Logo Artemidy
Świszczące Trawy - zachód
#91
Pierworodny Czerwonego Pazura nie czekał długo na to, aż przed nim pojawi się niebieska sylwetka przemiłej wojowniczki. Uśmiechnął się od razu, rozanielony jej widokiem jak i faktem, że nazbierała naprawdę wspaniale owady! W pokaźnych zbiorach znajdował się nawet konik polny! On sam również chciał złapać takiego jednego, jednak no cóż - jego masywne cielsko do skoków za tak małym i szybkim owadem nie jest...zbyt pomocne, albo chociażby przystosowane. Miał wrażenie że z każdym uderzeniem o ziemię pod koniec skoku, słychać było go już w samym obozie! A to nie sprzyjało ani trochę w jego zmaganiach i ściganiu się z konikiem polnym, między innymi dlatego zrezygnował z tego rodzaju owada. Wyszczerzył wesoło kiełki kiedy Lawenda składała przed nim, niedaleko jego własnych zbiorów owady, które udało jej się schwytać. Już miał chwalić spryt kotki, dotyczący przetransportowania tu aż tylu nowych towarzyszy ich zabawy, ale wtedy każdy zaczął po kolei uciekać. Zaniepokojony zerknął w kierunku swoich i westchnął unosząc lekko łapkę - wypuścił w ren sposób mrówki, które już szykowały się na inwazje w jego futro.
xx- Mialas takie ladniusie! Nio, ja mam biedlonke, bączka i żuczka - powiedział, pokazując łapką delikatnie na to, co akurat mówił. Pająk który przez moment leżał nieruchomo na kawałku liścia, wystrzelił jak mała, przestraszona mysz i ukrył się gdzieś w źdźbłach trawy. Dynia nie zamierzał go szukać, zresztą i tak za chwile wszystkie chciał wypuścić wolno, a żuka odłożyć na jego mały kopczyk. Gorzej jednak było z bąkiem, który chyba uszkodził sobie nieznacznie skrzydło, kiedy wpadł w kamień, leżący niedaleko za zadkiem siedzącego pręgusa. Zamrugał jednak zdezorientowany, kiedy to Lawendzia upomniała go o fakt, że ślimaczki które przyniósł, nie są tak naprawdę owadami. Wbił w nią zaskoczone zielone ślepia i pokręcił głową nic nie mówiąc. Jak to nie są owadami? Muszą być! W końcu te co złapał, nie były większe od chrząszcza! Jakim cudem mogły być czymś innym niż owadem? Na mysz albo ptaka to mu nie wyglądały - niech Lawenda mówi co chce, dla niego to i tak zostaną owady. Długo jednak nie pozostali przy zebranych stworzonkach przez Dyniaka. Słysząc propozycje o powrocie do składania bukietów, pyszczek rudasa znowu wykrzywił się w nieco większym niż wcześniej uśmiechu. O tak! Kolejna konkurencja która na pewno wyjdzie mu na plus. Zdolności manualne to on sobie wyćwiczył, bo kto jak nie on zrobił tak wspaniałą gałązkę z nabitymi listkami dla Sokoła jak nie Dynia? Niezaprzeczalna precyzja!
xx- Tiak! Tilko odloże ich na miejście okej? Ni juś moi dlodzy, wlacamy na miejsca! - powiedział wesoło, po czym odniósł dwa ślimaczki bardzo ostrożnie na ich miejsca, po czym nieco szturchnął bączka, który z zirytowanym brzęczeniem wzleciał w górę, znikając z oczu młodzikowi. Dopiero po pożegnaniu się z wszystkimi, przysiadł i zaczął komponować swoje wcześniej obmyślone bukiety. Wyszły idealnie trzy! Dla Krzykliwej ewy, był ten, gdzie było całkiem sporo białych kwiatków, potem był dla Miętowookiej, tu znajdowały się żółte oraz też trochę białych wraz z większa ilością ździebeł trawy i jakiś polnych kwiatków - w końcu mięta jest zielona tak? N i ostatni, który trafić miał do Jagódki, składał się z mieszaniny rożnych z przewagą niebieskiego. Po skończonej pracy, Dynia z wesołym mruczeniem, najdelikatniej jak umiał chwycił złożone bukiety, by ich ze sobą możliwie nie pomieszać, po czym spojrzał na Lawendę z wyczekiwaniem. Zasiedzieli się na łące, a jeszcze musieli zabrać ze sobą bazie kotki i wrócić, nim Borsuk postanowi poprowadzić mu trening! Pora wracać
xx- La-wen-dziu? Blablamy do oblozu?? - zaświergotał kocurek czekając kiedy to Lawenda również ułoży swoje bukiety a kiedy już to uczyniła, ruszyli razem spokojnie do obozu wcześniej zbierając jeszcze wcześniej zerwane bazie kotki.
Będzie o czym opowiadać Jagódce i Sokołowi! Jednak...świat poza obozem nie jest taki starszy...

//Przepraszam, powinnam dać wczoraj!! Ale mam nadzieje że...dasz radę odpisać nim stracisz czas!

//Z.t x2 Sesja miała się skończyć po tym odpisie, ale Lawendzi wypadł wyjazd
⚠️
there's a red light up ahead
I drive my car into it
I'm a little kid, big death wish
I bite the lips, the lips that kiss

baby boy, baby brother
we're losing you, is it forever
LVL 2 105 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#92
Że on niby nic nie wiedział? No tak, biedna, mała Ślimaczek. Na pewno musiało być jej ciężko będąc córką Gwiazdy i jednego z najlepszych wojowników, a za mentora mieć samego zastępcę. Oh, jakież miała strasznie przykre życie, będąc wręcz otoczona przez kochająca się rodzinę. Nic tylko jej współczuć tego wspierającego rodzeństwa! Za jakie grzechy musiała tak cierpieć, hm?
To ona nic nie wiedziała. Nie rozumiała. Nie potrafiła się postawić w skórze innego kota. To Ślimak nie miała najmniejszego pojęcia przez co przechodził. Nikogo nie interesowało to, że dzieci i partner Burzowej zaginęli. Wszyscy przeszli z tym do porządku dziennego, o ile w ogóle zauważyli brak kilku kotów. Sokoli Cień posłał dodatkowe patrole, ale na tym kończyło się wsparcie od klanu. Zostali z tym sami, w ich małym dysfunkcyjnej rodzince, która najwyraźniej trzymała się kupy tylko za pomocą Wilczomlecza i Brzask. Jak budowla pozbawiona fundamentów – wszystko runęło. Bez ostrzeżenia, z dnia na dzień. Nie winił innych, że nie przyszli z nim porozmawiać – on sam mocno odseparował się od znajomych i rodzeństwa. Nie potrzebował współczucia i użalania się nad nim. Nie spodziewał się natomiast takiego braku zrozumienia, jaki okazała córka Fiołkowego Świtu. Jakby uważała, że nie ma prawa być wściekły. I jeszcze kazała mu się uspokoić. Widać, że córka przywódczyni, tsk. Niepotrzebnie się wtrącała. To nie była jej sprawa.
Iglasty Pazur wydarł z obozu, biegnąc na oślep przed siebie ile sił w łapach. Szumiało mu w uszach, a w głowie odtwarzały się wszystkie okropne momenty, jakich ostatnimi czasy doświadczył. Kłótnia z Irys bolała najmocniej. Przecież nie przyszedł do niej wtedy z Węgielkiem w złych intencjach... Więc dlaczego to się musiało tak potoczyć? Chciał przeprosić siostrę, tak jak za każdym razem, gdy posunął się za daleko. Czuł, że tym razem przeszedł granicę i nie mógł zawrócić. Zwykłe „przepraszam” nie załatwi sprawy. Nawet jeśli teraz już wiedział, że klątwa rzekomo rzucona na ich rodzinę nie istnieje.
Sytuacja z ceremonii wcale nie pomagała. Dalej był wściekły na Jasnego, że wolał użalać się nad sobą zamiast spędzić trochę czasu z rodziną i pokazać, że mu zależy. Jednak krzyk i obrażanie go z pewnością nie były rozwiązaniem. Nie mógł nic poradzić na to, że w tamtym momencie aż się w nim zagotowało. Brat mógł przecież pobiec z Irys, w przeciwieństwie do niego. Czemu tego nie zrobił? Tak niewiele było trzeba...
Łapy wojownika dudniły o ziemię, gdy biegł jak najdalej od obozu. Jak najdalej od kotki, która nie powinna mieć żadnego udziału w ich rodzinnym dramacie, a mimo to też usłyszała kilka niemiłych słów. Widok jej płaczu sprawił, że w Igle coś pękło.
Widziany przed sobą obraz tracił na ostrości, gdy łzy napływały mu do oczu. Jedna z łap wpadła mu w niewielki dołek i kocur padł na ziemię niczym długi. Sapnął z bólu, ale z jego pyska nie wydobyło się żadne siarczyste przekleństwo. Zamiast tego młody wojownik skulił się w miejscu, gdzie upadł, a jego ciałem raz po raz szarpały drgawki. Zaślepiony pochłaniającymi go od środka emocjami nie zauważył, że nie jest sam.

| Raczek
I will let you_d o w n
I will m a k e you hurt

I_w e a r_this crown of thorns
upon my_l i a r' s_c h a i r
full of broken thoughts
I_c a n n o t_repair

LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
10
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#93
Nic już z tego nie rozumiała. Nie wiedziała dlaczego Igła nagle zaczął unosić głos, czemu Jasny krzyczał, Ślimaczek płakała. To wszystko było jak jakaś mało przyjemna jazda na karuzeli, kiedy niespodziewanie robi ci się niedobrze, ale wiesz, że nie możesz wysiąść, a jak! Musiała dokonać jednak wyboru i zdecydować, z kim właściwie chce porozmawiać, żeby dowiedzieć się, co się dzieje, kogo pocieszać, z kim współpracować, a do kogo pójść dopiero później. Jasny uciekł, Ślimaczek miała jakieś własne problemy, a Igła popędził przed siebie, Raczek zaś, zanim zdołała w jakikolwiek racjonalny sposób zareagować na to, co się dzieje, odpaliła po prostu motorki w łapach i pobiegła za przyjacielem. To w końcu on zaczął! Miał wyraźnie jakieś pretensje do brata, ale córka Maliny nie rozumiała ani trochę, z czym to się właściwie wiąże, a ponieważ czuła się ciemna jak tabaka w rogu, nie otworzyła pyska, by w jakikolwiek sposób zaszczebiotać, zaprotestować albo zrobić cokolwiek innego. Miała jednak wrażenie, że nie może tak tego samego zostawić, wyglądało na to, że będzie musiała odbyć małą krucjatę od jednego do drugiego kota, żeby przekonać się, o co właściwie poszło. W końcu sprawa dotyczyła wszystkich, których lubiła, nie była więc w stanie tak po prostu machnąć na to łapą i uznać, że wszystko samo się rozwiąże i naprawi, była przekonana, że takie cuda niestety się nie zdarzają.
Uff! Ależ ten Igła biegł! To było prawie jak jakiś maraton, nie wiedziała do końca dlaczego przyjaciel tak leci na złamanie karku, ale może tego potrzebował? Nie mogła go jednak zgubić z oczu, co to to nie! Jeśli jej teraz ucieknie, pewnie później nie będzie już chciał z nią rozmawiać albo nie będzie chciał się przyznać, o co dokładnie chodziło, a to jej się wcale nie podobało i miała nadzieję, że jakoś pomoże. Kolejny słaby punkt w jej rozumowaniu, bo nie miała najmniejszego pojęcia, co mogłaby zrobić, nie zamierzała jednak tak zupełnie zasypywać gruszek w popiele. I właśnie kiedy zamierzała już zacząć biec niczym na ryczącym motorze, Igła zatrzymał się nagle i skulił, ona zaś przebiegła obok niego, zrobiła kółko, by zwolnić i usiadła niepewnie. Potem równie przestraszona wyciągała kilka razy łapę w jego stronę, by w końcu położyć ją delikatnie na jego głowie.
- Igła? – zapytała cicho jak na siebie zastanawiając się, czy ją również okrzyczy jak Ślimaczka. Ale widziała, jak bardzo z nim źle, więc postanowiła sobie, że choćby nie wiadomo co, to będzie tutaj siedziała, aż w końcu przyjaciel wydusi z siebie, co to za wielkie problemy go dotknęły. Widziała, że rodzina mu się nieco kruszy i kurczy, ale czy to było związane z jego wybuchem? A może złość brała się właśnie z tego. Nie była w stanie powiedzieć, bo nie znalazła się nigdy w takiej sytuacji, ponieważ jednak była dość empatyczna, wiedziała już, że Igle jest ciężko. Że coś stracił i to boli.
[Obrazek: dbthxix-e21024e2-27f4-4dce-b9e9-be74aeb73599.png]
She's gonna' come to her own conclusion
Right w h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brand new way
She said I want something that I want
Something that I tell myself I need
Something that I want
And I need everything I see
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#94
Wbijanie pazurów w trawę i biegnięcie przed siebie niczym na złamanie karku pomogło w pozbyciu się nadmiarów złości. Im dłużej przebierał szaleńczo łapami, tym nieprzyjemne obrazy w głowie traciły na intensywności, a szum w uszach ustępował. Potrzebował znaleźć się z dala od wszystkich, ochłonąć i nie pokazywać przez dłuższy czas. Leżał chwilę, z głową schowaną między łapami, raz po raz pociągając nosem. To, że ktoś podążył za nim dotarło dopiero do Igły, gdy poczuł dotyk. Uchylił powieki, żeby zobaczyć, kto i co od niego chce.
Racza Łapa. Dlaczego tu przyszła? Też chciała mu wbić do łba, że nie tylko on ma źle w życiu? Zacząć mu wypominać, że nic o niej nie wie? Ostentacyjnie odwrócił łeb, zrzucając położoną tam wcześniej rudą łapkę. Nie chciał teraz patrzeć na terminatorkę... Nie chciał, żeby go widziała, gdy nie był sobą. Przerażał go kot, którym się stawał. Co jeśli na nią też nakrzyczy? Widział, jak Biała Łapa się go bała. Budzić postrach było jednym z jego celów, ale nigdy nie miał być to nikt z rodzimego klanu. Zwłaszcza siostra rudej. Lepiej byłoby, żeby sobie poszła i zostawiła go samego.
Paradoksalnie nie chciał zostawać sam. Gdzie w takich chwilach był Krzemyk? Kto zrozumiałby go lepiej niż przyjaciel, który również doświadczył utraty rodziny i to w o wiele gorszy, bo bezpowrotny sposób. Raczek była super kumpelą do wygłupów i robienia szalonych rzeczy, ale nie dojrzał do myśli, aby również i z nią dzielić się obawami i marzeniami. Teraz jednak to ona tu była zamiast kocura, zamiast kogokolwiek innego. A przecież nie musiała. Mogła pójść za siostrą, albo chociażby za Jasną Łapą.
– … on za nią niee-e pobie-egł... – odezwał się po dłuższej chwili milczenia, uprzednio przecierając łapą załzawione oczy. Wciąż patrzył się w przeciwnym kierunku, bo brakowało mu odwagi. – Tak się zachowuje brat? Ja nie mogłem iść za Irys, bo o-ona mnie teraz nienawidzi... – mruknął rozgoryczony, próbując się uspokoić. Jasny zawinił, ale przecież najbardziej winnym w tym wszystkim był on sam. Wyrzucił z siebie to, co go dręczyło od kłótni z siostrą. Nie mówił o tym nikomu. Przecież był już wojownikiem i powinien sam sobie radzić z takimi problemami. Nie chciał uchodzić za słabego, ale butelkowanie złych emocji doprowadziło do tej sytuacji.
I will let you_d o w n
I will m a k e you hurt

I_w e a r_this crown of thorns
upon my_l i a r' s_c h a i r
full of broken thoughts
I_c a n n o t_repair

LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
10
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#95
Mogła pójść za kimkolwiek, ale jej głowa sama zdecydowała, że to właśnie on był najbardziej potrzebujący i nic nie mogło tego zmienić. Nie rozumiała dlaczego Igła nagle zaczął krzyczeć na ceremonii, bo to w ogóle do niego nie pasowało i właśnie z tego powodu czuła, że musi z nim porozmawiać. Był naprawdę świetnym przyjacielem, a ich kocięce wygłupy były niesamowite, jednak ostatecznie każde z nich dorastało, co nie? I trzeba było mierzyć się z bardziej dorosłymi problemami, z czego Raczek zdawała sobie doskonale sprawę, ale nawet ona nie mówiła tego na głos, bo nie czuła takiej potrzeby. Teraz jednak jej rozbiegany umysł próbował mimowolnie złożyć w całość to, co zaszło i zrozumieć, jakie dokładnie problemy dręczą Igłę. Czy mogła mu jakoś pomóc? Zdaje się, że od tego byli przyjaciele. I Klan. Nie widziała tutaj jednak innych kotów, które chciałyby z wojownikiem porozmawiać i nagle poczuła się z tego powodu dziwnie ciężko. Hola, co się działo! Pamiętała, jak rozmawiała z tatusiem po śmierci Mięty, która dogłębnie ją dotknęła i spowodowała, że jej osąd sytuacji nieco się zmienił, że świat zaczął przybierać inne barwy, a ona sama nie wiedziała, co właściwie ma zrobić, ale teraz? No ej! Nie wiedziała, jak się zachować i czuła się nie do końca na miejscu, jednak wytknęła czubek języka myśląc intensywnie, gdy Igła zrzucił jej łapę. Mogła sobie iść, ale czy na pewno? Ona sama musiała rozmawiać o tym, co było złe, a jeśli kocur też musiał, tylko nie umiał, bo był zły? To chyba byłaby niezła kicha, jakby sobie jednak poszła, co nie?
- To… strasznie mocne słowo, wiesz? – rzuciła na to starając się zachować swój zwyczajny optymizm i energię, ale tak jak w rozmowie z Fiołkiem chciało jej się płakać, tak teraz nie bardzo wiedziała, gdzie ma podziać łapy i oczy. Odchrząknęła ostatecznie starając się zachowywać jakoś normalniej, bo nie po to leciała za Igłą, żeby teraz robić z siebie mamałygę, która nie jest w stanie w żaden sposób mu pomóc, co nie? Zaszurała nieco niepewnie łapami.
- Wy… pokłóciliście się, tak? Z Irys? Z Jasnym? – spróbowała dopytać dość jak na siebie łagodnie, ale nie zbliżała się do przyjaciela, bo chyba tego nie chciał, a ona mu nie chciała siadać na nosie i zmuszać go do tego, żeby udzielał jej odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie mu stawiała. Jeśli będzie chciał, to na pewno sam jej powie, o co dokładnie chodzi i czemu się tak teraz zadręcza. I przede wszystkim! Czemu Irys miała go nienawidzić, no nie?
[Obrazek: dbthxix-e21024e2-27f4-4dce-b9e9-be74aeb73599.png]
She's gonna' come to her own conclusion
Right w h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brand new way
She said I want something that I want
Something that I tell myself I need
Something that I want
And I need everything I see
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#96
Miał świadomość, że wyżywanie się na innych donikąd go nie zaprowadzi, nie rozwiąże żadnych problemów, ale to wszystko... działo się samoistnie. Możliwość wykrzyczenia innym w pysk czegoś przykrego dawało chwilowa ulgę. Potrzebną, żeby dać ujście tej palącej go od środka złości, nawet jeśli moment później miała go zalać fala żalu.
– A-ale tak jest. Powiedziałem jej coś strasznego, czego nigdy nie powinienem był mówić... – mruknął zduszonym głosem i pociągając nosem, który zdążył mu zawilgotnieć. Podniósł turkusowe ślepia na terminatorkę. Chciał być szczery i przyjąć na klatę wszystko to, co sobie o nim teraz pomyśli. Chciał widzieć jej reakcję na to, co zamierał powiedzieć.
– … że to ona powinna zaginąć zamiast Brzask – sytuacja w jakiej do tego doszło wydawała mu się teraz nieistotna. Nie ważne jak bardzo był wściekły na Irys w tamtym momencie, nie miał prawa mówić niczego podobnego. Nie chciał się usprawiedliwiać i zasłaniać tym, że miał powód. Niech go zobaczy takim, jakim jest.
– Ja tak wcale nie myślę, Raczek. To moja siostra, nie chcę żeby zniknęła. Ani ona, ani nikt inny... Pamiętasz jak zemdlała na ceremonii? Wtedy coś się wydarzyło przy granicy. Coś okropnego, a później tata i Poranna zaginęli, chciałem ją trochę pocieszyć... Ale zamiast tego się pokłóciliśmy. A Jasny... On się całkowicie od nas odciął – skulił uszy i schował łeb między łapami. Czemu to wszystko musiało się dziać? Rozwalać jego rodzinę? Nie było idealnie, ale teraz... Teraz wszystko zdawało się być roztrzaskane w drobne kawałeczki, których nie da się już poskładać razem.
I will let you_d o w n
I will m a k e you hurt

I_w e a r_this crown of thorns
upon my_l i a r' s_c h a i r
full of broken thoughts
I_c a n n o t_repair

LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
10
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#97
Raczek być może nie umiała do końca zrozumieć jego smutku, ale od zawsze właściwie uważała go za swojego przyjaciela, nie zamierzała go zatem porzucać, nie widziała w tym najmniejszego nawet sensu i chciała, by poczuł się lepiej. Była w szoku, gdy zobaczyła, co dokładnie dzieje się na ceremonii, a teraz również rozchyliła nieznacznie pyszczek, gdy dowiedziała się, co dokładnie powiedział Igła, ale powstrzymała się przed wydawaniem osądu. Hej! Tak być nie mogło. Zmarszczyła lekko brwi i nos, jakby chciała go okrzyczeć, a następnie pokręciła łbem.
- To źle, że tak jej powiedziałeś i na pewno jest jej przykro, jestem pewna, bo… nikt nie chciałby tego usłyszeć, nawet jak byłeś zły, co nie? Ja nakrzyczałam na Żabę, kiedy się wymądrzał na ceremonii, ale to dalej mój brat, nie? I myślę, że go kocham, a ty pewnie kochasz Irys. Znaczy, na pewno ją kochasz, tak jak resztę rodzeństwa. Tylko, no, myślę, że czasami się kłócimy i za dużo mówimy, ale skoro umiesz powiedzieć to mnie, to dlaczego nie im? W sensie… Ja nie jestem Irys. I nie jestem Jasnym. A myślę, że szczera rozmowa i powiedzenie, co czujesz, dużo zmieni, co nie? Albo chociaż pokaże im, co ty myślisz – powiedziała w końcu przyglądając się Igle, ale nie odważyła się go jeszcze dotknąć, skoro tak uciekł spod jej łapy. Nie wiedziała, czego dokładnie od niej oczekiwał, ale pomimo tego, że nieco zakuło ją to wszystko, co mówił, to uważała, że najwłaściwiej będzie, kiedy przeprosi, kiedy porozmawia z rodzeństwem, bo to właśnie oni mieli moc wybaczenia mu, nie ona. Kiedy tak na niego patrzyła, to była właściwie pewna, że on tego wszystkiego bardzo żałuje, co nie? A to bardzo ważne! Dlatego też postanowiła sobie, że będzie go zachęcała, żeby poszedł do Irys i Jasnego, zebrał się w sobie i zachował jak dorosły wojownik!
[Obrazek: dbthxix-e21024e2-27f4-4dce-b9e9-be74aeb73599.png]
She's gonna' come to her own conclusion
Right w h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brand new way
She said I want something that I want
Something that I tell myself I need
Something that I want
And I need everything I see
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#98
Wojownik parsknął na złote rady rudej i pokręcił łbem z rezygnacją. Porozmawiać... Też mi coś. Jakby to w ogóle było możliwe. Już rozmawiał z siostrą i dlatego skończyli w takiej sytuacji. Nie jego wina, że Irys ma muchy w nosie, pszczoły w głowie, a jakakolwiek próba normalnego komunikowania się z niebieską kończyła się fiaskiem. Puchaty ogon uderzył mocno o ziemię, a kocur na chwile wysunął pazury.
– Nie rozumiesz! Z Irys się nie da rozmawiać! Zaraz zaczyna parskać, prychać i zachowywać się, jakby była pępkiem świata! – irytacja w głosie wojownika narastała z każdym słowem, a on sam zerwał się gwałtownie na równe łapy, jakby go właśnie coś ugryzło w cztery litery. Czuł, że gniew w jego wnętrzach rozpala się na nowo od samego wspomnienia o niedawnych zdarzeniach. Nie mógł do tego pozwolić. Nie teraz. Zrobił kilka kroków w przód tupiąc przy tym tak głośno, że gdyby był na polowaniu to wypłoszyłby zwierzynę w obrębie kilkunastu drzew i wróciłby z pustymi łapami.
– Wtedy też tak było. Zaczęło się w miarę normalnie, a nagle odbiła jej szajba. Nawet nie wiem CO ją tak rozsierdziło… – wypuścił głośno powietrze nosem, jakby chcąc tym samym spuścić z siebie trochę pary. – ...poza tym będzie jej lepiej bez takiego brata... – dokończył, mrucząc cicho pod nosem bardziej do siebie niż do Raczej Łapy. Wiedział, że nie ma innej drogi – kiedyś będzie musiał porozmawiać z siostrą, ale na ta chwilę ten pomysł wydawał się okropnie absurdalny i nie mający prawa bytu.
I will let you_d o w n
I will m a k e you hurt

I_w e a r_this crown of thorns
upon my_l i a r' s_c h a i r
full of broken thoughts
I_c a n n o t_repair

LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
10
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#99
Raczek przyjęła na siebie jego falę gniewu, ale tym razem już się zjeżyła, bo takie zachowanie jej się nie podobało i nie trzeba było długo czekać, żeby przyładowała swoją wątłą łapą prosto w nos Igły. Nie jakoś mocno, ale na tyle, żeby może przestał opowiadać te niestworzone farmazony, co nie? Zresztą, tym zachowaniem pokazał jej właśnie, że on również nie umiał rozmawiać i pozwalał na to, żeby złość z niego kipiała jak z jakiegoś głupiego garnka. Innymi słowy - właśnie obraził Raczek, z czego chyba nie zdawał sobie nawet sprawy, ale ona nie zamierzała tak tego zostawiać.
- No jak tak z nią rozmawiasz, to faktycznie się nie dziwię, że się nie da! Czemu krzyczysz, co? - spytała patrząc na niego dość groźnie i jej ogon również uderzył w ziemię, bo jednak irytacja sięgnęła także do córki Maliny i Fiołka. Może to nie była najlepsza droga do tego, by pokazać przyjacielowi, jak bardzo się myli w tym wszystkim, jak te wszystkie słowa są bezsensowne i krzywdzące. Poza tym pokręciła nieznacznie głową, gdy zaczął dalej opowiadać, a później jeszcze mamrotać jakieś farmazony pod nosem, za które miała ochotę znowu mu przyłożyć.
- To jakiej rady oczekujesz, co? Żeby ją przetrzepać czy ignorować? Chyba jedno i drugie jest strasznie głupie, co nie? Tak samo jak to twoje gadanie, nie myśl sobie, że nie słyszałam! - rzuciła nachylając się w jego stronę. Nadal była nieznacznie zjeżona, co odpowiadało jej obecnemu nastrojowi, ale jeśli Igła myślał, że teraz się od czegokolwiek wymiga, to bardzo się mylił. Nic z tego! Skoro zaczęli tę rozmowę, to ją skończą, no ej, inaczej się po prostu nie bawimy. Gdyby się okazało, że po prostu musiał się wygadać, Raczek była skłonna przyjąć to na klatę, w końcu się przyjaźnili, co nie?
[Obrazek: dbthxix-e21024e2-27f4-4dce-b9e9-be74aeb73599.png]
She's gonna' come to her own conclusion
Right w h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brand new way
She said I want something that I want
Something that I tell myself I need
Something that I want
And I need everything I see
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Trzepnięcie wojownika w nos przyniosło odwrotny efekt. Jakiekolwiek ataki czy słowne, czy fizyczne, jakie kierowała do niego teraz Racza Łapa jedynie podtrzymywały gniew. Nigdy nie był w podobnej sytuacji i nie wiedział jak powinien sobie poradzić z tym, co działo się w jego wnętrzu. Nie chciał się tak czuć. Nie chciał sobie robić wrogów ze wszystkich dookoła... ale jak miał to zrobić skoro najwyraźniej nikt ani trochę go nie rozumiał? Oczekiwali, że się uspokoi od tak... na zawołanie. Bo IM nie podoba się, że ON krzyczy. Najwyraźniej miał powód.
– No nie wiem, może dlatego, że połowa mojej rodziny ZAGINĘŁA? Przeszło ci to przez myśl, hmmm?! – fuknął, a źrenice zwęziły mu się w małe szparki. Puchaty ogon często uniesiony z dumą w górę, teraz był nisko przy ziemi i kiwał się energicznie na boki. Początkowo myślał, że uda mi się jakoś z Raczą Łapą dogadać, że chociaż ona go zrozumie, skoro wykazała tę odrobinę zachowania. Wyglądało na to, że rudą interesowało tylko to, żeby było dobrze, żeby nikt nie podnosił głosu, nikt nie był wobec siebie niemiły. Żeby wszyscy ukryli to, co ich pali od środka na potrzeby dobrego nastroju innych. Cóż, Igła nie miał zamiaru się dostosowywać.
– Posłuchaj siebie czasem. Rady? RADY?! Nie prosiłem o żadne zawszone rady! To ty za mną przylazłaś i zaczęłaś się mądrzyć... – kocur położył po sobie uszy i cofnął się o krok w tył. Nie oczekiwał od nikogo złotego środka, który rozwiąże jego problemy. Potrzebował się tylko wygadać i tyle. Dla niektórych wysłuchanie drugiego kota to jednak za dużo. – Zostaw mnie, chce być sam.
I will let you_d o w n
I will m a k e you hurt

I_w e a r_this crown of thorns
upon my_l i a r' s_c h a i r
full of broken thoughts
I_c a n n o t_repair

LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
10
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jej uszy przylgnęły do czaszki. Gdzie podział się jej przyjaciel? Bo na pewno nie był to ten kot, który właśnie przed nią siedział i zachowywał się tak okropnie. Chciała dobrze, chciała jakoś na niego wpłynąć i pobyć z nim, może nawet nieco go rozbawić, żeby poczuł się lepiej, żeby ruszył do działania, tymczasem jedyne co on robił, to dalej obracał ostro językiem, jakby nie zważając na to, co mówi.
- Przyszło! A tobie przyszło do głowy, że jak będziesz się tak wydzierał i oskarżał wszystkich dookoła i siebie, to już w ogóle nikt z rodziny nie będzie chciał z tobą gadać? Chcesz być jak Żaba?! Taki nadęty, że aż uszy więdną? Bo ja nie sądzę, żebyś chciał być! Ale lepiej krzyczeć i płakać, że nie chcą z tobą rozmawiać, zamiast przyznać na spokojnie, że boli cię, bo twoja rodzina znika, co nie? I nie wiem, jak to jest! Ale przyszłam za tobą, bo się o ciebie MARTWIĘ, ale to chyba też jest dla ciebie za trudne do zrozumienia! A pomyślałeś może, że reszcie twojego rodzeństwa też może być trudno, co nie? Że może oni w taki sposób odreagowują straty? Wszyscy jesteście siebie warci! Widzicie w takim razie tylko czubki własnych nosów i umiecie tylko krzyczeć! Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi! – fuknęła niespodziewanie Raczek czując, że coś ją dławi w gardle, chociaż nie przypuszczała, że może się w tym momencie rozpłakać. Chciała go pocieszyć, chciała mu pokazać, że musi zacząć od siebie, jeśli chce coś zmienić, ale widać Igła nie zamierzał jej słuchać, nie zamierzał przyjąć do wiadomości, że jeśli nie spróbuje sam z siebie porozmawiać z resztą rodzeństwa, to nic się nie zmieni. Jej oczy zaszły łzami, nad którymi nie umiała już panować, bo poczuła się tylko gorzej. Może faktycznie zrobiła źle idąc za nim? Może faktycznie była taka głupia, że nie umiała mu w niczym pomóc, co nie? W końcu na pewno miał mnóstwo mądrzejszych i lepszych przyjaciół od niej, którzy nie wsadzali nosa w cudze sprawy.
- No to siedź sobie sam! – rzuciła i tym razem już naprawdę się rozpłakała, po czym odwróciła się i zaczęła biec przed siebie, w bliżej nieokreślonym kierunku. Nie zastanawiała się nawet nad tym, dokąd chce iść i co właściwie zamierza osiągnąć, po prostu uciekała, skoro Igła nie chciał na nią patrzeć. Po co ona w ogóle za nim poszła? Mysi móżdżek! Czuła, że łzy spływają jej po policzkach, ale nie zamierzała ich już powstrzymywać, w końcu każdy musiał przeżyć żal po swojemu.
[Obrazek: dbthxix-e21024e2-27f4-4dce-b9e9-be74aeb73599.png]
She's gonna' come to her own conclusion
Right w h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brand new way
She said I want something that I want
Something that I tell myself I need
Something that I want
And I need everything I see
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Iglasty Pazur wiele razy popełniał błędy i za każdym razem przepraszał. Teraz czuł, że wcale nie zawinił, a i tak cała sytuacja się niesprawiedliwie obracała przeciwko niemu. Wiedział, że to co zrobił było złe i nieodpowiednie, że nigdy nie powinno dojść do takiej sytuacji, ale... To nie była jego wina. Gdyby tylko Irys miała w łbie coś więcej niż tylko trociny to by się przecież dogadali! Ale nie... To on zawsze musiał być tym mądrzejszym i dla dobra sprawy łagodzić sytuację. Miał już tego serdecznie dość. Ileż można... Tym razem nie wyciągnie pierwszy łapy na zgodę.
Wszystko, o czym teraz mówiła przyjaciółka trafiało do niego jedynie połowicznie. Oh, popatrzcie państwo, oto ta co twierdziła, że da się dogadać nie krzycząc, a co sama robiła? Dokładnie to samo. Wojownik prychnął kpiąco, a na jego pysku pojawił się na chwile pokpiwający uśmiech. I na czyje wyszło? Oczywiście, że na jego, ale jakim kosztem.
– No i świetnie! – rzucił jeszcze na pożegnanie. Nie muszą się wcale przyjaźnić, skoro jeden kryzys doprowadził do takiej katastrofy. Miał przecież innych znajomych, z którymi może się zaprzyjaźnić! Wcale jej nie potrzebował, o. Najeżony ogon jeszcze kilkakrotnie wywinął się to na prawo, to na lewo – za każdym machnięciem zatracając swój pęd. Buro-biały kopnął z impetem jeden z leżących mu pod łapami kamieni i ciężko klapnął na ziemię, wpatrując się pustym wzrokiem w trawę przed pyskiem. No i świetnie...
Dopiero wieczorny, przenikający przez futro chłód wygonił wojownika z powrotem do obozu.

|zt x2|
I will let you_d o w n
I will m a k e you hurt

I_w e a r_this crown of thorns
upon my_l i a r' s_c h a i r
full of broken thoughts
I_c a n n o t_repair

LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
10
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jagodowa Łapa, jako, iż tego dnia pogoda nie była tak upalna, jak przez większą część Pory Zielonych Liści, postanowiła wybrać się na samotny spacer po terenach. Jeśli spotka kogoś po drodze i będzie miała okazję do zamienienia z kimś kilku słów, to super, a jeśli nie - to trudno. Raz na jakiś czas samotność nie była wcale taka zła. Od wstrząsającego pogrzebu Jesion minęło już trochę czasu. Niebiesko-biała córka Ćmy nie trwała zbyt długo w żałobie - jej wesołe usposobienie jej na to nie pozwalało, zwłaszcza, że nie była ze zmarłą znowu aż tak blisko - jednak czasami dalej miała w głowie te straszne obrazy. Obraz zmasakrowanego ciała terminatorki. Rozpacz Pomarańczowej Skórki. Załamanie jej najlepszego przyjaciela. Reakcję Sadzowej Łapy. Czy ona też zachowałaby się tak, gdyby straciła kogoś bliskiego? Wolała sobie tego nawet nie wyobrażać. Pamiętała strach, jaki poczuła, gdy zobaczyła poranionego Węgorza i usłyszała, że prawie zginął. Coś okropnego.
Na szczęście zapach myszy, który do niej doleciał nieopodal Świszczących Traw szybko odegnał od kotki ponure myśli. Jagódka w mgnieniu oka przyjęła pozycję łowiecką i jednym ruchem zabiła gryzonia. Świetnie, połączyła przyjemne z pożytecznym! Jak wróci do obozu, to zaniesie swoją zdobycz Kusowąsemu, o. Zakopała marne zwierzątko i położyła się na boku wśród wysokich źdźbeł trawy. Z daleka nikt jej nie zauważy! Terminatorka zaczęła czyścić swoje długie futerko; chwilę odsapnie i wróci do domu Wichrzaków - czas najwyższy, bo słońce powoli chyliło się ku zachodowi.

/Makowa Łapa
[Obrazek: 7luHN9y.png]

┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑
I know it's hard to keep an. o p e n .heart
When even friends seem out to harm you
♡ But if you could heal a broken heart ♡
Wouldn't time be out to
????? you
┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Maczek wciąż jeszcze nie był przyzwyczajony do tego, że jako terminator może sobie ot, tak po prostu opuścić Obóz. Po tym, jak całe swoje dotychczasowe życie spędził będąc do niego niemal przywiązanym, ta nagła wolność wydawała mu się nieco dziwna, nawet jeśli wcześniej tak bardzo jej wyczekiwał. Mimo to dosyć szybko zaczął ją wykorzystywać, wybierając się na swoje małe, prywatne eskapady mające na celu lepsze poznanie wichrowych terenów - w końcu obejście ich na treningu to jedno, a poznanie tak całkiem na własną łapę to drugie. Na razie nie wybierał się bardzo daleko, badając terytorium powoli i metodycznie, kawałek po kawałku. Tym razem obiektem jego badań stały się Świszczące Trawy, które natychmiast wydały mu się świetnym miejscem, bo były trochę jak te wszystkie trawy w Obozie, tylko, że lepsze.
Więc teraz błąkał się po ścieżynkach między źdźbłami, rozglądając się ciekawie dookoła. Podobał mu się fakt, że mimo swojego wzrostu, wciąż zdarzały się miejsca, gdzie trawy niemal go zakrywały. Nie spodziewał się znaleźć tu nikogo, dlatego też zdziwił się, czując, że zapach Wichru nagle stał się mocniejszy, tak jakby któryś z jego Klanowiczów gdzieś tu był. Zaciekawiony podążył za tropem, ciekaw, kogo spotka. Po kilku szybkich krokach zauważył już swój obiekt "poszukiwań" - leżąca na boku kotka, którą Maczek z pewnością widział już wcześniej w Obozie. Wiedział, że jest terminatorką i że ma imię związane w jakiś sposób z owocami, jednak jak zwykle nie mógł sobie przypomnieć jak dokładnie ono brzmi. Nie przeszkadzało mu to jednak w rozpoczęciu z nią rozmowy, bo w gruncie rzeczy mało było momentów, kiedy syn Lnianego Futerka zrezygnowałby z rozmowy z kimś. Był na to zdecydowanie zbyt towarzyski.
- Ukrywasz się przed kimś? - zapytał, uśmiechając się zawadiacko, by pokazać, że tak właściwie to żartuje. Terminatorka leżała wśród traw tak, że z daleka ciężko było ją wypatrzeć, więc faktycznie sprawiała trochę wrażenie, jakby chciała się przed czymś lub przed kimś schować.
poznać wszystkie diabły, anioły
_________________________________________elfy, strzygi i upiory x ̖́-
błąkać się w obrazach świętych
spędzić dwie noce u wiedźm przeklętych
spotkać tego, co się boją
boga ze zrudziałą brodą
LVL 2 130 / 150
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Niedługo po tym, jak Jagódka ułożyła się wśród traw, dotarł do niej świeży zapach Wichrzaka. Ciekawe, czy to był ktoś jej bliski i czy w ogóle do niej podejdzie. Przecież ciężko było ją dojrzeć wśród tak wysokich źdźbeł! Po chwili jednak usłyszała także kroki, które stawały się coraz głośniejsze. Ewidentnie ktoś do niej podchodził. I bardzo dobrze, może zajmie się jakąś luźną rozmową, a nie będzie rozmyślać tylko o biednej Jesion i o tym, jak fatalne ma kontakty z większością swojego rodzeństwa. Bo to, że z zewnątrz Jagódka cały czas była radosną, optymistyczną kotką nie znaczyło, że ostatnie wydarzenia spłynęły po niej jak po kaczce. Po prostu nie chciała obciążać nikogo swoimi humorkami, gdyż z własnego doświadczenia wiedziała, że lepiej otaczać się wesołymi kotami, a nie. Wreszcie tajemniczy współklanowicz dotarł do córki Zaćmionego Księżyca i był to Makowa Łapa. Jagódka nigdy nie rozmawiała z nim za dużo i w sumie ucieszyła się, że nadarzyła się okazja do lepszego poznania terminatora. Podniosła się do pozycji siedzącej, gdyż nie chciała tak ostentacyjnie leżeć podczas rozmowy z kimś i uśmiechnęła się wesoło do kocurka.
- No, przed takim tygrysem to chyba trzeba. - zaśmiała się i spojrzała na jego rude futerko. Z opowieści starszyzny słyszała, że tygrysy również są jakieś rude i pręgowane, więc gdyby Maczek był tylko trochę większy, to mógłby świetnie go udawać! No dobra, może musiałby jeszcze zmienić kolor pręg, ale to nieważne. - Jak ci idzie trening?
[Obrazek: 7luHN9y.png]

┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑
I know it's hard to keep an. o p e n .heart
When even friends seem out to harm you
♡ But if you could heal a broken heart ♡
Wouldn't time be out to
????? you
┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości