Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Teraz już wszystko stało się jasne. Brak pewnej wiedzy sprawił, że powstał niezły galimatias. Łapy opadają. Cóż, trzeba to wszystko odkręcić. Nawet nie chce myśleć czy Donośny Krzyk wie skąd się biorą kocięta. Albo wytłumaczyła to w bardzo delikatny sposób przez co nie wszystko zostało dokładnie przekazane, jest opcja, że wkręciła Traszkę lub sama nie posiada odpowiedniej wiedzy. No, ale to nie ważne. Trzeba zrobić porządek. - Traszkowa Łapo, od samego siedzenia obok siebie nie będzie kociąt..- powiedziała załamanym głosem. Trzeba przyznać, że Traszka sobie wszystko dobrze zaplanowała. Ech, i co ona teraz ma zrobić? Na pewno nie będzie teraz tłumaczyć jak zachodzi się w ciąże. Zostawi to Roziskrzonej Nocy. Kończmy ten cyrk na kółkach. Lawenda przeniosła kilkukrotnie wzrok z Ziemniaczka na Traszkę i z Traszki na Ziemniaczka. - Widzę, że zadałaś sobie sporo trudu, aby poradzić sobie z... zaistniałą sytuacją. Niech będzie. Ziemniaczku, dam Ci szansę- wydała swój werdykt. Oczywiście na tym nie koniec. Musi dać swoje wymagania, którym kocurek musi podołać, aby utrzymać się w Klanie. Możliwe, że nie będzie on jej problemem, a już Roziskrzonej Nocy. Swoją drogą jest naprawdę pełna podziwu dla Traszki, która przygotowała ,,ojca kociąt" do opieki nad pociechami, a tym bardziej do tego, aby ułatwić mu przyjęcie do Klanu. - Chcę widzieć, że pomagasz terminatorom w sprzątaniu legowisk kociąt oraz starszyzny. Dopóki nie otrzymasz Mistrza oraz imienia terminatorskiego będziesz przebywać w Obozie i doszkalał się odnośnie funkcjonowania Klanu. Czy takie warunki Ci odpowiadają?- wystawiła karty na stół. Teraz albo dojdzie do akceptacji albo się żegnają.
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
Od samego siedzenia nie mogło być kociąt?
No to już była informacja niezwykle rewolucyjna i Ziemniaczek wcale sobie w tamtym momencie nie przypomniał całego sensu tej ich wyprawy i rozmowy z przywódczynią, skąd. Nie umniejszało to jednak temu, że w sumie go to odkrycie trochę uspokoiło, bo chyba jednak nie był jeszcze na własne kocięta gotowy.
Wyprostował się nieco, patrząc na niebieską kotkę z zaciekawieniem, gdy uznała, że da mu szansę, bo nie było to coś, czego się spodziewał, pomijając fakt, że w sumie rzadko czegokolwiek się spodziewał, bo tak mu się lepiej żyło, o.
- Och, oczywiście, lubię pomagać! - I już zaczął się zastanawiać, czy kocięta i starszyzna ucieszą się z legowisk upiększonych kwiatkami, chyba że już takie były, to z jeszcze większym zapałem by pilnował, żeby nigdy roślinki nie były zbyt zwiędłe! - Dziękuję bardzo bardzo pani Lawendowa Gwiazdo!! Odpowiadają, że hej! - Pokiwał energicznie głową, żeby przywódczyni na pewno nie miała żadnych wątpliwości co do szczerości jego słów. Uśmiechnął się też do niej i zaraz też do Traszki, no bo chyba o to im chodziło, prawda?? Sprawę tego, że w sumie nie do końca rozumiał, jak miałby się doszkolić, postanowił na razie zignorować, pewien, że w razie czego będzie mógł od teraz bezproblemowo dręczyć pytaniami Traszkę, a nawet i Falę, jeśli tylko uda mu się go znaleźć.
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
Traszkowa Łapa jest chyba przede wszystkim zmieszana w tym momencie. Z jednej strony to dobre wieści, przecież nie chciała tych kociąt (jakichkolwiek kociąt), problem z głowy i te sprawy. Z drugiej strony ma ochotę zapaść się pod ziemię i już nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Z trzeciej, z kolei, zamierza jednak wyjść raz jeden na powierzchnię by kogoś udusić za szerzenie propagandy przez którą upokorzyła się przed przywódczynią. Z czwartej chce ratować swój honor chociaż minimalnie.
– No ale Donośny Krzyk mówiła, że właśnie stąd się biorą. Nawet potwierdzała, że dokładnie tak to działa, starczy usiąść blisko by stykać bokiem i pyk, ciąża. – tak się przynajmniej Traszce wydaje, nie pamięta już tak dokładnie rozmowy sprzed wielu księżyców.
A skoro ciąży nie ma to... w sumie nie wie jak czuje się z przyjmowaniem Ziemniaczka do Klanu. Już nie bardzo ma interes w jego obecności skoro kociąt nie będzie, ale niby to miło, że ten czas który poświęciła na przygotowanie go zostaje doceniony przez przywódczynię. Ale też... w tym momencie o tym całym przypale z kociętami wiedzą trzy koty, czy to faktycznie rozsądne zabierać do obozu kota z tak długim językiem jak Ziemniaczek?? No Traszce wydaje się to jawną pogardą dla logiki. Milczy jednak teraz z braku jasnego stanowiska, będzie musiała się jeszcze zastanowić nad tym później.
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Entuzjazmu Ziemniaczkowi nie brakuje. Ciekawe na jak długo. Będzie miał czas na podjęcie decyzji czy ciężka praca dla dobra całego Klanu mu odpowiada. Oczywiście, sam też będzie czerpał z tego korzyści. Pomoc Medyczna jest na miejscu, pobratymcy w legowiskach ogrzeją go w zimną noc, ogólnie nowi przyjaciele, Stos Zwierzyny na dzień dzisiejszy w miarę obfity. Chyba się kocurek zaklimatyzuje i zyskają kolejnego Wojownika, co wzmocni Klan. - Witamy w Klanie!- wydała swój ostateczny werdykt. Oby tylko Ziemniaczek został ciepło przyjęty przez klanowiczów. Nigdy nie słyszała sprzeciwu odnośnie przyjęcia kogoś do Klanu. Raczej Wichrowcy są otwarci na nowe koty. Zresztą, jej władza dobiega powoli końca, zapewne nie przyjmie ani kota więcej. - To nie do końca tak działa, ale porozmawiamy o tym później- zareagowała na słowa Traszkowej Łapy. Naprawdę nie chciała tego tłumaczyć. Choć może powinna? Zwłaszcza, że oboje nie posiadają tej wiedzy, co doprowadziło do zaistniałej sytuacji. - Chodźmy do Obozu- oznajmiła i ruszyła w kierunku serca ich terenów.
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
Przywódczyni nie chce tłumaczyć w tym miejscu i momencie jak to w takim razie skoro nie do końca tak, co nie do końca odpowiada Traszce, ale niech jej będzie. Mogą wrócić do tej kwestii po dotarciu do obozu ewentualnie. Póki co grzecznie stosuje się do polecenia i rusza za Lawendową Gwiazdą, obserwując kątem oka Ziemniaczka. Ma nadzieję, że uda jej się w porę dostrzec ewentualną zapowiedź głupiego pomysłu z jego strony i wybić mu ją z głowy nim ujrzy światło dzienne. Z nim też będzie musiała porozmawiać później, wyjaśnić sobie parę rzeczy.
krótkie, czarne, szorstkie futro - zielone oczy (w słońcu wydają się jaskrawożółte) - długie ciało, łapy, ogon - nieco niższa niż wichrowa średnia - biała plamka na piersi - różowa kokarda na piersi
cicha, wycofana, dobry słuchacz, nie da sobie w kasze dmuchac, cierpliwa, samotnik
xxxxZ racji mojego zamiłowania do spędzania czasu z samą sobą, czy chodziło o zwykły spacer, patrol czy... nawet polowanie, zamierzałam skorzystać z swojego wolnego czasu i nie marnować go, tak, jak miałam w zwyczaju ostatnio. Miałam wrażenie, że ostatnie dwa księżyce zostały mi zupełnie wycięte z życiorysu, chciałam więc wrócić do normalnego rytmu dnia, a polowanie nie wydawało mi się tak złą do tego opcją. Znalazłam się więc na Barwnej Łące i rozejrzałam się czujnie za czymś, co mogłabym pozbawić życia. Na rzecz innych, najwyraźniej ważniejszych żyć, moich pobratymców.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Pogoda sprzyjała polowaniu. Świat budził się do życia po srogiej Porze Nagich Drzew, słońce okazjonalnie wychylało się zza chmur, temperatura była idealna, nie za gorąco, nie za zimno. A o tej porze nawet na otwartym terenie roiło się, jak widać, od ptaków.
Do uszu Mamroczącej Łapy bardzo szybko dotarł piękny, ptasi ślep. Nieopodal, na zaspie śnieżnej zaraz wylądował drozd. Okazja idealna, o ile czarna kotka zdoła go podejść.
krótkie, czarne, szorstkie futro - zielone oczy (w słońcu wydają się jaskrawożółte) - długie ciało, łapy, ogon - nieco niższa niż wichrowa średnia - biała plamka na piersi - różowa kokarda na piersi
cicha, wycofana, dobry słuchacz, nie da sobie w kasze dmuchac, cierpliwa, samotnik
xxxxPrzypływ adrenaliny napadł mnie, gdy tylko usłyszałam radosny śpiew ptaka. Po krótkiej chwili widziałam go dobrze i wyraźnie. Nie ujął mnie wyglądem, był szary, zwykły... nie wiedziałam nawet jaki to, co akurat nie było dla mnie specjalnie ważne. Nie polowałam wiele razy w swoim życiu, więc takie momenty jeszcze sprawiały, że moje serce biło szybciej. Zgadywałam, że wojownicy, na przykład moja mama, robili już to automatycznie. Co było dla mnie jeszcze bardziej przerażające, wciąż pozbawiali kogoś życia. xxxxUgięłam łapy, tak, jak zostałam nauczona. Wyrównałam poziom grzbietu, głowy i ogona, nie szurałam brzuchem po ziemi. Czułam, jak wiatr wieje mi w pysk, dobrze. Szłam wolno, unikając suchych patyków na ziemi, stawałam po drodze za krzewami, by jegomość mnie nie dojrzał. Stresowałam się, czułam, jak moje łapy się spinają, a mimo to skoczyłam, mając nadzieję zabić ptaka krótkim wbiciem pazurów w jego szyję. Obyś umarł bezboleśnie.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Drozd był tak skupiony na poszukiwaniu pożywienia w śniegu i mokrej trawie, że nie zorientował się o obecności drapieżnika. Choć na tle pokrytego śniegiem świata Mamrocząca Łapa miała dokładne zero kamuflażu, zaszła ptaka bez problemu. I równie bez problemu zakończyła jego żywot, ukrócając śpiew drozda raz na zawsze.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Pora Młodych Liści dopiero się zaczęła, ale w sumie no stwierdził, że i tak chciałby przyjść odwiedzić Barwną Łąkę. Popatrzeć na kwiatki, które zdążyły się już rozwinąć, powdychać ładne zapachy, nie-myśleć-o-tym-co-się-wydarzyło (niesienie trupa, które od czasu do czasu krążyło mu po głowie, gdy podchodził do rzecznych terenów... może dlatego nie podszedł?), no ogólnie nie myśleć. W połowie leżenia i patrzenia w chmury coś z tyłu głowy kopnęło go, że może jak zapoluje teraz to potem będzie mógł sobie dłużej poleżeć. Wypełni jeden obowiązek, zabierze ze sobą zwierzynę i super, cyk. Także ruszył wolnym krokiem rozglądając się co tutaj mogłoby wskoczyć na stos zwierzyny dzisiaj. Trochę ciekawiły go plotki dotyczące jakiegoś dziwnego dwunoga, ale chyba nie miał się co obawiać... prawda? Prawda! Prawda...
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Pogoda dopisywała. Delikatny, ciepły wiatr poruszał kwiatami, w oddali słychać było śpiew ptaków, było ciepło, ale nie za ciepło - idealny dzień na polowanie. A Korzenna Woń nawet nie musiał długo szukać pierwszej potencjalnej ofiary. Wygląda na to, że w tej porze Barwna Łąka tętniła życiem.
W trawach coś się poruszyło, nieopodal szarego wojownika. Gdyby się przyjrzał, ujrzałby drobnego, rudego gryzonia, podobnego do myszy, ale nieco mniejszego - orzesznica, buszująca między kwiatami.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Miał zamiar przygotować się do skradania, gdy nagle w zasięgu jego wzroku pojawił się Klekot z zmartwieniem na pysku… a przynajmniej z takiej odległości mógł tylko tyle wyczytać. Czy coś się stało? Pogrzeb…? A może ktoś potrzebuje pomocy? Korzenna Woń wstrzymał powietrze i popędził w stronę czarno-białego, by dowiedzieć się co tak naprawdę się wydarzyło.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Wyrwanie Fali z obozu nie było bardzo trudne. Świt z jakiegoś powodu sądziła, że będzie musiała się prosić żeby opuścił lecznicę. Chyba rzadko kiedy widywała go poza nią. Albo to po prostu ona łaziła gdzie popadnie, bo bądź co bądź, widywane koty momentami mogła policzyć na palcach jednej łapy.
- To jest jedno z moich najulubieńszych miejsc - oznajmiła, gdy znaleźli się już na łące. - To?? Czego szukamy?? Ładniejszych kwiatków od ciebie nie znajdziemy, hihi - zaśmiała się krótko, obdarzając terminatora szerokim uśmiechem. Fala był zdecydowanie prostszy do flirtowania, bo nie podcinał jej za każdym razem skrzydeł jak Kura. Jednakże między nimi nie było takiej relacji, jaką miała z burkiem. Rudzielec przynajmniej był ładny.
/falson
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
ogromny, masywny, puchaty, rudo-biały klasycznie pręgowany, futro czyste i ułożone, żółto-złote oczy, sierść w uszach przypomina dwie fale
energiczny, przyjazny, wiecznie uśmiechnięty, dobroduszny, szczery, ekstrawertyk do sześcianu; wręcz przerysowany, pewny siebie, ma tendencję do bagatelizowania niebezpieczeństwa, martwi się o zdrowie innych i często ich poucza na ten temat
Falująca Łapa zaśmiał się donośnie -czyli tak po falowemu- na słowa Świtającej Łapy. Od niej chyba zawsze dało się słyszeć jedynie komplementy i w ogóle, więc się już tym razem aż tak nie zdziwił i nie zaskoczył jak ostatnio.
-Ale ładniej pachnące pewnie już tak -zażartował- Moglibyśmy zobaczyć czy znajdziemy gdzieś w okolicy lawendę lub miętę skoro chciałaś ładnie pachnące roślinki, albo mogę spróbować znaleźć ogórecznika i pokażę ci wtedy to co mówiłem o tym jego specyficznym zapachu -zarzucił pomysłem- Twój wybór.
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Źdźbło jest dorosłą już kotką o przeciętnym wzroście i krótkiej sierści, stosunkowo puszystej, ale ostatnimi czasy trochę zmatowiałej, pomimo uporczywego wylizywania każdego brudnego miejsca. Większość jej ciała pokrywa biel, z wyjątkiem rudego obszaru wokół nosa, okolicy pomiędzy uszami i obszaru z tyłu przedniej, prawej łapie. Bury kolor także pojawia się pomiędzy uszami i na łapie, mieszając się z rudym. Dodatkowo kotka ma całkowicie bury ogon.
Na pyszczku wyróżnia się para intensywnie niebieskich oczu o trochę bardziej zmęczonym wyrazie, niż można było się kiedyś spodziewać po kotce. Być może sytuację tłumaczą pionowe blizny na obu bokach ciała - trzy na lewym, jedna na prawym, ciągnące się od żeber do kręgosłupa.
Wiele księżyców uwięzienia u Dwunogów sprawiło, że rozwój charakteru Źdźbła uległ spowolnieniu, jeśli nie zupełnemu zatrzymaniu. Na wierzch wypłynęły wszystkie traumy i strachy, przez co kotce towarzyszy ciągły strach, a przede wszystkim niepewność swojej pozycji i przyszłości. Nie wierzy w rozsądność swoich decyzji, czuje, że może opierać się tylko na poprzednio popełnionych błędach. Ironicznie, nadal tak samo wielką - zbyt wielką - wiarę pokłada w innych, których uważa za mądrzejszych od siebie, bardziej nadających się do udzielania komukolwiek rad.
W środku pozostała jednak taka sama, jak była. Nadal bezwzględnie wierzy w zasady, tym bardziej świadoma tego, jak skończyła, gdy posłuchała kogoś, kto je łamał. Jest jeszcze bardziej spięta, niż dawniej, świadoma ciężaru wychowania kociąt na jej barkach. Chce dobrze dla nich i, wewnątrz siebie, dla każdego (lub prawie każdego), kogo napotka. Po prostu uparcie trzyma się jedynych wartości, które jej kiedyś przedstawiono, wierząc, że przyniosą jej w końcu coś dobrego.
W związku z tą przeszłością jest też dość niezręczna towarzysko, trochę nudna, może męcząca. Z zasady nieco nieśmiała, poza tymi szczególnymi osobnikami, w których pokłada ogrom winy za to, jak wygląda teraz jej życie. Wobec nich potrafi wykrzesać zdecydowanie więcej ostrego języka i nieufności.
Droga była naprawdę długa. Kociaki jak gdyby rosły za każdym razem, gdy Źdźbło zamykała oczy, a starała się robić to rzadko, choć często powieki jej ciążyły. Regularnym polowaniem i zachowywaniem się... lepiej, niż kotka sobie to wyobrażała, Pająk skutecznie osłabiał mur, który wokół siebie tworzyła, by znów nie popełnić głupoty. Nie zaufać złej osobie, bo tym razem ucierpiałyby na tym także dzieci. Oddychała z ulgą za każdym razem, kiedy orientowała się, że jeszcze nic im się nie stało, po czym marszczyła brwi i tężała, orientując się, że jeszcze nic im się nie stało.
Jednak po ostatnim razie, kiedy cała trójka wyraźnie dała jej znać, jak reagują na zaostrzone (głównie ze strony matki) dyskusje pomiędzy dwójką opiekunów, Źdźbło... zmiękła w tonie. Nie wracała do tematu, który poruszali przy swoim ostatnim dłuższym postoju. Zwracała się do Pająka bardziej oczekująco. Może zachowawczo dawała mu szansę, choć już nigdy taką, jaką dała mu kiedyś na początku znajomości. Musiał udowodnić kilka rzeczy. Choćby wracając z nimi do domu. I odpowiadając za swoje zachowania wobec pewnie byłej już przywódczyni.
Z kolei przy Śpiewie, Ważce i Pszczole nie marnowała czasu. W tym wieku już dawno powinni potrafić funkcjonować w Klanie Wichru. Nie mieli okazji poznać go od środka, więc starała się opowiadać im jak najwięcej. O strukturze, o tym, co pamiętała z obozu, o ich rodzinie, o obowiązkach, ale i możliwościach. O byciu dobrymi wojownikami, dobrymi członkami klanu.
Aż w końcu udało im się przekroczyć nawet Grzmiącą Ścieżkę. Źdźbło praktycznie nie pamiętała już woni klanowych, terenów tym bardziej, musiała polegać na Pająku po raz kolejny. Wymagała pięciokrotnej ostrożności i ostrożnego obejścia się z każdym maluchem, kiedy przechodzili na drugą stronę drogi, po której poruszały się potwory. Wszystko skończyło się dobrze. Byli na granicy, a kiedy do kotki dotarł zapach Wichru, w jej oczach zakręciły się łzy. Wciągnęła szybko powietrze. Już prawie się udało.