Logo Artemidy
Szumiący Las - zachód
Wpatrywał się jedynie w oddalającego się od niego gryzonia, po czym z neutralnym wyrazem na pysku obrócił się. Wrócił do miejsca, w którym zakopał upolowanego przez siebie skowronka, nie bardzo przejmując się kolejnym, nieudanym polowaniem. Poduczy się jeszcze, poprosi o radę Ciemnej Toni i jakoś sobie poradzi. Mógł się również tłumaczyć tym, że pod koniec był po prostu rozkojarzony przez zmęczenie. Mimo wszystko był jeszcze terminatorem, a więc mógł popełniać pewne błędy, prawda?
Wykopawszy swoją zdobycz, udał się w kierunku obozu Klanu Cienia. Skowronek nie był niczym wielkim, aczkolwiek zawsze ktoś mógł się nim posilić. Na pewno się nie zmarnuje.

z.t, dziękuję za poprowadzenie
<style> .teksty9{text-align: center; margin: auto; font-family: arial; font-size: 10px; border: 2px dotted #4A6834; width: 200px; padding: 15px; border-radius: 20px/50px;}</style> <table><tr><td><div class="teksty9">kwas teraźniejszości stworzony przez ludzi hermetyczna wyobraźnia zagubionej struktury ludzkiej niekumacji, ja tego <s>nie</s> rozumiem a ogółem idę ciągle przed siebie </div><td><img src="https://media.giphy.com/media/VIPsTDa6PChYxgYqWy/giphy.gif"></td></td></tr></table>
LVL 3 25 / 200
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxDzień był ciepły, słoneczny, aczkolwiek wyjątkowo wietrzny, dlatego szylkretowa chimera postanowiła spędzić czas w lesie, gdzie drzewa częściowo osłonią ją przed nadmiernym przeciągiem. Nie, żeby Pustułcza Pieśń nie lubiła wiatru - po prostu co da dużo, to nie zdrowo. Trochę jak z wodą - niby jej nie przeszkadzała, ale pływać to by nie chciała. Wystarczy, że od czasu do czasu musi się zamoczyć po brzuch w jakimś bajorze czy strumieniu. Aktualnie zajmowała się polowaniem, które jednak nie szło jej najlepiej. Złapała tylko jednego gołębia, a chodzi po tym lesie już co najmniej jedną czwartą dnia. Zdecydowanie wolałaby z czymś powalczyć, może znowu z jakimś borsukiem czy innym lisem. Przynajmniej byłoby ciekawiej. Szła po leśnej ściółce, aż w końcu podeszła do jednego z drzew i darując sobie pozostawanie w ukryciu, oparła się przednimi łapami o pień i zaczęła drapać korę pazurami, przy okazji rozciągając sobie łapy i kręgosłup, bo od takiego chodzenia w kuckach można zesztywnieć. Ziewnęła na koniec, po czym wskoczyła na drzewo i szybkimi ruchami wspięła się na najniższą z gałęzi, która znajdowała się może dwie lisie długości nad ziemią. Stanęła na niej i rozejrzała się.

//Mroczne Serce
leave behind your heart and cast away
rather be the. h u n t e r .than the prey
[Obrazek: LOarr7D.png]
« .you. are .n a t u r a l .»
a beating heart of stone
you .gotta. be .so .cold
to .make. it. in. this .world

LVL 4 20 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Upał i, cóż, skazanie na ciągłe uczucie ciepła oraz lepiącej się sierści sprawiło że Mroźne Serce zdecydował się na ponowne wyjście poza obóz aby orzeźwić się we wodzie. Co prawda, bury syn Króliczego Pląsu nie umiał pływać, nie interesowała go ta technika tych śmierdzących rybojadów i nie zamierzał nauczyć się jej, lecz woda jaka płynęła w Czarnym Ogonie była zimno i warto w taką porę zamoczyć łapy aby nie oszaleć z ciepła. Ta cała durna pogoda doprowadzała kocura do nerwów których zazwyczaj nie miał za wiele, zdołał się w pewnym stopniu stęsknić za porą Nagich Drzew i chłodem.
W tym oto momencie kocur zdecydował się na powrót do cienistego obozu inną drogą niż przyszedł, mógł sobie pozwolić na nieco dłuższy spacer w drodze powrotnej teraz co już nie czół się jakby miał się roztopić. Szedł spokojnym, ciężkim oraz dumnym krokiem, on tam był a jakby ktoś w pobliżu polował to już jego problem że znalazł się w tej samej okolicy co Buk, to już nie był jego problem, nie był wszystko wiedzący. Kilka lisich ogonów na przód, zauważył stojącą na drzewie szylkretową kotkę. Kocur wyglądał na nieco rozśmieszonego faktem że wojowniczka udawała wiewiórkę. Zdecydował że jednak nie zmieni swej drogi i gnał przed siebie, nie zwracając większej uwagi na Pustułczą Pieśń.
LVL 4 35 / 300
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***
Samotny patrol. Coś, co wychodziło mu najlepiej. Nie lubił towarzystwa innych, nie przepadał za doglądaniem granic w grupie, tym bardziej jeśli byli to jacyś nieznani mu, starzy wojownicy. A jako że sprawdzanie okolic ogólnie sprawiało mu przyjemność, postanowił się za to wziąć; po prostu... indywidualnie. Przy okazji obrał taki kierunek z jednego ważnego powodu: chciał połączyć przyjemne z pożytecznym. Szumiący Las charakteryzował się tym, że był wyposażony w wiele drzew, a niebieski uznał to za idealną okazję do nauczenia się wspinaczki, która mimo jego wieku w dalszym ciągu pozostawała dla niego abstrakcją.
Doszedłszy w końcu w ustalone miejsce, rozejrzał się po każdym drzewie, łudząc się, że znajdzie jakieś, hmm, łatwe na pierwszy ogień. Dla kocura wszystkie były jednak niemal identyczne, więc po dłuższym namyśle i paru przełkniętych gulach śliny, podszedł do najbliższego. Kompletnie nie wiedział jak się za to wziąć; co prawda widział wspinające się koty, ale jakoś nigdy go to wcześniej nie interesowało. Dopiero z czasem zdał sobie sprawę, jak ważne to może być, więc postanowił się nauczyć. Chociażby dla samego polowania.
Wysunął pazury. Podszedł niepewnie do kory, chcąc zaczepić na niej pazury. Rozejrzał się jeszcze raz, mając nadzieję, że nikogo nie ma w pobliżu. Nie chciał, żeby ktoś zobaczył jego żałosne próby tak banalnej dyscypliny, w której mistrzami są kocięta. Dopiero wtedy, niczym przez mgłę, zauważył – jak na złość – Polną Łapę. Och, był jego "przyjacielem", więc czym się tu stresować? Zobaczyłby, i po sprawie. Rzecz w tym, że wojownik nie potrafił myśleć w ten sposób. Nie mógł pokazywać innym swoich błędów i słabości, trzymając się mocno założenia, że jest doskonały, więc nawet tak niewinnie wyglądający Chwast nie mógł wiedzieć. Nawet jeśli by nikomu nie powiedział, to i tak zdawałby sobie sprawę z tego, jak słaby może być niebieski.
Lód zatem nie wepchnął tych pazurów w korę, tylko je schował. Nerwowo spojrzał w drugą stronę, mając nadzieję, że nikogo już nie ma, i chyba nie było. Zacisnął wargi, podejmując się podejścia do burego przy okazji. Trwał w złudzeniu, że młodszy kocur niczego nie widział, nawet jeśli wojownik jeszcze nie zaczął. Usiadł obok niego, nie przerzucając na niego spojrzenia, tylko wbił puste spojrzenie w przestrzeń.
— Meh. Jakiś taki nudny dziś dzień. Co tu robisz? — odezwał się nagle, zdradzając swoją obecność. Cisnęło mu się na język, żeby powiedzieć o chęci nauczenia się wspinania, ale z drugiej strony nie chciał się zdradzić, że nie posiadł jeszcze tej umiejętności. Wyszedłby na idiotę i niedorajdę. A przecież jest perfekcyjny.

/Polna Łapa.
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Było dość... gorąco, przynajmniej dla Polnej Łapy, który niestety był posiadaczem długiego i wyjątkowo gęstego futra. To będzie plusem w Porze Nagich Drzew, ale teraz? Udręka. Musiał trochę częściej odpoczywać w cieniu, aniżeli krótkowłose koty, ale chociaż do wody nie było aż tak daleko. Ten skwar nie potrwa już jednak długo, lepiej, aby niższe temperatury przyszły szybciej, bo jak tak dalej pójdzie, to buro-biały roztopi się na środku obozu i tyle z niego będzie.
Wracał z obchodu granic razem ze swoim ojcem, Iglastym Grzbietem, z którym koniec końców wdał się w jakąś porządniejszą rozmowę. Oczywiście temat w większości dotyczył treningu, ale co się dziwić? Każdy ojciec chyba chciał zobaczyć, jak jego syn staje przed obliczem Wężowej Gwiazdy i dostaje nowe, unikalne imię, a także rangę. Chwast zapewnił ojca, że nie będzie musiał długo na to czekać, bo z Płomykówkowym Lotem szli jak burza, przerabiając wszystko dokładnie i w taki sposób, że Polny nie miał problemów z zapamiętaniem tych informacji, pomimo tego, że większość była dla niego raczej nowa i nieznana. Uwielbiał się uczyć nowych rzeczy, ale też uczyć kogoś, więc myślał o zabraniu jakiegoś kociaka na nauki, nadałby się do tego miot Jałowcowej Jagody, w końcu jej pociechy już niedługo osiągną wiek czterech księżyców. Wystarczyło się więc z nią jakoś dogadać i już, po kłopocie. Nauczył wcześniej Mroza nauki łowieckiej i opowiedział co nieco o polowaniu, więc czuł się na siłach i miał chęci spróbować znów.
Oddzielił się od ojca, kiedy wkroczyli do Szumiącego Lasu. Igła udał się w stronę obozu, natomiast Polny szedł dalej, starając się iść miejscami, gdzie cienia było najwięcej. Wychodząc zza jednego z krzewów, dostrzegł niebieską sylwetkę. W pierwszej chwili nie do końca był pewien, kto to, ale szybko zmniejszył odległość jaka go dzieliła z owym kotem i kiedy rozpoznał w nim Topniejącego, jego lico rozchmurzyło się błyskawicznie. Nie zważając już na gorąc i mając go gdzieś, ruszył w kierunku przyjaciela radosnym krokiem, szybko przechodząc w kłus. Nie dostrzegł prób wspinaczki Loda, a nawet jeśli, zapewne uznałby, że ten najzwyczajniej w świecie ostrzył sobie pazury na pniu. Nic wielkiego.
– Miałem zamiar schłodzić się trochę na gałęzi – odpowiedział na jego pytanie, tracąc go łokciem w bok, a następnie podszedł do najbliższego drzewa, które w sumie stało zaraz obok nich. Halo, byli w lesie, tu drzew było od groma. Zadarł łeb i spojrzał wysoko do góry. Konary miały fajny układ i syn Jaskółczego Głosu dostrzegł fajną miejscówkę nie za wysoko, ale i nie za nisko. – To będzie odpowiednie – stwierdził wesoło, po czym obniżył się na łapach, aby następnie wybić się tylnymi kończynami z dużą siłą, wyciągnął pazury wbijając je w korę i zahaczając się o nią mocno. Nie chciałby przecież spaść, czyż nie? Wszystko potem poszło zręcznie i szybko, odpychał się tylnymi łapami, prąc do góry zwinnie niczym wiewiórka. No dobra, do umiejętności wiewiórek było mu daleko, ale niemniej - w kilka chwil znalazł się na górze, dokładnie na tej gałęzi, gdzie chciał się znaleźć. Stamtąd był bardzo ładny widok na okolice, wszystko z góry wydawało się mniejsze, fajniejsze, lepsze. Dopiero wtedy zdał sobie sprawę z tego, że jego przyjaciel został na dole.
– A ty to na co czekasz? Choć! – zawołał do niego radośnie, jeszcze zachęcająco poruszając łbem, aby go zmotywować. Nie zdawał sobie kompletnie sprawy z tego, że Topniejący Lód nie potrafił wspinać się na drzewa. Sądził, że tego to się raczej instynktownie uczyło, ale najwidoczniej nie. Czekał na kompana i nawet już się przesunął bardziej na bok, aby ten miał miejsce, gdzie sobie klapnąć. Tutaj, ns górze było przyjemnie i chłodno, liście, które osłaniały gałęzie, dawały przyjemny cień i sprawiały, że nie były gorące. Ciągle mierzył niebieskiego zielono-żółtym spojrzeniem, a jego puszysty ogon wesoło poruszał się na boki.

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Po zadaniu pytania, niemal się wyłączył. Pusto chłonął przestrzeń oczami, podziwiając jej każdy skrawek. Las był piękny, to musiał przyznać. A poza patrolami i treningami, praktycznie w ogóle nie zapuszczał się w jego głąb. Był raczej typem wolącym odpoczynek w obozie, niźli zawieranie znajomości poza nim, jak w zwyczaju mieli ci różni wojownicy czy nawet terminatorzy, cieszący się ze swobody płynącej z ich rangi. Nie zareagował nawet na trącenie go w bok, bo... w ogóle nie kontaktował. Podziwiał jedynie artyzm przyrody przywodzący na myśl wolność i beztroskość. U góry gdzieś przeleciało stado ptaków, szum liści zagłuszał jego rozmyśla wewnątrz, a chłodny wiatr kołyszący jego futrem jedynie sprawiał, że z każdą chwilą było mu coraz bardziej przyjemnie. Nie słyszał nawet odpowiedzi burego, nie widział jego wspinaczki; jedynie kołyszący się na boki ogon potwierdzał, że żyje. Zmrużył oczy, wyciągając do przodu pysk. Trwał tak chwilę, nim nie usłyszał radosnego wezwania kolegi, na co odwrócił gwałtownie głowę, mlaskając parokrotnie, jakby dopiero co się wybudził.
— Co? Ach — wymknęło mu się nieświadomie, zauważywszy na gałęzi kocura, na dodatek wołającego do siebie wojownika. Lód wstał, pokręcił przecząco głową i uśmiechnął się nerwowo, starając się na szybko wymyślić jakieś wyjście z tej sytuacji, bo pogrążyć się nie miał zamiaru. — Ja już się dzisiaj powspinałem, chyba mi wystarczy. Trochę jestem zmęczony, och... — Ziewnął, starając się z całych sił rozpalić swój aktorski talent, ale szło mu to co najmniej... beznadziejnie, patrząc na to, że dopiero co się "obudził", bo inaczej się tego ująć chyba nie dało.
Instynktownie, nie instynktownie. Lód po prostu nigdy nie próbował, a zrażała go perspektywa nieudolnych prób na początku. Trochę się obawiał, będąc szczerym. A nie lubił przegrywać i szybko się niecierpliwił, więc i tak wyszłoby na to samo: nie wszedłby – zrezygnowałby. Teraz akurat miał motywację, ale jak na złość musiał kogoś spotkać, a przyznać się do swojego braku doświadczenia nie miał zamiaru.
Uniósł jedną brew, patrząc się w górę na siedzącego na gałęzi terminatora i zastanawiał się, czy ten się da wkręcić i zejdzie, ewentualnie posiedzi sobie sam, czy wyłapie może to niezbyt dobrze wykręcone kłamstwo. Wojownik miał jednak nadzieję, że będzie to opcja pierwsza i na tym się skończy; rozejdą się albo porozmawiają na ziemi. Zrobiło mu się nieprzyjemnie ciepło w środku, prawdopodobnie przez stres, a ogon kołysał mu się na boki, tym razem z powodu zdenerwowania i zniecierpliwienia. Był w niekomfortowej sytuacji i nie czuł się z tym faktem za dobrze. Mógłby uciec, tak? Ale to nie było zbyt dojrzałe, no i jednak Chwast był jego przyjacielem i nie mógł się tak zachować wobec niego. Poza tym... wtedy to już kompletnie by się wydał i ośmieszył. A tego chciał uniknąć. W innym przypadku przecież by nie kłamał.
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
I podobnie było z Polną Łapą, który pomimo swojej pozytywnej aury i wręcz potrzeby obcowania z innymi kotami, potrzebował czasami czasu dla siebie. To było dla tak cudownie odprężające i uspokajające... szczególnie po jakimś stresującym lub ciężkim dniu, kiedy nie miał siły zupełnie na nic. Wtedy wychodził z obozu i spacerował po okolicach, zazwyczaj w pobliżu Czarnego Ogona, bo uwielbiał dźwięk szumu wody. To koiło, pomagało, wprowadzało Polnego w błogi stan, podobny to tego, w jakim teraz znajdował się Topniejący Lód. Buro-biały jednak tego nie wiedział, bo zajęty był wspinaczką. Specjalnie nie ulokował się na najwyższej gałęzi, a dopiero na tej drugiej, bo pod nią znajdowała się jedna, krótsza i grubsza, ale Terminator pomyślał, że gdyby niebiesko-biały do niego dołączył, to by się oboje nie pomieścili...
... ale nie dołączył.
Czemu? Nie za bardzo uwierzył w tą wymówkę ze strony Topniejącego. Zmrużył podejrzliwie swoje zielono-żółte ślepia, obserwując kocura uważnie, od stóp do koniuszków uszu. Po chwili odwrócił wzrok, rozkładając się wygodnie na gałęzi i spuszczając ogon w dół w taki sposób, że ten zwisał końcówką skierowaną do ziemi.
– Nie wyglądasz mi na zmęczonego – stwierdził spokojnie, oblizując pysk i przy okazji zahaczając o białe, powywijane na wszystkie strony świata wąsiska, które po wszystkim drgnęły, a oczęta znów zwróciły się w kierunku Wojownika. Czuł, o co mogło mu chodzić, nie był jednak pewien, o co dokładnie chodzi. Może się bał? Może nie umiał się wspinać? Nie wiedział, ale jednego był pewien - kłamał. Nie był na niego oczywiście zły, skądże, może się wstydził i nie chciał nic mówić, aby nie wyjść na słabego? Z jednej strony, tak, ale z drugiej... po co? Przecież był tu tylko on i Polny, czego się obawiał? Że jego przyjaciel zacznie sobie z niego kpić? Szydzić? Nie. Nie był takim kotem. Nie chciał być za takiego uważany. Mimo wszystko nie miał pewności, więc postanowił zagrać.
– Tu jest o wiele chłodniej, niż na ziemi, uwierz mi – powiedział przekręcając się na grzbiet. Gałąź była szeroka, więc nie było żadnego ryzyka, se Terminator Płomykówkowego Lotu spadnie na sam dół. Grał. Grał w grę. Udawał, że niczego nie podejrzewa, ale tak naprawdę w jego głowie krążyły różne scenariusze i musiał przyznać, martwił się trochę o Topniejącego.

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Las był czymś, na co wojownik mógł patrzeć bez przerwy. Nie wyglądał co prawda na kota interesującego się jakimiś bzdetami na temat przyrody, ale pozory często myliły. Odkąd dostał swą rangę, cieszył się z płynącej wolności, i często wkładał pysk poza obóz; najczęściej tylko w formie patrolu albo treningu i napawał się pięknem otaczającego go świata. Obóz wydawał mu się wyjątkowo nudny i brudny, i choć rzadko go tak naprawdę opuszczał, o wiele bardziej wolał to, co było na zewnątrz; to, co niegdyś dla kociaka wydawało się niemożliwym do dotknięcia. Poza tym tam powietrze było świeższe i czystsze, niestłumione przez paręnaście kotów w jednym miejscu, co już stawiało te okolice na wyższym miejscu.
Lód chętnie dołączyłby do swojego towarzysza, ale... nie teraz. Nie mógł ośmieszyć się i pokazać, że nie potrafi wspinać się na drzewa, bo nigdy nie próbował. Nie mógł zbłaźnić się przed kocurem, który go chyba serio lubił i pokazać, że nie jest wart czyjejś sympatii. Tu już nawet nie chodziło o sam fakt wstydu, a o to, że też... nie chciał pokazać, że tak naprawdę nie jest we wszystkim perfekcyjny, choć zawsze zapewniał i wmawiał sobie, że jest. Jego kąciki ust ułożyły się w wąską linię, gdy bury stwierdził, że wojownik na zmęczonego nie wygląda. Najwidoczniej to kłamstwo nie przeszło, więc musiał myśleć dalej, żeby być pewnym, że Polny się na to nawinie i da sobie spokój. Odetchnął ciężko, kuląc po sobie uszy.
— O, no spójrz, bo ja się staram z całych sił zniwelować to zmęczenie — stwierdził niepewnie. W pewnym sensie tak było, w końcu przeszedł już granice, trochę wyczerpały mu się siły, ale po nim samym nie było tego widać, bo starał się to ukryć. Sam nie wierzył, że jest taki genialny i był niemal stuprocentowo pewien, że Chwast się na to nabierze. Bo dlaczego miałby nie uwierzyć w jego świetnie rozegrane kłamstwo? Z drugiej strony dziwił się, że już z początku mu nie szło, w końcu zawsze był wystrzałowym aktorem, a jednak bury w pierwszej próbie się skapnął.
— Tu też jest chłodno. Trawa jest miękka. Widzisz? — Położył się, rozciągając wszystkie kończyny, chcąc pokazać koledze jaka to ta trawa nie jest wygodna i przyjemna w dotyku. Gałęzie to takich bajerów nie mają! W większości chropowate to takie, kujące i twarde. A tutaj można się komfortowo wylegiwać!
Sam nie rozumiał zresztą po co w ogóle unikał odpowiedzi, zamiast po prostu odejść i dać sobie spokój. Może zdał sobie sprawę, że naprawdę chciałby mieć przyjaciela, zamiast jak stary dziad wszystkich od siebie odpychać? Nie wiadomo co to było, w każdym razie nie chciał Polnego stracić, więc starał się chwytać takich odpowiedzi, żeby kumpel go nie zostawił. Sam nie wierzył w to, co mówił.
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Przeciągnął się, wbijając ostre niczym szpilki pazury w korę drzewa, co wytworzyło charakterystyczny dźwięk. Zmrużył podejrzliwie ślepia, a potem uniósł jedną brew do góry, drugą ściągając w dół i ściągając usta w wąską kreskę, co dało doprawdy komiczną minę. W pewnym momencie zawiał mocniejszy wiatr, który rozbujał cieńsze gałązki, zaszeleścił liśćmi, a gęste, kolorowe futro Terminatora Płomykówkowego Lotu rozwiał na wszystkie strony, szczególnie nie oszczędzając ogona i kryzy, które zafalowały. Słysząc wymówkę syna Kukułczego Jaja, tupnął delikatnie prawą łapą.
– Jaaasne – mruknął, przeciągając i odsłaniając białe kiełki. Ciężko było ukryć zmęczenie, nawet jeśli próbowało się najmocniej na świecie. To było zwyczajnie trudne, koniec i kropka. Pomimo niezwykłych umiejętności aktorskich Loda, Polny nie dał mu się zwieść, może i wyglądał z zewnątrz na troszeczkę przygłupawego i nadmiernie ruchliwego, ale nie oznaczało to, że był głupi i wszystko będzie łykał jak pelikan. Miał swój rozum i był bardzo przebiegły, potrafił myśleć z rozwagą i skupieniem, ale nie zawsze to udowadniał... a może najzwyczajniej w świecie wyczuwał, że coś tu jest nie tak i coś tu śmierdzi?
– Ta, w tyłek ci się powbijają korzenie i jakieś patyki – powiedział i prychnął pod nosem ze śmiechu. Na korze było wygodniej, było mało przeszkadzających elementów, a po takiej ziemi to i często chodziły jakieś robaki, które mogłyby utrudniać odpoczynek. W końcu cofnął uszy, przybierając trochę zdezorientowany i zmieszany wyraz.
– Co ty taki uparty? Nie chcesz ze mną posiedzieć? A może... – urwał, machnąwszy puszystą kitą. – A może nie umiesz się wspinać? – zagaił głębokim i jakże tajemniczym głosem, odwracając się tyłem do niebieskiego kocura, a następnie spuszczając łeb poniżej gałęzi w taki sposób, że przód pyska skierowany był do Wojownika. Musiało to wyglądać doprawdy komicznie, zwłaszcza, że Polny miał bogatą mimikę i potrafi robić różne grymasy, które były w stanie poprawić humor nawet największemu gburowi tego lasu. – Bo jeżeli tak to... ukrywanie tego nie polepszy twojej sytuacji, a ja widzę, że coś ściemniasz i próbujesz się wymigać – stwierdził, chociaż im bardziej zmierzał do końca swojej wypowiedzi, tym bardziej jego ton stawał się spokojniejszy i... cieplejszy? Jeśli Topniejący Lód miał jakiś problem, mógł przecież się do tego przyznać, nikt mu łap nie pourywa, a na pewno nie Polna Łapa. Z resztą, byli tu sami i o ile buro-biały zrozumiałby ukrywanie braku jakiejś umiejętności przed większą grupą kotów, tak... nie rozumiał skrywania tego akurat przed nim. On powierzyłby niebieskiemu wszelkie swoje sekrety i nigdy go nie okłamał, ale chciałby dostać w zamian to samo. Odwrócił się, przybierając normalną postawę i podchodząc bliżej pnia, jakby miał zamiar zejść z drzewa, ale jeszcze tego nie robił. Wbił wzrok w swojego towarzysza, czekając na odpowiedź. Martwił się o niego, bo Topniejący był dość zamknięty w sobie, specyficzny, inny.

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Na jego przedłużony głos, wojownik przewrócił oczami. Bury chyba nie lubił niejasnych odpowiedzi, hm? Fakt, w tym momencie Lód wyglądał na takiego, który wypadł z wprawy i sam siebie załatwiał swoim słabym aktorstwem, ale żeby od razu sugerować, że kłamie? To skandaliczne. Nawet jeśli Polny grał w tę swoją grę, od razu było widać, że coś kombinuje. Niebieski westchnął cicho, momentalnie zmieniając pozycję na siedzącą i przyjrzał się mocniej w siedzącego na gałęzi kolegę. Nigdy nie uważał, że Chwast jest głupi czy mało inteligentny – wręcz przeciwnie, był naprawdę porządnym kotem, już nie wspominając, że naprawdę rozumiał cokolwiek z bełkotu starszego kocura, podczas nieumiejętnej próby przekazania czegokolwiek na temat polowania. Trza przyznać, że złotooki najlepszym nauczycielem nie był, a mimo to terminator dokładnie to zrozumiał, bo ruszył swoją własną głową, co od razu utwierdzało w przekonaniu, że jest mądrym kotem. Więc tu nie chodziło o to, że wojownik uznał go za jakiegoś idiotę, który naprawdę uwierzy w to usprawiedliwianie się zmęczeniem, po prostu... nie chciał być wyśmiany, i choć zdawał sobie sprawę, że z jakiegoś powodu Chwast został nazwany jego przyjacielem, nadal nieufnie do tego wszystkiego podchodził. Nie chodziło o sam fakt rozprzestrzenienia tego, a o to, że w czyichś oczach (i to kumpla!) okaże się beznadziejnym.
— No, na przykład — odparł na stwierdzenie dotyczące patyków i korzeni. Zdawał sobie sprawę, że to było ironicznie, ale nie mógł dać za wygraną, a w życiu! Postanowił brnąć w to dalej, a kolejne ruchy terminatora jedynie podsunęły mu kolejny, wspaniały pomysł, dzięki któremu może ominąć ten temat. Skoro już bury zaczął dochodzić do tego, że jego koleżka nie potrafi się wspinać, postanowił skomentować jego pozycję, spoglądając się uparcie i nieco obrażalsko w jego głębokie oczy, kiedy tak siedział z tą głową wywieszoną ku dole. Choć w środku uśmiechał się zadowolony ze swojego planu, na zewnątrz pozostawał z kamiennym, urażonym wyrazem pyska, pozwalając nawet, żeby jego słowa zabrzmiały oschle:
— Chcesz się popisać? — spytał, owijając gruby ogon wokół łap i bezwstydnie spoglądał tak w ślepia kolegi. Zignorował jego słowa, bo wiedział, że to już koniec, więc zmiana tematu była jedynym rozsądnym wyjściem z tej sytuacji. Może i jego zachowanie było żałosne i nie musiał się tak kryć z tym faktem, ale po prostu nawet sam nie potrafił przez sobą przyznać, że nie jest idealny, a co dopiero przed kimś, tym bardziej gdy ten ktoś był dla niego bliski i istniała szansa, że może się zbłaźnić. Nie wątpił w to, że mógł koledze zaufać, ale sam jakoś nie potrafił się z tym pogodzić, że mógłby komuś o tym powiedzieć. Miał nadzieję, że uda mu się wyminąć ten temat, bo robiło się to już dla niego krępujące i niewygodne. Komuś obcemu pewnie krzyknąłby w pysk, ale przy przyjacielu odczuwał pewne wyrzuty sumienia, co już samo w sobie było okropne.
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Cóż, stosunkowo niedawno Topniejący otrzymał tytuł i rangę Wojownika, także był świeży, jeśli chodziło o trenowanie Terminatorów, ale przecież doświadczenie zyskuje się z czasem, prawda? To, że teraz mu dość.. słabo idzie, nie znaczyło, że za dwadzieścia księżyców będzie tak samo. Według Polnej Łapy jego przyjacielowi brakowało po prostu nieco cierpliwości i wiary w samego ciebie, ale wolał, aby ten sam to odkrył, a nie miał wszystko, jak na tacy. Lubił go i wiedział, że był bardziej wycofany, aniżeli on sam, bardziej zamknięty w sobie i nieco zadufany, ale nie przeszkadzało to mu w dobrym dogadywaniu się. Słysząc pytanie skierowane bezpośrednio do niego, nastawił trójkątne, zakończone długimi pędzlami uszy i uśmiechnął się zadziornie, patrząc w dół, prosto w ślepia kocura.
– Popisywać to się mogę przed Płomykówkowym Lotem – parsknął. Nie miał żadnych powodów do tego, aby w jakikolwiek sposób zaimponować niebieskiemu pręgusowi. Po co? Nie czuł się w żadnym stopniu lepszym od niego, a, że często lubił sobie żartować na takie tematy - co z tego? Żartował z wielu rzeczy, czasem nawet niekoniecznie nadających się do żartowania. Dopóty, dopóki nikt nie miał z tym jakiś większych problemów, to buro-biały nie zamierzał przestawać. Nikomu nie życzył źle, nikogo nie krzywdził, nie obrażał, nie zabijał - był porządnym obywatelem Klanu Cienia, który trenował, aby być kimś jeszcze lepszym. Kimś, kto będzie chociaż w miarę rozpoznawalnym, ale, nie zależało mu na wielkiej sławie. Nie obchodziło go to, czy inni będą go szanować, bo miał gdzieś zdanie reszty na swój temat. Nie przejmował się opiniami i plotkami, bo jego najbliżsi i tak go znali i wiedzieli, jaki jest naprawdę. Nigdy nie zdarzyło mu się publicznie być obrzucony mięsem czy opluty jadem, ale kto powiedział, że to się nigdy nie stanie? Nie miał nawet piętnastu księżyców, dopiero wkraczał w wiek, kiedy może być mianowany na Wojownika. Co on wiedział o życiu? Nic. Znaczy, niewiele, bo gdyby nie wiedział nic, to by pewnie już dawno gdzieś zszedł z tego świata.
Spiął swoje mięśnie, a następnie przesunął się jeszcze bliżej pnia, aby w końcu oprzeć się o niego przednimi łapami, z których wysunął pazury. Zszedł z drzewa zwinnie i dość szybko, głową do dołu, lądując na miękkim podłożu tuż obok Topniejącego Lodu. Przeciągnął się następnie, a jego powywijane wibrysy zadrżały. Spojrzał na niebieskiego spokojnym wzrokiem, a w zielono-żółtych ślepiach widniały iskierki zaniepokojenia i zmartwienia.
– Po prostu chciałem pomóc – stwierdził, robiąc mały kroczek w stronę swojego towarzysza. Nie chciał, aby kocur czuł się niekomfortowo w jego towarzystwie, więc po namyśle postanowił nie kontynuować tego tematu, bo i tak zapewne nic by tym nie wskórał i osiągnął. Pomimo wielkiej upartości, jaką w sobie nosił, potrafił też odpuścić, a szczególnie jemu.

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Rzecz w tym, że Topniejący Lód chciał mieć już wszystko, teraz, natychmiast, więc stwierdzenie, że za dwadzieścia księżyców będzie lepiej, niewiele by go pocieszyło, gdyby się dowiedział, o czym myśli jego koleżka. To, że był niecierpliwy i zadufany nie pozwalało mu na poprawianie swoich błędów, więc popełniał je cały czas, zdenerwowany tym, że nie idzie mu dobrze, aczkolwiek niechętny do zmieniania swojego sposobu działania. To zataczało swojego rodzaju błędne koło, którego kocur nie zamierzał naprawiać, przekonany, że samo to kiedyś minie. Wystarczyło mu to, że prawie dokończył trening swojej terminatorki, więc już w pewnym sensie kwalifikowało go jako dobrego mistrza; fakt, że robił to na odwal się, go nie poruszał. Z chwilą, kiedy buro-biały nastawił uszy i uśmiechnął się zadziornie, wojownik już wiedział, że jego przyjaciel rzuci zaraz jakąś błyskotliwą odpowiedzią, a usłyszawszy ją, nadal poważnie patrzył się na młodszego, wbijając w niego lodowaty wzrok.
— A jednak robisz to przede mną — stwierdził stanowczo, nadal udając przejętego. Właściwie to nawet nie pomyślał o tym, że terminator mógłby uważać się za lepszego, bo przecież każdy wiedział, że to niebieski jest bezkonkurencyjny. Heh.
Wojownik natomiast przejmował się opiniami i plotkami innych. Choć na zewnątrz udawał nieprzejętego i poważnego, wewnątrz gotował się ze złości i... wstydu. Nienawidził być poniżany, obrażany, wytykany, choć w drugą stronę nie widział nic złego w bluźnieniu innych. Był niesamowitym dwulicowcem, ale się tym nie przejmował. Powracając, nie wystarczyło mu to, że jego najbliżsi i tak go znają, i wiedzą "jaki jest"; hah, ciekawe, bo on chciał, żeby każdy uważał go za kogoś perfekcyjnego. Na szczęście nigdy jeszcze się nie spotkał z czymś takim, żeby ktoś posunął się za daleko.
Odsunął się parę kroków w tył, kiedy kocur zszedł z drzewa i stanął przed nim, po czym zrezygnowanie wypuścił powietrze z płuc, zirytowany komentarzem Polnego.
— Pomóc? W czym? Przecież dopiero co ci powiedziałem, że już dzisiaj skakałem po drzewach — oznajmił surowo, machając zdenerwowanie ogonem. Owszem, nie potrafił, ale co z tego? Po co przytakiwać buremu? Żeby się ośmieszyć? Nie dziękuję. Zmarszczył brwi, odsuwając się kolejne parę kroków, jakby zaraz miał odejść. Właściwie to nawet miał nadzieję, że pójdą teraz w swoje strony, bo ta rozmowa przestała mu się podobać.
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Miał wrażenie, że atmosfera między nimi się znacznie zagęściła. Nie miał zamiaru wchodzić z Topniejącym Lodem w jakiekolwiek sprzeczki czy kłótnie, bo to tylko zepsuje i pogorszy ich relacje, a to byłaby ostatnia rzecz, jakiej Polny teraz chciał. Machnął ogonem, słysząc odpowiedź niebieskiego Wojownika i przez chwilkę milczał, zbierając myśli i powstrzymując własny jęzor przed powiedzeniem słowa za dużo.
– To twoje zdanie – mruknął otwarcie, a w jego tonie nie było słychać żadnych konkretnych emocji. Nie było tam ani złości, ani radości, nawet zirytowania czy niechęci, nic. Buro-biały syn Iglastego Grzbietu nie potrafił się długo na nikogo gniewać, więc i te ich spotkanie niedługo zapewne puści w niepamięć, ale mimo wszystko zrobiło mu się jakoś ciężej na sercu. Nie widział sensu dłużej tu stać i próbować rozmawiać ze swoim przyjacielem, bo chyba nie był w nastroju do rozmów. Westchnął bezgłośnie i spojrzał na niego spod przymrużonych, zielono-żółtych ślepi. Dalsze jego słowa tylko utwierdziły go we wcześniejszym przekonaniu. Nie zamierzał dłużej kwestionować jego umiejętności, bo tylko dolewałby oliwy do ognia, a tego nie miał w zwyczaju.
– No to... dobra, niech ci będzie – mruknął w końcu, zrezygnowanym tonem, odwracając się do niego tyłem i ruszając w przeciwnym kierunku, utrzymując swój ogon na równej linii z grzbietem, a puszysta kita zaczęła falować na boki. – Idę na polowanie, jak chcesz iść ze mną, to cho – zarzucił jeszcze przyjaznym głosem i zmierzył go kątem oka. Nie zamierzał go do niczego zmuszać, w końcu zapewne miał trochę swoich Wojowniczych obowiązków i takie latanie z jakiś Terminatorem na pewno stało niżej niż patrole czy treningi.

zt

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czasami naprawdę warto było odpuścić, choćby dlatego, że wojownik był kotem, który uparcie będzie trzymał się swojego zdania, nawet jeśli nie ma racji, byle tylko nie wyjść na niedoświadczonego w jakiejś dziedzinie. To, że Polny był dla niego jakimś tam przyjacielem, nie oznaczało, że nagle przy nim będzie się inaczej zachowywać, a szczególnie nie teraz, gdy ich kumplostwo było na podstawowym stadium. Dość powoli wchodził w relacje, więc potrzebował czasu, aby naprawdę uznać młodszego za przyjaciela z krwi i kości, a co za tym idzie – w niektórych kwestiach być z nim szczerym. Teraz jednak się tego obawiał, więc unikał odpowiedzi. Chwast miał jednak tę zaletę, że długo nie utrzymywał nieprzyjemnego tematu, co było widać po jego następnych odpowiedziach, i za co wojownik mu dziękował, nawet jeśli nie otwarcie. Niestety nie miał teraz ochoty na polowanie, więc pokiwał przecząco głową na propozycję ze strony syna Jaskółczego Głosu, sam postanawiając wrócić do obozu. Z drugiej jednak strony zastanawiał się, czy powinien pozwolić iść mu samemu, ale cholerka, zielonooki wyglądał na o wiele silniejszego, więc w czym wojownik by mu pomógł? Nie tracąc dużo czasu na takie myśli, prężnym krokiem ruszył do legowiska, chcąc przespać się z tymi negatywnymi emocjami.

zt
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Cisowa nie chciała siedzieć kolejnego dnia w obozie, przez co tak jak i ostatnio - postanowiła po prostu ruszyć przed siebie, po czym zaczaić się w jakiś krzakach i tam przeleżeć dzień. Tym razem jednak prawdopodobnie nie miała szans spotkać Oszronionej Łapy na jej szczęście, aczkolwiek nie pogardziłaby gdyby nagle spotkała Jasną Kroplę. Kotka dalej pozostała kimś kto trzymał ją przy życiu, ale Cis zdążyła też polubić Płonący Las. Kocur mówił wręcz jej językiem, dobrze rozumiał, a ona tego potrzebowała. Pocieszenia z jednej strony, ale i samego zrozumienia z drugiej. Nie przepadała jednak za spacerami w grupie, toteż wyruszyła samotnie niedaleko w tereny Klanu. Tak, by wiedzieć gdzie jest. Tak, by móc gdzie się schować. Tak, by być pewną, że jak coś, to ona jest tylko małym, niewinnym kotkiem, który nic złego nie robi. Czy coś w ten deseń. Idąc tak zdążyła po drodze zauważyć dwa ptaki na gałęzi, które wręcz prosiły się o złapanie. Niestety, szylkretka poza tym, że nie potrafiła jeszcze zbytnio polować, to zatrzymała się i po prostu gapiła w owe istoty. Jej ślepia otwarły się szeroko, ale zamglone były myślami. Dlaczego ona nie mogła mieć skrzydeł i tak po prostu odlecieć? Czy to wszystko nie mogło być prostsze? Nie mogła po prostu wiedzieć co i jak już od urodzenia, potem odejść samotnie w świat i żyć polegając tylko na sobie? - Ugh... uspokój się, padlino. - Odburknęła po własnych myślach i w tym momencie oba ptaki odleciały. Nie goniła za nimi nawet wzrokiem, tylko weszła w kępy paproci, układając się wygodnie i obserwując szumiące korony drzew.


//Krogulec


= 'Cause all of my demons
are my friends, are my friends,
[Obrazek: dcjfhoe-8895f74c-101e-4354-ab19-23a3facb...-oprltsQPk]
And I know
they'll be there


till the end, till the end.
> Best friends forever <
LVL 2 85 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości