Logo Artemidy
Dziki Sad
Nie potrzebował tylu przeprosin, tym bardziej że nie gniewał się na medyczkę. Miał po prostu nadzieję, że to się nie powtórzy – komunikacja to podstawa udanej współpracy. Tego też zamierzał nauczyć terminatorów medyka, będąc świadomym (z bólem serca), że Lśniąca Sadzawka któregoś dnia odejdzie, a oni zostaną we trójkę w lecznicy. Zależało mu więc na tym, żeby nauczyli się ze sobą rozmawiać i nie mieć przed sobą żadnych sekretów, przynajmniej w kwestii ich zawodu. Nie odpowiedział już swojej mistrzyni, dając jej do zrozumienia, że przeprosiny przyjął już ostatnio. Nie chciał, żeby myślała, że oczekiwał od niej wkupienia się w jego łaski. Zdecydowanie nie. Nadal bardzo jej ufał i szanował ją, a ta jedna sytuacja niczego nie zmieniła. Bez przesady.
– Zależy mi na nich. – Idąc, przechylił pysk w jej kierunku i spojrzał jej głęboko w oczy. Medyczka mogła się tego domyślić po jego działaniach, ale też postanowił przyznać wprost, że jej kocięta były dla niego ważne i faktycznie chciał być dla nich jak „starszy brat”. Miał nadzieję, że nie uważała, iż wpychał się chamsko do ich rodziny. – Na każdym z nich. Czułbym się źle, gdybym nie zarreagował i nic nie zrrobił w tym kierrunku. Naprrawdę chcę mu pomóc. Nie musisz mi dziękować, to jest coś, co zrobiłbym tak czy inaczej; czuję się w obowiązku, odkąd Stokrrotka mi powiedział o tym. Poza tym, Lśniąca Sadzawko, pomoc w opiece to żaden prroblem. Powiedziałem Ci przecież przy naszej pierrwszej rrozmowie na ten temat, że Ci pomogę. – To powiedziawszy, spojrzał przed siebie i ponownie przymknął powieki. Zawsze by jej pomógł. Po tylu księżycach, wydawało mu się, że nawiązali wyjątkową więź i podejrzewał, że gdyby to on miał z czymś problem, nawet nie musiałby prosić. Wdzięczność z jej strony była miła, ale jego zdaniem – zupełnie niepotrzebna. Robił to bezinteresownie i liczył na to, iż kocica nie myślała inaczej.
Na następne słowa zwieńczone pytaniem, pokiwał jedynie twierdząco głową. Jeśli nie sprawiało jej to kłopotu, to mogła popytać. Znacznie ułatwiłoby mu to sprawę.
A potem miał ochotę ze zmęczeniem spytać „a co to zmienia?”, ale odpuścił sobie. Jak rozumiał w pewnym sensie działania Lśniącej, tak był zdania, że jej odpowiedź nie miała w sobie niczego, co mogłoby być kontrargumentem na jego wypowiedź. Wręcz przeciwnie; skoro Malinowa Łapa tak naprawdę nie chciała zostawać medykiem, a medyczka rozegrała to w ten sposób, po to żeby dać córce to, czego chce… Nerwowo oblizał pysk. Nie zamierzał prawić kocicy morałów, powiedział już co myślał i wydawało się, że jego matka rozumiała jego obawy. Miał po prostu nadzieję, że to nie obróci się przeciwko Malinowej Łapie… No i też przygotowywanie do rangi przywódcy kociaka niemalże, bo ledwo została terminatorem, było nieco kiepskie w jego ocenie, ale postanowił zaufać kocicom.
– Rrozumiem… ale spójrz: trrening z innym kotem na pewno na dobrre jej wyjdzie. Z takimi ambicjami ważne jest, by rrozmawiać z innymi kotami, pokazywać się z dobrrej strony. A w celu przygotowania się wystarrczy spotkać się poza trreningiem, jak mówisz – uśmiechnął się niemrawo – a powiedz mi jeszcze, Lśniąca Sadzawko, dlaczego uważasz, że to Pajęczyna byłby idealny jako zastępca, a nie na odwrrót?
Tak w temacie to jeszcze nie rozumiał jednej rzeczy. Decyzji Lawendowej Gwiazdy, o której jednak nie chciał rozmawiać z medyczką, a przynajmniej jej kwestię ograniczyć do minimum. Wykazała się brakiem logiki, czego niestety był świadkiem, bo na ceremonii był do końca. Nie przyjęła pomocy w trenowaniu wojowników oferowanej przez medyków, by chwilę później przed Kruczym Ogonem - Gwiezdnym! - przyznać, że jej samej się nie chce trenować, pokazując w ten sposób, że rzeczywiście ma gdzieś komfort swoich wojowników, na których barki spadł taki obowiązek. Rzygać się chciało. Nigdy nie kwestionował Lawendowej Gwiazdy, starał się być neutralny i w przeciwieństwie do Lśniącej Sadzawki, wolałby nie wytykać jej błędów publicznie, ale po ostatniej ceremonii… zwątpił. I to tak konkretnie.
– Nie rrozumiem tylko dlaczego Lawendowa Gwiazda nie zgodziła się, byśmy trrenowali przyszłych wojowników. Pojmuję, dlaczego nie przystała na to, żebyś trrenowała Malinę, ale inni terminatorzy? – parsknął jedynie.
[Obrazek: jcou1hQ.png]
LVL 6 270 / 500
MedLVL 11 187 / 1500
13
Siła
S
15
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
25
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Wiem, wiem. To po prostu... wiele dla mnie znaczy. Jestem ci naprawdę wdzięczna. - mruknęłam. Chciałabym powiedzieć mu prawdę. Chciałabym nie musieć ukrywać przed nim prawdziwego pochodzenia i móc z pełną szczerością powiedzieć mu, że jest wspaniałym starszym bratem i najlepszym synem, jakiego mogłam sobie wymarzyć. Nie mogłam jednak. Nie tylko ze względu na siebie, ale ze względu na niego. Wiedziałam, jak fatalnie by to zniósł i był to sekret, który najpewniej będę musiała zabrać ze sobą do grobu.
- Masz rację. Rozwiążemy to z Maliną, porozmawiamy z Deszczową Pogodą i trening będzie kontynuowała pod jej okiem. Jeśli chodzi o Pajęczynę... cóż. Jest silny i stanowczy. Twardo stąpa po ziemi, jednak brakuje mu sprytu i inteligencji siostry. Malina jest kotem, który jest w stanie rozsądnie rządzić klanem, nie da sobie wejść na głowę. Pajęczyna natomiast skutecznie może odstraszać każdego przed chociażby próbą niesubordynacji swoją siłą. Uważam, że razem są w stanie się dopełnić, ale to Malina jest bardziej rozważna i to ona powinna być odpowiedzialna za podejmowanie decyzji. Pajęczyna... lubi działać pod wpływem emocji. Nie jest to zła cecha, ale nie pasuje do Gwiazdy. - wytłumaczyłam, opisując mu swój punkt widzenia. Mógł tego nie widzieć w ten sposób, oczywiście, jednak ja byłam pewna, że spośród moich dzieci, ta dwójka będzie idealna. O ile przestanie klepać się wzajemnie po pyskach przy każdej możliwej okazji.
- Lawendowa Gwiazda nie od dziś ma dwa kamienie zamiast mózgu. Ta kocica myśli samolubnie i nie pozwoli nam trenować terminatorów tylko dlatego, że ja o tym wspomniałam. Jest jak obrażone kocię, nie jak dorosła kocica odpowiedzialna za klan. Jak można dawać wojownikowi PIĄTEGO terminatora i powiedzieć GWIEZDNEMU, że robi to dlatego, że jej samej NIE CHCE się ich trenować? Od dawna powinnam grzać zad w Skręconym Pniu a zamiast tego trenuję terminatora dla naszego klanu i czterech dla Cienia. Dodatkowo oferuję również pomoc w szkoleniu wojowników. Lawendowa Gwiazda widzi jedynie czubek własnego nosa. Już dawno powinno się ją pozbawić rangi.
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– Lśniąca Sadzawko – zaczął, kiedy skończyła dzielić się swoimi przemyśleniami na temat swoich kociąt, ich charakterów i związanego z nimi planu. – To, mimo wszystko, są jeszcze dzieci. Rrozpoczęli swoje trreningi, tak, ale nadal dojrzewają. Nie będę udawać, że nie widzę przebojowości Pajęczej Łapy, bo to fakt, że czasem nie działa rrrozsądnie. Ale nie wymagałbym od niego rrozwagi i dojrzałości w tym wieku. Pamiętasz przecież, jaki ja byłem rozemocjonowany, jak… uderzyłem kociaka na pogrzebie – dodał cicho. Każdy popełniał błędy i robił niekoniecznie mądre rzeczy, zwłaszcza tak młodo. On je popełniał, a teraz rozumiał powagę sytuacji. Lśniąca Sadzawka na pewno też miała takie sytuacje. – Chodzi mi o to, że nie wybierrałbym i nie faworryzowałbym kociąt na takiej podstawie. Władza w klanie Wichrru jest stabilna i minie jeszcze sporro czasu, zanim w ogóle ktokolwiek pomyśli o kolejnym zastępcy. Twoje dzieci mają do tego jeszcze sporro czasu i jak rrozumiem twoją chęć przygotowania ich do tego, to nie skupiałbym się tylko na Malinie. Kto wie, może jeszcze ktoś cię zaskoczy. Może nawet Stokrrotka, jak odpowiednio przeprracujemy jego lęki – stwierdził. Życie było nieobliczalne i nie można było tak bardzo nastawiać się na dany scenariusz. Dobrze, że Malina była rozważna, ale jego zdaniem Lśniąca Sadzawka nie powinna liczyć tylko na nią. Nie wiedział nawet, że medyczka pałała niesmakiem do swojego burego syna z uwagi na jego kolor futra, ale to nawet lepiej.
I, tak jak się spodziewał, wystarczyła jedna wzmianka o Lawendzie, żeby Sadzawka się odpaliła. Nie mówił nic, ale cicho westchnął zdając sobie sprawę, jaki błąd popełnił. Na Gwiezdnych.
– Lśniąca Sadzawko, właśnie… Ci terrminatorzy z klanu Cienia. Jak sobie rradzisz? Czy to nie jest ponad twoje siły? – zasugerował niepewnie. Dobrze, że chciała pomóc drugiemu klanowi, ale jednak czwórka to nie byle co, zwłaszcza w wieku Lśniącej, która słusznie zauważyła, że od dawna mogłaby grzać zad w Skręconym Pniu. Był on, byli medycy z innych klanów. Ktokolwiek ją o to poprosił był chyba niepoważny. I… eleganckie wybrnięcie z tematu. Miał podobne zdanie co do Lawendy, może nie powiedziałby że ma „dwa kamienie zamiast mózgu”, ale z większością się zgadzał. Tylko że no… chyba nie miał ochoty na nakręcanie medyczki. Wolał trzymać się od tego konfliktu z daleka.
[Obrazek: jcou1hQ.png]
LVL 6 270 / 500
MedLVL 11 187 / 1500
13
Siła
S
15
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
25
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Ja nie zdążę tego od nich wymagać później. Chcę ich wychować teraz, póki żyję, bo nikt tego za mnie nie zrobi. Ja w ich wieku miałam już klan na głowie. Nie chcę zabierać im dzieciństwa i możliwości popełniania błędów, nauki na nich, nie chcę żeby przechodziły przez to, co ja, ale... chcę ich przygotować. Wiem, że się nadadzą, wiem, że razem będą w stanie odbudować ten klan i naprawić to, co Lawenda przez te wszystkie księżyce zniszczyła. Wiem, że kiedy mnie zabraknie, będziesz dla nich wspaniałym przewodnikiem i doradcą, ale sama chciałabym nauczyć ich jak najwięcej. Czuję w kościach, że to Malina i Pajęczyna. - wytłumaczyłam. Tak, to były jeszcze dzieci, oczywiście, że tak. Jednak już teraz byłam w stanie wyłapać w nich cechy godne przywódcy. Stokrotka, choć był moim kochanym synem, był zbyt niepewny siebie i pierwszy lepszy krzykacz zmiażdżyłby jego pewność siebie, gdyby jakaś decyzja mu się nie spodobała. Malina ma imię po przywódczyni, jednej z najwspanialszych i choć nie zdawałam sobie z tego sprawy w chwili jej narodzin, pasuje idealnie. Pajęczyna wymaga szlifowania, ale byłby wspaniałym doradcą i obrońcą. Nie pozwoliłby, żeby Malinie włos spadł z głowy i uciszałby każdego, kto tylko by jej się sprzeciwił. Nie musiałaby się tym martwić. Tylko... czy nie zabraknie mi czasu na to wszystko?
- Wszystko jest w porządku, Krwawniku. Podróże w tę i z powrotem nieco mnie męczą, nie jestem już terminatorką, ale poza tym jest dobrze. Daję sobie radę, nie musisz się martwić. - odparłam, uśmiechając się delikatnie. W ten sposób porozmawialiśmy jeszcze chwilę i ruszyliśmy do obozu. Długie spacery nie były dla mnie, niestety już nie.

zt <3
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Słuchał słów kocicy z coraz większą zmarszczką na czole. Był skonsternowany; nie, to za mało powiedziane. Czuł to samo, kiedy rozmawiali o jej potencjalnej ciąży i gdy twierdziła wówczas, że jej kocięta będą inne. A teraz, choć mówiła, że nie chce zabierać im dzieciństwa, to jednocześnie zapierała się łapami, że musi ich przygotowywać do dorosłości i pokładała wszelkie nadzieje w tym, że to jej kocięta kiedyś będą u władzy, jakby nie przyjmowała do wiadomości, że skończyć się może zupełnie inaczej. W klanach nie istniała demokracja; nawet jeśli przekonałaby dosłownie każdego, że to właśnie jej córka jest odpowiednim wyborem, z tak niewyparzonym językiem jak pokazała na ceremonii, Malina nigdy nie zaskarbiłaby sobie sympatii u władzy, do której przecież dążyła. A to od władzy zależało, czy to ona kiedyś u niej sądzie. Nie od klanu. Od kotów na wysokich stanowiskach, którym na feralnej ceremonii co najwyżej podpadła. Nie podobało mu się to całe działanie, nie podobało mu się twierdzenie: „czuję w kościach, że to Malina i Pajęczyna”. To jeszcze dzieci, nieoszlifowane diamenty. Skomentował to jedynie jednoznacznym, zmęczonym spojrzeniem.
Z kolei co do treningów:
– Skorro tak twierrdzisz. – Wzruszył ramionami. Nie zamierzał ciągnąć medyczki za język; znał Lśniącą Sadzawkę nie od dziś, i niezależnie od tego jak wielką troską by się wykazał, nie przyznałaby się, że z czymś jej ciężko. No cóż, trudno.

zt
[Obrazek: jcou1hQ.png]
LVL 6 270 / 500
MedLVL 11 187 / 1500
13
Siła
S
15
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
25
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Od ich rozmowy o spacerach i wyprawach poza obóz minęło już trochę czasu, sytuacja uległa pewnej zmianie. Niebieski kocurek wyszedł z obozu bez siostry i to aż dwa razy, za każdym razem poznając innego kota. Mimo tego niebieski kocurek nie uważał się za łowcę przygód czy łazika. Ot, dwa razy wybrał się na wycieczkę, wrócił tego samego dnia i przyniósł stamtąd całkiem miłe wspomnienia.
Zaproponował Zgniłej Łapie, żeby w końcu wybrali się gdzieś razem. Ona sama powiedziała, że ma mu coś do pokazania, co rozbudziło w Wielkiej Łapie ogromne pokłady podekscytowania i zaciekawienia.
Kiedy dotarli do celu i siostra powiedziała “to tutaj”, czy coś w tym guście, niebieski kocur spojrzał w górę, na drzewa o barwiących się liściach i lekko uśmiechnął. Podobało mu się.
- Jak się nazywa to miejsce? - zapytał, wciąż patrząc na korony drzew.


//Zgniła :D
LVL 2 25 / 150
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
11
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pstrokata kotka dreptała może odległość ogona przed Wielką Łapą, żwawym krokiem prowadząc go coraz to dalej i dalej od obozu, mijając samotne wierzby i przecinając świszczące trawy. Drzewa sadu zaczęły malować się przed nimi już jakiś czas temu, jednak Zgniła Łapa wyjawiła je jako cel ich spacerku dopiero w momencie, gdy sama znalazła się przy pniu pierwszego z nich, gdzie zatrzymała się i podobnie jak i jej brat, zadarła łeb w górę, zerkając na szemrzące cicho liście. Jednak w przeciwieństwie do niego, już po chwili oderwała od nich wzrok.
-Dziki Sad. - odparła żwawo na jego pytanie, powtarzając nazwę, którą niegdyś sama usłyszała podczas poznawania ziem. -Tu rosną owoce. Trochę jak w obozie na krzakach, ale inne. - zaćwierkała i w końcu ruszyła się z miejsca, zagłębiając się w głąb lasku. Większość drzew już pozbyła się swoich owoców jakiś czas temu, jednak jabłonki dopiero co zaczęły się na to zbierać. Dojrzałe, blado-zielone papierówki zaczęły spadać na ziemię garściami, oferując wyżerkę dla okolicznych owadów, ptaków i gryzoni... a gnijąc, oferowały również interesujące zapachy. A im głębiej w sad, tym intensywniejsze były. -Radzę uważać pod łapy.
[Obrazek: daw8bh9-2d8530e1-5ef5-4fff-8afd-07c5d5a5...pQ1piYGSF8]
LVL 4 50 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Dosłownie uderzenie serca po tym, jak Zgniła Łapa skończyła mówić swoje zdanie “Radzę uważać pod łapy”, przed szylkretkę spadło jabłko. Tak mało brakowało, że poczuła muśnięcie owocu na swoich uszach. Źrenice oczu Wielkiej łapy rozszerzyły się znacząco i przez dwa uderzenia serca wpatrywał się w siostrę, szczerze przerażony tym, co przed chwilą się wydarzyło. Takie zawieszenie trwało jednak wyłącznie moment, a po tym czasie do kocura dotarło, jak zabawna była to sytuacja. Roześmiał się szczerze. W tej samej chwili przez jego głowę przebiegła myśl, że ma nadzieję, że siostra nie będzie na niego zła za tę reakcję. W końcu nie śmiał się z niej, tylko z komizmu tej sytuacji.
- A ja na głowę - rzekł, kiedy po kilku uderzeniach serca przestał się śmiać.
LVL 2 25 / 150
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
11
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kociętom zawsze wmawiano jakie to tereny były niebezpieczne, jednak każdy miał tutaj na myśli raczej drapieżniki i samotników, którzy gdzieś mieli granice. Nikt chyba nie brał pod uwagi jakie żądne krwi były jabłuszka. Zgniła Łapa zamarła w pół kroki z uchyloną mordką, wpatrując się głupio w owoc pod jej łapami. Z szoku jednak szybko wyrwał ją rechot oraz spostrzeżenie brata. Odwróciła łeb w jego stronę, a resztki zaskoczenia szybko spłynęły z jej mordki, zastąpione narastającym rozbawieniem, chociaż w przeciwieństwie do Wielkiej Łapy, to nie zamierzało się przerodzić w faktyczny śmiech.
- Tak nas przed grzmiącą ścieżką przestrzegali, a tu jakie groźne tereny mamy pod nosem! - parsknęła i dała krok w stronę jabłka, by trzepnąć je łapą i posłać gdzieś w bok. Być może jej wybór terenu nie był za dobry mimo wszystko? Ale teraz nie zamierzała się wycofywać. - A tak pomijając ataki na łapy i głowę, to... jak tam ci idzie na treningu? Umiesz już polować? - zapytała z nutą ekscytacji z głosie.
[Obrazek: daw8bh9-2d8530e1-5ef5-4fff-8afd-07c5d5a5...pQ1piYGSF8]
LVL 4 50 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Był wdzięczny siostrze, że nie zareagowała gniewem na jego wypowiedź, na jego żart. Jeszcze przez chwilę uśmiechał się lekko, ciesząc się ze wspólnej chwili z siostrą. Czuł się dobrze w jej towarzystwie, nic go nie krępowało, blokowało. Był swobodny i był sobą.
Uśmiech zniknął z jego pyska, kiedy zadała mu pytanie. W pierwszej chwili, jakaś dziwaczna, zła część Wielkiej Łapy przez dwa uderzenia serca chciała skłamać. Powiedzieć, że oczywiście, świetnie poluje i robił to już wiele razy. Potem jednak się zreflektował - nie był przecież typem kłamcy, skąd w ogóle taki pomysł?
- Znam teorię. Ale nigdy nie polowałem w praktyce. A ty? - zapytał, unosząc obie brwi i spoglądając się na chwilę wprost na szylkretową siostrę. Nie wiedział zupełnie, nie miał pojęcia, na jakim etapie jest jej trening Zgniłej. Miał się ku końcowi, dopiero zaczynała, jak on? Zapewne miał się zaraz tego dowiedzieć.
LVL 2 25 / 150
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
11
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Obserwowała z uwagą mordkę Wielkiej Łapy, która zrzedła po jej pytaniu. No cóż, nic dziwnego. Coś umiał, to niby dobrze, lepsze tyle niż nic. Był jednak mimo wszystko dorosłym kotem już od jakiegoś czasu, trochę głupio, że jeszcze nie miał faktycznej praktyki. Zgniła Łapa nie wiedziała co z tym jego mistrzem i starała się nie oceniać, ale mimo wszystko...
- Przerobiłam. - odparła lekko, nie skupiając się jednak na tej odpowiedzi. To teraz nie miało znaczenia. - No to co? Chcesz ze mną spróbować praktyki w takim razie? - zaproponowała mu a końcówka jej ogona zadrżała z ekscytacją. Może i nie była starszą siostrą, ale zadbać o rodzeństwo powinna. No i o klan też, bo jednak szła pora nagich liści. Każda para łap się teraz przyda.
[Obrazek: daw8bh9-2d8530e1-5ef5-4fff-8afd-07c5d5a5...pQ1piYGSF8]
LVL 4 50 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pokiwał jej głową niemal od razu, kiedy tylko zapytała, ale w Wielkiej Łapie nie brakowało napięcia i pewnych wątpliwości. Zachował się w towarzystwie Zgniłej Łapy trochę zbyt nonszalancko, opisując swoje zdolności. W zasadzie nie skłamał, znał teorię polowania, regułę “królik cię usłyszy…” ale wiedział dobrze, że samotne chodzenie po terenach może skończyć się na czymś dużo poważniejszym, niż spotkanie z królikiem, dlatego zdecydował się powiedzieć czegoś jeszcze.
- Zostańmy w zasięgu głosu - poprosił, czując jak skręca go ze wstydu, kiedy wypowiada to zdanie. Kiedy stawką mogło być jego życie, niebieski kocurek nie zamierzał unosić się dumą. Rozejrzał się po sadzie, zastanawiając, w którą stronę powinien ruszyć. Pomyślał, że mogliby ze Zgniłą Łapą iść równolegle do siebie, w pewnej odległości, by dźwięki polowania jednego nie docierały do drugiego, ale ewentualne wołanie o pomoc miałoby szansę dotrzeć do drugiego z rodzeństwa.
LVL 2 25 / 150
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
11
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Pewnie. - odparła od razu i kiwnęła łbem, nieświadoma z jakim upokorzeniem przyszło wypowiedzenie bratu tych słów. Nawet nie brała pod uwagę zbytniego rozdzielania się, no bo jednak polowanie w pobliżu innego kota miało swoje zalety. No i oczywiście chciała mieć również oko na brata, za którego w tym momencie czuła się odpowiedzialna, jako ta bardziej wytrenowana. - Myślę, że możemy ruszyć stąd w stronę słonecznego zagajnika, tak najlepiej z wiatrem będzie. No i w razie czego się wołamy. - rzuciła i ruchem łba wskazała kierunek, który miała na myśli, wiedząc, że błękitny jeszcze nie do końca orientował się w nazwach. - To ruszamy, co? Powodzenia. - dodała jeszcze i posłała Wielkiej Łapie lekki, zachęcający uśmiech, po czym ruszyła się w miejsca i oddaliła się od niego, co jakiś czas tylko zerkając czy ten aby na pewno idzie i się tam nie zawiesił.
Tak jak powiedziała, tak poszła - pod wiatr, w stronę słonecznego zagajnika, a gdy tylko znaleźli się w rozsądnej od siebie odległości, zwolniła kroku i wytężyła zmysły. Liczyła, że opadłe i gnijące owoce przywabią tutaj jakąś zwierzynę.
[Obrazek: daw8bh9-2d8530e1-5ef5-4fff-8afd-07c5d5a5...pQ1piYGSF8]
LVL 4 50 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pełen napięcia i pewnego zdenerwowania Wielka Łapa również ruszył w swoją stronę. To znaczy, dokładnie tak jak opisywała do Zgniła - w kierunku Słonecznego Zagajnika, równolegle do tego, jak poruszała się siostra. Był pełen równie dużej ilości podekscytowania, co zdenerwowania. Bardzo pragnął, żeby jego pierwsze polowanie przebiegło dobrze. Co znaczy dobrze? To znaczy, bez głębszych ran i z chociaż kilkoma sztukami upolowanej zwierzyny. Ile to kilka? Więcej, niż dwie. Prawda była taka, że gruby kocur byłby zadowolony nawet z jednego piszczka, jeżeli tylko nie zaatakuje go jakaś krwiożercza bestia. Szedł spokojnie, czujny na ruchy i dźwięki dookoła siebie. Bardzo nie chciał przypłacić tego samowolnego polowania życiem.
LVL 2 25 / 150
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
11
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zgniła Łapa jedyne na co wpadła, to wysokie, zielone pędy, rozgałęzione okółkowo. Natomiast jej brat, czujnie rozglądający się za zwierzyną i liczący na brak niebezpieczeństw, nie znalazł zupełnie nic. Dziki sad, mający swoimi dobrodziejstwami zwabić zwierzęta, póki co pod tym względem był całkowicie pusty. Chociaż, jeśli kocura interesowały grzyby, to jeden stał na swojej nóżce schowany pod drzewem. Jego kapelusz był wklęsły, brązowawy, o podwiniętym brzegu, a blaszki białe i gęste. W jednym miejscu był uszkodzony i wypływało stamtąd białe mleczko.

Zgniła: S: 10 | Zr: 10 | Sz: 8 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50

Wielki: S: 3 | Zr: 9 | Sz: 4 | Zm: 4 | HP: 60 | W: 40
[Obrazek: emo0uSQ.png]


LVL 3 15 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości