A więc wyruszyła na zwykłe polowanie, nie nauczona, że nie nigdy w zamiarach spokojne polowanie takie nie są. Nie ma sprawy. Wyruszyła więc, szukając czegoś zdatnego do jedzenia. I no... hm. Na jej drodze na pewno napotkała... coś. Śmierdziało, ułożone w kupkę i wyglądało wprost obrzydliwie. Nie dało się pomylić truchła z niczym innym - gnijące zwłoki... jakiegoś małego gryzonia, choć nie, kilku gryzoni to na pewno nie jest dobre rozpoczęcie. Tylko kto tu to zostawił? Mogła też dostrzec, że nad śmierdzącą niespodzianką wirują wrony, ewidentnie chętne na taki obiad.
Budowa kotki sprawia, iż wydaje się być ona szczupła - niektórzy twierdziliby, iż wychudzona - nic bardziej mylnego. Kaczka to wysoka, dość dobrze umięśniona, co idealnie podkreśla krótkie futro. Futro to natomiast istny labirynt koloru. Czarno-ruda z elementami bieli. Rudy pokryty jest tygrysimi pręgami. Biel znajduje się na pyszczku, zajmując miejsce między oczami i spływając po prawej stronie, aż na żuchwę. Tam pochłania większą części sprawiając, iż cała pierś i brzuch kotki są właśnie białe. Biel spływa na każdą łapę, gdzieniegdzie zostawiając miejsce na mieszaninę reszty kolorów. Czarna barwa swoim ułożeniem wokół wielkich oczu idealnie podkreśla ich zieloną barwę, a przy okazji i długi, orientalny pysk, jak i ogromne, trójkątne uszy.
Jak najlepiej zobrazować gbura? Postacią Kaczki dokładniej. Imię to zdecydowanie jedno, wielkie niedopasowanie do jej osoby. Kotka wydaje się mieć ciągły kij w tyłku, wiecznie prycha z zażenowania, nie kwapi się do żartów, jak i do marnowania czasu na bezsensowne czynności. Proszona o uśmiech, sili się na skinienie głową, proszona o opowiedzenie żartu, mówi coś krótkiego i często zakończonego jakimś fiaskiem. Kaczka to kotka mocno stąpająca po ziemi, nie siląca się na wybieganie marzeniami daleko do przodu, a skupiająca się na tym, co jest tu i teraz. Nie przebiera w słowa, mówi jasno, krótko, a najlepiej - prosto z mostu. Ile to już razy użyła zbyt mocnego słowa do kogoś młodszego? No kilka razy się zdarzyło.
Połyskująca Łapa | Ślimak | Niebo
Coraz intensywniejsza woń i coraz większy grymas na jej pysku. Zaczęła ostrożniej iść, a przystała dopiero, gdy jej oczy padły na… to coś. — Obrzydlistwo — burknęła pod nosem, sama do siebie. Nie miała pojęcia czy odpowiedzialny za to coś był jakiś drapieżnik, czy może nawet jakiś Wichrzak? Urządził sobie specyfinie głupią zabawę i zapomniał posprzątać. Strzepnęła uchem. Najlepiej będzie jak oddali się od tego miejsca, zignoruje krążące nad truchłami wrony i skupi się na czymś innym. Bo… coś się jeszcze znajdzie, prawda? Oddaliła się od tego miejsca, wciąż kontynuując poszukiwania zwierzyny.
Chyba nie ona jedna wyczuła to... coś. Bowiem jak podreptała nieco dalej, dostrzegła, że gronostaj także zainteresowany ciekawym zapachem zmierza w jego stronę. Był tak zaaferowany szukaniem, że nie spostrzegł kolorowej kotki, a jej zapach był maskowany czymś zdecydowanie bardziej intensywnym. Miała szansę go zaatakować, może przy okazji pozbędzie się niebezpieczeństwa z terenów... albo zostawić go, żeby cieszył się padliną. On i całe stado wron.
Budowa kotki sprawia, iż wydaje się być ona szczupła - niektórzy twierdziliby, iż wychudzona - nic bardziej mylnego. Kaczka to wysoka, dość dobrze umięśniona, co idealnie podkreśla krótkie futro. Futro to natomiast istny labirynt koloru. Czarno-ruda z elementami bieli. Rudy pokryty jest tygrysimi pręgami. Biel znajduje się na pyszczku, zajmując miejsce między oczami i spływając po prawej stronie, aż na żuchwę. Tam pochłania większą części sprawiając, iż cała pierś i brzuch kotki są właśnie białe. Biel spływa na każdą łapę, gdzieniegdzie zostawiając miejsce na mieszaninę reszty kolorów. Czarna barwa swoim ułożeniem wokół wielkich oczu idealnie podkreśla ich zieloną barwę, a przy okazji i długi, orientalny pysk, jak i ogromne, trójkątne uszy.
Jak najlepiej zobrazować gbura? Postacią Kaczki dokładniej. Imię to zdecydowanie jedno, wielkie niedopasowanie do jej osoby. Kotka wydaje się mieć ciągły kij w tyłku, wiecznie prycha z zażenowania, nie kwapi się do żartów, jak i do marnowania czasu na bezsensowne czynności. Proszona o uśmiech, sili się na skinienie głową, proszona o opowiedzenie żartu, mówi coś krótkiego i często zakończonego jakimś fiaskiem. Kaczka to kotka mocno stąpająca po ziemi, nie siląca się na wybieganie marzeniami daleko do przodu, a skupiająca się na tym, co jest tu i teraz. Nie przebiera w słowa, mówi jasno, krótko, a najlepiej - prosto z mostu. Ile to już razy użyła zbyt mocnego słowa do kogoś młodszego? No kilka razy się zdarzyło.
Połyskująca Łapa | Ślimak | Niebo
Padlina, potem wrony, a gdy odeszła kawałek, to nawet gronostaj. Zatrzymała się w niemal całkowitym bezruchu, śledząc jedynie drapieżnika spojrzeniem. Zaaferowany darmową wyżerką nawet jej nie dostrzegł. To dobrze.
Kacza Łapa zgięła łapy, gotowa ruszyć na drapieżnika… uniosła jedynie łapę… a następnie się wycofała. Może to błąd, a może to decyzja bardzo dobra, ale kotka oddaliła się pospiesznym krokiem od owego miejsca. Plan był na złapanie kilku piszczków, nie na walki… przynajmniej, póki sytuacja takowej nie wymaga. Kiedy więc oddaliła się odpowiednio daleko, ponownie przystąpiła do poszukiwania zwierzyny.
Zrezygnowała z planu ataku. Może i to bardziej rozsądne, jeżeli nie ona, to kto inny go wypędzi. A ona w końcu przyszła tu zapolować na coś do jedzenia, nie chciała szukać kłopotów... rozglądała się więc dalej. Piszczków jak nie było, tak nie ma, jakby dosłownie rozpłynęły się w powietrzu. Jej nos jednak zaraz mógł wyczuć, coś... coś znajomego. Musiała to już kiedyś widzieć.
...nawet nie kiedyś, a przed chwilą. Dostrzegła KOLEJNEGO gronostaja na swojej drodze. Czy to znak? Może Gwiezdni próbują jej coś przekazać?
Jagnięca Łapa nie zmieniła się za bardzo od dzieciństwa. Urosła, jednak nadal jest jednym z najmniejszych kotów w Klanie Wichru. Od kiedy trenuje wydaje się trochę bardziej umięśniona. Stara się dbać o swoje krótkie, białe futro, jednak przychodzi jej to z trudem i zdarza się, że momentami jest bardziej szara. Jest ono najbardziej niesforne na głowie, gdzie tworzy swego rodzaju różki. Pod nimi z kolei znajdują się duże, niebieskie oczy, a jeszcze dalej jest jasnoróżowy nos. Uszy Jagnięcej Łapy najczęściej przylegają do jej głowy.
Nie wyróżnia się wyglądem, nie wyróżnia się charakterem. Jest po prostu... Normalne, przynajmniej na tę chwilę. Nie wyrywa się przed szereg, choć za razem nie lubi być ostatnia. Jest spokojna i z reguły nie sprawia kłopotów swoim rodzicom. To typ, który podąża, a nie przewodzi. Zdarza się, że zrobi coś wbrew swojej woli, ponieważ ktoś ją o to poprosił. Nie lubi się kłócić i z nikim konfrontować, więc zazwyczaj nie stawia na swoim. Poza tym jest łagodne i nie szuka zwady. Stara się być miła i życzliwa, ponieważ tak ją nauczono – a to, co mówią dorośli, jest święte, dlatego kurczowo trzyma się wymyślonych przez nich zasad. Jagnię jest bardzo ufna, bowiem na ten moment nie rozumie, że ktoś może chcieć dla niej źle. Często nie jest w stanie powstrzymać swoich emocji i płacze, dlatego nie radzi sobie w stresie. Mimo to odznacza się ciekawością charakterystyczną dla kotów w jej wieku, chociaż ze względu na swoją lękliwość nie zawsze daje się jej ponieść.
Czereśniowa Łapa [Rzeka]
Zbliżała się pora górowania słońca. Jagnię wykonało wszystkie swoje obowiązki na dzisiaj i zdecydowało, że odpocznie od wrzawy panującej w obozie Klanu Wichru. Nie żeby nie lubiła swoich klanowiczów, ale czasami było w nim po prostu... Głośno. Jagnięca Łapa z natury była kotem bardziej cichym i wycofanym, dlatego czasami potrzebowała wycofać się na chwilę i odetchnąć od zgiełku.
Korzystając z uroku Pory Nagich Drzew, Jagnię w pewnym momencie po prostu zatrzymało się gdzieś na Wyjących Wzgórzach i... Zaczęło bawić się śniegiem. Jeszcze nie wiedziało, co dokładnie by chciało ulepić. Po prostu formowała kształty swoimi łapkami, chwilowo oddając się sielance.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Przyszła w to miejsce nie bez powodu. Wędrujące Światła zniknął i choć niespecjalnie za nim tęskniła, to głupia pomyślała, że jeśli przyjdzie na miejsce treningów, to on się tam nagle pojawi i wygłosi jej monolog. A ona by go wysłuchała, z niechęcią na twarzy, ale zainteresowaniem. - No i zniknąłeś. Tuż po moim mianowaniu. Pewnie jesteś z siebie dumny. - Powiedziała sama do siebie, będąc na najwyższym punkcie wyjących wzgórz i patrząc prosto na zachodzące słońce.
Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Sosna nie mogła usiedzieć w miejscu. Wiedziała, że dużo ryzykowała, gdyby rana na nowo się otworzyła, ale to było tylko ucho! Mogła wychodzić na swoją odpowiedzialność, czyż nie? Tak też po prostu poszła na spacer do Wyjących Wzgórz. Spotykając tam Klacz, jakże normalnie gadającą do siebie. Normalna sprawa, co nie?
- Dumny, że stałaś się wojowniczką - odparła, stojąc za nią. Podeszła do niej ostrożnie i usiadła obok. Najwyżej odejdzie, jak Klacz nie będzie chciała towarzystwa.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Nie spodziewała się tego jednego kota tutaj. Słysząc jej głos, Klacz położyła uszy i niego się zgarbila. Nie odwróciła głowy, ale po chwili się znów wyprostowala i uniosla końcówki uszu. Widziała kątem oka, że Sosna usiadła obok, na co Klacz przelozyla ogon z jej strony na drugą, żeby się przypadkiem nie zetknąć. - Nie wiedziałam, że aż tak wdalas się w Czarnego Konia, że podsluchujesz cudze... słowa. - Nie mogła powiedzieć "rozmowy", bo wyszłoby, że Klacz na urojonego przyjaciela czy coś.
Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Szylkretka nie komentowała ani trochę "ucieczki" ogona siostry na drugi bok. Jedynie przekręciła głowę na bok i odetchnęła głęboko. Spoglądnęła na Wzgórza, będąc chwilę w ciszy.
- A ja nie wiedziałam, że tak gadasz do siebie - odpowiedziała zaczepnie. Odetchnęła głęboko. - Trzymasz się jakoś? - spytała. Nie każdemu ot tak, znika mistrz, nic nie wspominając wcześniej. Sosna nie chciałaby być na miejscu Klaczy. Gdyby Krzyk zniknęła... Nie straciłaby tylko mistrzyni, ale i też straciłaby dobrą przyjaciółkę.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Spojrzała na nią, unosząc jedną brew w górę. Sosna się odgryzała? Phi. Mogła zachować te słowa dla siebie samej, bo Klaczy to nie ruszało. Wcale. Była przecież równie świetną córką co ona i Sosna na pewno też gadała do siebie. Na pewno. Nie było innej opcji. Powróciła brwią na standardowe miejsce. - A dlaczego miałabym się nie trzymać? - Nie rozumiała o co jej chodziło. Trzymała się przecież idealnie.
Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Gadanie do siebie chyba miały po matce. Sama Sosna raz czy dwa się zorientowała, że rozmawia sama ze sobą. A skoro Klacz tak robiła, to na pewno była wina Czarnego Konia.
- Hm... No nie wiem - wzruszyła ramionami. - Raczej nikt by się nie trzymał dobrze z utraty mistrza, tuż po swojej ceremonii - odpowiedziała, nawiązując kontakt wzrokowy z Klaczą i przekrzywiła łeb. Skoro rozmawiały same do siebie, to pewnie Klacz tak samo, jak Sosna, wolała trzymać wszystko w sobie i nikomu nic nie mówić.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Pokiwała jej głową na boki. - Wędrujące Światła był zwyczajnym kotem jakich wiele. Jeśli nie odnajdował się w wichrze, to dobrze, że go tutaj już nie ma. Nie potrzebujemy kotów, które podważają swoją przynależność. Trening nie był po to, żeby sobie znaleźć przyjaciela, tylko zostać wojownikiem. I tak się stało. - Odparła, po czym dalej wpatrywała się w nią, choć nie chciała. Czułą dyskomfort patrząc w te zielone oczy na tle szylkretowego umaszczenia. Normalnie jakby patrzyła na brzozę, a nie sosnę. Czemu Koń jej dała takie imię?
Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Sosna tylko podniosła jedną z brwi na słowa Kraśnej Klaczy.
- Skoro tak sądzisz. Dla mnie Donośny Krzyk jest, jak przyjaciółka. Mogłam na nią liczyć po potyczce z jastrzębiem. Tak samo, jak i na Wędrujące Światła, chociaż z nim nie byłam tak blisko. - powiedziała. Wiedziała, jakim kotem była Klacz, może niezbyt koleżeńskim, oschłym do bólu, ale pewnie to tylko pozory. - To co, nasza wojowniczka jest gotowa na prawdziwe życie wojownika i szkolenie nowych terminatorów? - spytała pół żartem.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
- Jeśli wam udało się nawiązać większą relację to ok. U nas nie było to możliwe. - Tylko tyle i aż tyle. Po prostu to nie był kocur, z którym czyściłaby sobie nawzajem kryzę.
O dziwo Sosna kontynuowała rozmowę z Klacz... czego ta nie rozumiała. Jednak na to pytanie odpowiedziała normalnie i nawet lekko uniosla kąciki pyska. - Nawet nie wiesz jak bardzo. Mam zamiar stworzyć z nich jedne z najlepszych kotów klanu. O ile będą na tyle ambitni, żeby wspólnie ze mną to osiągnąć. - Nie chciała po prostu nauczyć terminatorów. Chciała, żeby ci byli kimś szanowanym i dobrze wyuczonym, a nie przepchniętym przez materiał żeby się danego terminatora pozbyć z głowy.