Mistrz: i'm a bitch, i'm a boss Płeć: kocur Ojciec: Sokoli Cień, Zajęczy Sus Trwałe urazy: rozerwane na pół prawe ucho, głęboka blizna przechodząca przez lewy łuk brwiowy
Mistrz: i'm a bitch, i'm a boss Płeć: kocur Ojciec: Sokoli Cień, Zajęczy Sus Trwałe urazy: rozerwane na pół prawe ucho, głęboka blizna przechodząca przez lewy łuk brwiowy
Dość wysoki, szczupły kocur o jasnoniebieskich oczach, z długim futrem barwy białej lekko przełamanej beżem z jasnorudymi syjamskimi znaczeniami na policzkach, nosie, czole, uszach, ogonie i łapach.
narcystyczny pajac
szyszkowy ogon [kw] artemis [p]
***
Raczej nie myśleliście, że przygody dwójki starych terminatorów z wichru skończą się na przeszukiwaniu truchła potwora, co? Plotki rozchodzą się szybko, zwłaszcza w jednym obozie. Do gumowego ucha Szorstkiej Łapy docierało coraz to więcej słów na temat niejakiego Szkiełka, który ponoć za zwierzynę jest w stanie przepowiedzieć przyszłość. Na początku rumiany był sceptyczny, jednak im więcej kotów mówiło, że tenże kocur naprawdę istnieje i plecie farmazony na lewo i prawo, to jest to okazja nie do odrzucenia.
Nie musiał długo szukać towarzysza do poszukiwań kociego wróżbity. Ropusza Łapa, z którą bardzo się polubili od ostatniej eskapady, zgodziła się mu towarzyszyć i właśnie przemierzali Leśne Ostępy, mając nadzieję, że rudy kocur może będzie się kręcił gdzieś w okolicy Szuwaru Turzycy. Szorstka Łapa trzymał w pysku dorodnego, tłustego gołębia i miał nadzieję, że to usatysfakcjonuje Szkiełko.
- No gdzież on jest - wymamrotał, prawie nie dało się go jednak zrozumieć. Miał nadal ptaka w pysku i nie pomyślał o tym, że do wyrażania swojej frustracji byłoby lepiej po prostu go położyć.
Księżyce: 60 Mistrz: Szyszkowy Ogon Płeć: kotka Matka: Malinowy Nos Ojciec: Fiołkowy Świt Trwałe urazy: Pozioma, drobna blizna, lewa górna warga
Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
Podróże na własną łapę nie tylko umożliwiły odbudować straconą przez żałobę duszyczkę - cała sytuacja pozwoliła Ropuszce dorosnąć.
Błyszcząca, niczym ze złota wykuta, pewności siebie nadal piastuje jako jedną z głównych cech osobowości kotki. Opinie innych? No cóż, nigdy ją szczególnie nie interesowały, z tego właśnie powodu nie czuje potrzeby wyprowadzać innych z błędu, kiedy ci postrzegają ją jako głupiego-jak-but-kocio-czołga. Ropuszka co prawda do kocich filozofów i myślicieli nigdy należeć nie będzie, jednak jej wyjątkowy sposób postrzegania świata, idący w parze z sprytem i niezłymi umiejętnościami obserwacji pozwoliło jej spokojnie przejść przez życie. Mimo niezależnej natury jest bardzo towarzyską kicią z dużymi pokładami poczucia humoru (nawet zarzuci jakimś żartem, inna sprawa czy będzie dobry). Jest dziarską kobyłką, która lubi kolekcjonować znajdki, poczynając od piórek i gładkich kamyczków, przez odpadki dwunogów, aż po kości wszelakiego rodzaju zwierzątek.
Zajonc W | Krzemienna Łapa G
Chaotycznie, głupie duo znowu w akcji! W porównaniu jednak do ostaniej (i pierwszej) przygody wiecznych terminatorów, to nie los zadecydowało dzisiejszym spotkaniu. Okazało się, że Szorstki i Ropucha nadają na tych samych falach, sprawiając iż zacisnęła się między nimi jako taka przyjaźni? Koleżeństwo? Rodzinne więzy, których nigdy nie byli godzien w pełni eksplorować? A czort go wie, jednak była pewna, że lubili spędzać ze sobą czas, nawet jeżeli owy czas był marnowany na głupich pierdołach jak szukanie niejakiego jasno-widzi-misia.
Nikt nie powinien lekceważyć siły plotek, ponieważ nie trwało to długo zanim niemalże wszystkie Cztery Klanu trąbiły o rudym kocie, który umie zajrzeć w przyszłość jeżeli tylko przyniosło mu się jedzenie... Ta, dobre sobie. Ropucha zdecydowanie słyszała podobną śpiewkę na osiedlu dwónogów: "Jestem szamanem, daj mi żarcie a życie cie pobłogosławi". Mimo sceptycznego nastawianie do całego tego hokus pokus, poszła chętnie z Szorstkim. Ba! Nawet złapała dla tego całego Szklarza szczura, którego zarzuciła sobie na bark i powolnym korkiem dreptała za rumianym. - Te, jak nas wrobi to ja se na niego legne, a ty lejesz po pysku - rzuciła z leniwym uśmieszkiem na pyszczku.
//mam nadzieje, że nie ma błędów i da się zrozumieć :3
Mała, smukła kotka o drobnej budowie i dużych, zielonkawych oczach. Ślepia zdają się wręcz emanować ciepłem, wewnętrznym spokojem, życzliwością, w jej przypadku całkowicie odzwierciedlając duszę. Szaro-bura, raczej krótsza, niż dłuższa sierść przeplatana jest ciemniejszym futerkiem, tworzącym tygrysie pręgi. Najwyraźniejsze na mordce, ozdabiają ją wraz z wąsami. Jaśniejszy odcień szarości przyjmują końcówki łapek, podbrzusze oraz pyszczek. Spośród innych może wyróżniać ją lewe, ciemniejsze ucho, dzięki któremu łatwo rozpoznać jej sylwetkę z daleka.
Zmienna. To słowo powie o niej najwięcej. Trzyma się jednak ustalonych przez siebie zasad, podążając od dawna znaną ścieżką. Bez względu na wszystko pozostanie lojalna, szczera, lecz nie do bólu i ciepła, chociaż czasem tylko w głębi serca. Bywa zdystansowana, ironiczna, chociaż to jedynie pozory. Wynikają z faktu, że kotka jest nieufna i nie chce zostać zraniona. Często 'gra' kogoś innego, zazwyczaj, gdy przebywa wśród obcych. W obozie jest po prostu sobą - oddana, pomocna, ale pozostająca na uboczu. Woli słuchać niż się wypowiadać, częściej milczy, odpływając w świat własnych przemyśleń. Zdecydowanie można na niej polegać, wiedząc że dotrzyma danego słowa.
Mętna Łapa [krz], Mała Łapa vel Huba [kw]
Dwoje sceptyków, a już sama okolica taka magiczna. Las był tu przerzedzony, przestrzeń otwarta, mroźny wiatr podwiewał ich długie futra. Przed sobą widzieli już ośnieżone, sterczące badyle, rosnące gęsto. Biała sceneria wprowadzałaby wręcz romantyczną aurę, gdyby nie było tak przeraźliwie zimno. Puch pod łapami kotów był już tak ubity i twardy, że nawet postawna Ropusza Łapa nie zapadała się w nim co krok, a tylko... co jakiś czas. Fakt, że gdzieś pomiędzy kępami turzycy znajdowało się zamarznięte jezioro, nie ocieplał atmosfery. Rumiany, może po części właśnie od mrozu, dzierżył w szczękach pokaźnego gołębia, natomiast kosmata burza futra szła z kuzyno-kumplem bark w bark, na jednym trzymając szczura.
Na pewno nie mieliby ochoty kręcić się tu bez celu. I... nie musieli. Kotka nie zdążyła zapoznać swojego kompana ze strategią defensywno-ofensywną na najbliższy czas, a im oczom ukazał się nie-wiadomo-skąd.
Idzie, a ściślej rzecz ujmując, truchta, jakby rozstąpiły się badyle, jakby prosto z jeziora, w ich kierunku. Jego rude, krótkie, pręgowane futerko lśni, stanowiąc zupełny ewenement na tle zimnej panoramy. Wiek trudno jest określić, ale stary nie jest na pewno. Porusza się z dużą werwą, jego łapy ledwie dotykają ziemi i... na zmarzniętego nie wygląda wcale. Wątły, ale energiczny. Jedno ze ślepi błyszczy zielenią, drugie natomiast nasuwałoby na myśl, komuś kto zna się na tajemnych spawach Dwunogów, czarodziejską kulę. Niby nic w nim nie widać, jest jasne, nie ma głębi... Uśmiecha się szeroko, a zdrowe oko lustruje przybyszów. Gdyby widzieli oni kiedyś kota z jednej z bajek Dwunogów, tego który znikał, pozostawiając po sobie tylko uśmiech i spojrzenie, dostrzegliby pewne podobieństwo...
– Czasów to naszych klątwa, że ślepego wiedzie szalony. – odparł na powitanie, lekko opuszczając pysk. Zasiadł spokojnie parę mysich długości ogona od pary. Jednooczny wzrok padł na martwe zwierzęta.
– Tym razem płaz szczura przynosi, a złocisty ptaka. – skomentował krótko. – Pochodzenie różne, krew inne drążyła w ciele koryta. A jednak, wiem od Nich, że rodziną się zwiecie.
kiedy leżę nie nadaję się do wstania
leżenie zapuszcza korzenie
nie wierzę w poruszanie się
zawsze do wyrwaniazielony
Mistrz: i'm a bitch, i'm a boss Płeć: kocur Ojciec: Sokoli Cień, Zajęczy Sus Trwałe urazy: rozerwane na pół prawe ucho, głęboka blizna przechodząca przez lewy łuk brwiowy
Mistrz: i'm a bitch, i'm a boss Płeć: kocur Ojciec: Sokoli Cień, Zajęczy Sus Trwałe urazy: rozerwane na pół prawe ucho, głęboka blizna przechodząca przez lewy łuk brwiowy
Dość wysoki, szczupły kocur o jasnoniebieskich oczach, z długim futrem barwy białej lekko przełamanej beżem z jasnorudymi syjamskimi znaczeniami na policzkach, nosie, czole, uszach, ogonie i łapach.
narcystyczny pajac
szyszkowy ogon [kw] artemis [p]
Mróz szczypał go w nos i miał nadzieję, że ten wszechwiedzący frajer będzie tu gdzieś w pobliżu. Nie szedł to w końcu na marne, chciał poznać przyszłość! Albo w ogóle, jakąś wróżbę dostać. Jakoś umknęło mu, że to może być zwykły naciągacz, który gada zagadkami, które równie dobrze mogą być na tyle uniwersalne, że mogą pasować każdemu. Westchnął głęboko i spojrzał na Ropuszą Łapę, która akurat zaczęła coś mówić. Aa, już planuje jak się zemścić na rudym frajerze, jeśli okaże się, że jest głupim oszustem, a nie naprawdę kotem oświeconym i potrafiącym wróżyć. Uśmiechnął się krzywo i po chwili zobaczył coś kątem oka. Szybko odwrócił głowę i zmarszczył czoło, średnio wierząc własnym oczom. Siedział w tym jeziorze? Jeździł na łyżwach? Albo się w tych badylach kitrał? Ale skąd wiedział, że oni tu do niego? Niee, po postu szczęśliwym trafem się tu znalazł. No tak musiało być.
Zmarszczył brwi jeszcze bardziej, słysząc jego słowa. Położył gołębia przed swoimi łapami i wbił skonfundowane spojrzenie w ślepego na jedno oko kocura. Ślepy prowadzi... szalonego? Co? Rzucił szybkie spojrzenie swojej towarzyszce, mając nadzieję, że ona coś z tego zrozumiała. Bo Szorstki nie wiedział absolutnie nic! Zgłupiał kompletnie.
- Nich? - rozejrzał się szybko, spojrzał też za siebie, ale nikogo w polu widzenia nie było - Kogo niby? Co? - zapytał, wyraźnie zmieszany. Co tu się w ogóle dzieje? Chyba to był zły pomysł, żeby tutaj przyjść. Nic nie rozumiał, ale może zaraz Szkiełko zacznie mówić z sensem. Wątpił w to, ale zawsze nadzieja umiera ostatnia, co nie?
- Przyszłość widzisz. Wróżysz. Jak to działa, hę? - zapytał z uniesioną brwią. No, dawaj, tłumacz się, krętaczu.
Księżyce: 60 Mistrz: Szyszkowy Ogon Płeć: kotka Matka: Malinowy Nos Ojciec: Fiołkowy Świt Trwałe urazy: Pozioma, drobna blizna, lewa górna warga
Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
Podróże na własną łapę nie tylko umożliwiły odbudować straconą przez żałobę duszyczkę - cała sytuacja pozwoliła Ropuszce dorosnąć.
Błyszcząca, niczym ze złota wykuta, pewności siebie nadal piastuje jako jedną z głównych cech osobowości kotki. Opinie innych? No cóż, nigdy ją szczególnie nie interesowały, z tego właśnie powodu nie czuje potrzeby wyprowadzać innych z błędu, kiedy ci postrzegają ją jako głupiego-jak-but-kocio-czołga. Ropuszka co prawda do kocich filozofów i myślicieli nigdy należeć nie będzie, jednak jej wyjątkowy sposób postrzegania świata, idący w parze z sprytem i niezłymi umiejętnościami obserwacji pozwoliło jej spokojnie przejść przez życie. Mimo niezależnej natury jest bardzo towarzyską kicią z dużymi pokładami poczucia humoru (nawet zarzuci jakimś żartem, inna sprawa czy będzie dobry). Jest dziarską kobyłką, która lubi kolekcjonować znajdki, poczynając od piórek i gładkich kamyczków, przez odpadki dwunogów, aż po kości wszelakiego rodzaju zwierzątek.
Zajonc W | Krzemienna Łapa G
Zimno, które nadchodziło wraz z Porą Nagich Drzew, nigdy jakoś szczególnie nie przeszkadzał terminatorce. W końcu po coś sobie wyhodowała ten gobelin, który niczym gruby kocyk chronił ja przed chłodnym wiatrem, który nieubłaganie pędził przez ich tereny. Bardziej co jej przeszkadzało w tej całej sytuacji tu luźny, biały puszek, który zdradziecko podawał się za ten zbity. Ilekroć Ropucha była wstanie na nowo rozluźnić i cieszyć się spacerkiem z niby-to-kuzynem, jej łapa akurat stawała na fałszywym śniegu, zapadając się kilka centymetrów i wbijając ją z rytmu.
Nie mieli jednak nawet okazji rozwinąć tematu zemsty jaka czekałaby owego maga, gdyby się jednak okazało, że nic w nim magicznego, a rumiany zobaczył kogoś kątem oka. Ropucha, kopiując terminatora, również zerknęła w stronę jeziora, dostrzegając rudego kocura, który truchtał w ich kierunku. Było w nim coś... Jego chód, wygląd, zachowanie, uśmiech, to w jaki sposób jego ogniste i lśniące futro kontrastowało na tle zimnych barw Pory Nagich Drzew. Osobno owe czynniki były całkowicie normalne a jednak w tej sytuacji było w nich coś nietuzinkowego. Sceptycyzm jednak ma to do siebie, że sięga głęboko i, mimo iż rudzielec zdecydowanie przykuł jej uwagę, Ropucha nadal uważała, że daleko mu do wróżbity.
Brewka skoczyła w górę, kiedy przybysz otworzył pyszczek, nie ogarniając sensu jego słów. Kiedy kuzyn spojrzał na nią, terminatorka jedynie wzruszyła ramionami, równie zmieszana co on. Widocznie rudy nieznajomy wyrażał się ciut za skomplikowanie dla dwójki idiotów. Jednak po dziwnym powitaniu, Ropucha odnalazła grunt pod łapami i poruszyła rozbawiona wibrysami, kiedy syn Sokoła, rozejrzał się w poszukiwaniu odpowiedzi. Pacnęła go ogonem w bok, mając nadzieje, że owy gest uspokoi sfrustrowanego kocura. Co jak co ale obcy nie powinien im aż tak zachodzić za skórę. - Ah, tak to szwykle w Klanach działa - skomentowała pogodnie słowa Szkiełka, zakładając maskę, którą zwykła nosić przed obcymi kotami na Osiedlu lub na terenach niczyich. Mimo iż trafił w sedno, informacja była bardzo ogólna i Ropucha była pewna, że niejeden cwaniak powiedziałby to samo z minimalną wiedzą na temat klanowych kotów. Co ją bardziej zaskoczyło, to to jak nazwał ją Szkiełko. - Oho! Mam nadzieje, sze on nie probuje obraszać, czo? - Mruknęła w stronę kuzyna. - Nie znamy sie na tyle dobsze byś mnie tak nazywał koleszko, a nie wypada obraszać damy - rzuciła tym razem do przybysza, teatralnie oburzając się, choć na jej pysiu nadal widniał lekki uśmiech. Następnie zamilkła, kiedy Szorstki odezwał się przyglądając się rudemu i wysłuchując co ten ma do powiedzenia. Tłusty gołąb leżał przy ich łapach, jednak szczura spoczywał na ciemnych barkach córki Fiołkowego Świta i widocznie pozostanie tam jeszcze jakiś czas.
[size=75]//długi post który nie wnosi nic w fabułę go prrrrrrrrrr
Mała, smukła kotka o drobnej budowie i dużych, zielonkawych oczach. Ślepia zdają się wręcz emanować ciepłem, wewnętrznym spokojem, życzliwością, w jej przypadku całkowicie odzwierciedlając duszę. Szaro-bura, raczej krótsza, niż dłuższa sierść przeplatana jest ciemniejszym futerkiem, tworzącym tygrysie pręgi. Najwyraźniejsze na mordce, ozdabiają ją wraz z wąsami. Jaśniejszy odcień szarości przyjmują końcówki łapek, podbrzusze oraz pyszczek. Spośród innych może wyróżniać ją lewe, ciemniejsze ucho, dzięki któremu łatwo rozpoznać jej sylwetkę z daleka.
Zmienna. To słowo powie o niej najwięcej. Trzyma się jednak ustalonych przez siebie zasad, podążając od dawna znaną ścieżką. Bez względu na wszystko pozostanie lojalna, szczera, lecz nie do bólu i ciepła, chociaż czasem tylko w głębi serca. Bywa zdystansowana, ironiczna, chociaż to jedynie pozory. Wynikają z faktu, że kotka jest nieufna i nie chce zostać zraniona. Często 'gra' kogoś innego, zazwyczaj, gdy przebywa wśród obcych. W obozie jest po prostu sobą - oddana, pomocna, ale pozostająca na uboczu. Woli słuchać niż się wypowiadać, częściej milczy, odpływając w świat własnych przemyśleń. Zdecydowanie można na niej polegać, wiedząc że dotrzyma danego słowa.
Mętna Łapa [krz], Mała Łapa vel Huba [kw]
Obojętnie czy Szkiełko bez szwanku stąpał po wodzie, a może lepiej w tym wypadku – lodzie, czy może jednak odpoczywał między trzcinami, gdy jakimś cudem zdał sobie sprawę z obecności przybyszów... w każdym razie nie było odwrotu. Aktualnie tkwił przed nimi jak jakiś paradoksalny sopel lodu o ciepłym umaszczeniu. Zdrowe oko mrugało ochoczo, rejestrując detale ich mordek, aktualnie niezainteresowane szczegółami związanymi ze zwierzyną, którą w końcu sam właściciel zielonego i zgasłego oka przed momentem nazwał i dopasował do tej dwuosobowej kampanii zwiadowczej.
Najpierw więcej uwagi poświęcił Szorstkiej Łapie, jako że to on pierwszy odniósł się do jego powitania.
– Nich. Od tych, z którymi rozmawiam. Wiem od nich wiele. Podobni są do Was, do mnie zresztą też. Podobni, ale inni zarazem. Bo zmarli. – odparł rytmicznie w kierunku rumianego, robiąc dłuższe przerwy między słowami, a całość brzmiała bardzo melodyjnie i zwieńczona była czymś jeszcze. – Mam Szkiełko i oko, ale w Ducha wierzę.
Zdanie stanowiło coś na wzór... mantry? Wyznania wiary? Szkiełko często sobie o nim przypominał i obwieszczał z dumą, lśniącą w błyskach biało-zębnego uśmiechu. Następnie, bezwiednie naśladując terminatora, uniósł jedną brew, tę przyozdabiającą pozornie niesprawne oko.
– Przyszłość widzę. Więcej widzę, choć oko mam jedno. – potwierdził, a jego wibrysy uniosły się lekko. – Organizm też mówi. Rozumiem zmarły oddech, krew parującą jeszcze. Trzewia gadają do mnie. Zdobycze Wasze szybko rozczytam i sprawdzę, co opowiedzieć zechcą.
Przybysz skierował czujny wzrok na Ropuszą Łapę, komentującą jego spostrzeżenie, po czym skinął łebkiem na znak zgody. W międzyczasie zatrzymał też rozbiegane spojrzenie na gołębiu, prawie wyciągając w jego kierunku łapę, tak jakby już zamierzał przejść do głównej atrakcji spotkania. Oblizał się w ostatniej chwili i przełknął ślinę, a następne zdania skierował już do kotki.
– Damy, acz i matki. – potwierdził, rytmicznie i powoli, po czym przekrzywił lekko pyszczek, odnosząc się do swoich początkowych słów. – Może szaleńcem mnie zwą i ślepcem jestem, jednak sam siebie wiodę i innym w ich drogę nie wchodzę. Obrażać nie mym zamiarem.
Ciekawskie oko przyglądało się jeszcze chwilę martwemu szczurowi, po czym zafiksowało się na mordce złotookiej.
– Szkiełko jestem. – rudy, pręgowany kocur wniósł się prawdopodobnie na wyżyny tak zwanego luzu, przedstawiając się tak prosto z tamy. Kończąc, uśmiechnął się promienne i powrócił do świdrowania wzrokiem zabitych zwierząt.
kiedy leżę nie nadaję się do wstania
leżenie zapuszcza korzenie
nie wierzę w poruszanie się
zawsze do wyrwaniazielony
Mistrz: i'm a bitch, i'm a boss Płeć: kocur Ojciec: Sokoli Cień, Zajęczy Sus Trwałe urazy: rozerwane na pół prawe ucho, głęboka blizna przechodząca przez lewy łuk brwiowy
Mistrz: i'm a bitch, i'm a boss Płeć: kocur Ojciec: Sokoli Cień, Zajęczy Sus Trwałe urazy: rozerwane na pół prawe ucho, głęboka blizna przechodząca przez lewy łuk brwiowy
Dość wysoki, szczupły kocur o jasnoniebieskich oczach, z długim futrem barwy białej lekko przełamanej beżem z jasnorudymi syjamskimi znaczeniami na policzkach, nosie, czole, uszach, ogonie i łapach.
narcystyczny pajac
szyszkowy ogon [kw] artemis [p]
Zmrużył lekko oczy i pysk wykrzywił mu się w dziwnym grymasie, dając do zrozumienia wszem wobec, że nie ma zielonego pojęcia, o czym właśnie usłyszał. Znaczy, no nie był aż takim debilem - rozumiał słowa osobno, ale te nie składały się w żadną sensowną całość. Jakby Szkiełko nie mówił w tym samym języku! Okropieństwo, ostatnio tak miał jak Miętowooka robiła mu wykład o historii powstania klanów. Za dużo naraz i za mądrze. No bo jak zmarli mu coś mówią. W sensie Gwiezdni? Ale po co by mieli mu coś mówić, skoro nawet nie jest kotem z klanu. Spojrzał przelotnie na Ropuszą Łapę, która chyba chciała go jakoś uspokoić? Wytężył swoje zmysły, by telepatyczną komunikacją międzyklaunową przekazać jej, że wszystko ma pod kontrolą. Prawie.
- Uh... Gratuluję? - uniósł nieco brwi w wyznaniu wiary rudego kocura. Fajnie, że wierzył w Ducha. Super, serio! Ale jaki to ma związek z... tym wszystkim? Rumiany postanowił jednak nie kompromitować się dalej i po prostu słuchać, nawet jeśli zlepek słów wypowiadanych przez rudego kocura nie miał absolutnie żadnego sensu. Bardzo powoli skinął głową na pokraczne wyjaśnienie procedury wróżenia. - Widzisz przyszłość we flakach? - zapytał, mrużąc podejrzliwie oczy i świdrując spojrzeniem kociego guślarza. Im dalej w las, tym dziwniejszy ten typ się wydawał. Szorstka Łapa, widząc, jak domniemany magik robi maślane oczy do gołębia pod rumianymi łapami, powoli położył łapę na piszczce i przysunął ją lekko do siebie, jakby oznajmiając, że najpierw sobie pogadają, później będzie mógł czarować.
- O, no i dobrze, lepiej, żebyś mi tu koleżanki nie obrażał, bo się pogniewamy - dodał po zapewnieniach Szkiełka o braku złych intencji. Ta, już Szorstki takich widział, dobrodusznych i milutkich, którzy tylko czekają na okazję. Lepiej, żeby magiczny koleżka nie przesadzał i uważnie dobierał słowa. Ma przed sobą byłego przywódcę gangu, ot co! Taki jak ci przyfasoli to się nie pozbierasz! Parsknął cicho na takie luzackie przestawienie się. A cóż to za zmiana, nie lepiej przedstawić się zagadkami i rebusami? Tak na pewno byłoby ciekawiej. Chociaż, jakby się nad tym zastanowić, to była najbardziej zrozumiała rzecz, jaką do tej pory powiedział.
- Cze. Pewnie ONI nas już tobie przedstawili, co? Skoro widzisz przyszłość, to wiesz kim jesteśmy - odparł, próbując zapędzić jakoś rudego kocura w ślepy zaułek, żeby wyszło na jaw, że tak naprawdę jest tylko kanciarzem łasym na darmową zwierzynę. Po chwili zastanowienia doszedł jednak do wniosku, że jest za zimno na takie pogaduchy, jak chce rozpruwać flaki gołębia, to proszę bardzo. Przysunął gołębia do wróżbity i z lekko zmarszczonym czołem powiedział: - Dawaj. Co mi powiesz o mojej przyszłości - nie spodziewał się, że dostanie jasną odpowiedź, ale może chociaż coś ciekawego? Może przepowie Szorstkiemu wielką sławę, bogactwo, WŁADZĘ?
Księżyce: 46 Mistrz: Żurawinowy Nos [*] Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Partner: na pewno będzie kotką Trwałe urazy: -1 do zmysłów za brak lewego oka
Księżyce: 46 Mistrz: Żurawinowy Nos [*] Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Partner: na pewno będzie kotką Trwałe urazy: -1 do zmysłów za brak lewego oka
Wyrósł na naprawdę przystojnego kocura. Znaczy, sam za takiego się uważa. Zapowiadał się na kota wielkiego i masywnego, a tymczasem wystrzelił jedynie w górę, a nie wszerz. Jest naprawdę wysoki (zapewne przez nienaturalnie długie łapy), ale przy tym niezwykle szczupły, do tego stopnia, że gdyby przyszła jakaś większa wichura, mogłaby go porwać! Ma wielkie, trójkątne uszy oraz garbaty nos i długi, ogon, który można by porównać do bicza. Jego futro jest krótkie i szorstkie, ale warto wspomnieć, że zawsze czyste i ułożone, bo stara się o nie dbać. Kolor jego szaty to w głównej mierze biel. W niektórych miejscach występują czarne plamy, najwięcej na grzbiecie. Kolejne z nich znajdują się na tylnych łapach oraz na lewej przedniej, wszystkie z nich omijają stopy. Czerń również pokrywa cały ogon oraz uszy, lekko nachodzi na oczy. Nie można zapomnieć o mniejszych plamkach w okolicach pyska i nosa, który jest właśnie czarno-różowy. I o dziwo to nie jego orientalna budowa oraz łaciate umaszczenie przyciągają najwięcej uwagi, a oczy lub tak właściwie jedno, prawe. Jest duże i jasnozielone. A co z tym drugim? Nie ma go. Zostało zastąpione przez szklaną kulę, ot, nauczka za głupotę.
Złośliwy, narcystyczny, aczkolwiek ambitny kocur z lekko zawyżonym ego
/więcej w kp, charakter mi się tu nie mieści
W ostatnim czasie zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Oprócz tego, że śnieg w końcu zaczął topnieć, na terenach klanów pojawiła się woda. Sporo wody. Zalała małą część terenów klanu, na które było ciężko się dostać. Karaczan wolał nie ryzykować, dlatego zrezygnował z wieczornych spacerów, które do tej pory zdarzało mu się organizować. Pomyślał sobie, że być może tereny niczyje będą... Suchsze. Nie mylił się. Już w momencie, gdy pojawił się przy Siedlisku Koni zauważył, że wody praktycznie tutaj nie ma. To dlatego postanowił iść jeszcze dalej, na tereny na których dotychczas go nie było. W końcu trzeba to zmienić! Wkroczył na Leśne Ostępy szybkim krokiem, lecz to co tam zobaczył sprawiło, że gwałtownie się zatrzymał. Znowu woda! Na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia, jednak nie wycofał się. Przeszedł daleką drogę. Skoro już tu jest to może... Uda mu się znaleźć coś ciekawego? Zrobił kilka kroków na przód, później kolejne i jeszcze trochę. Jego łapy zanurzyły się w wodzie, na szczęście nie na tyle głęboko, by mógł się utopić. Chociaż... Jakiś mocniejszy przypływ prądu i mógłby nie utrzymać równowagi. Miał nadzieję, że nic takiego się nie wydarzy. Stracenie życia w tak absurdalny sposób byłoby... Głupie, po prostu.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Zanurzenie łap w zimnej wodzie nie było niczym przyjemnym. Nie było też przyjemne to, że prąd usilnie starał się przewrócić kocura, chociaż ten nadal był zdolny utrzymać się w pionie. A zupełnie nieprzyjemne było to, że po chwili od zanurzenia się, kocur usłyszał piskliwe krzyki przerażenia.
W wodzie, kilka lisich ogonów od niego, o życie walczyła czwórka kociąt. Zaczepione o żałośnie cienki kawałek drewna, były zbyt słabe, by oprzeć się prądowi. Były jeszcze za młode, by ich głosy poprawnie się ukształtowały; krzyczały z całych sił o pomoc, przynajmniej te, które jeszcze nie zadławiły się wodą. Lada chwila prąd je porwie!
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 46 Mistrz: Żurawinowy Nos [*] Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Partner: na pewno będzie kotką Trwałe urazy: -1 do zmysłów za brak lewego oka
Księżyce: 46 Mistrz: Żurawinowy Nos [*] Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Partner: na pewno będzie kotką Trwałe urazy: -1 do zmysłów za brak lewego oka
Wyrósł na naprawdę przystojnego kocura. Znaczy, sam za takiego się uważa. Zapowiadał się na kota wielkiego i masywnego, a tymczasem wystrzelił jedynie w górę, a nie wszerz. Jest naprawdę wysoki (zapewne przez nienaturalnie długie łapy), ale przy tym niezwykle szczupły, do tego stopnia, że gdyby przyszła jakaś większa wichura, mogłaby go porwać! Ma wielkie, trójkątne uszy oraz garbaty nos i długi, ogon, który można by porównać do bicza. Jego futro jest krótkie i szorstkie, ale warto wspomnieć, że zawsze czyste i ułożone, bo stara się o nie dbać. Kolor jego szaty to w głównej mierze biel. W niektórych miejscach występują czarne plamy, najwięcej na grzbiecie. Kolejne z nich znajdują się na tylnych łapach oraz na lewej przedniej, wszystkie z nich omijają stopy. Czerń również pokrywa cały ogon oraz uszy, lekko nachodzi na oczy. Nie można zapomnieć o mniejszych plamkach w okolicach pyska i nosa, który jest właśnie czarno-różowy. I o dziwo to nie jego orientalna budowa oraz łaciate umaszczenie przyciągają najwięcej uwagi, a oczy lub tak właściwie jedno, prawe. Jest duże i jasnozielone. A co z tym drugim? Nie ma go. Zostało zastąpione przez szklaną kulę, ot, nauczka za głupotę.
Złośliwy, narcystyczny, aczkolwiek ambitny kocur z lekko zawyżonym ego
/więcej w kp, charakter mi się tu nie mieści
Gdy zanurzył się w wodzie i poczuł jak bardzo jest zimna, po jego ciele przeszedł dreszcz. Brrr... Byłoby mu łatwiej, gdyby miał dłuższe futro. Chociaż... Zapewne wtedy przemoknął by całkowicie i byłoby jeszcze gorzej. Najlepiej byłoby, gdyby w ogóle nie pakował się do tej wody. Chwilę temu musiał stracić rozum i działać pod wpływem chwili. Ale nie miał zamiaru się teraz wycofać. Zrobił kilka ostrożnych kroków do przodu, uważając przy tym, aby nurt go nie powalił. Nim zdążył zrobić kolejne, do jego uszu dotarły dziwne dźwięki. Charakterystyczne popiskiwanie, które NA PEWNO nie należało do żadnego drapieżnika. Szybko się rozejrzał. Niedaleko niego, zaczepione o chudy korzeń, znajdowały się cztery kocięta. To one były źródłem tego przeraźliwie głośnego płaczu. Były zbyt małe, by oprzeć się silnemu prądowi. Lada chwila, a się utopią. I... Karaczan nie mógł do tego dopuścić. Kodeks nakazywał pomocy maluchom. Kilka susów i znalazł się obok kociąt. Co teraz?! Co teraz?! Chwycił dwa pierwsze za kark i ponownie się rozejrzał. Szybko przeanalizował sytuację. Zaczął kierować się w stronę suchego lądu, który znajdował się najbliżej. Pilnował, aby prąd go nie powalił. Wtedy... Zapewne byłby już koniec. Gówniaki zapewne popłynęły by z prądem, a on walczyłby przetrwanie w lodowatej i głębokiej wodzie. W momencie, gdy znalazł się przy brzegu, odłożył kocięta i wziął głębszy wdech. Jeszcze dwa. Wrócił więc do wody, z niezadowolonym grymasem na twarzy. Tym razem jego krok był szybszy, jednak równie uważny. W końcu znalazł się przy kociętach. W taki sam sposób wziął je w swoją wielką paszczę i tak samo jak wcześniej, ruszył w stronę brzegu, do reszty maluchów, które... Jakoś będzie trzeba za chwilę ogrzać. On nie ma do tego zbyt dobrych predyspozycji. W ogóle to nie był pewny co zrobić z kociętami, gdy już sytuacja będzie opanowana. Zostawi je tu? Znajdzie ich matkę? To niemożliwe. Kocięta są zbyt młode, by mogły mu powiedzieć... Cokolwiek. No trudno. Chyba jednym rozwiązaniem będzie przyjście do obozu, a później... Zastanowi się co dalej. Chociaż najpierw wypadałoby upewnić się, że którekolwiek z nich żyje. Wcześniej nawet tego nie sprawdził...
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Wojownik rzucił się na pomoc kociakom w ostatniej chwili; jeszcze kilka uderzeń serca, a dzieciaki byłyby niechybnie utonęły. Dzięki Gwiezdnym, obydwie partie udało się przetransportować bezpiecznie na brzeg. Gdy już znalazł się na brzegu, Karaczan mógł przystąpić do oględzin kociąt.
Jeden z całej czwórki nie ruszał się, a dotknąwszy jego ciała, Sztorm mógł przekonać się, że jest ono zimne. Temu już nie mógł pomóc. Pozostała trójka była jeszcze żywa, chociaż dygotała z zimna, a woda zlepiała ich futerka i spływała z ich charakterystycznie oklapniętych uszek. Trzeba było jak najszybciej przenieść je do jakiegoś bezpiecznego miejsca.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 46 Mistrz: Żurawinowy Nos [*] Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Partner: na pewno będzie kotką Trwałe urazy: -1 do zmysłów za brak lewego oka
Księżyce: 46 Mistrz: Żurawinowy Nos [*] Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Partner: na pewno będzie kotką Trwałe urazy: -1 do zmysłów za brak lewego oka
Wyrósł na naprawdę przystojnego kocura. Znaczy, sam za takiego się uważa. Zapowiadał się na kota wielkiego i masywnego, a tymczasem wystrzelił jedynie w górę, a nie wszerz. Jest naprawdę wysoki (zapewne przez nienaturalnie długie łapy), ale przy tym niezwykle szczupły, do tego stopnia, że gdyby przyszła jakaś większa wichura, mogłaby go porwać! Ma wielkie, trójkątne uszy oraz garbaty nos i długi, ogon, który można by porównać do bicza. Jego futro jest krótkie i szorstkie, ale warto wspomnieć, że zawsze czyste i ułożone, bo stara się o nie dbać. Kolor jego szaty to w głównej mierze biel. W niektórych miejscach występują czarne plamy, najwięcej na grzbiecie. Kolejne z nich znajdują się na tylnych łapach oraz na lewej przedniej, wszystkie z nich omijają stopy. Czerń również pokrywa cały ogon oraz uszy, lekko nachodzi na oczy. Nie można zapomnieć o mniejszych plamkach w okolicach pyska i nosa, który jest właśnie czarno-różowy. I o dziwo to nie jego orientalna budowa oraz łaciate umaszczenie przyciągają najwięcej uwagi, a oczy lub tak właściwie jedno, prawe. Jest duże i jasnozielone. A co z tym drugim? Nie ma go. Zostało zastąpione przez szklaną kulę, ot, nauczka za głupotę.
Złośliwy, narcystyczny, aczkolwiek ambitny kocur z lekko zawyżonym ego
/więcej w kp, charakter mi się tu nie mieści
Zaczął oględziny. Na brzegu leżały łącznie cztery kocięta. Trzy z nich ruszały się i piszczały niemiłosiernie. Ten ostatni, czwarty, w ogóle się nie ruszał. Nie wydawał z siebie żadnych dźwięków i... Najwidoczniej nie oddychał. Gdy kocur dotknął jego ciała, przekonał się, że jest ono zimne. A więc jedno kocię mniej. Sam nie wiedział czy ma być z tego powodu uradowany, czy raczej załamany. Trzy kocięta to i tak całkiem sporo. I pomyśleć, że to właśnie on ma się nimi zająć. No bo kto inny? Komu miałby je oddać? Cierpkiej i Żurawinie? Musiałoby mu naprawdę odbić, by skazał kocięta na wychowywanie się w takiej rodzinie. Sądził, że samotny ojciec, którym właśnie został, będzie lepszym wyborem niż dwie matki. Westchnął ciężko. Jego wzrok powędrował na resztę kociąt.
- Zamknijcie się. - wycedził ostro, przez zaciśnięte zęby. No i po co ta złość? Nawet nie był pewien, czy kocięta go zrozumiały. W końcu są takie maleńkie, takie bezbronne i... Na pewno im zimno. No tak, dlaczego nie pomyślał o tym wcześniej? Zbliżył się do kociąt i dopiero wtedy spostrzegł, że ich uszy są... Inne. Oklapnięte? Czy to jakaś choroba? Może to oznaka wyziębienia? Tak, zdecydowanie to, tak sobie pomyślał. Powinien już wracać do obozu. Już walić te poszukiwania. Prędko podniósł wszystkie trzy kocięta i zaczął kierować się z nimi w stronę terenów Klanu Gromu. Co będzie dalej? Chyba wolał się nad tym nie zastanawiać.
/Zt :
Mysia Łapa nie wygląda może i tak majestatycznie jak za kociaka. Nadal ma długie łapy i dosyć ładne kształty, ale nie jest zbyt chudy. Nie przywykł do ruchu co oczywiście owocuje jako iż jeść je. Na jego nogach zamiast ślicznych mięśni widnieje tłuszcz. Na jego całym ciele on widnieje. Nie utył jakoś bardzo, ale trochę mu brakuje do idealnego Wichrzaka. Jego futro jest śnieżno białe gdzie nie gdzie urozmaicone burymi łatami. Głównie są one na pysku, tyłku i niemalże całym ogonie. Utrzymuje się na dosyć drobnych łapach z różowymi poduszkami. Pod względem wzrostu góruje wśród kotów, bo jest bardzo wysoki. Jego pysk nadal jest gładki i lekko długi, ale na policzkach jest okrągły. Na jego brodzie zbiera się też po woli tłuszczyk, który w przyszłości zmieni się w podbródek, jeśli Mysia Łapa nie zacznie się ruszać. Jego oczy mają dwa kolory - prawe niebieskie, a lewe zielone. Na jego karku można nadal ujrzeć dwie blizny po ataku kruka.
Trochę taki dziwny ten Myszka. Taki cichy, dziwno wręcz milczący. Tak mało mówi, że czasem wręcz wychodzi na dziwaka. Nie potrafi wyczuć granicy. Ogląda, przygląda się, obserwuje. W jego towarzystwie można poczuć się łatwo niezręcznie. Kiedy tak się na ciebie gapi, ale zero odzewu. Czasem bywa, że się nawet uśmiechnie i zaśmieje, a ty nie wiesz o co chodzi. Ma jednak uczucia i to dosyć delikatne. Łatwo doprowadzić go do płaczu, rozweselić, zokochać w sobie. Generalnie lubi towarzystwo i jest milutki jak już się odezwie. Ani by mu do głowy przyszło sprawić komuś przykrość lub go obrazić. W swoich ruchach jest powolny i delikatny, nie lubi biegać. Nie lubił też zawsze uczestniczyć w zabawach w walkę. Po prostu nie rozumie czemu miałby kogoś bić. Woli na przykład przyglądać się kwiatom lub robaków. Tak na prawdę to jest bardzo leniwy i do niczego mu się nie śpieszy. Nawet do zostania terminatorem.
Mysia Łapa dowiedział się o tym, że niektóre tereny zostały zalane przez wodę. Może nie należały one do Klanu Wichru, ale całkiem niedaleko granic można było to ujrzeć. Jako iż lubił się pluskać w jeziorkach to chciał zobaczyć to na własne oczy. Mogło być ciekawie prawda? Lekcja z ostatniej przygody do niego nie dotarła. W końcu pff Szkiełko to nie było coś takiego ekstra! Woda nie przepowie mu złamania serca. Dotarł więc do Szuwarów Turzycy, gdzie owszem ujrzał dużo wody. Był zachwycony tym widokiem, mimo, że przecież wszystko będzie zniszczone przez tyle nawodnienia. Dla niego liczyło się, że była woda i jest fajnie! Szybciutko podbiegł i zanurzył swoje łapki w mokrej błotnistej cieczy. Zaczął się rozglądać czy coś ciekawego tutaj jeszcze jest pluskając radośnie.
//mg :piona:
• • •xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx i'm a dumb teen boy ieatsticksandrocksandmud i don't care about the government ANDIREALLYNEEDAHUG xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ ≡ ≡
Mała, smukła kotka o drobnej budowie i dużych, zielonkawych oczach. Ślepia zdają się wręcz emanować ciepłem, wewnętrznym spokojem, życzliwością, w jej przypadku całkowicie odzwierciedlając duszę. Szaro-bura, raczej krótsza, niż dłuższa sierść przeplatana jest ciemniejszym futerkiem, tworzącym tygrysie pręgi. Najwyraźniejsze na mordce, ozdabiają ją wraz z wąsami. Jaśniejszy odcień szarości przyjmują końcówki łapek, podbrzusze oraz pyszczek. Spośród innych może wyróżniać ją lewe, ciemniejsze ucho, dzięki któremu łatwo rozpoznać jej sylwetkę z daleka.
Zmienna. To słowo powie o niej najwięcej. Trzyma się jednak ustalonych przez siebie zasad, podążając od dawna znaną ścieżką. Bez względu na wszystko pozostanie lojalna, szczera, lecz nie do bólu i ciepła, chociaż czasem tylko w głębi serca. Bywa zdystansowana, ironiczna, chociaż to jedynie pozory. Wynikają z faktu, że kotka jest nieufna i nie chce zostać zraniona. Często 'gra' kogoś innego, zazwyczaj, gdy przebywa wśród obcych. W obozie jest po prostu sobą - oddana, pomocna, ale pozostająca na uboczu. Woli słuchać niż się wypowiadać, częściej milczy, odpływając w świat własnych przemyśleń. Zdecydowanie można na niej polegać, wiedząc że dotrzyma danego słowa.
Mętna Łapa [krz], Mała Łapa vel Huba [kw]
Brodząc, nie tak daleko od granicy Klanu Wichru, w okolicy Szuwaru Turzycy, Mysia Łapa czuł między palcami podmokły grunt. Ba! Gdyby zrobił jeszcze krok czy dwa naprzód, ku centrum zbiornika, który wylał, woda sięgałaby w zasadzie samego brzuszka kocura. Jednak terminator nie należał do posiadaczy kościstych barków, miał raczej krągłe kształty, co dziś mogło okazać się bardzo korzystne. W końcu dodatkowa warstwa tłuszczyku chroniła przed zimnem, które nadal nie odpuściło tak zupełnie, szczególnie w wodnych okolicach, a takich... stało się z dnia na dzień, wiele. Mysia Łapa nie musiał się szczególnie wysilać, kręcić czy mrużyć ślepi. Blisko samego brzegu, od czegoś odbiło się słońce i nie była to tafla, a... szczególny, przezroczysty przedmiot, w połowie zanurzony. Gibał się na boki, a u szczytu miał dziurkę. Gdyby nie: to, że woda była dość brudna i to, że promyk słońca jakoś odbił się w tym czymś, może jego dostrzeżenie byłoby trudniejsze. A tak, no, rzucał się w oczy. Istniała szansa, że coś w sobie krył...
Mysia Łapa: lvl: 2 | S: 9 (6) | Zr: 7 (5) | Sz: 4 (3) | Zm: 6 (4) | HP: 60 | W: 50
→ obniżenie statystyk o ¼ z powodu niedawno przebytej choroby (nie minęło 8 dni od wykonania rzutu na wyleczenie)
→ przerzuty: 0/1
kiedy leżę nie nadaję się do wstania
leżenie zapuszcza korzenie
nie wierzę w poruszanie się
zawsze do wyrwaniazielony
Mysia Łapa nie wygląda może i tak majestatycznie jak za kociaka. Nadal ma długie łapy i dosyć ładne kształty, ale nie jest zbyt chudy. Nie przywykł do ruchu co oczywiście owocuje jako iż jeść je. Na jego nogach zamiast ślicznych mięśni widnieje tłuszcz. Na jego całym ciele on widnieje. Nie utył jakoś bardzo, ale trochę mu brakuje do idealnego Wichrzaka. Jego futro jest śnieżno białe gdzie nie gdzie urozmaicone burymi łatami. Głównie są one na pysku, tyłku i niemalże całym ogonie. Utrzymuje się na dosyć drobnych łapach z różowymi poduszkami. Pod względem wzrostu góruje wśród kotów, bo jest bardzo wysoki. Jego pysk nadal jest gładki i lekko długi, ale na policzkach jest okrągły. Na jego brodzie zbiera się też po woli tłuszczyk, który w przyszłości zmieni się w podbródek, jeśli Mysia Łapa nie zacznie się ruszać. Jego oczy mają dwa kolory - prawe niebieskie, a lewe zielone. Na jego karku można nadal ujrzeć dwie blizny po ataku kruka.
Trochę taki dziwny ten Myszka. Taki cichy, dziwno wręcz milczący. Tak mało mówi, że czasem wręcz wychodzi na dziwaka. Nie potrafi wyczuć granicy. Ogląda, przygląda się, obserwuje. W jego towarzystwie można poczuć się łatwo niezręcznie. Kiedy tak się na ciebie gapi, ale zero odzewu. Czasem bywa, że się nawet uśmiechnie i zaśmieje, a ty nie wiesz o co chodzi. Ma jednak uczucia i to dosyć delikatne. Łatwo doprowadzić go do płaczu, rozweselić, zokochać w sobie. Generalnie lubi towarzystwo i jest milutki jak już się odezwie. Ani by mu do głowy przyszło sprawić komuś przykrość lub go obrazić. W swoich ruchach jest powolny i delikatny, nie lubi biegać. Nie lubił też zawsze uczestniczyć w zabawach w walkę. Po prostu nie rozumie czemu miałby kogoś bić. Woli na przykład przyglądać się kwiatom lub robaków. Tak na prawdę to jest bardzo leniwy i do niczego mu się nie śpieszy. Nawet do zostania terminatorem.
Mysia Łapa był zachwycony decyzją by przyjść tutaj. Błotnista woda otaczała jego łapki. Zaczął skakać po woli zauroczony tą chwilą, a grunt pod nim robił plusk, plusk! Tak też sobie kicał i kicał wypuszczając z siebie okazjonalnie piski szczęścia. Szkoda, że nie zabrał z sobą kogoś. Nietoperek albo Rysia. Ale z drugiej strony nie wiedział czy im zabawa w błocie podobałaby się tak jak mu. Najwyżej kiedy indziej ich zgarnie na taką małą przygodę! W pewnym momencie gdy zaczął się rozglądać ujrzał coś w wodzie. Było to bardzo dziwne. Nie potrafił opisać koloru jaki właśnie widział. Jakby... powietrze miało kształt? Podszedł bliżej by chwycić to w zęby za dłuższą część z otworem i wyjąć z wody. Chciał z tym iść na brzeg i przyjrzeć się tam temu lepiej.
• • •xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx i'm a dumb teen boy ieatsticksandrocksandmud i don't care about the government ANDIREALLYNEEDAHUG xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ ≡ ≡