Logo Artemidy
Krzywe Drzewo
#46
Patrzyła na swojego brata i nie mogła w to uwierzyć. Zaginął kilka księżyców temu, jeszcze przed przeprowadzką na nowe tereny, a teraz był... tu. Pod ziemiami Wichru, ranny i zalany łzami. Nie mogła patrzeć na to, w jak złym stanie jest Rozmaryn i zaraz sama wpadła w niemałą histerię. Łzy zaczęły płynąć po jej policzkach jak oszalałe, ale jednocześnie na mordce pojawił się szczery uśmiech. Dopiero co musiała pogrzebać jednego brata, a drugi się znalazł. Akurat wtedy, kiedy jej rodzeństwo się wykruszało, bo Zaskroniec zaginął wiele księżyców temu, Misiu odszedł na Srebrną Skórkę, a zapach Skałki w jego legowisku był coraz to słabszy i ciężej było go w ogóle złapać w obozie. A Rozmaryn, cóż. Zniknął jak kamień w wodę i Szyszka już traciła nadzieję, że ten kiedykolwiek się odnajdzie.
Kotka zadrżała, kiedy kocur próbował się podnieść i zaraz upadł na ziemię. Stała jak wryta, nie wiedziała, czy może śni, czy to się dzieje naprawdę. Ocknęła się dopiero wtedy, kiedy Rozmaryn wypowiedział jej imię, a to wywołało u wojowniczki histeryczny wręcz płacz. Podeszła do brata i przycupnęła koło niego, żeby nie musiał się czołgać. Przygryzła lekko wargę i próbowała w jakimkolwiek stopniu opanować cieknące po policzkach łzy. Im bardziej jednak się starała, tym one coraz uparciej leciały. Gardło miała ściśnięte zupełnie tak, jak wtedy, gdy zobaczyła w Cieniu Drzewa zmasakrowane, sztywne ciało Niedźwiedzia. Ale z tą różnicą, że Rozmaryn żył i był tutaj. Był ranny. Potrzebował pomocy Szałwii.
- Pomogę - wydusiła z siebie przy okazji chwilowego opanowania łez. Nie na długo się jednak mogła nacieszyć spokojem, bo zaraz płacz powrócił, i to ze zdwojoną wręcz siłą. Szyszka zerwała się na nogi i odeszła od brata tak, że była w stanie widzieć granice Wichru. Miała nadzieję, że będzie tamtędy przechodził jakiś patrol. Stała tak przez chwilę, ale nie ujrzawszy żadnego znajomego, wichrowego pyszczka zaraz powróciła do Rozmaryna. Zmarszczyła czoło i położyła się obok brata. - Wejdź mi na grzbiet i złap się mocno. Zaniosę cię do Szałwii. - odparła, zupełnie poważnie. Była dostatecznie silna i duża, żeby unieść szczuplutkiego pointa na grzbiecie. Poza tym, uciekinier i tak nie był w stanie utrzymać się na własnych łapach i nie było innego wyjścia. A jak Malinowa Gwiazda zażąda kary dla burej wojowniczki za wprowadzenie pieszczocha do obozu, to Szyszka to zrozumie. Na litość Gwiezdnych, jej brat się odnalazł i miałaby go tak zostawić na pastwę losu? To nie byłoby do niej podobne.
Pojedyncze łzy dalej skapywały z jej policzków na ziemię, ale nie uniemożliwiały jej mówienia. Musiała być silna.
sarai pronto per lottare
per cercare sempre la libertà
e andare un passo più avanti,
essere sempre vero
spiegare cosa è il colore
a chi vede bianco e nero
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#47
On płakał, Szyszka płakała, Gwiezdny Klan płakał nad tym jaka to żałosna i wzruszająca scena, userka płakała gdy pisała, let's just all die together.
Reakcja kocicy tylko upewniła go w przekonaniu, że nie ma zwidów, że się nie pomylił i ma przed sobą Szyszkę z krwi i kości. Skoro wyszła na ziemię niczyje sama...kim już została? Wojowniczką? Nie zdawał sobie sprawy jak bardzo tęsknił za Wichrem dopóki nie znalazł się w sytuacji praktycznie bez wyjścia, gdzie uratować go mogła tylko ta rodzina której to się wyrzekł na tyle księżyców, gdy nawet nie próbował wrócić do rodzinnego Klanu. Ciekawe, jak długo u takiego narcyza utrzyma się stan, w którym uważa rodzinę za świętość. Przeminie, gdy jego rany zostaną wyleczone? Pociągnął nosem i zatrząsł się w kolejnym przypływie spazmów, wtulając nos w gęste, rozczochrane futro siostry, smarkając w nie niczym w burą chusteczkę na czterech łapach. Obecność kotki odrobinę podniosła go na duchu i dała nadzieję na bezpieczny powrót do domu, ale nie zmieniało to faktu, ze dalej byli tu, pod tym dziwnym drzewem, z dala od medyka i Wichrowego obozu. Krew z ran przestała ciec tak intensywnie jak wcześniej, ale ból nie ustępował, ani fizyczny, ani psychiczny. Upokorzenie dalej kłuło serce syna Gronostajowego Kroku. Tym bardziej, gdy teraz sobie pomyślał, że SZYSZKA widziała go w takim stanie. Gwiezdny Klanie. Gdy kotka nagle się podniosła wyciągnął do niej błagalnie łapę, jakby chciał spytać dokąd idzie, jakby chciał ją ubłagać, żeby jeszcze została, ale na szczęście jeszcze nigdzie się nie wybierała. Westchnął drżąco i przełknął ślinę, słysząc propozycje, a raczej rozkaz siostry. Ona...no tak, była równie wielka i masywna co on. Złapać mocno? No, spróbujemy. Point zacisnął szczęki i wczołgał się na grzbiet swojego włochatego wierzchowca, oplatając niemrawo zabliźnionymi łapami szyję Wichrowej wojowniczki i wtulając pyszczek w jej futro na karku. Zabierz mnie do domu.

[Obrazek: pastel_pink_meow___stamp_by_candlelit_deco-db2m02k.png]

ever __ since __ he __ was __ a child
he always knew h o w to get his way
✧・゚* just act a little bit w i l d *・゚✧
and someone will surely come to play
it's a t r u t h he took to ___♡ heart ♡
but humility and patience didn't come with age
he's..born.. to..play..this.. part

☆
? ????'? always center stage ☆
LVL 2 10 / 150
MedLVL 0 45 / 100
10
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#48
Zacisnęła szczęki, nie pozwalając tym samym na ponowny wybuch płaczu. Zaniesie Rozmaryna na grzbiecie do obozu, tam Szałwia opatrzy jego rany, a Szyszka będzie mogła udać się po Malinową Gwiazdę lub Sokolego Cienia i dokończyć formalności. Miała jedynie nadzieję, że point zostanie przyjęty do klanu. I przy okazji przywódczyni nie postanowi wywalić Szyszki na zbity pysk z klanu, albo - co gorsza - zabrać jej terminatorkę. Poniosła by wtedy sromotną porażkę i dręczyłoby to ją pewnie do końca życia! Postanowiła jednak się tym na razie nie przejmować i po prostu jak najszybciej pomóc bratu. Czuła, że tak trzeba, że NIE MOŻNA zostawić nikogo w potrzebie, a tym bardziej swojego własnego brata. Mógł jej nie lubić, mógł z nią kiedyś nie rozmawiać i uważać się za lepszego, ale nic nie zmieni tego, że byli rodziną i musieli się wzajemnie wspierać.
Ale dość już tej paplaniny o siostrzanych obowiązkach, bo Rozmaryn dalej cierpi. Wpełzł na Szyszkowy grzbiet i oplótł łapy wokół jej szyi. Kątem oka mogła zauważyć blizny na jego łapach, na których widok brwi kotki zmarszczyły się. Co mu się stało? Co lub kto mu to zrobił? Tego dowie się już potem, bo teraz najważniejszy był Rozmaryn i to, że potrzebował pomocy. Kiedy dosiadł swojego kudłatego wierzchowca, Szyszka przygotowała się do dźwignięcia się na łapach.
- Trzymaj się, a jakbyś się zsuwał czy coś, to krzycz - dodała jeszcze, tak gwoli ścisłości. Potem podniosła się i poszła przed siebie, a im bliżej była Czarnego Ogona, tym szybciej szła, a kiedy już przekroczyli wichrową granicę, to nie ograniczała się i wystrzeliła niczym z procy. Oczywiście, kiedy Rozmaryn spadał albo się zsuwał z Szyszki, wojowniczka zatrzymywała się i pozwalała mu się wygodnie ułożyć. Nie dość, że transport ma być bezpieczny, to jeszcze komfortowy. Oto prawdziwa, profesjonalna przesyłka kurierska, proszę państwa.

/zt x2 lalala
sarai pronto per lottare
per cercare sempre la libertà
e andare un passo più avanti,
essere sempre vero
spiegare cosa è il colore
a chi vede bianco e nero
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#49
***

Kolejny samotny spacer Gradowego Podmuchu. Szaropręgowany kocur poruszał się jak zwykle ostrożnie. Nie znał jeszcze tak dobrze Leśnych Ostępów, a przede wszystkim... nie żył już w klanie. Tutaj gdy coś mu się stanie to pomoże mu co najwyżej Gawron. O ile go wystarczająco szybko znajdzie. Na terenach klanowych jednak ryzyko było mniejsze... ale to i tak nic nie zmieniało. Były Zastępca podjął swoją decyzję na pamiętnej Ceremonii i nie zamierzał jej cofać. Zbyt wiele wtedy się wydarzyło. Zielonooki jednak odrzucił szybko myśli o tym, co było i skupił się na chwili obecnej. Rozglądał się, nie tylko po to, by dostrzec w porę ewentualne niebezpieczeństwo, ale także po to, żeby zbadać jeszcze nie do końca znane mu tereny.

/zapraszam kogokolwiek :3/
Uciekaj chłopcze od wielkich idei co
Niczym bajeczne race płoną nad moim miastem

Biegnij teraz jak
łagodny zwierz
Biegnij by dowiedzieć się

O sobie samym
i o świecie co
Zimny jest jak lód

Biegnij dalej sam
Żeby sprawdzić co cię martwi
Żeby sprawdzić
komu ufać
Kogo mijać i się bać
LVL 5 300 / 400
MedLVL 0 18 / 100
16
Siła
S
11
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#50
***
Nawałka jak zwykle w kolejnych dniach postanowiła wybrać się gdzieś dalej, chyba nikogo nie powinno to zdziwić gdyś lubiła podróżować, nawet na takie tereny na których była. Bo przecież za pierwszym razem zawsze mogła coś pominąć, a za drugim spotkać coś nowego. Dlatego też tego dnia postanowiła wybrać się na tereny koło klanu Wichru, choć mimo wszystko, ha tfu, Cienia. Nie chciała się zbliżać do ich granicy, nie chciałaby by ktoś ją rozpoznał, choć nie mogła ukryć iż chciała wiedzieć co dzieje się tam w środku. Lubiła mieć w miarę aktualne informacje, typu czy na przykład jest ktoś nowy u władzy czy też nie, czy ten klan osłab a może jest jednym z mocniejszych, zawsze to daje jakąś przewagę, bo wie czego spodziewać się po nich, a po drugie Nawałnica była z natury ciekawskim kotem i nie mogła tego ukryć. Jak zawsze chciała się odciąć od klanów i nie mieć z nimi nic wspólnego, tak też informacje o nim traktowała nieco inaczej, były przydatne i nawet czasami pozwalały przetrać. Będzie wiedziała gdzie na pewno nie zbliżać się i tak dalej. Ale w gruncie rzeczy - postanowiła zajść do krzywego drzewa, które wydało jej się dość interesującym "przystankiem", czyli innymi słowy miejscem na odpoczynek chwilowy. Bez wahania wskoczyła na nie i położyła się na...w sumie to pniu. Który jak sama mówiła był krzywy i stanowił dla Nawałnicy idealne miejsce na zatrzymanie się. Wyciągnęła łapy do przodu, zaś głowę na nich położyła i tak w sumie leżała. Oczywiście nadal miała nastawione uszy, zaś wzrokiem od czasu do czasu podążała po okolicy, tak by pozostać czujną i być przygotowaną na każdą możliwą niespodziankę.

//Cierń.
blooming ever-sweet, the evil flower reaps
drowning in c o l o r s til it’s all you can see
pitiful as ever, they were growing by her side
just to pave the road ahead for her
THEIR DESTINY TO DIE
LVL 5 0 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
10
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#51
Medyczka wybierała się w okolice granic swojego klanu bardzo rzadko, a co dopiero poza nie. Ten dzień był dość wyjątkowy, jeśli mogła to tak ująć. Wszystko było spowodowane tym, że chociaż bóle głowy, jakie ją nękały, były dużo rzadsze, niźli wcześniej, to nadal jej przeszkadzały. A nie chciała marnować tego, co rośnie na ich terenach na siebie. Właśnie z tego powodu wybrała się poza nie. Szłaby pewnie dalej ze eskortą znajomego wojownika, gdyby wiatr wiejący w jej pysk nie przyniósł barszo znajomego zapachu. Jej towarzysz raczej go nie kojarzył, jako że kocica została wyrzucona z klanu jeszcze przed ich przenosinami. Dlatego też właśnie teraz zdecydowała się rozdzielić ze swoim towarzyszem, pozwalając mu zapolować w okolicy. Jak wpadnie na coś niebezpiecznego, to będzie drzeć mordę, względnie będzie ciągnąć jego truchło do obozu. Teraz się to nie liczyła. Gdy cienisty zaczął się oddalać, dziwnooka ruszyła w stronę Krzywego Drzewa, skąd dochodził znajomy zapach. I się nie zawiodła - na wygiętym drzewie leżała Jeżyna, Nawałnica czy też Podniebna. Jak ktokolwiek by nie chciał jej nazywać. Darowała sobie zaskoczenie i wymusiła na sobie porządną postawę. Wolnym krokiem podeszła do niebieskiej kocicy.
- Czyż to nie moje ulubione lisie serce. - odezwała się, gdy była już dość blisko. Nie martwiła się, że samotniczka może ją skrzywdzić. Sama nie była silna, ale dałaby sobie radę do czasu, kiedy zjawi się jej towarzysz, zwabiony na miejsce wołaniem o pomoc. W końcu nie był aż tak daleko.
there's so much more here, a life worth living
and with time you drown the FEELING out
it's so n o s t a l g i c
maybe all the love was worth the pain?
[Obrazek: wAuc6Vj.png]

<style>.tloCieńsz{height:110px; width:170px;background:url('https://imgur.com/wAuc6Vj.png');border-style: solid; border-width: 0.2px; border-left-width: 0.2px; border-right-width: 0.2px; border-color: transparent; border-radius: 0px 0px 0px 0px} .Cieńsz1{height:54px; width: 240px; margin-top:45px; font-size:10px; text-align:center; line-height:11px; background-color: rgb(105, 95, 86, 0.35);border-style: solid; border-width: 0.0px; border-left-width: 0.0px; border-right-width: 0.0px; border-color: #000000; border-radius: 0px 0px 0px 0px} .Cieńsz2 {font-family: 'Shippori Mincho B1'; font-size: 14px; line-height:14px}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Shippori+Mincho+B1&display=swap" rel="stylesheet">}<style>.Cieńsza3 {font-family: 'Cormorant Unicase'; font-size: 15px; line-height:14px;text-shadow: 0.45px 0.45px white;}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Cormorant+Unicase:wght@300&display=swap" rel="stylesheet">}<style> .Cieńśny3 {text-shadow: 0.45px 0.45px black;}</style> <style> .Cieńśny {font-family: 'Homemade Apple'; font-size: 11px; line-height:14px; text-shadow: 0.45px 0.45px black;}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Homemade+Apple&display=swap" rel="stylesheet">}
LVL 5 235 / 400
MedLVL 8 591 / 1300
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#52
Cóż, jak zawsze nigdy nie mogła mieć idealnego odpoczynku, zawsze coś jej przeszkodzi i nie będzie mogła zrelaksować się jak to miała w planach. Tylko tym razem powód zaburzenia tego spokoju był inny, a przynajmniej nie taki jaki się spodziewała. Gdy tylko udało jej się w powietrzu wywęszyć zapach Klanu cienia praktycznie od razu podniosła uszy do góry i zaczęła się rozglądać. Długo na szczęście nie musiała szukać, gdyż właściciel tego ujawnił się bez większych problemów. Nawałnica od razu rozpoznała tą sierść, posturę i ponury głos. Oczywiście iż to był Cierń. Lekko uśmiechnęła się na kilka sekund pod nosem, by potem przybrać obojętną minę. Kolejna okazja by uzyskać jakieś informacje i może jakoś poznęcać się, kto wie. Usiadła spokojnie na gałęzi i wyprostowała się.
- Oh, a czyż to nie moja ulubiona Medyczka? Widzę, że jeszcze nic Cię nie zjadło, ani nie odeszłaś z tej dziury. A szkoda. Już tak dawno Cię nie widziała, że myślałam iż coś poważnego się stało. - Parsknęła trochę złośliwie, lecz nie tak poważnym głosem jak zwykle. - A i dziękuje za tak miły komplement. - Dodała po chwili i to nawet szczerze. Lubiła jak nazywali ją groźną czy właśnie lisim sercem. Dodawało jej to jakiejś satysfakcji. - Cóż robisz tak daleko od swoich granic, przyszłaś tu czegoś lub może kogoś szukać? Nie boisz się znów o swój "wspaniały" klan. Może będą Cię potrzebować w między czasie. - I jak zwykle Nawałka zaczęła praktycznie na wstępnie grę w pozyskanie informacji. Aż uśmiechnęła się pod nosem, a złotymi ślepiami uważnie śledziła każdy ruch medyczki. Była ciekawa czy znów będzie chciała zagrać, czy może odpuści sobie.
blooming ever-sweet, the evil flower reaps
drowning in c o l o r s til it’s all you can see
pitiful as ever, they were growing by her side
just to pave the road ahead for her
THEIR DESTINY TO DIE
LVL 5 0 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
10
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#53
Zapewne Nawałnica nie spodziewała się, że tym czymś, a raczej kimś, kto jej przeszkodzi, będzie cienisty, a co dopiero medyczka Klanu Cienia. Miały dość podobne intencje, jeśli chodziło o ich rozmowy - zdobyć informacje. Samotniczka chciała wiedzieć, co dzieje się w Cieniu, a Ciernisty Kwiat chciała informacji o samotnikach i dwunożnych. Z chęcią też przyjmowała naukę dodatkowych umiejętności, jak chociażby wspinaczka po drzewach. A kto był lepszy do wykorzystania w tym celu, niż ich wygnańczyni? Na pewno znaleźliby się odpowiedni kandydaci, lecz na potrzeby tej sytuacji uznajmy, że takowych nie ma. Niebieska się nie patyczkowała. Zaczęła ich małą grę o informacje wręcz od razu. Nie owijała w bawełnę i Ciernistej się to podobało. Nie przepadała za gadaniem, które tylko odciągało uwagę od faktycznego celu rozmowy. Jakby niezbyt przejmując się słowami Nawałnicy, obliznęła pysk, a następnie usadowiła się pod Krzywym Drzewem, niedaleko kocicy.
- No nie wiem. A co ty robisz tak daleko od śmierdzącej dziury, którą nazywasz domem? Wszystkie szczury padną bez ciebie z głodu. - nie miała zamiaru dać córce Iwana tego, czego chciała, nie ma tak łatwo. Najpierw sama chciała coś z tego mieć. - Jestem zaskoczona, że żaden patrol cię jeszcze nie rozszarpał. Jak ich unikasz? - pytanie niby błahe, wręcz bezsensowne. Ale nie dziwnookiej. Krzywe Drzewo nie było niezwykle daleko od ich terenów. Chciała wiedzieć, jak blisko Nawałnica podchodzi do klanowych granic i czy rozmawia z patrolami innych klanów. Mogło się to jej jeszcze przydać. Nie była pewna czy pozostałe klany wiedzą, iż jest cienistą wygnańczynią. Jeśli nie... Mogła to jeszcze wykorzystać na korzyść Cienia.
there's so much more here, a life worth living
and with time you drown the FEELING out
it's so n o s t a l g i c
maybe all the love was worth the pain?
[Obrazek: wAuc6Vj.png]

<style>.tloCieńsz{height:110px; width:170px;background:url('https://imgur.com/wAuc6Vj.png');border-style: solid; border-width: 0.2px; border-left-width: 0.2px; border-right-width: 0.2px; border-color: transparent; border-radius: 0px 0px 0px 0px} .Cieńsz1{height:54px; width: 240px; margin-top:45px; font-size:10px; text-align:center; line-height:11px; background-color: rgb(105, 95, 86, 0.35);border-style: solid; border-width: 0.0px; border-left-width: 0.0px; border-right-width: 0.0px; border-color: #000000; border-radius: 0px 0px 0px 0px} .Cieńsz2 {font-family: 'Shippori Mincho B1'; font-size: 14px; line-height:14px}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Shippori+Mincho+B1&display=swap" rel="stylesheet">}<style>.Cieńsza3 {font-family: 'Cormorant Unicase'; font-size: 15px; line-height:14px;text-shadow: 0.45px 0.45px white;}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Cormorant+Unicase:wght@300&display=swap" rel="stylesheet">}<style> .Cieńśny3 {text-shadow: 0.45px 0.45px black;}</style> <style> .Cieńśny {font-family: 'Homemade Apple'; font-size: 11px; line-height:14px; text-shadow: 0.45px 0.45px black;}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Homemade+Apple&display=swap" rel="stylesheet">}
LVL 5 235 / 400
MedLVL 8 591 / 1300
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#54
To samo tyczyło się Nawałnicy. Ona doskonale wiedziała, że są jeszcze inne koty nadające się do wyciśnięcia informacji z nich, pewnie nawet dużo prościej, ale z Cierń było o wiele więcej zabawy. Znała ją praktycznie od zawsze, wiedziała jak podejść, co powiedzieć, czego nie. Można powiedzieć, że bawiła się z ogniem który już zna. Nie jest obcy i wiedziała co zrobić by nie zgasł, a może coś dał zamiatam. Oczywiście w miedzy czasie także czerpała informacje od innych swoich źródeł, ale z Medyczką klanu Cienia o wiele lepiej się bawiła. Był dreszczyk emocji, tak jak ostatnim razem. Lubiła to, bardzo. Choć nadal zachowała do niej jakąś tam niechęć, bo jak wiadomo gdy były jeszcze Terminatorkami pobiły się i raczej za dobrych relacji nie miały, ale teraz jakoś to się zmieniło. Sama Nawałnica nie wiedział jak, może to po prostu przez tą ala grę, która sprawiała jej przyjemność. Miała okazję dokuczać i przy okazji sama się wykazać, kto wie.
A obraza Cierń nie wywarła na niebieskiej żadnego wrażenia. Trzepnęła tylko uchem, a po paru uderzeniach serca nieoczekiwanie odwróciła się i zaczęła wspinać na krzywe drzewo. Dopiero na nieco wyższej gałęzi usiadła i spojrzała wyzywającym wzrokiem na białą kotkę. No to co, wspinamy się czy miękniesz?
- Nawet nie wiesz jak daleko jest mój dom, a ja wiem jak daleko jest twój. I na pewno moje szczury dałyby sobie lepiej radę beze mnie, niż twoje klanowe bez Ciebie - parsknęła złośliwie, lekko uśmiechając się. Oczywiście nie tak z radości, tylko z złośliwością. - Ma się swoje sposoby. Choć skąd wiesz czy ich rzeczywiście unikam - odpowiedziała z pewną dozą tajemniczości w głosie. Cóż, lubiła dawać takie dziwne zagadki, trochę nie do rozwiązania. - A ty powiedź mi, co Cię trzyma w tym klanie. Zawsze zastanawiałam się, co jest tam takiego ciekawego i lepszego czego nie mają samotnicy, co? A domyślam się, że pewnie już kogoś na zastępstwo masz - I kolejna zagrywka od strony Nawałki na pozyskanie informacji. W międzyczasie owinęła ogon wokoło łap i uważnym wzrokiem śledziła ruchy cienistej medyczki. To co, teraz twoja kolei. Pokaż na co Cię stać.
blooming ever-sweet, the evil flower reaps
drowning in c o l o r s til it’s all you can see
pitiful as ever, they were growing by her side
just to pave the road ahead for her
THEIR DESTINY TO DIE
LVL 5 0 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
10
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#55
Nie potrafił tak bezczynnie siedzieć w obozie. Skończył trening, więc nie miał nic do roboty. Tak przynajmniej uważał... No bo co innego ma robić? Spędzanie całego dnia w Przewalonym Drzewie też mu się nie spodobało. Musiał opuścić obóz i uwolnić się chociaż na chwilę od tych pajaców. Na początku włóczył się po terenach klanu, a potem wyszedł z nich całkowicie. Nie zamierzał jednak oddalać się za bardzo, krążył niedaleko Czarnego Ogona. Spotkał na swojej drodze dziwne drzewo, nigdy takiego nie widział. Było takie powyginane i w sumie ciekawie wyglądało. Kocur bez wahania wskoczył na nie, pierwsze na dolną część, a potem wskoczył na górną, bo była lepsza. Ułożył się wygodnie i obserwował okolicę. Po pierwsze dbał o swoje bezpieczeństwo, nie chciał zostać zaatakowany z zaskoczenia, a po drugie rozglądał się za jakimś kotem, którego można by było poznać. I to najlepiej kogoś jego pokroju, a nie Puchacza czy Tchórza, tych od Wiewióra.

/Królicza
LVL 4 80 / 300
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
9
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#56
Biegła. Biegła ile sił w łapach, a jej sierść zaczepiała się o martwe gałęzie i krzewy, a przynajmniej o te, które rosły w pobliżu, wyszarpując fragmenty białych kłaków bądź też odrywając się i od tego momentu podróżując z nią, nią, nią, nią... biegła. Nie mogła się zatrzymać, musiała biec, musiała biec, bo jeśli się zatrzyma, dopadną ją cienie, ale nie, ona musiała dopaść ich pierwsza, musiała, musiała je zaatakować, musiała z nimi walczyć, musiała im wymierzyć sprawiedliwość za to, że zabili jej kocięta, za to, że zabili Dęba i Buka, Buka i Dęba, Duka i Buka, Budu i Kudu, tak, mordercy, potwory, cienie...
Zatrzymała się gwałtownie kiedy zobaczyła kota, tak, to był kot, tak, tak, tak, tak, kota, który miał częściowo jasną, a częściowo ciemną sierść, i siedział, i patrzył, i patrzył na drzewie, na drzewie, tak, tak, tak, tak, obserwował, patrzył, patrzył i... i pachniał... pachniał...
- MORDERCA! - wydarła się w jego kierunku. - POTWÓR... CIEŃ!!! - wrzeszczała dalej, podczas, gdy cała jej sierść napuszyła się, upodabniając jej wygląd do mopa albo szczotki. CIEŃ. Był tutaj, przed nią, przed nią, patrzył się, PATRZYŁ, potwory wcześniej też patrzyły, tak, i jeszcze udawały miłe, udawały, udawały, tak, a potem zabiły jej synów, a on, on był jednym z nich I GWIEZDNI GO UKARZĄ!!!
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#57
Przymknął nawet po chwili oczy, bo tu było tak dobrze. Pogoda mu nie przeszkadzała, z resztą nie było aż tak źle, bo wszystko już topniało, a słońce świeciło. Do tego wiał lekki wiatr. Ale nagle do jego nozdrzy dotarł zapach samotnika. Kocur otworzył oczy, by spojrzeć na tego, co odważył się zakłócić jego spokój. To była... Królicza. Głupia ciotka. Nie potrafił jej zapomnieć, z resztą i tak się nie dało. Kiedy usłyszał jej wrzaski, ziewnął i uśmiechnął się. Podobało mu się to. Uwielbiał jak ktoś nazywał go mordercą, potworem, itp. O to mu chodziło przez cały czas. Jednak nie do końca wiedział co miała na myśli ciotka. Przecież on nikogo nie zabił i klan cienia pewnie też.
-Te, Królik. Pamiętasz mnie?- zapytał, ignorując wcześniejsze krzyki. Jak na razie atak chyba nie będzie konieczny, z resztą point nie rzuci się na nią, jeżeli tylko ona tego nie zrobi pierwsza. Kusiło go to bardzo, bo miałby na swoim kącie pierwsza ofiarę, ale nie. Ucieszyłby tylko Wężową Gwiazdę i tamten byłby wdzięczny, fuj.
LVL 4 80 / 300
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
9
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#58
Odezwał się! Potwór! Potwór mówił! Pisnęła głośno, podskakując w górę, po czym przypadła do ziemi, jeżąc sierść i sycząc jeszcze głośniej. Odezwał się! Jakim prawem w ogóle odzywał się do niej, po tym, jak pozwolił zabić jej kocięta? Potwór! Potwór, potwór, potwór, cień! Nie powinien się odezwać! Nie miał prawa! Nie po tym, na co pozwolił, nie miał, nie miał, nie miał, nie!!!
- PamiętM!.- krzyknęła, ale w jej głosie nie było żadnej radości, żadnego przyjaznego tonu, nie, nie, nie, nie, nie, nie. Zabili Dęba i Buka, zabili jej kocięta, jej ukochanych, najlepszych synów, zabili ich! Mordercy! Potwory! I jeszcze pytali, czy pamiętala??? I jeszcze pytali, czy wie, że zabili jej kocięta?!! Nie przeszkadzała jej nieprawidłowa wymowa, nie przeszkadzało jej to, że jest mała, że nie ma szans, nie, nie, nie, nie, nie przeszkadzało, bo wiedziała, tak, wiedziała, że Gwiezdni ukażą ich wszystkich, tak, wszystkich! - MORDERCY!!! - wydarła się na całe gardło, strosząc się jeszcze bardziej, nich wcześniej. Gwiezdni, Gwiezdni, Gwiezdni, tak, Gwiezdni ukażą ich wszystkich!!!
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#59
Kotka o dziwo go pamiętała, ale czy tego kim był? Chodzi o to, że był jej siostrzeńcem chyba, a nie mordercą. No bo każdego cienistego kojarzyła chyba z mordercami. Wątpił, że go z kimś pomyliła, bo w klanie nie ma kota takiego jak on. To znaczy jest, Jastrzębi Krzyk, ale to frajer i idiota, który wcale nie przypomina Szczurzego. Przynajmniej z charakteru, bo z wyglądu są prawie tacy sami. Kwestia kilku małych różnic, na przykład mięśni czy wielkości.
-Morderca? Przeważnie lubię gdy ktoś mnie tak nazywa i wrabia w coś czego nie zrobiłem, jeżeli chodzi o zabijanie kotów.- powiedział i zrobił pauzę. Potem zeskoczył z drzewa i podszedł niebezpiecznie blisko Króliczej. Spojrzał na nią ostro i wysyczał. -Nie zabiłem tych twoich głupich szczylów. Jak oni mieli? Dąb i Buk?- No bo oni żyli. Ona o tym nie wiedziała? Może ktoś jej powiedział, że nie albo sama sobie to wmówiła. Hmm... Ciekawe. Kocur stał na przeciwko białej i patrzył jej w oczy. Był przygotowany na ewentualną obronę. Nie wiadomo co zrobi kotka w rozpaczy.
LVL 4 80 / 300
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
9
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#60
- MORDERCA! - odwrzasnęła w odpowiedzi na jego pytanie. Morderca, morderca, MORDERCA! Wszystkie, wszystkie, WSZYSTKIE cienie były mordercami, tak, tak, tak, TAK! A kot, tak, kot, kot, który stał na ich czele, ten kot, ten POTWÓR, tak, on był najgorszy, najgorszy ze WSZYSTKICH, najgorszy... i to on! To ON za to odpowiadał, on rozkazywał, tak, to ON zabił jej synów, jej kochanych, cudownych, najlepszych ze wszystkich synów! Potwór! Obrzydliwy, okropny potwór! To on kazał wojownikom zabijać, to on kazał ich trenować, żeby byli jedynie maszynami do zabijania, okropnymi, okrutnymi mordercami, takimi samymi, jak ON!!!
- ZABIŁEŚ! NIE MASZ PRAWA, nie, nie, NIE, nie masz, nie masz prawa, PRAWA, NIE MASZ PRAWA, ŻEBY MÓWIĆ, JAK MIELI NA IMIĘ!!! - wrzasnęła na całe gardło, czując, jak od środka rozrywa je b ból. Ale to nie miało znaczenia, nie, NIE, to nie miało znaczenia, tylko jedno, tylko jedno miało znaczenie, tylko zwrócenie uwagi, tak, GWIEZDNI, Gwiezdni patrzyli cały czas i byli, tak, oni byli, byli tam, na Srebrnej Skórce, byli, byli i patrzyli, bez przerwy, ciągle, cały czas! Gwiezdni wymierzą, tak, wymierzą sprawiedliwość CIENIOM! - KAŻDY Z WAS, K A Ż D Y, KAŻDYKAŻDYKAŻDY JEST WINNY, TO WASZA WINA, TO WINA WAS WSZYSTKICH, ŻE NIE ŻYJĄ! - krzyczała dalej, bez przerwy chowając i wysuwając pazury. Zabili ich! Zabili jej synów! Ale zapłacą za to, tak, zapłacą, Gwiezdni ukarzą ich, kiedy nadejdzie ich czas!
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości