Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Królik. W końcu jakaś zwierzyna, która zdecydowanie poprawiłaby mu humor - jakby oczywiście dał radę ją upolować. Rudzik nie był aż tak, hm, spektakularnym zwierzęciem, ale królik to co innego. Natychmiast ugiął się nieco bardziej na łapach, uważając by nie szurać brzuchem i sierścią o podłoże, zrównał ogon, grzbiet i głowę w jedną linię i, upewniając się, że idzie pod wiatr, ruszył przed siebie. Oczywiście, uważał na wszelkie naturalne przeszkody, które mógłby przypadkiem nadepnąć, bo raczej nie chciał spłoszyć zwierzyny, no i spłycił oddech, żeby królik absolutnie go nie usłyszał. A gdyby udało mu się do niego zbliżyć, to cóż, z satysfakcją wbiłby w jego grzbiet pazury, a następnie wykończyłby go zwinnym ugryzieniem w kark.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Zadowolony? Jak najbardziej, jeszcze jak. Odpuśćmy sobie opisywanie jego zadowolenia, ale w każdym razie: był bardzo rozpromieniony. Szczur był smaczną przekąską, prawdopodobnie skończy w pysku jeszcze zanim kocur wróci do obozu. Oblizał pysk z krwi, rzucając pogardliwe spojrzenie leżącemu zwierzęciu, by zaraz wziąć się do roboty, to jest za wykopywanie dziury, która mogłaby posłużyć jako czasowa trumienka dla nieuważnego gryzonia. To jeszcze nie był koniec. Jedna wygrana nie była wystarczająca, teraz chciał więcej. Tak więc zakopawszy swój posiłek, ruszył dalej. I zapewne bardzo satysfakcjonująca byłaby myśl, że upolował coś jako pierwszy; zwłaszcza że trochę czasu już minęło.
Kocica przede wszystkim schudła. Jest absolutnie przeciętnej sylwetki na ten moment. Jej łapy nadal są masywne i dosyć umięśnione. Ogon kocicy nie urósł od jej terminatorskiego życia i nie stał się nagle długi. Nadal jest dosyć krótki, lecz nikt jej go nie odgryzł, więc jego długość jest dosyć rozsądna. Głowę ma okrągłą i pełną. Tak samo miłą dla oka jak wiele księżycy temu. Pysk za to ma dosyć drobny z różowym noskiem niczym guzikiem. Oczy są w głębokiej i ciepłej barwie zieleni, które przybierają jeszcze cieplejszy ton dzięki charakterowi kocicy. Uszy stojące zawsze do góry są raczej niewielkie. Jej futro nie odstaje już jak w przeszłości. Dalej gęste i krótkie, zawsze przylega do ciała ułożone. Może czasem w niektórych miejscach gdzie nie domyje się Kropelka lekko odstaje. Barwę dalej ma niebieską rozjaśnioną na lekko kremowy odcień na brzuchu, szyi, łapach ogonie i pysku oraz przeplataną tygrysimi pręgami a jakże niebieskimi. Na dolnej wardze posiada bliznę.
Jasna Kropla jest niczym oaza spokoju. Zawsze spokojna, pogodna. Po obozie chodzi zawsze z wysoko uniesionym ogonem i pogodnym uśmiechem. Podczas rozmów zachowuje opanowany ton głosu. Samo wymienianie zdań z innymi jest czymś co bardzo lubi. Nie przepada za byciem samemu. Bez przyjaciół czułaby się bardzo szybko samotna i przybita. Jej życiowym mottem jest nie martwić się. Kropelka słynie z szybkim radzeniem sobie z przykrymi wydarzeniami w jej życiu. Owszem na początku będzie mieć parę nieprzespanych nosy, ale nie wiele księżycy później wraca do normalności. Klan Cienia jest dla niej ważny, wypełnia swoje obowiązki jak najbardziej przykładnie. Uwielbia polować, co często widać po tym, że w tym celu potrafi w ciągu dnia wyjść parę razy. Nie przesadza już z tym jednak, bo kiedyś była niemożliwą pracoholiczką. Nie jest za bardzo ambitna, nie marzy jej się być podziwianą czy posiadać wysoką rangę. Od młodych lat uwielbiała być w cieniu i nie wystawać z szeregu. Jej największym marzeniem od księżycy terminatroskich jest po prostu założyć kochającą się rodzinę. Tyle jej do życia potrzeba. Bliscy, których może kochać.
Krew wypełniła jej usta, była ciepła i jak zawsze metaliczna. Czuła się dziwnie jednak trzymając w pysku martwą łasicę. Nigdy nie miała do czynienia z drapieżnikiem. Nie pomyślała by nawet, że spotka jakiegoś... w taki sposób. Czuła w środku dziwne uczucie, że było jej trochę szkoda tego zwierzęcia. Zginąć aż tak brutalną śmiercią musiało być okropne. Co nie zmienia faktu, że dobrze zrobiła i dla Klanu i dla łasicy kończąc jej żywot. Opuściła bure stworzenie na ziemię i sama zaczęła wykopywać wielki dół na zakopanie szkodnika. Kosztowało ją to trochę czasu i siły, ale uważała na otoczenie. Skąd ma wiedzieć co więcej na nią czeka. Gdy zakopała łasicę oczyściła trochę teren z krwi i zamaskowała zapach, żeby żaden drapieżnik zwabiony tym zapachem się tutaj nie zabłąkał. Musi później przekazać Polnemu Chwastowi czy Krogulczej Gwieździe o tym spotkaniu.
Gdy już skończyła wyczyściła i siebie i ruszyła pod wiatr uważała pod łapy i stawiała cicho kroki. Łeb i ogon trzymała na linii z kręgosłupem poszukując zwierzyny.
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Jasna Kropla po nieco dziwnej akcji z ledwo żywą łasicą, ruszyła dalej. Nie musiała w zasadzie szukać jakoś bardzo długo. Podobnie jak Wirujące Pióro i Topniejący Lód, miała w tym momencie sporo szczęścia. Natrafiła bowiem na orzesznicę. Rudawy gryzoń obracał w łapkach jakiś orzeszek, kryjąc się nieco w cieniu pod drzewem.
Oho, to Wirujące Pióro zdecydowanie będzie miał poprawiony humor! Bezbłędnie podkradł się do królika, który kompletnie nie spodziewał się zagrożenia, które z każdym krokiem zbliżało się coraz bardziej. Cienisty wojownik wyskoczył na swoją ofiarę i - dokładnie tak, jak planował - zabił ją ugryzieniem w kark.
Na szczurze najwyraźniej się skończyło... Przynajmniej na tę chwilę. Topniejący Lód, nieważne jak bardzo by się skupił na dźwiękach i zapachach otoczenia, to nie był w stanie niczego znaleźć. Po prostu pustka i cisza, przerywana co jakiś czas przez szum wiatru i śpiew ptaków będących wysoko w koronach drzew.
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Nie piastował tej rangi od dziś i był już przyzwyczajony, że po polowaniu należy się nachodzić, żeby coś prędko znaleźć. Zabójstwo mogło przepłoszyć okoliczną zwierzynę – pozostawała również możliwość, że doprowadził do tego niezbyt przyjemny zapach roznoszący się w powietrzu, należący do pewnego kocura kręcącego się gdzieś w pobliżu. To było nawet bardziej prawdopodobne. W każdym razie! Nie zrażał się, zadowolony z poprzedniej zdobyczy, i szedł dalej. Nie wiadomo ile to niezrażanie się będzie trwać, zatem lepiej będzie, jeśli zaraz coś wejdzie mu w drogę. Poza tym nie chciał za długo tu chodzić, miał ciekawsze zajęcia… Jakie słodkie kłamstwo.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Wreszcie szczęście się do niego uśmiechnęło; nie to, że musiał nastąpić jakiś cud, żeby kocur coś upolował, bo przecież potrafił to robić od wielu księżyców i to bezbłędnie, dopóki los nie zadrwił z niego, choćby przez zmienienie kierunku wiatru. Niemniej, poczuł sporą satysfakcję, gdy krew zwierzęcia spłynęła mu na brodę, a samo zwierzątko znieruchomiało w jego szczękach. Szybko je zakopał, po czym uginając nieco łapy i znów zmierzając pod wiatr, ruszył znów przed siebie, mając nadzieję, że na tym jednym króliku się nie skończy i uda mu się znaleźć coś może nawet jeszcze bardziej interesującego.
Kocica przede wszystkim schudła. Jest absolutnie przeciętnej sylwetki na ten moment. Jej łapy nadal są masywne i dosyć umięśnione. Ogon kocicy nie urósł od jej terminatorskiego życia i nie stał się nagle długi. Nadal jest dosyć krótki, lecz nikt jej go nie odgryzł, więc jego długość jest dosyć rozsądna. Głowę ma okrągłą i pełną. Tak samo miłą dla oka jak wiele księżycy temu. Pysk za to ma dosyć drobny z różowym noskiem niczym guzikiem. Oczy są w głębokiej i ciepłej barwie zieleni, które przybierają jeszcze cieplejszy ton dzięki charakterowi kocicy. Uszy stojące zawsze do góry są raczej niewielkie. Jej futro nie odstaje już jak w przeszłości. Dalej gęste i krótkie, zawsze przylega do ciała ułożone. Może czasem w niektórych miejscach gdzie nie domyje się Kropelka lekko odstaje. Barwę dalej ma niebieską rozjaśnioną na lekko kremowy odcień na brzuchu, szyi, łapach ogonie i pysku oraz przeplataną tygrysimi pręgami a jakże niebieskimi. Na dolnej wardze posiada bliznę.
Jasna Kropla jest niczym oaza spokoju. Zawsze spokojna, pogodna. Po obozie chodzi zawsze z wysoko uniesionym ogonem i pogodnym uśmiechem. Podczas rozmów zachowuje opanowany ton głosu. Samo wymienianie zdań z innymi jest czymś co bardzo lubi. Nie przepada za byciem samemu. Bez przyjaciół czułaby się bardzo szybko samotna i przybita. Jej życiowym mottem jest nie martwić się. Kropelka słynie z szybkim radzeniem sobie z przykrymi wydarzeniami w jej życiu. Owszem na początku będzie mieć parę nieprzespanych nosy, ale nie wiele księżycy później wraca do normalności. Klan Cienia jest dla niej ważny, wypełnia swoje obowiązki jak najbardziej przykładnie. Uwielbia polować, co często widać po tym, że w tym celu potrafi w ciągu dnia wyjść parę razy. Nie przesadza już z tym jednak, bo kiedyś była niemożliwą pracoholiczką. Nie jest za bardzo ambitna, nie marzy jej się być podziwianą czy posiadać wysoką rangę. Od młodych lat uwielbiała być w cieniu i nie wystawać z szeregu. Jej największym marzeniem od księżycy terminatroskich jest po prostu założyć kochającą się rodzinę. Tyle jej do życia potrzeba. Bliscy, których może kochać.
Jasna Kropla była dosyć zmieszana całą sytuacją. Próbowała jednak wybić ją sobie z głowy i zająć umysł polowaniem. Szybko udało jej się coś znaleźć. Orzesznica jakby na nią czekała. Nadal była pod wiatr i szła cicho. Nogi miała ugięte, tak żeby nie dotykać brzuchem ziemi, a głowę z ogonem ułożyła na linii kręgosłupa. Ciężar ciała przeniosła na tylnie łapy i szła w stronę swojej ofiar. Gdy była wystarczająco blisko skoczyła w jej stronę chcąc ją złapać w łapy i zabić.
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Może i orzesznica czekała na Jasną Kroplę... Jednak wyglądało na to, że nie doczeka się towarzystwa wojowniczki - przynajmniej nie od razu. Wiatr niespodziewanie zmienił kierunek, przez co gryzoń zorientował się o zbliżającym zagrożeniu i natychmiast przystąpił do działania. Zerwał się do ucieczki, chcąc oczywiście umknąć drapieżnikowi, którym była Jasna Kropla. Wojowniczka miała jeszcze szansę, by dorwać orzesznicę - wystarczyłoby jedynie rzucić się w pogoń.
Cud jak szybko się pojawił, tak szybko zniknął i odleciał gdzieś daleko. Wirujące Pióro długo szukał swojej następnej ofiary. Aż chciałoby się napisać, że w końcu udało mu się coś znaleźć... Jednak niestety, nic takiego nie nastąpiło. Nic ciekawszego od królika nie było w pobliżu, o ile cokolwiek interesującego w ogóle było w okolicy, która wyglądała na pusto-głuchą.
Więc czas na dalsze "niezrażanie się" Topniejącego Lodu. Los wyjątkowo sobie z niego kpił - zwierzyny wciąż nie było widać na horyzoncie, czuć zresztą też. Najwyraźniej wielki cienisty wojownik musi się nieco bardziej postarać, jeśli chce coś dzisiaj jeszcze upolować. A już przynajmniej wykazać się cierpliwością, która najwyraźniej będzie mu tutaj bardzo potrzebna.
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------
Kocica przede wszystkim schudła. Jest absolutnie przeciętnej sylwetki na ten moment. Jej łapy nadal są masywne i dosyć umięśnione. Ogon kocicy nie urósł od jej terminatorskiego życia i nie stał się nagle długi. Nadal jest dosyć krótki, lecz nikt jej go nie odgryzł, więc jego długość jest dosyć rozsądna. Głowę ma okrągłą i pełną. Tak samo miłą dla oka jak wiele księżycy temu. Pysk za to ma dosyć drobny z różowym noskiem niczym guzikiem. Oczy są w głębokiej i ciepłej barwie zieleni, które przybierają jeszcze cieplejszy ton dzięki charakterowi kocicy. Uszy stojące zawsze do góry są raczej niewielkie. Jej futro nie odstaje już jak w przeszłości. Dalej gęste i krótkie, zawsze przylega do ciała ułożone. Może czasem w niektórych miejscach gdzie nie domyje się Kropelka lekko odstaje. Barwę dalej ma niebieską rozjaśnioną na lekko kremowy odcień na brzuchu, szyi, łapach ogonie i pysku oraz przeplataną tygrysimi pręgami a jakże niebieskimi. Na dolnej wardze posiada bliznę.
Jasna Kropla jest niczym oaza spokoju. Zawsze spokojna, pogodna. Po obozie chodzi zawsze z wysoko uniesionym ogonem i pogodnym uśmiechem. Podczas rozmów zachowuje opanowany ton głosu. Samo wymienianie zdań z innymi jest czymś co bardzo lubi. Nie przepada za byciem samemu. Bez przyjaciół czułaby się bardzo szybko samotna i przybita. Jej życiowym mottem jest nie martwić się. Kropelka słynie z szybkim radzeniem sobie z przykrymi wydarzeniami w jej życiu. Owszem na początku będzie mieć parę nieprzespanych nosy, ale nie wiele księżycy później wraca do normalności. Klan Cienia jest dla niej ważny, wypełnia swoje obowiązki jak najbardziej przykładnie. Uwielbia polować, co często widać po tym, że w tym celu potrafi w ciągu dnia wyjść parę razy. Nie przesadza już z tym jednak, bo kiedyś była niemożliwą pracoholiczką. Nie jest za bardzo ambitna, nie marzy jej się być podziwianą czy posiadać wysoką rangę. Od młodych lat uwielbiała być w cieniu i nie wystawać z szeregu. Jej największym marzeniem od księżycy terminatroskich jest po prostu założyć kochającą się rodzinę. Tyle jej do życia potrzeba. Bliscy, których może kochać.
Była tak blisko, gdy wiatr zawiał mocno w innym kierunku. To ja wydało, a mały piszczek od razu to zauważył. Niebieska wojowniczka jednak postanowiła na tym zakończyć dzisiejsze polowanie. A przynajmniej to teraz. Niedługo powinna udać się na trening, co jednoznaczne jest z musem pośpieszenia się. Tak też machnęła tylko ogonem niezadowolona i zmęczona szukaniem ruszyła w stronę obozu przy okazji rozglądając się za Wirujacym Piórem czy Topniejącym Lodem. Zdecydowanie nie był to dzień na ich wspólne łowy. Może spróbuje jeszcze wieczorem coś upolować, ale nie będzie już targać swoich kompanów.
//zdecydowałam się edytować i dać zt, bo polo w sumie trochę już trwa
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Nic. Zupełnie nic. Ani zapachu, ani widoku, ani niczego innego. Zaczynało go to niesamowicie nużyć i denerwować, że nie potrafił nic znaleźć, albo złapać, oprócz tego jednego, marnego królika. Zmiął przekleństwo w pysku, po czym zdecydował się już na dzisiaj zakończyć ten cyrk na kółkach. Stwierdził, że to nie ma sensu, że może popróbuje sobie później, bez niebieskiego kocura gdzieś w pobliżu, albo odkupi to następnego dnia, cokolwiek. Cofnął się więc po swoją jedyną ofiarę i, cóż, wrócił do obozu, zapewne szybciej niż jego towarzysze polowania, ale cóż, niech się bawią, może chociaż im idzie lepiej. Choć szczerze, życzył tego tylko Kropli, kwik.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Faktycznie zaczął tracić już cierpliwość. Miał już spore doświadczenie, nie był to jego pierwszy raz na polowaniu, ale za każdym razem zachowywał się tak samo – wystarczył krótki moment bez zwierzyny, by już stracił całe zainteresowanie. Uznał, że na dzisiaj to wystarczy, mimo że w łupach poszczyć mógł się co najwyżej szczurem, którego na dodatek zje w drodze powrotnej. Nie był to pierwszy raz, gdy nie przynosił nic na stos od razu, miał na to cały dzień, a obecna pora nieszczególnie mu sprzyjała. Nic nie zrobił sobie z tego, że jest tutaj z dwójką innych kotów, w tym z siostrą, która miała krótki, dziwny epizod z łasicą. Ruszył wykopać szczura, którego szybko pochłonął w tym samym miejscu. To uczyniwszy, odkopał znalezioną wcześniej niecodzienną czaszkę i wrócił z nią do obozu – a tam, znowu natknąwszy się na widok tylu mord, zwyczajnie poszedł do swojego legowiska z nową ozdobą.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Wrócił… I może wydawało się to niewiarygodne to naprawdę się tak stało. Był w wielkim szoku, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Mógł wreszcie się spotkać z rodziną no ale… Nie spodziewał się, że jak wróci do Klanu to uderzą w niego takie złe wiadomości. Jego ukochana mama nie żyła… Nie było jej już tutaj… To z nią chciał się na początku spotkać, bo przeczuwał, ze mogła się źle czuć z tego powodu, ze tak wiele jej kociąt znikało z klanu. Chciał jej pokazać, że żyje i wrócił. Ale nie było mu to dane. Podobno zmarła stosunkowo niedawno. A on… Nie dał rady nawet zdążyć ją pożegnać i przeprosić za wszystko. Czuł się źle z tym ale nie mógł teraz popaść w żałobę. Nadal się cieszył, ze wrócił no ale może trochę mniej niż teraz. Chciał koniecznie spotkać się z córkami. Pytając o nie inne koty, dowiedział się, że tylko Wrona była w klanie. Pokrzyk zniknął, tak samo jak Kalina. Nikt ich dawno nie widział. Zmartwiło to porządnie kocura. Nie tego się spodziewał wracając do Klanu. Fakt, nie oczekiwał nie wiadomo czego. Nie myślał, ze cały klan będzie się cieszyć z jego powrotu ale… Nie myślał, ze jego rodzina tak opustoszeje. Też przy okazji dowiedział się, że partner Popiel zaginął. Czemu tyle kotów nagle zaczęło ubywać… Może był jakiś powód? Nie miał bladego pojęcia.
Ale no… Nie czuł się za dobrze z tymi wszystkimi wiadomościami. Mimo to, postanowił poszukać swojej córki. Nie było jej w obozie więc, jeszcze nie miał okazji jej zobaczyć a ona jego. Nie oczekiwał od niej niczego. Chciał jedynie ją zobaczyć, całą i zdrową.
Szedł pospiesznie za jej zapachem, czując jak serce mu przyspiesza. Tylko ona została… Ale czy chciała go widzieć? Nie wiedział kompletnie jak na niego zareaguje. Podczas wygnania trudno mu było rozszyfrować jakie emocje towarzyszyły z nią wtedy. Czy wybaczy mu to wszystko? Chciał być lepszym ojcem. Chciał się zmienić na lepsze. Ale czy będzie mu to dane?
W pewnym momencie zauważył czarne, bardzo dobrze znane mu futro. Jego łapy się zatrzymały. Była od niego oddalona o 5 lisich ogonów. Nie mógł jednak się ruszyć. Nie mógł uwierzyć, że znów ją widzi. Po prostu… Zamurowało go.
Patrzył na plecy swojej córki i nic się nie odezwał. Nie wiedział jak. Oczy miał szeroko otworzone i cicho dyszał. Tak bardzo się spieszył by ją zobaczyć… Ale co miał teraz zrobić?
Księżyce: 18 Mistrz: zdechli wszyscy Płeć: kotka Matka: Wydrza Łapa [*] Ojciec: Płonący Las
Wyrosła na średniej wielkości, ale całkiem długonogą koteczkę. Lśniące, dłuższe futerko w kruczoczarnej barwie gładko otula jej szczupłą sylwetkę, a Psianka codziennie dba, by każdy kosmyk układał się idealnie. Uszka ma zakończone małymi pędzelkami, wąsy lekko podkręcone, a puszysty ogon często nosi uniesiony wysoko ponad grzbietem. Oczy Psianki są jasne, żółto-zielone, ze znaczną przewagą tej drugiej barwy. Ogólnie całkiem ładniutka z niej kotka, a przynajmniej tak o sobie myśli i próbuje wszystkich o tym przekonać.
Psianka stara się być uprzejma i słodka. Udaje znacznie bardziej głupiutką niż jest w rzeczywistości, przekonana, że na pozę wielkookiej i uroczej koteczki ugra najwięcej. Lubi zgrywać ofiarę i trochę się ze sobą pieści. Raczej ostrożna, nie jest zainteresowana popełnianiem błędów, a zwłaszcza przyznawaniem się do nich. Za to bardzo chętnie pobiegnie naskarżyć na innych. Najbardziej obchodzi ją czubek własnego, czarnego noska i dążenie do doskonałości, co póki co objawia się głównie w intensywnym pielęgnowaniu futerka.
Kornikowy Konar, Zielna Łapa, Koścista Łapa (KRz)
Z rodziny tylko ona została w Klanie i nie było dnia, by nie zastanawiała się właściwie po co. Nic ją z Cieniem nie łączyło i równie dobrze mogła szukać szczęścia gdzieś indziej. Główny problem polegał na tym, że nie wiedziała gdzie. Nie widziała się ani w roli tłukącego się po świecie samotnika, ani uwięzionego w gnieździe dwunogów pieszczocha, ani mieszczucha z futrem osmrodzonym spalinami. W Klanie nie było idealnie, ale przynajmniej nikt od niej za wiele nie wymagał i jej brak zaangażowania był dziwnie tolerowany. Może wszyscy byli tak zajęci obowiązkami, że po prostu zapominali o jej istnieniu. Teoretycznie możliwe.
Ona też zapominała o istnieniu niektórych, jak chociażby Pokrzyk, czy Kalina, których zniknięcie przepuściła bez żadnego echa i emocji. Kiedyś byli, a teraz ich nie było, no życie. O ojcu też nie myślała, więc kompletnie się go nie spodziewała, wędrując przez Szumiący Las. Usłyszała szelest kroków i zamarła, by po kilku w bezruchu odczekanych uderzeń serca odwrócić łeb w tył. - Tato. - Miauknęła z nieudawanym zdziwieniem. Udało się ją zaskoczyć. - Co ty tutaj robisz? Wyglądasz jakbyś zobaczył Gwiezdnego.
Gdybytak choćjeden raznam się zatrzęsłaziemia Przerwałasenoderwałanas odniechcenia Nic nasnie ziębiani nic nasnie parzy
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Szybko się jego córka zorientowała o jego obecności. Widząc jej pysk, Płomyk poczuł jak coś w środku niego się łamie. Jak dawno jej nie widział na oczy… Była już taka duża a w oczach kocura nadal była jego córką. Mała córką, którą kochał ponad życie. Mimo iż nie potrafił tego w pełni okazać przez to, że nie wiedział jak. Jako samotny ojciec kompletnie nie wiedział jaki być by jego dzieciom niczego nie zabrakło. Przez cały czas chciał być matką i ojcem w jednym by kocięta nie czuły braku. Ale najwidoczniej to było złym pomysłem bo szybko stracił chęci do wszystkiego. Czuł się z tym ciężko i samotność bardzo go przybijała.
Żałował. Bardzo żałował tego, że nie potrafił zapewnić wszystkiego Wronie jak i pozostałym dzieciakom. Bolało go to, że ominęło go to jak Psianka staje się dorosła kotką. Czasem chciał cofnąć czas by być lepszym tatą niż był teraz. Niestety ale nie mógł. Natomiast mógł sprawić, że przyszłość będzie lepsza i chciał to zrobić. Chciał być tatą. Nie miał zamiaru wracać do tego co było kiedyś. Ale czy był potrzebny? Czy Psianka chciała by był przy niej? Naprawdę nie wiedział. Zawsze w jego oczach wydawał się być tajemniczym dzieckiem. Czasem jednak potrafił wyczuć jej prawdziwą reakcje. No bo był jej ojcem… Raczej coś tam o niej wie. Nawet jeżeli nie był idealnym ojcem. Możliwe, że najgorszym w klanie Cienia.
Słysząc słowo „tato” poczuł jak serce mu mocniej zabiło.
Chyba to jedne słowo pokonało jego barierę i kocur ponownie ruszył w jej stronę. Gdy wreszcie był blisko niej bez zastanowienia przytulił ją do siebie. Owinął ją swoimi łapami i mechanicznie siebie jak i Wronkę zmusił do siadu. Płonący Las wtulił się w swoją córkę nie mówiąc nic. Po prostu milczał. Tak bardzo tęsknił…
Czując ciepło Wronki jak i zapach, kocur był naprawdę szczęśliwy. Była tutaj. Jego córka była tutaj i ją przytulał do piersi…
Głowę miał obniżoną i wreszcie wymamrotał. – Wróciłem…-odpowiedział i po dłuższej chwili dodał. – Jak dobrze móc Cię przytulić…
Krótkowłose, miejscami zmierzwione, czasami z pojedynczymi leśnymi paprochami, niebieskie w cienkie, czarne pręgi futro. Mlecznobiałe, rzucające się w oczy wibrysy na pysku, brwiach, „łokciach”. Wzrost powyżej średniej. Intensywnie żółte oczy, często je mruży. Grafitowy nos i poduszki łap. Przeciętne uszy, zaokrąglone na końcach, wypełnione futrem. Gruby, długi ogon. Łagodne rysy pyska. Pazury krótkie, acz ostre, zwykle schowane. Łagodne rysy pyska. Czasami przy chodzeniu, siedzeniu itp. nieświadomie odciąża przednią lewą łapę. Raczej przeciętnej budowy.
Nie wiele zmieniła się od czasów kocięcych. Nadal bardzo chce sprostać wymogom rodziców, przejmuje się zdaniem kotów i nadal w restrykcyjnym przestrzeganiu nakazów i zakazów przeszkadza jej ciekawość. Coraz lepiej idzie jej odgadywanie co koty chcą usłyszeć. Stara się sprawiać jak najdoroślejsze wrażenie na innych, ale przy zaufanych kotach wychodzi jej wewnętrzny kociak, który uwielbia opowiadać zmyślone historie i robić głupie miny.
Wrzos [KW]
xxxCzyli chcesz wyjść sama! xxxTo zdanie, wypowiadane ciągle tym samym triumfalnym, złośliwym, wesołym głosem, kołatało się po jej głowie bez ustanku. Nie pomagało powtarzanie pod nosem kodeksu wojownika, przypominanie lekcji Popielnego Żaru a nawet rozmyślanie nad przyczynami pojawiania i znikania chmur, zawsze wracały do niej słowa starszego brata. Cichutko westchnęła otoczona miarowo gęstniejącą ciemnością. Powinna zasnąć, musi być w pełni wypoczęta na jutrzejszy trening. To nie był ani pierwszy ani ostatni raz kiedy Zmarźnięta Łapa, zaczepiwszy po treningu, łapał ją za słówka i się z nią drażnił. xxxTyle, że przedtem nigdy nie było to trafione tak w punkt. xxxMech marzyła o wyjściu samej z obozu od… właściwie od zawsze, ale po pierwszym dniu treningu gdy rzeczywiście zobaczyła las w całej okazałości, to pragnienie nasiliło się. Chodzenie samopas, możliwość zatrzymania się w każdej chwili, zaglądnięcia pod każdy kamyk i norkę bez przejmowania się jak to wygląda z zewnątrz, kiedy niby już wyrośnięty kot próbuje wcisnąć pyszczek w dziurkę nie większą od mysiej główki, niczym kret albo inna dżdżownica – brzmiało jak spełnienie marzeń. Zwłaszcza, że przez cały obóz przechodziły pomruki o owcach i baranach krzątających się po terenach! Zwierzętach nie-piszczkach i nie-drapieżnikach równocześnie, miękkich i wcale nie tak często spotykanych w lesie! Mech umierała z ciekawości: jak wyglądają? czy są podobne do kotów? jak chodzą? skąd są? czy istnieją? – i ekscytowała się tymi pytaniami jak kociak. Może spytałaby Popielny Żar czy mogą pójść je zobaczyć, ale… marnować trening na oglądanie jakichś bezużytecznych zwierzątek? Nie można przecież było na nie ani zapolować ani nie trzeba się było przed nimi bronić. Mimo całej łagodności kocicy Mech nie miała odwagi prosić o coś takiego. Zresztą nawet jeśli mentorka by się zgodziła to co z tego? Postałyby przy tych zwierzątkach w bezpiecznej odległości, Omszała Łapa ze stoickim spokojem by je sobie poobserwowała i tyle. xxxCicho westchnęła i obróciła się na drugi bok w stronę wyjścia z Podziemi. Pomiędzy gałęziami drzew pojawiało się coraz więcej gwiazd, migotały do niej zaczepnie. Położyła po sobie uszy. Dziadkowie sobie z nią pogrywali czy co? Niepewnie podniosła się z legowiska, ostrożnie… tak, żeby nie obudzić śpiących terminatorów. A zwłaszcza Zmarźniętą Łapę, lub Dzika, albo Koszatkę. Każdego chciała nie obudzić zwłaszcza! Przygryzła policzek od środka. Tych kotów na pewno nie było przedtem mniej? Powoli przeszła między nimi. xxxCo ty wyprawiasz?! Terminatorom nie wolno wychodzić! Pamiętasz?! Słowo przywódcy jest prawem! Co by powiedzieli rodzice? Pewnie pomyśleliby, że idziesz spiskować z samotnikami! Zdradzać Klan! Tak to wygląda! Krzyki nasilały się w jej głowie im bliżej granicy obozu była. Z zewnątrz starało się, jednak być ciągle tak samo spokojna. Dumnym krokiem kierując się w stronę Wstężykowego Gaju. Pewny krok, pewny kot. Z trudem powstrzymywała się od biegu xxxAż do granicy Wstężykowego Gaju. Tam ruszyła z kopyta. Szarpnęła całym ciałem i wbiegła między drzewa, spiętym ogonem bijąc się po piętach. Wysiłkiem zagłuszając rozsądek. Bez patrzenia pod nogi, przedzierając się przez leśne runo, pędziła i… cicho chichotała. Ze stresu, ze szczęścia albo nawet obłąkania (złamała zakaz dla… chwili samotnego biegu? Dla siebie już spokojnie kwalifikowała się do obłąkańców)? Nie wiedziała, ale robiła to coraz głośniej. Nie zatrzymała się w tym nawet po potknięciu i wywaleniu na prawy bok. xxxSpróbowała wziąć głębszy wdech. Uspokoić swoje chichotanie. Miała pszczoły w mózgu, była tego pewna. Odetchnęła, pokręciła głową i nie mogąc ciągle pozbyć się głupkowatego uśmiechu z twarzy, spojrzała w niebo. Rozejrzy się, posiedzi i wróci przed pierwszą łuną słońca – odezwał się jej rozsądek – nikt nie może się dowiedzieć, że złamała jakąkolwiek zasadę, pod wpływem impulsu. Nawet Dzik. Kiwnęła główką sama do siebie i wstała zaskakująco rozluźniona. Czas na stresowanie się będzie miała później, i to w bród.