Księżyce: 99 Mistrz: Jodłowa Gałązka Płeć: kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Bociani Klekot Partner: każdy by chciał, żaden nie jest godzien
Średniej wielości, powabna kotka o krótkiej, miękkiej niebiesko-kremowej sierści z dużą ilością bieli. Ma duże, migdałowate ślepia w kolorze czystej tafli jeziora, łagodnie zarysowaną mordkę i prosty grzbiet nosa. Porusza się lekko i swobodnie, zawsze czysta i schludna z łagodnym, słodkim uśmieszkiem na pyszczku.
Pozornie miła, pomocna i schludna, na prawdę inteligentna, sprytna i podstępna. Dzięki naturalnej urodzie i nieprzeciętnym intelekcie zamierza wyrobić sobie nienaganną opinie w klanie i poza nim, tym samym móc kontrolować i owijać sobie wokół pazura jak największą ilość kotów. Swobodna w rozmowach, elastyczna i grzeczna w kierunku każdego, chociaż w jej wnętrzu buzuje jad.
Drobna Łapa [KC]
Postanowiła odkuć sobie nieco to, że ostatnio była dość bierna w klanowym życiu. Kolejna choroba pozbawiła ją możliwości nowych znajomości i intryg, chociaż do tej pory średnio szło jej to co planowała od najmłodszych księżyców. Krew ją zalewała na myśl, że zmarnowała tyle księżyców, ale nie zamierzała sobie pozwalać by emocje nią kontrolowały. Jak tylko frustracja spowodowana mizernymi wynikami zniknęła, postanowiła skorzystać z tego co już miała; Szafranowa Łapa. Kocur zdawał się niż zainteresowany, nawet jeżeli nie było to coś czego Biała Łapa chciała, musiała cieszyć się każdymi ochłapami. Zresztą, nie mogła oczekiwać, że ten gówniarz od razu zacznie jeść jej z łapy! Na całe szczęście przestał być niewyrośniętym smrodem, a powoli zaczął przypominać terminatora. Kocica mimo wszystko miała jakieś standardy, a dzieci jej zdecydowanie nie kręciły. Mimo wszystko... kto mógł jej zabronić namieszać w głowie jakiemuś małolatowi? No właśnie. Dlatego też jak tylko udało jej się złapać Szafrana w obozie, zaproponowała mu wspólny wypad poza obóz, a za miejsce spotkania wybrała... Płaczące Wierzby. Może chodzenie po grobach nie było najlepszą formą spotkania, ale to, że były tam pogrzebane koty niewiele ją interesowało. Najważniejsze było to, że jej futro wyglądało fantastycznie na tle długich, giętkich gałęzi wierzb. Jak tylko kocur się zgodził, kotka opuściła obóz jako pierwsza i udała się w stronę Płaczących Wierzb aby następnie tam na niego czekać. Usadowiła się w najbardziej dogodnym dla siebie miejscu przy jednej z najładniejszych wierzb, a następnie zaczęła przyglądać się falującym gałązkom. Miała perfekcyjnie ułożone futro, a delikatny wiaterek poruszający liśćmi, ale i delikatnie jej futerkiem, musiał dodawać jej niezaprzeczalnego uroku. O to chodziło, tak właśnie miało być.
Kociak całkowicie przeciętnego wzrostu, o smukłej, harmonijnej budowie ciała. Jednak na tym jego przeciętność się kończy, bo z każdym mijającym dniem, na krótkiej, gładkiej sierści Szafrana coraz wyraźniej widoczne są rzadko spotykane w lesie układy znaczeń. Zaczynając od początku, jego futerko podstawowo można uznać za białe, jednak z wieloma ciemniejszymi znaczeniami, pokrywającymi ostatecznie większą jego część.
Na głowie widoczna jest swego rodzaju, bardzo ciemna, prawie czarna „maska” idąca między oczami i pod każdym z nich osobna, dalej przeradzająca się w pręgi, podobny odcień mają także uczy. Oba jego boki pokrywają rozety, wyraźnie odcinające się od jasnego tła, ale nie tak ciemne jak znaczenia na pyszczku tu kolor zatrzyma się na etapie brązu z odpowiednimi przejaśnieniami w ich centrach. Również łapy i ogon objęte są pręgowaniem, najciemniejszym przy ich końcach, później stopniowo dopasowujące się do tych na tułowiu.
Na mordce dobrze odznacza się nosek i oczy, teraz w barwie typowej dla wszystkich kociąt, a później jasnoniebieskie.
Kiedy Biała Łapa zaproponowała mu wspólny spacer do Płaczących Wierzb, zgodził się bez wahania. Była to pewnie lepsza propozycja niż to, co mogła mu zaoferować większość kotów w klanie. Przynajmniej takie miał wrażenie, bo jednak nie często zdarzało się, żeby ktoś postanowił zabrać gdzieś akurat jego (pamiętał głównie swoje rodzeństwo, które chciało wyjść z Obozu razem z nim, gdy byli jeszcze kociakami. I wtedy nie chciał ich towarzystwa, mogli mu jedynie przeszkadzać, poza tym nigdzie ich nie zapraszał, tylko próbowali wepchnąć się sam w jego plany. Była to więc całkowicie inna sytuacja).
Dlaczego więc zdecydowała się go tu zabrać? Po prostu lubiła jego towarzystwo (teraz nie był już małym kociakiem, jak wtedy gdy spotkali się po raz pierwszy, tylko już kimś na równym poziomie co ona. Terminatorem, który pewnie nawet niedługo mógłby kończyć trening. Jeśli cokolwiek bym na nim robił)? Może, on też nie miał nic przeciwko niej, była jedną z bardziej interesujących kotek w ich klanie, poza tym wyglądała całkiem ładnie, na przykład teraz, na tle Płaczących Wierzb… Ale może jednak chodziło o coś bardziej konkretnego.
Podszedł do Białej Łapy, przy okazji rozglądając się po miejscu, w którym mieli się spotkać. Dobrze, że te martwe koty, które się tu znajdowały, zostały dobrze zakopane. Wystarczyło mu być w życiu na jednym pogrzebie, żeby stwierdzić, że niezbyt go interesowało ich oglądanie. - Cześć. Czemu akurat to miejsce? – postanowił spytać na początek. Może ona… bardziej lubiła jakieś rzeczy związane z przodkami? Tym całym Gwiezdnym Klanem? Albo planowała go zabić i nie chciało jej się zbyt daleko nosić zwłok. Oby nie.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Może czułaby się pewniej czając się za kępami traw i obserwując każdy ruch Echo podczas polowania, by aby na pewno ani jeden włosek jej z głowy nie spadł, ale przecież to nie było już takie tycie kociątko, nie? A przynajmniej nie wyglądało już na takie, więc bladym świtem, zamiast na Wyjące Wzgórza, wybrały się w nieco innym kierunku.
– Pamiętasz teorię, prawda? Czy chcesz ją jeszcze szybko powtórzyć? – spytała kontrolnie, chociaż szczerze wierzyła w pierwszą opcję. I jeśli na nią padło to dodała z wątłym uśmiechem na koniec. – Wołaj, gdyby cokolwiek się działo, powodzenia.
Sama odbiła w bok i by truchtem mijać kolejne kępy traw i wypatrywać okolicznych piszczek. Zamierzała trzymać się możliwie blisko Echo, ale nie na tyle by jej wchodzić pod łapy i płoszyć zwierzynę.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Takie ładne miejsce, a Wichrzacy zmarnowali je na cmentarz. Cynamonowy oriental nie mógł zrozumieć tego wyboru. Znaczy się jasne, było to w pewien sposób klimatyczne, jeden z bardziej wyróżniających się obiektów na ichniejszych terenach, ale przecież to będzie musiało tak ślicznie wyglądać na wiosnę, gdy ciągnące się do ziemi gałęzie zaczną kwitnąć. I co? Krzyżyk dla jakichkolwiek wycieczek między wierzbami, bo przecież to miejsce spoczynku zmarłych. Już mniejsza z zakłócaniem spokoju paru trupków, bo jak na klanowe standardy to już dawno pewnie odpoczywali wśród gwiazdek, ale sama świadomość, że miało się pod łapami całe hałdy rozkładających się (czy też rozłożonych do samych kosteczek) kotów? No to zdecydowanie zabijało czar tego miejsca.
Jakby nie starczyło, że wszechobecne roztopy raczej słabo wpływały na estetykę Płaczących Wierzb. Orion otrzepał tylko futro i ruszył dalej, chcąc wyminąć obozowisko wszelkich duchów.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
- Azaliaaaaaaa!!!! - zakrzyczała za nim, gdy biegła jego śladem. Miała bardzo, ale to bardzo pilną sprawę, a skoro już wyszedł z obozu i mieliby chwilę, hm, prywatności, to zdecydowanie warto było skorzystać. Rozmowa z siostrą otworzyła jej oczy, myślała bardzo długo. Na jakiś czas o tym zapomniała. A potem znów przyszło jej to do głowy i nie mogło wyjść. Zżerał ją stres, może nawet bardziej niż przed tym, jak powiedziała mamie, że jest kotką. A może właśnie mniej z racji takiej, że Azalia jej rodziną nie był. Choć zdecydowanie czuła, że był jak ktoś taki właśnie. Nie umiałaby nazwać jego "roli", ale zdecydowanie był gdzieś między wujkiem a rodzicem. Mentor taki, jak go lubiła nazywać Świt.
- Hejcia, dokąd idziesz? Śpieszysz się gdzieś? Mogę iść z tobą? Będę grzeczna, obiecuję! - dopytała, gdy zrównała się już z nim krokiem.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Ile czasu funkcjonował już jako Azalia tudzież Azaliowa Łapa, a wciąż nie przyzwyczaił się do tego imienia? Zdecydowanie zbyt długo, zważywszy na to, że w sumie nigdy nie przywiązywał większej wagi do tego jak był nazywany. Skąd więc to przyzwyczajenie do Oriona? Ciężko określić. Niemniej rozpoznając głos nawołujący z oddali, zwolnił lekko kroku, by ułatwić koteczce dogonienie go.
– Jasna sprawa, będę zaszczycony twoim towarzystwem. – zgodził się z szerokim, typowym dla siebie uśmiechem, chociaż mówił to akurat zupełnie szczerze!! Towarzystwo Świt zawsze było mile widziane, w tej burej główce wiecznie kłębiło się od intrygujących myśli. – Chciałem się rozejrzeć za grzybowymi kręgami, może już jakieś by się pojawiły skoro śnieg się roztapia.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Naturalnie szeroki już uśmieszek rozszerzył się jeszcze bardziej, jak usłyszała słowa przyjaciela. Mimo też chłodnej pogody zrobiło jej się dość gorąco i przy okazji niezręcznie. A co jeśli on również miał jakieś uczucia? I ona? I oboje się tego wstydzili i ich nie chcieli i zaraz zerwą swoją znajomość i będą musieli się unikać? Jak mogłaby unikać tak czarującą duszę?
- Ojej! Brzmi super. A do czego jest taki grzybowy krąg? - brzmiało to fantastycznie, magicznie wręcz. - Bo ja to w ogóle cieszę się, że cię widzę. To znaczy...Nie cieszę się bardziej niż zwykle!! To znaczy, zawsze się bardzo cieszę, ale tak samo i to nie tak, że teraz jest inaczej!! - zaplątała się, krzywiąc pyszczek na własną głupotę. Wiedziała, że nie jest za mądra, ale mogłaby nauczyć się lepiej dobierać słowa. - Ale...Ale bo chciałam porozmawiać, tak...
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Och, widzisz, to akurat bardzo dobre pytanie, bo teorii jest kilka, a ja mam zamiar przekonać się, która z nich jest prawdziwa. – odparł niezbyt konkretnie nim Świt znowu się odezwała i trudno nie zauważyć, że motała się w słowach jak... no gdyby Orion nie unikał z wielką pasją jej matki to zaraz by miał dowód na to, że niedaleko pada jabłko od jabłoni i te sprawy. Ale jakkolwiek podenerwowanie burej koteczki zaliczało do niezwykle klarownych zwiastunów czegoś z pogranicza problemów, były samotnik nie pozwalał by ta realizacja wpływała na jego mimikę. Co najgorszego mogło się zdarzyć? Zabiła kogoś? Pomoże pozbyć się ciała, nie ma problemu. – Mówisz? Coś konkretnego ci siedzi na wątrobie?
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Naprawdę chciała dopytać o więcej, podzielić się swoimi teoriami, wysłuchać jego. Niestety z całych sił próbowała się skupić na tym jednym zadaniu, które musiała wykonać. Za bardzo ją to męczyło, żeby posłuchać się Echo i po prostu dać mu żyć. Ryzykowała tym ich przyjaźń i zaufanie, ale ciężko było na niego patrzeć, gdy myślała tylko o tym.
- Hm? Nie no, na wątrobie to nawet nie wiem jak coś posadzić...Nie bardzo wiem nawet gdzie się znajduje - wnętrzności miały tyle dziwnych nazw, wszystkie były jakoś tak dziwnie skotłowane i ciężko było je rozróżnić. Serce było najważniejsze i tak. - Aleee....Boo...Bo rozmawiałam z Echo jakiś czas temu...Siostrą moją znaczy. I ta moja siostra ukochana mi powiedziała jedną rzecz...i ja tak sobie myślę, że mogła mieć rację - odetchnęła głęboko. - Bo ja mówiłam o tobie. W sensie...że tak ładnie rzeczy ozdabiasz i jesteś ładny ogólnie i że fajnie mówisz i że cię lubię i jesteśmy przyjaciółmi...I Echo spytała czy się przypadkiem nie...zakochałam - wbiła pazury w ziemię, grzebiąc nimi trochę, żeby odwrócić swoją uwagę. Niezbyt pomagało. - I ona chyba miała rację iiiiii chyba rzeczywiście tak jest i przepraszam...
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Gdyby Orion dostawał bażanta za każdym razem, gdy siostrzeńcy Jaśniejącego wspominali o romantycznych uczuciach względem niego, miałby już dwa bażanty. Nie wystarczyłoby to do wykarmienia klanu, ale nieco dziwne, że przydarzyło mu się to już drugi raz. I po pierwsze, na litość, dlaczego nie ta część rodziny co trzeba łapała zauroczenia jak przeziębienia zimą? A po drugie, Echo mogłaby znaleźć sobie lepszy cel w życiu niż wchodzenie siostrze do głowy i sianie w niej zbędnego zamętu.
Nie no, normalnie by szanował, ale może niech za cel obierze sobie tamtą nastroszoną, a nie Świt.
Miał szczerą nadzieję, że to tylko skutki nadinterpretacji czekoladowej pointki, a nie jakieś faktyczne, kiełkujące uczucia, bo to byłoby niezwykle... niefortunne. Zdążył przecież autentycznie polubić burą terminatorkę, jej pomysły, ich wspólne rozmowy. I nie żeby miał tu zaraz wpaść w panikę, nie wiedząc co zrobić z obecną sytuacją, ale musiał przyznać, że wybiło go to z rytmu wystarczająco, by dopiero po chwili zorientował się, że krzywił się jakby na języku ukrywał jaszczurkę. Potrząsnął lekko łbem i przyjął bardziej neutralny wyraz pyska. Świt była ledwo co odrośnięta od ziemi, ciężko tu uznawać, że nawet jeśli jej siostra miała rację, to było to coś obiektywnie poważnego. Co prawda szalenie niezręcznego i pewnie lepiej byłoby ograniczyć interakcje z młodą, by jej zdążyły się wyciszyć te hormony czy cokolwiek nią kierowało. Ale no właśnie, obiektywnie nie było. Z perspektywy Świt to mogło być za paręnaście księżyców jedno z kluczowych wspomnień z dzieciństwa i...
Jezu no, za jakie grzechy?
– A Echo to taka specjalistka do spraw miłości, że warto jej spostrzeżenia brać pod uwagę w tym momencie? – zaczął, spoglądając w stronę Płaczących Wierzb. Ach, być teraz takim trupkiem zakopanym pod zmarzniętą glebą, to dopiero życie. – Widzisz, nie brzmisz na zbyt przekonaną, przepraszasz, więc czy faktycznie masz się czym przejmować? Bo jeśli to tylko wynik gadania twojej siostry to może odrobinę pośpieszyłaś się z wnioskami, co?
A nawet jeśli nie, w imię wyższego dobra mógł jej wmówić, że dokładnie tak było.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Ta cisza pomiędzy jej ostatnim słowem a zaczęciem odpowiedzi przez Azalię trwała absolutnie całą wieczność. Niby zwykle dni jej mijały szybko, nim się obejrzała to zapadał zmierzch, a ona sama żałowała, że nie zrobiła tylu niesamowitych super rzeczy, które tak bardzo chciała i będzie trzeba kłaść się spać. To znaczy, ona nie tyle co potrzebowała się kłaść, co czuła lekką presję, gdy Traszka zwijała się w legowisku o dokładnie tej samej porze, każdego dnia. Wstała również tak samo. Świt to dokładnie zaobserwowała kilka razy, gdy akurat znowu zarywała noc albo spała tyle, że prawie nic i następnie biegała cały dzień bez choćby nutki zmęczenia.
- Um, chyba tak...? Tooo znaczy, mówiła, że ktoś jej się podoba chyba. Albo kogoś ma. Nie pamiętam tylko, czy mi rzeczywiście powiedziała...W sumie w ogóle niewiele pamiętam co się potem działo - zmarszczyła brwi w zamyśleniu. Wracały, miały piękne kwiatki w ogonach, rozmawiały. Słowa były jednak wygłuszone, a obraz rozmyty, więc Świt za nic nie była w stanie dotrzeć do tak odległego wspomnienia. - Ale...Ale co jeśli tak jest!! - jęknęła, szczerze przestraszona. - Bo...Bo jeśli rzeczywiście cię kocham, to?? Co z naszą przyjaźnią? Ja cię strasznie strasznie lubię!!! I ja nie chcę cię kochać!!! To znaczy chcę, ale inaczej!! Jak przyjaciela, bo jesteśmy przyjaciółmi i uwielbiam naszą przyjaźń i nasze rozmowy i spędzanie czasu i !!! - zaczęła oddychać głośniej, szybciej, aż wyszło na to, że usiadła na ziemi i zaczęła się zapowietrzać ze stresu. Tak, to było zdecydowanie gorsze niż rozmowa z Iskrą.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Uniósł brew w zdziwieniu. Bezbarwna tekturka kogoś miała? Na oku przynajmniej? Ostatecznie jedynie w wyobrażeniach Świt, bo żadna taka informacja nie padła, co brzmiało najprawdopodobniej, szczerze mówiąc. Nie dlatego że bura miała talent do siania nieświadomej dezinformacji, a dlatego że Echo sprawiała wrażenie... jakie sprawiała. Tak samo jak ten mały czarny, który w podobny sposób do niej wpychał nos w cudze sprawy, ale chyba dla samego faktu posiadania informacji, a nie dla radości ploteczek czy jakiejkolwiek innej emocji. W sumie ostatnio oriental go przestał widywać w obozie, szkoda, nigdy się nie dowie czy młody faktycznie poszedł na rozmowę z wujkiem. Mógł jednak zgadywać, że nic takiego nie miało miejsca, skoro Świt jeszcze nie musiała mu organizować tego obiecanego pogrzebu.
Ale no właśnie, Świt.
Nawet nie zdążył jeszcze przetrawić przerażonego słowotoku, który skończył opuszczać jej mordkę, a ta już zaczęła mieć trudności z oddychaniem. Jak przypadkiem Echo znajdzie dzisiaj rzepy w swoim legowisku to w zupełności na nie zasłużyła.
– Dobra, łapię, że sprawa jest poważna, ale nie jest tragiczna, ok? Więc oddychaj, wdech i wydech. – na zachętę, sam prezentował ten przerysowany, spokojny oddech, który zwykle robiło się w takich sytuacjach. Przy okazji dodał jeszcze. – Rozwiążemy to zaraz na spokojnie.
Jak na przykład bura nie padnie z braku tlenu wcześniej.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Pazurkami grzebała w ziemi, trzęsła całym ciałem (bardziej dla nieświadomego efektu niż z powodu nerwów), a oddech stawał się coraz szybszy i głośniejszy. Na krótko spojrzała na Azalię, który próbował ją nakierować, co rzeczywiście się udało. Nie za wiele, ale udało. Uspokoiła ciało, a oddechy stały się głębsze, nieco wolniejsze, choć dalej rozemocjonowane.
- Nie wiem jak - miauknęła smutno, spoglądając na cynamona zasmarkanym pyszczkiem z załzawionymi oczami. Tak po prawdzie to rzadko kiedy zdarzało jej się płakać bo było jej smutno, ciężko było ją przestraszyć albo zestresować. Może była to kwestia tego, że bardzo jej zależało na ich relacji, a może po prostu odziedziczyła po Iskrze ten analityczny paraliż, który uaktywniał się po prostu rzadko, niespodziewanie.
- Bardzo, bardzo, bardzo przepraszam!! Nie chcę zostać potworem z lasu który zjada zakochane koty - dodała, przypominając sobie, że faktycznie taką obawę miała jak rozmawiała ostatnio z Echo. Chyba. Dalej ta rozmowa była dziwnie zamglona we wspomnieniach.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Teoria o tym, że Echo była chora w dniu rozdawania umiejętności przeżywania emocji przybrała na prawdopodobieństwie. Z tą różnicą, że (oriental zaczynał tak podejrzewać) połowa rodzeństwa nie stawiła się w kolejce, Świt poszła za nich i ostatecznie wzięła wszystko na siebie. I efekty tego miał teraz przed nosem, proszę państwa. Bura była już trzema łapami w grobie, a były samotnik troszeczkę żałował, że nie mieli bliżej do obozu i niezbyt umiejętnie ukrytej kocimiętki należącej do przywódczyni. Może ta by jakoś skuteczniej uspokoiła młodą.
– Jak nie wiesz to ja coś wymyślę, w porządku? – zaoferował, znowu odwracając nieznacznie spojrzenie w stronę łysych wierzb. Bardzo fajnie, że jednak obeszli się bez narkotyków, ale zasmarkana, załzawiona Świt do najprzyjemniejszych widoków nie należała. Nawet nie chodziło już o kwestie estetyczne, ale po prostu milej by było, gdyby nie reagowała tak przez niego. Na niego. Z jego winy. Jedna z tych opcji.
– Już raz przepraszałaś, tyle już może starczy, co? – mruknął z lekkim naciskiem, bo jak za pierwszym razem mógł po prostu zignorować tę kwestię, tak drugi raz głupio było milczeć, bo zaraz pojawią się i trzecie przeprosiny, z którymi nie miał pojęcia co zrobić. Tak samo jak nie miał pojęcia o co chodzi z tym potworem, ale to była o niebo prostsza sprawa. – Żadnym potworem z lasu nie zostaniesz, spokojna głowa, co? Czemu ty byś miała nim zostać? Twój brat w żadnego potwora nie zmienił, ja nie zmieniłem, więc może to tylko przypadłość Cienistych, którzy faktycznie żyją w lesie, hm?
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Oddychanie stało się o tyle trudne, że wciąganie własnych glutów albo połykanie łez było uciążliwe. Nawet nie tyle co obrzydliwe, co zapychało gardło i nie pozwalało na swobodną zadyszkę. Z tego też powodu Świt zaczęła się mimowolnie uspokajać, tylko co chwila pociągając nosem i robiąc szybkie, krótkie wdechy. Pokiwała głową, gdy przyzwyczajała się jeszcze do sytuacji, by móc zacząć ponownie się wysławiać. Było jej to na łapę, żeby to Azalia coś wymyślił, bo jej jedynym pomysłem było zerwanie znajomości albo ucieczka w dzikie, dalekie ostępy, z dala od domu i przyjaciół i rodziny. Przykre, ale była gotowa na takie poświęcenie.
- Mój brat? - dopytała, przejeżdżając po mokrym policzku, by go przetrzeć. - Który? Cieniści stają się potworami? - przekręciła nieco łeb, prawie całkowicie już uspokojona. Chwilową panikę zdradzały tylko zeszklone oczy i zasmarkany nos. - Ty też się zakochałeś w kimś w kim nie powinieneś? Albo nie chciałeś? Dlatego nie stałeś się potworem?
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.