Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Czyli jednak Gwiezdnemu Klanowi nie znudziło się podsuwanie mi wszelakich medykamentów pod nos. Wybornie. Widząc kolejny medykament, tak łudząco podobny do pokrzywy, podziękowałam przodkom i ruszyłam w jego stronę. Pachniał bardzo przyjemnie, inaczej niż pokrzywa, więc to na pewno nie było to. Zebrałam to już dzisiaj, ale ziół nigdy za wiele. Zaczęłam więc powoli i z precyzją odrywać każdy listek rośliny, starając się niczego nie uszkodzić, choć wiedziałam, że to raczej niemożliwe. Aczkolwiek nie powstrzymało mnie to przed próbowaniem.
Widać mimo starać Lśniącej Sadzawki i tak wynik nie był zadowalający. Ba, nawet chyba najgorszy dzisiaj, ale czego się spodziewać, w końcu jest już pora opadających liści, a sama Terminatorka Medyka nie była zbytnio wprawiona. Tak czy siak udało jej się tylko pozyskać 2 listki tajemniczej roślinki, które mogły na spokojnie trafić do składziku i zostać użyte.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Szału nie ma, ale cóż począć. Może najwyższa pora, aby wrócić do obozu? Tak. Wzięłam więc listki rośliny i udałam się w stronę "domu". Dużo dziś zebrałam, wystarczy.
Niezwykle wysoka, szczupła szylkretowa krótkowłosa, tygrysiopręgowana kotka z białym brzuchem i skarpetkami oraz o bursztynowych ślepiach. (Dokładny opis w KP)
Miła i ciepła, ale stara się trzymać innych na bezpieczny dystans. Nie zostawi nikogo w potrzebie, ale też szybko ulotni się zaraz po ofiarowaniu pomocy. (Więcej w KP)
Dmuchawiec [KG] | Lilia [KR]
Samodzielne szwendanie się, nawet po klanowych terenach, zdecydowanie nie było rzeczą rozsądną, ani bezpieczną. W końcu co z tego, że granice są dobrze oznaczone, kiedy lisy i borsuki nie zawracają na takie rzeczy uwagi, a wrogi wojownik może sobie najwyżej pogwizdać wesoło i iść dalej jak gdyby nigdy nic. Jednak Sikora, teraz już kurująca się z osowienia po stracie siostry, wróciła do swojej ciekawskiej i eksploratorskiej natury, wytykając nos poza obozowe ściany i truchtając radośnie tu i ówdzie. W końcu była terminatorem, więc mogła, prawda? To tak jakby ćwiczyła patrole, jedna łapa za drugą, uszy postawione na baczność, a nos wyczulone na wszelakie obce lub kuszące zapachy, w tym zapach przemykającej w trawie zwierzyny. Aż łapy Sikorę świerzbiły, żeby tylko na coś zapolować. Poprawka, spróbować zapolować. W końcu jej szkolenie na wojownika, nie przedłużało się od tak bez przyczyny, kotka wciąż musiała wiele się nauczyć. O! Kolejny powód, by jak najwięcej czasu spędzać poza obozem. Mogła trenować i trenować, czy to skradanie się, czy to pokraczne wspinanie się na drzewa, które szło jej lepiej z każdą próbą (potrafiła już nawet sama zejść i nikt jej nie musiał ściągać!). I tak długie łapy przywiodły szylkretową kotkę tutaj, do oczka wodnego pośród wysokich drzew. Do tej pory jeszcze nie zbyt dokładnie zwiedziła tę część terenu, najwyższy czas zatem by to naprawić. Sikora jak mały kociak śmigała od jednej gęstej kępy do drugiej, by na koniec przeturlać się aż do samego brzegu sadzawki, śmiejąc się z... w zasadzie nie wiadomo z czego. Po prostu była szczęśliwa, od dłuższego czasu znów czuła się sobą. Leżąc tak na grzbiecie, wygięła się i dostrzegła zlodowaciałą powierzchnię jeziorka. Zaciekawiona przewróciła się na brzuch i podpełzła bliżej brzegu, tak żeby być tuż, tuż na krawędzi. Wyciągnęła jedną ze swoich długich łap, jak najdalej, byle tylko chociaż musnąć tę zamarzniętą taflę. Pac! Udało się! Pac, pac! Ledwo sięga, ale i tak czuje że zimne. Może by tak na to wejść? Tylko czy jest bezpiecznie? Z takiego pacania, ciężko powiedzieć. Sikora całkowicie była zaabsorbowana przemarznięta sadzawką, jakby pierwszy raz widziała lód na oczy.
This ismyFIGHT song Take back my L I F E song »P r o v e I'm alrightSONG« My power's turned ON Starting RIGHT now I'll be STRONG I'll play my FIGHT song And I d o n' t reallyCARE if nobody else BELIEVES 'CauseI've still GOT a lot of F I G H T left in me
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Kto znał Bobrzą Łapę dłużej, niż kilka chwil, doskonale wiedział, że większość jej życia składała się z włóczenia się po granicach. Tam, gdzie jej się to w aktualnej chwili po prostu podobało.
A dzień dzisiejszy nie był w najmniejszym stopniu odmienny od poprzednich, które spędziła tak samo. Gdy jej się nudziło w obozie - wychodziła. Pochodzić po terenach, zajrzeć na ziemię niczyje, czy nigdzie nie znajduje się Owca, albo zajść na granicę, kto wie; może w celu poznania nowych kotów z innych Klanów? Większej styczności z Wichrem jak dotąd nie miała, więc uznała, że udanie się tam będzie sensownym pomysłem, więc w chwili w której wpadł jej do głowy zaczęła go realizować. Wiedziała, gdzie jest Grom i gdzie Rzeka, więc wydedukowała położenie Wichru. Kolejny Klan, który graniczył z Cieniem bezpośrednio. Ułatwiało to nieco sprawy, nie trzeba było łazić przy Czterech Dębach, żeby się z kimś z Rzeki spotkać.
To bywało upierdliwe.
Rozejrzała się leniwie po okolicy gdy dotarła do strzelistych drzew. No...sosny jak sosny. To, co przykuło uwagę szylkretki, to kotka która znajdowała się przy oczku wodnym pomiędzy owymi sosnami. Dotykała zlodowaciałą taflę wody łapą, jakby niepewnie, ale wyglądała jakby się świetnie bawiła. Bobrzyca trzepnęła nieznacznie uchem i wskoczyła na jedno z drzew liściastych, rozkładając się swoim masywnym cielskiem na jednej z gałęzi wysuniętych nieco bardziej na Wichrowe ziemię, ażeby mieć lepszy widok z góry na długołapą szylkretkę.
Ciekawe kiedy ją zauważy, he.
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Niezwykle wysoka, szczupła szylkretowa krótkowłosa, tygrysiopręgowana kotka z białym brzuchem i skarpetkami oraz o bursztynowych ślepiach. (Dokładny opis w KP)
Miła i ciepła, ale stara się trzymać innych na bezpieczny dystans. Nie zostawi nikogo w potrzebie, ale też szybko ulotni się zaraz po ofiarowaniu pomocy. (Więcej w KP)
Dmuchawiec [KG] | Lilia [KR]
Zakochana w śliskiej nawierzchni Sikora raczej nie miała teraz szansy dostrzec przybyłej kotki z Klanu Cienia, chyba że nagle zaczęła się rozglądać po gałęziach drzew w poszukiwaniu... No właśnie czego niby skoro towarzystwa się wcale nie spodziewała. Kolejne pacnięcia łapami, jedna, druga, obydwie na raz i chrup! Kiedy pod silniejszym naciskiem lód trzasnął głośniej, wichrzaczka usiadła wyprostowana jak struna, jakby coś miało zaraz na nią spod lodu wyskoczyć. Nic takiego się jednak nie wydarzyło.
-Ha! Chciałaś mnie przechytrzyć! Nie tym razem! - zawołała, nie bardzo wiadomo do kogo. Do siebie? Do sadzawki? Cóż jedno wiedziała na pewno, że pływać na razie jej się wcale nie uśmiechało, gdyż w końcu jeszcze nie umiała. Obiecano jej naukę tej tajnej zdolności, lecz nie teraz, więc trzeba by było się tłumaczyć, dlaczego wraca do obozu cała mokra i zziębnięta. No i mogła się przeziębić, a to by oznaczało siedzenie w lecznicy Gwiezdny Klan wie ile czasu! O nie! Sikora rzuciła sadzawce ostatnie, wyzywające spojrzenie, zanim zrobiła piruet na tylnych łapach i przewróciła się grzbietem na śnieg, śmiejąc się w głos. Pora nagich drzew może i była biedna w zwierzynę, a temperatura nie wszystkim pasowała, lecz terminatorka uwielbiała bawić się w śniegu. Szylkretka leżała tak sekundę zanim poderwała się do pozycji siedzącej podrzucając do góry nieco śniegu, który spadł centralne pomiędzy jej uszami. Kotka potrząsnęła energicznie głową i wtedy tak trzęsąc łebkiem... dostrzegła że coś siedzi sobie na jednej z gałęzi. Teraz kiedy oderwała swoją pełną uwagę od lodu wreszcie zaczęła zauważać resztę jej otoczenia, a Bobrzyca raczej nie ukrywała się najlepiej na takiej łysej gałęzi. Obecność kogoś nieznajomego jeszcze bardziej wzbudziła ciekawość Sikory, podeszła zatem bliżej, sadowiąc się pod bobrza gałęzią i wlepiając w nią swoje bursztynowe ślepia.
- Hej! Długo tam już siedzisz? Wygodnie ci? Nie wieje? Mi by chyba trochę wiało tak wysoko. Ale w sumie jestem z klanu Wichru więc mi tam wiaterek nie przeszkadza. Chociaż jak jest tak zimno to może... Nie, pewnie i tak bym się nie przejmowała. I ty chyba też się nie przejmujesz. Och! Głupio trochę wyszło, nawet się nie przedstawiłam! Jestem Sikorcza Łapa! A ty? Masz imię? Znaczy... Oczywiście, że jakieś masz ale może nie chcesz mi go zdradzać... No tak czy siak moje już znasz! - Kotka gadała radośnie, troszkę zapominając, że powinna się chyba zapytać co obcy robi na terenie jej klanu i uprzedzić iż nie powinno tej obcej tutaj być. No ale... nawet gdyby pamiętała to chyba ta nieznajoma nikomu nie robi krzywdy po prostu sobie siedząc. Nie wyglądało, żeby zamierzała wyłapać całą wichrzakową zwierzynę, czy więc trzeba się było tak bardzo przejmować?
This ismyFIGHT song Take back my L I F E song »P r o v e I'm alrightSONG« My power's turned ON Starting RIGHT now I'll be STRONG I'll play my FIGHT song And I d o n' t reallyCARE if nobody else BELIEVES 'CauseI've still GOT a lot of F I G H T left in me
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Im dłużej Bobrza Łapa wlepiała spojrzenie złocistych oczu w sadzawkę i skaczącą wokół niej jak kociak, który dopiero wyściubił nos z kociarni i pierwszy raz widzi śnieg Sikorę, tym bardziej wewnątrz jej umysłu rosło zainteresowanie szylkretową Wichrzaczką, jaką miała pod sobą. Widywała koty które miały optymistyczne, wesołe, beztroskie nastawienie do życia, pewnie. Widywała koty wyjątkowo energiczne i takie które entuzjazmują się wieloma rzeczami bez konkretnego powodu, ale jak żyła nie spotkała osobnika TAK energicznego i tak zafascynowanego zwykłą, zlodowaciałą taflą wody. Wichrzaczka kicała wokół oczka wodnego jak królik, niepewna, ale wyraźnie zainteresowana, a gdy Bóbr dostrzegła jak pod naciskiem szczupłych łap w końcu lód pęka, końcówka jej kity i uszy drgnęły na trzaskający dźwięk. Obserwowała reakcję pstrokatej terminatorki i nie rozumiała jej zupełnie. Krzyknęła do zamarzniętego zbiornika wodnego, czy krzyczała sam do siebie? I po co w ogóle krzyczała sama do siebie? To było całkowicie w mniemaniu Bobrzej Łapy dziwne i niezrozumiałe, niepotrzebne zdzieranie strun głosowych. Zmarszczyła lekko brwi w konsternacji, przekrzywiając masywny łeb gdy Sikora wywróciła się na grzbiet w zaspę śnieżną i wybuchnęła śmiechem, bez żadnego powodu.
Dziwne.
Siłą rzeczy gdy ciężka, masywna Bobrzyca wdrapała się na nagą gałąź, zrzuciła na ziemię śnieg, który zdołał zwrócić uwagę Sikorki. Długołapa szylkretka podeszła pod drzewo i...zalała Krogulczą córkę absolutnym wysypem pytań wszelkiej maści, bezsensownego gadania i tak dalej i tak dalej, aż Bobrzej Łapie gały na wierzch wyszły.
Jak jedna, indywidualna jednostka, może mieć na raz tyle do powiedzenia.
Długowłosa szylkretka mrugnęła i przeanalizowała przez kilka chwil litanię, która wypłynęła z pyska kocicy z Wichru.
- Bobrza Łapa - mruknęła jedynie, wyłapując gdzieś w potoku słów imię drugiej szylkretki - Sikorcza Łapa. Przedstawić się mogła, ale nie bardzo wiedziała, czy w ogóle chcę wchodzić z tą gadułą w dyskusję.
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Niezwykle wysoka, szczupła szylkretowa krótkowłosa, tygrysiopręgowana kotka z białym brzuchem i skarpetkami oraz o bursztynowych ślepiach. (Dokładny opis w KP)
Miła i ciepła, ale stara się trzymać innych na bezpieczny dystans. Nie zostawi nikogo w potrzebie, ale też szybko ulotni się zaraz po ofiarowaniu pomocy. (Więcej w KP)
Dmuchawiec [KG] | Lilia [KR]
Czy była dziwna? Być może. Wiele kotów uważało ją za zbyt energiczną i rozentuzjazmowaną bez żadnej logicznej przyczyny, ale cóż... Taka była Sikora. Ciężko było ją przygasić, nawet gdyby zwaliło się na nią pół tony śniegu, ona i tak znalazłaby w tym coś dobrego. O ile by przeżyła rzecz jasna. Wszystko co obce i nieznane interesowało kotkę, a tak się składało że Bobrza Łapa była bardzo nieznana. I w dodatku ogromna! Tak wielka, jak to tylko dałoby się wyobrazić. Sikorcza Łapa aż nie mogła uwierzyć, że ktoś może być taki masywny i wciąż być tylko łapą. Ona sama też była wysoka ale no... tylko wysoka i chuda jak badylek.
-O więc też jesteś Łapą? Ale super dwie Łapy! - Bo lepiej chyba poznać najpierw terminatora z innego klanu niż pełnoprawnego wojownika, prawda? Wszak wojownik miał o wiele większy autorytet, zaś terminator z terminatorem to prawie jak znajomi. Sikorka zastrzygła uszami próbując zgadnąć albo raczej ustalić z jakiego klanu jest ten niespodziewany gość. Na pewno nie z Wichru, przecież by nie przegapiła takiego olbrzyma! Mroźne powietrze sprawiało, że węszenie o zapach wcale nie było takie przyjemne ale jednak woń przybyszki była znajoma... Chyba Sikorka spotkała się z nią na treningu raz...
- Jesteś z klanu... Czekaj, czekaj... Nie podpowiadaj... Cienia? Tak, tak na pewno z Cienia. Och! Nigdy wcześniej nie spotkałam nikogo z innego klanu. W sumie nigdy też nie spotkałam żadnego bobra... Ummm... Za dużo gadam, co? Często słyszę "Sikora nie gadaj tyle" albo "Sikora zamknij dziób" co jest zabawne bo mam tylko na imię Sikora ale nie mam dzioba... Um... Przepraszam znowu za dużo gadam - zaśmiała się niezręcznie nie mogąc opanować swojej gadaniny. Bo miała dużo do powiedzenia i w sumie tyle pytań do zadania. Czy Bobrza Łapa widziała kiedyś jakiegoś bobra? Jak one wyglądają? Czy może nigdy nie widziała tego stworzenia? Jak jest w klanie Cienia? Ale nie chciała drażnić bardziej tej olbrzymiej kotki, bo już chyba wydawała się zirytowana sikorczą paplaniną.
This ismyFIGHT song Take back my L I F E song »P r o v e I'm alrightSONG« My power's turned ON Starting RIGHT now I'll be STRONG I'll play my FIGHT song And I d o n' t reallyCARE if nobody else BELIEVES 'CauseI've still GOT a lot of F I G H T left in me
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
No dobra. Może nie dziwna, tylko roztrzepana, o mysim móżdżku. Taka wydawała się w oczach Bobrzycy Sikorcza Łapa, gdy cienista terminatorka zobaczyła jak ta turla się w śniegu i gada sama do siebie zupełnie bez powodu. Głupie? Bardzo. Marnotrawstwo czasu i energii, nic poza tym. I alarmowanie potencjalnych drapieżników lub kotów z innych Klanu o swojej obecności, o fakcie, że była tu sama, niedoświadczona - absolutny debilizm.
I do tego gadała trzy po trzy bez sensu. Bobrza Łapa zmarszczyła nos po raz kolejny. No, dwie Łapy, dwie terminatorki, i co w związku z tym? Co to zmienia? Nic. Gdyby Sikorcza Łapa była wojowniczką, albo gdyby Bóbr była wojowniczką w tej sesji, nie zmieniłoby to nic. Kolejny bezsens. Co Wichrowa szylkretka musiała mieć we łbie? Bobrzą Łapę jednocześnie to fascynowało, jak ktoś może mieć tyle pszczół w mózgu i jednocześnie było to niewyobrażalnie irytujące.
- Zdecydowanie - potwierdziła szorstko Bobrzyca, postanawiając w końcu zejść z drzewa; łbem do ziemi, pochwyciła się pnia pazurami i zaczęła metodycznie, powoli złazić na dół, aż zeskoczyła w śnieżną zaspę. Otrzepała gęste futro i podeszła bliżej, przekrzywiając łeb, lustrując Sikorę. - Jak można tyle mówić na raz - spytała zupełnie poważnie, nie będąc w stanie pojąć, po kiego grzyba Sikora ciągle drze dziób trzy po trzy i do tego same bzdury. Gdyby jeszcze były to informacje przydatne społeczeństwu, to pół biedy, można się czegoś dowiedzieć przynajmniej. - Po co.
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Niezwykle wysoka, szczupła szylkretowa krótkowłosa, tygrysiopręgowana kotka z białym brzuchem i skarpetkami oraz o bursztynowych ślepiach. (Dokładny opis w KP)
Miła i ciepła, ale stara się trzymać innych na bezpieczny dystans. Nie zostawi nikogo w potrzebie, ale też szybko ulotni się zaraz po ofiarowaniu pomocy. (Więcej w KP)
Dmuchawiec [KG] | Lilia [KR]
Terminatorka pewnie robiła wiele, dziwnych, nierozsądnych i niepoprawnych rzeczy. Czy martwiło ją to w jakimkolwiek stopniu? Ani trochę. To co Bóbr uważała za głupie marnowanie czasu i energii Sikora uważała zwyczajnie za doskonałą zabawę. Jeszcze nie była poważnym, wspaniałym wojownikiem, więc korzystała z życia ile mogła. Na odpowiedzialności przyjdzie jeszcze czas, ale na pewno nie teraz. Zaś gdyby kotka z Cienia była już wojownikiem, dla Sikorczej Łapy miałoby to ogromne znaczenie. Przecież nigdy nie spotkała wojownika z innego klanu (ani terminatora do tej pory ale to szczegół), jaki by był? Pogonił ją, a może był przyjazny i rozsądny? Nawet nie patrząc już na to dwa koty dzieliłaby ogromna przepaść rangi, natomiast kiedy obydwie kotki były terminatorkami ta dziura pomiędzy nimi wydawała się burszytnowookiej nieco mniejsza, a jeśli Bobrzyca widziała to inaczej, to trudno, każdy ma swoje poglądy, prawda?
-Po co? No bo... Mhm... W sumie to dobre pytanie daj mi chwilę - Sikorka pogrążyła się w zamyśle, robiąc wielce zamyśloną minę, aby po chwili dać cienistej terminatorce odpowiednią odpowiedź - Cóż myślę, że to dlatego że nie mam za dużo szans z kimś pogadać. A ja bardzo to lubię. Kiedy zaś coś lubisz, a nie możesz tego robić to się w tobie zbiera i zbiera, by w końcu wyprysnąć gdy w końcu nadarzy się sprzyjająca ku temu okazja. No i w tym przypadku taką okazją jest rozmowa z tobą. Siedzi we mnie tyle rzeczy do powiedzenia, normalnie rozsadza mnie od środka. W sumie tak jak zwykle, bo mam pełno energii. Zawsze, o każdej porze, dzień czy noc. - Jeśli Bóbr spodziewała się zwięzłej wypowiedzi, czego w sumie nie powinna bo to krótkie spotkanie z Sikorą mogło ją już uświadomić z jakim typem ma do czynienia, to się pomyliła. Wichrzaczka powiedziała co miała do powiedzenia i zerknęła w górę, uświadamiając sobie że słońce niebezpieczne przesunęło się na nieboskłonie. Trochę się chyba zasiedziała, a przecież obiecała ojcu spotkanie w obozie! Musi wracać czym prędzej.
-O nie! Jest już tak późno?! Muszę już wracać ale... Mhm... Czy mogę cię tak zostawić? W końcu jesteś z innego klanu... Ale nie robisz nic złego... O wiem co zrobimy! - Sikorka odchrząknęła i przybrała "poważny" wyraz pyszczka, chociaż efekt tejże powagi psuły radosne bursztynowe ślepia - Przekroczyłaś granicę Klanu Wichru! Ostrzegam cię, żebyś wróciła do siebie, zanim spotkają cię przykre konsekwencje! - zaraz po tym jak kotka wypowiedziała te słowa poważna mina zniknęła, a ona uśmiechnęła się radośnie - No i już, załatwione. Ostrzegłam cię, a jeśli dalej będziesz tutaj chodzić to na własną odpowiedzialność i może ktoś inny cię zgarnąć, jak zrobisz coś złego. Ale nie wyglądasz na złego typa. Ja już lecę. Pa! - odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę obozu Klanu Wichru, odwracając łepek tylko na chwilę by rzucić - Jesteś naprawdę ładnym olbrzymim bobrem!
This ismyFIGHT song Take back my L I F E song »P r o v e I'm alrightSONG« My power's turned ON Starting RIGHT now I'll be STRONG I'll play my FIGHT song And I d o n' t reallyCARE if nobody else BELIEVES 'CauseI've still GOT a lot of F I G H T left in me
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Momentalnie zaczęła pluć sobie w brodę w chwili w której Sikora ponownie otworzyła pysk a gdzieś z tyłu głowy Bobrzycy pojawiła się myśl dlaczego w ogóle miała jakiekolwiek resztki wiary w to, że Wichrzaczka odpowie jej...krótko, zwięźle i na temat, a nie wyrecytuje niemalże całe Nad Niemnem czy kij jeden wie co innego. Umysł Krogulczej córki nie był w stanie pojąć jak można było wyrzucać z siebie na raz tyle słów na jakikolwiek, zwłaszcza tak idiotyczny temat jak chociażby pogoda. Cienista zmrużyła złote ślepia w niedowierzaniu i cofnęła lekko uszy, a szczęka sama jej opadła. Nie rozumiała. Nie rozumiała i nie wiedziała czy chce zrozumieć. Nie była nawet pewna czy docierała do niej jakakolwiek wypowiedź Sikorczej Łapy. Jej mózg skupił się na innych procesach myślowych niż rejestrowanie tego, co wypływało z dzioba Wichrowej terminatorki, próbowała ostatni raz pojąć jak ktokolwiek jest zdolny do takiego trajkotania równo trzy po trzy dzień i noc.
Bobrza Łapa nie rozumiała i nie zrozumie pewnie nigdy. Nie widziała w tym sensu. W zachowaniu Sikory tym bardziej nie widziała sensu. Ta, ostrzegłaś mnie i co w związku z tym. Nie przegonisz mnie? Debilka. No debilka. Szylkretka mrugnęła raz, drugi i obserwowała przez kilka uderzeń serca jak Sikorcza Łapa zmywa się z miejsca zdarzenia, po czym...sama zawróciła, jeszcze chwilę próbując w umyśle przetworzyć to, co właśnie miało miejsce.
[size=75]zt
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Kocur wreszcie został wojownikiem. Co prawda może jednak nie jest już tak młody jak kiedyś - ale jednak dalej jest młody! - lecz wygląda jak już trochę nieco starszy kocur, niż w rzeczywistości. Nie urósł więcej, jednak teraz, odkąd pogodził się z tatą, jest trochę zadowolony, że są tego samego wzrostu. Czarne, długie futro błyszczy ładnie w promieniach słońca, podobnie jak oczy, w barwie świeżej trawy. Nabawił się jednak blizny, ledwo uchodząc z życiem, podczas walki z samotnikiem. Zaczyna się ona od nasady lewego ucha, przechodząc przez lewe oko i kończąc się przy brodzie. I fakt... szpeci ona czarnego syna Lodowej Skóry i Zaćmionego Księżyca
Węgorz dalej jest wesołym kocurem. Po poprawianiu relacji z ojcem, można u niego to zaobserwować coraz częściej. Teraz i do niego zwraca się z szacunkiem, jednak potrzebuje jeszcze trochę czasu, aby doszczętnie mu zaufać. Dalej stara się pomagać przyjaciołom, jak najlepiej potrafi. Zaś jeśli chodzi o walki... To brał już w jednej udział, co odbiło się nieco na jego psychice. Teraz, jeśli ponownie przyjdzie mu stoczyć bitwę, obiecał sobie, że już tak łatwo z pola nie zjedzie. Blizna, która go oszpeciła, jest jego... jest po prostu jego kompleksem. Nie podoba mu się i kiedy ktoś o niej wspomni, automatycznie się krzywi.
Polowanie. Jako jeden z młodszych wojowników, chciał się wykazać. Pokazać, że potrafi tyle samo, ile ci starsi. Tak więc dziś, kiedy słońce ładnie świeciło, postanowił wybrać się na polowanie. Tak z samego rana najlepiej. Przechodząc obok stosu zwierzyny, zaproponował jednemu z tamtych również młodych wojowników, aby poszedł z nim. Nie znał Iglastego Pazura zbyt dobrze, jednakże wspólne polowanie może jakoś pozwoli mu go poznać bliżej. A nawet jeśli nie, to przynajmniej klan będzie miał więcej pożywienia. Pora Nowych Liści powinna im przynieść również zasoby zwierzyny.
Nikt się chyba nie spodziewał, że kocur wybierze okolice Leśnej Sadzawki. Kto wie, może, jeśli ze zwierzyną na lądzie nie będzie mu zbyt dobrze szło, to spróbuje połowić ryby? No nic. Do kolegi z legowiska rzucił jedynie krótkie ''powodzenia'' nim nie ugiął łapy, na tyle nisko, aby brzuch nie szurał mu po ziemi, po czym ruszył pod wiatr w poszukiwaniu zwierzyny. Ciężar ciała przeniósł na tylne łapy oraz wytężył zmysły. Musiał coś znaleźć.
Mistrz: Lśniąca Sadzwka Płeć: Kocur Matka: Burzowy Pomruk Ojciec: Drżący Głos Partner: just be friends
Pręgi na jego długiej brązowej sierści są rozproszone i wyraźniej zaznaczone wyłącznie na łapach oraz mordce, przez co wydaje się odrobinę rudawy. Od czoła aż po koniec puchatego ogona ciągnie się szeroka czarna smuga. Upstrzony jest również białymi nierównomiernymi plamami. Jedna z nich znajduje się na mordce - omijając brodę i okolice wibrysów. Kolejna zaczyna się od klatki piersiowej po brzuch, do tego dochodzą także nierównomierne skarpetki - dłuższe z przodu i krótsze z tyłu.
Całkiem przeciętny z postury - niezbyt umięśniony, ani smukły. Jedynie długie łapki świadczą o tym, że wyrośnie na jednego z wyższych Wichrzaków. Dba o to, aby zawsze dobrze się prezentować, nie lubi gdy jakiś kłaczek zbytnio odstaje. Największą jego zmorą są jaśniejsze kosmyki wystające z trójkątnych uszu. Na pyzatej mordce znajduje się ciemno-różowy nosek, a okrągłe oczka są o barwie morskiej zieleni.
Igła obok nieśmiałości to nawet nie stał. Aż dziw bierze, że to wygadane kocię jest synem jąkającego się wojownika. Jest nad wyraz ciekawski i koniecznie musi wiedzieć wszystko. Wszyściuteńko. Od tego kto był danego dnia na patrolu, aż po to kiedy ostatni raz Gwiazda postawiła klocka. Nie poznał jeszcze granicy gdzie zaczynają się tematy, o których nie powinno się mówić głośno i korzysta ze swojego kocięcego przywileju, żeby pleść co mu ślina na język przyniesie. Jeśli ktoś będzie miał nieszczęście paść jego ofiarą, to z pewnością będzie skazany na wysłuchanie całego monologu odnośnie osobistych przeżyć i przemyśleń kocurka. No i nie uniknie także pytań - niektórych z pewnością całkiem niewygodnych. Należy unikać dzielenia się z nim tajemnicami, bo jak nic rozpowie je po klanie niczym papuga.
Iglasty Pazur chciał znać na wylot każdego członka klanu bez wyjątków. Niestety zadanie to było bardzo czasochłonne, zwłaszcza że narobił sobie całkiem spora gromadkę bliskich znajomych, z którymi relacji też nie chciał zaniedbywać. To wszystko sprowadzało się do tego, że akurat o takim Węgorzowym Grzbiecie wiedział niewiele. Został wojownikiem na tej samej ceremonii, był trochę starszy, uczył go Borsucze Futro, a jeden z aktualnych miotów to jego młodsze rodzeństwo. Same suche fakty. Nie mówiło to nic o tym jakim jest kotem. Wspólne polowanie natomiast zawsze sprzyjało nawiązaniu jakichś relacji. – Nawzajem. Idę o zakład, że upoluje więcej! – rzucił zaczepnie w stronę czarnego i uśmiechnął się chytrze. Odrobina konkurencji nie zaszkodzi, ha! Dla Igły był to pewien sposób na dodatkową motywację. Nie przepadał za polowaniami, ale należały one do jego obowiązków i stanowiły także dobry trening, żeby utrzymać się w idealnej formie.
Nie zagadując już Węgorza więcej przyjął postawę łowiecką z ugiętymi łapami i brzuchem zniżonym przy ziemi. W pewnym oddaleniu od towarzysza również ustawił się pod wiatr, mając nadzieję że tuż przed nim znajdzie się jakiś smakowity kąsek. Ostrożnie, uważając aby nie zrobić zbyt dużo hałasu udał się przed siebie węsząc i nasłuchując.
I willletyou_d o w n I willm a k eyouhurt
I_w e a r_thiscrownof thorns upon my_l i a r' s_c h a i r full of brokenthoughts I_c a n n o t_repair
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Polowanie, polowaniem. Ale czy Węgorz spodziewał się, że dzisiejszego dnia spotka coś... niecodziennego? Albo raczej kogoś. Bo ileż to racy miał okazję usłyszeć za sobą szmery, a jak tylko mogło mu przejść przez głowę, że to jakiś piszczek, rozbrzmiał donośny głos. - Tie! Ty czarna łajzo! Weź spinkalaj, bo zwierzynę MI płoszysz! - zachrypnięty głos rozbrzmiał zza krzaków, a po chwili wyłoniła się zza nich masywna sylwetka kocura, samotnika. Biały, z naderwanymi uszami i z kilkoma bliznami na łapach, miał również rozcięty nos. Powarkiwał pod nosem i cierpliwie czekał, aż „przeszkoda” sobie odejdzie, a on będzie mógł powrócić do polowania.
Jak towarzysz Iglastego napotkał samotnika, tak młodszy z kocurów nie znalazł nic. Może to i lepiej? W końcu lepiej nic nie znaleźć, niż wejść w drogę samotnikowi, który wydaje się być wrogo nastawiony. No nic, trzeba szukać dalej.
Kocur wreszcie został wojownikiem. Co prawda może jednak nie jest już tak młody jak kiedyś - ale jednak dalej jest młody! - lecz wygląda jak już trochę nieco starszy kocur, niż w rzeczywistości. Nie urósł więcej, jednak teraz, odkąd pogodził się z tatą, jest trochę zadowolony, że są tego samego wzrostu. Czarne, długie futro błyszczy ładnie w promieniach słońca, podobnie jak oczy, w barwie świeżej trawy. Nabawił się jednak blizny, ledwo uchodząc z życiem, podczas walki z samotnikiem. Zaczyna się ona od nasady lewego ucha, przechodząc przez lewe oko i kończąc się przy brodzie. I fakt... szpeci ona czarnego syna Lodowej Skóry i Zaćmionego Księżyca
Węgorz dalej jest wesołym kocurem. Po poprawianiu relacji z ojcem, można u niego to zaobserwować coraz częściej. Teraz i do niego zwraca się z szacunkiem, jednak potrzebuje jeszcze trochę czasu, aby doszczętnie mu zaufać. Dalej stara się pomagać przyjaciołom, jak najlepiej potrafi. Zaś jeśli chodzi o walki... To brał już w jednej udział, co odbiło się nieco na jego psychice. Teraz, jeśli ponownie przyjdzie mu stoczyć bitwę, obiecał sobie, że już tak łatwo z pola nie zjedzie. Blizna, która go oszpeciła, jest jego... jest po prostu jego kompleksem. Nie podoba mu się i kiedy ktoś o niej wspomni, automatycznie się krzywi.
Kocur skradał się, szukając jakiejś zwierzyny. Kiedy usłyszał za sobą szmery i to kilkukrotnie, domyślił się, że to może być jakaś zdobycz, która wlezie mu pod łapy. Idealnie! Obrócił się więc, kiedy ni stąd ni zowąd, stanął niemal pysk w pysk w samotnikiem. Był biały z paroma bliznami i naderwanymi uszami. Czarny Książę, zmrużył zielone oczy, patrząc na intruza. Że zwierzynę mu płoszy? Proszę co? To są tereny Klanu Wichru, co on sobie w ogóle myślał! To był jego drugi w życiu napotkany samotnik i tym razem, nie miał zamiaru zawieść klanu. Nie pozwoli mu kraść zwierzyny, która mogła wykarmić jego małe rodzeństwo i inne kocięta.
- Nie obrażaj mnie, na moim terenie - syknął po chwili, machając czarnym ogonem - Wszedłeś na tereny Klanu Wichru, więc proszę cię abyś stąd odszedł - dodał po chwili, prostując się, aby wyglądać jak najbardziej poważnie. Był teraz tak duży, jak sam Lodowa Skóra, tak więc postanowił korzystać z tego atutu, jaki mu przekazał.