Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
Od czasu wielkiej kłótni Źdźbła i Pajęczyny, między dwójką dorosłych kotów było nieco spokojniej. Ważka to widział i wyraźnie odczuwał, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Czy czuł się dzięki temu lepiej? Nie do końca. Nerwy związane z kłótniami opiekunów zostały najzwyczajniej w świecie zastąpione przez inne. Stresował się okrutnie. Owszem, cieszył się, że znajdowali się coraz bliżej celu, ale żołądek podchodził mu do gardła na samą myśl o dosłownie wszystkim, co ich tu czeka, a raczej tego, że nie wiedział, co dokładnie ich czeka, chociaż mama tłumaczyła z czym się je życie w klanie na tyle, na ile była w stanie.
Nie zamierzał jednak okazywać nerwów przy Wichrowej władzy, kiedy ta się pojawi. Był przekonany, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze - wziął się więc za to, co rzuca się w oczy jako pierwsze, czyli futro. Czy tego chciał, czy nie, wędrówka zawsze skutkowała choć trochę potarganym futrem i przybrudzonymi łapami, tak natomiast pokazać się nie mógł. Wlepił dwukolorowe ślepia prosto w rodzicielkę, zaprzestając na chwilę pociągania językiem. – Czy terraz musimy po prrostu czekać, mamo? – oparł na chwilę główkę o jej przednią łapę i zarzucił pytaniem, choć chyba domyślał się, jaka padnie odpowiedź. Nie mogli w końcu wejść samodzielnie na tereny, nie znajdując się jeszcze w klanie - nienaruszalność granic to była jedna z rzeczy, których dowiedział się ostatnio o Klanach. – Myślisz, że mogą nas nie przyjąć?
Słowa dalej kierował do matki, choć spojrzenie przeniósł na bogaty w blizny pysk wujka. Czy mogą nie chcieć ich przyjąć przez niego? Zupełnie nie rozumiał, nie znał nawet pobieżnie całej jego historii, ale z ostatniej wielkiej awantury wyciągnął jedno - że wujek Pajęczyna nie miał szczególnie kolorowej przeszłości w Wichrze, niezależnie czy z jego własnej winy, czy nie.
okrągła, ruda, długowłosa | tygrysie pręgi | białe paluszki tylnych łap | bursztynowe oczy | wywinięte do tyłu uszy
nieśmiała. do rany przyłóż. lubi się przytulać. chyba nie wie że istnieje i nie uformowała jeszcze swojej pierwszej myśli. głupiutka, naiwna, empatyczna, łatwo się emocjonuje i rozprasza
Im więcej mama opowiadała o tym Klanie Wichru i gdy mówiła, że są coraz bliżej, tym bardziej realne to wszystko się stawało. Tym bardziej realny i namacalny i prawdziwy był cel ich podróży - a nie dziwne, obce miejsce którego tak naprawdę nie ma. Jeśli mama mówiła o tym Klanie w taki sposób, opowiadała o rzekomej tam rodzinie, o tradycjach, o tym wszystkim... to najwyraźniej coś w tym musiało być. Najwyraźniej takie miejsce istniało naprawdę i było coraz bliżej.
A Pszczółka, jak zapewne reszta rodzeństwa, była nieco spięta. Wynikało to z tej dziwnej aury która wisiała pomiędzy Pajęczyną a Źdźbłem, odczuwalną nawet dla dziecka tak rozgarniętego i głupiutkiego, jak Pszczółka. Myślała czasem o tej kłótni która miała miejsce nie tak dawno temu i aż ją przechodziły ciarki. Chciała być razem z mamą i rodzeństwem w tym całym miejscu, tym Klanie Wichru na którym mamie tak zależy, ale czy to na pewno będzie dom jeśli zabraknie wujka Pajęczyny? Jeśli z jakiegoś powodu go nie przyjmą? Co wtedy?
Och, dotarli. Pszczołę z zamyślenia wyrwało to, jak nagle zatrzymali się w miejscu. Inne zapachy, inne widoki. Rozejrzała się, wychodząc nieśmiało nieco na przód, bliżej pasma krajobrazu, gdzie wyjątkowo intensywnie pachniało sikami obcych kotów. Zmarszczyła nos, siadając w miejscu, zerkając kątem oka na mamę obok... a potem na Ważkę, wsłuchując się w jego pytanie i przypominając sobie nauki mamy. - Nie mogą nas nie przyjąć. Bo- mama mówiła, że Klanom nie wolno zostawić kociąt. A my jesteśmy kociętami. To raczej... muszą nas przyjąć, prawda, mamo?
I wujka Pajęczynę też muszą. Na pewno, nie było innej opcji.
wszystkimmannapadaznieba,ludziemającopotrzeba:darmoświatło,gazilokaje,śpiąodranadowieczora,czasemdrepcządokościołainocązmęczeniśpiewają-"światniejesttakizły,światniejestwcalemdły,niech no tylko zakwitną jabłonie"
Śpiew nieco podrosła. Nadal jest wyższa niż większość kotów w jej wieku, ale chyba tak już jej zostanie. Jej futro, które od najmłodszych księżycy było długie teraz nabrało dodatkowej długości i objętości co sprawia, że kotka nie cierpi zarówno Pory Zielonych Liści jak i wody. W Porze Zielonych Liści jest jej zwyczajnie zbyt gorąco, natomiast po kontakcie z wodą ma wrażenie, że waży dwa razy więcej. A przecież jej budowa jest normalna ani większa, ani mniejsza, ani smukła, ani muskularna. Jest zwykła. Pyszczek kotki to połączenie ferajny barw, po lewej buro, po prawej rudo, trzy rude łatki zdobią jej mordkę: na brodzie i po dwóch stronach noska. Wszystko to przeplata się bielą. W większość jej grzbiet jest bury, ale miejscami próbuje wkraść się tam rudości. Tak jak na ogonie czy łapach. Śnieżnobiała biel na końcu ogona i łapach jakby próbowała odepchnąć inne kolory, jakby broniąc swojego terytorium. Najlepiej bieli wychodzi to na brzuchu - tutaj niemal nie ma widocznych innych kolorów. Klasyczne, grube pręgi zdobią niemal cały jej grzbiet. Niegdyś niebieskie, kocięce oczy dzisiaj mają złotą barwę, jednak nadal widać w nich tą charakterystyczną kocięta radość i naiwność. Nadal albo dopiero teraz.
Kiedy była małym kociakiem bardzo zależało jej, aby w oczach innych uchodzić za bardziej dorosłą, niż była w rzeczywistości. Spokojna, rozważna, cicha, pełna ambicji i perfekcjonistka. Uważająca na każdy swój ruch, byleby tylko sprawić jak najlepsze wrażenie. Księżyce spędzone w lecznicy nieco ją zmieniły. Nadal cechuje ją ambicja, perfekcjonizm, jednak lęk przed śmiercią w lecznicy spowodował, że nieco przestała się przejmować opinią innych. Zaczęła bać się chorób i czynności przy których może doznać jak urazu jak walki czy polowania. Ma w sobie dużo chęci do interakcji z innymi, stara się być otwarta i życzliwa, niestety z różnym skutkiem. Gdy tylko opuściła lecznicę ze zdwojoną siłą poczuła, że zyskała życie. Postanowiła, że nie straci ani jednego dnia. Stała się zafascynowana światem, a kocięta naiwność wciąż w niej drzemie, nie miała bowiem okazji się jej pozbyć.
Pajęczyna (KC)
Śpiew, podobnie jak reszta rodzeństwa, się stresowała, mimo usilnych prób nie dawania tego po sobie poznać (jak bardzo udanych? Średnio.). Dłużąca się podróż wcale nie pomagała. I choć starała się pojmować jak najwięcej z przekazywanych przez Źdźbło nauk na temat klanu, dla kociaka, który się w nim nie urodził, była to wiedza dość... abstrakcyjna. To nie tak, że nie chciała tam być! Chciała, nawet bardzo, choćby ze względu na obietnicę ciepłego kąta czy rzekomo będącej tam rodziny, niemniej trochę ją przerażała wizja tak wielu nieznanych.
Jeszcze bardziej przerażała ją jednak ta straszna, śmierdząca, twarda ścieżka, po której ciągle przebiegały głośne, równie śmierdzące, okropne potwory - mimo tego, że już dawno zostawili to dziwne miejsce za sobą, wciąż nie mogła się oprzeć wrażeniu, że za chwilę ponownie pojawi się jakiś ryczący potwór. Brrr. Aż się futerko jeży.
W końcu jednak dotarli do miejsca, które pachniało wieloma kotami. To chyba tutaj, nie? Nareszcie dotarli? Poczuła ulgę, że ich długa wędrówka w końcu najwyraźniej dotarła do końca, ale jednocześnie nerwy ponownie dały o sobie znać. Postanowiła jednak zadbać o jak najlepsze pierwsze wrażenie przed... kimkolwiek kto się kiedykolwiek pojawi. Siadła obok mamy, po czym zaczęła ostrożnie układać futro na piersi.
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Źdźbło jest dorosłą już kotką o przeciętnym wzroście i krótkiej sierści, stosunkowo puszystej, ale ostatnimi czasy trochę zmatowiałej, pomimo uporczywego wylizywania każdego brudnego miejsca. Większość jej ciała pokrywa biel, z wyjątkiem rudego obszaru wokół nosa, okolicy pomiędzy uszami i obszaru z tyłu przedniej, prawej łapie. Bury kolor także pojawia się pomiędzy uszami i na łapie, mieszając się z rudym. Dodatkowo kotka ma całkowicie bury ogon.
Na pyszczku wyróżnia się para intensywnie niebieskich oczu o trochę bardziej zmęczonym wyrazie, niż można było się kiedyś spodziewać po kotce. Być może sytuację tłumaczą pionowe blizny na obu bokach ciała - trzy na lewym, jedna na prawym, ciągnące się od żeber do kręgosłupa.
Wiele księżyców uwięzienia u Dwunogów sprawiło, że rozwój charakteru Źdźbła uległ spowolnieniu, jeśli nie zupełnemu zatrzymaniu. Na wierzch wypłynęły wszystkie traumy i strachy, przez co kotce towarzyszy ciągły strach, a przede wszystkim niepewność swojej pozycji i przyszłości. Nie wierzy w rozsądność swoich decyzji, czuje, że może opierać się tylko na poprzednio popełnionych błędach. Ironicznie, nadal tak samo wielką - zbyt wielką - wiarę pokłada w innych, których uważa za mądrzejszych od siebie, bardziej nadających się do udzielania komukolwiek rad.
W środku pozostała jednak taka sama, jak była. Nadal bezwzględnie wierzy w zasady, tym bardziej świadoma tego, jak skończyła, gdy posłuchała kogoś, kto je łamał. Jest jeszcze bardziej spięta, niż dawniej, świadoma ciężaru wychowania kociąt na jej barkach. Chce dobrze dla nich i, wewnątrz siebie, dla każdego (lub prawie każdego), kogo napotka. Po prostu uparcie trzyma się jedynych wartości, które jej kiedyś przedstawiono, wierząc, że przyniosą jej w końcu coś dobrego.
W związku z tą przeszłością jest też dość niezręczna towarzysko, trochę nudna, może męcząca. Z zasady nieco nieśmiała, poza tymi szczególnymi osobnikami, w których pokłada ogrom winy za to, jak wygląda teraz jej życie. Wobec nich potrafi wykrzesać zdecydowanie więcej ostrego języka i nieufności.
Tak jak zwykle, to własne dzieci wyrywały ją z zamyślenia, złości, smutku czy czegokolwiek, co przejmowało jej głowę, kiedy nie powinno. Znajdowali się bardzo blisko źródła bezpieczeństwa, ale jeszcze nie byli na miejscu. Musiała się pilnować na wypadek, gdyby cokolwiek ich zaatakowało... spojrzała automatycznie w górę, wysoko. Poruszyła uszami. Na razie nic się nie działo, ale mogło. Przeniosła wzrok na Ważkę, nosem dotykając jego czoła, gdy zadawał pytanie. Już otwierała mordkę, aby odpowiedzieć, ale zdążyła to zrobić Pszczółka. Zmrużyła do niej przyjaźnie oczy, kiwając powoli głową.
- To prawda, na pewno nas przyjmą. Czasem... czasem koty znikają z Klanu, ale gdy wrócą, to dalej jest ich dom. Tylko przywódca musi o tym wiedzieć i się zgodzić. Więc teraz będziemy czekać na patrol. Zaraz ktoś przyjdzie, nie martwcie się. - zapewniła wszystkich, starając się nie pokazywać, że sama także odczuwa rosnące nerwy i się waha. Bo co, jeśli będą musieli czekać za długo? Co, jeśli zapewnienia Pajęczyny - które na pewno złoży - nie wystarczą i będzie on stanowił pewną blokadę? Wiedziała, że kociaki są do niego przywiązane. A ona sama... chciała dowodu na to, że nie jest aż taka naiwna.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Cała ta podróż ciągnęła się dłużej, niż sądził. Ciężko było przewidzieć ile faktycznie potrwa, gdy na każdym kroku musiał pilnować trójki kociaków, które niedawno potykały się jeszcze o własne łapy. Wciąż, Pajęczyna pamiętał klanowe okolice doskonale, więc wiedział jak blisko już się znajdowali. Od tego poranka nie ukrywał przed resztą, że dotrą już do granicy, może nawet zanim słońce wespnie się na szczyt nieba. Najtrudniejsze było już dawno za nimi, ale kocur wciąż był nieco spięty myśląc o spotkaniu z wichrowym patrolem. To mogło skończyć się na wiele sposobów, niektóre możliwości bardzo mu się nie podobały.
Spojrzał na Ważkę, a później też Pszczółkę, gdy ta dwójka zaczęła obrzucać swoją matkę pytaniami. Nie wtrącał się, tylko pozwolił jej odpowiedzieć. Zamiast tego przeniósł wzrok na Śpiew, która uparcie lizała swoje futro. Wydał z siebie dźwięk, który mógł uchodzić za cichy śmiech.
- Nie martw się, Śpiew. Wpuszczą cię do obozu nawet jeśli będziesz trochę rozczochrana. – powiedział, po czym pochylił łeb nad koteczką i przeciągnął językiem po tylnej części jej głowy, stawiając parę kosmyków futra między jej uszami. Było w tym trochę złośliwości, ale przede wszystkim chęć uspokojenia tej małej panikary. Miał przeczucie, że chciała zrobić przed wichrzakami dobre wrażenie… a przecież oni na to nie zasłużyli.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Roziskrzona Gwiazda akurat znajdowała się w obozie, gdy podeszła do niej Bławatkowa Łąka z informacją o nowych zgubach na granicy. Pozostawionych pod okiem Zajęczego Ucha. Zidentyfikowanych jako córka Żbikopręgiej (Iskra przez moment rozważała zajrzenie do kociarni i zabranie rodziców na to spotkanie), trzy sztuki kociąt i Pajęcza Łapa (Iskra prędko zrezygnowała z zabierania rodzinki, skończyła się nadzieja na sympatyczne spotkanie).
Ruszyła wraz z białofutrą wojowniczką w kierunku Ukrytego Pagórka. Myśli rozbiegały jej się we wszystkie strony, zderzały ze sobą, nie pozwalały skupić na żadnej konkretnej. A szkoda, bo bardzo chciałaby mieć konkretny plan działania w głowie, gdy stanie przed towarzystwem, które nie wywoływało jedynie pozytywnych emocji. Wręcz przeciwnie, mieli ich tu cały wachlarz. Okazywało się, że jednak nie każdy powrót cieszył.
– Witajcie. – uśmiechnęła się w stronę szylkretki i kociąt, ignorując uparcie trzeci element. – Twoi rodzice będą przeszczęśliwi, gdy zobaczą ciebie całą i zdrową. Nie miałam okazji im wspomnieć przed wyjściem, że patrol ciebie spotkał, ale może to i lepiej? Sama im zrobisz niespodziankę. A z wami jeszcze nie miałam okazji się poznać, co? – poruszyła wąsami w rozbawieniu, patrząc na dzieciarnię. Ugięła lekko przednie łapy by nie górować nad nimi nadto. – Jestem Roziskrzona Gwiazda, przywódczyni Klanu Wichru. Chociaż jak będziecie mnie nazywać po prostu Iskrą to się nie obrażę. A wy jak się nazywacie? Jak tam łapki po podróży? Bolą?? Jestem pewna, że jak ładnie poprosicie to Zajęcze Ucho zgodzi się zanieść was do obozu.
Wreszcie wyprostowała się, a dwukolorowe spojrzenie spoważniało, zatrzymując się na ostatnim przybyszu.
– Pajęcza Łapo, rodzina Biedronkowej Łapy z pewnością będzie wdzięczna za twoją pomoc. – albo dotrzymanie córce towarzystwa? Nie wnikała. Wolała nie wnikać, bo po raz pierwszy pojawiła się myśl, że to on mógł być ojcem kociąt co... nieco komplikowało sprawę zapewne. Więc zanim komplikacje w burej głowie urosły do przeszkody nie do przeskoczenia, kontynuowała. – Nie zmienia to jednak przeszłości. Poważnie okaleczyłeś jedną z nas i w oczach Klanu Wichru jesteś kotem wyjętym spod Kodeksu. Masz pięć uderzeń serca by się pożegnać i odejść stąd, zanim dosięgną ciebie konsekwencje za krzywdę, która spotkała Zaskrońcową Łapę.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Musieli poczekać… trochę czasu. Na całe szczęście, przez te wszystkie księżyce Pajęczyna zdążył się nauczyć cierpliwości. Nie wątpił w to, że wkrótce zjawi się jakiś patrol. Niedawno odnawiane znaczenia na granicy mówiły mu, że Klan Wichru jakimś cudem jeszcze nie upadł, więc ktoś musiał przyjść.
Tak się też stało. Zobaczył nawet znajome mordki - jak miło! Pająk czekał grzecznie i cierpliwie, zaintrygowany nieco obrotem wydarzeń. Bławatkowa Łąka poszła po… Roziskrzoną Gwiazdę, z którą kocur nie miał żadnych wielkich powiązań. Poza okazjonalną irytacją, rzecz jasna, ale to było akurat typowe. Ciekawiło go to, jak potoczy się ich rozmowa. Uśmiechał się lekko, myśląc o tym, że nie będzie musiał patrzeć na Lawendową Gwiazdę.
Gdy przywódczyni zjawiła się wreszcie na miejscu, Pająk pozostał w miejscu, pozwolił jej mówić i przywitać się z kociakami. Równocześnie zerkał na ich mordki, pilnując ich reakcji. Wichrowa przywódczyni zasugerowała, że Zajęcze Ucho mógłby ponieść kociaki do obozu - Pajęczyna już miał powiedzieć, że nie ma takiej potrzeby, ale wtedy Roziskrzona Gwiazda skierowała słowa w jego stronę.
Jego lekki, uprzejmy uśmiech drgnął.
- Proszę? Krzywda… Zaskrońcowa Łapa? Bez urazy, Roziskrzona Gwiazdo, ale jaki to ma związek z Klanem Wichru? Oraz… ile wiesz o tej sytuacji, skoro od razu oskarżasz mnie o złamanie Kodeksu? - spytał, spokojnym tonem, prawie jakby poczuł się urażony, choć jego spojrzenie było chłodne i wryte w pysk przywódczyni, prawie jak wyzwanie. Czy naprawdę postanowiła przywitać go w taki sposób? Mogła przynajmniej się postarać, aby to oskarżenie było wiarygodne. Pajęczyna nie miał wątpliwości co do tego, że w tamtej sytuacji był niewinny.
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Źdźbło jest dorosłą już kotką o przeciętnym wzroście i krótkiej sierści, stosunkowo puszystej, ale ostatnimi czasy trochę zmatowiałej, pomimo uporczywego wylizywania każdego brudnego miejsca. Większość jej ciała pokrywa biel, z wyjątkiem rudego obszaru wokół nosa, okolicy pomiędzy uszami i obszaru z tyłu przedniej, prawej łapie. Bury kolor także pojawia się pomiędzy uszami i na łapie, mieszając się z rudym. Dodatkowo kotka ma całkowicie bury ogon.
Na pyszczku wyróżnia się para intensywnie niebieskich oczu o trochę bardziej zmęczonym wyrazie, niż można było się kiedyś spodziewać po kotce. Być może sytuację tłumaczą pionowe blizny na obu bokach ciała - trzy na lewym, jedna na prawym, ciągnące się od żeber do kręgosłupa.
Wiele księżyców uwięzienia u Dwunogów sprawiło, że rozwój charakteru Źdźbła uległ spowolnieniu, jeśli nie zupełnemu zatrzymaniu. Na wierzch wypłynęły wszystkie traumy i strachy, przez co kotce towarzyszy ciągły strach, a przede wszystkim niepewność swojej pozycji i przyszłości. Nie wierzy w rozsądność swoich decyzji, czuje, że może opierać się tylko na poprzednio popełnionych błędach. Ironicznie, nadal tak samo wielką - zbyt wielką - wiarę pokłada w innych, których uważa za mądrzejszych od siebie, bardziej nadających się do udzielania komukolwiek rad.
W środku pozostała jednak taka sama, jak była. Nadal bezwzględnie wierzy w zasady, tym bardziej świadoma tego, jak skończyła, gdy posłuchała kogoś, kto je łamał. Jest jeszcze bardziej spięta, niż dawniej, świadoma ciężaru wychowania kociąt na jej barkach. Chce dobrze dla nich i, wewnątrz siebie, dla każdego (lub prawie każdego), kogo napotka. Po prostu uparcie trzyma się jedynych wartości, które jej kiedyś przedstawiono, wierząc, że przyniosą jej w końcu coś dobrego.
W związku z tą przeszłością jest też dość niezręczna towarzysko, trochę nudna, może męcząca. Z zasady nieco nieśmiała, poza tymi szczególnymi osobnikami, w których pokłada ogrom winy za to, jak wygląda teraz jej życie. Wobec nich potrafi wykrzesać zdecydowanie więcej ostrego języka i nieufności.
Czekała w rosnącym napięciu, jednocześnie starając się nie okazywać go przed dziećmi. Na szczęście patrol przybył szybko i nie zostali uznani za intruzów. Po raz kolejny odetchnęła, pozostawiając za sobą odrobinę zmartwień. Rozpoczęło się czekanie na nadejście przywódczyni. Jeśli się nie myliła, powinna nadejść...
Roziskrzona Gwiazda. Źdźbło natychmiast lekko się spięła, jak gdyby przywiązanie do zasad i szacunku dla władzy zostało w niej właśnie podwojone. Może częściowo tak było. W końcu od burej kotki zależała przyszłość jej dzieci, to, czy otrzymają odpowiednie wychowanie i opiekę od mądrzejszych kotów, niż ich matka. Początek był bardzo dobry. Oddała uśmiech, z jej nakrapianej mordki zdecydowanie bardziej drżący, i lekko pochyliła głowę.
- Roziskrzona Gwiazdo, ja... to ja, Źdźbło, nie uciekłam z klanu, tylko szukałam Pajęczej Łapy i Zgniłego Ziela, porwali mnie dwunodzy i długo trzymali, a potem uciekłam, pomógł mi jeden kocur, i... - zaczęła szybko wylewać z siebie słowa, które już kilka razy ćwiczyła w swojej głowie za każdym razem, kiedy nie musiała skupiać się na bezpośredniej ochronie kociąt. Przechodziła przez nie, poprawiała, czasem szeptała, a i tak wyszły zdecydowanie mniej składnie. - Byłam naiwna. Ale... to są Śpiew, Ważka i Pszczoła. - szybko wskazała na odpowiednie kociaki, lekko dotykając je nosem w głowie. - Przywitajcie się. - szepnęła do nich łagodnie, wydobyła z siebie uśmiech.
Zaraz zaczęło docierać do niej wszystko, co mówiła przywódczyni. Z barków spadło kolejne zmartwienie - jej rodzice żyli, mogliby tu nawet przyjść. Jej ogon zafalował z nieokreślonych emocji. Nie była pewna dokładnego upływu czasu i bała się, że przybędzie za późno. Ten strach tkwił z tyłu głowy szylkretki i wreszcie wyparował. Zanieść do obozu. Ledwo co jeden zestaw łez przegoniła, musiała już pracować nad drugim. Zamrugała wielokrotnie, odchrząknęła, zanim się odezwała.
- To znaczy, że możemy wrócić? - być może tym pytaniem zaprzeczyła nieco temu, co próbowała przekazać kociakom, ale nie mogła się powstrzymać. Wszystko układało się dokładnie tak, jak miało, teraz jeszcze tylko Pająk przeprosi za swoje czyny w klanie, obieca poprawę i wierność Wichrowi, a następnie ją spełni. Udowodni, że zasługuje na miano wujka u jej dzieci. W tym celu Źdźbło mogła pomóc mu w poprawieniu swojego obrazu, powiedzieć, jak dbał o kociaki, jak dla nich polował, ten jeden raz jeszcze da mu kredyt zaufania...
Poważnie okaleczył jedną z nich. Ogon Źdźbła poruszył się tym razem ostrzej, i zdecydowanie nie w związku z mieszanką pozytywnych i negatywnych emocji. Szok wstępował na mordkę kotki, kiedy patrzyła pytająco na Roziskrzoną Gwiazdę, złość - na Pająka. Strach, gdy zerkała na kocięta. Tak bardzo nie lubiły kłótni...
- Jaką krzywdę? - zapytała prawie głucho.
okrągła, ruda, długowłosa | tygrysie pręgi | białe paluszki tylnych łap | bursztynowe oczy | wywinięte do tyłu uszy
nieśmiała. do rany przyłóż. lubi się przytulać. chyba nie wie że istnieje i nie uformowała jeszcze swojej pierwszej myśli. głupiutka, naiwna, empatyczna, łatwo się emocjonuje i rozprasza
Chwilę czekali, a potem - potem wszystko działo się szybko i szybko zrobiło się przytłaczające. Pszczoła wcisnęła się pomiędzy łapy Źdźbło gdy na horyzoncie pojawiły się obce koty, gdy zamieniły kilka zdań z mamą. Jeden z kotów zniknął, drugi został, zaraz pojawił się trzeci. Stara rdzawa kotka o pięknych, dwubarwnych oczach. Choć wydawała się być przyjaźnie nastawiona, jej obecność i postawa wzbudzały w Pszczółce pewien... nie, niepokój to złe słowo, raczej szacunek zakrawający o lęk spowodowany tym, że była kocicą zupełnie obcą.
Mówiła do nich ciepło, była miła. Mama zaraz też zaczęła z nią rozmawiać, znały się, przedstawiła ją - i Śpiew i Ważkę - tej całej Roziskrzonej Gwieździe. Roziskrzona Gwiazda, jakie śmieszne, długie imię! Podobało jej się. Pszczoła posłała starszej kotce nieco nieśmiały, ale szczery uśmiech. - Dzień... dzień dobry, Ro-Roziskrzona... Gwiazdo - jakiż to był łamacz językowy dla kocięcia. Pszczółka jednak szybko wpadła na pewien pomysł. Ośmielona tym, jak przyjazna panowała dotychczas atmosfera, jak wszyscy wydawali się zadowoleni z tego spotkania, zrobiła krok bliżej ku rdzawej kocicy. - Czy- czy- czy, um, mogę ci mówić Iskierka? Też jest ładne, a- a Roziskrzona Gwiazda jest tak... długie - niepotrzebnie długie, ale tego już przecież jej nie powie.
Wzrok Pszczółki skakał spomiędzy przywódczyni do mamy i do wujka, i tak z powrotem, naprzemian. No tak, w końcu Iskierka jeszcze nawet nie zwróciła na wujka Pajęczyny uwagi... ale skoro oni i mama mogli pójść razem z wielką Iskierką z powrotem do Klanu Wichru, to wujek pewnie też, tak?
Przyjazna atmosfera wyparowała przerażająco szybko. W powietrzu zawisła powaga, powietrze zrobiło się jakby chłodniejsze i cięższe, wymiana zdań pomiędzy Roziskrzoną Gwiazdą a wujkiem była bardzo nieprzyjemna, a Pszczółka ponownie poczuła lęk, niepokój, nerwy. Och, nie, czy to zmierzało do kolejnej kłótni? Iskierka mówiła o jakiejś krzywdzie, ale to... - Ale- ale! - rude stworzenie zaprotestowało cienkim głosem, skierowanym ku Gwieździe. - Ale wujek Pajęczyna- on nie zrobiłby nikomu krzywdy...! On- on też kiedyś... należał do- do Klanu Wichru, tak? I- i on chce wrócić, razem z nami... pomógł mamie i dbał o nas!
wszystkimmannapadaznieba,ludziemającopotrzeba:darmoświatło,gazilokaje,śpiąodranadowieczora,czasemdrepcządokościołainocązmęczeniśpiewają-"światniejesttakizły,światniejestwcalemdły,niech no tylko zakwitną jabłonie"
Śpiew nieco podrosła. Nadal jest wyższa niż większość kotów w jej wieku, ale chyba tak już jej zostanie. Jej futro, które od najmłodszych księżycy było długie teraz nabrało dodatkowej długości i objętości co sprawia, że kotka nie cierpi zarówno Pory Zielonych Liści jak i wody. W Porze Zielonych Liści jest jej zwyczajnie zbyt gorąco, natomiast po kontakcie z wodą ma wrażenie, że waży dwa razy więcej. A przecież jej budowa jest normalna ani większa, ani mniejsza, ani smukła, ani muskularna. Jest zwykła. Pyszczek kotki to połączenie ferajny barw, po lewej buro, po prawej rudo, trzy rude łatki zdobią jej mordkę: na brodzie i po dwóch stronach noska. Wszystko to przeplata się bielą. W większość jej grzbiet jest bury, ale miejscami próbuje wkraść się tam rudości. Tak jak na ogonie czy łapach. Śnieżnobiała biel na końcu ogona i łapach jakby próbowała odepchnąć inne kolory, jakby broniąc swojego terytorium. Najlepiej bieli wychodzi to na brzuchu - tutaj niemal nie ma widocznych innych kolorów. Klasyczne, grube pręgi zdobią niemal cały jej grzbiet. Niegdyś niebieskie, kocięce oczy dzisiaj mają złotą barwę, jednak nadal widać w nich tą charakterystyczną kocięta radość i naiwność. Nadal albo dopiero teraz.
Kiedy była małym kociakiem bardzo zależało jej, aby w oczach innych uchodzić za bardziej dorosłą, niż była w rzeczywistości. Spokojna, rozważna, cicha, pełna ambicji i perfekcjonistka. Uważająca na każdy swój ruch, byleby tylko sprawić jak najlepsze wrażenie. Księżyce spędzone w lecznicy nieco ją zmieniły. Nadal cechuje ją ambicja, perfekcjonizm, jednak lęk przed śmiercią w lecznicy spowodował, że nieco przestała się przejmować opinią innych. Zaczęła bać się chorób i czynności przy których może doznać jak urazu jak walki czy polowania. Ma w sobie dużo chęci do interakcji z innymi, stara się być otwarta i życzliwa, niestety z różnym skutkiem. Gdy tylko opuściła lecznicę ze zdwojoną siłą poczuła, że zyskała życie. Postanowiła, że nie straci ani jednego dnia. Stała się zafascynowana światem, a kocięta naiwność wciąż w niej drzemie, nie miała bowiem okazji się jej pozbyć.
Pajęczyna (KC)
- Wujeeeeek..!!! - Jęknęła szylkretka, gdy Pajęczyna zniszczył ład i porządek panujący w jej futerku, w dodatku w miejscu, którego nie mogła dosięgnąć językiem. - Ale ja nie chcę być rozczochrana... - burknęła już nieco ciszej, próbując uparcie ułożyć kłaczki na głowie z powrotem. A miała na to sporo czasu, bo choć pojawiły się jakieś koty, i tak trzeba było poczekać na przywódcę. Co, swoją drogą, wprowadziło Śpiew w jeszcze większe nerwy, pomimo usilnych prób ukrycia tego faktu.
W końcu jednak pojawił się ktoś, kto przedstawił się jako przywódczyni klanu Wichru. Śpiew wypięła pierś do przodu, starając się przy tym wyglądać tak Poważnie i Dorośle, jak tylko się dało. W końcu musiała zrobić i d e a l n e pierwsze wrażenie (dobrze, że nie widziała tego jednego, wciąż sterczącego kosmyka na głowie), a już zwłaszcza przed Roziskrzoną Gwiazdą! - Dz... dzień dobry, Roz... Roziskrzo... na Gwiazdo. Je... jestem Śpiew. - Wypowiedziała, choć może bardziej wydukała, powstrzymując się przed podirytowanym burknięciem. Przecież miała pokazać, że jest już duża, a problemy z wysłowieniem się są przeciwieństwem bycia dużym!!! Ale język się jej nie słuchał!!! W każdym razie przywódczyni wydawała się być miła, więc może i tak nie będzie tak źle...?
Jednak miła atmosfera szybko się skończyła, kiedy Iskra zaczęła przemawiać do Pajęczyny, a Śpiew ponownie mogła poczuć, że nic a nic nie rozumie z tego całego świata dorosłych. No bo... jaką znowu krzywdę? Przecież wujek nigdy by czegoś takiego nic zrobił, prawda? Przecież wujek był dla nic dobry? Szylkretka cofnęła uszy i skuliła się nieco, przenosząc wzrok to na Iskrę, to na mamę, to na wujka. Co to znaczy "wyjęty spod kodeksu"? I czemu przywódczyni kazała wujkowi się stąd zabierać?
- C...co...? - Wyszeptała, czując się coraz bardziej przerażona i przytłoczona z każdym uderzeniem serca.
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
Pokiwał powoli głową na wyjaśnienia mamy i siostry. Tak, pewnie miały rację. Mama zresztą wiedziała najlepiej, w końcu tam żyła. Wszystko będzie dobrze, wszystkich ich przyjmą, także Pajęczynę, oczywiście.
Po pewnym czasie na horyzoncie pojawiła się dwójka kotów; jeden z nich został, drugi zawrócił się po przywódczynię. Czas ten zdawał się Ważce ciągnąć w nieskończoność, w końcu jednak obie kotki przybyły. Wstał z siadu, ustawiając się niemalże na baczność. – Dzień dobrry, Rroz...is...krzona Gwiazdo – odpowiedział przybyłej przywódczyni, ostrożnie rozbijając pierwszą część jej imienia na części - wcale nie dlatego, że miał problem z wypowiedzeniem skomplikowanego wyrazu, skądże. – Jestem Ważka – podzielił się z kocicą swym własnym imieniem, mimo, że Źdźbło zdążyła już przedstawić całą gromadkę, a następnie obrzucił pobieżnym spojrzeniem kocura, który najpewniej był owym Zajęczym Uchem. Wyglądał...nieco dziwnie, tak niecodziennie. Ale chociaż nie można było powiedzieć, że imię do niego nie pasowało. – Nie musi, jestem już duży, dam rradę. Ale dziękuję.
Łapy rzeczywiście miał zmęczone, jednak jeszcze nie na tyle, by dać się nieść nieznajomemu kocurowi. Zdąży jeszcze zresztą chwilę odpocząć, zanim wszyscy wyruszą do owego obozu. Na mordce Ważki pojawiło się coś, co gdyby się uprzeć możnaby zaliczyć do uśmiechu; generalnie wszystko zmierzało ku dobremu, tak sądził. Do momentu.
Skrzętnie przylizane zawczasu futerko momentalnie się nastroszyło, niszcząc uprzednie starania Ważki. Zamrugał bardzo szybko, a następnie, wbrew własnej woli, wcisnął się ciałem w bok mamy, odstawiając nieco na bok chęci ukazania się jako Bardzo Dojrzałego. Nie miał pojęcia, o czym mówi rdzawa kocica. Pajęczyna poważnie okaleczył jedną z nich, jakąś Zaskrońcową Łapę? Jest w ich oczach kotem wyjętym spod kodeksu, i czegokolwiek to nie oznaczało, wyraźnie nie było niczym pozytywnym. Miał stąd natychmiast odejść. Że. Co takiego zrobił. Czy to dlatego mama wujka go nie kochała? Z każdą chwilą otwierał oczy nieco szerzej.
Następnie odezwała się Pszczółka, a sam Ważka...zupełnie nie wiedział co myśleć. Wolał wierzyć wujkowi, zresztą, nie był w stanie wyobrazić sobie, by ten mógł kogokolwiek skrzywdzić..! Odkąd sięgał pamięcią, troszczyły się o niego dwa koty: mama i Pajęczyna.
Wbił pazury tak głęboko, jak był w stanie w zmarzniętą ziemię i przerzucał niespokojne spojrzenie to na Iskrę, to na dwójkę opiekunów. Na chwilę uchylił mordkę, jakby chciał coś powiedzieć, lecz nie wydobyło się z niej ani słowo. Nawet nie wiedział, co mógłby powiedzieć.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Kiwnęła lekko łbem na tłumaczenia kotki. Doświadczenie nauczyło ją by opowieści wracających kotów brać z przymrużeniem oka, a przynajmniej zapewnienia o tym jak nie chcieli znikać, ale siła wyższa. Chociaż Biedronkowa Łapa zapisała się w pamięci burej jako bezproblemowa terminatorka Korzenia. Może faktycznie grzecznie szukała zaginionych (tylko na litość, czemu obecnego tu Pajęczyny i czemu akurat jego udało się znaleźć, a nie Zgniłkę?) przy granicy z Grzmiącą Ścieżką, nawet nie jakoś daleko i została porwana przez dwunogów. Może oddaliła się nieco znaczniej, docierając aż pod osiedle i wtedy została porwana – w oczach Iskry ta różnica nie miała aż takiego znaczenia. To nie był Kurza Łapa, by go rozkładać na czynniki pierwsze na granicy i rozliczać z każdego przewinienia. Nie komentowała historii, jedynie kiwała głową, cośtam chrząkała na znak, że słucha, posyłała współczujące spojrzenia, gdy pojawiały się mniej kolorowe wątki naiwności (ale sukces, z tego co rozumiała, Pajęczyna nie brał udziału w stworzeniu obecnej trójki kociąt, Gwiezdnym niech będą dzięki).
Jednym uchem była już przy pierwszym z kociąt, które zabrało głos (to była Pszczoła, prawda?), gdy usłyszała pytanie Źdźbła. I już prawie odruchowo odwróciła łeb w jej stronę, by odpowiedzieć, ale udało jej przed tym powstrzymać i trwała w skupieniu, podczas gdy Pszczółka walczyła z jej imieniem. A potem wyszła z prośbą i... och, bura nie cierpiała tego zdrobnienia. – Oczywiście, słońce. Roziskrzona Gwiazda faktycznie jest trochę długie, więc jak najbardziej możesz mówić Iskierka. Albo Iskra. – spróbowała raz jeszcze wcisnąć alternatywną opcję, może tym razem zostanie w kocięcych główkach. Jak nie to... przeżyje jeśli na językach tej trójki będzie funkcjonować jako Iskierka. Gorsze rzeczy się zdarzały.
Teraz jednak mogła wrócić z uwagą na moment do ich matki.
– Oczywiście, jeśli tylko chcecie, Klan Wichru z radością powita was z powrotem. – zapewniła kotkę, bo może już wywnioskowała sobie to z reszty wypowiedzi, ale może... może potrzebowała to usłyszeć? Podróż z tak młodymi kociętami musiała być stresująca, Roziskrzona nie zdziwiłaby się, gdyby Źdźbło jechała teraz na ostatnich oparach, a po dotarciu do obozu miała odsypiać to wszystko kolejny księżyc. Jak nie dłużej. Dlatego chociażby ze względu na nią byłoby miło to jak najszybciej załatwić. Ale też ze względu na maluchy – pozostała dwójka się przedstawiła osobiście, a Iskra zadbała o to by każdemu odpowiedzieć uprzejmym skinieniem łba i krótkim miło mi.
Dla równowagi nie było jej miło z Pajęczą Łapą. Trzeba było mu przyznać, że nie zaczął się rzucać, a zachował spokój, ale też bądźmy szczerzy – to coś za co można pochwalić kilkuksiężycowe kocię, nie kota z kilkoma obiegami pór na karku. Jedno z pytań było spodziewane, więc od niego postanowiła zacząć. Ciemne uszko drgnęło, wychwytując w tle głuche pytanie Źdźbła, do tego też trzeba będzie się odnieść.
– Zaskrońcowa Łapa dołączyła do Klanu Wichru, nie mogąc czuć się w pełni bezpiecznie w Klanie, w którym się urodziła. Nawet jeśli to zdarzenie miało miejsce wcześniej, przed dołączeniem, Zaskrońcowa Łapa jest jedną z nas. Jej tragedia jest tragedią całego Wichru. – szczególnie, że w grę wchodziła sytuacja z byłym Wichrzakiem, którego Lawendowa Gwiazda zbyt łagodnie potraktowała. Wyżej niż poczucie wspólnoty znajdowało się tu poczucie winy. – Wiem na ten temat wystarczająco, Pajęcza Łapo. Znam historię Zaskrońcowej Łapy, potwierdzoną przez medyczkę, która opiekowała się jej ranami po tamtym pogrzebie. I mimo starań Gwiezdnego Nurtu, nie udało się uratować oka Zaskroniec. W wybuchu swojej złości, trwale oślepiłeś współklanowicza. Gwiezdnym niech będą dzięki, że udało jej się uchować przed tobą drugie oko. – na króciutki moment spojrzała w stronę Źdźbła, zaraz jednak wróciła uwagą do Pajęczyny i kontynuowała. – Gwiezdny Nurt jest godną zaufania kotką, która nie miała powodów by kłamać w waszej sprawie. Wierzę także jej ocenie decyzji, którą podjął wtedy Wężowa Gwiazda. Wiem też, że Wężowa Gwiazda zdecydował się zignorować ostrzeżenia twojej matki, szanowanej we wszystkich Klanach medyczki. Twoje początki w Klanie Wichru również nie były bez skazy, Pajęcza Łapo. Nie potrzebuję więcej dowodów, by nie popełnić błędów Wężowej Gwiazdy. – zadarła lekko podbródek, mierząc kocura dwukolorowym spojrzeniem. Mógł to potraktować jako wyzwanie, mógł potraktować jako sugestię, że najwyższa pora zabrać swój ogon i się stąd zwijać. Wedle uznania.
No tak, ale świat nie kończył się na Roziskrzonej i Pajęczynie. Nie kończył się niestety też na Źdźble. Chcąc nie chcąc, w sytuacji uczestniczyły również kocięta i zaraz Pszczółka głośno przypomniała o swojej obecności. Całą niewerbalną część konwersacji coś trafiło, bo bura nie potrafiła spinać barków, patrząc na ledwie odrośniętego od ziemi malucha. To nie była ich wina, że były młode, naiwne i poznały Pajęczynę z jednej strony. Biedne, musiały być zdezorientowane, ale przecież Iskra nie mogła wpuścić białego do Klanu tylko po to by oszczędzić im teraz stresu. A potem udusić typa za Skręconym Pniem, gdy akurat będą skupione na czymś innym. – Pszczółko, nie wątpię, że dla was był dobry, że wam pomagał. Jednak w Klanie Wichru są koty, które pamiętają też czasy zanim wasza trójka się urodziła. I te koty nie czułyby się komfortowo z waszym wujkiem w jednym Klanie. A do tego nie mogę dopuścić, bo zależy mi na ich szczęściu. Szczególnie, że wasz wujek miał wiele okazji by udowodnić, że jest godnym zaufania kotem i z żadnej z nich nie skorzystał. – zdołał zawieść dwa Klany, to dopiero osiągnięcie. Ale o tym już nie wspominała by nie przeciążać kocięcych główek. I nie wchodzić nadmiernie w kompetencje Źdźbła – miała zresztą nadzieję, że kotka przejmie dalszą rozmowę ze swoimi dziećmi. Iskra nie wiedziała przecież w jakiej rzeczywistości szylkretka chciała je wychowywać.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Starał się trzymać emocje w sobie. Nie był już tak wybuchowy jak w młodości, choć wciąż było ciężko gdy ktoś zachowywał się bezczelnie jego względem. Teraz, nieważne jak cieszył się z sukcesu Źdźbła i kociaków, wciąż był zdenerwowany tym jakże miłym spotkaniem z Roziskrzoną Gwiazdą. Nie starałby się tłumaczyć, gdyby parę
dni wcześniej Biedroneczka nie zaproponowała mu powrotu do Klanu… i nie dała nadziei, że może nie zostanie znów sam. Nie powiedział tego ani raz, ale zdążył przywiązać się nawet do jej kociaków.
Spojrzał na Źdźbło, gdy ta zadała pytanie dotyczące jego przewinienia. Jego spojrzenie było spokojne, ale kocur wyraźnie zaciskał szczękę. Potem usłyszał głos Pszczółki, a potem zaczęło robić się głośno. Pajęczyna westchnął cicho słysząc, jak kociaki dziwią się i oburzają. Zdziwiły go wieści o przeniesieniu Zaskroniec do Wichru, ale teraz nie miał czasu na roztrząsanie tego. Powstrzymał się przed podniesieniem na łapy, ale pochylił się do przodu, patrząc Roziskrzonej Gwieździe prosto w oczy.
- Nie mówię, że ktokolwiek kłamał względem Zaskroniec. Zrobiłem to, zaatakowałem ją. Ale mówisz, że wiesz wystarczająco- chyba w takim razie nie wiesz wszystkiego, Roziskrzona Gwiazdo. - odpowiedział gładko, trzymając nerwy poza tonem głosu. - Tamtego dnia znalazłem Wia… znalazłem swojego dobrego przyjaciela… martwego, zagryzionego przez psa, na terenach Klanu Gromu. Przyniosłem go do obozu, aby móc razem z jego ojcem, Wężową Gwiazdą, dzielić się z nim językami po raz ostatni. Wtedy Zaskrońcowa Łapa podeszła do mnie i powiedziała, że to ja go zabiłem. - zmarszczył nos, na to odległe wspomnienie, które nagle było dużo bardziej realne w jego przeżyciu. Od dawna o tym nie myślał. - To, co jej zrobiłem, było bolesne, było… złe. Ale straciłem wtedy ważnego kota, a Zaskroniec nie lubiła mnie od początku, więc postanowiła oskarżyć mnie o coś takiego- czy to naprawdę czyni mnie tak okrutnym, bezwzględnym kotem, skoro w rozpaczy zaatakowałem kogoś takiego? - zmrużył oczy, ani na na moment nie odrywając ich spojrzenia od oczu wichrowej Gwiazdy. Wziął po tym głębszy oddech, starając się na nowo uspokoić bijące szybko serce. - Wiem, co o mnie myślisz. Wiem, co wszyscy o mnie myślą, nasłuchałem się już wystarczająco dużo. Ale to wszystko miało miejsce… pół życia temu. Może to dla ciebie niewiele, teraz gdy jesteś Gwiazdą? - uśmiechnął się krzywo, na krótki moment. - W każdym razie, miałem dużo czasu na przemyślenia. Coś cały czas mówiło mi, że moja historia w Klanach się nie skończyła… teraz wiem, o co chodziło. Dopilnuję, że Biedronka i kociaki będą bezpieczne. - ostatnie zdanie wypowiedział nieco głośniej, prawie jak groźbę. Przez kilka uderzeń serca siedział w bezruchu, jedynie patrząc na Roziskrzoną Gwiazdę. Potem obrócił lekko łeb i spojrzał na Pszczółkę, pozwalając swojemu pyskowi na przybranie nieco łagodniejszego wyrazu.
- Nie masz racji, Pszczółko. Kiedyś robiłem takie rzeczy i nie zawsze byłem dobry. - powiedział, tak jakby było to najbardziej oczywistą rzeczą. - Ale was nigdy bym nie skrzywdził… Zawsze będę was bronił.
Roziskrzona Gwiazda nie mogła się go pozbyć. Postanowił już, że zostanie blisko - czy ona przyjmie go do Klanu, czy nie. On zawsze znajdywał sposób. Jednak na ten moment… musiał być jeszcze grzeczny. Westchnął głęboko, po czym otworzył pysk aby znów się odezwać.
- Roziskrzona Gwiazdo… proszę cię o szansę. Jestem innym kotem, niż przed tymi wszystkimi księżycami… i zdaję sobie sprawę z tego, dlaczego mi nie ufasz. Ale chciałem naprawić swój błąd, pomagając Biedronce przeżyć w ciąży i przyprowadzając ją tutaj wraz z kociętami. Czy ktoś okrutny zrobiłby coś takiego? - zmarszczył pysk, nie w nerwach, lecz dziwnej mieszance frustracji i stresu. Od dawna nie czuł się tak, jakby się pod kimś płaszczył.
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Źdźbło jest dorosłą już kotką o przeciętnym wzroście i krótkiej sierści, stosunkowo puszystej, ale ostatnimi czasy trochę zmatowiałej, pomimo uporczywego wylizywania każdego brudnego miejsca. Większość jej ciała pokrywa biel, z wyjątkiem rudego obszaru wokół nosa, okolicy pomiędzy uszami i obszaru z tyłu przedniej, prawej łapie. Bury kolor także pojawia się pomiędzy uszami i na łapie, mieszając się z rudym. Dodatkowo kotka ma całkowicie bury ogon.
Na pyszczku wyróżnia się para intensywnie niebieskich oczu o trochę bardziej zmęczonym wyrazie, niż można było się kiedyś spodziewać po kotce. Być może sytuację tłumaczą pionowe blizny na obu bokach ciała - trzy na lewym, jedna na prawym, ciągnące się od żeber do kręgosłupa.
Wiele księżyców uwięzienia u Dwunogów sprawiło, że rozwój charakteru Źdźbła uległ spowolnieniu, jeśli nie zupełnemu zatrzymaniu. Na wierzch wypłynęły wszystkie traumy i strachy, przez co kotce towarzyszy ciągły strach, a przede wszystkim niepewność swojej pozycji i przyszłości. Nie wierzy w rozsądność swoich decyzji, czuje, że może opierać się tylko na poprzednio popełnionych błędach. Ironicznie, nadal tak samo wielką - zbyt wielką - wiarę pokłada w innych, których uważa za mądrzejszych od siebie, bardziej nadających się do udzielania komukolwiek rad.
W środku pozostała jednak taka sama, jak była. Nadal bezwzględnie wierzy w zasady, tym bardziej świadoma tego, jak skończyła, gdy posłuchała kogoś, kto je łamał. Jest jeszcze bardziej spięta, niż dawniej, świadoma ciężaru wychowania kociąt na jej barkach. Chce dobrze dla nich i, wewnątrz siebie, dla każdego (lub prawie każdego), kogo napotka. Po prostu uparcie trzyma się jedynych wartości, które jej kiedyś przedstawiono, wierząc, że przyniosą jej w końcu coś dobrego.
W związku z tą przeszłością jest też dość niezręczna towarzysko, trochę nudna, może męcząca. Z zasady nieco nieśmiała, poza tymi szczególnymi osobnikami, w których pokłada ogrom winy za to, jak wygląda teraz jej życie. Wobec nich potrafi wykrzesać zdecydowanie więcej ostrego języka i nieufności.
Nie tylko z perspektywy kociąt wszystko, co do niedawna budowali, zaczęło się rozsypywać. Pająk powoli, małymi krokami i przynoszoną zwierzyną odbudowywał zaufanie Źdźbła, przed czym tak się broniła. Karmił jej kocięta nie tylko zdobyczami, ale uśmiechami, drobnymi wygłupami i kładzeniem im do głowy rzeczy, z którymi nie zgadzała się matka. Złościła się na niego, ale nie skreśliła go zupełnie. I właśnie ponownie cierpiała na tym samym błędzie. Była strasznie naiwna. Radość z potwierdzenia od Roziskrzonej Gwiazdy (młoda-stara matka oczywiście z zapałem pokiwała głową, pociągając nosem) szybko minęła.
Ledwo co układała w głowie informacje od Roziskrzonej Gwiazdy - w te bezwzględnie wierzyła, choć jednocześnie nie chciała dowierzać. Z nieufnością, ale też oczekiwaniem (nie mogła już czegokolwiek oczekiwać, powinna dawno pozbyć się tej głupiej wiary) patrzyła na Pająka, gdy odpowiadał. Mówił pięknie, mówił przekonująco... I dlatego tym bardziej nie mogła zdawać się na własną ocenę. Głupia, głupia. Dlaczego dalej czuła tę nadzieję, że przywódczyni uzna jego słowa za wystarczająco szczere?
Kociaki. Ich już nie powinno tu być. Nie mogą słuchać kolejnych dyskusji, nie mogą tkwić na tej zimnej ziemi i próbować bronić kogoś, kto teraz powinien sam się wybronić. Wybronić, spłaszczyć, obiecać wszystko i dotrzymać tej obietnicy, tak jak powinien.
- Pszczółko, Śpiew, Ważko... Teraz dorośli muszą porozmawiać o tym wszystkim, co było kiedyś, dobrze? I może... może zrobimy tak, że wy pójdziecie do obozu, moja mama lub tata was zabiorą na przykład, albo Zajęcze Ucho to zrobi, i wasi dziadkowie was zobaczą, i opowiedzą wam, co się zmieniło, jak mnie nie było. I będzie wam tam ciepło, i odpoczniecie ile będziecie chcieli. A potem wy mi to opowiecie, jak do was dołączę, i ja wam opowiem wszystko... Wszystko. - zerkała w tym czasie na Roziskrzoną Gwiazdę, szukając w niej potwierdzenia, czy plan brzmiał dobrze, czy nie. Jej słowo w końcu stanowiło prawo.
Tyle tylko, że nie chciała zostawiać tej sytuacji na granicy. Chciała wiedzieć, jak będzie przebiegać rozmowa. Sama jej wysłuchać od początku do końca. Może nadal chciała, aby Pająk w jakiś sposób udowodnił Źdźbłu, że to zaufanie, jakie wybudował, jednak może dalej istnieć. Że nie była aż taka naiwna. Milczała, nie wtrącała się, myślała. Otulała dzieci całym ciałem, ogonem, cokolwiek, aby uchronić je przed tą rozmową, ale także w jakiś sposób kontrolować. Przecież były na razie jeszcze bardziej ślepe, niż ona.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Żadne ze słów Pajęczyny nie wywołało zamierzonego efektu. A przynajmniej te, które miały być zaskakującym zwrotem akcji nie sprawdziły się w swojej roli – nie były niczym nowym. Lekkie uniesienie brwi wywołało przyznanie Pszczółce, że nie był bez skazy. Ale... tylko lekkie, bo ciężko było przeoczyć, że jednocześnie stwierdzał, że teraz był dobry. No świetnie.
Odwróciła łeb w stronę Źdźbła, słuchając jej planu i kiwnęła krótko.
– Zajęcze Ucho was zaprowadzi do dziadków. Albo waszą czwórkę, możesz sama przedstawić kocięta rodzicom. – może szylkretka chciała zostać i posłuchać tej rozmowy do końca, ale zdaniem burej powinna najpierw pomyśleć o kociętach. Z pewnością przydałoby im się znajome futerko w zupełnie nowym miejscu, wśród tylu nieznajomych mordek. Ale nie wspominała o tym na głos. Nie chciała młodzieży podsuwać myśli, że będą wśród obcych, a nie wśród rodziny, której jeszcze nie zdążyli poznać. I może córka Żbikopręgiej potrzebowała tej odrobiny egoizmu, przełożenia własnej chęci otrzymania wyjaśnień nad komfort swoich młodych.
Pożegnała całą ekipę z burym orientalem, najmłodszą część towarzystwa, bądź nikogo w zależności od ich decyzji. Nie chciała wracać uwagą do Pajęczej Łapy podczas zbierania się do drogi, ale też nie mieli całego dnia, jeśli byli niezdecydowani. Zresztą już teraz odczuwała pewne minusy tej decyzji, nie pamiętała każdego jednego słowa, do którego wypadałoby się odnieść. Ale miała w głowie najważniejsze elementy.
– Powiedziałam, że wiem wystarczająco, bo Zaskrońcowa Łapa nie pominęła tej części historii. Nie mam pewności czy wspomniała o każdym detalu, który dla ciebie był istotny, ale nie ukrywała twojej relacji ze zmarłym, nie ukrywała, że ciebie oskarżyła, ani dlaczego to zrobiła. Twierdzisz, że się zmieniłeś przez te księżyce, że jesteś innym kotem niż pół życia temu. Ale czy faktycznie się zmieniłeś? Czy wystarczająco? Mówisz, że zdajesz sobie sprawę z tego, że to co zrobiłeś było złe, ale nie czuć tego w twoich słowach. Mówisz, że to było złe, ale. Dalej usprawiedliwiasz reakcję kota, którym rzekomo już nie jesteś. Czy żałujesz, że oślepiłeś współklanowicza, czy uważasz, że sobie na to zasłużyła, bo ciebie nie lubiła? Bo to była Zaskroniec? – Iskra nie musiała się zastanawiać, syn Lśniącej Sadzawki przecież już to jasno określił. Uważał, że był w uzasadnionej sytuacji by trwale okaleczyć takiego kota, a Roziskrzona Gwiazda nie miała czasu na przebijanie się przez skałę. Nie zależało jej na naprawieniu Pajęczej Łapy, jedynie na tym by nigdy nie postawił łap w okolicach Wichru. Odetchnęła lekko.
– Nie odczułam twojej zmiany w naszej rozmowie. Ale jeśli faktycznie jesteś innym kotem niż kiedyś, będziesz w stanie zrozumieć to co ci teraz powiem. Nie jesteś tego warty, Pajęcza Łapo. Nie dostaniesz kolejnej szansy, bo ważniejsze jest dla mnie dobro Klanu. Nie zamierzam narażać Wichrzaków dla twojego kaprysu, nie zamierzam każdego dnia zastanawiać się czy będziesz w stanie się zachować, czy tym razem zaatakujesz kociaka, bo ci nadepnął na ogon. I twoim zdaniem zasłużył sobie. – chciała już zakończyć, gdy w pamięci wróciły jej kolejne słowa białego. – Jeśli rzeczywiście chciałbyś naprawić swoje błędy, zdobyć zaufanie, wziąłbyś odpowiedzialność za swoją przeszłość. Nie zasłaniałbyś się jednym dobrym uczynkiem, twierdząc, że ktoś okrutny nie byłby do tego zdolny. Bo byłby. Gdyby miał w tym swój cel. – zamilkła na krótki moment. Maksymalnie pięć uderzeń serca. – Nie odnajdziesz dzisiaj przebaczenia w Klanie Wichru, nie zaraz po tym jak przyznałeś, że okaleczenie Zaskroniec uważasz za uzasadnione. Nie dostaniesz szansy na odkupienie swoich krzywd w naszym Klanie, a jeśli będziesz zbliżać się do naszych granic, zostaniesz potraktowany jak każde inne zagrożenie. To wszystko.