Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Mimo, że Zimno, jedyna córka Olchowego Szeptu, obecnie nie widziała żadnego sensu w słowach swojego ojca, to królewicz, cóż, jak można było się łatwo domyślić, wręcz przeciwnie. W tym momencie żarliwie był przekonany o własnej racji i zwyczajnie widział to dokładnie tak, jak powiedział. Uniósł w niezadowoleniu brwi, słysząc ten cichy śmiech. Czy naprawdę było w tym cokolwiek zabawnego? Nabrał głęboki wdech przez swoje ceglastoczerwone nozdrza i po raz kolejny trzepnął puszystym, długim ogonem na boki. Kąsająca była podobna do niego, ale stąpała po cienkim lodzie, próbując ponownie przekroczyć granicę.
- Nie sssądzę. Poza tym, jessst dla wasss najlepszą matką, jaką moglibyście mieć w tym klanie i najlepiej by było, jakbyś to w końcu zauważyła - odpowiedział szorstko swojej córce. Czy Olchowy Szept naprawdę nie kochał Ciemnej Toni? Sprawa była trochę bardziej skomplikowana niż Kąsającej się wydawało. Ona myślała, że to taka prosta, zwyczajna sprawa, że to uczucie jest czarno-białe, tymczasem Król Olch... miał co do tego trochę inne podejście, z którym nie lubił się dzielić.
- Co ma być dalej? Ossiągnąłem to, co chciałem i odrzuciłem go, gdy nie był mi już potrzebny - mruknął w końcu, nie podając żadnych szczegółów. Na razie nie chciał tego robić. Jeśli bura będzie próbowała ciągnąć ten temat, to być może jej odpowie. Ewentualnie znowu wybuchnie złością i na tym rozmowa się skończy. Niezależnie od tego, jak zabawiał się jej ojciec, Zimno powinna wziąć się za siebie i zwiększyć swoją skuteczność, żeby nie przynosić wstydu i sobie, i swojej rodzinie. Żeby wygryzła ją jakaś brudnokrwista kotka? Niewiarygodne.
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
Najlepszą matką, jaką mogli mieć w tym klanie? Cóż za komplement, doprawdy. To wciąż nie świadczyło za dobrze o Ciemnej Toni – i wciąż nie było powodem do darzenia jej szacunkiem innym, niż ten udawany. W jej głowie rozbrzmiały słowa Lodowej Łapy, który sugerował, że matka może będzie ją sprawdzać, czy nie pobrudziła sobie nosa resztkami jedzenia, nawet gdy zostanie wojowniczką. Zastanowiła się przelotnie, czy ojciec powie swojej partnerce o jej stosunku wobec niej… ale jeżeli by to zrobił, to chyba tylko bo to, by zasiać ferment w rodzinie, a ten był zupełnie niepotrzebny. Mieli inne rzeczy, na których powinni się skupić.
– To jeszcze nie świadczy za wiele – odparła krótko, a choć jej ogon zachwiał się lekko na boki, to zaraz zamarł w bezruchu. Nie powinna już tak dużo pokazywać. Nie chciała. Miała ochotę też dodać, że fakt, że Ciemna Toń wypchnęła ich ósemkę z macicy i sprawiła, że dożyli do ceremonii na terminatora, jeszcze nie jest powodem do szanowania jej i uwielbiania jej nad życie, ale również się powstrzymała. Poczuła jednak kolejny zastrzyk irytacji, gdy Olchowy Szept wciąż wodził ją za nos w sprawie Chrząszczowego Brzucha.
Czuła się tak, jakby powiedział o tym tylko i wyłącznie po to, by ją upokorzyć. Pokazać, że jej się nie udało, a jemu tak. Wjechać jej na ambicję, co częściowo mu się udało, ale bardziej ją podirytowało. Zmrużyła jedynie ślepia i przesunęła spojrzeniem po pobliskich drzewach, czując, jak cała chęć do dalszej rozmowy z ojcem z niej całkowicie ulatuje, jednak zachowała spokój i chłód. Zimno.
– Dobrze wiedzieć – odparła krótko, głosem wyrażającym co najwyżej uprzejmość. – Do zobaczenia w obozie – dodała po trwającej kilka uderzeń serca przerwie, po czym odwróciła się na pięcie.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Pogoda była idealna na polowanie, chmury miały przyjemny dla oka, białawy kolor, nic nie zapowiadało się na deszcz, a i wiatr był delikatny, w niczym nie przypominający hardych i mocnych podmuchów, jednym słowem - bomba. Dzień wcześniej podbił do Lisiego Wrzasku, którą kojarzył i w sumie chciał od jakiegoś czasu z nią porozmawiać, a, że mogliby to zrobić chwilę przed polowaniem, co szkodziło? Ruda Wojowniczka zgodziła się i następnego dnia, kiedy słońce było na najwyższym punkcie nieboskłonu - wyszli z obozu, kierując się w dolne części ich terytorium, coby rozruszać najpierw trochę kości, a potem spróbować szczęścia w łowach na zwierzynę lądową. Rozmawiali przez jakąś część drogi, aż w końcu Polny wyczuł dogodny moment na zaczęcie inne rozmowy. – Spotkałem ostatnio brązową, cętkowaną kotkę na Terenach Niczyich, Wróbelek się nazywa – powiadomił ją, wesołym i radosnym głosem, jak zawsze z resztą. Czuł się zobowiązany do przekazania rudej słów samotniczki, w kocu obiecał. – Kazała cię pozdrowić – powiedział i uśmiechnął się cwaniackim uśmiechem w jej kierunku. Jego ogon poruszał się leniwie na boki, raz w lewo, a raz w prawo, natomiast zielono-żółte ślepia uważnie ilustrowały otoczenie, kiedy dotarli na miejsce, Polny przystanął. – No to ten, połamania łap – bo grzeczność jednak przede wszystkim, nieważne w jakim wydaniu. Buro-biały Wojownik ruszył przed siebie, rozdzielając się z Lisim Wrzaskiem i ruszając we własnym kierunku, praktycznie od razu uginając łapy i zrównując łeb i ogon z linią grzbietu. Miał nadzieję na udane polowanie, czuł nawet lekki dreszczyk rywalizacji ze starszą kotką. Uważnym spojrzeniem obserwował teren dookoła niego, starając się wypatrzeć coś ciekawego, nos węszył uparcie, a uszy niczym radary gotowe były do wychwycenia każdego, nawet najmniejszego dźwięku, który mógłby sygnalizować zwierzynę.
Ciało kotki, niezmiennie pokryte jest rudym, pręgowanym tygrysio, krótkim futerkiem. Na pyszczku, piersi, brzuchu i łapach, oraz spodzie ogona, delikatnie się przejaśnia, wpadając bardziej w kremowy odcień. Mimo upływu księżyców, nie uległo ono wielkiej zmianie poza tym, że na jego długości pojawiło się kilka szczególnych blizn takich jak; blizna na piersi, barku oraz tylnej, lewej łapie. Córka Traszkowego Grzbietu wyrosła, stając się wysoką i smukłą, a przede wszystkim dorosłą kocicą. Ma długie łapy, które pozwalają jej na sprawne pokonywanie sporych dystansów, kształtny łepek do którego wrócimy i długi, biczowaty ogon zakończony charakterystyczną białą plamką. Posiada żywo-pomarańczowe ślepia, ciemny, drobny nosek w kolorze cegiełki, nieco pożółkłe kły oraz uszy w tym jedno dość mocno poszarpane. Można łatwo stwierdzić, nie będąc geniuszem, że zmieniła się nie do poznania i chyba tylko najbliższe jej niegdyś koty, będą w stanie ją sklasyfikować jako Lisek z dawnych lat.
Ostra, pewna siebie i szczera wręcz do bólu. Nie kryje się ze swoim niezadowoleniem, mówi wszystko wprost tak jak to widzi i czuje. Często można ją przyłapać na nadmiernym używaniu sarkazmu czy cóż...obelg. Totalne przeciwieństwo tej, którą być może zapamiętali starsi wojownicy Klanu Cienia. Teraz? To jedynie cień jej charakteru, skryty pod taką a nie inną maską. Wewnątrz kryje się ta wesoła kotka, jednak ktoś musi ją wydobyć. Zapowiada się długie kopanie!
Nie spodziewałam się popularności po mianowaniu, a tu proszę! Pierwszy, lepszy buras który nie miał w sobie krwi Traszki podbił raz do mnie jak akurat jadłam drugą mysz w ciągu dnia. Zaproponował wspólne wyjście na polowanie, co przyjęłam całkiem entuzjastycznie. Fajnie tak czasem rozprostować łapy, otworzyć pysk do kogoś nowego...Kocur nie wydawał się jakimś strasznym sztywniakiem co mu kijach w zadzie drapie powoli gardło - więc nic nie stało na przeszkodzie w zgodzeniu się na wspólny wypad. Teraz to trzeba polować, nie ma co! Ranga zobowiązuje i takie tam inne duperele. Droga nam minęła całkiem sprawnie, pogoda dopisywała, ptaszki śpiewały...Udało mi się nawet wdać w rozmowę - z jak się po czasie okazało - Polnym Chwastem. Może imię nie wzbudzało grozy, a raczej chciało mi się rechotać. No bo spójrzcie, no Chwaścik? Też mi imię! Nie to co Lisi Wrzask, o! Tym bym mogła nawet komuś zaimponować, jednak nie muszę! Sama moja osoba robi to za mnie, cmok. W każdym razie rozmawiało się całkiem dobrze, więc młodzik zrobił na mnie dobre wrażenie. Może da się z nim jakkolwiek kiedyś pogadać, kto wie. Moje poszarpane uszy drgnęły kiedy buras rzucił coś o spotkaniu z samotniczką na Terenach. xx- O, a to ciekawe. Nie obchodzi mnie to. - rzuciłam obojętnie nawet na niego nie zerkając, jednak kiedy dokończył tym swoim wesołym głosikiem...Spojrzałam na niego z wykrzywionym w zaskoczeniu pyskiem. Pozdrowić? Dopiero po chwili przyswoiłam o jaką Wróbelek chodziło i mój pysk wykrzywił się w szerokim, zębatym uśmiechu. - No! Jednak jeszcze żyje ten mały wiercipięta. Wypadałoby ją tam odwiedzić kiedyś, obiecałam. Dzięki yyy Polny. - rzuciłam lekko i poruszyłam wibrysami. No to co, wypad na Ziemie Niczyje i powrót na stare śmieci. Tak na jeden dzień aby się młodzieży się pochwalić nową rangą i smrodem na futrze. Raz, dwa, trzy, polować musisz ty. Przeciągnęłam się i prychnęłam pod nosem z rozbawieniem na życzenie powodzenia. xx- Tak tak, a ty się tam nie zabij po drodze, albo nie wiem. - odparłam i sama o wiele mniej chętnie przyjęłam pozycje. Mus to mus, pracuj bo ci żarcia w stołówce nie dadzą. Zrównałam ogon i łeb z grzbietem, ugięłam się na łapach kontrolując trasę, głośność kroków oraz to jak i gdzie stawiam łapy. Ustawiłam rude cielsko pod wiatr i ściszając oddech otworzyłam mordę i czekałam na cud. No, cip cip myszki - wskakujemy między zęby.
cut outthe thingsthat Idon't need and Idon't careif youdisagree ̖́- IDON'TNEEDNOSYMPATHY! winningthe gameon myown
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Białe obłoki płynęły swobodnie po niebie, kiedy wojownik i wojowniczka ruszyli na polowanie. Pora Nowych Liści była już coraz bliżej, a sama Pora Nagich Drzew nie była tak surowa jak zawsze. Śnieg na ziemie spadał bardzo rzadko a gdy już był, to szybko zamieniał się w paćkę, brudzącą i moczącą kocie futra. Zwierzyna również zaczęła budzić się zdecydowanie szybciej niż obieg pór tamu... Nawet pączki na drzewach już się pojawiały!
Polny Chwast w pewnym momencie mógł poczuć, że w pobliżu znajduje się ptak. Nie byle jaki, bowiem gdy tylko przeszedł kilka kroków dalej, jego oczom ukazał się niebieskoszary, upierzony ptak. Był on tłusty, a na jego szyi widniały niebieskofioletowe piórka o metalicznym połysku. Gołąb jeszcze nie zauważył burego kocura, gdyż po prostu dziobał sobie w ziemi.
lvl: 4 | S: 16 | Zr: 12 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 75 | W: 55
Córka Traszkowego Grzbietu wreszcie została wojowniczką, tak więc miała zdecydowanie więcej obowiązków... Najwyraźniej jednak rudej się to podobało. Pewnie spodobało jej się również i to, że w pewnym momencie, tak jak bury, wyczuła zapach zwierzęcia. W przeciwieństwie do Polnego jednakże ona spostrzegła szczupłego, szaro-brązowego ptaszka. Na jego główce spoczywały ledwo zauważane, sterczące piórka. Siedział sobie na jednym z korzeni, ćwierkając wesoło. Do Lisiego Wrzasku siedział tyłem, więc kotka miała szansę na złapanie Skowronka.
lvl: 3 | S: 13 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Pora Zielonych Liści zbliżała się wielkimi krokami, a dowodem tego był fakt, że po niedługim czasie poszukiwań do jego nozdrzy dotarł smakowity zapach, od razu kojarzący się z zwierzyną i nie pomylił się w tej kwestii. Nie musiał długo czekać na pojawienie się przed nim ptaka, tak charakterystycznego i ku uciesze Polnego - tłustego.
Przywarł do ziemi, od razu spłycając i normując swój oddech, a potem ruszył naprzód, uprzednio upewniając się, czy ma wiatr po właściwej stronie, nie zamierzał stracić tak cennego łupu. Podmuch buchał mu w pysk, niosąc ze sobą woń gołębia. Przeniósł ciężar ciała na tylne łapy, ogon i łeb zrównał z linią kręgosłupa i skupił się już tylko i wyłącznie na skradaniu do przyszłej ofiary, jeśli Gwiezdny Klan pozwoli mu ją dorwać. Po drodze uważał na wszelkiego rodzaju suche patyki i liście, które mogłyby zdradzić jego obecność, przystawał i zastygał co chwila w bezruchu, coby zamaskować swoją obecność przed czujnym wzrokiem zwierzęcia, bo wiedział, że ten miał bardzo bystre spojrzenie. W miarę możliwości ukrywał się za krzewami, wykorzystując do tego swoje kamuflujące ubarwienie futra. Kiedy dotarł na odpowiednią odległość, wybił się tylnymi, silnymi kończynami z ziemi, chcąc dopaść do ptaka, przygnieść i szybkim ruchem uśmiercić, coby nie przysparzać mu więcej cierpień.
Ciało kotki, niezmiennie pokryte jest rudym, pręgowanym tygrysio, krótkim futerkiem. Na pyszczku, piersi, brzuchu i łapach, oraz spodzie ogona, delikatnie się przejaśnia, wpadając bardziej w kremowy odcień. Mimo upływu księżyców, nie uległo ono wielkiej zmianie poza tym, że na jego długości pojawiło się kilka szczególnych blizn takich jak; blizna na piersi, barku oraz tylnej, lewej łapie. Córka Traszkowego Grzbietu wyrosła, stając się wysoką i smukłą, a przede wszystkim dorosłą kocicą. Ma długie łapy, które pozwalają jej na sprawne pokonywanie sporych dystansów, kształtny łepek do którego wrócimy i długi, biczowaty ogon zakończony charakterystyczną białą plamką. Posiada żywo-pomarańczowe ślepia, ciemny, drobny nosek w kolorze cegiełki, nieco pożółkłe kły oraz uszy w tym jedno dość mocno poszarpane. Można łatwo stwierdzić, nie będąc geniuszem, że zmieniła się nie do poznania i chyba tylko najbliższe jej niegdyś koty, będą w stanie ją sklasyfikować jako Lisek z dawnych lat.
Ostra, pewna siebie i szczera wręcz do bólu. Nie kryje się ze swoim niezadowoleniem, mówi wszystko wprost tak jak to widzi i czuje. Często można ją przyłapać na nadmiernym używaniu sarkazmu czy cóż...obelg. Totalne przeciwieństwo tej, którą być może zapamiętali starsi wojownicy Klanu Cienia. Teraz? To jedynie cień jej charakteru, skryty pod taką a nie inną maską. Wewnątrz kryje się ta wesoła kotka, jednak ktoś musi ją wydobyć. Zapowiada się długie kopanie!
Ptaszek, ptaszek, ćwir ćwir!
Super, lepsze top niż jakaś żaba, nie? No. Nie oczekiwałam od razu królików, tym bardziej, że jesteśmy w pobliżu Czarnego Ogona gdzie...mogłyby się najwyżej potopić a nie pokicać, czy co to tam robią. Uśmiechnęłam się pod wąsiskami, wpatrując się w swoją przyszłą ofiarę. Tak jak mi Krogulec wbiła do łba i sama wcześniej wywnioskowałam; przyjęłam odpowiednią pozycje - ugięłam się na łapach, zrównałam łeb i ogon z grzbietem i kontrolowałam czy też brzuch mi nie szura o ziemię. Później przeniosłam ciężar na tylne łapy, ustawiłam cielsko pod wiatr i kontrolując głośność oddechu jak i kroków; ruszyłam prosto na ptaszora. Oczywiście patrzyłam też na trasę i kontrolowałam czy na nic nie nadepnę, zerkając na piszczaka. Zastygałam co jakiś czas i kryłam się za drzewami czy innymi krzakami jak miałam na to okazje. Kiedy byłam wystarczająco blisko - siup! Wyciągnęłam łapy uzbrojone w pazury. Chciałam zrzucić go z korzenia, przygnieść i zagryźć, albo też ukręcić kark.
cut outthe thingsthat Idon't need and Idon't careif youdisagree ̖́- IDON'TNEEDNOSYMPATHY! winningthe gameon myown
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Kocur robił naprawdę wszystko dobrze! Pamiętał o każdej z zasad polowania, jakiej nauczył się na treningu. Nie mógł jednak nic poradzić na... sytuacje losowe. Gołąb, gdy on nadal znajdował się w odległości do susa na niego... po prostu wzbił się w powietrze. Bury, nawet gdyby próbował, to nie był w stanie go złapać. Pióra z ogona musnęły jedynie jego pazury. Tak więc Polny Chwast został bez zwierzyny, bo ta postanowiła uciec... Może następnym razem, młody wojowniku?
Za to ruda kocica miała zdecydowanie więcej szczęścia, niż jej towarzysz. Poprawnie zakradła się do skowronka, który nie był niczego świadomy. Córka Traszkowego Grzbietu, gdy tylko było blisko... skoczyła. Po prostu skoczyła ku szaro-ziemistemu ptakowi, gdy ten wesoło sobie ćwierkał. Jego śpiew uciekł jednak szybko, kiedy Lisi Wrzask wbiła mu kły w kark, zabijając go. +10exp
Ciało kotki, niezmiennie pokryte jest rudym, pręgowanym tygrysio, krótkim futerkiem. Na pyszczku, piersi, brzuchu i łapach, oraz spodzie ogona, delikatnie się przejaśnia, wpadając bardziej w kremowy odcień. Mimo upływu księżyców, nie uległo ono wielkiej zmianie poza tym, że na jego długości pojawiło się kilka szczególnych blizn takich jak; blizna na piersi, barku oraz tylnej, lewej łapie. Córka Traszkowego Grzbietu wyrosła, stając się wysoką i smukłą, a przede wszystkim dorosłą kocicą. Ma długie łapy, które pozwalają jej na sprawne pokonywanie sporych dystansów, kształtny łepek do którego wrócimy i długi, biczowaty ogon zakończony charakterystyczną białą plamką. Posiada żywo-pomarańczowe ślepia, ciemny, drobny nosek w kolorze cegiełki, nieco pożółkłe kły oraz uszy w tym jedno dość mocno poszarpane. Można łatwo stwierdzić, nie będąc geniuszem, że zmieniła się nie do poznania i chyba tylko najbliższe jej niegdyś koty, będą w stanie ją sklasyfikować jako Lisek z dawnych lat.
Ostra, pewna siebie i szczera wręcz do bólu. Nie kryje się ze swoim niezadowoleniem, mówi wszystko wprost tak jak to widzi i czuje. Często można ją przyłapać na nadmiernym używaniu sarkazmu czy cóż...obelg. Totalne przeciwieństwo tej, którą być może zapamiętali starsi wojownicy Klanu Cienia. Teraz? To jedynie cień jej charakteru, skryty pod taką a nie inną maską. Wewnątrz kryje się ta wesoła kotka, jednak ktoś musi ją wydobyć. Zapowiada się długie kopanie!
No - bułka z masełkiem! Ptak chwile poćwierkał a już po chwili jego krew kapała z mojego pyska i brudziła mój język. O jak kusił aby go teraz pożreć...Puściłam jego kark i oblizałam się, oglądając dookoła. Powstrzymałam się jednak i zakopałam ptaka tak jak umiałam i ruszyłam dalej. Koślawo przyjęłam pozycje, poruszyłam uszami i rozglądałam się dookoła, czujnie węsząc i nasłuchując; oczywiście pod wiatr! No...to teraz jakiś królik może...
cut outthe thingsthat Idon't need and Idon't careif youdisagree ̖́- IDON'TNEEDNOSYMPATHY! winningthe gameon myown
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Cudownie, owocne zaczęcie polowania, psia mać. Polny prychnął jedynie, cofając uszy do tyłu. Był tak blisko! Musiał tym razem jednak obejść się smakiem, toteż ruszył pod wiatr na ugiętych łapach w poszukiwaniu innej zwierzyny. Ta jedna porażka nie mogła przekreślić całego polowania, więc liczył jeszcze na jakiś dobry łup. Każdy mógł popełnić jakiś błąd, to było normalne i naturalne, nie należało się jednak poddawać i tracić nadziei.
Szczerze? To Śnieżna Zamieć ani trochę nie podrosła! Dalej wygląda jakby dopiero co została terminatorką. Jej białe futerko, układane przez Ognisty Żar, ani trochę nie chce się dostosować i cały czas rozkłada się na boki, dalej upodabniając kotkę do chmurki, bądź też śnieżnej zaspy. Stało się jednak... puszyste! Gdyby ktoś zechciał się przytulić, to mógłby to poczuć, a ona do tulenia jest skora. Teraz już ładne, błękitne oczy spoglądają na bawiące się w kociarni, kociaki.
Kotka teraz już praktycznie w ogóle nie rozmawia z cudami natury. W końcu Śnieżna Zamieć ma teraz na głowie żłobek! Tak, tak ona zdecydowała się na zostanie matką. Z racji tego, iż kociaki są słodkie i śnieżnobiała ukocha każdego, nie sprawia jej to problemu a frajdę. Na jej mordce zawsze gości uśmiech. Jej głos zawsze jest spokojny i pełny miłości, zwłaszcza, jeśli jest skierowany do najmłodszych członków Klanu Gromu!
A było tak dobrze prawda? Choć to Lis co prawda złapała skowronka, a Polny jedynie obszedł się smakiem, to teraz obydwoje nie potrafili nic znaleźć. Ani wojownik ani wojowniczka nie mogli nic wyczuć, zobaczyć lub usłyszeć. W tym czasie w koronach drzew słychać było ćwierkanie ptaków, jakby śmiały się w wojowników, że one siedzą wysoko a oni nie mogli nic znaleźć. Musieli więc szukać dalej.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Och, no tak, jego atak wytworzył zapewne wystarczająco głośny dźwięk i spłoszył okoliczną zwierzynę, więc musiał zaczekać, pokrążyć po danym terenie, aby wszystkie piszczki na nowo wysunęły ryjki z kryjówek. Węszył i nasłuchiwał, rozglądając się uważnie i skupiając już tylko i wyłącznie na poszukiwaniach. Nie tracił nadziei na znalezienie czegoś, co dałoby się złapać i wrzucić na stos, a potem nakarmić tym swój żołądek. To był dopiero początek łowów, a takowe często zaczynały się niemrawo.
Ciało kotki, niezmiennie pokryte jest rudym, pręgowanym tygrysio, krótkim futerkiem. Na pyszczku, piersi, brzuchu i łapach, oraz spodzie ogona, delikatnie się przejaśnia, wpadając bardziej w kremowy odcień. Mimo upływu księżyców, nie uległo ono wielkiej zmianie poza tym, że na jego długości pojawiło się kilka szczególnych blizn takich jak; blizna na piersi, barku oraz tylnej, lewej łapie. Córka Traszkowego Grzbietu wyrosła, stając się wysoką i smukłą, a przede wszystkim dorosłą kocicą. Ma długie łapy, które pozwalają jej na sprawne pokonywanie sporych dystansów, kształtny łepek do którego wrócimy i długi, biczowaty ogon zakończony charakterystyczną białą plamką. Posiada żywo-pomarańczowe ślepia, ciemny, drobny nosek w kolorze cegiełki, nieco pożółkłe kły oraz uszy w tym jedno dość mocno poszarpane. Można łatwo stwierdzić, nie będąc geniuszem, że zmieniła się nie do poznania i chyba tylko najbliższe jej niegdyś koty, będą w stanie ją sklasyfikować jako Lisek z dawnych lat.
Ostra, pewna siebie i szczera wręcz do bólu. Nie kryje się ze swoim niezadowoleniem, mówi wszystko wprost tak jak to widzi i czuje. Często można ją przyłapać na nadmiernym używaniu sarkazmu czy cóż...obelg. Totalne przeciwieństwo tej, którą być może zapamiętali starsi wojownicy Klanu Cienia. Teraz? To jedynie cień jej charakteru, skryty pod taką a nie inną maską. Wewnątrz kryje się ta wesoła kotka, jednak ktoś musi ją wydobyć. Zapowiada się długie kopanie!
Hm, no dobrze. Nie zawsze ma się szczęście i znajduje się piszczkę za piszczką. Jakby tak było, to życie mogłoby być naprawdę piękne a brzuchy pełne o każdej porze! No cóż, trzeba szukać dalej i się nie zniechęcać czy coś. Zaczęłam powoli żałować, że nie zjadłam tego wróbla co upolowałam przed chwilą; może jak znajdę coś lepszego niż marny śpiewak, posilę się nim? Taa, zobaczymy. Dalej w pozycji i o wyostrzonych zmysłach, rozchyliłam paszcze aby lepiej wyłapać jakikolwiek zapach czy inny smród. Mała potyczka również by mi przecież nie zaszkodziła prawdę mówiąc. Jedzenie to jedzenie, nie ważne że nazywa się borsuk.
cut outthe thingsthat Idon't need and Idon't careif youdisagree ̖́- IDON'TNEEDNOSYMPATHY! winningthe gameon myown
Szczerze? To Śnieżna Zamieć ani trochę nie podrosła! Dalej wygląda jakby dopiero co została terminatorką. Jej białe futerko, układane przez Ognisty Żar, ani trochę nie chce się dostosować i cały czas rozkłada się na boki, dalej upodabniając kotkę do chmurki, bądź też śnieżnej zaspy. Stało się jednak... puszyste! Gdyby ktoś zechciał się przytulić, to mógłby to poczuć, a ona do tulenia jest skora. Teraz już ładne, błękitne oczy spoglądają na bawiące się w kociarni, kociaki.
Kotka teraz już praktycznie w ogóle nie rozmawia z cudami natury. W końcu Śnieżna Zamieć ma teraz na głowie żłobek! Tak, tak ona zdecydowała się na zostanie matką. Z racji tego, iż kociaki są słodkie i śnieżnobiała ukocha każdego, nie sprawia jej to problemu a frajdę. Na jej mordce zawsze gości uśmiech. Jej głos zawsze jest spokojny i pełny miłości, zwłaszcza, jeśli jest skierowany do najmłodszych członków Klanu Gromu!
Polny Chwast nie musiał się długo martwić o to, czy znajdzie jakąś zwierzynę. Już po chwili, mógł bowiem usłyszeć, jak coś skacze po ściółce leśnej. Dopiero potem wiatr przyniósł w jego stronę zapach... królika. Najwyraźniej to nie Lis miała pierwsza znaleźć tego zwierzaka a właśnie bury kocur. Brązowoszary, długouchy przybysz, musiał się nieco zagalopować i przejść przez granice aż tutaj. Teraz chyba chciał wracać do domu, więc był zwrócony tyłem do wojownika. To mogła być jego szansa!
lvl: 4 | S: 16 | Zr: 12 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 75 | W: 52(55)
Za to Lisi Wrzask nadal szła przez las, nie mogąc nic znaleźć. W tej wyprawie po jakiegoś piszczka towarzyszyły jej ptaki, które cały czas śpiewały radośnie w koronach drzew. Dołączyło no nich również kumkanie żab. Wojowniczka mogła nawet jedną wyczuć, jednakże ta dosyć szybko znalazła się w Czarnym Ogonie, nie dając jej szansy na złapanie się. Musiała obejść się smakiem i szukać dalej. Nie mogła nic poradzić na to, że ten wymarzony królik nie wpadł jeszcze w jej łapki...
lvl: 3 | S: 13 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 47(50)
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Przylgnął do ziemi od razu, jak tylko zorientował się o obecności królika. To była dobra zdobycz, o ile uda mu się do niej podejść wystarczająco cicho i ostrożnie. Przeniósł ciężar ciała na tylne łapy, ogon i łeb zrównał z linią grzbietu, a następnie ruszył naprzód, upewniając się jeszcze uprzednio, że porusza się pod wiatr, a nie z nim. Krok miał miękki i cichy, starał się jak najmniej hałasować, unikając na swojej drodze zbędnych kamieni, patyków i innych śmieci, które mogłyby zaalarmować właściciela dużych i wrażliwych uszu o obecności drapieżnika. Zmrużył ślepia, zbliżając się do uszatka, a kiedy dotarł na odpowiednią odległość - wybił się z tylnych, mocnych łap i wyskoczył prosto na ofiarę, mając zamiar przygnieść ją do ziemi i uśmiercić możliwie jak najszybciej i bez zbędnego zadawania bólu.