Logo Artemidy
Szuwar Turzycy
Ptak odleciał, a wojowniczka powróciła do polowania. Jednak tym razem nic nie przykuło jej uwagi. Zero intrygujących zapachów, zero szelestów, nawet nic nie poruszyło się w krzaczkach. Może to najwyższa pora zmienić kierunek?

Grzyb: lvl: 4 | S: 9 | Zr: 9 | Sz: 13 | Zm: 7 | HP: 65 | W: 53/55
• przerzuty 0/3
LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
10
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pora zmienić kierunek, toteż - po dłuższej chwili - zmieniła. Powolny ruch wokół własnej osi, tak by nie wywołać żadnego podejrzanego odgłosu, ustawienie się pod wiatr, poza łowiecka - i dalej, uważając na każdy krok i powiew wiatru. Tym razem nie zamierzała pozwolić sobie na najdrobniejszy błąd.
LVL 4 75 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***
Był aż nazbyt podobny do swojego ojca. Nigdy go nie poznał i nikt mu o nim nie opowiadał, więc lubił myśleć o sobie w ten sposób. Wolny, skory do włóczęgi, żyjący bez żadnych zobowiązań, które mogłyby go ograniczać. To było jedyne, co musiał o swoim ojcu wiedzieć - wszak Szemrzący Potok istniał w jego głowie jedynie jako puste miejsce. Ktoś, kogo nie ma. Jedyną różnicą pomiędzy nim, a Głogiem było to, że jego syn był cieniem - a cień zawsze powracał, nawet gdy zdawało się, że zniknął na zawsze.
Pokazał się ostatnio trochę przed klanem, może ostentacyjnie zaznaczając swoją obecność w obozie - mógł więc spokojnie oddać się włóczęgostwu, do którego tak bardzo ciągnęło jego zepsute serce. Tym razem ziemie swojego klanu opuścił w okolicy rojstu, a stamtąd udał się wzdłuż pasma drzew i granicy z klanem wichru. Niestety, nie udało mu się podczas tego spaceru natrafić na żaden patrol, czy to faktyczny, czy też te samozwańcze, samotne patrole które w istocie były jedynie spacerami z pretekstem do zaczepienia drugiej, samotnie spacerującej postaci po drugiej stronie granicy. Tym sposobem dotarł w okolice jeziora, na którym bieg kończył czarny ogon. Zatrzymał się i zmarszczył lekko czoło, węsząc przez chwilę. Ktoś tu był.

Wich
if i took you everywhere, then well, you wouldn't know how to walk
if i spoke
on your behalf, then well, you wouldn't know how to talk
if i gave you everything and everything is what i bought
i
can take it all back, i never cared 'bout what you thought

i didn't mean to make you mad, i don't like when you're upset
i'ma call
you later on, baby girl, don't you forget
LVL 5 75 / 400
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
16
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
W Klanie Gromu nie było dużo wodnych terenów. Jedno Rybie Oko i kawałek Grzmiącej Rzeki i na tym koniec. Na osiedlu tym bardziej ze świecą szukać jakiegokolwiek naturalnego zbiornika wodnego; najwięcej wody w jednym miejscu z którą Wichura miała styczność, to jeszcze na starych terenach, przed całą przeprowadzką Wielka Słona Woda, nad którą przyszła może trzy razy w życiu. Nigdy nie miała z wodą dużo styczności a tak tęskniła za morzem i z jakiegoś powodu jeziora i wszelkie stawy ciągnęły ją jak ćmę do światła.
Było coś kojącego w siedzeniu nad brzegiem, moczeniu samych koniuszków palców w statycznej, albo odrobinę rwącej tafli wody, w zależności od tego czy znajdowała się nad rzeką czy normalnym, dużym zbiornikiem. Jako wojowniczka nie miała czasu na sen, tym bardziej nie na relaks nad wodą, ale teraz miała tego czasu aż nadto. I mogła dostrzec piękno natury na którym...nigdy się nie skupiała, zbyt zajęta obowiązkami. Banicja miała swoje zalety. Niewielkie. W przypadku tego miejsca jednak nie widziało jej się kłaść na bagnistej ziemi w imitacji relaksu, więc przysiadła przy szuwarach i jedynie obserwowała jezioro w ciszy, wsłuchując się w szum wody, trzcin i odległy śpiew ptaków. Moment, nazwijmy to, medytacji.
Ogon kocicy drgnął nieznacznie a ona sama uniosła głowę, leniwie jednak, od niechcenia, gdy dotarł do niej zapach innego kota. Wichura odwróciła się w kierunku, z którego dochodził, aby dostrzec stojącego nieopodal kota. I na moment zamarła, widząc czarno-białe, gęste futro. Szalej? Uniosła się gwałtownie i zrobiła kilka kroków a w ciemnych oczy zalśniły iskierki czegoś na rodzaj nadziei. Radości, pierwszy raz od księżyców. I natychmiast zamarła, gdy zorientowała się, że nie ma przed sobą swojej kochanej Szalej, a obcego kota. Do tego, o ile węch jej nie mylił, wojownika Klanu Rzeki. Skarciła się w myślach, że też od razu się nie zorientowała, że nie była to Szalej. Desperacja i nadzieja na spotkanie się z kotką stłumiły wszelkie inne zmysły na kilka uderzeń serca.
W dodatku zrobiła z siebie idiotkę i wariatkę przed obcym kocurem.
l a s t thing i remember ....-..,.. i was running .,.for the door
i had to f i n d the passage back to the place.. i was before
relax - said the night man, we are programmed to receive
you can check out any time you like

but... you... can... n e v e r... l e a v e
LVL 5 345 / 400
MedLVL 0 44 / 100
13
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ktoś tu był. Jak się okazało - była to rudo-biała kotka. Głóg lekko przekrzywił głowę, przyglądając się obcej w spokoju tak, jak i ona patrzyła na niego... chociaż dostrzegł pewien błysk w jej oku, który iskrzył jedynie przez chwilę. Szybko zgasł, najwidoczniej zdała sobie sprawę z tego że nie jest kotem, którego znała. Nie oznaczało to jednak, że nie było warto go poznać. Niektórzy z całą pewnością mogli uważać jego towarzystwo za wątpliwej jakości towar, jednak to chyba było w tym najlepsze. Lubił tę swoją pozorną przeciętność, taką aż do bólu szarość, która pozwalała mu znikać w tłumie.
- Czekasz na kogoś? - spytał więc, a po chwili zastanowienia ruszył powoli w jej stronę. Choć wyglądał na rozluźnionego, to zachowywał czujność i w każdej chwili gotów do był do tego by uchylić się przed ciosem. Nigdy nie było wiadomo czy nie trafił na jakąś furiatkę z klanowymi korzeniami. Te chyba były najgorsze. - Mogę dotrzymać ci towarzystwa do czasu, aż ten ktoś nie przyjdzie - zaoferował uśmiechając się zaczepnie, choć był to uśmiech całkiem miły.
if i took you everywhere, then well, you wouldn't know how to walk
if i spoke
on your behalf, then well, you wouldn't know how to talk
if i gave you everything and everything is what i bought
i
can take it all back, i never cared 'bout what you thought

i didn't mean to make you mad, i don't like when you're upset
i'ma call
you later on, baby girl, don't you forget
LVL 5 75 / 400
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
16
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie była pewna czy w tej konkretnej chwili miała ochotę na poznawanie innych kotów. Dała się omamić własnej desperacji na kilka chwil i wyszła w oczach Rzecznego kocura na wystarczającą idiotkę; zapewne to sobie teraz o niej wędrowiec z Klanu Rzeki myślał, prawda? Ruda klapnęła na ziemię bez jakichkolwiek resztek samiczej gracji i opuściła łeb zrezygnowana. Przecież wyczuła, że ma do czynienia z kimś z Klanów, więc czemu tak zareagowała? Głupota to mało powiedziane. Strzeliła chudym ogonem o ziemię kilka razy.
Wichura nie sądziła jednak, że kocur przed którym się upokorzyła postanowi podejść bliżej.
- Na nikogo nie czekam - odparła szorstkim, zachrypniętym głosem, przez kilka chwil nawet nie podnosząc głowy aby spojrzeć na czarno-białego kocura. Odetchnęła przez nozdrza, zerkając na Rzeczniaka jakby spod byka. - Wybacz, że tak zareagowałam...pomyliłam Cię z kimś - przeprosiła nieznajomego, wreszcie się prostując. Wojownik trafił na kocicę z klanowymi korzeniami, jak najbardziej, ale czy na furiatkę? Może trochę przesada. - Jeżeli masz ochotę marnować swój czas na siedzenie z czymś tak nudnym jak ja, proszę bardzo - parsknęła, unosząc kącik pyska w drwinie z samej siebie. - Ale chętnie się dowiem, co wojownik Klanu Rzeki robi tak daleko od swoich ziem.
l a s t thing i remember ....-..,.. i was running .,.for the door
i had to f i n d the passage back to the place.. i was before
relax - said the night man, we are programmed to receive
you can check out any time you like

but... you... can... n e v e r... l e a v e
LVL 5 345 / 400
MedLVL 0 44 / 100
13
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Domyśliłem się - mruknął unosząc nieznacznie brew. To raczej było oczywiste, że jej zachowanie było wywołane pomyłką, wzięła go za kogoś innego niż w rzeczywistości był. Uniesiona brew podniosła się odrobinę wyżej na jej kolejne słowa.
- Pozwól że sam to ocenię - stwierdził w końcu i ugiął łapy, by przysiąść nieopodal rudo-białej banitki. Póki co nie wiedział co o niej myśleć... jedyne co mógł powiedzieć to to, że na pewno nie tknąłby jej kijem przez szmatę, przynajmniej nie w jej obecnym stanie psychofizycznym. Z drugiej jednak strony przypominała mu kogoś, kogo stracił bardzo dawno temu... chociaż teraz już nawet nie potrafił sobie przypomnieć jak nazywała się tamta kotka i co wobec niej czuł.
- Mój świat nie og'anicza się do kawałka ziemi wyznaczonego moczem - odpowiedział jeszcze na jej pytanie i wzruszył barkami.
if i took you everywhere, then well, you wouldn't know how to walk
if i spoke
on your behalf, then well, you wouldn't know how to talk
if i gave you everything and everything is what i bought
i
can take it all back, i never cared 'bout what you thought

i didn't mean to make you mad, i don't like when you're upset
i'ma call
you later on, baby girl, don't you forget
LVL 5 75 / 400
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
16
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wolała sama wyjaśnić zaistniałą sytuację, żeby nie było pomiędzy nią a Rzeczniakiem jakichś niedociągnięć w tej kwestii - nawet jeśli w rzeczywistości jej pierwsza reakcja była tak bardzo oczywistą pomyłką. Miała tendencje do wyjaśniania wszystkiego samodzielnie, cóż.
Lewy kącik pyska Wichury uniósł się nieznacznie w krzywym, może lekko kpiącym uśmiechu. Z samej siebie. Nie spodziewała się, że swoją osobą - a nie oszukujmy się, w aktualnym stanie wyglądała bardziej jak wrak kota, niż cokolwiek innego - przyciągnie jakiegokolwiek innego kota, tym bardziej Klanowego. Z doświadczenia raczej myślała, że koty z Klanów unikały samotników? Ale cóż, nie siedziała w głowach Rzeczniaków. A ten był wyjątkowo interesującym przypadkiem. Wolny duch i włóczęga? Na takiego wyglądał i na to wskazywały jego kolejne słowa.
- Nie przypominam sobie, abym spotkała kiedyś kota z Klanu z podobnym do Ciebie nastawieniem, więc się zdziwiłam - wychrypiała, odwracając wzrok i wbijając go z powrotem w jezioro przy którym znajdowała się z nieznajomym kocurem.
l a s t thing i remember ....-..,.. i was running .,.for the door
i had to f i n d the passage back to the place.. i was before
relax - said the night man, we are programmed to receive
you can check out any time you like

but... you... can... n e v e r... l e a v e
LVL 5 345 / 400
MedLVL 0 44 / 100
13
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Odwracała od niego wzrok, tak spokojnie... i z kompletnym brakiem woli życia. Był obcym dla niej kocurem, mógł chwycić ją za głowę i wepchnąć ją pod powierzchnię wody, a następnie trzymać ją tam tak długo aż nie przestanie wierzgać łapami. Mógł zrobić jej krzywdę na wiele różnych sposobów - a mimo to nawet nie próbowała zachować pozorów utrzymywanej gardy, nawet jeżeli była świadoma tego, że był kotem klanowym. Interesujące, a może do bólu nudne, bo przeżarte nihilizmem? Czas oceni.
- Masz jakieś niemiłe doświadczenia z klanowymi? - spytał luźno, zainteresowany jej słowami. Ton miał lekki, konwersacyjny, a i on sam swoją rozluźnioną postawą i przymrużonymi leniwie oczami nie sprawiał wrażenia sprawiającego jakiekolwiek zagrożenie, nawet jeżeli jego uszy pozostawały czujne, a oczy starały się utrzymywać obcą kotkę w zasięgu wzroku. - Poza oczywistym k'ęceniem się przy g'anicach. Większość samotników raczej tego nie przeżywa.
if i took you everywhere, then well, you wouldn't know how to walk
if i spoke
on your behalf, then well, you wouldn't know how to talk
if i gave you everything and everything is what i bought
i
can take it all back, i never cared 'bout what you thought

i didn't mean to make you mad, i don't like when you're upset
i'ma call
you later on, baby girl, don't you forget
LVL 5 75 / 400
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
16
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Dowiedziała się o śmierci Sadzy i wygnaniu Dyni. W pierwszych chwilach była zwyczajnie w szoku, bo... Jak to. Wiedziała, że z jej bratem jest źle, ale żeby Sadza...? Barwna Ścieżka straciła już drugą siostrę, a jej brat okazał się skończonym kretynem, który dostał to na co zasłużył. Na dodatek Żabia Łapa też skończył źle. Lubiła syna przywódczyni, darzyła go sympatią i zgrzytała zębami na myśl o swoim bracie, który splamił dobry tytuł ich rodziny. Czerwony Pazur od początku miał racje. Jesionowa Łapa miała racje. Byli słabymi ogniwami i spotkało ich to na co zasłużyli. Bo Sadzową Łapę również zżerała od środka choroba, tyle że nie tak zaawansowana jak Dynie. Przez pierwsze dni Barwna Ścieżka pokazywała się rzadko. Starała się pocieszyć matkę, podnieść na duchu ojca, który od samego początku miał we wszystkim racje, oraz poukładać sobie w myślach wszystkie wydarzenia. Opłakiwała również Sadzę. Wobec Dyni czuła jedynie rozczarowanie i niechęć, wręcz nienawiść. Zrobiła dla niego wszystko co mogła, a on miał to gdzieś. Gdyby go teraz spotkała prawdopodobnie zatopiłaby pazury w jego gardle. Zabił Sadzę i okaleczył Żabią Łapę. Nie czuła tak obezwładniającej rozpaczyczułapo śmierci Jesionowej Łapy. Mimo wszystko nie była do reszty rodzeństwa aż tak przywiązana i miała poczucie, że tym razem zrobiła wszystko co mogła. Co oczywiście nie znaczyło, że nie odczuwała poczucia straty (zwłaszcza tak bezsensownej) i bólu z powodu utraty kolejnego członka rodziny.
Barwna Ścieżka wyrwała się z obozu. Wyszła samotnie i szła przed siebie tak długo aż przekroczyła granice nie za bardzo zdając sobie sprawę z tego co robi i jak daleko już zaszła. Dopiero gdy do jej nozdrzy zaczął docierać znany jej niegdyś zapach zatrzymała się skonfundowana. Nie potrafiła już określić o kogo chodzi, na dodatek ów woń na pewno się zmienila. Kolorowa wojowniczka zatrzymała się i zaczęła rozglądać.

/lampka
[Obrazek: IgPkPlV.png]
LVL 5 185 / 400
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
11
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zawsze lubiłem długie spacery i zawsze lubiłem opuszczać tereny Klanu podczas swoich przechadzek. Tym razem dotarłem aż tutaj - w okolice Szuwaru Turzycy - nieco po górowaniu słońca. Było pięknie. Wiatr szumiał, niosąc ze sobą zapach świadczący o tym, że już za niedługo nastanie Pora Nowych Liści. Wraz z nią na drzewach zakwitną pączki liści, wśród traw zjawią się kwiaty, zrobi się cieplej, a w kocich sercach zadrżą niespokojne struny. Tak, co obieg pór ktoś w Klanie śmiertelnie zakochiwał się wraz z drzewami.
Zamyślony, szedłem przez Szuwar... i Gwiezdnym dzięki, że trawa jeszcze nie wyrosła, bo inaczej z pewnością, bujając w obłokach, nie zauważyłbym jeziora i wpadł do wody. A to nie byłoby przyjemne, zwłaszcza, że nie umiałem przecież pływać!

// Motyl!
<center>
<style>.d-flex { display: flex } .same-row { flex: 1 }</style>
<table>
<tr class="d-flex">
<td class="same-row">leżę właśnie, zapatrzony w wieńców liście,
uroczyście
— wiekuiście — osobiście.</td>
<td><img src=https://i.imgur.com/MWGyeEf.png" height="50"></td>
<tr class="d-flex">
<td class="same-row">Ś<s>mie</s>rć, co ścichła, znów zaczyna w <s>gło</s>wie szumieć,
lecz
rozumiem, że nie trzeba nic rozumieć…</td>

</tr>
</table></center>
LVL 3 15 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wiatr przywiał również inny zapach... Zapach pieszczocha. Byłego pieszczocha. Dawnej Barwnej Łapy, dziś samotnika wygnanego z klanu. Młody kocur wędrował po ziemiach niczyich powłócząc łapami. Niczego nie świadomy rudzielec, nie zwracając uwagi na jakiekolwiek zagrożenia. Szedł z opuszczonym pyskiem.
Gdzieś tam kątem oka dostrzegł ruch, jednakże nie zwrócił na niego uwagi. Był zmęczony. Niedawne spotkanie z Trzmielą Gwiazdą wiele go kosztowało. Został wygnany i porzucony. Według przywódcy zdradził... A to nie była prawda.
Motyl spojrzał przed siebie. Sporej wielkości kocur stał w od niego w sporej odległości. Rudzielec nie poznał brata. A bojąc się, że zostanie zaatakowany wycofał i zaczął powoli się oddalać...
[Obrazek: cYUDAYj.gif]
Odwaga nie polega
=na NIEodczuwaniu strachu, ale=
N A umiejętności działania _M_I_M_O_ niego.
LVL 2 30 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Gdy do moich nozdrzy dotarł zapach pieszczocha, z ciekawością rozejrzałem się w poszukiwaniu jego właściciela. Samotnik w tej okolicy jeszcze by mnie nie zdziwił, ale z tego co eiedziałem, pieszczochy Dwunożnych nieczęsto zapuszczały się poza tereny Osiedla. Oczy moje i mojego brata spotkały się... i tutaj powinna chyba pojawić się scena jakiegoś wielkiego rozpoznania, niczym w romantycznym filmie, a na ekranie zawitać napisy końcowe, prawda?
Nie, tak się nie stało. Oczywiście. Ja też nie poznałem w pieszczochu Barwnego. Zamiast tego zauważyłem strach w ruchach cofającego się przede mną rudzielca. No cóż, mój wygląd bywał nieco mylący, a kiedy nastroszyłem futro, wyglądałem jeszcze groźniej - niemniej nie miałem żadnych złych zamiarów względem kocura. Nie był przecież na terenach Klanowych, niczego mi nie zrobił i w żaden sposób nie zagrażał bezpieczeństwu Gromu.
- Hej, nie ma się czego bać! Nic Ci nie zamierzam zhobić! - zawołałem do (nie)znajomego, chcąc go upewnić w tym, że jestem niegroźny.
<center>
<style>.d-flex { display: flex } .same-row { flex: 1 }</style>
<table>
<tr class="d-flex">
<td class="same-row">leżę właśnie, zapatrzony w wieńców liście,
uroczyście
— wiekuiście — osobiście.</td>
<td><img src=https://i.imgur.com/MWGyeEf.png" height="50"></td>
<tr class="d-flex">
<td class="same-row">Ś<s>mie</s>rć, co ścichła, znów zaczyna w <s>gło</s>wie szumieć,
lecz
rozumiem, że nie trzeba nic rozumieć…</td>

</tr>
</table></center>
LVL 3 15 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Gdy Motyl usłyszał głos kocura w pierwszej chwili zmroził go strach. Strach, że za moment może umrzeć. Jednakże osobnik zapewnił go, że nie ma się czego bać... Ale to dalsza część wypowiedzi wstrząsnęła kocurem... Zhobić... Znał tylko jednego kocura, który miał problem z wymawianiem literki "R". I był nim jego brat.
Rudzielec zatrzymał się tak jak stał. Nie odwrócił się. Nie poruszył nawet o milimetr - Czy ty... - zaczął powoli, ale się zająknął - Czy Ty powiedziałeś "zhobić"? - zapytał bardzo niepewnie. Motyl miał obawy, że się pomylił. Że tylko mu się przesłyszało. Może to ze zmęczenia. Tak dawno nie widział nikogo bliskiego. Tak bardzo bał się znów odwrócić i zrozumieć, że to wcale nie jest jego brat... Że to tylko przypadek, że akurat ten osobnik nie potrafi wymawiać "r".
[Obrazek: cYUDAYj.gif]
Odwaga nie polega
=na NIEodczuwaniu strachu, ale=
N A umiejętności działania _M_I_M_O_ niego.
LVL 2 30 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie rozpoznałbym własnego brata w tym kocurze. Zapamiętałem go jako wynędzniałego, mizernego terminatora, który wydawał się przy mnie wręcz mróweczką, i który zniknął dawno, tak strasznie dawno temu. Nie byliśmy wyjątkowo blisko, rozmawialiśmy zdecydowanie rzadziej, niż na przykład z Parzącym... ale był jednak moim bratem z krwi i kości. Bratem, za którym mama płakała po nocach, podczas gdy tata głaskał ją ogonem po grzbiecie i powtarzał, że Motyl któregoś dnia wróci. A nawet, jeżeli nie, to będzie szczęśliwy tam, dokąd odszedł.
Dopiero, kiedy usłyszałem jego głos - choć dużo doroślejszy, niż kiedy zniknął - zdało mi się, że rozpoznaję samotnika. Jak przez mgłę przypomniałem sobie głos brata i jego rude futro. Czy to mógł być on? Czy naprawdę go znalazłem? Co prawda, dotarło do mnie coś o tym, że Trzmiela Gwiazda i Klonowa Gałązka uznali dawnego uciekiniera z Klanu za zdrajcę, nie znałem jednak szczegółów. I dopiero teraz zacząłem rozumieć, że "zdrajca" jest niemal na pewno moim dawno zaginionym bratem, którego to mam przed sobą.
Ruszyłem w jego stronę, jednocześnie mówiąc i starając się panować nad łamiącym się głosem.
- Tak. ZHOBIĆ. Dokładnie tak... - przy tych słowach stanąłem na wprost kocura i spojrzałem mu prosto w pysk. Rudy kocur miał rysy mojego brata. Motyl. On wrócił. On naprawdę wrócił. - ... Motylu - dokończyłem, czując coś wilgotnego zbierającego się w kąciku oczu, podczas gdy na mordzie rozlewał się szeroki, niepowstrzymany uśmiech. Mój brat był cały. Żył.
<center>
<style>.d-flex { display: flex } .same-row { flex: 1 }</style>
<table>
<tr class="d-flex">
<td class="same-row">leżę właśnie, zapatrzony w wieńców liście,
uroczyście
— wiekuiście — osobiście.</td>
<td><img src=https://i.imgur.com/MWGyeEf.png" height="50"></td>
<tr class="d-flex">
<td class="same-row">Ś<s>mie</s>rć, co ścichła, znów zaczyna w <s>gło</s>wie szumieć,
lecz
rozumiem, że nie trzeba nic rozumieć…</td>

</tr>
</table></center>
LVL 3 15 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości