jeśli krzyknie jeszcze raz, to być może przestanę być dla niej taki łagodny. Bądź co bądź, wziąłem sobie za cel nauczenia jej czegoś, a jeśli nie była posłuszna, to nie zamierzałem jej puścić.
- Nie żartuję - mruknąłem jedynie w próbie przysunięcia łapy do jej gardła. W moich ślepiach pojawiła się determinacja, a głos był szorstki i zdecydowanie nie skory do żartów. Potrzebowałem obudzić w niej jakiś rozsądek. Niech zacznie myśleć. Czy na pewno coś takiego mogło być z mojej krwi? Praktycznie nieskalana logiką oraz myślą. Jedynie tępą wolą przetrwania, która jedynie jej szkodziła. Brakowało w niej rozsądku.
[Obrazek: k4cE7RJ.png]
jestem Piotr, ale mówią na mnie Ł O T R
dosyć długo mam ten alias, ale nie wiem w sumie skąd
(znajdziesz go) wszędzie gdzie zapach perfum i szlugów swąd
a w dziewczęcych sercach wciąż gasły światła i psuł się prąd
LVL 5 160 / 400
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#38
Atak Lśnienia: krytyczny! (150%) → (17+7)-(13+14)=-3
Atak Chmielograba: krytyczny! (150%) → (10+14)-(7+7)=10 → 10x1.5=15

Córka Zawilcowej Skórki rzucała się, jak tylko mogła, i nawet zamachnęła się łapami, by uderzyć nimi w pierś kocura i go odepchnąć od siebie… ale nie dysponowała odpowiednią siłą. Co najwyżej go uderzyła lekko, nie robiąc większej krzywdy. Chmielograb zaś nacisnął prawą łapą na jej gardło, skutecznie ograniczając jej dopływ powietrza do płuc…

Chmielograb: S: 14 | Zr: 14 | Sz: 9 | Zm: 7 | HP: 80/80 | W: 55-3=52/60
» wykorzystane przerzuty: 1/4

Lśniąca Łapa: S: 7 | Zr: 7 | Sz: 7| Zm: 5 | HP: 60-15=45/60 | W: 44-4=40/50
» rana 2. stopnia: obicie szyi i podduszenie; jeżeli się nie wyrwie w następnych turach po -5 HP
» wykorzystane przerzuty: 1/1

u guys r killing me
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
21
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#39
Przydusił mnie. Wyrywałam sie i kręciłam na marne, nic nie mogłam zrobić. Może odpowiednim wyjściem będzie robienie to, czego chce? Może faktycznie powinnam chociaż spróbować się go posłuchać? Przestałam się kręcić i wiercić. Pokręciłam jedynie potwierdzająca głową, chciałam gestem pokazać, że dobrze, że już nie będę się ruszać, że będę grzeczna. Chociaż w moich oczach powoli na nowo zbierały się łzy, nie traciłam nadziei. Leżałam nieruchomo, wpatrując się w Liścia ze strachem, ale i również z nienawiścią. Sama nie wiedziałam, co mam robić.
- Nie rób mi krzywdy - wyszeptałam, próbując walczyć o każdy oddech. Niech mnie puści, niech przestanie, na Gwiezdny Klan, błagam.
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#40
Szarpała się, ale na nic jej się to zdało. Nawet nie trafiła we mnie żadną łapą, gdy nacisnąłem jej na gardło, odcinając dopływ powietrza. Widać było, że to poczuła. Nie da się tak po prostu zignorować tego, że nagle przestaje się móc oddychać. W takich chwilach z kotów wychodziły najlepsze, najsmaczniejsze rzeczy oraz zachowania, które z pasją pochłaniałem. Patrzyłem prosto w jej błękitne ślepia o barwie lodu, w które szkliły się podobnie do zamarźniętej wody. Cudowny widok, jednakże nie mogłem dłużej się tak wpatrywać. To musiało mi wystarczyć. Odsunąłem od siebie niewłaściwą i niepotrzebną ekscytację, by wrócić do tego, co zaplanowałem. Gdy przestała się kręcić zwolniłem nacisk na jej tchawicę, by mogła nabrać powietrza.
- Od razu mówisz z sensem - odparłem krótko. Na razie nie zamierzałem z niej schodzić. Nie o to w tym wszystkim chodziło. Wtedy miałaby szansę mi uciec, a na to na razie nie mogłem pozwolić.
- Chciałem ci udowodnić, że nie jesteś taka dobra za jaką się masz. Uważaj następnym razem, bo rzeczywiście możesz trafić na kogoś, kto będzie chciał ci zrobić realną krzywdę - powiedziałem w końcu. Patrzyłem na nią z góry. Chciałem mieć ją w garści, a jednocześnie czegoś nauczyć. Miała z tej sytuacji wyciągnąć naukę na przyszłość.
- Dlatego oferuję ci ochronę, gdy w przyszłości będziesz się wybierała poza swój klan. Kopsnij mi jakiegoś zająca i będziemy kwita - dodałem po krótkiej chwili. Musiałem poczekać na jej odpowiedź, a dopiero potem zamierzałem ją puścić. Postanowiłem, że być może jeszcze przed kimś zagram Liścia.
[Obrazek: k4cE7RJ.png]
jestem Piotr, ale mówią na mnie Ł O T R
dosyć długo mam ten alias, ale nie wiem w sumie skąd
(znajdziesz go) wszędzie gdzie zapach perfum i szlugów swąd
a w dziewczęcych sercach wciąż gasły światła i psuł się prąd
LVL 5 160 / 400
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#41
Nie uważałam się wcale za niesamowicie dobrą. Uważałam po prostu, że dałabym sobie, gdyby w drodze powrotnej spotkało mnie niebezpieczeństwo, byłabym na nie gotowa, wyczulona na każdy ruch. A tego... tego się nie spodziewałam. Nie byłam na to przygotowana, byłam sparaliżowana strachem. Nadal się bałam, nie ufałam mu po tym wszystkim ani trochę, ale nie mogłam tego w żaden sposób okazywać. W dalszym ciągu mógł zrobić mi krzywdę.
- Dziękuję, na pewno skorzystam, jeśli kiedykolwiek jeszcze udam się na poszukiwanie ojca - odpowiedziałam, próbując brzmieć możliwie jak najmilej. - Ale teraz naprawdę muszę już iść, dostałam nauczkę, udowodniłeś mi, że wcale nie potrafiłabym się obronić, puść mnie, proszę - Niech ten koszmar się już po prostu skończy.
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#42
Jej strach i prośby mnie nakręcały. Wzbudzały we mnie pewne emocje, które wcale nie były mi potrzebne, aczkolwiek odbierałem je z przyjemnością. Poczucie władzy oraz dominacji były czymś, co trafiało w moje wybredne gusta, dlatego tak trudno było mi się rozstać z moją domniemaną córką. Chociaż czy na pewno domniemaną? Patrząc na to jak się zachowywała wnioskowałem, że nie mogłaby w tej kwestii kłamać. Będę musiał zaakceptować, że jedno z moich kociąt z Różyczką nie było udane, aczkolwiek istniała szansa, że dzięki temu, co dzisiaj zrobiłem, nabierze rozwagi i pójdzie po rozum do głowy.
- Uważaj na siebie, młoda - powiedziałem, po czym puściłem do niej oko niby dla rozluźnienia. Czułem, że mi nie ufa, a w jej głosie brzmiał strach. Prawdopodobnie już nigdy do mnie nie przyjdzie i nie będzie mnie szukać. Jednak dowiedziałem się, że nie była sama. Miała rodzeństwo i, kto wie, może nawet więcej, niż zdołała mi powiedzieć. Zszedłem z niej, a potem kiwnąłem głową na pożegnanie i oddaliłem się w jedynie sobie znanym kierunku, ale na pewno nie w stronę czterech klanów. Uwolniłem Lśniącą Łapę spod swojego jarzma i być może nawet czegoś nauczyłem.

zt
[Obrazek: k4cE7RJ.png]
jestem Piotr, ale mówią na mnie Ł O T R
dosyć długo mam ten alias, ale nie wiem w sumie skąd
(znajdziesz go) wszędzie gdzie zapach perfum i szlugów swąd
a w dziewczęcych sercach wciąż gasły światła i psuł się prąd
LVL 5 160 / 400
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#43
Do domu.
Poza oszałamiającym gniewem i bólem pulsującym z zadanej przez Gromiaka rany tylko ta myśl dudniła w umyśle Pandy, wrócić do domu. Pożałuje tego. Już tego królewicz sam dopilnuje jak tylko wróci do Wichru, pożałuje, cały Grom pożałuje za takie upokorzenie go. Biegł przed siebie, niemalże na oślep, nie raz, nie dwa potykając się o wszelkie przeszkody na drodze. Byle jak najdalej. Byle do domu. Byle się nie wykrwawić. Pędził ile miał dalej sił w długich, wysmukłych łapach, zataczając się w szoku co jakiś czas, przewracając, łkając donośnie i wstając z powrotem. Dopóki nie był pewien, że już...jest blisko. Zawył głośno, pełen bólu, gniewu, goryczy, upokorzenia. Czuł się zdradzony i oszukany przez wszystkich. Odsapnął, padając na pysk pod dziwnym, wykrzywionym drzewem. Gdzie dobiegł? Już się praktycznie nie orientował. Bolało go. Bolało tak, jak wtedy. Ledwo był w stanie złapać oddech i wyczuć, wypatrzeć cokolwiek sensownego przez łzy i krew, już pewnie w większości zaschniętą. Ile biegł? Cały dzień, czy to była już cała noc? Stracił rachubę. Nie czuł już łap, czuł tylko jak płuca mu płoną z niesamowitego wysiłku. Padł na pysk i skulił się w miejscu, nie chcąc już wstawać. I leżał, zapłakany, roztrzęsiony, zmęczony, czekając...sam nie wiedział już na co. Na śmierć? Z daleka wyglądał, jak trup, cały zakrwawiony...cóż. W sumie był ledwo żywy.

SZYSZGA zabierz mnie do Szałwii
i wydaje mi się że jeszcze Zajc tu powinna rzucić postem za jakieś, idk, krwawienie, rzut na infekcje czy coś??? jfc nie wiem
» rana 2. stopnia: gęste zadrapanie od boku głowy do lewego policzka, krwawi
» rana 1. stopnia: długie zadrapanie na boku szyi, krwawi

[Obrazek: pastel_pink_meow___stamp_by_candlelit_deco-db2m02k.png]

ever __ since __ he __ was __ a child
he always knew h o w to get his way
✧・゚* just act a little bit w i l d *・゚✧
and someone will surely come to play
it's a t r u t h he took to ___♡ heart ♡
but humility and patience didn't come with age
he's..born.. to..play..this.. part

☆
? ????'? always center stage ☆
LVL 2 10 / 150
MedLVL 0 45 / 100
10
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#44
Szyszka o dziwo coś ostatnio zaczęła ostro pracować. Prawie cały czas jest poza obozem, a kiedy już w nim jest, to najpewniej śpi albo bawi się z kociętami Wilgotnego Nosa, chociaż prędzej to pierwsze. Brała na siebie bardzo dużo obowiązków, cały czas ćwiczyła sprawność fizyczną, chodziła na patrole, a przede wszystkim polowała. Polowała tak dużo, że w pewnym momencie wydawało jej się, że aż przesadza. A to wszystko po to, żeby mieć jakieś zajęcie, żeby nie być bierną. Bo kiedy by wpadła w wir nicnierobenia, to zaraz by wracały wspomnienia o Misiu. Im więcej miała na głowie, tym łatwiej było jej żyć normalnie, a nie tak, jak wcześniej. Miała przecież terminatorkę, musiała się skupić na jej treningu i na jak najlepszym wyszkoleniu Ulewnej Łapy. Szyszka zauważyła, że młoda jest bystra, tylko wymaga oszlifowania pod czujnym okiem wojownika i córka Kusowąsego miała nadzieję, że uda jej się podołać temu wyzwaniu i przekaże białej całą swoją wiedzę. Nie mogła sobie pozwolić na chwile załamań.
Wojowniczka właśnie samotnie przemierzała granice klanu, leniwie stawiając krok za krokiem. Była zmęczona, ba, wręcz wykończona i jedyne o czym marzyła to chwila snu. Podpuchnięte oczy same się zamykały, ale uparcie szła przed siebie i rozglądała się uważnie. I przy jednym krótkim postoju na odetchnięcie uszy wojowniczki postawiły się na sztorc, a czoło się zmarszczyło. Ktoś płacze. Ee, kto mógłby płakać? Kociak? Czyżby tutaj był jakiś zagubiony kociak? O matko!! Przecież według Kodeksu Wojownika ŻADEN wojownik nie może zostawić KOCIĘCIA w potrzebie!! A co jeśli temu domniemanemu kociaczkowi dzieje się krzywda? Wojowniczka mimo chwili zawahania, ruszyła za dźwiękiem. Szła i szła, a szloch był coraz wyraźniejszy i głośniejszy. Doszła do takiego fikuśnego drzewka i to właśnie stąd dobiegał płacz. Skitrała się za jakimś krzaczorem i z miną Matki Boskiej Podejrzliwej próbowała zorientować się w sytuacji. Wysunęła łeb zza gałęzi tak, że jednym okiem zauważyła istny obraz nędzy i rozpaczy. Żaden kociak, tylko zapłakany kocur, poraniony i sponiewierany przez los. Kiedy dokładniej się mu przyjrzała, zobaczyła takie... dziwne coś na jego szyi. Czyżby to był pieszczoch? Wyszła z ukrycia i ostrożnym krokiem zbliżyła się do biedaka. Im bliżej podchodziła, tym bardziej jej brwi się marszczyły, a serce biło coraz mocniej. Czy... czy to był sen? Czy to się dzieje naprawdę?
- ... - otworzyła mordkę, ale nie wyszedł z niej żaden zlepek słowopodobny. Była w szoku i nie wiedziała, jak ma zareagować. - Czy... Cz-- Rozmaryn? - wydukała, a oczy prawie zaszły łzami. Była jednak w stanie je opanować i odetchnęła głęboko, wypuszczając powietrze ze świstem - T-To ty? - zapytała jeszcze na wypadek, jakby kocur nie okazał się jej bratem. Może się po prostu pomyliła? - Co ci się stało? - wydusiła z siebie jeszcze, marszcząc czoło i przyglądając się ranom pointa. Na Gwiezdny Klan, niech ktoś ją uszczypnie. Czy to dzieje się naprawdę?
sarai pronto per lottare
per cercare sempre la libertà
e andare un passo più avanti,
essere sempre vero
spiegare cosa è il colore
a chi vede bianco e nero
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#45
Z każdym kolejnym przemijającym uderzeniem serca Panda, nie, teraz już Rozmaryn, był całkowicie pewien, że zaraz tutaj skona. Wykrwawi się od ran zadanych przez Gromiaka i tyle. Umrze, zdechnie pod tym drzewem jak pies. Jak pies się w tej chwili czuł, upokorzony, poraniony, skrzywdzony przez wszystko i wszystkich. Trząsł się spazmatycznie i płakał tak głośno, jak jeszcze był w stanie, wypruwając z siebie niemalże płuca. Chciał, żeby go ktoś usłyszał. Żeby ktoś mu pomógł, albo ktoś go dobił. Cokolwiek na tym etapie. Był zmęczony. I tak o to tegoroczna nagroda Darwina wędruje do Rozmaryna, możecie już klaskać, zezwalam. Czy się bał? Jak kocię które pierwszy raz wystawiło nos poza obóz i zostało pokiereszowane przez borsuka na dzień dobry. Bał się, że nie zobaczy więcej Gronostaj, Kusego, Zawilcowej Łapy, Malinowego Nosa, nikogo na kim jeszcze mu w tym Wichrze zależało, ale jednocześnie już się tym tak nie przejmował i był gotów, aby Gwiezdny Klan albo ktokolwiek inny przyjął go w swoje szeregi, tak mogłoby się wydawać.
I wtedy pojawiła się nadzieja. Przy kolejnym pociągnięciu nosem do nozdrzy pointa dotarła czyjaś woń, ktoś tu był. Zapach samego Wichru wytarł się z jego pamięci wiele księżyców temu, ale...woń rodzeństwa, rodziny z którą spędził pierwsze księżyce życia to coś, czego nie umiał zapomnieć, nawet jeśli czasami chciał. Pierwszy raz w życiu faktycznie cieszył się, że przyszedł tutaj ktoś z jego rodzeństwa. Chyba, że nos go myli i wcale tak nie było, ale...po chwili usłyszał głos. Zastrzygł uchem w tamtym kierunku, rozbieganym, przerażonym i zdezorientowanym spojrzeniem próbując wyłapać źródło dźwięku. Rozmaryn, to ty? Tak, to ja, chciał przez chwilę odkrzyknąć, ale nie był w stanie. A potem ją zobaczył. Szyszka. Nigdy nie sądził, że będzie się cieszył na widok znielubianej do granic możliwości siostry, a jednak. Niezbadane są wyroki Gwiezdnego Klanu. Na widok znajomej mordki próbował się podnieść, ale momentalnie zatoczył w miejscu i ponownie upadł na pysk, z donośnym syknięciem.
- Sz-- - druga próba podniesienia się z gruntu zakończyła się takim samym fiaskiem jak wcześniejsza, więc syn Gronostaj uznał, że musi się do siostry doczołgać. - Szyszka - wydusił z siebie po chwili, płaczliwym głosem skrzywdzonego kociaka i załkał głośno raz jeszcze. - S-Szy-- Pomóż - miauknął ponownie, na przemian wysuwając i z powrotem chowając pazury w poszewkach łap, wyciągając jedną z nich w kierunku burej kocicy. - Po-omóż mi.

[Obrazek: pastel_pink_meow___stamp_by_candlelit_deco-db2m02k.png]

ever __ since __ he __ was __ a child
he always knew h o w to get his way
✧・゚* just act a little bit w i l d *・゚✧
and someone will surely come to play
it's a t r u t h he took to ___♡ heart ♡
but humility and patience didn't come with age
he's..born.. to..play..this.. part

☆
? ????'? always center stage ☆
LVL 2 10 / 150
MedLVL 0 45 / 100
10
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości