Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Nie sądził, że nastanie taki dzień, ale udało się! Młodsza siostra naprawdę ruszyła do obozu bez większych kłótni, a on został sam na sam z tym paskudnym lisem i nie musiał się martwić, że zaraz to coś zagryzie mu rodzinę. Teraz się musiał martwić jedynie o siebie, ale rudawy i tak był ewidentnie na wykończeniu, szczególnie po ostatnim ataku na brzuch, którego udało mu się dokonać. Zaciskając szczękę, przylegając uszy do czaszki i garbiąc się lekko, rzucił się w stronę prawie konającego przeciwnika, by tym razem pazurami trafić w jego szyję. Może jeden szybki ruch i po sprawie? Oby.
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Oby. Korzeń miał dzisiaj fartowny dzień, bo rzeczywiście, jeden szybki ruch pazurów wystarczył! Krew zaczęła się lać, a Lis po raz ostatni nędznie pisnął. Próbował coś jeszcze ustać na łapach, ale finalnie zachwiał się i padł martwy przed wojownikiem. Zemsta za poharatanie karku siostrzyczki!
Big Bro Korzeń - lvl: 5 | S: 20 | Zr: 11 | Sz: 7 | Zm: 6 | HP: 68-1=67 (80) | W: 44-3-=41 (60) • rana 1 stopnia: ugryzienie na barku, krwawi, -1hp do końca walki
Młody Lisek Chytrusek - S: 7(15) | Zr: 5(11) | Sz: 5(10) | Zm: 4(8) | HP: 10-11-1-1-1=-4 (65) | W: 23 (40) ŚMIERĆ • rana 1 stopnia: rozległe, choć nie głębokie ślady pazurów na brzuchu, krwawi, -1hp do końca walki • rana 1 stopnia: ślady pazurów na boku, krwawi, -1hp do końca walki • rana 1 stopnia: głębokie ślady pazurów na grzbiecie, krwawi, -1hp do końca walki • rana 1 stopnia: ślady pazurów na gardle, krwawi, -1hp do końca walki • rana 1 stopnia: średnie zadrapanie na pysku pod lewym okiem • rana 1 stopnia: zadrapanie na nosie • rana 0 stopnia: powierzchowne zadrapanie między oczami
spadek HP do 1/4: od następnej tury statystyki obniżone o 1/2
spadek W do 1/3: celność obniżona o 1
Spoiler: Traszka by nie zgubić
Amgery Traszunia - lvl: 4 | S: 12(17) | Zr: 9(12) | Sz: 3(4) | Zm: 3(5) | HP: 17 (65) | W: 53 (65) • rana 2 stopnia: głębokie ugryzienie na karku, krwawi, -2HP do końca walki (infekcja) • rana 1 stopnia: płytkie ślady kłów na poliku, krwawi, -1hp do końca walki • rana 1 stopnia: lekkie ugryzienie na środku ogona • rana 0 stopnia: wyrwane kłaczki na lewym ramieniu • rana 0 stopnia: wyrwane futerko na przedramieniu lewej łapy
spadek HP do połowy: od następnej tury statystyki obniżone o 1/4
przerzuty w walce: 3/3
+ 60 EXP dla Traszki
+ 40 EXP dla Korzenia
⋆⁺₊⋆☾⋆⁺₊⋆ I holdso manysmallregrets andwhat-ifsdown insidemy head someconfidenceit couldn't hurtme mydemeanoris oftenmisread
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Szczęście było takie, że już bez większego problemu trafił prosto w lisa, który ostatnim tchnieniem zmusił się spojrzał mu prosto w oczy. Widział w nich ból i zmęczenie, a następnie wielkie psowate stworzenie po prostu upadło mu pod łapami. Nie spodziewał się w sumie takiego rozwoju sytuacji, było to… coś nowego? Tylko on i trup… którego zresztą musiał teraz zakopać, ech. Ruszył się kawałek od rudego cielska, by w końcu poczuć przeszywający ból w barku, a… racja. Zapomniał się już, że przecież został dziabnięty... Nie zmieniało to jednak faktu, że musiał zakopać lisa, by się więcej takich tu nie zlazło, dlatego też westchnął cicho i zaczął rozglądać się wokół siebie za najlepszym oraz najprostszym miejscem gdzie dałoby się wykopać dziurę.
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
W drodze do obozu Traszkowa Łapa wpada na Słoneczny Brzeg. I to całkiem dosłownie rozbija się o puchaty bok, w pierwszym odruchu chce przeprosić i kontynuować poszukiwania Iskry, ale coś zaskakuje w spanikowanym umyśle – kij z życzeniami brata, skoro ma tu wojownika pod łapą i chce jak najszybciej wrócić na miejsce walki. Jest jej szalenie niekomfortowo z każdym uderzeniem serca, które Korzeń spędza sam na sam z drapieżnikiem, więc niemalże chwyta Słonecznego za kłaki na szyi, ciągnąc go za sobą. Wytłumaczenie sytuacji oferuje dopiero w drodze.
Gdy docierają, lis leży martwy, a szary wojownik dalej trzyma się na czterech łapach. Lwia część stresu ulatnia się z Traszuni z głośnym odetchnięciem. Adrenalina przyćmiewająca ból rany na karku to inna sprawa, ta schodzi wolniej, chociaż na to terminatorka nie narzeka. Nawet o tym nie myśli. Wymija martwego lisa by podbiec do brata, zauważa ranę na jego barku – słabo, ale tragedii nie ma.
– Aha. – kwituje krótko. Lis nie żyje, Korzeń nie umiera, wszystko jest w porządku. – Ale to ja go zmęczyłam, więc nie myśl sobie, że sam go pokonałeś.
To żart z jej strony. Oczywiście; na to wskazuje krzywy uśmiech, chociaż w niebieskawym spojrzeniu odbija się powaga. Nie ma szans, że pozwoli Korzeniowi rozpowiadać, że to jego sukces, a ją to trzeba było ratować. Wcale nie.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Nie udało mu się zacząć wykopywać dołu, nawet jakoś bardzo nie zarejestrował co się działo w okolicy, trochę nadal zamknięty gdzieś w ferworze walki, głos siostry dopiero wybudził go z transu. A ona co tu robiła? Rzucając spojrzeniem za nią mógł przyuważyć Słoneczny Brzeg… no przynajmniej nie wróciła sama.
– Nigdy bym tak nie pomyślał! Ledwo go musiałem pacnąć, po prostu mu się poszczęściło z Tobą – odparł z delikatnym uśmiechem, by przyjrzeć się sierści całej w krwi… upartość to chyba cecha tej rodziny. – Mogłaś wysłać sam Słoneczny Brzeg, jesteś ranna – powiedział ze zmartwieniem i westchnął lekko. Złamana łapa była właśnie błędem upartości, ale chyba nigdy się z tego nie wyleczył, tak samo nie sądził, że wyleczyłaby się z tego mama… czy Traszka. – Wracamy do obozu Krwawnik musi Cię poskładać — mruknął w głębi będąc niezadowolonym, że akurat musiało trafić na nią. Jakby nie mógł lis sobie jego upatrzeć. – Słoneczny Brzegu możesz zająć się… tym? Już zaprowadzę nas do obozu – poprosił kocura z delikatnym uśmiechem i leciutko przyparł do boku Traszki, tak by się mogła o niego oprzeć gdyby potrzebowała tego i cichym “chodźmy” miał nadzieję, że zachęci już siostrę do zostawienia tego bałaganu kocurowi.
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
Krzywy uśmiech się rozszerza, a Traszunia ukazuje lekko białe kiełki, gdy Korzenna Woń się z nią zgadza co do jej roli w tej walce. Sympatyczny grymas gaśnie jednak momentalnie, gdy wybrzmiewa kolejny komentarz.
– Nie mogłam. – zaprzecza krótko, marszcząc brwi. Nie zgadza się z nim w tej kwestii ani trochę, ale jeśli nie zacznie się z nią teraz sprzeczać, mogą zostawić temat w spokoju. I tak już tu wróciła ze Słonecznym Brzegiem, więc? Strzępienie języka i tyle. – Mhm, jasne. – zgadza się niechętnie, bo wizyta w Ziołowym Wzgórzu nie znajduje się na jej liście marzeń, ale im więcej czasu mija od pokonania lisa, tym mocniej zaczyna jej doskwierać rana na karku. Utracona krew również daje o sobie znać, chociaż Traszka uparcie ignoruje wszystkie nieśmiałe sygnały ze strony organizmu, że lepiej będzie usiąść czy w ogóle się położyć. Z początku nie zamierza się opierać o bok brata, ale gdy w połowie trasy, po raz trzeci już wpada na niego potykając się, rezygnuje już z odsuwania się pół kroku w bok.
ogromny, masywny, puchaty, rudo-biały klasycznie pręgowany, futro czyste i ułożone, żółto-złote oczy, sierść w uszach przypomina dwie fale
energiczny, przyjazny, wiecznie uśmiechnięty, dobroduszny, szczery, ekstrawertyk do sześcianu; wręcz przerysowany, pewny siebie, ma tendencję do bagatelizowania niebezpieczeństwa, martwi się o zdrowie innych i często ich poucza na ten temat
Terminator medyka zwykle siedział w Ziołowym Wzgórzu, to prawda, jednak tego dnia Falująca Łapa postanowił się trochę przejść, bo tak bardzo jak lubił przebywanie w lecznicy, tak przydało by się przejść gdzieś po terenach chociaż raz na jakiś czas, nie? Tak dla zdrowia i w ogóle. Więc, kiedy zobaczył, że dzisiejszy dzień obfituje w całkiem ładną pogodę, postanowił tak właśnie zrobić, może przy okazji załatwić jakiś patrol, bo przecież trening wojownika także miał za sobą, nie był bezbronny i w ogóle. Jakby potrzeba była to by mógł obronić Klan Wichru nie tylko lecząc ranne koty, które przyszły do niego po walce. No i z takim postanowieniem szedł dzisiaj sobie przy granicy z Klanem Cienia, myślami będąc gdzieś w swoim świecie, ale uszami czujnie nastawionymi na chociażby najmniejszy podejrzany dźwięk.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Syknęłam cicho, gdy tylko pomiędzy moje palce dostał się mały kamyk. Dosyć szybko się go pozbyłam, wymiatając go językiem. Zamachałam czarnym ogonem, wzdychając cicho. Nie irytowałam się aż tak szybko, jak kiedyś. Potrafiłam nad tym panować, znałam swoje ciało lepiej, niż jakikolwiek inny kot, mógłby w stanie to pojąć. Wiedziałam, jak reaguję i co musiałam zatrzymywać, aby nie okazywać negatywnych emocji.
W bardziej kamienistych częściach przy granicy z Klanem Wichru oraz Czterema Drzewami rosły medykamenty, które potrzebowały twardszego podłoża - podbiał był na to idealnym przykładem. Dlatego też zdecydowałam się się przejść właśnie przy granicach, aby sprawdzić, czy zioła zaczynają rosnąć i nadawać się do leczenia.
Szybko rzuciło mi się w oczy rudo-białe futro, po drugiej stronie granicy. Co bardziej interesujące, wyczułam również potężny zapach lecznicy, gdy tylko wiatr zawiał w moją stronę. Interesujące... Wiedziałam, iż Krwawnik miał dwójkę terminatorów i najwyraźniej właśnie widziałam jednego po wichrowej stronie.
Zastrzegłam uszami. Kocur był na tyle daleko, że nie zamierzałam się krzyczeć aby go przywitać. Zamiast tego stanęłam w miejscu, trzymając na nim swoje spojrzenie dwukolorowych oczu. Gdyby podszedł bliżej, zdecydowałam się przybrać delikatny uśmiech na mordce. Wreszcie coś interesującego.
ogromny, masywny, puchaty, rudo-biały klasycznie pręgowany, futro czyste i ułożone, żółto-złote oczy, sierść w uszach przypomina dwie fale
energiczny, przyjazny, wiecznie uśmiechnięty, dobroduszny, szczery, ekstrawertyk do sześcianu; wręcz przerysowany, pewny siebie, ma tendencję do bagatelizowania niebezpieczeństwa, martwi się o zdrowie innych i często ich poucza na ten temat
Falująca Łapa w czasie dreptania granicą dostał takiego uczucia jakby ktoś go obserwował. W dodatku do jego nosa poza zapachem Klanu Cienia dotarł jeszcze zapach medykamentów, więc terminator medyka rozejrzał się dookoła i w końcu zobaczył kto się tak na niego patrzył. Po zapachu mógł wywnioskować, że to jeden z cienistych medyków, jednak Fala nie miał w tym momencie pojęcia akurat który to był. Ogromny kocur uśmiechnął się szerzej niż zwykle i podszedł bliżej, bo jak już się zobaczyli to przydałoby się chociaż przywitać, tak z samej kultury, nawet jeśli rozmowa nie pociągnęłaby się dalej.
-Witaj! Jestem Falująca Łapa! -zawołał przyjaźnie- Miło cię poznać tak ogólnie. Jeszcze chyba nie spotkałem nikogo z Cienia na mojej drodze. Jak się tam żyje? Ciekawie? -spróbował zacząć jakikolwiek temat.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
No cóż, trafił się krzykacz. Nie rozumiałam, dlaczego niektóre koty uważały, że lepiej wydrzeć się niż podejść i dopiero wtedy rozpocząć rozmowę. Nie dałam jednak po sobie poznać, że coś mi się nie podoba. Za dużo czasu poświęciłam na doskonalenie samoświadomości własnych odruchów i gestów, aby teraz nie potrafić czegoś wykorzystać. Nadal uśmiechałam się do rudo-białego kocura.
Nie różniliśmy się wzrostem prawie w ogóle. Członkowie mojej linii krwi od zawsze byli masywni, ogromni, a ja nie różniłam się od nich ani odrobinę. Jedynie kryza, odziedziczona po matce, dodawała mi masy - nie byłam jednak niezgrabna i dobrze o tym wiedziałam. Właściwie to interesujące, że spotkałam kota podobnej budowy. I to jeszcze w Wichrze, gdzie oni raczej byli malutcy.
- Dzień dobry, Falująca Łapo. - przywitałam się lekkim skinieniem głowy - Rwąca Zawieja, również miło mi Cię poznać - przedstawiłam się, ponownie wracając wzrokiem do terminatora. - Mogłabym zapytać o to samo - pozwoliłam sobie na niezobowiązujący chichot - Odkąd mam terminatorkę zrobiło się ciekawiej. A tak to raczej... zwyczajnie. Wiesz, ceremonie, rodzące się kocięta, koty potrzebujące pomocy, uzupełnianie składzika. Takie medyczne sprawy. Sądząc po zapachu oraz imieniu, również masz o tym pojęcie. Jak idzie trening z Krwawnikowym Liściem? Dawno go nie widziałam - nie brzmiałam agresywnie ani atakująco. Starałam się mówić raczej z zaciekawieniem i łagodnością.
ogromny, masywny, puchaty, rudo-biały klasycznie pręgowany, futro czyste i ułożone, żółto-złote oczy, sierść w uszach przypomina dwie fale
energiczny, przyjazny, wiecznie uśmiechnięty, dobroduszny, szczery, ekstrawertyk do sześcianu; wręcz przerysowany, pewny siebie, ma tendencję do bagatelizowania niebezpieczeństwa, martwi się o zdrowie innych i często ich poucza na ten temat
O, czyli to była Rwąca Zawieja, Fala będzie musiał to zapamiętać, żeby przy potencjalnie następnym spotkaniu nie walnąć gafy, myląc ją z kimś innym z kadry medycznej. Teraz pozostanie w sumie już tylko dopasować pozostałe dwa imiona do pyszczków, ale to w sumie jeśli trafi się jakaś okazja, bo nikt nie powiedział, że akurat będzie mu to w życiu dane, albo chociaż jakoś w miarę szybko dane.
-Ah, czyli medyczne sprawy widzę wszędzie takie same -powiedział, uśmiechając się trochę szerzej niż standardowo- A trening idzie powoli dość, ale jakoś idzie, nie wiem w sumie czemu idzie tak wolno, ale to może przez wiek Krwawnikowego Liścia, na starość już pewnie nie ma się tylu sił co wcześniej, więc staram się być cierpliwy -dodał jeszcze, a tak o, bo nie widział w tym nic złego.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Terminator w pewnym sensie obrażający swojego mistrza... No cóż, ciekawy zabieg do zaobserwowania. Ciekawe, bardzo ciekawe. Musiałam uważać, aby Ciernista Łapa nie rozpowiadała takich rzeczy o mnie. Jeszcze czego, żeby gówniara mogła mi reputacje zepsuć. Jeśli tylko by spróbowała, skończy w jagodami śmierci w pysku.
- Krwawnikowy Liść trenował już wielu terminatorów w swoim życiu. Jest was dwójka, prawda? Ty i Niezapominajkowa Łapa, jeśli dobrze pamiętam? Pewnie potrzebuje też czasu, aby dla każdego z was poświęcić dostatecznie dużo uwagi. Jednak wiek pewnie też odgrywa spore znaczenie, jak stwierdziłeś - miauknęłam spokojnie. Zapomniałam, że Krwawnik był zdecydowanie starszy ode mnie. Ile on mógł mieć... ponad sto księżyców? Sama też najmłodsza nie byłam, prawie pięćdziesiąt księżyców to połowa tego, co przeżył mój mistrz.
- Jak się czujesz jako przyszły medyk? Mam nadzieję, że jeszcze nie musieliście nikogo składać.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Prowadziła patrol, w którego wkład wchodzili Klekoczący Bocian, Złota Gęś oraz Kurza Łapa. Pechem było to, że nim w ogóle znaleźli się w połowie drogi do granicy z Klanem Cienia, Złota Gęś potknął się o jeden z wystających z ziemii korzeni. Rzecz całkiem typowa dla świeżo upieczonego wojownika, dlatego też początkowo nikt się tym nie przejął. Z czasem jednak, gdy kocur zaczął kuleć na jedną z łap, Krzyk postanowiła odesłać go do obozu, żeby niczego sobie nie nadwyrężył. Wystarczy, że Korzenna Woń miał problemy z łapą, nie chciała żeby z winy jej niedopatrzenia, podobne problemy spotkały młodego kocura. Wraz z nim wysłała również Bociana, żeby mu towarzyszył. Szybko jednak zaczęła żałować tej decyzji, bo maszerowanie w ciszy w obecności Kurzej Łapy było bardziej niż niezręczne.
Księżyce: 85 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kocur Matka: Bławatkowa Łąka Ojciec: Zajęcze Ucho Trwałe urazy: prawie niewidoczne przez futro, cienkie blizny na lewym policzku, szyi i bokach
Orientalny, tygrysio pręgowany buras. Olbrzymi jak na swój wiek. Oliwkowe oczy
Zbuntowany, ciekawski nastolatek z problemami ze złością, atakami czkawki i alergią pokarmową
Kłopotliwa Łapa, Szczur (KW), Żabia Łapa.. (GK)
Kura szedł w milczeniu, a każdy krok potęgował w nim wrażenie, jakby powietrze wokół niego gęstniało. Prawie, jakby spowijała je dziwna, lepka mgła – taka, która zdawała się przenikać aż do kości i sprawiać, że ledwie rozbudzone ciało wzbierały dreszcze. Nie wiedział, czy tylko on czuje ten ciężar, czy może Krzyka też, ale za to zdawał sobie sprawę, że to on sam był winny tej dziwnej atmosfery. Jego niewypowiedziane słowa i konfrontacja, której wciąż unikał, to, że nie znalazł jej wcześniej. Miał zamiar, ale każda wymówka była dobra, żeby nie szukać, bojąc się zawodu, jaki widział ostatnim razem w jej oczach. Teraz cokolwiek by nie zrobił, wiedział, że nie uda mu się pozbyć przed Mistrzynią wrażenia, jakby to sytuacja zmusiła go do wyciągnięcia w jej stronę łapy. – Ej... – mruknął, gdy Bocian i Złoty zniknęli za horyzontem, pozbawiając go wymówki, którą było przyglądanie się oddalającym się sylwetkom. Nie odwrócił jednak wzroku. – Od dawna chciałem ci to powiedzieć... Dzięki. Za to, że wtedy, na ceremonii, stanęłaś w mojej obronie.
xxx
xxx xxx xxx xxx Everyroommatekept awake... ... byeverysighandscreamwemake... ... all thefeelings thatI get... But I still DON'T MISS YOUyet! xxx ... only whenI stopto think about it... xxx IHATEeverythingabout you! xxxxxxxxxxxxxxx Why doI love you? You hateeverythingabout me! xxxxxxxxxxxxxxx Why do youlove me?
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Natrafianie na świeży trop Jaśniejącego podczas spacerów po terenach nie było niczym nadzwyczajnym. I też nie żeby na końcu śladów czekała na Oriona jakakolwiek niespodzianka – większość czasu natrafiał na wojownika w trakcie polowania bądź samozwańczego patrolu. W ostatnich księżycach, po jednej rozmowie, ostatecznie skreślił możliwość przyłapania rdzawego z językiem głęboko w gardle nieznajomej. Nie żeby kiedykolwiek ta opcja znajdowała się wysoko na liście, ale och, zabawnie było wierzyć w chociaż cień szansy na takie kompromitujące zdarzenie.
Nie żeby przewidywalność znaleziska studziła entuzjazm orientala. Wciąż chętnie zmieniał swoje dotychczasowe plany ilekroć ich ścieżki się przecinały. Dzisiejszy dzień nie był pod tym względem wyjątkiem, bez żalu porzucił myśl o byciu przykładnym obywatelem i polowaniu, którym wykręcił się od pomocy Słonecznemu.
I można powiedzieć, że widok odpoczywającego Jaśniejącego był w pewnym stopniu zaskoczeniem. Nie takim do rozpamiętywania przed snem, ale takim, przez które mimowolnie smukły łeb przechylał się lekko w bok. Zatrzymał się w pół kroku, chłonąc ten obrazek kąpieli w chłodnych promieniach słonecznych. Przez krótki moment, bo gdy w jasnej główce zaświtała szczeniacka myśl, oczywiście jej przyklasnął. Oblizał pysk, określając kierunek wiatru by prawidłowo wytyczyć trasę i płynnie przeszedł do pozycji łowieckiej, chcąc bezszelestnie zmniejszyć dzielący ich dystans i wylądować miękko na ciemnym grzbiecie. Może szarpnąć lekko za kłaczki na karku, skoro już byli przy niespodziewanym, bezlitosnym ataku.