Smukła (wychudzona) i kanciasta o trójkątnej głowie i dużych uszach. Jest szylkretem bez białych znaczeń, z rudą końcówką ogona, rudą przednią lewą łapą i czarną kreską na pyszczku ciągnącą się od czarnego nosa aż do czubka głowy. Ma duże, jasnożółte oczy w kształcie migdałów. || Więcej w KP.
Fajny i energiczny i fajny.
Pochmurny Sen, Wilczy Szlak, Błyskotka
W końcu znajdzie, nawet jeśli za księżyc! Wiedziała że musi jeszcze dużo poćwiczyć, więc nie była zdziwiona że nic nie znajduje. Ciekawe jak szło jej towarzyszom? Pewnie już coś drobnego złapali... A skoro tak to Żabka też musi!
Dostosowała się do zmiany kierunku wiatru, ale dalej szukała nie zmieniając pozycji łowieckiej ani nie zmieniając sposobu oddychania. No w końcu coś znajdzie!
dlatego nie chcę spać choć tata goni to ja WIEM że MOGĘ radę dać! mieć siłę na kolejny dzień!
. . . ja bardzo boję się obudzić tam gdzie nie ma mnie
Mistrz: Pstra Chmura Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka* Ojciec: Północny Podmuch* Partner: this is fine
Szczupły, acz już nie wychudzony i wyniszczony, długołapy kocur. Posiada krótkie, wciąż roztrzepane, dymne futro, które nabrało blasku, podobnie zresztą jak jego intensywnie zielone ślepia.
Gwiezdni chyba nie byli zbyt łaskawi lub zwyczajnie nie był to twój dzień. Mimo to byłaś uparta, więc może, może Gwiezdni w końcu to docenią? Albo może to obecność lisa przegoniła całą zwierzynę i teraz jedyne, co ci pozostało, to podziwianie widoków? Na te pytania musiałaś sobie sama odpowiedzieć. Zatem szłaś... I szłaś. I nic więcej.
Smukła (wychudzona) i kanciasta o trójkątnej głowie i dużych uszach. Jest szylkretem bez białych znaczeń, z rudą końcówką ogona, rudą przednią lewą łapą i czarną kreską na pyszczku ciągnącą się od czarnego nosa aż do czubka głowy. Ma duże, jasnożółte oczy w kształcie migdałów. || Więcej w KP.
Fajny i energiczny i fajny.
Pochmurny Sen, Wilczy Szlak, Błyskotka
Może to lis. A może to Żabka była marna w te rzeczy. No cóż, przybyła tu między innymi ćwiczyć, prawda? Więc szukała dalej. Wciąż idąc pod wiatr miała przybraną pozycję łowiecką. Oddychała płytko i szła ostrożnie wciąż czegoś szukając. W końcu wiedziała że tak może być więc nie zamierzala się latwo poddać.
dlatego nie chcę spać choć tata goni to ja WIEM że MOGĘ radę dać! mieć siłę na kolejny dzień!
. . . ja bardzo boję się obudzić tam gdzie nie ma mnie
Mistrz: Pstra Chmura Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka* Ojciec: Północny Podmuch* Partner: this is fine
Szczupły, acz już nie wychudzony i wyniszczony, długołapy kocur. Posiada krótkie, wciąż roztrzepane, dymne futro, które nabrało blasku, podobnie zresztą jak jego intensywnie zielone ślepia.
Krok za krokiem, aż w końcu... Coś w trawie nieopodal ciebie zaszeleściło; cicho, tak, że niemalże mogło ci to umknąć. Wkrótce dostrzegłaś wśród trawy sunącego po ziemi zaskrońca. Nie był daleko, ale też nie zbliżał się do ciebie, a wręcz przeciwnie, więc musiałaś, droga Żabko, działać szybko. Bo lada chwila i mógł ci uciec!
Smukła (wychudzona) i kanciasta o trójkątnej głowie i dużych uszach. Jest szylkretem bez białych znaczeń, z rudą końcówką ogona, rudą przednią lewą łapą i czarną kreską na pyszczku ciągnącą się od czarnego nosa aż do czubka głowy. Ma duże, jasnożółte oczy w kształcie migdałów. || Więcej w KP.
Fajny i energiczny i fajny.
Pochmurny Sen, Wilczy Szlak, Błyskotka
Zaskroniec! Żabka zastrzygła uszami z zadowolenia. Ruszyła przed siebie ostrożniej jeszcze, stąpając tak delikatnie jak można, oddychając płytko i spokojnie, cały czas znajdując się w pozycji łowieckiej, cały czas pod wiatr. Aż w końcu gdy była dostatecznie blisko SKOCZYŁA! Chciała szybko złapać węża i go zabić i mieć swoją pierwszą zdobycz dzisiejszego dnia!
dlatego nie chcę spać choć tata goni to ja WIEM że MOGĘ radę dać! mieć siłę na kolejny dzień!
. . . ja bardzo boję się obudzić tam gdzie nie ma mnie
Mistrz: Pstra Chmura Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka* Ojciec: Północny Podmuch* Partner: this is fine
Szczupły, acz już nie wychudzony i wyniszczony, długołapy kocur. Posiada krótkie, wciąż roztrzepane, dymne futro, które nabrało blasku, podobnie zresztą jak jego intensywnie zielone ślepia.
Pomimo początkowego pecha w znajdowaniu zwierzyny, wkrótce Gwiezdni postanowili wynagrodzić twoją cierpliwość. Dostrzegłaś zaskrońca i zaczęłaś się do niego skradać. Gad nie był świadomy twojej obecności, więc kiedy wybiłaś się, szybko przyszpiliłaś go do ziemi i już wkrótce pozbawiłaś życia.
Smukła (wychudzona) i kanciasta o trójkątnej głowie i dużych uszach. Jest szylkretem bez białych znaczeń, z rudą końcówką ogona, rudą przednią lewą łapą i czarną kreską na pyszczku ciągnącą się od czarnego nosa aż do czubka głowy. Ma duże, jasnożółte oczy w kształcie migdałów. || Więcej w KP.
Fajny i energiczny i fajny.
Pochmurny Sen, Wilczy Szlak, Błyskotka
Była zdecydowanie bardzo zadowolona z siebie. Na tyle, że prawie zapomniała podziękować Gwiezdnym! Ale na szczęście przypomniała sobie podczas wykopywania dołka, więc jak już tam zaskrońca włożyła i jak już go przysypała, to również podziękowała za zesłanie takiego Gwiezdnym i za to, że pozwolili jej tak łatwo go upolować!
Pełna pozytywnych myśli znowu ruszyła na polowanie. Ustawiła się pod wiatr, przyjęła pozycję łowiecką i stąpając cicho i delikatnie ruszyła przed siebie, szukając kolejnej zwierzyny. Na pewno coś jeszcze uda jej się znaleźć. Dzień jest młody, gdzieś tam w okolicy kręcą się jej towarzysze polowania, i wszystko układa się całkiem dobrze. Nawet lis, na którego się natknęła, nie okazał się być tak wielkim zagrożeniem, jak niekiedy bywał.
dlatego nie chcę spać choć tata goni to ja WIEM że MOGĘ radę dać! mieć siłę na kolejny dzień!
. . . ja bardzo boję się obudzić tam gdzie nie ma mnie
Ciężko zaliczyć ją do najbardziej urodziwych kotek wśród czterech klanów, niemniej jednak nie jest również brzydka. Jest przeciętna i właściwie tym stwierdzeniem można by zamknąć cały opis jej wyglądu. W pewnym stopniu wydaje się być potężna, acz jednocześnie na swój sposób smukła. Widać w niej geny Łabędziej Pieśni, jednakże daleko jej do wzrostu babki. Wykracza nieco ponad przeciętność i tyle. Ma dobrze zarysowane mięśnie, dość długie łapy i kanciasty łeb. Jej futro jest mieszaniną bieli i burych plam; te drugie zajmują kawałek jej pyska - nos, usta, kawałek pod nosem i między oczami. Potem rozlewają się na uszach i lekko dookoła nich, łącząc się dopiero na karku i zajmując całą jego szerokość. Ostatnia, największa, znajduje się na grzbiecie i bokach, kawałku tylnych łap i całym ogonie. Reszta jest biała. Zostaje jeszcze nos; brązowy, z ciemną obwódką, jak i bursztynowe i dość wąskie oczy, niemalże wiecznie zmrużone. Do tego parę blizn, które głównie znajdują się na jej brzuchu.
stressed and depressed
Zakopałaś swoją zdobycz i nie czekając długo - ruszyłaś dalej. W gruncie rzeczy nie zaszłaś daleko, nim wkrótce dostrzegłaś... Coś. Czarny kształt, jakby czegoś nachylonego, acz znajdującego się w dość sporej odległości od ciebie. Po paru uderzeniach serca kształt nagle się poruszył, wyprostował, a ty byłaś w stanie rozpoznać, iż był to kot. Nie wyglądał na masywnego czy jakkolwiek zręcznego, szybkiego. Siedział w jednym miejscu i... Mył się?
x zaczynam.'xspadać.x''w'.xdół spadamx.'dox.góryx.'nogami myślę sobie,xzarazobudzę się leczimbardziejspadam tym 'bardziej 'widzę,że towszystko chybanie jest sen x
Smukła (wychudzona) i kanciasta o trójkątnej głowie i dużych uszach. Jest szylkretem bez białych znaczeń, z rudą końcówką ogona, rudą przednią lewą łapą i czarną kreską na pyszczku ciągnącą się od czarnego nosa aż do czubka głowy. Ma duże, jasnożółte oczy w kształcie migdałów. || Więcej w KP.
Fajny i energiczny i fajny.
Pochmurny Sen, Wilczy Szlak, Błyskotka
Obcy kot? Na środku terenów jej klanu? Niedopuszczalne!
Ale trzeba też przyznać, że całkiem intrygujące. I w sumie to niebezpieczne. Ale nie wydawał się być takim od razu zagrożeniem, więc... Więc i Żabka nie zamierzała takim być. No, Żabce ciężko by było w ogóle być zagrożeniem, więc o tym nawet nie ma co mówić. W każdym razie rozchodziło się o to, że atakowanie takiego kota było ostatnim co Żabka chciałaby zrobić, więc też nie zamierzała do niego podchodzić jak do zwierzyny. Porzuciła swoją łowiecką postawę i jak normalny kot, ale trochę ciszej, podeszła do myjącego się obcego.
- Co ty tutaj robisz? - spytała, będąc kawałek od nieznajomego. Wciąż nie miała zamiaru przecież tak od razu podchodzić do kogoś, kto no nie pachniał żadnym z klanów. Ani nie był na granicy. - Wiesz, nie powinieneś tutaj być. To są tereny Klanu Wichru i prosiłabym, żebyś no, sobie poszedł. - No i nie zamierzała być niemiłym kotem. Więc zwyczajnie poprosiła obcego, zamiast żądać czy rozkazywać.
dlatego nie chcę spać choć tata goni to ja WIEM że MOGĘ radę dać! mieć siłę na kolejny dzień!
. . . ja bardzo boję się obudzić tam gdzie nie ma mnie
Ciężko zaliczyć ją do najbardziej urodziwych kotek wśród czterech klanów, niemniej jednak nie jest również brzydka. Jest przeciętna i właściwie tym stwierdzeniem można by zamknąć cały opis jej wyglądu. W pewnym stopniu wydaje się być potężna, acz jednocześnie na swój sposób smukła. Widać w niej geny Łabędziej Pieśni, jednakże daleko jej do wzrostu babki. Wykracza nieco ponad przeciętność i tyle. Ma dobrze zarysowane mięśnie, dość długie łapy i kanciasty łeb. Jej futro jest mieszaniną bieli i burych plam; te drugie zajmują kawałek jej pyska - nos, usta, kawałek pod nosem i między oczami. Potem rozlewają się na uszach i lekko dookoła nich, łącząc się dopiero na karku i zajmując całą jego szerokość. Ostatnia, największa, znajduje się na grzbiecie i bokach, kawałku tylnych łap i całym ogonie. Reszta jest biała. Zostaje jeszcze nos; brązowy, z ciemną obwódką, jak i bursztynowe i dość wąskie oczy, niemalże wiecznie zmrużone. Do tego parę blizn, które głównie znajdują się na jej brzuchu.
stressed and depressed
Zdecydowałaś się podejść do nieznajomego. Obcy wyraźnie zajęty był samym sobą tak bardzo, że nawet nie usłyszał, jak się zbliżasz. A raczej nie usłyszała, bowiem kiedy się odezwałaś, nieznajoma uniosła łeb, spojrzała prosto na ciebie.
— Och? — wyrzuciła z siebie zaskoczonym, wysokim głosikiem. — Klanu czego? Wichrów? A co to? — zapytała po chwili, wstając i ukazując siebie w całości. Nie była masywnym kotem. Raczej zaliczała się do tych drobnych kotów, które nadrabiają szybkością, miast siłą. Smukła i dość niska. W głównej mierze była czarna, ale jej pyszczek, szyja i łapki oblewała biel. I przede wszystkim - bardzo młoda. Z pewnością młodsza od ciebie. Kotka zamrugała parokrotnie. — A, jaka ty jesteś słodziutka! Ładniutka! — zapiała z zachwytu, rozdziawiając oczy i robiąc jeden krok w twoją stronę, przechylając łebek. — Naprawdę!!! Jak ci na imię? Ja jestem Jagódka! — kontynuowała, szczerząc się na wszystkie strony. Chyba nie bardzo się przejęła, że była na terenie jakiegoś klanu Wichrów i że próbowałaś ją wyprosić.
x zaczynam.'xspadać.x''w'.xdół spadamx.'dox.góryx.'nogami myślę sobie,xzarazobudzę się leczimbardziejspadam tym 'bardziej 'widzę,że towszystko chybanie jest sen x
wysoki kocur, o krótkim, burym ticked futrze i piwnych oczach | Dorósł - to pierwsze, co można powiedzieć o Życie po tym, jak wyszedł z lecznicy. Wystrzelił w górę, upodabniając się do swojego ojca, wciąż jednak pozostając za nim w tyle (nie oszukujmy się - trudno dorównać najwyższym Wichrzakom). Puch przeistoczył się w śliskie, przylegające futro z ciemniejszą pręgą na grzbiecie, łagodnie przechodzącą w rdzę w okolicach brzucha. Mocniejszy kolor pojawia się również na pysku, tworząc pręgi na policzkach i czole (gdzie przybrały one kształt litery "M"), a także końcówce ogona, gdzie płynnie zmienia się z czarnego na miedziany. Drugą rzeczą, jaka bije w oczy po porównaniu kocięcego Żyta z tym dorosłym jest fakt, że zmizerniał. Przez długą chorobę znacząco wychudł robiąc z pulchnej kulki zapowiadającej siłacza tyczkę, która ma mięśni jak na lekarstwo. Zmienił się też kolor jego oczu, z kocięcego błękitu przeistaczając się w piwne, bijące podejrzliwą ciekawością świata.
Niemal pół roku po wyjściu z lecznicy Żyto zmienił się nie do poznania. Wraz z przemijaniem pory nagich drzew odeszła cała jego gburowatość i zamknięcie, ukazując światu całkiem nowego, lepszego kota. A może zwyczajnie zaczął odczuwać więcej radości, wciąż funkcjonując zgodnie z zasadą "ze skrajności w skrajność"? Przeżył swoją nienaturalną wręcz obojętność, zmieniając się w kompletną przeciwność. Nie zmieniła się również jego wybuchowość. Nigdy nie wiadomo, kiedy wybuchnie wściekłością, nie hamując się przed ostrzejszymi słowami i mocniejszą reakcją. Nie uderza to jedynie w jego personalnych wrogów, ale też wrogów rodziny, przyjaciół i przyjaciół przyjaciół - wróg mojego przyjaciela jest i jego wrogiem. Nie zapomina łatwo o przewinieniach, skrupulatnie pamiętając o każdej urazie, by w odpowiednim momencie wyciągnąć ją na światło dzienne i tym samym otworzyć dawno zasklepione rany.
Wieczór przeżywała w gorączce, wiążąc z każdą jego chwilą zawsze zawiedzione oczekiwania albo też po prostu - nerwową obawę, że zaraz wszystko się skończy. Sójka była młoda, jej sztuczny, wymuskany świat pachniał storczykami i beztroskim snobizmem. Kociarnia była niewielka, ale przytulna, z jasnymi, choć tłustymi, ziemnymi ścianami i legowiskami z usłych już nieco liści. Tuż przy wejściu, po lewej stronie, leżała wciąż Sójka, obecnie czymś obruszona. Patrzyła na brata, Dudka, leżącego w przeciwległym rogu kociarni. Na pyszczku ów ostatniego dostrzegła charakterystyczny dla niego wyraz pewnego zdumienia, który przybierał, gdy czuł się w jakiś sposób rozczarowany. Wydało jej się, że poczuł, iż jakość osiągniętego aktualnie szczęścia jest trochę wątpliwa. Szylkretka polizała się po prawej łapce i przyjrzała się znudzonemu bratu. Wciął była mała, miała kocięcy, okrągły pyszczek i miękką, nieco skołtunioną sierść.
- Jesteś! - wykrzyknęła o wiele głośniej, niż wymagała tego sytuacja i praktycznie przeturlała się do wyglądającego ciut dostojniej brata. Przez chwilę wyglądała tak, jakby zamierzała się na niego rzucić, ostatecznie jednak dziabnęła go jedynie w ucho. - Mam pomysł. - dopowiedziała zaraz. - Byłeś już kiedyś… tam? No wiesz, poza! - Gdyby tylko miał szansę jej odpowiedzieć, to byłaby fantastyczna wiadomość. Sójka uśmiechnęła się szeroko; po kociemu, rzecz jasna, i uśmiech ten nie zamierzał zejść jej jeszcze długo z pyszczka. Chwyciła go ząbkami za kark i nawet, jeśli kotek próbował się sprzeciwiać, wywlokła na zewnątrz.
- Jeśli nas nie zauważą, to nam się uda! Przecież widzę, że się nudzisz. - Kotka nie miała pojęcia, gdzie muszą trafić, pozwoliła więc prowadzić się instynktowi. Pobiegli wzdłuż szlaku, tuż koło usypanego już, pokaźnego stosiku pożywienia, ominęli konar starszyzny, pokonali kilka zakrętów, żeby pozostać niezauważonym i wypadli na zewnątrz, przebiegając przez wijące się gałęzie ostrokrzewu, który obiegał dookoła obóz i tworzył miejsce zewnętrznie obserwacyjne. Najbardziej po lewej, w pierwszej kolumnie, większość stanowiły kolczaste krzewy. Ciut dalej, co dla małych łapek mogło wydawać się nawet ogromem, znajdowało się parę wielkich, wiszących wręcz drzew. Jeśli w morzu głównie zieleni i czarnych konarów udałoby jej się wyłapać czyjeś oczy, byłyby one błyszczące i… prawdopodobnie złe. Jeśli dojrzałaby kawałek sierści, mogłaby być koloru wręcz każdego. Następna kolumna wyglądała równie ciekawie, choć odmiennie. Tutaj w oczy rzucały się jasne, prawie białe skały, kąpane w porannych promieniach słońca. Nienajbliżej, trochę po lewo, znajdowała się uschnięta, wyglądająca zupełnie normalnie polanka. Problem tkwił w tym, że była zupełnie ziemista. Więcej nie byli w stanie zobaczyć. Tutaj nie można było dostrzec anomalii. Skinęła łebkiem, nakazując bratu pobiec za nią.
- Módl się, żeby nas nie złapali! - i pognali w stronę Wierzb Płaczących.
//DUDUŚ!!!!
Księżyce: 50 Mistrz: Na co wojownikowi mistrz? Płeć: kocur Matka: Zwinna Łapa. Ojciec: Pszeniczny Grzbiet.
Owsiana Łuska jest długofutrym białym kotem z kremowym ogonem i tyłem uszu. Kremowe plamy poprzecinane są ciemniejszymi pręgami. Jest chudy, wysoki i dość długi. Jego pysk i jest podłużny, a na nim znajduje się różowy nos z ciemniejszymi kropkami. Poduszki łap kocura są w tym samym kolorze co nosa. Uszy są długie, równocześnie wąskie, zakończone pojedynczym, białym frędzlem. Oczy ma w kolorze złotym z ciemniejszą otoczką wokół. Prawe oko jest zamglone i nie widzi przez nie prawie kompletnie.
Krótko można o nim powiedzieć tyle, że jest niecierpliwy, złośliwy, oraz władczy. Nie lubi poznawać nowych kotów, a te, które u się nie spodobają, może pożegnać obrazą i pogardą. Woli działać szybko, jednak dostatecznie dokładnie. Niestety te dwie rzeczy nie chodzą w parze i często wybiera, co jest dla niego korzystniejsze. Nie liczy się zbytnio z opinią innych oraz woli zrobić coś dla siebie niż kogoś innego. W środku jednak ma inne uczucia, które ukrywa, aby nie pokazywać swoich wad i by koty go nie mogły oceniać po tym, co ma wewnątrz.
No Sójeczko. Pytanie za... Ileś tam punktów. Co można robić w naszym wieku w kociarni? Hm... Spać? Spać można, prawda. Ale cały dzień? Nudziarstwo straszne, z którego wyrwaliśmy się. Nie jesteśmy Popielicami, a prawdziwymi... cztero-księżycowymi kociakami. Dobra splątane korzenie. Można powtykać nos w Dżdżownicowe Dziurki? No, ale ile razy to robiliśmy? I czy naprawdę jesteśmy takimi brudasami? Szept z tyłu głowy mówi "Tak, właśnie tak.", ale nie przyznajemy się do tego, no nie? Można biegać - ale wszyscy na Ciebie patrzą, matki, kociaki, no i co jak Ci się powinie łapa? Rechot, zażenowanie, bohater wszystkich śmieszków na okres jednego dnia. A i biega się lepiej na otwartej przestrzeni, w dobrym towarzystwie. Najlepiej - w miejscach, których jeszcze nie znamy. Ale na moment, zostańmy przy zajęciach w kociarni. Obserwacja muszelek? Ile będziesz patrzeć na te głupie błyskotki? No... Ale zaraz powiesz "Co z nękaniem rodzeństwa?!". A no... Nawet to potrafi się nudzić w nadmiarze. Chociaż...
TOBIE CHYBA NIE! Auć, moje ucho. Tak tak, tu jestem mysi bobku. Jestem w swoim ciele o dziwo, ale chyba zaraz mnie z niego wyrwiesz. Brudasie, turlu turlu? No i co zrobiłaś? Kołtuniaro, ty... Wszystkie ziółka się do Ciebie przylepiły. No - chociaż tyle, że mniej czuć twój smród. Masz pomysł? Już się boje, mówiliśmy z mamą - myślenie boli. Po prostu jest niebezpieczne, zaraz się odwodnisz i co? Mam Cię uratować? Ja? Phi... Będziesz leżeć a ja sobie pójdę, o tam. Dudek kiwnął głową w stronę wyjścia z kociarni. I w ogóle... Przestań gadać, prujesz słowami jak ta brzęcząca mucha kolo twojej łapy. O tamtej, tylnej! Dudek machnął szybko prawą łapką. Gdyby docierało do niego o co chodzi sister, no to może by się ucieszył. Ale nie. Na Gwiezdny Klan ta kotka o lisim sercu, z pszczołami z mózgu go porwała! A jemu od tego awanturowania się w myślach zabrakło nawet sił do wzywania pomocy. Sójka była silniejsza, nie było sensu się szarpać. Dał się kawałek przenieść, potem zaś o własnych łapach podążył za nią, a przynajmniej spróbował tego dokonać. Jeszcze śmiałą się szczerzyć! Ale jej konspiracyjny ton... No od razu lepiej. No to co? Lecimy w ciemno za siostrą. Tu stosik zwierzyny, tam legowisku starszyzny, no i jakoś... Poszło! Gdzie oni zmierzali... I dlaczego kazała mu trzymać pupę tak nisko? Przed kim się ukrywali? Nie chodziło przecież o dodatkowe kąski ze stosiku, bo go minęli, nie chodziło chyba też o robienie żartów ze starszych, bo minęli już ich legowiska. Czy oni... TAK ZMIERZALI PROSTO DO WYJŚCIA Z OBOZU. Chwila prawdy, moment niepewności. Zostać i pokazać zdradę rodziny, oraz tchórzostwo przed Sójką? A może opuścić obóz wichrzaków... Zaryzykować życiem... Zaryzykować potokiem słów ze strony starszych... Czemu nie! On miał serduszko lwa (a przynajmniej tak sobie wmawiał), a nie myszy! No i jeszcze by sobie sójka z niego kpiła?
Z czym do ludzi, panie. I nim, obejrzysz się, na oślep gnasz, nie patrząc wstecz... HEJ PRZYGODO! Kpisz z niebezpieczeństw... Przygody wszak poczułeś zew. No to było piękne! Prosto przed siebie, wąs trzepocze się na wietrze... Dlaczego mu to się tak podobało? Sam nie wiedział! Gdy oddalili się od obozu tak, ze ani "tętentu łap", ani jego krzyku słyszeć się nie dało, otworzył pyszczek i krzyknął - Hej przygoodo! - Skoczył w przód, nad drobnym korzeniem i zaśmiał się. To było piękne! - Jesteśmy panami Świata! - Nie miał pojęcia jak to odmienić, więc rzucił taką krótką wypowiedź, chyba siostra się nie obrazi, jak zrobił z niej faceta. W końcu, była dość... męska i dzika.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Spałam sobie. Nie mogłam powiedzieć, że był to smaczny sen, bo ledwo usnęłam. Leżałam w swoim legowisku, które znajdowało się na tyle na uboczu, żeby nikt mi nie przeszkadzał i na tyle blisko wejścia, że czułam, kiedy ktoś wchodził bądź wychodził z obozu. Obudziły mnie szmery i dotarł do mnie zapach KOCIAKÓW. Czyżby któreś z tych mysich móżdżków planowało wyjść z obozu? Nie na mojej warcie, nie teraz, kiedy mnie obudzili.
Wstałam, leniwie się przeciągając i ruszyłam w kierunku wyjścia z obozu. Maluchów już tam nie było. Nie przejmowałam się tym jednak, to nie moja czereda, jak umrą to z własnej winy, no ale nie mogłam przecież tak tego zostawić. Przeczekałam jeszcze chwilę, żeby zdążyły odpełznąć kawałek i wyszłam. Podążałam za ich zapachem, szłam bezszelestnie, także nie było mowy żeby któreś z tych gówniarzy mnie usłyszało. Starałam też chować się co jakiś czas za jakimś krzakiem, czy drzewem, żeby mnie nie zobaczyły.
Szybko je dogoniłam, nie były zbyt daleko. Zmierzały w stronę Płaczących Wierzb.
Pobiegłam na około, żeby być na miejscu przed nimi. Nadłożyłam trochę drogi, ale dzięki temu te mysie móżdżki mnie nie widziały i mogłam im zrobić niespodziankę. Usiadłam sobie przy Płaczących Wierzbach, owinelam ogon wokół łap i czekałam, aż zjawią się uciekinierzy i się wyspowiadają. Wiedziałam, skąd mniej więcej się ich spodziewać. Kara ich nie ominie, o nie. Im dłużej są poza obozem, tym większa ona będzie. Obiecuję, że to będzie najgorszy wieczór w ich życiu.
Wygląda jak niemal idealne pomieszanie swoich rodziców, choć przeważa u niej biel futra Malinowego Nosa. Ma sylwetkę typowego Wichrzaka - smukłą, o długich łapach, a wzrost nieco większy niż przeciętny. Jej krótka, gęsta sierść jest zazwyczaj czysta i schludnie ułożona. Biel oblewa tułów, łapy i pyszczek, wchodzi też między oczy. Pomarańczowy kolor zdobi grzbiet zaczynając od barków i ciągnie się aż po koniuszek ogona. Ruda barwa sięga mniej więcej do połowy boku po obu stronach. Ten sam kolor mają jej uszy. Na pomarańczowych łatach można dostrzec ciemniejsze, klasyczne pręgi. Do tego trzeba dodać żółte oczy, w których czają się radosne iskierki oraz nos i poduszki łap w kolorze pudrowego różu. Jej grzbiet pokrywają blizny po kruczych pazurach. Pamiątką po jej przygodach poza klanem jest ślad po pazurach na prawym barku. Porusza się pewnie, z gracją. Chyba, że akurat pędzi na złamanie karku, ścigając się z wiatrem dla zabawy.
Wciąż całkiem dużo mówi, czasem co jej ślina na język przyniesie. Impulsywna, niecierpliwa, uparta - to już się raczej nie zmieni. Podobnie jak jej zapał do odkrywania nowych rzeczy, chociaż wszystkie okoliczne rzeczy zostały już odkryte. Uważa się za świetną wojowniczkę, ale bez przesady, nie jest w sobie zadufana. Czy księżyce spędzone poza klanem zmieniły jej osobowość? A gdzie tam! Pozostała tą samą radosną, przyjazną kotką, która chętnie się zakumpluje z nowo poznaną osobą. Tylko wskutek rozłąki jeszcze bardziej zdała sobie sprawę, jak ważna jest dla niej rodzina i wszyscy przyjaciele. Będzie co nadrabiać!
Spała smacznie, ale dość płytko, bo obudziły ją jakieś szelesty. Zamrugała, podniosła głowę i przeciągnęła się, pozbywając się resztek snu. Musiała sprawdzić, co się dzieje. Niewiele myśląc, wygramoliła się ze swojego legowiska. Akurat terminatorka o białym futrze znikała gdzieś w zaroślach. To pewie córka Zawilcowej Skórki, czyżby Lśnienie? Kotka o ryżych łatach znalazła się prędko na granicy obozu. Bardziej niż nocne wycieczki terminatorów niepokoił ją zapach kociaków. Świeży. Najwyraźniej jakieś maleństwa nie mogły spać i właśnie tędy przechodziły. Przypuszczenie zmieniło się w pewność, gdy wyczuła woń kociąt tam, gdzie absolutnie nie powinno jej być - poza bezpiecznym obozem. Oby tylko nic im się nie stało! Biała kotka prawdopodobnie właśnie próbowała zagonić młode pokolenie z powrotem do obozu, ale pomoc zawsze się przyda. Żeby już wszystko poszło zgodnie z planem i żaden drapieżnik nie zagroził kociętom.
Skradała się bezszelestnie w ślad za terminatorką. Dotarła tak do Płaczących Wierzb i bez słowa usiadła obok niej. Końcówka jej ogona drgała niecierpliwie. Świeżo upieczona wojowniczka czuła bliski zapach potomków Zwinnej Łapy, których czekała niespodzianka w postaci dwóch niezbyt zadowolonych kotek. Zachciało się przygód, co? Wypatrywała dwóch zgub, czekając na ich wyjaśnienia i zamierzając je zanieść prosto do kociarni albo chociaż odeskortować, jeśli pójdą tam z własnej woli i nie będą się opierać. Oczywiście kara za taki wybryk ich nie ominie.
Back whereI ᗷEᒪOᑎG yeah I never felt so strong ? '? ????baby I feel like there'snothing that I can't try And if ??? ???? ?? put your hands high, ᴘᴜᴛ ʏᴏᴜʀ ʜᴀɴᴅs high
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawendowa Łapa spała smacznie w legowisku kiedy usłyszała jakiś szelest. Nie zwróciła na to większej uwagi. Podniosła powieki i dostrzegła białą kotkę wychodzącą z legowiska. Zamknęła z powrotem oczy i usłyszała, że ktoś znowu wychodzi. Postanowiła sprawdzić o co chodzi. Wyszła z legowiska terminatorów i poczuła świeży zapach kociaków. Dreszcz przeszedł po całym ciele Lawendy. Czyżby ktoś chciał wykraść w nocy kocięta? Wzięła głęboki oddech. Nie czuła obcego zapachu, tylko kociaki i dwie znajomo pachnące kotki. Zamknęła oczy i jeszcze raz wzięła głęboki wdech. Odetchnęła lekko z ulgą, że to nie Mak, Szczypior czy Sowa. Z daleka widziała, że rudo- biała kotka wychodzi z Obozu. Córka Mknącego Ptaka podążyła po cichu za nią. Od razu się domyśliła, że Stokrotka wyruszyła na poszukiwania. Dopiero później do Lawendowej Łapy dotarło że, plan jest inny.Czyżby mieli dojść na miejsce przed uciekinierami? No to będą mieć wtedy ciekawy komitet powitalny. Zanim Lawenda dotarła na miejsce dostrzegła białą terminatorkę i przysiadającą się kotkę. Postanowiła więc dołączyć do nich. Niebieska kotka usiadła obok Stokrotki i kiwnęła głową w geście powitania. Teraz czekała w milczeniu na rozwój wydarzeń