Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
kogo atakuje lis? 2,4,6 - Ważka, 1,3,5 - Korzeń
Wypada 3, główny atak na Korzeń
atak lisa na Korzeń -> nieudany :(
atak lisa na Ważkę na ślepo -> krytyczny! -> 5HP
atak Ważki -> słaby -> 5HP
atak Korzeń -> krytyczny! -> 5HP
Słusznie, dzięki przylgnięciu uszu do czaszki na pewno uniknęli wiele obrażeń, na pewno.
Walka zaczynała być... Żenująca. Żmudna. Brakowało w niej trochę dynamizmu. Koty rzuciły się na przeciwne boki kocura, przez co ten nie wiedział, kogo zaatakować najpierw. Korzeń uszczknął mu trochę futerka, a Ważka z kolei zostawiła po sobie siniaka. W odpłacie lisek chytrusek zaciął nieco Ważkę, a Korzenia nawet nie ruszył. Choć chyba próbował, ale mozolnie mu to szło.
Korzenna Woń: S: 15 (23) | Zr: 8 (12) | Sz: 5 (8) | Zm: 2 (7) | HP: 54-3-1=50/85 | W: 58-2=56/65
» wykorzystane przerzuty w walce: 0/5
» statystyki obniżone o 1/3 ze względu na wiek
» rana 1. stopnia: zadrapanie na boku (-1HP co turę)
» rana 2. stopnia: niezbyt głęboka, podłużna rana na brzuchu (-5HP w pierwszej turze, w następnej -3HP)
Lis (dorosły): S: 12 (17) | Zr: 6 (12) | Sz: 6 (12) | Zm: 6 (9) | HP: 34-1-1-1-5-5=21/80 | W: 48-3=45/65
» HP spada o połowę! Obniżenie statystyk o 1/4
» ZR i SZ obniżone ze względu na walkę 1:2
» oślepienie! -2 do celności przez 1/3 tury
» rana 0. stopnia: kuku w boczek
» rana 0. stopnia: płytkie, niekrwawiące ślady pazurów na lewym boku
» rana 0. stopnia: siniak na prawym boku
» rana 0. stopnia: wyrwane futerko z boku
» rana 0. stopnia: lekkie obicie na nosie
» rana 0. stopnia: wyrwane futerko z prawego ucha
» rana 0. stopnia: płytkie draśnięcie na karku
» rana 0. stopnia: parę wytarganych kępek sierści z lewego ucha
» rana 1. stopnia: płytkie ślady pazurów na boku (-1HP co turę)
» rana 1. stopnia: zadrapanie po pazurach całej łapy na lewym boku (-1HP co turę)
» rana 1. stopnia: zadrapanie po pazurach całej łapy na prawym boku (-1HP co turę)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Nie skupiał się na Ważce, nie widział kapiącej od niej krwi, więc starał się ją ignorować. Musiał. Jego własny brzuch cały czas był obolały, każdy ruch przyprawiał go o piekący ból, oddechy były ciężkie do brania. Starał się to ignorować. Nie mógł pozwolić sobie teraz na słabości, chociaż łapa też dawała już o sobie znać, musiał zrezygnować ze skakania. Nie miał na to siły. Charknął ze zmęczenia. Ruszył na lisa biegiem, chcąc wbiec w niego z całej siły, uderzając barkiem gdzieś pod żebra, rozpraszając przy okazji od Ważki. Przynajmniej miał nadzieję, że znowu lis zwróci uwagę na niego, a nie Ważkę. Nadal utrzymywał uszy przy czaszce, chowając szyję.
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
Sama ledwie musnęła lisa - szczęśliwie jednak drapieżnikowi nie poszło wcale lepiej. Poczuła jedynie lekkie uderzenie; co najwyżej zostanie jej po tym siniak. Gorzej sprawa miała się z Korzeniem, który nawet jeśli nie oberwał w tej chwili wcale - krwawił na tyle mocno, by Ważka mie mogła nie myśleć o tym, że czerwone zabarwienie śniegu bynajmniej nie pochodziło jedynie od krwi psowatego. – Uciekaj, jeśli musisz – rzuciła w jego stronę ostro, sama rzucając się ku rudej, tylniej łapie z zębami, dalej pilnując uszu i gardła. Irytowało ją, że idiota ewidentnie wpychał się na lisa tak, by to na niego kierował główne ataki. Jak gdyby to nie on był cały zakrwawiony.
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
Ostatnia tura pojedynku potoczyła się.... Błyskawicznie.
Lis był nie tylko zmęczony, ale i mocno krwawił. Te wszystkie drobne ranki skumulowały się i sprawiły, że biedak chyba wreszcie przejrzał na oczy. Ruda kita rzuciła się do ucieczki bez próby ataku, ale kotka nawet nie pozwoliła mu odejść na krok. Chwyciła jego tylną łapę z taką mocą, że poczuła nieprzyjemne chrząśnięcie w pysku. Ciężko określić, co w zasadzie stało się z jego łapą, ale było to gwoździem do trumny przeciwnika. Rudzielec wydał z siebie ostatni pisk zawodzenia, a do ust Ważki chlusnęła krew.
Korzeń w zasadzie przewrócił tylko truchło na ziemię swoim ruchem. I tyle go było.
Korzenna Woń: S: 15 (23) | Zr: 8 (12) | Sz: 5 (8) | Zm: 2 (7) | HP: 50-3-1=46/85 | W: 56/65
» wykorzystane przerzuty w walce: 0/5
» statystyki obniżone o 1/3 ze względu na wiek
» rana 1. stopnia: zadrapanie na boku (-1HP co turę) » rana 2. stopnia: zadrapanie na boku (INFEKCJA)
» rana 2. stopnia: niezbyt głęboka, podłużna rana na brzuchu (-5HP w pierwszej turze, w następnej -3HP)
Lis (dorosły): S: 8 (17) | Zr: 4 (12) | Sz: 4 (12) | Zm: 4 (9) | HP: 21-1-1-1-18=0/80 | W: 45/65
» HP spada o połowę! Obniżenie statystyk o 1/4
» ZR i SZ obniżone ze względu na walkę 1:2
» oślepienie! -2 do celności przez 1/3 tury
» rana 0. stopnia: kuku w boczek
» rana 0. stopnia: płytkie, niekrwawiące ślady pazurów na lewym boku
» rana 0. stopnia: siniak na prawym boku
» rana 0. stopnia: wyrwane futerko z boku
» rana 0. stopnia: lekkie obicie na nosie
» rana 0. stopnia: wyrwane futerko z prawego ucha
» rana 0. stopnia: płytkie draśnięcie na karku
» rana 0. stopnia: parę wytarganych kępek sierści z lewego ucha
» rana 1. stopnia: płytkie ślady pazurów na boku (-1HP co turę)
» rana 1. stopnia: zadrapanie po pazurach całej łapy na lewym boku (-1HP co turę)
» rana 1. stopnia: zadrapanie po pazurach całej łapy na prawym boku (-1HP co turę)
» rana 2. stopnia: zmiażdżenie tylnej łapy (rana ma zwiększony poziom przez bycie śmiertelną)
+45EXP dla Rekiniej Łapy
+50EXP dla Korzennej Woni
+35EXP dla Ważkowej Łapy
jakby można było to bym po równo rozdał płak
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Zatrzymał się w pół kroku, kiedy zęby Ważki trafiły w kostkę lisa, a jego cielsko zatoczyło się i po upadku wzięło może parę głębszych wdechów, zanim ostatecznie straciło przytomność i umarło. No to było dość anty klimatyczne, jak na fakt jak zacięty drapieżnik cały czas był. Korzeń odetchnął lekko, a wraz z tym poczuł jak zadrapanie na boku zabolało go ponownie, nie mówiąc o wciąż krwawiącym brzuchu. Przecież tu było więcej krwi niż to było potrzebne. Odcharknął ponownie ze zmęczenia, a każdy oddech powodował ból. Następna blizny do kolekcji najwyraźniej, chyba że jego ciało samo stwierdzi, że ma już dosyć i się podda zanim Ważka go poskłada. – Na Gwiezdnych i tysiąc zająców jak to boli – mruknął sam do siebie i opuścił uszy po czaszce tym razem oddając się bólowi. Wszystkim. Wszystkim bólom, tak.
– To nie na moje stare kości – rzucił mało pogodnie, chociaż błysk zawziętości w oczach się tlił. – Trzeba go przykryć. Skoro jeszcze nikt nie przybiegł to Rekinia Łapa mógł jeszcze nie dotrzeć do obozu – powiedział z westchnieniem i obolały zaczął przysypywać śniegiem i ziemią cielsko lisa. Na razie. Potem się wyśle kogoś kto się tym zajmie. Ale za dużo tu krwi, szczególnie jego, więc starał się już po prostu nie ruszać. Ważka się musi zająć resztą.
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
I tyle. Tyle? Durny lis zdechł pod jej kłami. Odsunęła się w tył, sama bez jakichkolwiek poważnych obrażeń, mogła wreszcie skupić się na całości sylwetki wojownika. Niech go piorun trzaśnie. – Stój. Nie ruszaj się – wydobyło się jedynie z jej pyska, oschlej, niż oryginalnie planowała. Zaraz potem nastąpiło ciężkie westchnienie, gdy obróciła się, by szybkim krokiem podejść do drzewa. Któregokolwiek, tych zaś w sadzie bynajmniej nie brakowało. Zdrapała z pnia porządną, choć niechlujną porcję zmarzniętego mchu. Prowizorycznie... musiał wystarczyć. – Usiądź – musiała wejść w wyuczony schemat działania, wyłączyć myślenie, bo w przeciwnym razie udusiłaby Korzenia własnymi łapami już teraz. A to musiało jeszcze chwilę poczekać, przymajmniej do czasu, gdy jedną kłębę przycisnęła do brzucha, drugą zaś do boku. W tej odrobinę niewygodnej i niezręcznej pozycji mogła w końcu wylewać na wojownika gorzkie żale. – Nic nie będziesz teraz zakopywał, chyba, że chcesz być następny w kolejce. Wrócisz ze mną do obozu, bo nie ma opcji, że pójdziesz tam sam, a po lisa wyślemy patrol – uniosła wzrok znad ran kocura, spoglądając prosto w jego oczy. Wciąż utrzymywała grymas na pysku, ale jednak... wyraz odrobinę złagodniał. – Kto był pierwszy do pouczania mnie o niepodejmowaniu nadmiarowego ryzyka?
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Zamarł… co? Co się stało? Lis jednak żyje? Poruszył się? Spojrzał w bok na Ważkę, a potem na lisa, a potem na teren dookoła, ale nic się nie działo. Czemu więc miał nic nie robić? Podopieczna skierowała jednak kroki do drzewa i zaczęła zdrapywać mech, ach… obserwując Ważkę, starał się potajemnie rzucać dalej kupki na lisa, chcąc przykryć go jeszcze trochę zanim… co? Dostanie pouczenie od… tak, no chyba lepiej było skończyć w paszczy lisa patrząc na Ważkę.
Nie kłócił się. Usiadł i postarał się jak najbardziej podnieść łapę, ostatecznie podpierając się na barku Ważki, bo utrzymanie równowagi przy okazji starając się udostępnić rany bez większego problemu było dość ciężkie. Słuchał jej i słuchał, a jemu w głowie jedynie przelatywały momenty kiedy to był po drugiej stronie. Iskra też zawsze była... był uparty, a on zawsze musiał się o niego martwić… może mówił, że nie chciał we wszystkim naśladować rodzica, ale musiał tutaj jednak zrezygnować z planów.
– A co za nadmierne ryzyko podjąłem? – zapytał delikatnie, chociaż tak naprawdę sam nie wiedział o czym tu mówiła. O rzucaniu się na pomoc? Wojownicy ginęli w walkach. – Tak, taki jest mój plan. Ale jest tu za dużo krwi. Zanim ktoś przyjdzie to zbiegnie się jeszcze osiem takich lisów, czy innych psów. Trzeba zakopać… tego lisa chociaż na tyle, by nie dało się wyczuć go z odległości dwunastu obalonych drzew – powiedział twardo i odsunął się, bo i tak wystarczająco czasu tracili. – Możesz mi pomóc albo poczekać. Niezależnie trzeba to zrobić. A skoro chcesz bym wrócił z tobą to nikt inny tego teraz nie zrobi. Nie będę narażać następnych kotów na walkę, skoro można temu zapobiec – mruknął niezadowolony na samą myśl. Zawsze robił to co trzeba było, a niezależnie jak bardzo by nie cierpiał czy umierał. Oddał temu klanowi ponad sto księżyców. Nie mógł po prostu sobie teraz pobłażać. Aktualnie i tak był mniej przydatny, niż młodzi Wojownicy, więc jaki był sens narażać następnych? Bezsens.
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
– Jak ja skończyłam z lżejszymi ranami to już było za dużo. Nieważne – żachnęła się, wymachując na boki ogonem. Co miała powiedzieć? Że patrzyła na siebie, myślała o tym, że nogi by mu chyba z... powyrywała, gdyby zdechł pod kłami tego lisa w imię jakiejś idei? – Jesteś bardziej uparty ode mnie – mruknęła ponuro, dając mu wygrać. W pewien sposób. – Ale w takim razie trzymaj to tak. Przy brzuchu, bo krwawi bardziej – choć zapach rany na boku sugerował, że wcale nie była w lepszym stanie. – Pora Nagich Drzew nie jest najlepszym czasem, by zużywać zioła na rany, które będą w gorszym stanie, niż konieczne. Przysypię lisa.
Skoro był tak gotowy do poświęcania się dla ogółu, być może ten argument go przekona. Jeśli nie protestował zbyt usilnie, sama zabrała się za przysypywanie lisa. Nieszczególnie dokładnie, ale na tyle, by zarówno ciało, jak i krew dookoła była przykryta choć cienką warstwą mieszaniny śniegu i ziemi. Resztą niech zajmie się patrol.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
– Dopiero to zauważyłaś? – zapytał ze śmiechem, chociaż szybko przerodził się on w śmiech bólu spowodowanym ranami. Oczywiście, że był uparty miał to po Iskrze i musiał się tego nauczyć przy nim już dawno temu, pewną garstkę upartości zostawił dla siebie jak najbardziej się zgadzało.
– Hm? – Nie kwestionował tego, ale przystał na propozycję, której nie rozumiał i trzymał mech jak najbardziej mógł przy swoich ranach, a następnie przyjrzał się jak jego podopieczna bez większego marudzenia, jednak: poddała się. Lis jako wielka wyżerka dla następnego drapieżnika ostatecznie została przysypana na tyle, by nie skończyć zachętą, a Korzeń przytaknął i pokracznie ruszyli w stronę do obozu, gdzie zamierzał dać specjalne zadanie Polnemu Wiatrowi i Kwiecistym Grzbietom.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Matka zabrała syna na ryby. Okoliczne sadzawki zamarzły, ale rzeka dalej szła przed siebie. Szła teraz w kierunku Dzikiego Sadu, by potem przejść przez niego i dostać się nad wodę. - A na treningu jak ci idzie? Wszystko w porządku? - Zainteresowała się oczywiście stanem treningu, bo nie była pewna, czy Mrówczy Szlak to taki idealny materiał na mistrza. A wręcz bardzo wątpiła, ale nie dawała tego po sobie poznać. Spytała zwyczajnie i może jeszcze się okaże, że kotka nie jest taka beznadziejna, a jej syn pod jej okiem robi postępy. Może akurat wykaże się na rybach i ją zaskoczy?
Szedł za matką, z wiekiem coraz lepiej radząc sobie ze śnieżnymi zaspami. Jeszcze jako świeżo upieczony terminator musiał z trudem człapać przez gęsty śnieg za swoją Mistrzynią, ale im większy się robił, tym bardziej zaczął sunąć przez śnieżną pokrywę jak taran. Zero problemu.
— Tak, wszystko w porządku — pokiwał głową. — Lubię Mrówczy Szlak, dobrze mnie uczy. Jest konkretna — pochwalił łaciatą Matkę, która z każdym treningowym dniem coraz bardziej rosła w jego oczach. Nigdy nie mówił dużo, a jednak przy Mróweczce otwierał się jak przy nikim innym, z przyjemnością debatował na tematy przeróżne i nie czuł, że jest traktowany gorzej niż gdyby był dorosłym wojownikiem. — Dobrze mnie traktuje — dodał jeszcze, ponieważ twierdził, że to dość istotna informacja, może akurat matka chciałaby to wiedzieć.
— A jak ty...się czujesz? — spytał, nie będąc do końca przekonanym, czy chce o to pytać, albo czy nawet powinien. Nie bardzo chciał rozmawiać na temat Zasadzki, ale miał wrażenie, że to najświeższa sytuacja, która mogłaby jakoś wpłynąć na samopoczucie Klaczy. Ewentualnie...Może powrót Gołębiej Łapy? Nadchodzące Zgromadzenie? Zniknięcie Szarży?
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Nie spodziewała się, żeby Mrówczy Szlak podołała z prawdziwym treningiem, a jednak. Być może Matka miała więcej zalet, ale je ukrywała. Klacz trzepnęła uchem, wymijając drzewo na swojej drodze. - Jeśli byłoby coś, co chciałbyś przerobić ze mną do przodu albo nie rozumiałbyś jej, to jestem dla ciebie zawsze dostępna. Ale to dobrze, że się dogadujecie. - Bójka w zasadzie dogadałby się nawet z jastrzębiem. - Nie wątpię w to, że jest na pewno miła, ale trening głównie polega na przekazywaniu wiedzy. No, ale skoro twierdzisz, że jest w porządku, to ufam ci. - Kiwnęła głową. - Wiesz gdzie idziemy?- Rzuciła na niego krótkie spojrzenie. - Nad rzekę połowić. Uczyła cię już? - Wcześniej matka bowiem nie wyjawiła gdzie idą, pozostawiając to niespodzianką.
Nie spodziewała się pytania, które nadeszło potem. Trochę skrzywiła pysk i zmarszczyła nos, odsuwając oczy na bok. Przeskoczyła pień, zamiast go objeść. - Staram się... skupić na obowiązkach. Po to żyjemy w klanie, żeby dla niego pracować. W międzyczasie szukam Okoniowej Łapy razem z Gołębią Łapą... - Odpowiedziała, raczej ciszej, niż wymawiała poprzednie słowa w trakcie rozmowy o Mrówczym Szlaku. - Ale jestem zmęczona. - Przyznała w końcu. I o zmęczeniu mówiły głównie jej oczy i głos, który był cięższy niż zawsze, bardziej stonowany, na pewno nie żywiołowy. Oczy zaś podkrążone i zmrużone. Przydałby jej się po prostu zwyczajny odpoczynek... do którego nie chciała się przed nikim przyznać.
Dochodzili w końcu nad wodę, już widzieli taflę.
— Nie chodziło mi o to, że jest miła. Gdyby o to mi chodziło, to tak bym powiedział — zauważył spokojnie, strzepując uchem. — Dobrze mnie traktuje w kontekście relacji mistrz-terminator. Nie czuję, że mnie traktuje bez zaangażowania. Właściwie, to jest bardzo zainteresowana naszym treningiem. Może dlatego, że jest to jej pierwszy, a może taka po prostu jest — wyjaśnił szerzej kontekst, dodatkowo znów chwaląc Mrówczy Szlak. Był bardzo zadowolony ze swojego treningu i nie mógł się doczekać, aż przyjdzie mu poznawać teorię wraz z Roziskrzoną Gwiazdą na dokładkę. — Uczyła. Dobrze sobie radzę — pokiwał głową, wymijając drzewa symultanicznie do ruchów matki.
Gdy tłumaczyła mu powody swoich nieszczęść, Bójka miał trochę poczucie, że żałował, że pytał. I z tym również czuł się dziwnie, miał wyrzuty sumienia, bo gdy Trufla mówiła o miłości, a on sam chciał się tym kierować, zauważał, że trudno było mu się zainteresować uczuciami innych kotów. A przynajmniej swojej matki. Pytanie o samopoczucie Pająk szło mu trochę bardziej szczerze, choć umotywowany był zwykle ciekawością.
— Może wyszedł bo chciał? Tak jak Zasadzka — zasugerował, ruszając wąsami. — Długo będziesz go szukać? — spytał, mając trochę nadzieję, że w końcu Klacz odpuści i zajmie się sobą. Szczęśliwsza matka to mniejsze wyrzuty sumienia dla Bójki, więc byłoby mu to na łapę, jakkolwiek okrutnie by to nie brzmiało.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
- Rozumiem. - Pokiwała głową synowi. Faktycznie teraz wyjaśnił to konkretniej i nie brzmiało to już jak bycie po prostu miłym, a po prostu zdrowe podejście w relacji na treningu. - W takim razie tym bardziej się cieszę, że dobrze się tam czujesz jako terminator. - Gdyby Mrówka podchodziła do jego treningu byle jak i bez zaangażowania, to Klacz z pewnością by się tym zainteresowała. Dobrze, że nie musiała sobie zrzucać na głowę jeszcze takiego problemu. - Niedługo będziemy na miejscu, pokażesz co potrafisz. - Niekoniecznie chciała bawić się w zawody, wolałaby pobiegać niż łowić, aż ktoś złapie więcej, ale chętnie spędzi tak czas. Nie była fanką łowienia, wody nie lubiła, ryby śmierdziały, ale raz na jakiś czas nie przeszkadzało jej żeby przypomnieć sobie zasady, skoro musiała tego uczyć na treningach.
- Nawet jeśli to nie rozumiem czemu. Nie dawał żadnych znaków. Nic nie mówił. - Obniżyła brwi zła, że to pewnie jej wina. Pewnie za mało się interesowała. Pewnie za mało się przejmowała. Pewnie mogła zrobić więcej. - Tyle ile dam radę. Nie powiem ci ile to zajmie i jak długo, jak wiele czasu poświęcę na terenach, ale będę szukać. Chcę wiedzieć, że nic mu nie jest. Że nie leży gdzieś martwy. - Minęła naprawdę chwila od jego zaginięcia, jego ciało nadal mogłoby być dosłownie w jakiejkolwiek lepszej lisiej norze. Miała nadzieję, że tak nie będzie. Chciała znaleźć go żywego. Albo chociaż nie martwego...
— Ja też bym nie dawał znaków, gdybym chciał uciec — zamyślił się krótko. — Uciec, nie wyjść. O wyjściu bym poinformował. Więc może po prostu uciekł — wzruszył barkami. — A jeśli uciekł, to nie chce być znaleziony. — dodał, odrobinę ciszej, już nie mówiąc, że on sam osobiście by nie leciał go szukać. Jeśli go porwano, to nikt nic nie zrobi. Jeśli nie chciał wracać, to po co go szukać? By zaspokoić swoje własne wyrzuty sumienia za bycie taką, a nie inną matką? Bójka tego nie rozumiał, bo osobiście nie miał Klaczy nic do zarzucenia. Ale może to tylko on był łatwiejszy w obsłudze niż jego rodzeństwo. — A jeśli nie żyje, to znajdzie się prędzej czy później — dodał, przypominając sobie, że gnijące piszczki potwornie cuchną. Szarża pewnie też by śmierdział.
— Możemy już łowić, czy będziemy rozmawiać? Rozmowa spłoszy ryby — zauważył, zatrzymując się parę lisich ogonów od brzegu. Chciał połapać jakieś ryby, rozmowa go męczyła, ale chciał też spełnić swój obowiązek dobrego syna. A przynajmniej po prostu syna, bo to, czy Klacz uzna go za dobrego to inna sprawa.