Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Jeleń albo był głęboko obojętny na swoją tycią widownię, albo zwyczajnie był jej nieświadomy. Prawdopodobnie druga opcja. Gdy już udało mu się podrapać swędzący punkt na karku uskubnął sobie kawałek kory by go przeżuć. Ogólnie średnio fascynujący dzień dla niego, ale może dla kotki, która wcześniej stworzenia nie widziała, była to jakaś atrakcja. Tylko może kryjówkę sobie nienajlepszą wybrała w związku ze swoim brakiem wiedzy na temat tych zwierząt, bowiem dla jelenia taka kępa zaschniętej trawy była całkiem smacznym kąskiem. Więc jakkolwiek zdawał się nie dostrzegać nieruchomego kota, tak ruszył powoli w stronę kryjówki Jodły, oblizując mordę.
Skowronek dał się capnął. Oriental cenił sobie takie łatwe zdobycze, nie ma co. I technicznie mógł sobie już odhaczyć swój dzisiejszy wkład w dobrostan Klanu, bo planował dwie piszczki i złapał dwie piszczki. Jednak po skowronku odczuwał lekki niedosyt. Przecież stać go było na coś lepszego, ewentualnie – równego skowronkowi, ale w większych ilościach. Tak by dorzucić coś ładnego na stos, a następnie osobiście zanieść obiad tej parce gejowych babć, których imiona wyleciały mu z głowy.
Więc ostatecznie, zamiast się cofnąć do obozu, schował skowronka i ruszył na dalsze łowy. Wypatrywał piszczek pośród zasp, wspinaczka po drzewach go nie interesowała w taką pogodę.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Czarno-biała kotka od razu najeżyła się i zasyczała kiedy zobaczyła że ta dziwaczna bestia idzie w jej stronę. Jodłowa Gałązka była przekonana, że dziwne zwierze ją zauważyło, więc najpierw spróbowała je zniechęcić do podejścia bliżej a potem śmignęła gdzieś w głąb Wyjących Wzgórz, żeby to coś jej nie zadeptało jeśli wpadnie w panikę czy szał. Skoro wpierniczało korę to raczej nie było drapieżne. Jaki drapieżnik wpierniczał by korę z drzewa? No cóż. Skoro już zostawiła to dziwactwo w spokoju to postanowiła poszukać jeszcze czegoś do kolekcji swoich zdobyczy. O tym co to było może spróbuje dopytać się starszyzny. Może oni wiedzą co to takiego było.
Kolejna piszczka trafiła się dosyć szybko. Tym razem ryjówka postanowiła się wkraść w pole widzenia Azaliowej Łapy. Wyczołgała się z jakiejś norki wykopanej przez inne zwierzątko w jakimś losowym chaszczu, który wyrósł na terenie Wyjących Wzgórz a potem powolutku, pomalutku zaczęła się czołgać w stronę Samotnych Jodeł, żeby znaleźć coś do jedzenia w lasku, a przez to jeszcze nie zdążyła zauważyć cynamonowego pointa w okolicy.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Czy skowronek, którego dopiero co złapał Azaliowa Łapa szukał pożywienia w okolicy wraz ze swoim bratem? Całkiem prawdopodobne, ewentualnie był to zwykły zbieg okoliczności, że w krótkim odstępie czasu (i niewiele większej odległości) Jodłowa Gałązka również napotkała taką ptaszynę. Skrzydlatemu akurat udało się coś wykopać spod śniegu i zjeść, więc podbudowany kręcił się dalej po tej samej okolicy, uznawszy ją za – najwyraźniej – szczęśliwą.
Ryjówki były paskudne. Jakby miał taki pysk jak one to też by siedział w norze i się nie wychylał. Tu jakaś odważna wyszła jednak na światło dzienne, prawdopodobnie przyciśnięta głodem. Takim prymitywnym głodem na jedzenie, nie głodem komplementów, na które liczyć nie mogła.
Za to jak najbardziej mogła liczyć na to, że oriental nie odpuści okazji do złapania czegoś jadalnego. Przeniósł ciężar na tylne łapy i ruszyć w pozycji łowieckiej za małą podróżniczką, chcąc jej odciąć drogę powrotną do norki. Planował dopaść ją w dwóch susach i ugryźć w karczek.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Ogon Jodłowej Gałązki poruszył się delikatnie. Skowronek nie był taki zły jak mogłoby się wydawać. Czarno-biała wojowniczka przybrała pozycję łowiecką a potem zaczęła skradać się w stronę ptaszka, który najwidoczniej nie był jeszcze świadomy jej poczynań. Mimo wszystko starała się upewniać ptaszka w przekonaniu, że ten jest sam w okolicy, chowając się co jakiś czas za śnieżnymi zaspami czy przystając w miejscu kiedy takowych brakowało. Jeśli udało jej się podejść bliżej to od razu skoczyła na potencjalną zdobycz, żeby szybko i bezboleśnie pozbawić ją życia.
Może i ryjówki nie były najpiękniejszymi stworzeniami na świecie, ale na pewno były nienajgorszą zwierzyną. Zwłaszcza o takiej porze roku. W dodatku rozkojarzona ryjówka nawet nie zauważyła, że ktoś się za nią skrada zanim nie było już za późno. Bezproblemowo zdobycz znalazła się martwa w pyszczku Azaliowej Łapy.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Tym razem Jodłowej Gałązce się poszczęściło. Znaczy się – nie w kwestii złapania skowronka, bo tego uśmierciła dzięki swoim umiejętnościom. Szczęściu jednak zawdzięczała brak dodatkowych atrakcji w tym momencie. Żadnych niespodziewanie miękkich zasp, ukrytych lodowisk i tego typu pułapek.
Ryjówka nie dość, że brzydka to jeszcze niezbyt rozgarnięta. O ile pierwsze nie przeszkadzało jej w umykaniu przed niebezpieczeństwami, tak drugie było powodem dla którego zwisała teraz bezwładnie z Orionowego pyska. Cóż, on jej współczuć nie zamierzał, odniósł tylko do tymczasowej skrytki i liczył na to, że ktoś w klanie cenił sobie smak tych gryzoni. Po schowaniu piszczki, otrzepał sierść i ruszył na dalsze poszukiwania zwierzyny. Jeszcze jedna, może dwie i z głowy.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Na szczęście tym razem obyło się bez nieprzyjemnych niespodzianek. To super, bo Jodłowa Gałązka nie chciała za bardzo bawić się w wykopywanie z kolejnej zaspy. Postanowiła więc zebrać wszystkie swoje zdobycze w jedno miejsce -tam do tego różowego pudełka- i pomyśleć jak to wszystko zanieść do obozu. Zwłaszcza ten karton. Hmmm… może Azaliowa Łapa mógłby jej pomóc? Jeśli nie to po prostu chyba zrobi dwie wycieczki.
A właśnie… gdzie jest cynamonowy point? Bo czarno-biała wojowniczka domyślała się że ten raczej nie siedział w miejscu kiedy ona rozmyślała, więc kotka postanowiła na razie zostawić tutaj rzeczy zabezpieczone przed innymi i pójść poszukać nowego nabytku Klanu Wichru. Skoro wyszła z nim to i z nim raczej powinna wrócić.
Kolejna kuropatwa. Jakiś wysyp się nagle zrobił piszczek, i to jeszcze tych sporawych. Wyglądało na to, że ptaszysko szukało czegoś. Intensywnie się rozglądało, więc może nawet i swojego towarzysza czy towarzyszki, którego Azaliowa Łapa jakiś czas temu upolował? No, ale na razie na szczęście piszczka nie zauważyła niebezpieczeństwa pojawiającego się w pobliżu. Była zbyt zajęta swoimi sprawami, żeby zauważyć białe na białym.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Kuropatwy z kolei były całkiem ładne, a na dodatek smaczne. Z ich piórek dało robić się ozdóbki, więc czego chcieć więcej? Ach tak, żeby dała się bez problemu złapać. Oriental ugiął łapy by nie wystawać zbytnio ponad śnieg. Na tym etapie nie musiał nawet myśleć o przyjmowaniu pozycji łowieckiej, przychodziła mu naturalnie, gdy zaczynał się skradać do zwierzyny. Tak samo jak ostrożne stawianie kroków i zwracanie uwagi na to, gdzie ptaszysko kierowało swój wzrok – by znieruchomieć i uniknąć zostania zauważonym. Czy też ukrywał się za zaspami, podchodząc coraz bliżej, aż do momentu, gdy starczyło wyskoczyć w stronę kuropatwy.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Poszło ładnie szybko i sprawnie. Kuropatwa była tak zajęta poszukiwaniem kompana, że aż sama w tym momencie do niego dołączyła. Dzisiaj w takim razie Azaliowa Łapa miał już dwa spore ptaszyska na koncie i kilka mniejszych zwierzyn. Całkiem nieźle jak na Porę Nagich Drzew. Całkiem nieźle.
Azaliową Łapę znalazła w czasie jego podchodzenia do kuropatwy. Wyczaiła go jak się skrada w stronę ptaszyska, więc postanowiła się trzymać na dystans dopóki ten nie upora się ze swoją zdobyczą. Nie chciała jej przecież spłoszyć. Dopiero kiedy cynamonowy point miał martwą piszczkę w pyszczku czarno-biała wojowniczka postanowiła w końcu się zbliżyć. Teraz przynajmniej nie było już ryzyka że kuropatwa ucieknie gdzieś w śnieg czy gdziekolwiek zwierzyna może umknąć o tej porze roku.
-Nieźle -powiedziała, próbując zwrócić na siebie uwagę byłego samotnika- wybacz… że tyle mi to zajęło -przyznała się bez bicia- ale już jestem.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
I fajnie, taką zdobyczą zdecydowanie mógł zakończyć swoje polowanie. A jeszcze moment okazało się, że Jodła go odnalazła i miała okazję zobaczyć go w akcji. Też fajnie. Wypuścił na moment piszczkę by uśmiechnąć się promiennie do wojowniczki.
– Wiadomo. – i praw tu takiemu komplementy! Postanowił tymczasowo nie wracać do tematu ich wcześniejszej rozmowy i zaczepić nowym. – Nie szkodzi, jak widzisz czasu nie marnowałem, jeszcze jedna taka czeka kawałek dalej. I parę innych piszczek. Ale tę kuropatwę myślałem by zanieść tej... Splątanemu Wąsowi? I tej drugiej, jak jej tam. Wiesz o które mi chodzi, te dwie sympatyczne babcie, które ewidentnie coś kręcą ze sobą. – podniósł zdobycz i pokierował ich powoli w stronę pozostałych piszczek, o ile Jodła nie chciała zahaczyć po drodze o swoje.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Eh, standardzik. Już się przyzwyczaiła, że jak się powie cokolwiek miłego do Azaliowej Łapy to nawet nie podziękuje tylko będzie się jeszcze bardziej nakręcał. No, ale dobra, niech mu tym razem będzie. Jodłowa Gałązka miała inne sprawy na głowie w tym momencie. No i przynajmniej nie czepiał się jej, że tak długo jej nie było to w wyrazie wdzięczności mogła pominąć komentarz jeśli chodzi o ten fakt w charakterze cynamonowego pointa.
-Trawiastej Polanie -uzupełniła. Miło że były samotnik pomyślał również o nich. To akurat pozytywnie ją zaskoczyło- To miłe z twojej strony. Na pewno się ucieszą -dodała jeszcze.
Oczywiście, że Jodła chciała zahaczyć po drodze o swoje zdobycze. Przecież ich nie zostawi. Pewnie będzie musiała się wrócić po ich drugą część ale pierwszą chociaż mogła zgarnąć teraz. Tak więc postanowiła zrobić, więc najpierw poszła z Azaliową Łapą a potem wróciła się już sama, żeby zgarnąć resztę.
//zt
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Kociak całkowicie przeciętnego wzrostu, o smukłej, harmonijnej budowie ciała. Jednak na tym jego przeciętność się kończy, bo z każdym mijającym dniem, na krótkiej, gładkiej sierści Szafrana coraz wyraźniej widoczne są rzadko spotykane w lesie układy znaczeń. Zaczynając od początku, jego futerko podstawowo można uznać za białe, jednak z wieloma ciemniejszymi znaczeniami, pokrywającymi ostatecznie większą jego część.
Na głowie widoczna jest swego rodzaju, bardzo ciemna, prawie czarna „maska” idąca między oczami i pod każdym z nich osobna, dalej przeradzająca się w pręgi, podobny odcień mają także uczy. Oba jego boki pokrywają rozety, wyraźnie odcinające się od jasnego tła, ale nie tak ciemne jak znaczenia na pyszczku tu kolor zatrzyma się na etapie brązu z odpowiednimi przejaśnieniami w ich centrach. Również łapy i ogon objęte są pręgowaniem, najciemniejszym przy ich końcach, później stopniowo dopasowujące się do tych na tułowiu.
Na mordce dobrze odznacza się nosek i oczy, teraz w barwie typowej dla wszystkich kociąt, a później jasnoniebieskie.
Nie było to aż takie trudne. Kilka dni uważnego obserwowania wyjścia do Obozu i udało się znaleźć moment idealny, by wymknąć się, niezauważony przez nikogo. Może można by pomyśleć, że była to praca zdecydowanie zbyt wymagająca dla Szafrana, ale tak naprawdę, jeśli już na czymś mu zależało umiał w to włożyć trochę pracy.
A tego bardzo chciał już dokonać od jakiegoś czasu, od kiedy właściwie tylko się zorientował, że dalsza część świata naprawdę istnieje. Do wszystkich legowisk kotów Wichru zdążył się już dostać, potrzebował nowych przeżyć, patrzenie na tereny przez Kolczasty Łuk nie było już wystarczające. A teraz wszystko rozpościerało się przed nim, gdy spokojnym krokiem przemierzał kolejne miejsca.
Nie kierował się w żadną konkretną stronę, nie mając pojęcia czego właściwie mógł tu szukać. Nie spieszył się, oglądał po drodze wszystko, co wydało mu się bardziej interesujące. Głównie rośliny zaczynające wyrastać powoli spomiędzy resztek śniegu rośliny, a już w szczególności – pojawiające się gdzieniegdzie kwiaty. Całkiem ładnie wyglądały, przynajmniej w porównaniu z nudnym, szarym krajobrazem który towarzyszył wszystkim zwykle pod koniec pory nagich drzew.
Nikt mu nie przeszkadzał, nikt nie mówił co ma robić, Szafran mógł nareszcie w pełnym zadowoleniu korzystać z życia. Czemu czekał z taką wycieczką aż tak długo? Powinien to już zrobić dawno temu. Przynajmniej teraz już to wiedział i był pewny, że nie będzie to jego ostatnie wyjście.
Szafran miał nieco mniej szczęścia niż wszyscy jego poprzednicy, którzy napotykali się jedynie z gniewem dorosłych po opuszczeniu obozu. Ale hej, zawsze mogło być gorzej, kuna mogła zaatakować zupełnie niespodziewanie, nie zostawiając kociakowi ani chwili na reakcję. Tymczasem oglądający przyrodę kocurek mógł dostrzec brązowy grzbiet drapieżnika, który skradał się w jego stronę. Wspinał się po wzgórzu, nieświadomy jeszcze że został zlokalizowany. Młody mógł jeszcze wykazać się śladową inteligencją i zawrócić biegiem do obozu, póki jeszcze miał te minimum przewagi.
Kociak całkowicie przeciętnego wzrostu, o smukłej, harmonijnej budowie ciała. Jednak na tym jego przeciętność się kończy, bo z każdym mijającym dniem, na krótkiej, gładkiej sierści Szafrana coraz wyraźniej widoczne są rzadko spotykane w lesie układy znaczeń. Zaczynając od początku, jego futerko podstawowo można uznać za białe, jednak z wieloma ciemniejszymi znaczeniami, pokrywającymi ostatecznie większą jego część.
Na głowie widoczna jest swego rodzaju, bardzo ciemna, prawie czarna „maska” idąca między oczami i pod każdym z nich osobna, dalej przeradzająca się w pręgi, podobny odcień mają także uczy. Oba jego boki pokrywają rozety, wyraźnie odcinające się od jasnego tła, ale nie tak ciemne jak znaczenia na pyszczku tu kolor zatrzyma się na etapie brązu z odpowiednimi przejaśnieniami w ich centrach. Również łapy i ogon objęte są pręgowaniem, najciemniejszym przy ich końcach, później stopniowo dopasowujące się do tych na tułowiu.
Na mordce dobrze odznacza się nosek i oczy, teraz w barwie typowej dla wszystkich kociąt, a później jasnoniebieskie.
Przez kilka uderzeń serca patrzył w stronę zbliżającego się stworzenia, próbując stwierdzić czym była nieznana istota i jakie mogła mieć zamiary. Kotem nie była, nie wyglądała jak nic znanego ze Stosu Zwierzyny... Czyli prawdopodobnie musiało być to coś, do czego nie należało się zbliżać. Z tą informacją można było podjąć bardziej konkretne działania.
Na szczęście Szafran starał się unikać walki zawsze, gdy było to tylko możliwe. I o ile pewnie w niektórych przypadkach można by to uznać za wadę, w tym konkretnym mogło się to okazać dla niego ratunkiem. Oczywiście, to nie tak, że był jakimś tchórzem (czy tchórz wyszedł by sam tak daleko poza obóz?), po prostu zdawał sobie sprawę, że istniały lepsze sposoby na rozwiązywanie problemów. Lub przynajmniej tak sobie to sam tłumaczył.
Jednym z tych sposobów, najbardziej odpowiednim w aktualnej sytuacji, była ucieczka. Proste rzucenie się w kierunku przeciwnym do kuny i bieg najszybciej jak tylko potrafił, co właśnie spróbował zrobić. Czy wybrał trasę, która miała zaprowadzić go z powrotem do znanych legowisk? Tu sprawa się trochę komplikowała, bo szczerze mówiąc Szafran wcale nie był w tym momencie pewny, skąd dokładnie przyszedł. Ale biegnąc na pewno musiał się dostać... gdzieś.
No i wystartowali – Szafran przed siebie, a drapieżnik, z lekkim opóźnieniem, za nim. Kocurek zbiegał po zboczu podczas, gdy kuna się wspinała, więc mógł jeszcze skorygować swoją trasę. Mógł zauważyć za jednym z pagórków znajomą koronę Rozłożystego Drzewa. No chyba że panika przesłaniała mu wzrok, wtedy jego sytuacja nieco się komplikowała.
Kociak całkowicie przeciętnego wzrostu, o smukłej, harmonijnej budowie ciała. Jednak na tym jego przeciętność się kończy, bo z każdym mijającym dniem, na krótkiej, gładkiej sierści Szafrana coraz wyraźniej widoczne są rzadko spotykane w lesie układy znaczeń. Zaczynając od początku, jego futerko podstawowo można uznać za białe, jednak z wieloma ciemniejszymi znaczeniami, pokrywającymi ostatecznie większą jego część.
Na głowie widoczna jest swego rodzaju, bardzo ciemna, prawie czarna „maska” idąca między oczami i pod każdym z nich osobna, dalej przeradzająca się w pręgi, podobny odcień mają także uczy. Oba jego boki pokrywają rozety, wyraźnie odcinające się od jasnego tła, ale nie tak ciemne jak znaczenia na pyszczku tu kolor zatrzyma się na etapie brązu z odpowiednimi przejaśnieniami w ich centrach. Również łapy i ogon objęte są pręgowaniem, najciemniejszym przy ich końcach, później stopniowo dopasowujące się do tych na tułowiu.
Na mordce dobrze odznacza się nosek i oczy, teraz w barwie typowej dla wszystkich kociąt, a później jasnoniebieskie.
Czy Biedronkowa Łapa mogła mieć jednak rację i spotkała go kara za wychodzenie z Obozu? Może istniały na to szanse, ale wciąż bardziej prawdopodobne wydawało mu się, że był to zwykły przypadek. Przynajmniej to była jego pierwsza myśl, a kolejnych nie było, bo kociak zbyt skupił się na dalszej ucieczce.
Gdyby kuna zrezygnowała z pogoni, prawdopodobnie powróciłby do zwiedzania, tylko skierował się w inną stronę, ale teraz nie była to dostępna opcja. Stanąć naprzeciwko drapieżnika w pojedynku wciąż absolutnie nie zamierzał, a więc wciąż pozostawało tylko jedno rozwiązane: biec przed siebie ile tylko sił w łapach.
Na szczęście udało mu się dostrzec znany element krajobrazu, w którego stronę bez namysłu się skierował. Bez końca tak uciekać nie mógł, a żadnych dobrych kryjówek w okolicy nie dostrzegł, jeśli gdzieś miał być bezpieczny, to prawdopodobnie tam, z powrotem w Obozie. Oby tylko nie trafił przy wejściu na nikogo, kto za bardzo przejmie się jego wyjściem na zewnątrz. To jednak był problem, którym będzie musiał zająć się w przyszłości, na razie liczyło się tylko to, by dotrzeć na miejsce.