Logo Artemidy
Leśna Sadzawka
#16
Czekał. Woda nie była najprzyjemniejsza, ale mimo wszystko chciał naprawdę pokazać coś nowego Zającowi. Tu nie chodziło o to, żeby zacząć teraz nagminnie łapać ryby, bo było to dla niego mało przyjemne i nie był nawet pewien, czy takie wodne stworzenie jest apetyczne i pożywne, jednak chciał zrobić wrażenie na swoim partnerze. Być może głupio i dziecinnie, ale z jakiegoś powodu krew buzowała mu szybciej w żyłach na myśl, że być może uda mu się ta sztuczka i w jakiś sposób zachwyci znowu syna Twardego. Ten etap swoistej fascynacji jakoś nie przeszedł Sokołowi, cokolwiek by nie mówić, dlatego też bardzo teraz liczył na sukces.
Ruch. Nie miał pojęcia, co to za paskudne stworzenie do niego podpłynęło, ale nie drgnął nawet. Musiał czekać, wiedział o tym, tak mówił mu i pokazywał Miękki. Oddychał powoli, pilnował się i dopiero kiedy uznał, że ma jakąkolwiek szansę, spróbował wbić szpony w ciało tego czegoś, czego nawet nie znał z zamiarem wyrzucenia potencjalnej zwierzyny na brzeg, gdzie mógłby ją prędko dobić. Oby to tak właśnie się robiło!
never say die...............
...............never say no
you got to look them in the eye
a n d . d o n ' t . l e t . g o
[Obrazek: daujix7-91d8c6be-8450-4f78-917d-dcfc23a0...SKvpSk0aHM]
when it's your own blood you'll bleed
and your own t e a r s you'll c r y
when you're bought up to believe
that it's the strong who survive
✫ NEVER SAY DIE ✫
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
28
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#17
Ryba, a przynajmniej to podłużne coś, co rybę przypominało, było w dużej mierze nieświadome zagrożenia. Znajdowało się na tyle blisko powierzchni, że gdy Sokół wyciągnął łapę, mógł bez problemu dosięgnąć stworzenia i wbić pazury w jego bok, by sprawnie wyrzucić je na brzeg. Ryba miała z przodu głowy dziwne wąsy, a jej łuski były niewielkie i w większości właśnie ciemnobrązowe, chociaż na bokach jej ciała były żółte pasy. Dusiła się teraz, wydając dziwne gwizdy przy każdym wypuszczeniu powietrza, i miotała, próbując powrócić do sadzawki.

Sokoli Cień: S: 23 | Zr: 11 | Sz: 9 | Zm: 8 | HP: 90 | W: 60-3=57/60
» wykorzystane przerzuty: 0/5

+5 exp


Obserwował partnera z zaciekawieniem, a także z pewnym wyczekiwaniem – czy istotnie uda mu się coś złapać? Czy w ogóle cokolwiek tu pływało? Nie interesował się tym wcześniej, więc i nie sprawdzał. W pewnym momencie jednak czarnofutry kocur szarpnął łapą, syn Twardej Gwiazdy zaś wyciągnął nieco szyję, by lepiej widzieć… i wtedy kawałek od niego na ziemi wylądowała ryba. Dość brzydka ryba, trzeba przyznać, przy tym podłużna i walcowata, na dodatek – jak stwierdził po lekkim pociągnięciu nosem – cuchnąca mułem i czymś, czego nie potrafił w ogóle określić, na co zresztą lekko się skrzywił. Nie wiedział, czy ryba długo będzie się dusić w ten sposób, ale przyszło mu do głowy, że może przez to cierpieć, dlatego z pewnym obrzydzeniem wyciągnął przednią łapę przed siebie i przydusił nią zwierzę, żeby szybciej umarło. Mimo wszystko nawet coś tak paskudnego nie zasługiwało na długą, bolesną śmierć.
– Złapałeś… to, bo chcesz to jeść? – spytał, przenosząc lekko rozbawione spojrzenie na swojego partnera. Z jednej strony był zainteresowany, jak to smakuje, ale z drugiej… jak już zobaczył rybę, to nie wyglądała mu na zbyt apetyczny kąsek. – Ktoś cię tego nauczył? – dodał jeszcze z zaciekawieniem i z czymś w rodzaju podziwu w głosie. Bo w sumie nigdy nie widział, jak ktokolwiek łowi ryby, a Sokołowi to przyszło z dość dużą łatwością, naturalnością.
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
21
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#18
Złapał. A może wyłowił? Sam nie wiedział, ale z pewnym zdziwieniem spojrzał na całkiem sporą rybę - o ile była to ryba - którą właśnie wyrzucił na brzeg. Szamotała się, wydawała z siebie jakieś dziwne dźwięki, których wojownik nie był w stanie w ogóle zidentyfikować. Kiedy Miękki przy nim łowił, nie złapał czegoś takiego i Sokół przez moment nie miał pojęcia, co właściwie powinien dalej zrobić, więc na pewno wyglądał jak całkowity baran. Potem usłyszał, jak Zając się odzywa i dostrzegł jego łapę, którą przycisnął do wyciągniętego z sadzawki stworzenia, więc dość prędko nachylił się, żeby pozbawić je ostatecznie życia, a następnie oblizał nos i ze swoim krzywym uśmieszkiem spojrzał w górę. Jego złote oczy błyszczały obecnie dość mocno, w pewien sposób zaczepnie, jakby rzucał wyzwanie swojemu partnerowi.
- Może. Złapałem ją właściwie dla ciebie, ale jeśli nie chcesz jej spróbować... - rzucił spoglądając dość wymownie na Zająca. Zaśmiał się nawet cicho, dość chrapliwie, w swój zdecydowanie specjalny sposób, który nie wszystkim odpowiadał. Poruszył nieznacznie końcówką ogona, a następnie uniósł się i przesunął martwą już rybę w stronę partnera, by pokazać mu, że faktycznie łapał ją dla niego, chociaż nie była zbyt atrakcyjna i nie wydawała się być smakowita.
- Tak. Pokazał mi to Miękki, zdaje się, że nauczył się tego od Dryfującego - wyjaśnił spokojnie, a następnie zastrzygł nieznacznie uchem, nadal strojąc dość zaczepne miny.
never say die...............
...............never say no
you got to look them in the eye
a n d . d o n ' t . l e t . g o
[Obrazek: daujix7-91d8c6be-8450-4f78-917d-dcfc23a0...SKvpSk0aHM]
when it's your own blood you'll bleed
and your own t e a r s you'll c r y
when you're bought up to believe
that it's the strong who survive
✫ NEVER SAY DIE ✫
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
28
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#19
– Hm, no wiesz, nie wygląda zbyt apetycznie – przyznał, rzucając mu powłóczyste wręcz spojrzenie, w jego głosie zabrzmiało rozbawienie, jednak tak naprawdę nie kpił z partnera, ani z jego umiejętności. Po prostu ryba wcale nie wyglądała jak coś, co się je, tak szczerze. Niemniej jednak Sokół bardzo chciał, by mimo wszystko skosztował, dlatego zaczął dokładniej obwąchiwać i przyglądać się rybie. Nie do końca wiedział, jak się do niej zabrać, ale ostatecznie rozerwał pazurem skórę na miękkim brzuchu zwierzęcia i zaczął powoli, jakby ostrożnie odgryzać kawałki i przeżuwać. Na początku robił to z niewielkim entuzjazmem, jednak gdy przełknął… wydał z siebie pełen zastanowienia pomruk, po czym – z całej siły starając się nie pokazać wojownikowi, że w sumie to mu zasmakowało – powtórzył czynność. Zaskoczyło go nieco, gdy usłyszał, że Sokół poznał tę umiejętność od Miękkiego, ten zaś zapewne od terminatora i kuzyna samego Zająca.
– O. To ciekawe, skąd Dryf się nauczył? W sensie, większość z nas tego nie umie robić, a na pewno nie ja. W sumie może Borsuk go nauczył – zastanowił się na głos, gdy przełknął kolejny kęs, po czym w końcu lekko się uśmiechnął i przechylił głowę, patrząc na Sokoła. – Zaskakująco dobre – zdradził i cicho zamruczał, po czym wykonał lekki ruch pyska, jakby chciał wskazać, by ten też spróbował.
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
21
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#20
- Nie. Ale może jest smaczne – odparł na to z pewną dozą powątpiewania, a następnie uśmiechnął się krzywo w stronę Zająca, zaś jego złote ślepia zabłyszczały zdradzając, że tylko czeka na to, aż partner jednak spróbuje upolowanej ryby. Sokół wychodził z założenia, że skoro koty z Klanu Rzeki żywiły się czymś takim, nie mogły być jakimiś masochistami, którzy umartwiają się paskudnym pożywieniem, które na dokładkę łapało się w sposób niezbyt atrakcyjny i na pewno nie jakoś szczególnie przyjemny. Był jednak bardzo ciekaw, co na to wszystko powie syn Twardego, czy będzie mu to smakowało, czy nie. To, że doceniał to, co zrobił Sokół, zdawało się być tak oczywiste i jasne, jak słońce, że wojownik nawet nie starał się poruszać tej kwestii, nie wydawało mu się bowiem jakoś szczególnie ważna.
- Może? Nie wiem zupełnie, ale Miękki więcej mi nie wyjawił. Zabrał mnie tylko nad rzekę, jeszcze w starym obozie, i pokazał jak to robić. Przyznaję, że na początku nie chciałem mu w ogóle wierzyć – odparł na to wzruszając lekko brakami, a na jego pysku pojawił się szeroki, ironiczny uśmieszek świadczący o tym, że jest niesamowicie zadowolony. Ryba smakowała Zającowi, a to w tej właśnie chwili było najważniejsze. Zgodnie z niewerbalną prośbą partnera Sokół nachylił się, by spróbować mięsa upolowanego potwora i doszedł do wniosku, że w istocie jest ono smaczne. Trącił Zająca łapą zachęcając go do tego, by wspólnie spożyli do końca ten posiłek.
never say die...............
...............never say no
you got to look them in the eye
a n d . d o n ' t . l e t . g o
[Obrazek: daujix7-91d8c6be-8450-4f78-917d-dcfc23a0...SKvpSk0aHM]
when it's your own blood you'll bleed
and your own t e a r s you'll c r y
when you're bought up to believe
that it's the strong who survive
✫ NEVER SAY DIE ✫
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
28
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#21
Kiwnął lekko głową na słowa partnera, który mimo wszystko sam nieco powątpiewał w dobry smak ryby – ale koniec końców i jednemu, i drugiemu zasmakował nowy typ zwierzyny. Nie mówił już nic więcej; chciał po prostu posiedzieć z czarnofutrym wojownikiem w ciszy, wsłuchując się w odgłosy lasu i obserwując rozciągające się wokół Wysokie Drzewa, które wciąż dla niego były czymś nowym. Czuł… nadzieję w związku z tymi ziemiami, z przyszłością, chociaż jakaś złośliwa część jego umysłu podpowiadała mu, że to wszystko tylko złudzenie, że nie może być tak dobrze, że pewnie pojawi się ryś… Potrząsnął lekko głową i wtulił pysk w bujną kryzę Sokolego Cienia, a po zjedzeniu posiłku i poleżeniu nad Sadzawką, syn Twardej Gwiazdy zaproponował partnerowi wspólny patrol.

zt x2
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
21
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#22
Chciała oddalić się jak najprędzej od granicy. Musiała oddalić się jak najprędzej, byleby tylko nie pozwolić na to, by jej maska pękła, by to wszystko, co kotłowało się w jej wnętrzu wylało się na zewnątrz. Byłoby to obrzydliwe, byłoby tak bezradnie okazaną słabością, na co nie mogła sobie pozwolić przed nikim. Iskrząca Łapa nie mógł widzieć jej takiej, nie mógł dostrzec tego, że nie była w istocie tak silna i nieporuszona, na jaką się kreowała.
Na szczęście kotka z Klanu Cienia odpuściła. Nie próbowała ich zatrzymać, nie próbowała nawoływać lub, o zgrozo, przekraczać granicy, by zalać ich kolejną falą słów bez ładu i składu. Iskrząca Łapa również załapał, że powinien iść za matką. Nie chciała załatwiać niektórych spraw tam, gdzie mógł dostrzec ich ktoś inny - dlatego też zatrzymała się w okolicy Leśnej Sadzawki, znajdując ukrycie przed oczyma ciekawskich w gęstej zasłonie wysokich drzew. Wtedy dopiero zwróciła się do swojego syna.
- Narruszyłeś ziemie Klanu Cienia, tym samym narrażając swój klan na niezadowolenie sąsiadów. Uciekłeś z obozu rranny, by patrrol Klanu Rzeki odnalazł cię mdlejącego na swoich terrenach - zaczęła ostro, mierząc syna gniewnym spojrzeniem. Jej chmurne oczy zdawały się być jeszcze ciemniejsze niż zazwyczaj; spięte ramiona nieznacznie jej drżały od tak wielu skrajnych emocji, które w sobie kryła. - Sądziłam że jesteś rrozsądniejszy od swojej siostrry, jednak jesteś tak samo bezmyślny i pozbawiony wszelkich oznak wyobrraźni jak ona - kontynuowała zadzierając głowę; choć była niższa od syna nie przeszkadzało jej to w tym, by patrzeć na niego twardo, nieugięcie i wręcz z góry, jako iż nie była to kwestia wzrostu, a siły charakteru i samego spojrzenia.
♡
her eyes and words are so icy
oh but she burns
like rum on the firex ̖́-
hot and fast and angry
as she can be
LVL 5 360 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
12
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#23
Szedł cały czas z matką w milczeniu, dochodząc aż do terenów Leśnej Sadzawki, gdzie mogli być sami. I zaczął się wykład, jaki to on jest nieodpowiedzialny i bez pomyślunku, jednak to, że Zawilcowa Skórka porównała jego do Lśniącej Łapy... Przelało czarę goryczy. Stał w bezruchu, przybierając zacięty wyraz pyska, przez dłuższą chwilę milcząc. Jego matka mogła być świadkiem, jak po raz pierwszy nie powtórzył po swoim rozmówcy, prawdopodobnie nie znając go od strony pozbawionej maski udawania innych osób i zbierania o nich informacji. W końcu wziął oddech, a jego pysk zmarszczył się w nieprzyjemnym widoku, ukazując białe zęby.
- Nie zamierzam się dać dotknąć tej obrzydliwej wywłoce z najgłębszych odmętów Ciemnego Lasu - powiedział, przybierając głos nieco zachrypnięty dla większego napięcia i podkreślenia emocji, jakie czuje wobec swojej siostry. Tak, aktualnie zamierzał wygarnąć matce, co myśli o białej kocicy, decydując się na bardzo odważny krok, jakim było powiedzenie wszystkiego.
- Prędzej bym zgnił od tych lekkich zadrapań niż dałbym się jej opatrzyć. A, z całym szacunkiem, Szałwiowy Dym nawet nie ruszył swojego szanownego zada z miejsca, więc nie zamierzałem na niego czekać. Poszedłem do Rzeki, gdzie po odpowiednim zagraniu dostałem pomoc od łapy i jeszcze dali mi jakieś paskudztwo do zjedzenia - wycharczał kolejne słowa, najprawdopodobniej racząc matkę najdłuższym monologiem, jaki wypowiedział sam w swoim całym życiu. Zdołał również u kotów zaobserwować, jak obrażać w sposób kulturalny kogoś ważnego, szczególnie że jego brak powściągliwości języka mógł zrzucić na to, że wcześniej sam nic nie mówił.
- Widziałem, jak Borsucze Futro mdleje na mojej ceremonii, gdy Gwiezdni zdecydowali się strząsnąć gałęzie z drzew. Powtórzyłem wtedy jego ruchy, dzięki czemu uniknąłem rozszarpania na strzępy przez ich patrol. I dostałem to, czego chciałem - zakończył już łagodniejszym głosem, mniej zachrypniętym i z gładszym pyskiem, który pozostał tylko delikatnie zmarszczony w niezadowoleniu. Chwilę potem uniósł głowę, spoglądając z góry na swoją własną matkę w oczekiwaniu jej odpowiedzi. Przy niej nie bał się pokazać, co krył wcześniej głęboko w sobie, przełykając całą frustrację, jaka zdążyła narosnąć przez księżyce. Ciekawiło go też, co teraz zrobi z tym, że jej syn jednak potrafi sam bronić własnego zdania i potrafi mówić. Obecnie nastało starcie dwóch bardzo silnych charakterów, który wcześniej tłamsił w sobie syn Zawilcowej Skórki, a teraz mógł swobodnie go ujawnić.
a toast to the night_______
a toast to romance_______
to .those .unafraid_______
of taking a chance_______
________[Obrazek: toYgrbf.gif]
______why should you settle for less, dear
___________________when there's more?
LVL 4 75 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#24
Nie spodziewała się tego. Nie sądziła, że jej syn powie coś od siebie, że nie powtórzy dokładnie jej słów, jej gestów. Nim zdołała nad sobą zapanować otworzyła szerzej oczy w niedowierzaniu i zamrugała powiekami, tak bardzo zbita z tropu, że w ogóle nie zarejestrowała tego, o czym mówił Iskrząca Łapa. Nawet gdyby usłyszała to z całą pewnością nie zrozumiałaby, o co mu chodzi - czy nazwał Szałwiowy Dym wywłoką? Czy jednak chodziło mu o Lśniącą Łapę, jednak o niej nie było mowy w kontekście leczenia go, a jedynie została przywołana by wskazać na pewną zależność u rodzeństwa, które się nie znosiło by uprzytomnić mu, że tak bardzo się od siebie nie różnią. Że oboje są tak samo bezmyślni i bezdennie głupi. Zacisnęła zęby i stuliła po sobie swoje małe, niebieskie uszy; przymrużyła na nowo gniewnie oczy czując, jak jej błękitna krew wrze, jak jej pazury wysuwają się bezwiednie by zaraz jednak schować się na nowo w miękkich, śnieżnobiałych palcach.
- Nikt nie mówił o tym, że masz pozwolić się leczyć kotu bez żadnej wiedzy medycznej - odparła ostro. - Ty zaś nie potrrafiłeś usiedzieć na miejscu przez chwilę. Z otwarrtymi rranami przeszedłeś przez pół ziemi klanu Wichru i Rzeki, rryzykując tym, że patrrol rrównie dobrze mógł rrozszarrpać cię na miejscu za wtarrgnięcie na ich ziemie. Terraz zaś znów szlajasz się sam, nie bacząc na drrapieżników, jakich możesz zwabić wciąż świeżymi rranami i pchasz się tam, gdzie już rraz zostałeś zaatakowany za narruszenie grranic i gdzie zamiast drugiego ostrzeżenia patrrol mógł rozerrwać ci garrdło i upuścić znacznie więcej krrwi - mówiła powoli, sucho, choć dało się wyczuć, że jej gniew był duży i od pęknięcia dzieliły ją ułamki uderzeń serca. Cofnęła się o pół kroku, unosząc głowę i wysuwając podbródek na przód.
- Myślisz, że jesteś taki cwany, prrawda? - powiedziała, a jej wargi wygięły się w lekkim, pozbawionym wesołości uśmiechu jaka również nie sięgnęła jej chmurnych oczu. - Że oszukałeś wszystkich swoją grrą, by myśleli, że jesteś niespełna rrozumu, byś mógł pokonać ich w ich własnej walce? Kiedy w istocie jesteś jak kocię, którremu jedynie wydaje się, że cokolwiek wie i ma jakąkolwiek siłę ponad dorrosłymi, którzy do tej porry pozwalali mu wygrrać - czuła obrzydzenie tym, co widziała przed sobą. Jej syn co krok udowadniał, że był bezmyślnym dzieciakiem, że uważał iż wszystko mu się należy i jest w stanie przechytrzyć każdego. Co jednak, gdy jego oponent okaże się silniejszy? Co się stanie gdy upodlenie i śmierć okaże się szybsze niż jego lotny umysł? Czy karnie będzie ciągnął swoją grę do końca pozwalając się zabić, czy podkuli ogon jak kopnięte szczenię, które pomimo rwącego bólu będzie błagało o łaskę?
♡
her eyes and words are so icy
oh but she burns
like rum on the firex ̖́-
hot and fast and angry
as she can be
LVL 5 360 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
12
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#25
- Chwilę? Jasssne. Chwila. Prędzej wróciłem z terenów Rzeki nim Szałwiowy Dym w ogóle zauważyłby, że ktoś potrzebuje pomocy - parsknął rozbawiony, a na jego pysku pojawił się lekko kpiący i szyderczy uśmiech. Czekał dosyć długo, a gdyby Lśniąca Łapa była po jego stronie to mogłaby potwierdzić.
- Miałem to wszystko dobrze przemyślane. Nie skopaliby leżącego. Zakładam, że w klanach są honorowe koty, które widząc, że ktoś nie jest zdolny do zeznań ani samoobrony to nie będą próbowały go zabić. Oczywiście, mogę się mylić i ktoś by przez tę chwilę mógłby się mi wgryźć w szyję, ale... O takie zachowania podejrzewam jedynie najniższej klasy osobniki, które jedyne, o czym myślą to rozlew krwi. Zadrapania przestały krwawić zanim doszedłem do obozu po walce z wojownikiem z klanu Cienia, a skoro nie złapał mnie żaden z nich, jak samotnie szedłem w stronę klanu Rzeki... Hm, nie sądzę, żeby którykolwiek się zjawił, skoro rany już zostały opatrzone i bardziej śmierdzą ziołami niż krwią - zaczął powoli odpowiadać, a sytuacja go... Niezmiernie bawiła. Wcześniej pełen był obrzydzenia za jawne obrażanie go i nie zamierzał tego znieść, a skoro już byli sami... Czas przestać być na chwilę upośledzonym dzieciakiem.
- I to nawet bardzo - odpowiedział na jej pytanie, ukazując aż białe zęby w szerokim, zadowolonym z siebie uśmiechu. Doprowadzić matkę do szewskiej pasji? Gotowe. Resztę jej wypowiedzi skwitował cichym chichotem, a następnie westchnął niemal błogo, chociaż żadna z okazywanych przez niego emocji nie sięgała ślepi, które z zainteresowaniem obserwowały wszystkie gesty jego mamy. Pozwalali mu wygrać? To on niemal zawsze wygrywał. W starciach, w których on dyktował zasady gry nie mieli z nim szans. Jedyny, kto tę walkę wygrywał to był wojownik klanu Cienia, który pozostawił na nim parę zadrapań bardziej w groźbie niż rzeczywistej myśli rozszarpania go na strzępy. Machnął wolno ogonem, przecinając nim powietrze, po czym wycofał się parę kroków, aby zaraz potem się odwrócić i zacząć marsz w stronę obozu.
a toast to the night_______
a toast to romance_______
to .those .unafraid_______
of taking a chance_______
________[Obrazek: toYgrbf.gif]
______why should you settle for less, dear
___________________when there's more?
LVL 4 75 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#26
- Szałwiowego Dymu nie było w obozie. Zadrrapania to nie rrana śmierrtelna, byś wymagał natychmiastowej pomocy i poszukiwania medyka po całych ziemiach klanu - odparła krótko na jego słowa; nie zamierzała tłumaczyć medyka, tak samo jak nie zamierzała tłumaczyć żadnego z wojowników, który widział jak opuszczał obóz, ale go nie zatrzymał. Medyk poszukiwał ziół w trakcie, gdy on oczekiwał na wyleczenie, zaś gdy powrócił - ranny zdążył już przekroczyć granicę Klanu Rzeki.
Gdy mówił o swoim planie jedynie uniosła w górę brwi, słuchając go. Wiedział... tak mało o życiu. Nie docierało do niego nic. Myślał, że cokolwiek znaczył. Że swoimi gierkami byłby w stanie równać się z przeciwnikiem, jaki zawsze mógł stanąć mu na drodze. Koty tak silne i zaprawione w boju jak Sokoli Cień nierzadko powracały do obozu poranione i krwawiące; taki strzęp sierści jak Iskrząca Łapa był przy nich jak drobina kurzu. Zawilcową Skórkę w tym momencie uderzyło jedno - on rzeczywiście był jak jej brat. Tak samo jak on myślał, że jest ponad wszystkimi. Że jego intelekt pozwoli mu przeżyć i postawi ponad wszystkimi innymi. Że złego diabli nie biorą. Jej zatrzaśnięte zęby zgrzytnęły w reakcji na jego uśmiech. Nie zamierzała marnować nawet chwili dłużej na tego pajaca. Na kota w którego wierzyła, w którym pokładała wszelkie swoje nadzieje, a który okazał się być zepsuty i bezużyteczny. Raniący jej honor jako wojowniczki i dumę jako matki Nie taki, jak zaplanowała.
- Doskonale - odparła powoli, pozwalając by neutralny chłód zastąpił emocje, jakie wcześniej w niej wrzały. Spojrzała za oddalającym się synem spod przymrużonych powiek. - Jeżeli twoją wolą jest zachowywać się jak rrozkaprryszone kocię, będziesz trraktowany jak kocię. Zabrraniam ci opuszczać obóz samodzielnie do momentu, w którrym otrzymasz miano wojownika i udowodnisz, że masz w głowie coś więcej niż rrój pszczół, jakie wyżarrły ci mózg - oświadczyła dobitnie i głośno, tak, by każda sylaba jaką wypowiedziała dotarła do uszu Iskrzącej Łapy. Nie poruszyła się z miejsca, a jedynie patrzyła za nim, pewnie i dumnie unosząc głowę i wysuwając na przód pierś. Być może liczył na to, że otrzyma od niej siarczysty policzek. Że będzie za nim gonić i napluje mu w twarz. Zamiast tego jedynie poinformowała go sucho o tym, co dla niego zaplanowała - jakie konsekwencje mają jego wybryki, jakich się dopuścił i jakie były niedopuszczalne. Przez najbliższe księżyce będzie pił piwo, jakiego sobie sam nawarzył.
♡
her eyes and words are so icy
oh but she burns
like rum on the firex ̖́-
hot and fast and angry
as she can be
LVL 5 360 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
12
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#27
Słysząc, jaką karę na niego nakłada, aż wstrzymał swój krok, uniesioną przez chwilę łapę odstawiając na ziemie. Był aż... Zdziwiony troską Zawilcowej Skórki. Tak bardzo, że aż prychnął pod nosem, chociaż było to pełne udawanego podziwu dla jej reakcji. Odwrócił się w jej stronę, podchodząc ponownie do niemal białej kocicy, mrużąc przy tym ślepia, a uśmiech nie gościł na jego pysku. Jedyne, co było widać to obojętność, a nawet znudzenie sytuacją, jaka ma miejsce. Doskonale krył drżące z zaciekawienia wnętrze, jak ta sytuacja może się rozwinąć. Powiedzenie czegoś od siebie było dobrym krokiem w tejże rozmowie, chociaż prawdopodobnie już się na taki zabieg nie zdecyduje. To by nie było... W jego stylu.
- Z tego co wiem, kocięta wychodzą spod opieki matki gdy zostają terminatorami. A z tego co wiem, to Lśnienie oraz Migotek są twoimi terminatorami, nie ja. Ty nawet nie kiwnęłaś palcem, kiedy przez księżyce nie miałem treningu, aż w końcu zdecydowałem się sam to załatwić. I teraz chcesz na mnie nakładać kary? Jak nie miałaś dla mnie czasu przez ten cały okres nagle znajdziesz całą dobę na to, żeby mnie pilnować, czy aby na pewno nie stawiam paluszka poza granicami obozu. Żałosne - odpowiedział na jej karę, po czym zadarł głowę do góry. Czy liczył, że go uderzy? Nie. Skoro nigdy tego nie zrobiła, dlaczego miałaby wychodzić poza schemat swojego zachowania? Chyba, że da się ponieść emocjom. W nich koty robią różne głupstwa i nie zachowują się tak, jak by wskazywał na to ich charakter. Zobaczymy, co teraz mama na te zarzuty odpowie. Na koniec słów jedynie prychnął, a podczas przemowy lekko zmarszczył pysk przy słowach o treningu. Czy teraz była kimś, kto ma nad nim władzę? Nie. Mogła pójść jedynie na skargę do Fiołkowego Świtu, ale Iskrząca Łapa w zasadzie nie musiał się jej słuchać.
a toast to the night_______
a toast to romance_______
to .those .unafraid_______
of taking a chance_______
________[Obrazek: toYgrbf.gif]
______why should you settle for less, dear
___________________when there's more?
LVL 4 75 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#28
Och, teraz się zainteresował tym, że jego matka istniała? Choć do tej pory wolał pogrywać w swoje gry, traktując ją tak, jak każdego innego kota, którego spotykał w obozie - jako obiekt do naśladowania i prowadzenia swoich badań. Chociaż zajęła się jego edukacją w wieku kocięcym, chociaż sama zadbała o to, by otrzymał nowego, kompetentnego mistrza wciąż otrzymywała zarzut, że nie interesowała się swoimi dziećmi. Mogłam się nie interesować, larwo, przeszło jej przez myśl, gdy tak patrzyła na mówiącego Iskrzącą Łapę, mogłam was wszystkich utopić w Mknącej Rzece nim zdołaliście otworzyć oczy, niewdzięczny szczeniaku. W reakcji na jego zarzuty przekrzywiła lekko głowę i przymrużyła chmurne oczy. Naprawdę sądził, że zamierzała pilnować go osobiście? Naprawdę sądził, że jako matka nie miała prawa nakładać na niego kary? Była częścią klanu i miała do pomocy cały sztab wojowników. Była wojowniczką i jednym z bardziej zaufanych kotów samej przywódczyni klanu - tym bardziej więc uważała, że miała pełne prawo do tego, by być sędzią w sprawie Iskrzącej Łapy. Zresztą, jeżeli nie ona - to z całą pewnością zrobiłaby to sama Malinowa Gwiazda. Jednak skoro nie zamierzał słuchać się jej być może dotrze do niego gdy odezwie się do niego sama przywódczyni bądź jej zastępca?
- Ja? Oczywiście że nie znajdę - odparła, powoli obnażając śnieżnobiałe zęby w uśmiechu, jaki nie sięgnął jednak żadnej innej części jej mordki. - Niemniej... nie jestem w tym Klanie sama - przypomniała mu jeszcze i odwróciła głowę, nie zaszczycając go nawet krótkim spojrzeniem. Miała dość tej bezcelowej rozmowy i dość kociąt, które nie sprostały jej oczekiwaniom; które były rozkapryszone, bezużyteczne i gnijące tak, jak ich ojciec. Zacisnęła zęby i bez słowa oddaliła się, pozostawiając syna samego.

zt uvu
♡
her eyes and words are so icy
oh but she burns
like rum on the firex ̖́-
hot and fast and angry
as she can be
LVL 5 360 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
12
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#29
Jakby dostrzegła wyjątkowe traktowanie, kiedy tylko pojawiała się w zasięgu wzroku Iskierek przenosił na nią całkowitą uwagę. A przynajmniej tak było w początkowych księżycach jego życia. Aż do chwili, w której się nie pogubił na jednej ceremonii, a na drugiej zdecydował się naśladować Splątaną, bo jej reakcji nie znał wtedy w ogóle.
- Nie jesteś moim mistrzem, żeby mi rozkazywać. Zdecydowałaś się poświęcić uwagę Lśnieniu, którą uważałaś za niby mniej rozsądną i bardziej bezmyślną, niż ja. Migotek w ogóle nie był przydzielony tobie, a jednak zdecydowałaś się wyszarpać go z łap jego dotychczasowego mistrza. A ja? Czekałem w obozie wystarczająco długo na to, aż Leszczynowy Badyl się pofatyguje, a ty to widziałaś. I absolutnie nic nie zrobiłaś. Ciekawe, kto tak naprawdę jest winny - odpowiedział jedynie, po czym ruszył już teraz do obozu. Niezbyt obchodziły go kolejne słowa, które wypluje z siebie matka. Nie zastrzygł nawet uchem w jej kierunku, przechodząc granice obozu, a następnie lecznicy, aby zająć należne sobie miejsce. Nie miał zamiaru marnować na nią kolejnych słów, zdecydowanie za dużo powiedział w tej rozmowie, która była być może ich ostatnią. Chyba, że ponownie przejdzie przez myśl Iskierkowi, żeby sprawdzać granice wytrzymałości Zawilcowej Skórki, co okazało się niezwykle ciekawym doświadczeniem. Aż zasnął z lekkim uśmiechem na pysku, przed zapadnięciem w głębszy sen analizując wszystkie jej interesujące ruchy.


zt
a toast to the night_______
a toast to romance_______
to .those .unafraid_______
of taking a chance_______
________[Obrazek: toYgrbf.gif]
______why should you settle for less, dear
___________________when there's more?
LVL 4 75 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#30
Choć raczej unikałam wałęsania się w okolicach granic z klanem Cienia, tak dziś zdecydowałam się udać w obrzeża Leśnej Sadzawki. Był to las, tak więc liczyłam na to, że uda mi się uzupełnić zapasy o na przykład jałowiec, czy cokolwiek innego, co tutaj rośnie. Udało mi się już zebrać kilka ziaren maku i trochę mysiej żółci, więc nie wrócę do obozu z pustymi łapami, ale jak dla mnie, to nadal było za mało. Wyostrzyłam więc zmysły i powoli kroczyłam przed siebie, próbując wykryć fioletowe jagody jałowca. Nie liczyłam na to, że znajdę je od razu, ale były mi bardzo potrzebne.
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości