Jagodowa Gałązka dorosła i wreszcie przestała rosnąć. Jest zdecydowanie jedną z najwyższych kotek w klanie, o ile nie w całym lesie! Jest szczupła i sprężysta, a bardzo długie, stosunkowo grube łapy sprawiają, że szybkość jest jej najmocniejszą stroną. Futro wojowniczki jest zawsze zadbane i lśniące, czego brakowało, gdy była młodsza; dodatkowo może pochwalić się jego grubością i gęstością, co przysparza jej wiele kłopotów podczas upalnych dni. W barwie szaty przeważa niebieski, z białymi znaczeniami w okolicach pyszczka, pod brodą, na piersi i przednich łapach. Kotka ma heterochromię - lewe oko ma barwę soczystej zieleni, a prawe pozostało takie, jak w pierwszych księżycach życia - niebieskie.
Jagodowa Gałązka zaczęła radzić sobie z trudnościami. Co prawda nie była już tak energiczna i rozgadana, jak kiedyś, lecz na jej pyszczku znów gościł szczery uśmiech. Sympatyczna i zawsze chętna do pomocy, starała się myśleć pozytywnie i zaczęła doceniać to, co ma. Lubi zawierać nowe znajomości. Bardzo chciała udowodnić swoją wartość, dlatego stała się bardzo pracowita i sumienna. Spoważniała, do tego po porwaniu zrozumiała, jakie niebezpieczeństwa mogą na nią czyhać, dlatego jest dużo bardziej ostrożna i przewidywalna, niż za młodu.
Chłodny Szept [KC]
Zastrzygła lekko uchem, słysząc krótką odpowiedź Jesion. Domyślała się, że kocica wcale tak nie myślała i w głębi duszy uważała, że córka Lodowej Skóry racji nie miała. To było słychać i czuć. Jednak skoro postanowiła zakończyć temat, Jagodowa nie miała najmniejszego zamiaru się sprzeciwiać. Były całkowicie różne, miały odmienne zdania i charaktery, co mogło prowadzić do zbędnych konfliktów. Niektóre sprawy po prostu lepiej było przemilczeć, a nie wdawać się w idiotyczne dyskusje.
Gdy Jagodowa Łapa przetrawiła pytanie koleżanki, uspokoiła się i westchnęła cicho. Nie miała nic do ukrycia, to co powiedziała, było zgodne z prawdą; po prostu nie spodziewała się, że ich rozmowa wkroczy na taki tor, przez co jej reakcja mogła zostać odebrana dwuznacznie. A tego Jagódka nie chciała. Przyjrzała się Leśnej Sadzawce, do której dotarły - była śliczna! Zawsze ciągnęło ją do wody i teraz, gdy w końcu ujrzała ją na własne oczy, wiedziała, że się nie myliła. Będzie musiała spytać Mięty, czy potrafi pływać, o! Usiadła na brzegu sadzawki i przeniosła spojrzenie na Jesionową Łapę. - Wiem, wiem... Ciekawe, czym to jest spowodowane. Jakaś choroba? Czy po prostu straszna infantylność? Wszyscy inni z waszego miotu są normalni. - rzekła cicho. Nikt nie był idealny, ale jeśli Dyni kiedyś to nie przejdzie, to w dorosłym życiu może nie mieć zbyt łatwo. Słysząc kolejne słowa Jesionowej, niebiesko-biała pokręciła głową. Oczywiście, że wiedziała, że ten ktoś, to była ona. Spojrzała w błyszczące oczy swojej towarzyszki i powiedziała pewnie: - Mnie tam nie irytuje i jest dobrym przyjacielem. - ostatnie słowo niemal przeliterowała, by dać do zrozumienia, że tak właśnie postrzega Dynię. Wcześniej w ogóle myśl, że mógłby być dla niej kimś więcej, nie przeszłaby jej przez głowę. Teraz, gdy o tym myślała, również sobie tego nie wyobrażała. W ogóle na tę chwilę nie wyobrażała sobie siebie w jakimkolwiek związku... Była na to jeszcze za młoda.
┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑ Iknowit'shardtokeepan.o p e n.heart Whenevenfriendsseemouttoharmyou ♡Butifyoucouldhealabrokenheart♡ Wouldn'ttimebeoutto ????? you ┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
Niska, drobna koteczka o delikatnych kształtach, które pieczołowicie skrywane są pod długim, lekko potarganym futrem. Gdyby tak wrzucić ją do rzeki okazałoby się, że jest dwa razy chudsza i niezwykle krucha, podatna na każdy podmuch wiatru i każde złamanie, co zresztą już udowodniła. Szata córki Czerwonego Pazura jest natomiast fikuśną paletą najróżniejszych odcieni kremu, czerni i bieli, choć te dwie ostatnie barwy zdominowały pierwszą, spychając ją do okolic pyska, gdzie jaśnieje do kościanego odcienia, zadu, gdzie ciemnieje do wyblakłej rudości, oraz kości promieniowej prawej łapy. Jesion pochwalić się może także śnieżnobiałą kryzą, której kolor ciągnie się przez całe podbrzusze, gardło oraz żuchwę, tworząc krótkie skarpetki u łap przednich i dłuższe u łap tylnych, a także zalewa lewą część pyska i mostka nosa. (reszta w KP)
Koteczka z niej powściągliwa i odrobinę podejrzana, kiedy tak po cichu obserwuje wydarzenia i łypie przymilnym okiem z daleka, udając, że wszystko jest okej, kiedy tak naprawdę nie jest i wszyscy świetnie zdają sobie z tego sprawę. Jest wilkiem w owczej skórze, jadowitą żmiją, korzystającą z szerokiego wachlarza urokliwych i niewinnych słów, mających za zadanie odwrócić uwagę od jej niekiedy niepoprawnych działań. Mówi to, co chcą słyszeć inni i potrafi dopasować się do zaistniałej sytuacji, będąc elastyczną w relacjach z różnymi kotami, byleby tylko zyskać zaufanie i wykorzystać je w przyszłości, jeśli okaże się to konieczne. Bystra z niej racjonalistka o analitycznym umyśle, potrafiąca każdy jeden problem rozpatrzeć na kilka obiektywnych sposobów, by wyciągnąć satysfakcjonujące wnioski i podjąć najkorzystniejszą dla niej samej decyzję. (reszta w KP)
Lamparcia Cętka [S], Pszenica [KG]
Zastanowiłam się przez chwilę nad pytaniem Jagódki, przypominając sobie niezbyt przychylne słowa Czerwonego Pazura o Dyni, a także te bardziej wyrozumiałe Pomarańczowej Skórki. Potomstwa się nie wybiera, prawda? Choć byłam w stanie zrozumieć złość mojego ojca. Był wspaniałym wojownikiem. Silnym, potężnym wręcz. Niezwykle szanowanym w klanie, a urodził mu się... taki syn. I banda niepoważnych córek. - To... chyba nie jest choroba, sama nie wiem - pokręciłam głową na boki, nie mogąc tak naprawdę jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie - A przynajmniej nie taka, jaką znamy. Moja matka mówi, że on się taki urodził. Zawsze był wolniejszy w rozwoju. Zawsze był inny. Nawet kształt jego pyska jest trochę... dziwny, jeśli to zauważyłaś - Dyniek miał niezwykle szeroki nos, wyglądający tak, jakby spuchł od ukąszenia osy, bądź jakiegoś szerszenia. Jego oczy były szerzej rozstawione, cóż, nie wyglądał w każdym razie jak każdy inny kot. - Właściwie to byłoby bezpieczniej założyć, że kiedy rozwijał się w brzuchu Pomarańczowej Skórki coś po prostu poszło nie tak i teraz jest, jaki jest - tego się nie zmieni, trzeba po prostu zaakceptować jego inność. Irytował mnie bardzo często, lecz nigdy jeszcze tego po sobie nie pokazałam, gdyż wiedziałam, że nie jest niczego winien. Jeśli ktoś był tu winny, to Gwiezdny Klan, lecz zapewne miał jakiś plan w tym kalectwie. - Przyjaciel z niego nawet bardzo dobry. Potrafi dochować tajemnic, jest lojalny. Przypłacił to oczywiście w jakiś sposób, ale sądzę, że takiego kota jak on się nie znajdzie.
Jagodowa Gałązka dorosła i wreszcie przestała rosnąć. Jest zdecydowanie jedną z najwyższych kotek w klanie, o ile nie w całym lesie! Jest szczupła i sprężysta, a bardzo długie, stosunkowo grube łapy sprawiają, że szybkość jest jej najmocniejszą stroną. Futro wojowniczki jest zawsze zadbane i lśniące, czego brakowało, gdy była młodsza; dodatkowo może pochwalić się jego grubością i gęstością, co przysparza jej wiele kłopotów podczas upalnych dni. W barwie szaty przeważa niebieski, z białymi znaczeniami w okolicach pyszczka, pod brodą, na piersi i przednich łapach. Kotka ma heterochromię - lewe oko ma barwę soczystej zieleni, a prawe pozostało takie, jak w pierwszych księżycach życia - niebieskie.
Jagodowa Gałązka zaczęła radzić sobie z trudnościami. Co prawda nie była już tak energiczna i rozgadana, jak kiedyś, lecz na jej pyszczku znów gościł szczery uśmiech. Sympatyczna i zawsze chętna do pomocy, starała się myśleć pozytywnie i zaczęła doceniać to, co ma. Lubi zawierać nowe znajomości. Bardzo chciała udowodnić swoją wartość, dlatego stała się bardzo pracowita i sumienna. Spoważniała, do tego po porwaniu zrozumiała, jakie niebezpieczeństwa mogą na nią czyhać, dlatego jest dużo bardziej ostrożna i przewidywalna, niż za młodu.
Chłodny Szept [KC]
Jagodowa Łapa słuchała swojej towarzyszki, kiwając lekko głową. Taki odruch wszedł jej chyba w nawyk; zwykle właśnie to robiła, gdy czyjaś wypowiedź była dłuższa, niż kilka słów. W ten sposób pokazywała, że słucha swojego rozmówcy i że ten nie produkuje się na darmo. Szkoda, że taka dziwna przypadłość dopadła jej przyjaciela i jednocześnie ciekawiło ją, czy kiedykolwiek mu to przejdzie. To chyba niemożliwe, by, dajmy na to, kocur w wieku czterdziestu księżyców, skakał rozanielony po obozie za motylem niczym kociak, który ledwo co wyszedł z kociarni. - Rozumiem... - powiedziała, marszcząc lekko czoło. Dziwna sprawa, na pewno również niełatwa, ale niektóre rzeczy trzeba było po prostu zaakceptować. Co do samego kształtu pyska Dyniaka, Jagódka nie zwróciła na to nigdy szczególnej uwagi, ale po chwilowym zastanowieniu... Faktycznie, nawet siedząca obok siostra rudzielca wyglądała inaczej. I tu wcale nie chodziło o to, że z Jesion jest coś nie tak, a właśnie z nim. Po chwili niebiesko-biała zapytała: - Myślicie, że kiedyś mu to przejdzie? - mówiąc w liczbie mnogiej miała na myśli nie tylko opinię Jesion, ale także i jej rodziców. Chociaż pewnie ich zdania na ten temat nie mogły się znacząco różnić. - Masz rację. - przyznała i westchnęła cicho. Takie rozmowy do prostych nie należały, a już zwłaszcza, że chodziło o członka jej klanu i jej przyjaciela. Niebiesko-biała postanowiła więc nakierować rozmowę na inny tor. - Zmieniając temat... Nie wiem czy zauważyłaś, ale na ceremonii wiele kotów patrzyło wrogo na Iskrzącą Łapę bodajże. Wiesz o co chodzi? Nie mogę nic wyciągnąć od Zaćmionej, więc coś jednak musi być na rzeczy. - powiedziała i zastanowiła się chwilę. Gdyby to była jakaś błaha sprawa, Ćma na pewno powiedziałaby jej, o co chodzi. Może więc Jesion coś wiedziała?
┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑ Iknowit'shardtokeepan.o p e n.heart Whenevenfriendsseemouttoharmyou ♡Butifyoucouldhealabrokenheart♡ Wouldn'ttimebeoutto ????? you ┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
Niska, drobna koteczka o delikatnych kształtach, które pieczołowicie skrywane są pod długim, lekko potarganym futrem. Gdyby tak wrzucić ją do rzeki okazałoby się, że jest dwa razy chudsza i niezwykle krucha, podatna na każdy podmuch wiatru i każde złamanie, co zresztą już udowodniła. Szata córki Czerwonego Pazura jest natomiast fikuśną paletą najróżniejszych odcieni kremu, czerni i bieli, choć te dwie ostatnie barwy zdominowały pierwszą, spychając ją do okolic pyska, gdzie jaśnieje do kościanego odcienia, zadu, gdzie ciemnieje do wyblakłej rudości, oraz kości promieniowej prawej łapy. Jesion pochwalić się może także śnieżnobiałą kryzą, której kolor ciągnie się przez całe podbrzusze, gardło oraz żuchwę, tworząc krótkie skarpetki u łap przednich i dłuższe u łap tylnych, a także zalewa lewą część pyska i mostka nosa. (reszta w KP)
Koteczka z niej powściągliwa i odrobinę podejrzana, kiedy tak po cichu obserwuje wydarzenia i łypie przymilnym okiem z daleka, udając, że wszystko jest okej, kiedy tak naprawdę nie jest i wszyscy świetnie zdają sobie z tego sprawę. Jest wilkiem w owczej skórze, jadowitą żmiją, korzystającą z szerokiego wachlarza urokliwych i niewinnych słów, mających za zadanie odwrócić uwagę od jej niekiedy niepoprawnych działań. Mówi to, co chcą słyszeć inni i potrafi dopasować się do zaistniałej sytuacji, będąc elastyczną w relacjach z różnymi kotami, byleby tylko zyskać zaufanie i wykorzystać je w przyszłości, jeśli okaże się to konieczne. Bystra z niej racjonalistka o analitycznym umyśle, potrafiąca każdy jeden problem rozpatrzeć na kilka obiektywnych sposobów, by wyciągnąć satysfakcjonujące wnioski i podjąć najkorzystniejszą dla niej samej decyzję. (reszta w KP)
Lamparcia Cętka [S], Pszenica [KG]
Trudny orzech do zgryzienia, którego wnętrze nie było jednokolorowe, tak jak i przyszłość mojego brata. Wszyscy mogliśmy się jedynie domyślać, snuć pewne hipotezy i teorie, lecz tak naprawdę nic nie musi okazać się prawdą. - Nie wiem - mruknęłam w końcu, po chwili namysłu - Mój ojciec uważa, że nic się nie zmieni - powiedziałam delikatnie, nie dodając nic więcej. Czerwony Pazur wszak używał dużo ostrzejszych słów i często w nich nie przebierał. Widziałam po nim, że czasami czuł wstyd, gdy wypsnęło mu się za dużo, lecz to nie była jego wina. - Matka jest dobrej myśli. Sądzi, że to... taki etap - i zapewne po obiegu wszystkich pór roku mojemu bratu przejdzie - Ja... wątpię, że mu przejdzie. Ale wątpię też, że nic się nie zmieni. Coś się zmieni na pewno, musi przecież, ale kiedy i jak to... zobaczymy - mówiłam, nie zastanawiając się nawet za bardzo nad tym, czy wypowiadane słowa powinny być głośne, czy może zostać stłumione w moim wnętrzu. Ostatecznie stwierdziłam, że ta wiedza w żaden sposób nie odbije się na mnie, czy Jagódce. - Zabawne, że moja siostra również to zauważyła - uśmiechnęłam się lekko - Otóż wiem, że zrobił coś złego, ale tego raczej się domyślasz, Jagódko - mruknęłam - Wiem, że chodzi o jakiś występek. O kodeks. Mój ojciec mówił, że zrobił coś, co jest wbrew zasadom i nie powinno być tolerowane w klanie - wzruszyłam lekko barkami, po czym powoli podniosłam się z ziemi i spojrzałam wyczekująco na siostrę Węgorzowego Grzbietu, by zrobiła to samo - Ale na tym nasza rozmowa się skończyła. Zakładam, że dowiemy się więcej na następnej ceremonii - westchnęłam, kołysząc ogonem na boki z typową dla mnie gracją - Wracajmy już. Niedługo południe, więc muszę stawić się u twojego brata - powiedziawszy to ruszyłam przed siebie w kierunku obozu, krokiem niezbyt szybkim, gdyż... właściwie to miałyśmy jeszcze trochę czasu, który mogłyśmy poświęcić na rozmowy.
Jagodowa Gałązka dorosła i wreszcie przestała rosnąć. Jest zdecydowanie jedną z najwyższych kotek w klanie, o ile nie w całym lesie! Jest szczupła i sprężysta, a bardzo długie, stosunkowo grube łapy sprawiają, że szybkość jest jej najmocniejszą stroną. Futro wojowniczki jest zawsze zadbane i lśniące, czego brakowało, gdy była młodsza; dodatkowo może pochwalić się jego grubością i gęstością, co przysparza jej wiele kłopotów podczas upalnych dni. W barwie szaty przeważa niebieski, z białymi znaczeniami w okolicach pyszczka, pod brodą, na piersi i przednich łapach. Kotka ma heterochromię - lewe oko ma barwę soczystej zieleni, a prawe pozostało takie, jak w pierwszych księżycach życia - niebieskie.
Jagodowa Gałązka zaczęła radzić sobie z trudnościami. Co prawda nie była już tak energiczna i rozgadana, jak kiedyś, lecz na jej pyszczku znów gościł szczery uśmiech. Sympatyczna i zawsze chętna do pomocy, starała się myśleć pozytywnie i zaczęła doceniać to, co ma. Lubi zawierać nowe znajomości. Bardzo chciała udowodnić swoją wartość, dlatego stała się bardzo pracowita i sumienna. Spoważniała, do tego po porwaniu zrozumiała, jakie niebezpieczeństwa mogą na nią czyhać, dlatego jest dużo bardziej ostrożna i przewidywalna, niż za młodu.
Chłodny Szept [KC]
A więc każdy miał inne przypuszczenia co do przyszłości Dyni. Czerwony Pazur spisał kocurka na straty, Pomarańczowa Skórka miała pozytywne myślenie, co Jagódka szanowała i sama zwykle stosowała, a Jesion najwyraźniej była gdzieś po środku. Co na ten temat myślała przyjaciółka specyficznego rudzielca? Cóż, ciężko powiedzieć... Niemożliwe, by Dynia ani trochę nigdy się nie zmienił, ale czy wyzdrowieje w stu procentach? To też było wątpliwe, gdyż miał jedenaście księżyców, a poprawy - zero. Nie skomentowała w żaden sposób słów Jesionowej Łapy, a pokiwała jedynie głową. Co ma być, to będzie; czas pokaże, co stanie się z bratem towarzyszki Jagódki, a rozwodzenie się nad tym teraz nie miało większego sensu.
Kolorowooka zerknęła z lekkim uśmiechem na terminatorkę. Nie dziwne, że jej siostra też to zauważyła - w końcu nikt podczas ceremonii nie krył się z tymi spojrzeniami i dziwniejsze by było, gdyby tego nie zauważyła. Westchnęła cicho na niejasną odpowiedź Jesion. Najwyraźniej wszyscy usilnie próbowali ukryć wiedzę na temat wybryku Iskrzącej Łapy przed młodszymi członkami klanu, ale Jagódka obiecała sobie, że i tak się dowie. I spróbuje zrobić to wcześniej, niż na kolejnej ceremonii! - Rozumiem... - mruknęła nie do końca szczerze, bo nie wszystko było jasne w tej sprawie, ale cóż więcej miała powiedzieć? Na słowa drobnej kotki podniosła się, obrzuciła tęsknym spojrzeniem spokojną taflę lśniącej wody i ruszyła powoli w stronę obozu.
/zt, dziękuję ;)
┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑ Iknowit'shardtokeepan.o p e n.heart Whenevenfriendsseemouttoharmyou ♡Butifyoucouldhealabrokenheart♡ Wouldn'ttimebeoutto ????? you ┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Nie za bardzo miał tego dnia co robić. Trenował obecnie jedynie Białą Łapę, bo sam zresztą poprosił w okolicach śmierci Miętowookiej Malinową Gwiazdę o wstrzymanie się z kolejnymi nowymi terminatorami dla niego, jeżeli nie było to absolutnie konieczne, ale klan rósł w siłę, wojowników było coraz więcej i nie stanowiło to większego problemu. Z Gęsią Łapą nie spotykał się już za często, jednak coś powstrzymywało go przez powiedzeniem przywódczyni, że uważa, że jest już gotowa do objęcia rangi wojownika, więc trwała w zawieszeniu, podczas gdy on czekał na właściwy czas na rozmowę z Maliną. W zasadzie zaczynał też już nieco tęsknić za większą ilością treningów. Z drugiej jednak strony ostatnio… miał więcej czasu wolnego. Czasu dla siebie, który dobrze mu robił, oczyszczał mu umysł i myśli, zapewniał mu spokój. Lubił go spędzać na łonie natury, na terenach, po prostu spacerując, i tak właśnie było teraz. Zatrzymał się jednak nad Leśną Sadzawką i położył się na jej brzegu, zanurzając w wodzie przednią łapę i w ciszy obserwując życie bytujących tu zwierząt.
Lubił tu przychodzić. Zawsze przypominało mu się, jak dopiero przybyli na te ziemie i uczyli się tych terenów i życia na nich, jak przyszedł tu z Sokołem, jak ten złowił mu rybę. Jak ich obu bolały serca, ale mimo to byli ze sobą i dla siebie, tak jak… zawsze później, pomimo nieco mrocznego okresu, gdy Zajęczy Sus całkowicie się zgubił i nie był w stanie rozmawiać z kimkolwiek, a już na pewno nie z własnym partnerem. Ostatnio Sokół miał więcej na głowie i już jakiś czas minął, gdy mieli taką chwilę tylko dla siebie na terenach, ale wspomnienia wciąż były, wręcz namacalne, mimo iż minęło więcej, jak pełen obieg pór.
Mistrz: Lśniąca Sadzwka Płeć: Kocur Matka: Burzowy Pomruk Ojciec: Drżący Głos Partner: just be friends
Pręgi na jego długiej brązowej sierści są rozproszone i wyraźniej zaznaczone wyłącznie na łapach oraz mordce, przez co wydaje się odrobinę rudawy. Od czoła aż po koniec puchatego ogona ciągnie się szeroka czarna smuga. Upstrzony jest również białymi nierównomiernymi plamami. Jedna z nich znajduje się na mordce - omijając brodę i okolice wibrysów. Kolejna zaczyna się od klatki piersiowej po brzuch, do tego dochodzą także nierównomierne skarpetki - dłuższe z przodu i krótsze z tyłu.
Całkiem przeciętny z postury - niezbyt umięśniony, ani smukły. Jedynie długie łapki świadczą o tym, że wyrośnie na jednego z wyższych Wichrzaków. Dba o to, aby zawsze dobrze się prezentować, nie lubi gdy jakiś kłaczek zbytnio odstaje. Największą jego zmorą są jaśniejsze kosmyki wystające z trójkątnych uszu. Na pyzatej mordce znajduje się ciemno-różowy nosek, a okrągłe oczka są o barwie morskiej zieleni.
Igła obok nieśmiałości to nawet nie stał. Aż dziw bierze, że to wygadane kocię jest synem jąkającego się wojownika. Jest nad wyraz ciekawski i koniecznie musi wiedzieć wszystko. Wszyściuteńko. Od tego kto był danego dnia na patrolu, aż po to kiedy ostatni raz Gwiazda postawiła klocka. Nie poznał jeszcze granicy gdzie zaczynają się tematy, o których nie powinno się mówić głośno i korzysta ze swojego kocięcego przywileju, żeby pleść co mu ślina na język przyniesie. Jeśli ktoś będzie miał nieszczęście paść jego ofiarą, to z pewnością będzie skazany na wysłuchanie całego monologu odnośnie osobistych przeżyć i przemyśleń kocurka. No i nie uniknie także pytań - niektórych z pewnością całkiem niewygodnych. Należy unikać dzielenia się z nim tajemnicami, bo jak nic rozpowie je po klanie niczym papuga.
Dręczyła go myśl, że będzie musiał sobie powyjaśniać parę spraw z kilkoma kotami, a zupełnie nie wiedział jak się do tego zabrać. Nawet jeśli zaginięcie bliskich nie wiązało się z żadną klątwą, to wciąż ich powrót jawił się w marnej perspektywie. Nie mógł przecież całe życie unikać rodzeństwa – prędzej czy później zostaną przydzieleni przez zastępcę do wspólnego patrolu czy polowania, a wtedy będzie niezręcznie. Nie czuł się jednak jeszcze w pełni gotowy i zdecydował się na spacer, żeby w spokoju poukładać myśli i zastanowić się jak to wszystko powinno wyglądać.
W takie upały pobliże Leśnej Sadzawki było bardzo kojące. Drzewa rosnące dookoła dawały cień, a powietrze było chłodniejsze dzięki pobliskiej wodzie. Idealnie na zaczerpnięcie odpoczynku. Młody wojownik szybko przemierzył połacie trawiastego morza, aby jak najkrócej być wystawionym na prażące słońce. Zwolnił kroku dopiero, gdy wszedł między drzewa, a w swym roztargnieniu nie zauważył burego kocura od razu.
– Zajęczy Susie, dzień dobry – przywitał się i na tym chciał zakończyć interakcję z wojownikiem. Przecież nie musiał rozmawiać z każdym kotem, który akurat przebywał w odległości kilku ogonów. Jeszcze jakiś czas temu było to nie do pomyślenia – Igle już od kocięctwa mordka się nie zamykała i każdy, kto choć przez chwilę przebywał w jego towarzystwie tego doświadczył. Teraz jakoś nie czuł się na siłach na pogaduszki. Usiadł przy brzegu, spoglądając na spokojną taflę z bezpiecznej odległości. Nawet jeśli woda mogła dać w ten dzień trochę ochłody – za nic w świecie by do niej nie wszedł. Była paskudna i futro po niej śmierdziało.
I willletyou_d o w n I willm a k eyouhurt
I_w e a r_thiscrownof thorns upon my_l i a r' s_c h a i r full of brokenthoughts I_c a n n o t_repair
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Najwyraźniej nie tylko on wpadł na pomysł, by się przejść i by odpocząć w pobliżu Leśnej Sadzawki. Buro-biały zdążył przymknąć ślepia, ale otworzył je z powrotem na dźwięk zbliżających się kroków, a kotem, który też tu przyszedł, okazał się być Iglasty Pazur. Na ostatniej ceremonii… co tu dużo mówić, nie dało się nie zauważyć wybuchu młodego kocura, który dotąd sprawiał wrażenie spokojnego, opanowanego kocura. Zając doszedł wtedy do wniosku, że wojownik pewnie przeżywa coś bardzo głęboko, że może ukrywał w sobie jakieś emocje, a wtedy znalazły one ujście w takiej, a nie innej postaci. Chodziło mu po głowie, żeby któregoś dnia zaczepić w tej sprawie syna Drżącego Głosu, ale… to było w jakiś sposób niezręczne. Bo co miałby powiedzieć? „Hej, do tej pory jedynie rozmawialiśmy na mało prywatne sprawy na patrolach, ale co cię dręczy, Iglasty Pazurze”? W umyśle syna Twardej Gwiazdy brzmiało to nad wyraz absurdalnie, i tym razem też nie zamierzał w ten sposób rozpocząć rozmowy.
– Dzień dobry, Iglasty Pazurze – odparł więc spokojnym tonem, odwracając głowę i zerkając na buro-białego. Poruszył lekko zanurzoną w wodzie łapą, zakłócając spokojną, nieruchomą taflę, ale zrobił to w zasadzie nieświadomie. Przez chwilę milczał, rozważając sytuację. Z tego co kojarzył, to Iglasty Pazur miał jednego terminatora i na tym mógł zaczepić rozmowę, jeżeli chodzi o te neutralne tematy… niekoniecznie bowiem chciał pytać go o to, jak sobie radzi po zaginięciu ojca. Od zniknięcia Drżącego Głosu nie minęło tak wiele czasu, a to znowu byłby dziwny sposób rozpoczynania pogawędki. – Jak tam? – spytał więc, sygnalizując kocurowi, że chciałby z nim porozmawiać, ale nie było to nic zobowiązującego. Iglasty Pazur mógł w tym momencie łatwo uciąć rozmowę, a syn Miętowookiej wcale by się nie obraził.
Mistrz: Lśniąca Sadzwka Płeć: Kocur Matka: Burzowy Pomruk Ojciec: Drżący Głos Partner: just be friends
Pręgi na jego długiej brązowej sierści są rozproszone i wyraźniej zaznaczone wyłącznie na łapach oraz mordce, przez co wydaje się odrobinę rudawy. Od czoła aż po koniec puchatego ogona ciągnie się szeroka czarna smuga. Upstrzony jest również białymi nierównomiernymi plamami. Jedna z nich znajduje się na mordce - omijając brodę i okolice wibrysów. Kolejna zaczyna się od klatki piersiowej po brzuch, do tego dochodzą także nierównomierne skarpetki - dłuższe z przodu i krótsze z tyłu.
Całkiem przeciętny z postury - niezbyt umięśniony, ani smukły. Jedynie długie łapki świadczą o tym, że wyrośnie na jednego z wyższych Wichrzaków. Dba o to, aby zawsze dobrze się prezentować, nie lubi gdy jakiś kłaczek zbytnio odstaje. Największą jego zmorą są jaśniejsze kosmyki wystające z trójkątnych uszu. Na pyzatej mordce znajduje się ciemno-różowy nosek, a okrągłe oczka są o barwie morskiej zieleni.
Igła obok nieśmiałości to nawet nie stał. Aż dziw bierze, że to wygadane kocię jest synem jąkającego się wojownika. Jest nad wyraz ciekawski i koniecznie musi wiedzieć wszystko. Wszyściuteńko. Od tego kto był danego dnia na patrolu, aż po to kiedy ostatni raz Gwiazda postawiła klocka. Nie poznał jeszcze granicy gdzie zaczynają się tematy, o których nie powinno się mówić głośno i korzysta ze swojego kocięcego przywileju, żeby pleść co mu ślina na język przyniesie. Jeśli ktoś będzie miał nieszczęście paść jego ofiarą, to z pewnością będzie skazany na wysłuchanie całego monologu odnośnie osobistych przeżyć i przemyśleń kocurka. No i nie uniknie także pytań - niektórych z pewnością całkiem niewygodnych. Należy unikać dzielenia się z nim tajemnicami, bo jak nic rozpowie je po klanie niczym papuga.
Gdyby nie inne zmartwienia, wojownik w tym momencie pewnie przejąłby się tak oficjalnym powitaniem jakie otrzymał. Hejże, nie był jakimś starym prykiem, żeby mu mówić „dzień dobry”, pfffrt! Tymczasem jedyną reakcją była odrobina zdziwienia, bo spodziewał się raczej jakiegoś cześć czy hej, do których bardziej przywykł. Jeszcze mniej niespodziewane było pytanie, które nastało zaraz później. Jak tam? Sam nie wiedział. Było... jakoś. Nie dramatycznie źle, ale tez nie za dobrze, ale taka odpowiedź wymagałaby rozwinięcia. Chociaż żadnych zastrzeżeń wobec burego nie miał, to jednak nie był na liście kotów przed którymi otworzyłby się bez zawahania. – Gorąco, a tam? – odparł zwięźle, wręcz wymijająco. Cieszył się, że Klan Wichru w swoim obrębie posiadał taką sadzawkę, bo na tym prażącym słońcu szło się niemal dosłownie roztopić. Był co prawda również Czarny Ogon i fragment Grzmiącej Rzeki, ich minusem było to, że znajdowały się przy granicach i nie wiadomo na kogo można było się tam natknąć. Tutaj przynajmniej wiedział, że jak na kogoś trafi to będzie mu znajomy w mniejszym lub większym stopniu, co zapewniało spory komfort. – Nie mocz tak długo tej łapy, bo ci płetwy wyrosną – skomentował kontakt z wodą starszego wojownika. Jego to trochę odrzucało. Jasne, woda pewnie dawała przyjemną ochłodę i takie tam, ale w dłuższym rozrachunku? Nie, absolutnie się to nie opłacało. Później są kołtuny, a futro śmierdzi, a sama woda była nieprzyjemna w dotyku. Zmiana tematu, skoro już jakaz rozmowa się nawiązało wydawała się być ok i przyszła sama z siebie. Może akurat Zając wie coś o łowieniu ryb, skoro tak go ciągnie do pluskania się? Mała rywalizacja między Igłą a Irys przy świetle ostatnich wydarzeń wydawała się być już nieaktualna, ale syn Burzowego Pomruku nie pogardzi dodatkową wiedzą.
I willletyou_d o w n I willm a k eyouhurt
I_w e a r_thiscrownof thorns upon my_l i a r' s_c h a i r full of brokenthoughts I_c a n n o t_repair
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Prawdę powiedziawszy nie chciał zabrzmieć szczególnie oficjalnie; na wszelki wypadek po prostu zwracał się do każdego pełnym imieniem, a „dzień dobry” stosował niemal zamiennie z „cześć” i czasami nawet się witał tak z kociakami i swoimi terminatorami. Zresztą, przywitał się z młodszym wojownikiem tak samo, jak on z nim, więc nie widział w tym nic złego, a i Iglasty Pazur nie zwrócił na to uwagi. W tym momencie, czekając na odpowiedź wojownika, przypomniał sobie, że w razie czego może zaczepić rozmowę z buro-białym również o Raczą Łapą, którą czasami widział w jego towarzystwie, ale na razie odsunął tę myśl na później.
– Gorąco… to na pewno. Na dodatek mam teraz tyle wolnego czasu przez małą ilość terminatorów, że nie wiem za bardzo, co ze sobą zrobić – zarzucił. Jak doszedł do wniosku, nie był to na tyle osobisty temat, by go nie poruszyć w towarzystwie kota, z którym miało się dotychczas do czynienia tylko na patrolach i legowisku wojowników.
– Uh, oby nie! Tak w sumie to niezbyt to lubię, wiesz, no ale… to przynajmniej jakaś ochłoda. Lepszy rydz niż nic – odparł i lekko się wzdrygnął na nasuwającą się mimowolnie myśl o zanurzeniu się w wodzie w całości. Już nie chodziło nawet o to, że sama woda była nieprzyjemnym wrażeniem na futrze i skórze, ale… potem trzeba ją wylizać. A w trakcie tego procesu zgrzałby się pewnie bardziej niż na polowaniu.
Mistrz: Lśniąca Sadzwka Płeć: Kocur Matka: Burzowy Pomruk Ojciec: Drżący Głos Partner: just be friends
Pręgi na jego długiej brązowej sierści są rozproszone i wyraźniej zaznaczone wyłącznie na łapach oraz mordce, przez co wydaje się odrobinę rudawy. Od czoła aż po koniec puchatego ogona ciągnie się szeroka czarna smuga. Upstrzony jest również białymi nierównomiernymi plamami. Jedna z nich znajduje się na mordce - omijając brodę i okolice wibrysów. Kolejna zaczyna się od klatki piersiowej po brzuch, do tego dochodzą także nierównomierne skarpetki - dłuższe z przodu i krótsze z tyłu.
Całkiem przeciętny z postury - niezbyt umięśniony, ani smukły. Jedynie długie łapki świadczą o tym, że wyrośnie na jednego z wyższych Wichrzaków. Dba o to, aby zawsze dobrze się prezentować, nie lubi gdy jakiś kłaczek zbytnio odstaje. Największą jego zmorą są jaśniejsze kosmyki wystające z trójkątnych uszu. Na pyzatej mordce znajduje się ciemno-różowy nosek, a okrągłe oczka są o barwie morskiej zieleni.
Igła obok nieśmiałości to nawet nie stał. Aż dziw bierze, że to wygadane kocię jest synem jąkającego się wojownika. Jest nad wyraz ciekawski i koniecznie musi wiedzieć wszystko. Wszyściuteńko. Od tego kto był danego dnia na patrolu, aż po to kiedy ostatni raz Gwiazda postawiła klocka. Nie poznał jeszcze granicy gdzie zaczynają się tematy, o których nie powinno się mówić głośno i korzysta ze swojego kocięcego przywileju, żeby pleść co mu ślina na język przyniesie. Jeśli ktoś będzie miał nieszczęście paść jego ofiarą, to z pewnością będzie skazany na wysłuchanie całego monologu odnośnie osobistych przeżyć i przemyśleń kocurka. No i nie uniknie także pytań - niektórych z pewnością całkiem niewygodnych. Należy unikać dzielenia się z nim tajemnicami, bo jak nic rozpowie je po klanie niczym papuga.
Iglasty Pazur przyszedł z zamiarami odizolowania się od całego świata, posiedzeniu w samotności, ale... To jednak nie dla niego. Najlepszym lekarstwem na zmartwienia było zajęcie myśli jakąś niezobowiązująca rozmową. A Zajęczy Sus nie wydawał się być wymagającym kompanem. Gorzej z takimi kotami, które każde słowo biorą za atak i trzeba się nagłowić jak wyjść z takiej dyskusji bez szwanku. Tutaj nie było takiego problemu – nawet żart o płetwach przeszedł gładko w rozmowę, nawet jeśli nie trafił nim w humor wojownika. Może to też kwestia upału. – Mi to mówisz? Jedyny terminator jakiego dostałem niedawno zaginął, a ja z nudów już zacząłem łatać dziury w Kłującej Gęstwinie, haha. A tak serio, to mam nadzieję, że wszystko z Rybią Łapą w porządku... – bo chociaż zaginięcie syna Malinowej Gwiazdy mu wisiało koło ogona, to dobrze sprawiać inne wrażenie. Oczywiście sam fakt był przykry, bo klan znowu zubożał o kogoś, kto był czyimś bratem, znajomym, a może nawet przyjacielem, ale Igła nie traktował tej sytuacji personalnie. Klanowe życie najwyraźniej nie było dla każdego. – To zdarza się często? – powiedział po chwili milczenia i wpatrywania się w taflę wody w zamyśleniu. Pręgowany wojownik swoje księżyce miał (chociaż prezentował się nie najgorzej). Prawdopodobnie miał jakąś rodzinę poza Miętowooką, Borsuczym Futrem i Paprociowym Pyłem, a jeśli nie to będzie wiedział czy strata aż trójki członków rodzina mieściła się w granicach normy.
I willletyou_d o w n I willm a k eyouhurt
I_w e a r_thiscrownof thorns upon my_l i a r' s_c h a i r full of brokenthoughts I_c a n n o t_repair
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Posłał rozbawiony uśmiech kocurowi w reakcji na jego pierwsze słowa, te o łataniu dziur w legowisku wojowników, ale powrócił do bardziej poważnego wyrazu pyska na słowa o Rybiej Łapie. Faktycznie, buro-biały zaginął, ale nie natknął się na jakieś konkretne ślady, które świadczyłyby o tym, że pogonił go drapieżnik albo schwytali go dwunodzy – i z tego, co kojarzył, to żaden inny patrol też nie przyniósł takiej wieści. Jeżeli dobrze pamiętał, to był to syn Maliny i Fiołka… którzy stracili w zasadzie cały swój pierwszy miot, z wyjątkiem jednej tylko Krokusowej Łąki. Do dziś im bardzo z tego powodu współczuł, zwłaszcza, że poznał smak stracenia własnego dziecka. Nawet jeżeli Twardy i Szorstki byli jedynie przybranymi synami, podopiecznymi, Zająca i Sokoła, to wciąż bolała go ich strata.
– Zaginięcia? Za często – przyznał z westchnięciem, maskując lekkie zaskoczenie tym pytaniem spojrzeniem w dół, na wodę. Ta rozmowa nagle stała się o wiele bardziej poważna, niż przewidywał… a Igle nie zaginął przecież jedynie terminator, ale i stracił ostatnio ojca i część rodzeństwa. – Wiesz, mi samemu zniknęła dwójka przybranych synów, trójka terminatorów… czwórka rodzeństwa z mojego miotu i całe starsze rodzeństwo, nim zdążyłem ich poznać – ich była piątka, chociaż w zasadzie to Wierzba została wygnana. Mogę mieć tylko nadzieję, że albo wrócą, jak Borsuk, albo są cali, zdrowi i szczęśliwi tam, gdzie ich poniosły łapy – odparł po krótkim zastanowieniu, odwołując się mocno do własnych doświadczeń. Nie zobojętniał na kolejne straty, to nie tak. Po prostu był świadomy, że z pewnymi rzeczami nie może nic zrobić i w momencie, gdy urwą się lub zwietrzeją wszystkie tropy, trzeba odpuścić.
Mistrz: Lśniąca Sadzwka Płeć: Kocur Matka: Burzowy Pomruk Ojciec: Drżący Głos Partner: just be friends
Pręgi na jego długiej brązowej sierści są rozproszone i wyraźniej zaznaczone wyłącznie na łapach oraz mordce, przez co wydaje się odrobinę rudawy. Od czoła aż po koniec puchatego ogona ciągnie się szeroka czarna smuga. Upstrzony jest również białymi nierównomiernymi plamami. Jedna z nich znajduje się na mordce - omijając brodę i okolice wibrysów. Kolejna zaczyna się od klatki piersiowej po brzuch, do tego dochodzą także nierównomierne skarpetki - dłuższe z przodu i krótsze z tyłu.
Całkiem przeciętny z postury - niezbyt umięśniony, ani smukły. Jedynie długie łapki świadczą o tym, że wyrośnie na jednego z wyższych Wichrzaków. Dba o to, aby zawsze dobrze się prezentować, nie lubi gdy jakiś kłaczek zbytnio odstaje. Największą jego zmorą są jaśniejsze kosmyki wystające z trójkątnych uszu. Na pyzatej mordce znajduje się ciemno-różowy nosek, a okrągłe oczka są o barwie morskiej zieleni.
Igła obok nieśmiałości to nawet nie stał. Aż dziw bierze, że to wygadane kocię jest synem jąkającego się wojownika. Jest nad wyraz ciekawski i koniecznie musi wiedzieć wszystko. Wszyściuteńko. Od tego kto był danego dnia na patrolu, aż po to kiedy ostatni raz Gwiazda postawiła klocka. Nie poznał jeszcze granicy gdzie zaczynają się tematy, o których nie powinno się mówić głośno i korzysta ze swojego kocięcego przywileju, żeby pleść co mu ślina na język przyniesie. Jeśli ktoś będzie miał nieszczęście paść jego ofiarą, to z pewnością będzie skazany na wysłuchanie całego monologu odnośnie osobistych przeżyć i przemyśleń kocurka. No i nie uniknie także pytań - niektórych z pewnością całkiem niewygodnych. Należy unikać dzielenia się z nim tajemnicami, bo jak nic rozpowie je po klanie niczym papuga.
Jeden powrót. Jeden. Na ile zaginięć? Trzynaście? Czternaście? Mały odsetek, który innym pewnie nie dałby cienia nadziei, ale buro-biały potrafił się skupić na pozytywach. Równie dobrze z nich wszystkich mógł nie wrócić nikt, a tu proszę! Jeden ocalały. To więcej niż nic i pozwalało wierzyć, że któregoś dnia ktoś dawno niewidziany zjawi się z powrotem.
– Na pewno są. Skoro życie w Klanie nie było tym, czego oczekiwali od życia, to jestem pewien, że każdy z nich w końcu odnalazł swoje idealne miejsce – pocieszył Zająca, widząc że to ciężki dla niego temat. Nic dziwnego, skoro jego samego dotknęło to w takim znacznym stopniu. Skala takich wypadków była przerażająca, jeśli wziąć pod uwagę, że takich wojowników jak Zajęczy Sus było w Wichrze kilkunastu i każdy z nich kogoś stracił w podobny sposób. No bo bądźmy szczerzy – ile takich zaginięć mogło być sprawką dwunogów? – No bo to musiała być ciężka do podjęcia decyzja, nie? Pójść w nieznane, gdzie nie ma pewności, czy będzie co wrzucić na ząb i mieć gdzie się przespać. Jeśli ktoś się decyduje na podjęcie tego ryzyka, to musi być pewien tego czy to jest właśnie to... – wojownik na moment utkwił wzrok w oddali, zastanawiając się jak to było w przypadku ich rodziny. Czy Drżący był niezadowolony ze swojego życia? Czy Mlecznej Łapie zaczęło przeszkadzać to, że nikt go nie rozumie? Czy Poranna Łapa... Żadne z nich się nie pożegnało. Zapewne tak było łatwiej. Wyjść, nie oglądać się za siebie. Nie widzieć jak bardzo ich decyzja zaboli tych, których zostawiają. Zdławić wszystkie wątpliwości. Nie dać się przekonać do zostania.
Poruszył energicznie łbem, zanim zupełnie popłynął z prądem niechcianych myśli. Odeszli trudno. Jak wrócą to super, jak nie to... Życie toczy się dalej. – A jak to było z Borsuczym Futrem? Dwunodzy? – zainteresował się, skoro był to jedyna potwierdzona historia ze szczęśliwym zakończeniem. No.. powiedzmy.
I willletyou_d o w n I willm a k eyouhurt
I_w e a r_thiscrownof thorns upon my_l i a r' s_c h a i r full of brokenthoughts I_c a n n o t_repair
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
– Szczerze to właśnie w to wierzę – przyznał, kiwając lekko głową. – Po prostu… hm, wolałbym o tym faktycznie wiedzieć. Nie zastanawiałbym się wtedy, czy to wina dwunogów, czy odejście z własnej woli, czy coś jeszcze innego – stwierdził, wzruszając przy tym lekko barkami. To nie tak, że każdej nocy zastanawiał się, czy mógł coś zmienić, jeżeli chodzi o Twardego i Szorstkiego, czy Jagódkę albo swoje rodzeństwo… czasami jednak mu przychodziło to do głowy. Wolałby po prostu wiedzieć, że poszli szukać swojego miejsca na świecie i się przygotować na ich pożegnanie, zamiast żeby zniknęli bez wieści. Przecież… no, może i by próbował ich zatrzymać, to musiałby przyznać. Ale na pewno nie na siłę.
Zastanowił się w milczeniu nad słowami Iglastego Pazura. Ciężka decyzja… tak, to na pewno, ale czy na pewno każdy miał możliwość podjęcia decyzji? Za niektórych decydowały okoliczności, w których się znaleźli. Przechylił lekko łeb i odezwał się dopiero, gdy usłyszał pytanie odnośnie swojego brata, na
– Wiesz co… ja bym powiedział, że nie wszyscy faktycznie podejmują taką decyzję. Wydaje mi się, że niektórzy odchodzą pod wpływem impulsu, bo, nie wiem, wyszli za daleko na ziemie niczyje i nagle stwierdzili, że nie chcą wracać. Albo po prostu się gubią. Borsuk właśnie się… zgubił. On ogólnie nie był mianowany na terminatora, na zmianę był w kociarni i w lecznicy… no i któregoś dnia po prostu wyszedł z obozu i się zgubił, jakkolwiek to nie brzmi. Był jednak młody, na dodatek to był pierwszy raz, jak był poza obozem, więc mnie to aż tak nie dziwiło… – przytoczył krótko historię srebrzystego wojownika. Prawdopodobnie gdyby z taką opowieścią do klanu wróciłby jakiś doświadczony wojownik… ciężko byłoby w nią uwierzyć. Jednak w przypadku kota, który miał ledwo ponad dziesięć księżyców i zero doświadczenia? Cóż, Krucza Gwiazda na szczęście zaufał i Zającowi, i Borsukowi. – Zresztą pod koniec dnia i tak najważniejsze jest to, że wrócił. No, ale wracając: innych przeganiają drapieżniki tak daleko, że nie wiedzą, jak wrócić – to szczególnie prawdopodobne w przypadku młodych kotów… Huh. Tak naprawdę nie dowiemy się, z jakiego powodu odszedł ktokolwiek, o ile nie ma żadnych wyraźnych śladów – dokończył, świadomy, iż podobnie było z ojcem i rodzeństwem jego rozmówcy. Ktoś podejrzewał porwanie przez dwunogów w przypadku Drżącego Ogona, ale to nie było pewne, tak na dobrą sprawę.
– My możemy się tylko starać szukać śladów przez jakiś czas… i skupić się na tym, co mamy – dodał już lżejszym głosem, jakby nie chciał, by ich rozmowa miała tak… ponury przebieg.
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Gdy zbliżał się do Rozłożystego Drzewa, wąsy mu nagle zadrżały z rozbawienia, jak przypomniał sobie, jak przyszedł do matki z „petycją” o zmianę imienia… albo jak się stresował, że matka go jednak postanowi ukarać za zranienie Fiołkowego Świtu. Tym razem jednak nie miał żadnej konkretnej sprawy, chciał po prostu wyciągnąć matkę na spacer, o ile w ogóle ją znajdzie. Uderzała go ostatnio świadomość, że jego rodzice nie stają się młodsi i że powinien lepiej wykorzystać ten czas, jaki jeszcze mu z nimi pozostawał, nawet jeżeli Malinowa Gwiazda miała sporo obowiązków i nie zawsze miała możliwość zwykłej, spokojnej rozmowy… ale kto wie, może tym razem?
Wetknął więc łeb do wnętrza legowiska przywódczyni, by się rozejrzeć i zawołać ją niezbyt głośno po imieniu. Kto wie, może gdzieś się schowała w jakimś kącie? Jeżeli ją zastał, odezwał się:
– Może spacer, mamo? – Propozycja była prosta i w zasadzie nie planował niczego szczególnego, myślał jedynie nad tym, by przejść się może nad Leśną Sadzawkę. Choć w powietrzu było już czuć Porę Opadających Liści, to ten dzień był nieco cieplejszy, a zza chmur przebijało słońce, co uprzyjemniłoby im spacer.