Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Zrobiła większe oczy, ale nie odpowiedziała. Czyli jeżeli jakieś dziecko, na które poświęcała tyle czasu, postanowi sobie odejść, to nawet nie da jej znać? Czy nadal dostawała karmę od świata i miała odpokutować za jakieś grzechy, które jak uznawała - już odkupiła? Odwróciła głowę od Potężnej Łapy i po prostu szła dalej. Próbowała wyciszyć myśli. To nie był dobry temat w drodze na ryby. - Twój brat na pewno żyje. I się odnajdzie. - Skwitowała tylko, przyspieszając krok i lekko go wyprzedzając.
Gdy w końcu doszli nad rzekę, nie minęła nawet chwila, a Bójka już skwasił atmosferę drugi raz, każąc jej się zamknąć. Przekręciła oczami. Jej kochany syn. Kochany syn. Został w klanie, kochany. Niech łowi. Też może mieć humorki - bo za nic innego Klacz tego nie uznała, a już na pewno nie obebrała tak jak on by chciał. - Proszę, ty pierwszy. - Nie chciała mu przypadkiem spłoszyć ryby, no nie? Więc usiadła z boku i patrzyła.
Wzruszył barkami. Nie mogli tego wiedzieć na pewno, a Bójka nie zamierzał gdybać nad tematem, nie mieli żadnych dowodów że żył lub też i nie. On sam też raczej nie miał za bardzo relacji ze swoim rodzeństwem, a na pewno nie na tyle bliskiej, by ruszać na poszukiwania. Z Zasadzką się średnio lubił, może nawet w ogóle. Wojny unikał. Z Szarżą się wymijali. Bójka był sam. Tak przynajmniej się czuł, choć ostatnie ucieczki rodzeństwa może powinien potraktować jako znak, by wyrobić sobie jakąś relację z jedyną, pozostałą mu siostrą? Albo może powinien poprosić o rozmowę z Atakiem na granicy?
Kiwnął głową do matki i ruszył w stronę brzegu rzeki, by przycupnąć na granicy. Sprawdził odpowiednio padające słońce i znalazł miejsce, gdzie nie widziałby swojego cienia na tafli wody. Wtem, włożył przednią łapę płytko do lodowatej rzeki i skupił się na dostrzeganiu każdego, choćby najmniejszego, ruchu na wodzie, szukając piszczek. Zdaje się, że jego intuicja by nie płoszyć ryb się sprawdziła, bo zaraz pod łapy podpłynęła mała ukleja, i zaczęła skubać jego palec. Szybkim ruchem drugiej łapy rzucił się, chcąc wyłowić ją na brzeg i dobić.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Obserwowała jak syn stosuje technikę łowiecką, a potem pięknie wyławia rybę na brzeg. Przyjrzała jej się z daleka, ale nie pamiętała jej nazwy. Raczej na co dzień wolała ganiać za zwierzyną, niż czekać, aż zwierzyna przypłynie do niej. Koniec końców była w klanie wichru, nie rzeki. - Ładnie. - Mruknęła, po czym sama wstała i podeszła na brzeg kawałek od niego, żeby się nie pokrywać. Nie rzucała cienia, była cicho i w bezruchu, oczekiwała ciszy od syna. Czekała na rybę z palcem w wodzie, a gdy podpłynął do niej dorodny jazgarz, Klacz spróbowała walnąć drugą łapą o jej bok, by wyrzucić ją na brzeg i zagryźć.
Przyglądał się z małej odległości umiejętnościom łownym matki. Wyciągnęła na brzeg niedużą, ale dość porządną w jego ocenie rybkę, na co pokiwał głową z aprobatą, ale nie skomentował nijak w jej kierunku. Uważał, że nie było takiej potrzeby, ale cieszył się, że Klacz potrafiła łowić, przyjemniej mu się dzięki temu myślało o rybach. W pewnym sensie mieli z matką jakąś wspólną cechę.
Po raz kolejny zajął odpowiednią pozycję przy brzegu, skulił się i włożył łapę do wody, unikając rzucania cienia. Przyglądał się uważnie tafli, a gdy dojrzał błysk łusek karasia, spiął się momentalnie i trzymał drugą łapę w pogotowiu. Jak tylko zaczął skubać, skorzystał z szybkiego ruchu, chcąc go uderzyć, wyciągnąć na brzeg i dobić.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Wyłowiła sprawnie ładną rybę, choć nie największą. To jednak nie był problem - jeśli była smaczna i mogła nią kogoś wykarmić, to jej wystarczało. Spojrzała zatem znów na syna i jego poczynania. Nadal szło mu tak samo dobrze - złapał coś, czego nazwy nie znała, więc lekko zmarszczyła nos. Będzie trzeba spytać tych, co wiedzą więcej, chociaż nie przepadała za rozmowami o rybach. Przymknęła lekko oczy i posmakowała powietrze.
Przyparła znów do brzegu w ciszy i bez rzucania cienia, z paluszkiem w wodzie i lekko ruszała, z resztą ciała w bezruchu. Czekała, aż przypłynie do niej coś, zacznie ją kąsać i będzie mogła to wyłowić. I to się zadziało po chwili - podpłynęła brzana, którą Klacz chciała uderzyć pazurami i wyrzucić na brzeg, by dobić.
Rolling 1d6: 6
Po tym jak po raz kolejny się udało, matka zabrała uśmierconą rybę i odeszła dalej od wody. Nie chciała robić hałasu, ale też nie chciała przerywać Bójce, jeśli akurat był w transie łowienia. Po prostu zaczeka na niego nieco dalej, pod krzewami, oglądając swoje zdobycze.
Przyglądał się ze spokojem, jak Klacz łowi ryby i twierdził, że to była najmilsza interakcja między nimi jaką kiedykolwiek mieli. Żadne z nich nie krzywdziło się słowami w mniej lub bardziej naumyślny sposób. Żadne z nich nie dopowiadało sobie intencji drugiej strony w tym, jak działali lub jakie wybory podejmowali. Przez chwilę przestał mieć za złe Zasadzkę i wszystko inne. Było w porządku i z przyjemnością napawał się chwilą.
Gdy nadeszła jego kolej, skinął matce głową i ruszył nad brzeg, sprawdzając, jak zawsze, swoją pozycję i padający cień. Usadowił się przy wodzie, wsunął weń palce jednej z łap i czekał cierpliwie na piszczkę. Przypłynięcie tejże konkretnej zajęło nieco więcej czasu niż wcześniej, ale to Bójce nie przeszkadzało. Umiał siedzieć w jednej pozycji długi czas, skupiony na obserwowaniu tafli wody, próbie wypatrzenia tego, co znajdowało się pod nią. Gdy w końcu jednak poczuł skubanie od ryby, której wcześniej nie widział, zamachnął się szybko łapą, chcąc ją wyłowić od razu i dobić na brzegu.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Matka już nie podchodziła do brzegu, tylko oglądała swoje łupy. Nie było to nie wiadomo co, ale zawsze to jakaś zwierzyna - co więcej - podebrana rzeczniakom, dumnym z czegoś, co "głupi wichrzak" też potrafił bez zająknięcia. Klacz była najszybszym kotem Klanu Wichru, nie mogła być beznadziejna w łowieniu. A najpewniej, tak na marginesie, była najlepsza w czymkolwiek w czym ktokolwiek by ją sprawdził, o. Także siedziała i czekała.
Odchodząc od rzeki ze swoim łupem, zauważył, że Klacz nie podchodzi z powrotem do brzegu, tylko patrzy się na swoje ryby i nic nie robi. Cofnął uszy. Czy znowu miała jakieś myśli, którymi chciała się podzielić? Obawiał się, że zepsuje zaraz moment, który był tak miły. Zacznie gadkę o Zasadzce, może o kimś innym z jego rodzeństwa. A może powie, że jest smutna albo ciężko jej na sercu. A on będzie musiał być odpowiedzialny za jej uczucia, w czym wcale nie był dobry! I nie czuł się na siłach, by ją pocieszać! Nie zamierzał być też jednak wyrodnym synem jak niektórzy.
— Nie łowisz już? — spytał, nie chcąc wprost pytać o jej samopoczucie. A nuż się tylko znudziła i stwierdziła, że łowienie ryb przez pół dnia to nie jest jej typ zajęcia.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
- Nie jestem fanką łowienia, wystarczą mi te dwa. Ty łów, jeśli chcesz. - Ona po prostu na niego zaczeka i tyle. Faktycznie łowienie ryb przez pół dnia to nie był jej typ zajęcia, a chciała dowiedzieć się póki co po prostu co za ryby miała pod łapami. I w sumie ciekawiło ją co złowił syn, ale nie będzie narazie naciskać na rozmowę, dopóki nie zyska informacji, że ten również kończy.
— Rozumiem — pokiwał głową. On sam jednak nie czuł potrzeby rezygnowania, ale z ulgą przyjął wiadomość od matki. Przynajmniej nie przyszła do niej melancholia, którą czasami go raczyła i nie musiał być tym wsparciem w chwili, kiedy jedyne o czym myślał to ryby i cały dzień spędzony w akompaniamencie drobnych fal na rzece.
Wrócił na brzeg, po raz kolejny przykucając przy wodzie. Upewniwszy się, że nie rzuca cienia, wsunął palce pod taflę, poczekał cierpliwie na nadpływającą brzanę. Ryba była całkiem gruba, choć mniejsza niż typowy przedstawiciel jej gatunku. Bójka skupił się na połyskującym grzbiecie, wstrzymał oddech i gdy tylko potencjalna piszczka zaczęła skubać jego palce, zamachnął się wolną łapą i uderzył w wodę, chcąc szybkim ruchem wyciągnąć i dobić rybę.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Kiwnęła mu głową i gdy syn poszedł łowić, ona sama przymknęła oczy, uniosła pysk i zaczęła niuchać powietrze. Było dość chłodne, ale przyjemne. Słońce dawało jakieś wyrównanie w tym, że pogoda nie była tak przyjemna, jak by się tego chciało. Wiatr niósł przeróżne wonie - królicze, wodne, trochę woni klanu cienia i nieco woni czystej, po prostu lekkiej bryzy. Matka leżała w tym miejscu dopóki syn do niej nie przyszedł, a gdy to nastąpiło i pokazał jej swoje zdobycze, Kraśna Klacz powróciła z nim do obozu. Musi dowiedzieć się co to za rybska potężne złapali.
Po długim, udanym połowie przyszedł czas by w końcu wracać. Dopiero wtedy, gdy spojrzał, gdzie znajdowało się na niebie słońce, poczuł dreszcz dyskomfortu, że matka tyle czasu spędziła siedząc w miejscu albo kręcąc się po okolicy, kiedy on łowił w najlepsze i niczym się nie przejmował. Nie skomentowała tego jednak, przy czym nie był pewien czy to dobrze czy źle, choć nie wyglądała na niezadowoloną.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Czasami było lepiej, czasami było gorzej, ale jedno było pewne - czas płynął. Płynął, koty znikały, inne się pojawiały, tutaj ktoś umarł, tu się narodził. Czas płynął nieubłaganie. Tyle dobrego, że zwierzyna nie nauczyła się, że życie na tym terenie może doprowadzić je do pasma śmierci, bo wtedy również i koty mogłyby umrzeć - z głodu. Były także inne dobre rzeczy, czyli to co wichrzacy mieli w genach. Chociaż Klacz miała w genach również łowienie ryb, najwyraźniej. Tak czy siak - bieganie. Biegała jakby jutra miało nie być, jakby od tego zależał aktualny dzień i jakby od tego zależało życie. Była szybka, skrętna, zręczna i wytrzymała. Rzadko jednak mogła to z kimś udoskonalać, głównie ze względu na obowiązki. Przychodził jednak czas, w którym wolnej chwili było więcej niż tej zajętej i wtedy chciałoby się pobiegać.
Nie miała jednak nikogo konkretnego na oku, a na terenach dostrzegała jedynie koty aktualnie polujące. Szła więc dalej, aż doszła do Dzikiego Sadu. Tam jej oczom ukazał się Korzenna Woń. Klacz upewniła się, że w danej chwili na nic nie polował, żeby nie wystraszyć mu zwierzyny. Jeśli musiała to odczekała, by potem wyłonić się zza zarośli. - Korzenna Wonio, dzień dobry. - Kiwnęła mu łbem. Był dużo starszy, niespecjalnie czymkolwiek jej w życiu podpadł, to i szacunek potrafiła okazać. - Zdrowie dopisuje? - Co jak co ale był dość stary. Jeśli czuł się źle, to głupio zapraszać go na wyścig.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Polowania Korzenia były coraz gorsze, miał wrażenie, że wzrok mu szwankował, a kości nie potrafiły już ruszać się jak dawniej. Zgubił młodzieńczy wigor, siłę którą kiedyś tak bardzo emanował, wszystko dobiegało końca, a on coraz bardziej właśnie go dobiegał. Nie wydawało mu się, że już nadszedł jego czas, ale na pewno nie spodziewał się nagłego powrotu do czasów kiedy miał dwadzieścia księżyców i dopiero odkrywał świat. Czy żałował? Może lekko. Ale czy potrzebował o tym rozmyślać na starość? Nie naprawi się błędów, nie zmieni przeszłości, mógł tylko żyć teraz tak by nie umrzeć bez świadomości, że mógł wszystko zrobić lepiej.
– O! – Zdziwił się jakby nie było po nim widać. Nigdy bardziej nie rozmawiał z Kraśną Klaczą, a teraz kiedy w ciszy wsłuchiwał się w śpiew ptaków i szukał nie najlepiej – chyba naprawdę coś było mu w ten wzrok – kwiatków dla Jaśmina. – Dobry, jak najbardziej. – przywitał się również. – Dopisuję, na pewno lepiej, niż parę księżyców temu. A jak twoje? Wszystko w porządku? – zapytał odbijając pytanie i namierzył jakiegoś niebieskiego kwiatka, którego wyrwał delikatnie i spojrzał na Klacz pokazując, że słucha… chociaż i tak ruszył z roślinką na stosik, który sobie uzbierał.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Ona w porównaniu do niego była młodziutka, ale rozumiała odbicie pytania w jej stronę. W końcu kultura zobowiązuje. Wyprostowała się. - Cieszę się, że zdrowie ci dopisuje. - Skinęła głową. - Moje w porządku, długie choroby które trzymały mnie pewnego czasu w lecznicy nie wracają. - I oby już nigdy nie wróciły, bo kocica chciała cieszyć się życiem swoim i swych kociąt. Te już był dorosłe, doczekały się imion wojowniczych. Byłą z nich taka dumna.
- Skoro zdrowie nie jest przeszkodą, to może dasz się namówić na wyścig? Wzdłuż Czarnego Ogona, stąd do granicy z Klanem Cienia. - Uśmiechnęła się lekko do kocura, wyczekująco.