Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Zachód do przejścia mała dosyć długą trasę. Co prawda już raz taką przebyła, wtedy kiedy spotkała Szczura, tego z Klanu Cienia. Wtedy jednak była z siostrą a dzisiaj... Dzisiaj była sama. Rano, po zjedzeniu posiłku, wyszła z obozu najszybciej jak umiała, byleby nie musieć się tłumaczyć, gdzie idzie. To już jej sprawa tak! Właśnie! Tak więc szła przy granicy z Klanem Wichru, jednak na tyle daleko, aby nie naruszyć jej przypadkiem. Najpierw Szare Topole, później Brzozy... Czy jak to tam było. Nie ważne. Teraz to ona wręcz maszerowała z wysoko podniesionym ogonem. Walczyć umiała, da radę jeśli ktoś ją zaatakuje. Także była gotowa. Do Szuwaru Turzycy doszła jako... Druga. A to Ci niespodzianka. Na początku zamrugała zdziwiona. Spodziewała się, że kocur się spóźni! A tu proszę. Duży plus dla Wrony oj duży.
- Wybacz spóźnienie, ale droga tutaj jest długa - mruknęła po chwili, podchodząc bliżej dymka - I witaj. Mam nadzieję, że nie miałeś problemu z wyjściem z obozu? - dodała zaraz potem, przyglądając się mu nie tak lodowatym wzrokiem, jakim to zwykle obdarzała innych - Możemy zaczynać?
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Nie czekał długo, w sumie to minęła tylko chwila, a on już widział czekoladową z daleka. Uśmiechnął się na jej widok, bo nie wystawiła go, przyszła. Gdy znalazła sie obok niego przeprosiła za spóźnienie. On zrozumiał jej wytłumaczenie, rzeczywiście klan Rzeki jest daleko od Szuwaru Turzycy. Ale następnym razem zobaczą sie dalej terenów Wichru, by to on miał daleko.
-Cześć, nic sie nie stało, doskonale rozumiem, następnym razem wybierzemy miejsce, do którego będziesz miała bliżej, dobrze?- spytał. Nie mógł tego tak po prostu powiedzieć, kazać, bo może Zachodzącej pasuje chodzenie tak daleko, może kocica chce mieć taki mały trening przed naukami?
-Nie miałem, nikt nic nie wie- I nikt go nie śledził. Kocur wyczułby na pewno takiego detektywa. Poza tym podczas drogi mniej więcej sie rozglądał, tak na wszelki wypadek. Jeżeli okazałoby sie, że ktoś jednak go śledził to nie będzie miło.
-Tak, możemy zaczynać
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
- Jak chcesz - odpowiedziała zaraz potem, po czym machnęła ogonem niczym bicz. Wszystko w tym spotkaniu było cacy tylko nie podobała jej się jedna rzecz. Tym razem, zupełnie jak w przypadku Krecika, jej serce również nie było takie lodowate i oziębłe. To było naprawdę denerwujące, biorąc pod uwagę usposobienie Zachód. Tak więc musiała nieco przystopować z tymi uprzejmościami.
- I dobrze - dodała natychmiast. Następnie dała mu znak, aby usiadł przy niej, nad brzegiem szuwaru. Kotka lustrowała spojrzeniem wodę, która nie zamarzła na szczęście. Wcześniej uwzględniła, czy ich cienie będą unikały wody jak ognia.
- Polowanie na ryby polega głównie na cierpliwości. Na samym początku włóż łapę do wody... I czekaj. Kiedy ryba do Ciebie podpłynie wyciągnij pazury oraz wyrzuć na brzeg. Na nim ją tylko zabij. I to w sumie tyle, koniec filozofii. Jakieś pytania? - zapytała następnie, spoglądając na dymka. Miała nadzieję, że zrozumiał chodź trochę.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Kocur usiadł obok Zachód nad brzegiem Szuwaru i słuchał jak kocica tłumaczy mu łowienie ryb. Nie wydawało mu się to trudne, myślał, że będzie bardziej skomplikowane. Tutaj po prostu chodzi o cierpliwość, a wiadomo, że Wro na mam nadmiar. Gdyby tak spytać koty, które go znają czy jest cierpliwy, to odpowiedziałby pewnie, że oczywiście. Z resztą kto widział go zdenerwowanego? Nikt. Nawet on sam nie miał takiej okazji. Ciekawe...
-Nie mam pytań. Wydaje mi sie, że to nie jest trudne- powiedział, po czym włożył powoli łapę do wody, tak jak zrobiła to terminatorka. Woda od razu zmoczyła jego futro, ale nie zwracał na to uwagi. Wzrok miał wlepiony w wodę, wypatrywał jakiejkolwiek ryby. W końcu jakaś podpłynęła, a stwierdził to po tym, że coś zaczęło go muskać w łapę. Wtedy dynny wbił pazury w łuski i podrzucił zdobycz do góry, aby wyrzucić ją na brzeg. Kiedy spadła, od razu wbił w nią zęby, tym samym zabijając ją. Po wszystkim spojrzał na kocicę. To było niesamowite. Łowienie ryb jest takie... Przyjemne i łatwe! Rzeka to ma fajnie, bo mają tych ryb dużo. Wicher natomiast nie.
-To ryba dla ciebie. Możesz ją wziąć, jeżeli chcesz- powiedział i podsunął rybę kotce. No bo damy mają pierwszeństwo, heloł. On złowi sobie jeszcze pewnie dużo ryb. -Ja zaraz spróbuje złowić drugą, tak w ramach treningu- dodał szybko po chwili.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Wiedźma chwilę tak jeszcze trzymała łapę w wodzie. To że była mokra, nie robiło na niej żadnego wrażenia. Jako kotka z Klanu Rzeki, była przyzwyczajona do jej dotyku na sierści. Nie lubiła natomiast wchodzić do niej, kiedy było zimno. Zaraz po wyjściu, trzęsła się jak galareta. Taka dosyć porządna galareta. No nic.
- Bo nie jest! Spróbuj - zachęciła dodatkowo, przy okazji karcąc siebie samą w myślach z to, że się w ogóle odezwała. Słowa się rzekły i już zmienić tego nie mogła, także wystarczyło już teraz tylko obserwować kocura. Szczerze to po jakimś czasie, kotka zaczęła się zastanawiać, czy coś podpłynie, gdyż może ryby popłynęły na samo dno, aby uniknąć tego zimna? W sumie to też by tak zrobiła. Pomyliła się - dobrze, że nie powiedziała tego na głos - jednak i już po chwili Wichrzak złapał swoją pierwszą rybę.
- Brawo - pochwaliła dymnego po chwili. Następnie spojrzała na niego zielonymi oczami, gdy ten podsunął jej rybę. Czekoladowa zawahała się chwilę, nim nie wzięła jej bliżej siebie. - Dziękuję - odparła zaraz potem. Nawet spróbowała by się uśmiechnąć, ale mordka ją bolała, gdy tak robiła. Tak więc mogła jedynie podziękować słownie. - Hm... No dobrze, spróbuj jeszcze raz skoro chcesz - mruknęła po chwili zadowolona, że Wronie spodobała się chyba ich metodą łowiecka.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Zachód przyjęła rybę od Wrony. Kocur chciał spróbować rybę, ale skoro oddał ją, to musi sobie upolować nową. Oczywiście była Pora Nagich Drzew, o czym userka zapomniała, z resztą zapomina o tym cały czas, więc to cud, że udało mu się cokolwiek upolować. Warto spróbować jeszcze raz, może coś się znowu trafi. Dymny tak jak wcześniej przysiadł przy tafli wody, tak by nie rzucać na nią cienia. łapę zanurzył w wodzie, praktycznie to, że jest zimna już mu nie przeszkadzało. Wzrok miał utkwiony w tafli wody, z nadzieją, że coś zobaczy. Tym razem znowu mu się udało, aczkolwiek musiał dłużej czekać. Ryba podpłynęła w końcu, a wtedy on szybko wbił w nią pazury i wyrzucił na brzeg, ostatecznie zagryzając. Teraz miał zamiar ją zjeść. Nie mógł się doczekać, jak smakują te ryby? Skosztował po chwili i gdy połknął kawałek, powiedział zaskoczony.
-To jest... Pyszne. Nigdy nie jadłem czegoś równie dobrego. Macie szczęście, że u was jest dużo ryb. Są o wiele lepsze niż cokolwiek innego. Mógłbym nawet powiedzieć, że są najlepsze- Wro ekscytował się rybą przez chwilę. Nie mógł się doczekać aż zacznie poloać na ryby w Szuwarze, kiedy nadejdą ciepłe dni. Najlepsze i tak będzie, gdy dostanie swojego terminatora i nauczy go tego. Na pewno byłby on wdzięczny. No chyba, że nie chciałby uczyć się tej umiejętności.
Po zjedzeniu ryby, kocur usiadł i spojrzał na czekoladową.
-Czyli teraz chcesz nauczyć się szybko biegać i polować na zające?- zapytał i rozejrzał się. Szczerze to wątpił, że znajdzie się tutaj jakikolwiek zając, ale pytanie to było pretekstem do dłuższego spędzania czasu z kocicą. No bo nie ukrywając, Wichrzak zauroczył się w niej.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Rzeczna Wiedźma chwilę jeszcze ponownie obserwowała dymnego kocura, gdy ten wziął się za ponowną próbę połowu. Z jej nozdrzy wypłynęła chmurka ciepłego powietrza, gdy tak przyglądała się terminatorowi. Zaraz potem omotała tutejszą przyrodę wzrokiem, gdy uświadomiła sobie, że coś znowu jest nie tak... Że jej serce ponownie wali jak szalone. Kocica zacisnęła mocniej szczękę. Nie było to coś czego chciała ale nie potrafiła również powstrzymać. Tak więc Zachód przełknęła tylko ślinę, gdy już Wichrzak wyłowił swoją porcję. Czekoladowa zaraz potem wzięła się za jedzenie swojej ryby. Nie zajęło jej to długo, ba, po posiłku nawet oblizała delikatnie mordkę.
- Dobrze mi to słyszeć. Kiedy będzie cieplej... To mogę nauczyć Cię pływać - dodała następnie spoglądając na złotookiego. Czekała więc teraz, aż ten skończy swoją porcję. Nie trwało to długo. Zaraz potem padło pytanie z jego pyszczka, więc kocica musiała się chwilę zastanowić.
- Tak - bo w sumie to nie chciała jeszcze wracać do obozu. Wolała zostać tutaj z Wroną. Tak, dokładnie. W obozie czekał na nią... Chyba nikt. Może Lwia ale ona miała przecież swoje życie. A tutaj mogła być, szczęśliwa, chociaż starała się zachować chłód, który również powoli mijał.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Pływanie? Brzmi ciekawie, ale czy będzie to bezpieczne? Wrona nawet nie zastanawiał się, czy chciałby się tego nauczyć, ale skoro Zachód proponuje, no to pewnie. Może mu się to nawet kiedyś przyda? Będzie miał komplet. Łowienie i pływanie w jednym. Kocur doceniał pomoc czekoladowej, zastanawiał się czemu ona to robi. Zawsze powtarzano mu, że nie może ufać tak kotom z innych klanów, bo są przebiegłe i łatwo mogą go oszukać. To samo tyczy się zaprzyjaźniania. Znajdziesz przyjaciela w innym klanie, a potem okaże się, że musisz z nim walczyć lub on wbije ci nóż w... Grzbiet przy najbliższej okazji.
-Dobrze, dziękuje. Mam tylko nadzieje, że się nie utopie- powiedział i lekko się uśmiechnął, jednak po chwili znowu przybrał ten sam wyraz pyska co wcześniej. Emocji nigdy za wiele...
Kocica zgodziła się. Okej, to od czego zacząć? Jak nauczyć kogoś szybko biegać? To będzie trudne, ale Wro spróbuje. Przecież obiecał.
-No dobrze. Generalnie nie da się tego nauczyć od razu. Trzeba trenować wytrzymałość. Jeżeli zająć zacznie uciekać, to trzeba zacząć go gonić, a on nie dość, że jest szybki to jeszcze wytrzymały. Mi też nie od razu udało się zapolować na to zwierze- powiedział i rozejrzał się. Jest tu trochę miejsca, by się pościgać, więc może od tego zaczną. -Jeżeli chodzi o samo podchodzenie do zająca to zgaduję, że wiesz jak to robić?- chodziło tu o ''zając usłyszy, mysz wyczuje, a ptak zobaczy''. Zachód była już terminatorką długo, więc powinna wiedzieć.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
- Jeśli się nie utopisz to... W sumie nie wiem. To głównie chodzi o to, że utopić się nie możesz - bo tak powiedziała Wiedźma. No sorry, nawet siły natury powinny się słuchać czekoladowej. Prawda? Prawda! Innej opcji nie ma. Albo się jej każdy podporządkuje albo szybka śmierć i koniec, ha! - Pływanie jest łatwe, ale nauczę Cię, kiedy będzie już naprawdę cieplej, bo nie mam zamiaru wchodzić do zimnej wody - ironia losu, że Zachód również była chłodna, może nawet bardziej niż ta woda. Gdy kocur na początku się uśmiechnął a później ponownie wrócił do swojego "punktu wyjścia", czyli pyszczak bez emocji, kotka zmarszczyła brwi.
- Wolę jak jesteś uśmiechnięty Wronko - dodała zaraz potem. Oczywiście chodziło tylko o kontrast między emocjami tak? Bo przecież o nic więcej... Zaraz potem już wsłuchała się w jego strona, intensywnie notując na pa... W głowie, co będzie musiała ćwiczyć. - Jasne, że wiem - dodała zaraz potem. Następnie wstała już z miejsca spoglądając na dymka i zastanawiając się, od czego zaczną ten trening.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Kiwnął głową na znak zgody. Bał się troche nauki pływania, bo to o wiele trudniejsze i niebezpieczniejsze niż łowienie ryb, można się przecież utopić. Sam nie chciał ćwiczyć w Porze Nagich drzew, bo chyba by zmarznął przez tą zimną wodę. Nie chciałby być chory, tym bardziej nie chciałby, by Zachodzącej coś się stało.
Kiedy usłyszał komplement kocicy, tylko odwrócił łeb zawstydzony i wlepił wzrok w ziemię. Wypadałoby coś powiedzieć, ale nagle słowa utknęły mu w gardle i nie potrafił tego zrobić. Na chwilę zapanowała niezręczna dla niego cisza, którą przerwała ona. Wtedy dymny wstał, aczkolwiek nie spojrzał na czekoladową. Zaczął mówić, karcąc się w myślach, że unika jej wzroku. Bał się, że terminatorka może się przez to obrazić lub pomyśleć sobie, że coś źle zrobiła.
-Dobrze. No to na początek możemy się pościgać, by poćwiczyć. Potem możemy poszukać jakiegoś zająca i spróbujemy go upolować. Generalnie to jest to łatwe, trzeba po prostu szybko biegać- powiedział i ponownie się rozejrzał. Czy taki plan może być? -Może być w taki sposób?
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Zachód zmarszczyła brwi, gdy ten odwrócił od niej wzrok, gdyż najwyraźniej powiedziała coś nie tak. Cóż, może nie powinna się brać za coś czego nie potrafiła, czyli bycie miłą? Mimo wszystko, westchnęła następnie, przerywając nie trwającą w nieskończoność cisze. Nie lubiła kiedy było tak niezręcznie. Tak, nawet najgorsze Wiedźmy mają prawo do tego, aby czegoś nie lubić. Dymek wstał, jednakże już nie mogła spojrzeć w złote oczy kocura. On po prostu zaczął unikać jej wzroku. Czekoladowa spuściła więc również swoje, lodowate ślepia, przyglądając się ziemi i wsłuchując w jego propozycje nauki.
Nie przeszkadzała jej ona, w końcu teraz to Wrona przejął rolę nauczyciela tak? Właśnie! A ona, jako że mimo wszystko, mimo jej charakteru, kulturę miała. Ah i możliwe że również przez to, iż Wichrzak stał się obiektem jej zainteresowania. Gratulacje, drugi kot któremu się to udało. Kto by pomyślał, że serce Zachód jednak potrafi czuć jakieś pozytywne uczucia a nie tylko te... no złe.
- Zgoda. Najpierw wyścig, następnie będę próbować łapać zająca - odparła zaraz potem, zgadzając się na jego warunki. Końcówka jej ogona drgnęła. Nie podobało jej się to, iż terminator odwrócił od niej wzrok, zupełnie jakby ona coś zrobiła złego. A może jednak?
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Skoro Zachód zgodziła się, to mogli zacząć. Wrona nie wiedział jak długo będą biec, ani dokąd dobiegną.
-Dobrze. Jeżeli się zmęczysz lub coś będzie nie tak, to po prostu zatrzymaj się albo krzyknij, wtedy przerwiemy- powiedział i zmusił się do spojrzenia na kocicę. Na szczęście nie wyglądała na złą lub zmartwioną. -Nie chce, by coś ci się stało, bo jesteś...- I wtedy się zaciął. Nerwowo się poruszył, po czym szybko dodał. -Zacznijmy już- Wymówka była, nic innego nie mógł wymyślić na tą chwilę. Ustawił się obok terminatorki i krzyknął w odpowiednim momencie ''Start''. Popędził przed siebie, aczkolwiek nie tak jakby polował na zająca. Chciał dac Zachodzącej ''fory'' na początek, zależało mu, by wygrała i nie zniechęciła się. Kocur nie wiedział jeszcze jak zareagowałaby na porażkę. Mogłaby przecież uznać, że to bez sensu i nigdy jej się nie uda, a tego nie chciał. Biegł przed siebie, nie wiedząc czy ona biegnie za nim. Przez chwilę martwił się, że przewróciła się lub coś sobie zrobiła, ale odrzucił tą myśl. Zaraz doprowadzi do tego, że się zatrzyma i zepsuje wszystko.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Kocica kiwnęła głową na słowa dymnego syna Jodłowej Igły. Zaraz potem spojrzała na niego, jakby nie rozumiejąc co miał na myśli. Nie dokończył zdania... a zaczął kolejne. Westchnęła tylko cicho, po czym machnęła biczowatym ogonkiem. Nie chciała pytać, co ten chciał dopowiedzieć, gdyż następnie ustawiła się obok niego, chcąc wystartować jak najlepiej. Gdy tylko usłyszała słowo "start", ruszyła do biegu. Zaczęła wolno, a następnie stopniowo się rozpędzała. Coś jej jednak nie pasowało, gdyż Wroni jakby... nie biegła zapewne tak szybko jakby mógł? Co to za dawanie forów! Ona wolała wygrać uczciwie ale mimo wszystko, doceniała to, iż kocur postawił się poświęcić. Powoli jednak spadała jej już wytrzymałość. W końcu mimo wszystko była kotem z Rzeki. Oni łowili a nie biegali jak Wichrzaki. Tak więc jej bieg zaczął być wolniejszy a powietrze, którym oddychała, brała coraz bardziej łapczywie, przez pyszczek. Kolejno przeszła już do truchtu.
- Cz...Czekaj! - krzyknęła za nim, stając już w miejscu i pochylając głowę do przodu, ale kierując w stronę ziemi. Kolejne garstki powietrza brała już mniej łapczywie.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Biegli przed siebie. Mimo, że Wrona dał fory Zachodzącej, to i tak cały czas był pierwszy. Może i ona była tuż za nim, a on po prostu nie widział jej, zbyt skupiony na wyścigu? Czy to teraz ważne? Kocur przygotowywał się do wyminięcia niedużego kamienia, który był w niedalekiej odległości od niego, kiedy to czekoladowa krzyknęła do niego, by zaczekał. Pajac od razu pomyślał, że coś jej się stało, więc odwrócił głowę, by spojrzeć co jej jest i wtedy nagle cały obraz gwałtownie zakręcił się i to dosłownie. Nim się zorientował co się stało, leżał na ziemi. Zamrugał kilkakrotnie oczami i rozejrzał się, aczkolwiek nie wstawał. Ujrzał swojego "napastnika" niemalże od razu. Był nim ten oto kamień, który miał on wyminąć. Okazało się, że chyba jednak był bliżej niż mu się zdawało. Dymny przewrócił się przez niego, ale na szczęście nic mu nie było. Tylko trochę go bolała jedna łapa, ale to przecież nic, prawda? Kocur leżał, nie do końca ogarnięty jeszcze w tej sytuacji. Postanowił, że poleży jeszcze krótką chwilę, by ból przeszedł i wtedy wstanie.
-Nic mi nie jest!- Powiedział głośno, z nadzieją, że ona go usłyszała.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. Zupełnie jakby w tej chwili przyniosła jakby... Pecha Wronie. Młodzik, najwyraźniej pomyślał, że coś było nie tak ,lub po prostu od tak się obrócił, jednakże zaraz potem wpadł na kamień. Czekoladowa położyła po sobie uszy, po czym potruchtała jak najszybciej umiała - gdyż oddech nie pozwalał jej w tej chwili biec - po czym spojrzała na Wichrzaka, jakby lodowym, ale jednak zmartwionym wzrokiem.
- Żyjesz? - zapytała zaraz potem, mimo, iż wcześniejszą odpowiedź usłyszała - Co ty myślisz! A jakby Ci się coś stało? To ci ja bym zrobiła! - dodała po chwili już naprawdę zmartwionym głosem. Gdy zdała sobie sprawę, jakim to tonem się odezwała usiadła mimowolnie na ziemi, dalej przyglądając się kocurowi. Co ty ze mną robisz...
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas