Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Księżyc nie zdążył jeszcze zagościć na niebie, słońce nie zdążyło do końca schować się poza linią horyzontu. Czy to jednak miało znaczenie? Pod powierzchnią wody było ciemno, nie byłam pewna, czy w ogóle kiedyś widziałam taką czerń; moje oczy piekły, ale to nie było przyczyną krótkowzroczności. Nie wiedziałam kiedy dotrę na samo dno, czułam się jakby wszystko zwolniło… ostatnio ciągle się tak czułam i żałowałam, że nie było to z innego powodu; żałowałam, że zniknęłam od ojca, od Salamandry, od reszty rodziny… Róża przypomniała mi jak bardzo zawiodłam. Wszystkich. Siebie? Poruszyłam łapami, a dno się poruszyło, piasek wzburzył się do góry, było tak spokojnie kiedy płuca zachodziły mi wodą; czułam jak wszystko mnie pali, ale czy wszystkie słowa, czy popiół odkleił się od mojego futra? Nie czułam jakby mnie to oczyściło, nie czułam jakby wyzwoliło to mnie od odpowiedzialności… ale czy tego chciałam? Nie… ja chciałam wziąć to co zrobiłam na barki, ale było to tak ciężkie, było cięższe niż mogłam unieść; och, czy Salamandra też miała takie myśli? Krzyczała o pomoc? Błagała Gwiezdnych? Czy czuła się samotna umierając pośród odmętów wodnych? Dziewięć razy z rzędu? Czy któryś z Gwiezdnych poinformował Nurt? Wątpiłam. Nie sądziłam, że kiedyś usłyszę o śmierci siostry w taki sposób: po czasie, ze świadomością, że nie było mnie obok, że nawet nie wiedziała czy żyję… czy lepiej było jak uważano mnie za martwą? Może tak było najlepiej? Może Róża miała rację? Może lepiej… może w ten sposób moje dzieci, czy Wicher… może lepiej jakby myśleli, że odeszłam? Zniknęłam? Czy ktoś… nie chciałam ich zostawiać, nie chciałam odchodzić, nie potrafiłam znowu popełnić tego błędu? Świadomość mi wróciła… byłam… pod wodą. Płuca zachodziły mi wodą. Powoli traciłam przytomność. Jak… wypłynąć… próbowałam odbić się od dna, ale tylko zachwiałam się bardziej; och, Salamandro. Woda poruszyła się, a ja ostatkami sił chciałam coś zrobić, nagle poczułam chwyt i mocne pociągnięcie, ale nie wiedziałam już co się działo, moje ciało było bezwładne.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Ciężar bezwładnego ciała, puchatej sierści nasiąkniętej wodą, stanowił wyzwanie dla wiekowych łap Iskry. Ale mogło być gorzej, Trufla mogła się szarpać, walczyć z pomocą – za sprawą własnej paniki czy z niechęci do otrzymania pomocy. Chociaż może to nie do końca tak, nie mogło być gorzej, mogło być trudniej. Trudniej byłoby wyciągnąć rudą kotkę ponad powierzchnię wody, ale przynajmniej nie byłoby wątpliwości, że żyje. Teraz pozostawały tylko nadzieje.
Czy słyszała zaczerpnięcie powietrza, gdy się wynurzyły? Nagły zryw ze strony Truflowej Łapy, cokolwiek? Nie. Żadnej większej reakcji, którą bury miał szansę wyłapać, jednocześnie holując ją do brzegu. Byle jak najszybciej wyjść z wody. Czując muliste dno pod łapami, odetchnął z ulgą przez nos, chociaż był to jedynie jeden kamyczek zdjęty z wielkiego stosu komplikacji. Dopiero na płyciźnie, Iskra miał szansę się przekonać, że Trufla faktycznie nie była w tym momencie pośród przytomnych. Martwa nie mogła być, przecież widział jak wskakiwała do wody, widział jak się zanurzała. Nie minęło aż tyle czasu, nałykała się wody i tyle. W to chciał wierzyć, gdy pośpiesznie wyciągał ją na piasek. Rudy ogon jeszcze dotykał wody, a Roziskrzona Gwiazda już puścił skórę na karku kotki, starając się w pamięci odnaleźć wskazówki co dalej.
Nałykała się wody. Była nieprzytomna (nie martwa).
– Hej, Trufla? – szturchnął ją nosem w policzek. – Słyszysz mnie? Trufla? – tym razem szturchnięcie było mocniejsze, łapą w bark.
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Cisza. Pod wodą było cicho. Spokojnie. Ciemno. Zimno. Jakby pochłonęło mnie coś niesamowitego i niestworzonego, jakby zabrało mnie coś w swoje objęcia, ale… tym razem ich nie chciałam. Nie miałam nic przeciwko wodzie, mimo iż czułam pewnego rodzaju ból i urazę kiedy dowiedziałam się o tym w jaki sposób zmarła Salamandra, nie potrafiłam nienawidzić co zawsze kochałam; czułam jednak ten sam ból, który musiała przeżywać ona. Chciałam płakać… czym jednak było morze łez w jeziorze zgorzkniałego żalu?
Woda wydała głośny dźwięk chluśnięcia, uszy mnie zabolały, a świat przestał być ogłuszający; wszystko zaczęło wydawać dźwięki, nagle żaby się obudziły, dyszenie drugiego kota, bzyczenie owadów, jakieś pasikoniki grające mi pieśń żałobną. Dla mnie? Dla Salamandry? Dla mojej ostatniej szansy na pogodzenie się z moją rodziną? Straciłam ponownie przytomność, a obudziłam się uderzenie… a może parę uderzeń serca później czując szturchnięcia i glos, bardzo zniekształcony. Płuca zapaliły się żywym ogniem, oczy otworzyły się z przerażeniem, a łapy zdrętwiały mi od zimna i bolesnego zwracania wody; przełyk również palił mnie jakbym zjadła rozżarzone węgle. Gdzie? Co? Przewróciłam się na brzuch i rozejrzałam dookoła. Żyłam? Wszystko mnie bolało. Musiałam żyć. Jak?
– Is-iskra? – wychrypiałam z bólem gardła, a całe moje ciało zaczęło się trząść. Płakałam? Łzy.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
O Gwiezdni, na dźwięk głosu Trufli, odetchnął z ulgą tak głośno, że Niezapominajka w Ziołowym Wzgórzu miała szansę to usłyszeć. Żyła to dobrze. To najważniejsze. Nie wiedział co dalej, ale przynajmniej to mieli już za sobą. Widząc jak ruda kotka się trzęsie, chciał już się położyć obok i ją ogrzać, ale zreflektował się, że ocieka wodą. Otrzepał się więc nim przylgnął do jej boku. Bura kita była smutnym ogonem z kilkoma strąkami sierści, ale wciąż owinęła się wokół kotki. Jeśli nie po to by ją ogrzać to po to by ją utrzymać w miejscu, by nie okazało się zaraz, że znalazła się znowu pod taflą wody.
– Mhm, to ja, Iskra. – potwierdził przełykając gulę w gardle. – Jesteś... jesteś już bezpieczna. Wszystko w porządku. – nie wiedział co mówić, paplał co ślina na język przyniesie. Otarł się o załzawiony policzek. Nie jesteś sama.
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Bliskość drugiego kota, ból głowy i nieprzyjemne mrowienie w ciele; nie umiałam połączyć co się wydarzyło. Czy ja? Czy…? Łzy spływały mi po policzkach, a ja słuchałam mojego głośnego bicia serca, które jakby pulsowało mi po całym ciele, nie wiedziałam nawet jak się czuć, ani czemu nadal czułam. Stałam pomiędzy śmiercią, a życiem, nie ruszając się w jedną, ani w drugą stronę, chciałam zrozumieć jak się tu znalazłam i dlaczego byłam tak przekonana. Może nadal byłam?
– Moja siostra… Tu-tupocząca G-gwiazda… moja… siostrzyczka. S-sal… nie żyje. Utopiła się, nie zdążyłam. Nic nie zdążyłam zrobić. Nawet nie wiedziała, że żyję w innym klanie. Zdradziłam jej zaufanie. Zniknęłam. Zostawiłam ją. Nigdy mi nie wybaczyła. Nie zdążyła. Nie wiem. Iskro… Nie wie, nie wiem, nie wiem… – wypłakałam żałośnie, nie zwracając na nic uwagi i po prostu ukryłam pyszczek w kryzie Przywódczyni obok mnie, chciałam zniknąć, uciec, nie czuć tego co czułam. Zawiodłam. Zawiodłam. Zawiodłam. Kiedy stałam się tak okrutna?
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
Wysoki, smukły, ze skłonnościami do niedowagi, rudy złoty pręgowany dziko, z oliwkowymi oczami, europejską budową i krótkim włosiem oraz bielą na pyszczku, klatce piersiowej, gardle, pachwinie i palcach
zapominalski | energiczny | przejmuje się tym jak inni go postrzegają i chciałby, żeby każdy go lubił | z wiekiem wydaje się coraz bardziej dojrzały i już nie robi głupich żartów na innych kotach
Na terenie klanu Wichru znał już każdy zakątek. Za to zainteresowały go tereny poza klanem. Chciał poznać inne miejsca i łapy zaprowadziły go do jakiegoś... Stawu? Uznał, że będzie to idealne miejsce do potrenowania swoich umiejętności łowienia. Może akurat coś złowi? Albo kogoś pozna?
Podszedł nad brzeg, usiadł cicho i bez ruchu nie rzucając cienia, a łapę włożył do wody i czekał, aż coś podpłynie.
//mg
✧・゚: *✧・゚:* ⨯ I'm not ⨯ a perfect person There's • many • things I wish I didn't do But I continue learning
I never meant | to do those things to you . . .
✧・゚: *✧・゚:* And so, I have to say before I go ◦•≫ That I just want you to know I've • found • a reason for me . . . To change who | I used to be . . .
Chudy kociak o buro-białej sierści i brązowych ślepkach.
Biegający gdzie popadnie mały gnom, przy którym ciężko zaznać spokoju. Głośny, natarczywy, głodny wrażeń i nieskory do przestrzegania zasad.
Dziki Czart [KW] | Rzepik [KG]
Znalezienie brzegu wśród turzycowych kęp mogło nastręczyć pewnych trudności. Tam, gdzie ciekawy świata terminator wetknął swoją rudą łapę, z pewnością chlupotała już woda – czy jednak był pewien, że nie czyhała na niego także i pod ogonem, czekając na nieopatrzny ruch w ukryciu pod zasłoną źdźbeł?
No cóż. Nie był to w tamtej chwili największy z jego problemów. Żadna rybka nie połakomiła się jeszcze na jego palce, natomiast chętnych na płotki przybywało: jeśli odwrócił głowę, słysząc z boku cichy szelest, mógł zobaczyć, jak z zarośli wyłania się długie ciałko gronostaja. Zwierzak stanął słupka, wyraźnie czujny i świadomy jego obecności; mały nosek drgał lekko, a czarne oczka świdrowały go w swoim nieprzeniknionym wyrazie. Sierść miał dziwnie zwichrowaną i ubarwioną szczególnie, bo brązowe kosmyki mieszały się w niej z białymi, jakby nie mógł się zdecydować, w którym kolorze chciał być.
Wysoki, smukły, ze skłonnościami do niedowagi, rudy złoty pręgowany dziko, z oliwkowymi oczami, europejską budową i krótkim włosiem oraz bielą na pyszczku, klatce piersiowej, gardle, pachwinie i palcach
zapominalski | energiczny | przejmuje się tym jak inni go postrzegają i chciałby, żeby każdy go lubił | z wiekiem wydaje się coraz bardziej dojrzały i już nie robi głupich żartów na innych kotach
Siedział zadowolony nad wodą, ale nic nie przypływało. W pewnym momencie odwrócił głowę i zobaczył jak dwoje oczu się w niego wpatrują. Postawił uważniej uszy, patrzył prosto w zwierzę. Nigdy nie miał takiej sytuacji, ale... to chyba dobrze, że to coś się na niego nie rzucało? Ale tak w sumie to może warto dowieść swojej siły? Tylko, że to nawet nie byłaby ochrona terenów... Chociaż... Klan Wichru był niedaleko... on mógłby tam pójść. To jego czas.
Lis wstał od wody powoli, patrząc ciągle na gronostaja. W pewnym momencie odbił się silnym susem z miejsca, w którym stał i zaczął biec w jego kierunku. Instynkt mówił - najważniejsze miejsca, ale gdy do się do niego zbliżał, to nie był idealnie od strony głowy, a bardziej od boku, więc póki co Lis rzucił się z pazurami na jego bark, żeby jak najmocniej się w niego wbić.
✧・゚: *✧・゚:* ⨯ I'm not ⨯ a perfect person There's • many • things I wish I didn't do But I continue learning
I never meant | to do those things to you . . .
✧・゚: *✧・゚:* And so, I have to say before I go ◦•≫ That I just want you to know I've • found • a reason for me . . . To change who | I used to be . . .
Ewidencja nie szukała wrogów. Dobrze wiedziała, którędy biegnie granica terytorium kotów; nie pojmowała struktury klanów, jednak sam zapach dziesiątek drapieżników był wystarczająco przerażający. Nie przekroczyła niewidzialnej linii, odkąd kilka obiegów pór temu uczyniła Szuwar Turzycy swoim domem.
Miała tam własne terytorium, wyznaczone zestawem zapachowych znaków. Koty czasami zapuszczały się na nie mimo tego. Patrzyła wtedy w napięciu spomiędzy turzycowych źdźbeł, jak piją wodę z jeziora lub szukają zdobyczy wśród przemoczonych kęp, nieuchronnie wpadając łapami w niewidoczne z wierzchu, pełne wody zagłębienia, których rozmieszczenie ona znała już dobrze. I choć każde takie spotkanie wprawiało jej drobne wąsiki w drżenie, godziła się z tym. Nie mogła pozwolić sobie na walkę z każdym napotkanym kotem. Większość z nich i tak zjawiała się w Szuwarach tylko na chwilę, nie robiąc sobie wiele z obecności stałej lokatorki.
Tym razem było jednak inaczej. W odpowiedzi na jej ostrożność, na jej brak agresji rdzawy kot rzucił się na nią z wyciągniętymi pazurami. Niósł ze sobą zapach granicy, tej, którą sama zawsze szanowała.
Ewidencja poczuła strach, ale tym razem nie było to wszystko. Złość, podsycona księżycami goryczy złość na bezczelnego intruza, który dzielił ze swoją rodziną bezkresne połacie łąk, a mimo to przychodził pazurami wydrzeć jej z łap własny drobny szpłachetek ziemi, odezwała się w niej jeszcze silniej od lęku. Nigdy nie chciała walczyć. Ale tym razem nie mogła też ustąpić.
Uskoczyła natychmiast, zwinnie unikając kiepsko wykalkulowanego skoku Roześmianej Łapy. Z pyszczka wydobyła ostrzegawcze szczeknięcie, ostatnie żądanie, żeby przeciwnik zostawił jej ziemię w spokoju.
Wysoki, smukły, ze skłonnościami do niedowagi, rudy złoty pręgowany dziko, z oliwkowymi oczami, europejską budową i krótkim włosiem oraz bielą na pyszczku, klatce piersiowej, gardle, pachwinie i palcach
zapominalski | energiczny | przejmuje się tym jak inni go postrzegają i chciałby, żeby każdy go lubił | z wiekiem wydaje się coraz bardziej dojrzały i już nie robi głupich żartów na innych kotach
Nieco się wystraszył, widząc jak zwinne jest to zwierzę, a jego strach spotęgował fakt, że tamta zaczęła na niego syczeć. Kurde. Może lepiej jednak nie było walczyć z czymkolwiek tak daleko od obozu? Położył po sobie uszy, spuścił głowę, żeby jej pokazać, że nie próbuje jej zdominować i zaczął się cofać. Może mu wybaczy i będą mogli sobie tu wspólnie żyć? Tylko, że chciał łowić, więc musiała zrozumieć, że on tu zostanie!
✧・゚: *✧・゚:* ⨯ I'm not ⨯ a perfect person There's • many • things I wish I didn't do But I continue learning
I never meant | to do those things to you . . .
✧・゚: *✧・゚:* And so, I have to say before I go ◦•≫ That I just want you to know I've • found • a reason for me . . . To change who | I used to be . . .
Chudy kociak o buro-białej sierści i brązowych ślepkach.
Biegający gdzie popadnie mały gnom, przy którym ciężko zaznać spokoju. Głośny, natarczywy, głodny wrażeń i nieskory do przestrzegania zasad.
Dziki Czart [KW] | Rzepik [KG]
Atak Ewidencji: udany, 3 HP
Rudy agresor spuścił uszy i zaczął wycofywać się tam, skąd skoczył. Ewidencja dostała to, czego chciała – odstraszyła bezczelnego drapieżcę. Jej własna logika dyktowała, że powinna poczuć ulgę. Jednak w jej małym łebku zadziało się coś zupełnie innego. Machina gniewu, którą posłał w ruch ten nagły atak, nie chciała zatrzymać się tak łatwo. Widok rejterującego kota, smak pierwszego sukcesu, tylko przyspieszył jej tryby. W przypływie adrenaliny Ewidencja zmieniła się nie do poznania – straciła swoją ostrożność, przepadło łagodne usposobienie, skończyły się ustępstwa, którymi próbowała dotąd zapewnić sobie jakiś byt. Nie chciała już tylko, aby kocur się wycofał. Powinien zniknąć. To było w końcu jej terytorium. A teraz wreszcie miała szansę, by obwieścić to światu raz na zawsze...
Przynajmniej tak jej się zdawało, kiedy znienacka wyskoczyła w stronę Roześmianej Łapy, żeby wbić się zębami w jego bark.
Ugryzienie nie wyszło jej zbyt mocno i bardziej, niż wkłucie małych kiełków, terminator mógł odczuć uwieszające się na nim długie ciało gronostaja.
Wysoki, smukły, ze skłonnościami do niedowagi, rudy złoty pręgowany dziko, z oliwkowymi oczami, europejską budową i krótkim włosiem oraz bielą na pyszczku, klatce piersiowej, gardle, pachwinie i palcach
zapominalski | energiczny | przejmuje się tym jak inni go postrzegają i chciałby, żeby każdy go lubił | z wiekiem wydaje się coraz bardziej dojrzały i już nie robi głupich żartów na innych kotach
- AUA! - Krzyknął, zdziwiony reakcją zwierza. NO TAK! PRZECIEŻ TO AGRESYWNE ZWIERZĘ, TRZEBA JE ZABIĆ!!! Nie myślał, w ogóle, po prostu się rzucił z pazurami na jej... jej... no właśnie, gdzie? Chyba gdzieś w okolice grzbietu? W ogóle nie wymierzył tego ciosu, tylko poleciał przed siebie z pazurami. Ot, trafi gdzieś w bok to będzie spoko.
✧・゚: *✧・゚:* ⨯ I'm not ⨯ a perfect person There's • many • things I wish I didn't do But I continue learning
I never meant | to do those things to you . . .
✧・゚: *✧・゚:* And so, I have to say before I go ◦•≫ That I just want you to know I've • found • a reason for me . . . To change who | I used to be . . .
Chudy kociak o buro-białej sierści i brązowych ślepkach.
Biegający gdzie popadnie mały gnom, przy którym ciężko zaznać spokoju. Głośny, natarczywy, głodny wrażeń i nieskory do przestrzegania zasad.
Dziki Czart [KW] | Rzepik [KG]
Atak Ewidencji: nieudany Atak Roześmianej Łapy: słaby, 2 * 0,5 = 1 HP
Doszli zatem do podobnych wniosków, a nawet podobnie zabrali się do wcielania ich w życie. Efekty? Również zbliżone. Także do zera.
Zanim Roześmiana Łapa zdążył przypomnieć sobie swój protokół interakcji z naturą ożywioną, Ewidencja przypuściła kolejny atak, tym razem na jego bok. Uderzyła jednak w powietrze – kocur zdążył już odsunąć się z dawnego miejsca w swoim własnym natarciu. Trafił mniej więcej tak dobrze, jak wycelował: mógł się zastanawiać, czy rzeczywiście dotknął grzbietu gronostaja, czy jedynie mu się zdawało. W każdym razie trudno było się łudzić, że wyrządziło to Ewidencji jakąkolwiek większą szkodę. Główny efekt był taki, że nad nią przeskoczył.
Wysoki, smukły, ze skłonnościami do niedowagi, rudy złoty pręgowany dziko, z oliwkowymi oczami, europejską budową i krótkim włosiem oraz bielą na pyszczku, klatce piersiowej, gardle, pachwinie i palcach
zapominalski | energiczny | przejmuje się tym jak inni go postrzegają i chciałby, żeby każdy go lubił | z wiekiem wydaje się coraz bardziej dojrzały i już nie robi głupich żartów na innych kotach
Zrobił hop, ona zrobiła hop - nic się nie wydarzyło. Niczym powietrzny taniec bez widowni. Kocur obrócił się szybko w jej stronę i walnął łapą w ziemię, by oślepić gronostaja, a potem po tym ruchu, chciał przeorać pazurami drugiej łapy klatkę piersiową Ewidencji. Lisek w końcu zaczynał myśleć pod wpływem chwili i... może nie stresu, ale niepewności co do sytuacji.
✧・゚: *✧・゚:* ⨯ I'm not ⨯ a perfect person There's • many • things I wish I didn't do But I continue learning
I never meant | to do those things to you . . .
✧・゚: *✧・゚:* And so, I have to say before I go ◦•≫ That I just want you to know I've • found • a reason for me . . . To change who | I used to be . . .
Chudy kociak o buro-białej sierści i brązowych ślepkach.
Biegający gdzie popadnie mały gnom, przy którym ciężko zaznać spokoju. Głośny, natarczywy, głodny wrażeń i nieskory do przestrzegania zasad.
Dziki Czart [KW] | Rzepik [KG]
Atak Ewidencji: krytyczny! 5 * 1,5 = 8 HP Oślepienie Roześmianej Łapy: nieudane :/ Atak Roześmianej Łapy: krytyczny! 14 * 1,5 = 21 HP
Ewidencja nie próżnowała. Błyskawicznie zwróciła się w stronę nowej pozycji Roześmianej Łapy, by chwilę później skokiem znaleźć się u jego szyi; jakiekolwiek grudki mokrej ziemi posłała w powietrze jego łapa, musnęły one co najwyżej ledwo czarno zakończony ogon. Przeciwniczka wgryzła się, tym razem przebijając skórę i zyskując sobie chwilę tryumfu.
Ta trwała jednak nadzwyczaj krótko, bo pazury Roześmianej Łapy tym razem nie chybiły celu. Uderzył Ewidencję, gdy odskakiwała, i tym razem nie mógł mieć wątpliwości, że trafił. Rzucone impetem ciosu zwierzątko wydało okrzyk bólu, zanim udało mu się rozpaczliwie porwać z turzycy z powrotem na nogi.
Ewidencja: S: 6 | Zr: 9 | Sz: 7 | Zm: 4 | HP: 39-21=18/40 | W: 27-3=24/35
» rana 2. stopnia: głębokie rozcięcia po pazurach na piersi (od następnej tury krwawi; najpierw -3 HP, potem -2 HP do końca walki)
» od następnej tury statystyki obniżone o 1/4 ze względu na spadek HP poniżej połowy (nowe statystyki: S: 4 | Zr: 6 | Sz: 5 | Zm: 3)
Roześmiana Łapa: lvl: 2 | S: 7 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 4 | HP: 57-8=49/60 | W: 46-4=42/50
» rana 1. stopnia: lekkie ugryzienie w szyję (od następnej tury krwawi; -2 HP do końca walki)