Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Miał ochotę westchnąć ciężko w obliczu milczenia brata, ale się powstrzymał, bo… cóż, najwyraźniej Borsucze Futro przeżywał coś tak głęboko, że nie był jeszcze gotowy do mówienia o tym. Albo nie chciał. Albo nie umiał. W każdym razie nie był na niego zły, nie był rozczarowany ani nawet nie było mu przykro: przecież to nie była raczej kwestia tego, że brat mu nie ufał albo go nie lubił. Jak już, to Zajęczy Sus czuł w tym momencie lekką frustrację nakierowaną na samego siebie, bo nie wiedział, co powiedzieć, by jakoś pomóc srebrzystemu, wesprzeć go, może wywołać jakąś reakcję, cokolwiek. No, ale w sumie to mógł pogadać sam do siebie, bez jakichkolwiek słów ze strony brata.
– Chciałbym ci jakoś pomóc, Borsuczku. Jesteś dla mnie bardzo ważny i ciężko mi patrzeć, jak się tak snujesz, jak… jak ciało bez duszy – kontynuował więc po chwili milczenia. – Mi też ciężko po… po śmierci Gronostaj. Ale musimy być w tym razem, wiesz?
Srebrzysty rosły kocur o długim, gęstym futrze, które pokrywają czarne klasyczne pręgi. Kocur ma białą brodę, kryzę oraz krótkie skarpetki na przednich oraz dłuższe sięgające do pięt na tylnych. Jego broda jest silnie zarysowana, a nad nią znajduje się proporcjonalny, łososiowy w środku i czarny na zewnątrz nos, znad którego wyglądają limonkowe ślepia, które zależnie od światła są mniej lub bardziej żółte bądź zielone. Oczy Borsuka kształtem przypominają zaokrąglone kamienie, zwężające się prawie pod kątem ostrym do jednej strony. Z uszu wyrastają mu bujne, czarne pędzle, a żuchwę porastają bujne, długie bokobrody, często falujące na wietrze. Srebrzystego charakteryzują długie łapy ze słabo zarysowanymi mięśniami.
Borsuk nadal jest niepewny siebie, może trochę przestraszony i nieśmiały. Czasami nawet się jąka, aczkolwiek stara się wyplenić to z siebie. Widać, że chciałby więcej, że chciałby naprawić błędy młodości, ale nadal ogarnia go wewnętrzny strach, a tym razem jest nawet większy niż poprzednio. W gruncie rzeczy to raczej sympatyczny kocur, który stara się nikomu nie wadzić. Dodatkowo jest raczej ufnym kotem, toteż czasami zdobywa się na niepewne uśmiechy niczym młodziutka kocica, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Ot, cały Borsuk. To raczej typ dyplomaty, nie siłacza, choć jego wygląd zewnętrzny może mylić.
Nie chciał, ale przede wszystkim rzeczywiście nie potrafił, bo sam nie wiedział co się z nim dzieje. Trudno było mu to wszystko określić i przyznać się prze samym sobą, że coś jest nie tak, chociaż z tym już sobie poradził, jednak nadal nie posiadał umiejętności by opisać co mu jest i podzielić się tym z innym kotem. Nawet tak mu bliskim, jak jego braciszek i zarazem mistrz. Przypomniał mu się ich trening i perypetie, które razem przeżywali, jak i również kłótnia, przez którą jego trening był przez jakiś czas wstrzymany.
- Tak si-się czu-czuję - wyrzucił w końcu bardzo cicho, niemalże niesłyszalnie, ale dość wyraźnie. Przynajmniej nie bełkotał, a to się liczyło, prawda? Wystarczyło się jedynie wsłuchać, żeby wyłapać z szeptu konkretne słowa, a że Zając był pewnie skupiony na tej rozmowie, to raczej nie powinien mieć większych problemów. Szkoda, że tak to się wszystko potoczyło. Bury mówił coś o cioci Gronostaj, ale czy to jej śmierć była głównym problemem? Raczej nie. Borsuk podłamał się już wcześniej. Ciocia była jedynie kolejnym gwoździem wbitym w jego wątłe, chude ciało.
wcisnę sięwbezpiecznykąt wdziurawąścianęwbijęwzrok dosieciwrzucępłaczliwypost p o l u b i s z g o tytylkopopatrzysz,a ja poczujęsięgorzejnasamąmyśl zaczynamzamykaniebram
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Cóż, perypetie mieli… różne, to na pewno, ale koniec końców wyszli z tego dość obronną ręką, nawet jeżeli buro-biały był świadomy, że w pewnych kwestiach się różnią – zarówno jeżeli chodzi o charakter, jak i sposoby interpretowania otaczającej ich rzeczywistości i poglądy na pewne sprawy. Wciąż jednak sądził, że są całkiem blisko i że powinni się wspierać w trudnych chwilach, a takie niewątpliwie teraz przeżywali. Tyle tylko, że Zajęczy Sus nie zdawał sobie sprawy, jak… głębokie są przyczyny tego stanu u Borsuczka, bo o tych musiał mu on sam powiedzieć, a szło mu to nadzwyczaj niemrawo. Chociaż tyle, że w ogóle coś mówił; miał problem z wychwyceniem bardzo cichych słów brata, ale jednak zrozumiał, o co mu chodzi. Chyba o to, że czuje się jak ciało bez duszy…
– Ale czemu? – mruknął spokojnie, patrząc na pysk brata. – Chcesz mi powiedzieć? Czy niezbyt? Nic się nie stanie, jeżeli nie chcesz.
Srebrzysty rosły kocur o długim, gęstym futrze, które pokrywają czarne klasyczne pręgi. Kocur ma białą brodę, kryzę oraz krótkie skarpetki na przednich oraz dłuższe sięgające do pięt na tylnych. Jego broda jest silnie zarysowana, a nad nią znajduje się proporcjonalny, łososiowy w środku i czarny na zewnątrz nos, znad którego wyglądają limonkowe ślepia, które zależnie od światła są mniej lub bardziej żółte bądź zielone. Oczy Borsuka kształtem przypominają zaokrąglone kamienie, zwężające się prawie pod kątem ostrym do jednej strony. Z uszu wyrastają mu bujne, czarne pędzle, a żuchwę porastają bujne, długie bokobrody, często falujące na wietrze. Srebrzystego charakteryzują długie łapy ze słabo zarysowanymi mięśniami.
Borsuk nadal jest niepewny siebie, może trochę przestraszony i nieśmiały. Czasami nawet się jąka, aczkolwiek stara się wyplenić to z siebie. Widać, że chciałby więcej, że chciałby naprawić błędy młodości, ale nadal ogarnia go wewnętrzny strach, a tym razem jest nawet większy niż poprzednio. W gruncie rzeczy to raczej sympatyczny kocur, który stara się nikomu nie wadzić. Dodatkowo jest raczej ufnym kotem, toteż czasami zdobywa się na niepewne uśmiechy niczym młodziutka kocica, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Ot, cały Borsuk. To raczej typ dyplomaty, nie siłacza, choć jego wygląd zewnętrzny może mylić.
Praktycznie nic w tej rozmowie nie powiedział, ale już go zdążyła okropnie zmęczyć psychicznie, jak i fizycznie. Miał ochotę uciec, albo zasnąć wtulony w brata, bądź po prostu na stojąco, jeśli faktycznie nie byłoby innej możliwości. Jedno było jasne - chciał snu. Chciał zniknąć na trochę ze świata i najlepiej obudzić się dopiero jak minie sporo czasu, a może nawet i w ogóle, zależnie od jego stanu. Tego dnia... być może był bliższy zaśnięciu na wieki. Chyba dobrze, że dziś wpadł akurat na Zająca. W końcu brat był mu teraz najbliższym kotem. Borsuk w ostatnich księżycach odsunął się od swoich przyjaciół, a szczególnie od Pszenicznego, który zdawał się nie rozumieć samopoczucia srebrzystego i doradzał mu na przykład uśmiechnięcie się i wyjście do innych kotów. Z tego powodu kocur się zamknął i nawet Jodełka miała problem ze zbliżeniem się do niego. Z Paprotką nigdy się nie przyjaźnili, ale mieli dobre relacje. Sęk w tym, ze żaden z tych kotów nie miał aż tak dłużej siły przebicia, jak Zajączek.
- Ni-ni-nie wi-wiem... - mruknął niemrawo, wbijając spojrzenie w ziemię. Jego słowa były zgodne z prawdą, bo on rzeczywiście nie wiedział, dlaczego go to spotkało i bardzo długo nie zauważał nawet swojego tragicznego stanu, dopóki nie pogłębił się on tak, że zaczął przesypiać większość wschodów słońca. Jednocześnie ta jego lakoniczna wypowiedź sprawiała, że rozmowa praktycznie nie posuwała się do przodu, niestety.
wcisnę sięwbezpiecznykąt wdziurawąścianęwbijęwzrok dosieciwrzucępłaczliwypost p o l u b i s z g o tytylkopopatrzysz,a ja poczujęsięgorzejnasamąmyśl zaczynamzamykaniebram
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Nie wiem. I Zając też nie wiedział. Nie wiedział, czego Borsuczek potrzebuje i czy w ogóle może mu jakoś pomóc, z czego to wszystko wynika… ale nie chciał, by jego brat był w takim stanie, naprawdę nie chciał i czuł, że powinien przy nim być – jakkolwiek, jeżeli brat go nie odpychał i jeżeli nie potrafił też wskazać jakiegoś konkretnego działania ze strony Zająca, które by mu jakoś ulżyło. Nie mógł go zostawić… to było pewne. Westchnął cicho i ostrożnie, bez gwałtownych ruchów, zbliżył się do srebrzystego wojownika, by ułożyć się koło niego i zacząć w ciszy przejeżdżać językiem po jego bokach, grzbiecie, łopatkach, bujnej kryzie. Przez chwilę można było usłyszeć tylko ich oddechy i przysłowiowe świerszcze, jednak po pewnym czasie Zajęczy Sus dołączył do tych zabiegów także ciche mruczenie. Nie wiedział, co powiedzieć, nie wiedział, co zrobić, więc postanowił spróbować tak.
Srebrzysty rosły kocur o długim, gęstym futrze, które pokrywają czarne klasyczne pręgi. Kocur ma białą brodę, kryzę oraz krótkie skarpetki na przednich oraz dłuższe sięgające do pięt na tylnych. Jego broda jest silnie zarysowana, a nad nią znajduje się proporcjonalny, łososiowy w środku i czarny na zewnątrz nos, znad którego wyglądają limonkowe ślepia, które zależnie od światła są mniej lub bardziej żółte bądź zielone. Oczy Borsuka kształtem przypominają zaokrąglone kamienie, zwężające się prawie pod kątem ostrym do jednej strony. Z uszu wyrastają mu bujne, czarne pędzle, a żuchwę porastają bujne, długie bokobrody, często falujące na wietrze. Srebrzystego charakteryzują długie łapy ze słabo zarysowanymi mięśniami.
Borsuk nadal jest niepewny siebie, może trochę przestraszony i nieśmiały. Czasami nawet się jąka, aczkolwiek stara się wyplenić to z siebie. Widać, że chciałby więcej, że chciałby naprawić błędy młodości, ale nadal ogarnia go wewnętrzny strach, a tym razem jest nawet większy niż poprzednio. W gruncie rzeczy to raczej sympatyczny kocur, który stara się nikomu nie wadzić. Dodatkowo jest raczej ufnym kotem, toteż czasami zdobywa się na niepewne uśmiechy niczym młodziutka kocica, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Ot, cały Borsuk. To raczej typ dyplomaty, nie siłacza, choć jego wygląd zewnętrzny może mylić.
Bierność.
Borsucze Futro przede wszystkim ogarniała przeogromna bierność, z którą sobie nie radził, a przecież już wcześniej nie był żadnym inicjatorem, czy wodzirejem. Tyle, że wtedy na czymś mu jednak zależało, a teraz? Zdecydowanie częściej miał wrażenie, że to wszystko nie ma sensu, zaś jego starania w ogóle niczego nie dają, bo on i tak zawsze był za słaby, żeby cokolwiek doprowadzić o końca. Wystarczyło spojrzeć na jego relacje z innymi kotami. Na dodatek oddalił się również od swoich przyjaciół, a rodziny została mu ledwie garstka. Całe szczęście Zajączek o nim nie zapomniał i wciąż zależało mu na słabym, miękkim i nadwrażliwym bracie, który nie dorósł do dźwigania tak ogromnego ciężaru. W tym momencie... był bardzo podobny do małej Pianki, ich kuzynki.
Kiedy brat zabrał się za dzielenie języków ze srebrzystym, Borsuk po prostu siedział martwo wpatrzony w przestrzeń przez dłuższy czas, jakby w ogóle nie czuł, że Zajaczek wyczesuje językiem jego niegdyś zadbane i piękne futro, które tak wszyscy chwalili. Ech... Dopiero mruczenie brata sprawiło, że obrócił głowę w jego stronę i delikatnie przejechał językiem po czole Zająca.
wcisnę sięwbezpiecznykąt wdziurawąścianęwbijęwzrok dosieciwrzucępłaczliwypost p o l u b i s z g o tytylkopopatrzysz,a ja poczujęsięgorzejnasamąmyśl zaczynamzamykaniebram
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
W całej tej sytuacji odczuwał sporą niepewność, ale postanowił nie naciskać bardziej na brata, jeżeli ten nie chciał rozmawiać lub nie był w stanie tego robić. Był tu po prostu dla niego, czekał na jakąkolwiek reakcję z jego strony… albo i jej brak, też byłoby w porządku. Wiedział jednak, że od tej pory powinien zwracać większą uwagę na to, co robi Borsuk i jak się czuje, żeby srebrzysty nie popadał w ten… apatyczny stan jeszcze bardziej. On nauczył się radzić sobie z trudnymi sytuacjami, negatywnymi emocjami, stratą, cierpieniem, jednak nie był Borsuczym Futrem i mogli mieć całkowicie różne mechanizmy, których nie mógł narzucać bratu, który pozostawał mu jako jedno z dwójki rodzeństwa. Milczał więc i pieczołowicie czyścił długie kosmyki futra kocura, potem zaś cichym, łagodnym głosem zaproponował mu powrót do obozu.
***
Polowanie. Byli na wspólnym polowaniu, jednak upały sprawiały, że szło to wyjątkowo… opornie. W ten sposób Zajęczy Sus upolował jedynie marną mysz, która jako jedyna się nie skryła przed skwarem, a i tak szukał dość długo, więc westchnął ciężko, zakopał mysz w bezpiecznym miejscu, dość głęboko, żeby była w większym chłodzie, a następnie postanowił sobie zrobić przerwę. Przysiadł przy Płaczących Wierzbach i zaczął wylizywać sobie futro z krwi gryzonia, jednocześnie rozglądając się w poszukiwaniu Borsuczego Futra, który na pewno był gdzieś w pobliżu. Ciekawe, czy brat miał więcej szczęścia, i czy przyjdzie do niego, żeby też chwilę odpocząć.
Srebrzysty rosły kocur o długim, gęstym futrze, które pokrywają czarne klasyczne pręgi. Kocur ma białą brodę, kryzę oraz krótkie skarpetki na przednich oraz dłuższe sięgające do pięt na tylnych. Jego broda jest silnie zarysowana, a nad nią znajduje się proporcjonalny, łososiowy w środku i czarny na zewnątrz nos, znad którego wyglądają limonkowe ślepia, które zależnie od światła są mniej lub bardziej żółte bądź zielone. Oczy Borsuka kształtem przypominają zaokrąglone kamienie, zwężające się prawie pod kątem ostrym do jednej strony. Z uszu wyrastają mu bujne, czarne pędzle, a żuchwę porastają bujne, długie bokobrody, często falujące na wietrze. Srebrzystego charakteryzują długie łapy ze słabo zarysowanymi mięśniami.
Borsuk nadal jest niepewny siebie, może trochę przestraszony i nieśmiały. Czasami nawet się jąka, aczkolwiek stara się wyplenić to z siebie. Widać, że chciałby więcej, że chciałby naprawić błędy młodości, ale nadal ogarnia go wewnętrzny strach, a tym razem jest nawet większy niż poprzednio. W gruncie rzeczy to raczej sympatyczny kocur, który stara się nikomu nie wadzić. Dodatkowo jest raczej ufnym kotem, toteż czasami zdobywa się na niepewne uśmiechy niczym młodziutka kocica, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Ot, cały Borsuk. To raczej typ dyplomaty, nie siłacza, choć jego wygląd zewnętrzny może mylić.
Borsucze Futro tamtego dnia był wyjątkowo mało kontaktowy i za bardzo nie reagował na różne gesty ze strony brata, czy nawet na słowa. Nie był również w stanie prowadzić normalnej rozmowy, dlatego obaj zamilkli. Zajączek czyścił rozczochrane futro wyższego brata, który siedział na słup soli — praktycznie nieruchomo. Trwało to jakiś czas, aż w końcu buro-biały nie zaproponował powrotu do obozu. Srebrzysty się nie odezwał, ale posłusznie poszedł za nim, by później zasnąć w swoim legowisku.
***
Borsuk nadal nie był zbyt rozmowny, ale na pewno bardziej, niż w trakcie tamtego spotkania, bo rozmową nie można było tego nazwać. Tym razem nawet wybrali się na wspólne polowanie, ale z powodu upału musieli je przerwać i nieco odpocząć. Borsucze Futro nie upolował za dużo, bo i nie miał za bardzo na to ochoty, ani szczęścia tego dnia. Srebrzysty kręcił się po okolicy, aż w końcu nie wypatrzył Zajączka, do którego się skierował.
- Ugh, ja-jak ci poszło? - zapytał, żeby jakoś zacząć rozmowę i nie siedzieć jak kołek. Jak ktoś brał go z zaskoczenia, to jakimś cudem potrafił dyskutować, więc teraz czuł się w obowiązku i próbował się do tego zmusić. Poza tym ostatnio zaczął się złościć. Była to jedna z niewielu emocji, które zaczął ostatnio odczuwać. Lepszy rydz niż nic, prawda?
wcisnę sięwbezpiecznykąt wdziurawąścianęwbijęwzrok dosieciwrzucępłaczliwypost p o l u b i s z g o tytylkopopatrzysz,a ja poczujęsięgorzejnasamąmyśl zaczynamzamykaniebram
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Jego boki unosiły się ciężko w rozpaczliwej walce z upałem i duchotą, jaka panowała, lecz mimo to starał się oczyścić łapy i pysk z krwi jak tylko mógł, pomimo zmęczenia tym skwarem. W zasadzie nie siedział w miejscu długo, a zaraz przy jego boku pojawił się Borsuczek, który nawet go zagadał. Miał wrażenie, że z jego bratem jest… nieco lepiej? Pamiętał, jak nie był w stanie z nim rozmawiać, a mimo to na pogrzebie mamy się ładnie wypowiedział… no, i teraz byli na polowaniu, sam do niego zagadał. Oczywiście nie znaczyło to jeszcze, że jest dobrze, a przynajmniej Zając tego nie wiedział.
– Okropnie – przyznał, cofając lekko uszy i wzdychając cicho. – Znalazłem tylko mysz, która ledwo się ruszała przez ten upał – doprecyzował z lekkim niezadowoleniem w głosie. Wszystko inne się ukryło i bardzo słusznie zresztą, bo nie szło wytrzymać w taką pogodę. Kocurom zresztą nie ułatwiało długie futro, ani polowania, ani samego przetrwania przy takich temperaturach, niestety. – Sam chętnie bym się schował gdzieś w chłodne miejsce, ale jednak chciałbym jeszcze… no, coś złapać – dodał. – A ty coś złapałeś?
Srebrzysty rosły kocur o długim, gęstym futrze, które pokrywają czarne klasyczne pręgi. Kocur ma białą brodę, kryzę oraz krótkie skarpetki na przednich oraz dłuższe sięgające do pięt na tylnych. Jego broda jest silnie zarysowana, a nad nią znajduje się proporcjonalny, łososiowy w środku i czarny na zewnątrz nos, znad którego wyglądają limonkowe ślepia, które zależnie od światła są mniej lub bardziej żółte bądź zielone. Oczy Borsuka kształtem przypominają zaokrąglone kamienie, zwężające się prawie pod kątem ostrym do jednej strony. Z uszu wyrastają mu bujne, czarne pędzle, a żuchwę porastają bujne, długie bokobrody, często falujące na wietrze. Srebrzystego charakteryzują długie łapy ze słabo zarysowanymi mięśniami.
Borsuk nadal jest niepewny siebie, może trochę przestraszony i nieśmiały. Czasami nawet się jąka, aczkolwiek stara się wyplenić to z siebie. Widać, że chciałby więcej, że chciałby naprawić błędy młodości, ale nadal ogarnia go wewnętrzny strach, a tym razem jest nawet większy niż poprzednio. W gruncie rzeczy to raczej sympatyczny kocur, który stara się nikomu nie wadzić. Dodatkowo jest raczej ufnym kotem, toteż czasami zdobywa się na niepewne uśmiechy niczym młodziutka kocica, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Ot, cały Borsuk. To raczej typ dyplomaty, nie siłacza, choć jego wygląd zewnętrzny może mylić.
Wyglądało na to, że Zając nie był zadowolony ze swoich łowów. Borsucze Futro przygryzł policzek od wewnątrz, patrząc na brata martwo, niczym wisielec na katowskim drzewie. Kocur, który niegdyś był zadbany, przemiły i uśmiechnięty teraz wyglądał posępny wycierus, górujący nad większością kotów w klanie, niekiedy zaszczycający innych spojrzeniem. Nadal unikał kontaktu wzrokowego i to w ogóle się nie zmieniło. Tyle, że zgorzkniał i na dodatek nie mógł znieść myśli, że Chmurne Niebo nawet się z nim nie przywitała. Musiał z kimś o tym porozmawiać.
— Nie dzi-dziwę się. Też się ledwo ruszam, a przez upał je-jest jeszcze gorzej. — To chyba był żart, ale bardzo drętwy. Zajączek od dawna wiedział, jaka jest sytuacja i że Borsuk ledwo żyje, ale wciąż przy nim trwał i wyższy z braci naprawdę bardzo to doceniał, jak na swoje możliwości.
— N-nie. Może prze-przeczekajmy do wieczora w cieniu wie-wierzby? — zaproponował. W tych czasach rzadko kiedy wychodził z inicjatywą, ale to było dość oczywiste i nie musiał się za bardzo wysilać, by wpaść na ten pomysł. Chciał też porozmawiać i był zły, a to już naprawdę dużo.
— Wi-widziałeś Chmurne Niebo? — zapytał cicho.
wcisnę sięwbezpiecznykąt wdziurawąścianęwbijęwzrok dosieciwrzucępłaczliwypost p o l u b i s z g o tytylkopopatrzysz,a ja poczujęsięgorzejnasamąmyśl zaczynamzamykaniebram
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Kiwnął ciężko głową na propozycję Borsuka. I tak nie byłby w stanie już polować, o ile w ogóle pojawiłaby się jakakolwiek zwierzyna! Oddychał ciężko i milczał praktycznie do czasu, aż srebrzysty wojownik nie zadał mu pytania o… Chmurne Niebo.
– Mhmm. Widziałem, ale niewiele więcej. Znaczy się… widziałem ją parę razy z daleka i… no, wypłakała mi się w futro na pogrzebie Krzykliwej Mewy, ale poza tym to więcej chyba rozmawiała z Mokrą Łapą, niż z… ze mną, czy z Sokołem – przyznał z niemrawą miną. Z tego co pamiętał, to jego brat dość mocno przeżył fakt, że Chmurka zaginęła… zresztą, Zając też był nieco z nią związany; może nigdy nie byli wielkimi przyjaciółmi, ale miał do niej pewien sentyment ze względu na to, że to na polowaniu z nim Krzykliwa Mewa odnalazła tę koteczkę, potem trenowała z Sokołem, lubił z nią też rozmawiać, także... zawsze była gdzieś w pobliżu. To znaczy zanim zniknęła. Teraz, jak nad tym się zastanowił… to w sumie trochę go to bolało, że się nie zainteresowała starymi znajomymi. W sumie nie zapytał Sokoła, jak to wygląda w jego przypadku, bo był jej dawnym mistrzem i to on ją przyjął do klanu, ale jednak nie widział ich razem… – A ty z nią rozmawiałeś? – spytał, przechylając lekko łeb na lewo.
Srebrzysty rosły kocur o długim, gęstym futrze, które pokrywają czarne klasyczne pręgi. Kocur ma białą brodę, kryzę oraz krótkie skarpetki na przednich oraz dłuższe sięgające do pięt na tylnych. Jego broda jest silnie zarysowana, a nad nią znajduje się proporcjonalny, łososiowy w środku i czarny na zewnątrz nos, znad którego wyglądają limonkowe ślepia, które zależnie od światła są mniej lub bardziej żółte bądź zielone. Oczy Borsuka kształtem przypominają zaokrąglone kamienie, zwężające się prawie pod kątem ostrym do jednej strony. Z uszu wyrastają mu bujne, czarne pędzle, a żuchwę porastają bujne, długie bokobrody, często falujące na wietrze. Srebrzystego charakteryzują długie łapy ze słabo zarysowanymi mięśniami.
Borsuk nadal jest niepewny siebie, może trochę przestraszony i nieśmiały. Czasami nawet się jąka, aczkolwiek stara się wyplenić to z siebie. Widać, że chciałby więcej, że chciałby naprawić błędy młodości, ale nadal ogarnia go wewnętrzny strach, a tym razem jest nawet większy niż poprzednio. W gruncie rzeczy to raczej sympatyczny kocur, który stara się nikomu nie wadzić. Dodatkowo jest raczej ufnym kotem, toteż czasami zdobywa się na niepewne uśmiechy niczym młodziutka kocica, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Ot, cały Borsuk. To raczej typ dyplomaty, nie siłacza, choć jego wygląd zewnętrzny może mylić.
Wypłakała się w jego futro na pogrzebie Krzykliwej? A do niego nawet nie podeszła się przywitać, jakby w ogóle nie istniał, chociaż wielokrotnie musiała go widzieć. Zawsze była tylko i wyłącznie skupiona na sobie. To ona zniknęła, więc to ona powinna wyciągnąć łapę. Borsuk był zły i przede wszystkim zgorzkniały, jeśli chodziło o Chmurkę. Zagryzł zęby, kiedy usłyszał pytanie burego brata. Ugh, przecież nie będzie go okłamywał.
— Nie — powiedział krótko, sucho i niemrawo, kierując spojrzenie w ziemię. Nie chciał go zostawiać z takim oschłym tekstem, więc przez chwilę zbierał myśli, które zresztą same cisnęły mu się na język. Srebrzysty potrzebował wyrzucić to z siebie, a Zajączek zawsze był dla niego przyjacielem, a nie jedynie rodziną, jak Paprotka.
— Po po-powrocie udawała, że nie istnieję. Nawet się ze mną nie przy-przywitała, nie wyjaśniła gdzie była, a wy-wydawało mi się, że by-byliśmy blisko — dodał po chwili ciężko. W jego głosie wyraźnie słychać było złość oraz irytację na Chmurkę, która według niego nie zachowała się dobrze. Na dodatek nie mógł zrozumieć, dlaczego to zrobiła. Początkowo próbował ją usprawiedliwić, ale później nie mógł, bo wszystko, do czego dochodził, brzmiało bezsensu.
wcisnę sięwbezpiecznykąt wdziurawąścianęwbijęwzrok dosieciwrzucępłaczliwypost p o l u b i s z g o tytylkopopatrzysz,a ja poczujęsięgorzejnasamąmyśl zaczynamzamykaniebram
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Westchnął cicho, słysząc niemrawą odpowiedź Borsuczego Futra. Domyślał się, że ten może być… rozczarowany, zawiedziony, zraniony, rozgoryczony, rozwścieczony, wybierz jedno albo wszystkie, postawą Chmurnego Nieba, i wcale mu się nie dziwił, zwłaszcza że kiedyś byli, z tego co mu się wydawało, dość blisko. Faktycznie, kotka nieładnie się zachowała. Nie było przecież powodu, żeby się nie odzywała do starych znajomych… prawda? Z drugiej strony nie widywał jej teraz za dużo w obozie, całkiem jakby tak naprawdę nie wróciła, tylko parę razy natknął się na jakieś jej widziadło.
– To… ech, nawet nie ma logicznego usprawiedliwienia. Przecież chyba się nie pokłóciliście przed jej zniknięciem, ani nic takiego? A nawet jeżeli, to czemu miałaby udawać, że nie istniejesz, to nie byłoby zbyt… dojrzałe – mruknął łagodnym tonem, posyłając nieco zmartwione spojrzenie srebrzystemu wojownikowi. – Niby nie wiemy, co przeżyła, jak była poza klanem, i tak dalej, no i niedługo po tym, jak wróciła, to Krzykliwa umarła, ale… jednak wróciła do klanu, czemu miałaby się odwracać od starych znajomych? – dodał. Było to w zasadzie snucie domysłów, a poza tym autentycznie chciał znaleźć jakieś usprawiedliwienie dla przybranej córki Krzykliwej Mewy, ale… za bardzo nie potrafił. Na dodatek Borsuk wydawał się zirytowany tym stanem rzeczy, co wcale go nie dziwiło! Tym bardziej, że kocur wydawał mu się ostatnio… okropnie samotny.
Srebrzysty rosły kocur o długim, gęstym futrze, które pokrywają czarne klasyczne pręgi. Kocur ma białą brodę, kryzę oraz krótkie skarpetki na przednich oraz dłuższe sięgające do pięt na tylnych. Jego broda jest silnie zarysowana, a nad nią znajduje się proporcjonalny, łososiowy w środku i czarny na zewnątrz nos, znad którego wyglądają limonkowe ślepia, które zależnie od światła są mniej lub bardziej żółte bądź zielone. Oczy Borsuka kształtem przypominają zaokrąglone kamienie, zwężające się prawie pod kątem ostrym do jednej strony. Z uszu wyrastają mu bujne, czarne pędzle, a żuchwę porastają bujne, długie bokobrody, często falujące na wietrze. Srebrzystego charakteryzują długie łapy ze słabo zarysowanymi mięśniami.
Borsuk nadal jest niepewny siebie, może trochę przestraszony i nieśmiały. Czasami nawet się jąka, aczkolwiek stara się wyplenić to z siebie. Widać, że chciałby więcej, że chciałby naprawić błędy młodości, ale nadal ogarnia go wewnętrzny strach, a tym razem jest nawet większy niż poprzednio. W gruncie rzeczy to raczej sympatyczny kocur, który stara się nikomu nie wadzić. Dodatkowo jest raczej ufnym kotem, toteż czasami zdobywa się na niepewne uśmiechy niczym młodziutka kocica, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Ot, cały Borsuk. To raczej typ dyplomaty, nie siłacza, choć jego wygląd zewnętrzny może mylić.
Borsuk siedział z pochyloną, wręcz zwieszoną w dół głową, garbiąc się przeokropnie. Bolał go od tej pozycji kark, ale w innym ułożeniu czuł się znowu... niewygodnie, poniekąd. W każdym razie nie mógł znaleźć lepszego ustawienia ciała i skończył z bolącym ze złości oraz rozgoryczenia karkiem. Westchnął głośno i gdyby to była Pora Nagich Drzew, to wypuściłby porządny kłąb pary, ale jako że właśnie doskwierał im upał, to mógł się jedynie zagotować od własnego oddechu.
— Właśnie nie. Wydawało mi się, że sko-skoro to ona wróciła, to sa-sama po-powinna do mnie prz-przyjść i się cho-chociaż przywitać — dodał w odpowiedzi na słowa buro-białego brata. Może źle postąpił tak sądząc i sam powinien do niej wyciągnąć łapę? Ale przecież nie byli pokłóceni, więc nie liczyło się żadne wyciąganie łapy. Odwiedzenie starych znajomych po powrocie do domu to przecież zwykła przyzwoitość, czyż nie?
— Nie ro-rozumiem — sapnął już ciszej, patrząc na własne łapy. Ech, naprawdę nawet starzy znajomi nie chcieli mieć z nim do czynienia? Aż takim nieudacznikiem został? Nigdy do niczego się nie nadawał.
wcisnę sięwbezpiecznykąt wdziurawąścianęwbijęwzrok dosieciwrzucępłaczliwypost p o l u b i s z g o tytylkopopatrzysz,a ja poczujęsięgorzejnasamąmyśl zaczynamzamykaniebram
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Spoglądał z troską w swoich bladozielonych ślepiach na brata, jednocześnie oddychając ciężko, jakby to miało pomóc i pozwolić mu się trochę ochłodzić. Może powinni pójść do Leśnej Sadzawki, ale teraz wydawała się ona okropnie daleko i pewnie by się roztopili po drodze… a poza tym, teraz mieli trochę poważniejsze zmartwienia, niż upał, nawet jeżeli ten im doskwierał.
– Nie wiem, może… może po prostu Chmurka miała za dużo na głowie, w sensie zmartwień – bąknął nieco niemrawo. – Chociaż może też powinniśmy sami wyciągnąć łapę, tak myślę. Jeśli chcesz, to za parę dni możemy spróbować jej poszukać i z nią porozmawiać – zaproponował kocurowi po chwili namysłu. W końcu… Chmurce zmarła matka, może po drodze do domu doświadczyła czegoś okropnego, może jeszcze się nie odnalazła na nowo w klanie i potrzebowała wsparcia? Może nie powinni się nastawiać negatywnie wobec dawnej znajomej czy przyjaciółki tylko dlatego, że ta zniknęła, a potem nie odezwała się pierwsza, bo, cóż, może po prostu czuła się tak słabo, że to było ostatnie, o czym myślała… co nie do końca zgadzało mu się z tym, że zdążyła złapać kontakt z Mokrą Łapą, ale w porządku. Porozmawianie z nią wspólnie na pewno mogło przynieść więcej pożytku niż złoszczenie się na nią, a przynajmniej tak sobie pomyślał Zajęczy Sus. Oczywiście równie dobrze mogło się okazać, że nie chce z nimi dłużej utrzymywać kontaktu, no ale…