Logo Artemidy
Świszczące Trawy - wschód
#16
Poruszył jednym ze swoich uszu, gdy usłyszał, że z niedaleka dochodzi do niego jakieś ciche piszczenie. Od razu zwrócił swój pyszczek w tamtą stronę, a ujrzawszy mysz o niewielkich rozmiarach, która szukała jedzenia w trawie na lepiącej się z lekka ziemi, podziękował w duchu Gwiezdnym. Może i nie było to coś, czym najadłby się rosły kot, ale przynajmniej mógł tym zapełnić żołądek jakiemuś mniejszemu kocięciu. Sprawdziwszy po raz drugi to, czy wiatr wieje mu w pysk, ruszył w stronę gryzonia z brzuchem przy ziemi. Stąpał jak najciszej, by mysz go nie usłyszała, a kiedy znalazł się w odpowiedniej od niej odległości - skoczył w jej stronę, chcąc ją przycisnąć do ziemi łapami z wysuniętymi pazurami i od razu zabić, aby ta nie cierpiała.
LVL 3 90 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
10
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#17
Mimo tych wszystkich upewnień, że kocur dobrze postępuje coś poszło nie tak, bo tuż przed tym, jak Wilgotny wylądował na ziemi i złapał swoją zdobycz, ta poruszyła się i... Zaczęła uciekać. Była drobną myszką, malutką, ale bardzo sprawną i szybką. Jednak nie tak szybką, by od razu zniknąć z pola widzenia młodego wojownika, i na pewno nie na tyle inteligentną, by się schować. Jeśli Wilgotny Nos się postara, wciąż ma szansę na złapanie uciekającego gryzonia.

lvl: 3 | S: 9 | Zr: 10 | Sz: 7 | Zm: 7 | HP: 75 | W: 33-2= 31/45


dlatego nie chcę spać
choć tata goni to ja WIEM
że MOGĘ radę dać!
mieć siłę na kolejny dzień!

. . .
ja bardzo boję się obudzić tam
gdzie nie ma mnie
LVL 2 30 / 150
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#18
Był zdziwiony, gdy mysz uciekła mu spod łap, ale nie poddał się. Wysunął z pyszczka język i przesunął nim po górnej i dolnej wardze, a następnie skoczył za gryzoniem i zaczął za nim biec, by go jak najszybciej pochwycić. Wiedział, że Gwiezdni mają swoje humorki i jeśli w tej chwili nie skorzysta z okazji, to prawdopodobnie nie dadzą mu już takiej. I mimo, że nie należał on do najszybszych kotów w Klanie Wichru, to miał nadzieję na to, iż mysz nie okaże się być od niego szybsza i za kilka uderzeń serca ją dogodni, a kiedy to się stanie - znów ją przyciśnie do ziemi swoimi łapami, ale od razu po tym chwyci ją zębami, aby się upewnić, że tym razem mu nie ucieknie.
LVL 3 90 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
10
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#19
Mysz bardzo chciała uciec, bardzo chciała zachować swoje życia, ale nie było jej to dane. Choć zorientowała się, że nadciąga zagrożenie, nie była w stanie wymknąć się łapom czarnego wojownika i już wkrótce oddała swoje życie, by zostać pokarmem dla Klanu Wichru.

+10

lvl: 3 | S: 9 | Zr: 10 | Sz: 7 | Zm: 7 | HP: 75 | W: 31-2= 29/45

[Obrazek: mlGNJlh.png]
LVL 4 50 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#20
Wiedząc, że nie wróci do obozu z pustymi łapami, z zadowoleniem popatrzył na martwe zwierzę, a następnie chwycił je w zęby i rozejrzał się. Chciał je zakopać w ziemi i kontynuować polowanie, a więc gdy w zasięgu jego wzroku znalazło się jakieś drzewo, zaczął iść w jego stronę. Dotarłszy do niego, wykopał mały dołek, a po tym umieścił w nim mysz i przysypał ją ziemią, aby żaden z drapieżników mu jej nie zabrał. Gdy to skończył, powiódł swoim wzrokiem po otoczeniu, a po kilku uderzeniach serca ruszył w tą stronę, w którą to idąc wiatr wiał mu w pysk. Nasłuchiwał i obserwował, a także szedł w miarę cicho, chcąc znaleźć coś, co mógłby upolować.
LVL 3 90 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
10
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#21
Po pewnej chwili Wilgotny mógł zauważyć, że gdzieś z boku, między trawami siedzi coś co wyglądało na średniej wielkości ptaka. Ale gdy zaczął iść w tym kierunku, pewne rzeczy mogły mu się wydawać dziwne - nie pachniało to ptakiem, nie poruszało się. Ale było w tych trawach i trwało zupełnie nieruchome. Była to zdecydowanie nietypowa sytuacja, ale w sumie były to też jeszcze nowe tereny, więc można by się spodziewać pewnych nietypowych spraw.

lvl: 3 | S: 9 | Zr: 10 | Sz: 7 | Zm: 7 | HP: 75 | W: 29/45

[Obrazek: mlGNJlh.png]
LVL 4 50 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#22
Skalna łapa zawsze jakoś tak stronił od towarzystwa. Lubił przechadzać się zupełnie sam, zupełnie bez nikogo. Szczególnie ostatnio jakoś się to w nim pogłębiło, choć nie potrafił wyjaśnić, dlaczego. Z obozu wyszedł dosyć wcześnie i poszedł na spacerek. Nad Świszczące Trawy, bo dlaczego by nie? Samotnie krążył wokół traw, czując, jak smyrają go i łaskoczą, zahaczając o półdługie futro. Którego szczerze nie cierpiał. Nigdy nie uważał się za przystojnego i zawsze było mu z tego powodu... przykro. Może to właśnie dlatego? Może nie chciał przebywać z tymi ładniejszymi? Może się wstydził? Ciężko jednoznacznie powiedzieć. Sam się już gubił w tych swoich śmiesznych myślach, których momentami szczerze nienawidził. W dodatku ostatnimi czasy coraz częściej myślał o swoim mistrzu, Fiołkowym Świcie - co on musi czuć z wiedzą, że jego terminator bez wyraźnego powodu przestał chodzić na treningi? Rudy kocur był naprawdę miły i Skałka jakoś tak pokrętnie go polubił, kompletnie nie spodziewając się takiej wyrozumiałości i ciepła ze strony kogokolwiek poza rodziną. I to zresztą nie całą rodziną.
Można było dostrzec, jak jego biało-czarne futerko prześwieca między źdźbłami. Kocurek się nie chował, nie spodziewając się żadnego towarzystwa i poddając zamyśleniu.

//Ziółko uwu!
[Obrazek: jBCK1EB.png]
ᴛʜᴇ ɢᴏᴅᴅᴀᴍɴ ǫᴜᴇsᴛɪᴏɴ ᴊᴜsᴛ ᴡᴏɴ'ᴛ ɢᴏ ᴀᴡᴀʏ.
ᴀɴᴅ ɪ ɢᴇᴛ ᴀsᴋᴇᴅ ᴇᴠᴇʀʏ sɪɴɢʟᴇ ᴅᴀʏ.
ʙᴜᴛ ᴛʜᴇ ᴡᴀʏ ᴛʜᴇʏ ᴀsᴋ ɪᴛ ɪs ɴᴏᴛ ᴀ ᴅɪsɢᴜɪsᴇ,
ʟɪᴋᴇ, "ʜᴏᴡ ᴡᴀs ʏᴏᴜʀ ᴅᴀʏ? ᴅᴏ ʏᴏᴜ ʟɪᴋᴇ ᴛᴏ ᴋɪss ɢᴜʏs?"
♥❤♥
Even my boyfriend thinks I'm gay... JUST KIDDING.
LVL 1 55 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
8
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
25
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#23
Trujące Ziele tymczasem dość niepewnym krokiem zwiedzała nowe tereny, wciąż nie będąc dostatecznie przekonaną jak powinna traktować nowe tereny. Raz po raz skupiała się na to by zaakceptować nowe miejsce zamieszkania, zacząć nazywać je domem i przestać patrzeć na przemykające obok niej koty jak na obce. Jednak nie ważne jak bardzo stawała na wąsach, nie potrafiła żadnej z otaczającej jej rzeczy nazwać znajomą. Synonimem słowa dom wciąż pozostawał tamten stary, choć mało bezpieczny obóz. Im dłużej nad tym rozmyślała tym bardziej poirytowana była. Jak mogła tęsknić za czymś tak łatwym do zaatakowania, będącym właściwie antonimem słowa bezpieczeństwo, gdy w chwili obecnej miała to i nawet więcej. Nie musiała się martwić, że zostaną zamordowani, że lisy czy rysie odnajdą ich źle ukryte miejsce zamieszkania, albo że coś po raz kolejny spadnie im na głowie. Zacisnęła kły, ganiąc siebie za zbytnie fantazjowanie i ruszyła dalej, gotowa by jak najlepiej zapamiętać topografię terenu. Wciągnęła powietrze przez nos, nie spodziewając wyczuć niczego, z zaskoczeniem więc przyjęła wyczucie niedaleko obcego kota. Jej skołatane serce za chwilę uspokoiło się, gdy zrozumiała, że kot na pewno należy do Wichru. Rozluźniła mięśnie, skupiając spojrzenie złotych oczu by wychwycić przebłyski futerka między trawami przed nią. Zmarszczyła brwi, niepewna co uczynić. Z jednej strony przysięgła sobie, że spróbuje nawiązać lepsze relacje z otaczającymi ją kotami, nie skupiać się jedynie na rodzinie, a z drugiej strony... Nie miała na to ochoty. Była sama, na spacerze, dlaczego ni z gruchy ni z pietruchy miałaby narzucać się obcemu wojownikowi albo terminatorowi? Całe wewnętrzne 'ja' Ziółko broniło się przed zbliżeniem do kogokolwiek. Za dużo straty. Za dużo bólu. Bliskość nie była wskazana. Z nikim, a szczególnie poza rodziny. A potem przypomniała sobie reakcję Zawilcowej Skórki i Lśniącej Łapy. Ta pierwsza traktowała ją jak gdyby była pierwszą lepszą samotniczką. Nikim ważnym. Jak gdyby nigdy nie widziała jej na oczy, a co dopiero dzieliła legowisko. Zacisnęła mocno kły. To tylko rozmowa, przekonywała się w myślach. Z takim postanowieniem podeszła do kocura, pewna że i tak uda jej się zobaczyć go pierwszego. W końcu to jej wiatr wiał w pysk. Wychynęła z zarośli niemal bezszelestnie, przez uderzenie serca przypatrując się kocurowi.
- Samotny patrol? - miauknęła, przechylając lekko łeb. Wydawał się być młodszy, ale zwyczajnie strzelała.
__________________________________
 ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄
I 'was .broken .from a .young .age taking
my .sulking .to .the .masses .write. down
my poems for the few that looked at me
× TOOK TO ME ×
SHOOK TO ME
feeling me

ᴛʜɪʀᴅ ᴛʜɪɴɢs ᴛʜɪʀᴅ
send a prayer to the ones up .a b o v exxx
xxxxxxall the HATE that you've heard has
turned your spirit to a dove oh oohxxx
xxxxx.xxxxxyour spirit up above, oh ooh
__________________________________
 ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄

LVL 3 5 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
10
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#24
Wiatr widocznie nie był po stronie kocurka. Nie dostrzegł on bowiem nic podejrzanego ani swoimi błękitnymi oczyma, ani ciemnym, podchodzącym pod czerń noskiem. Poruszył wibrysami, wyciągając leniwie głowę ku słońcu. Zdawał się wtapiać w tło, a wręcz razem z nim współpracować. Będąc w swoistej harmonii. Dając delikatnym, ciepłym podmuchom rozwiewać półdługie futerko, poddając się żywiołowi. Dając promieniom oświetlać i jego pokryty czernią pysk. Dając szeleścić źdźbłom ożywionej trawy. Zdawał się nawet poruszać razem z nimi, jakby zamieniając się na chwilę w takie owe młodziutkie, dwubarwne źdźbełko. Czy to były tylko pozory? Czy naprawdę kołysał się w rytm wiatru? Sam nawet nie wiedział, nie zdając sobie sprawy z tego, co robi. Po prostu nie walczył, mogąc wreszcie znów nacieszyć się samotnością. Czekał na takie momenty każdego dnia kiedy wracał późnym wieczorem do obozu, by nie martwić rodziny. Najgorsze było to, że i wtedy nie sypiał, będąc zmuszonym leżeć w czymś w rodzaju delikatnego cierpienia. Bo nie mógł się uspokoić, nie mógł popaść w głęboki, pełen marzeń sen. Pozostawało więc śnić na jawie i czuć, jak powiewy unoszą wyimaginowane skrzydła, pozwalając i niemu stąd odlecieć. Choć na chwilkę, dwie. Ach, ależ cudowny musiał być taki widok z góry! Dać się ponosić prądom i wirować po niebie, widząc z daleka Słoną Wodę. Tak bardzo żałował. I on ją widywał z góry, ale nie był to zbyt częsty widok. Nie poczuł nigdy chłodnej wody otulającej łapy i moczącej futro. Nie dane mu było przechadzać się po plaży w poszukiwaniu różnorodnych skarbów o zachodzie słońca. Nie miał nawet z kim tam iść. Najpewniej poszedłby sam... biorąc co najwyżej mistrza bądź rodzica. Ale wtedy również czułby się ograniczony. Nie, wolałby być tam całkowicie sam. Teraz jednak już nie miał takiej możliwości. Nadal go to poruszało i chwytało za serce. Taka okazja stracona.
Drgnął pod wpływem nieznajomego głosu. Wstrzymał powietrze, mając przymknięte oczy. Musiał, prawda? Nie była to tylko jego wyobraźnia, szum przywodzący na myśl dziewczęcy ton. Naprawdę ktoś go znalazł. Otworzył więc swoje błękitnawe ślepia. No, spójrzmy kto to postanowił mu przeszkodzić tym razem. Nadal siedział, obracając jednak pyszczek ku koteczce i w tym samym kierunku zwracając uszy.
- Można... tak powiedzieć - odpowiedział zawahawszy się i spuściwszy z niej wzrok na ledwie szybkie uderzenie serca. Leciutko zmarszczył brwi, spoglądając na nią z powagą i odrobinką wyrzutu czającą się w oczach. Taki mus, czasem trzeba z kimś pogadać. - Nie kojarzę twojego imienia - rzucił prosto z mostu niezbyt sympatycznym, acz też nie podchodzącym pod nieuprzejmość tonem. Raczej zgrywał obojętność. Neutralność. Póki lepiej jej nie pozna.
[Obrazek: jBCK1EB.png]
ᴛʜᴇ ɢᴏᴅᴅᴀᴍɴ ǫᴜᴇsᴛɪᴏɴ ᴊᴜsᴛ ᴡᴏɴ'ᴛ ɢᴏ ᴀᴡᴀʏ.
ᴀɴᴅ ɪ ɢᴇᴛ ᴀsᴋᴇᴅ ᴇᴠᴇʀʏ sɪɴɢʟᴇ ᴅᴀʏ.
ʙᴜᴛ ᴛʜᴇ ᴡᴀʏ ᴛʜᴇʏ ᴀsᴋ ɪᴛ ɪs ɴᴏᴛ ᴀ ᴅɪsɢᴜɪsᴇ,
ʟɪᴋᴇ, "ʜᴏᴡ ᴡᴀs ʏᴏᴜʀ ᴅᴀʏ? ᴅᴏ ʏᴏᴜ ʟɪᴋᴇ ᴛᴏ ᴋɪss ɢᴜʏs?"
♥❤♥
Even my boyfriend thinks I'm gay... JUST KIDDING.
LVL 1 55 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
8
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
25
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#25
Ten kawałek uderzenia serca pomiędzy tym jak on ją zauważył, a ona odezwała się, mogła podziwiać spokój i rozluźnienie jakie ogarniało kocura w momencie samotności. Uderzyło ją jak wydawał się współgrać z otaczającym go wszechświatem, jak gdyby każdy wdech i wydech brał razem z szeleszczącymi drzewami, a wypuszczał współgrając z szarpanymi przez wiatr trawami. Jakimś cudem, poruszyło to strzępki dawnej, dziecięcej duszy kotki, pełnej marzycielskich fantazji, której największym marzeniem było zostać ptakiem. Na sekundę kocur wydawał jej się zaskakująco inny... szczególny. Na sekundę coś wewnątrz niej ścisnęło się gwałtownie. Na sekundę. Zbyt szybko odzyskała rezon by Skalna Łapa mógł cokolwiek zauważyć, ale wciąż pozostawała lekko oszołomiona spokojem chwili i specyfiką kocura, której nie umiała zidentyfikować. W porę zreflektowała się by odpowiedzieć na pytanie.
- Trujące Ziele - miauknęła, gdy wiatr przemknął pomiędzy nimi z większą siłą, szarpiąc ich długie futra. - Dopiero niedawno wróciłam do Klanu - dodała mimochodem. Nie widziała potrzeby ukrywania tego jak jakiegoś brudnego sekretu, nie czuła wstydu przez podróż jaką musiała odbyć. Wzmocniła ją. Uczyniła silniejszą. A nawet gdyby, z jakichkolwiek powodów nie chciałaby mu wyjawić i tak za niedługo usłyszałby liczne plotki, które patrząc na fakt, że przypominał Gronostajowy Krok, dotarłyby do jego uszu jako do jednego z pierwszych. Nie miała pojęcia czemu, ale czuła się niczym beszcześciciel świątyni, miejsca kultu pełnego spokoju i równowagi. Postąpiła o krok w tył, z lekką niepewnością jak teraz postąpić. Nagle nie miała ochoty odchodzić. I nie rozumiała tego. Ale wiedziała, że powinna, a rozum w świecie Ziółka zawsze górował. Choć nie zawsze tak było. - Chyba... przeszkodziłam Ci w czymś. Przepraszam - jej głos był bardzo rzeczowy, jednak w porównaniu do swojego zwyczajowego tonu, był dość miękki, subtelniejszy. Jak gdyby starała się być miła. - Pójdę już - dodała jeszcze, z zamiarem odwrócenia się i ruszenia w swoją stronę. Dyskomfort spowodowany lekką niezręcznością sytuacji ignorowała, rozumiejąc postępowanie kocura. Porównując do niej w takich sytuacjach, on był aniołeczkiem ze skrzydełkami.
__________________________________
 ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄
I 'was .broken .from a .young .age taking
my .sulking .to .the .masses .write. down
my poems for the few that looked at me
× TOOK TO ME ×
SHOOK TO ME
feeling me

ᴛʜɪʀᴅ ᴛʜɪɴɢs ᴛʜɪʀᴅ
send a prayer to the ones up .a b o v exxx
xxxxxxall the HATE that you've heard has
turned your spirit to a dove oh oohxxx
xxxxx.xxxxxyour spirit up above, oh ooh
__________________________________
 ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄

LVL 3 5 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
10
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#26
Uwielbiał pozostawać w samotności. Tkwić w ładzie, bezwarunkowym, kompletnym, takim, który koił jego udręczoną codziennością duszę. Uciekał, a jakże, niemal każdego dnia. Dlatego nie było go widać przez jakiś czas w życiu klanu, zdawał się być od niego oderwany. Jakby już nie przynależał do żadnej grupy kotów, do żadnej społeczności. Jakby był samotnym wędrowcem tymczasowo przeczesującym te tereny. Zupełnie niezwiązanym z tym... wszystkim. Zastanawiało go czasem czy by nie pójść na wyprawę. Czy by nie spróbować odnaleźć Wielkiej Słonej Wody, by ujrzeć, jak wygląda teraz, po tych parunastu spędzonych z dala od niej księżycach. Korciło za każdym razem, gdy o tym myślał. Lecz jakby w równej mierze narastało poczucie bezradności i pesymistyczne nastawienie wobec tego idiotycznego planu. Dwunogi już z pewnością zdążyły zepsuć swoimi paskudnymi łapami wszystko, co pozostawiły po sobie kocie cywilizacje. Zapewne skazili wodę, pozbyli się roślin, zniszczyli wszystko i pozostawili po sobie gruzy. A raczej jakieś nowe gniazdo. Niemądrym byłoby się na siłę tam pchać.
- Och? - jego oczy zabłyszczały leciutko, kiedy rozszerzył je trochę, widocznie zaciekawiony. I troszkę nieufny, ale znacznie bardziej właśnie zaintrygowany. Skoro nie było jej trochę w Wichrze, musiała być gdzieś indziej. Musiała się włóczyć, będąc samotnikiem. A zatem... - Więc zostałaś na starych terenach? Jak tam teraz jest? - łudził się najwyraźniej, że zacznie raczyć go tysiącem opowieści. Może liczył na jakieś pocieszenie, że jednak wszystko na starych terenach w porządku? Że jednak mógłby się tam kiedyś dostać, tylko dla widoków? Nie przyszło mu nawet do głowy, że wcale nie musiała tam zostać. Nie wiedział jednak. Nie szydził ani nie czuł jakiejś niechęci z powodu samego jej zniknięcia. Cóż, zdarza się, racja? W tym akurat nie widział większych problemów, co chwila ktoś znikał, co chwila ktoś wracał. Raczej już z przyzwyczajenia bywał dosyć neutralny dla otoczenia, nie wplątując się w kłopoty. A raczej jedynie starając.
- Nie musisz, jeśli nie chcesz.
Dlaczego nagle zrobił się taki miły? Jakiś fragment jego jestestwa bardzo chciał żeby poszła, doprawdy. Ale jednak chciał ją jeszcze powypytywać, skoro miał szansę, prawda? Dlaczego miałby nie skorzystać? Był pewien, że posiadała jakąś wiedzę spoza tego, co wiedziały klany. Wlepił w nią wyczekujące ślepia, unosząc wyżej głowę. To była jej decyzja. Nikt jej nie wyganiał, nikt nie zamierzał siłą jej tu przetrzymywać. On chciał tylko wiedzieć, co teraz ma robić. Czy ma powrócić do przerwanego zajęcia i poddać się luźnym myślom, czy też usiąść i pogadać jak kot z kotem.
[Obrazek: jBCK1EB.png]
ᴛʜᴇ ɢᴏᴅᴅᴀᴍɴ ǫᴜᴇsᴛɪᴏɴ ᴊᴜsᴛ ᴡᴏɴ'ᴛ ɢᴏ ᴀᴡᴀʏ.
ᴀɴᴅ ɪ ɢᴇᴛ ᴀsᴋᴇᴅ ᴇᴠᴇʀʏ sɪɴɢʟᴇ ᴅᴀʏ.
ʙᴜᴛ ᴛʜᴇ ᴡᴀʏ ᴛʜᴇʏ ᴀsᴋ ɪᴛ ɪs ɴᴏᴛ ᴀ ᴅɪsɢᴜɪsᴇ,
ʟɪᴋᴇ, "ʜᴏᴡ ᴡᴀs ʏᴏᴜʀ ᴅᴀʏ? ᴅᴏ ʏᴏᴜ ʟɪᴋᴇ ᴛᴏ ᴋɪss ɢᴜʏs?"
♥❤♥
Even my boyfriend thinks I'm gay... JUST KIDDING.
LVL 1 55 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
8
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
25
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#27
Cóż ich sposób egzystencji w Klanie, przynajmniej do niedawna, był zaskakująco podobny. Płowa kotka również do niedawna obracała się jedynie na marginesie Klanu, rozmawiając częściej jedynie ze starszym bratem i rodzeństwem. Teraz... miała siostrzeńców i bratanków oraz uświadomiła sobie kilka, ważnych rzeczy odnośnie udzielania się w społeczności. W tym momencie dwie potrzeby - bycia jej częścią i kompletnej samotności toczyły w niej nieustanny spór. Cała ona wciąż wzdragała się przed zbliżaniem się do jakichkolwiek kotów spoza jej rodziny, a podświadomość za każdym razem niemo krzyczała, przypominając o możliwości straty i związanym z tym bólem. Dlatego hołdowała samotności. Gdy byłą sama, nikt nie mógł jej zranić. Od Skalnej Łapy odróżniał ją tylko sceptyzm i realizm. Twardo stąpała po ziemi, wystrzegając się marzeń, snu na jawie czy fantazji choć kiedyś robiła to wprost namiętnie. Całe kocięce lata spędziła z głową w chmurach, ale właśnie dlatego, że później została z nich boleśnie i gwałtownie ściągnięta, nigdy nie próbowała tego powtórzyć. Odrzucało ją. Uważała je za bezsensowne. Za puste i bezcelowe. A w głębi duszy, za przerażające.
Zaskoczyły ją iskierki zainteresowania w błękitnych oczach kocura. Oczekiwała raczej oschłości i odrzucenia, może pogardy, ale nie... ciekawości. Wyprostowała się lekko, przesuwając uszy do przodu. Nie nastawił się do niej wrogo. Nie odrzucał jej. Jednak zaraz, gdy usłyszała pytanie, opuściła łeb by nim pokręcić.
- Nie, ja odłączyłam się już w trakcie przeprawy. Nigdy nie wróciłam na stare tereny - wpatrywała się w Skalną Łapę, zastanawiając się czemu ją o to zapytał. Czyżby tęsknił za tamtym miejscem? Sentymenty. Jeszcze do niedawna, Ziółko wzgardziłaby tą oznaką słabości i oddaliła się byle szybciej, ale teraz gdy sama prawie na każdym kroku czuła się wyobcowana i nie na miejscu... Nie przestawała obdarzać kocura uważnym spojrzeniem, jak gdyby, ze spokojem i niezwykłą dla siebie łagodnością, studiowała każdy fragment jego pyska. Cofnęła się o kilka kroków, gotowa odejść jeśli dalej by milczał lub po prostu o to poprosił. Zaskoczyły ją jego słowa. Przestąpiła z łapy na łapę, nagle nie wiedząc jak się zachować. Powoli, skinęła głową i powoli usiadła na ziemi.
- POdczas powrotu - zaczęła po chwili - spotkałam samotniczkę, podróżowała z synem. Mieszkała na dawnych Ziemiach Niczyich, niedaleko plaży i Wielkiej Słonej Wody. Musieli uciekać, bo wykarczowali las, a potem zaczęli przywozić jakieś wielkie, szare kamienie o równych ścianach. I hałaśliwe maszyny. Nie radziła mi tam wracać - niestety to nie była ta cudowna, bajeczna opowieść z dobrym zakończeniem. Spotkała z resztą jej syna kilka dni potem, Samego. Jego matka została potrącona na Grzmiącej Ścieżce. Milczała przez dłuższy czas.
- A jak brzmi Twoje imię?
LVL 3 5 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
10
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#28
Któregoś dnia obudziła się z silnym przeświadczeniem, że jeśli nie wyjdzie na jakiś spacer rozprostować łap, to autentycznie zapuści korzenie. Co prawda Sokoli Cień wznowił jej trening i uczył ją polowania, lecz białą i tak nosiło, na domiar złego była coraz grubsza. I większa, ale przede wszystkim grubsza. Kiedyś jako kociątko była chudą szczapą, miała pajęcze, patykowate nóżki i wyglądała jak strach na wróble. To zaskakujące jak bardzo można się zmienić na przestrzeni kilkunastu księżyców, bo teraz... nie ma co ukrywać, iż przez okres choroby swojego mentora kocica najczęściej wegetowała, czyli jadła i spała na przemian.
Nie mając lepszego pomysłu postanowiła zaczepić Krzykliwą Mewę i zaproponować jej spacer swoim drżącym głosem. Od dawna dłużej nie rozmawiały. Biała była świadoma, iż rodzina starszej znacznie się rozrosła, na dodatek do klanu wrócił jej z leksza podstarzały syn. Nie miała z nim co prawda do czynienia, aczkolwiek w Wichrowej społeczności takie wieści roznosiły się bardzo szybko.
- Ja-ak si-ię mają Tw-woje wnuk-ki? - zagaiła, krocząc pomiędzy trawami po wydeptanych ścieżkach i z zachwytem podziwiając krajobraz, który nie był może szczególnie urozmaicony, lecz córce Lodowej Skóry i tak się podobał. Nie trzeba było wiele, aby ją zadowolić. Uwielbiała otwarte, rozległe przestrzenie terenów Klanu Wichru i jedyne czego jej tu brakowało, to jakiegoś wodospadu. Nadstawiała swe duże uszy, łowiąc świszczący dźwięk wiatru, cieszyła się nawet tym z pozoru nieistotnym szczegółem. Od czasu do czasu zerkała także na Krzykliwą Mewę, która może i stara, ale radziła sobie całkiem dobrze i w niczym nie przypominała starej, zgrzybiałej i wiecznie zrzędliwej baby. Wodospad niejednokrotnie zastanawiała się skąd u niej tyle energii i dobrego humoru.
LVL 2 110 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
9
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#29
Zrobiło jej się bardzo miło, kiedy Wodospad przyszła do niej i wyruszyły na ten spacer, który kocicy sprawiał naprawdę wiele przyjemności pozwalając jej na to, by rozprostowała łapy i nie siedziała na miejscu, by szła na przód i oglądała wszystko to, co ją otacza, była nadal ciekawa zmian, jakie zachodzą w przyrodzie, tych wszystkich pożółkłych liści, tego specyficznego zapachu, jaki od zawsze i na zawsze miał się jej kojarzyć z Porą Opadających Liści, którą nawet lubiła, bo mogła szaleć w tym nieopisanym wręcz krajobrazie, jaki odmieniał się całkowicie i nie był tak smutny, jak wtedy, gdy nadchodziła Pora Nagich Drzew, która miała tego roku być dla niej wyjątkowa, miała spędzić ją w nowym legowisku, z dala od jaskiń, z dala od dawnych ziem, teoretycznie nic niezwykłego, ale jednak miała takie poczucie, że ten czas będzie coś ze sobą niósł, że będzie na pewno ostatnią chwilą, w której będzie oglądała zimową szatę ziemi z tego świata, tego była absolutnie pewna, nie miała bowiem szans, by żyć, ile na Gwiezdny Klan, ze sto czterdzieści księżyców?
- Raczej dobrze, wkrótce mają zostać terminatorami, a starsi się uczą, chociaż czasami mam wrażenie, że powinnam mieć oczy dookoła głowy i sprawdzać, co oni dokładnie robią, żeby Czajka nie musiała się obawiać każdego ich kroku, no, bo Zawilec sobie całkiem dobrze radzi z dziećmi, ale one są już starsze, a ona chyba bardziej przypomina, eee, swoich dziadków, czy coś, więc jest pewnie mniej spolegliwa, niż ja. Dziękuję, że pytasz! Znasz kogoś z nich? – odpowiedziała bardzo zadowolona, a następnie rozejrzała się ponownie po okolicy i spojrzała na koteczkę z błyskiem w swych zielonych oczach przepełnionych obecnie nieskrywaną radością, która niemalże z niej całej emanowała w sposób pokazujący, że Krzykliwa cieszy się każdą chwilą, każdym krokiem, tym wszystkim, co ją w tej chwili otacza. – Podoba ci się tu? Znaczy na naszych ziemiach!
[Obrazek: 4i9Eyy2.png]

[ you'll remember me when the west wind moves ]xxxxx
» upon the fields of barleyxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
» you can tell the sun in his jealous skyxxxxxxx
» when we walked in fields of g o l dxxxxxxxxxx
LVL 7 585 / 500
MedLVL 1 31 / 200
13
Siła
S
18
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#30
Och. Nie wiedziała o tym. Była raczej przekonana, że Krzykliwa Mewa przeżyła już w swoim niewiarygodnie długim życiu tyle pór roku, iż miała ich serdecznie dość i czy to jesień, czy lato - nie robiło to na niej wrażenia, bo dlaczego miałoby, skoro widziała cały cykl już kilkadziesiąt razy? Dla niebieskookiej było to coś nowego, coś pięknego. Urodziła się w porze nowych liści i to, co teraz działo się ze światem, było dla niej całkowitą nowością. Lepszą nowością. Pamiętała jak okropnie dusiła się jeszcze kilka księżyców temu, nie mogąc znieść upału i żaru lejącego się z nieba. Wydawało jej się wtedy, że spali się w swoim długim, grubym futrze. Teraz było chłodniej, znacznie chłodniej, rześko i przyjemnie. Wodospad czuła się świetnie, czuła się silna i pełna energii, lecz nie miała jak jej wykorzystywać.
- Z-znam Pokrz-rzywę. I Mroź-źnego. Prow-wadziłam mu nauk-ki - powiedziała nieśmiało. Szkoda, że znała tylko tę dwójkę, lecz dla kogoś tak nieśmiałego i zamkniętego w sobie jak ona był to sukces. A jeszcze większym sukcesem był fakt, że przeprowadziła komuś nauki, które chyba nie wypadły najgorzej. Dały jej nadzieję i cząstkę pewności siebie, której tak jej brakowało. Skoro poradziła sobie z Mroźnym, poradzi sobie i z innymi, prawda?
- Je-est pię-ęknie. Ż-żałuję, ż-że musz-szę wróci-ić do oboz-zu - wymruczała cicho, rozglądając się wokół błyszczącymi z ekscytacji oczami. Tak rzadko wychodziła z ich małego fragmentu ziemi, że teraz była niemalże zdziczała, każdy krzaczek i drzewko, w tym przypadku wysokie trawy i śpiewający wiatr robiły na niej olbrzymie wrażenie. Co najmniej jakby widziała przed sobą krainę mlekiem i miodem płynącą.
LVL 2 110 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
9
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości