Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Źdźbło jest dorosłą już kotką o przeciętnym wzroście i krótkiej sierści, stosunkowo puszystej, ale ostatnimi czasy trochę zmatowiałej, pomimo uporczywego wylizywania każdego brudnego miejsca. Większość jej ciała pokrywa biel, z wyjątkiem rudego obszaru wokół nosa, okolicy pomiędzy uszami i obszaru z tyłu przedniej, prawej łapie. Bury kolor także pojawia się pomiędzy uszami i na łapie, mieszając się z rudym. Dodatkowo kotka ma całkowicie bury ogon.
Na pyszczku wyróżnia się para intensywnie niebieskich oczu o trochę bardziej zmęczonym wyrazie, niż można było się kiedyś spodziewać po kotce. Być może sytuację tłumaczą pionowe blizny na obu bokach ciała - trzy na lewym, jedna na prawym, ciągnące się od żeber do kręgosłupa.
Wiele księżyców uwięzienia u Dwunogów sprawiło, że rozwój charakteru Źdźbła uległ spowolnieniu, jeśli nie zupełnemu zatrzymaniu. Na wierzch wypłynęły wszystkie traumy i strachy, przez co kotce towarzyszy ciągły strach, a przede wszystkim niepewność swojej pozycji i przyszłości. Nie wierzy w rozsądność swoich decyzji, czuje, że może opierać się tylko na poprzednio popełnionych błędach. Ironicznie, nadal tak samo wielką - zbyt wielką - wiarę pokłada w innych, których uważa za mądrzejszych od siebie, bardziej nadających się do udzielania komukolwiek rad.
W środku pozostała jednak taka sama, jak była. Nadal bezwzględnie wierzy w zasady, tym bardziej świadoma tego, jak skończyła, gdy posłuchała kogoś, kto je łamał. Jest jeszcze bardziej spięta, niż dawniej, świadoma ciężaru wychowania kociąt na jej barkach. Chce dobrze dla nich i, wewnątrz siebie, dla każdego (lub prawie każdego), kogo napotka. Po prostu uparcie trzyma się jedynych wartości, które jej kiedyś przedstawiono, wierząc, że przyniosą jej w końcu coś dobrego.
W związku z tą przeszłością jest też dość niezręczna towarzysko, trochę nudna, może męcząca. Z zasady nieco nieśmiała, poza tymi szczególnymi osobnikami, w których pokłada ogrom winy za to, jak wygląda teraz jej życie. Wobec nich potrafi wykrzesać zdecydowanie więcej ostrego języka i nieufności.
Jedno było pewne - wspólne polowanie Biedroneczki i Pajęczyny nie skończy się tak samo, jak to ze Zgnilizną. Jakkolwiek żadnemu z nich przez myśl nie przeszła nawet taka możliwość, kocur i tak mógł odetchnąć z ulgą i skupić się na mentorowaniu małej, poplamionej odrobiną rudości i burości kotce. Z takim pożytkowaniem czasu oboje czuli się komfortowo, co widać było po Biedronkowej Łapie, z zadowoleniem podążającą za starszym kolegą. Śnieg i chłód generowały lekki opór przeciw kroczącym łapom, ale ich właścicielka za bardzo skupiała się na zachowaniu poprawnej pozycji, gdy ta została poddana uważnej obserwacji. Za każdym dotknięciem starała się napiąć na tyle, by nie utracić równowagi, ale też nie zesztywnieć całkowicie. Zdążyła już doświadczyć efektu wymęczonych mięśni, a przecież miała spożytkować energię na naukę o polowaniu i samo polowanie!
Uśmiechnęła się lekko, nie wychodząc jednak z roli skupionego łowcy, gdy usłyszała - jeśli można to tak nazwać - komplement. Zaraz poświęciła całkowitą uwagę napływającym instrukcjom w ilości, za którą z całych sił starała się nadążyć. Gdzie patrzy? Skupiła na chwilę wzrok tam, gdzie kierowała oczy - niby automatycznie szły gdzieś w stronę ziemi, ale nie była w stanie powiedzieć, czego wypatruje. Oczywiście poza potencjalną zwierzyną, choć i ta mogłaby za pierwszym razem zaskoczyć Źdźbło, mającą w końcu zobaczyć mysz czy inny posiłek przed jego złapaniem. Kiwnęła delikatnie głową w reakcji na kolejne uwagi, po czym w zastygniętej pozycji obejrzała dokładniej, po czym stąpa. Pozwoliła sobie nawet na kilka testów, by sprawdzić, która z przeszkód może zostać bezpiecznie odsunięta, a którą trzeba będzie sprytnie ominąć. Przeleciała również wzrokiem po wyższym otoczeniu, jak gdyby bawiła się ze swoją siostrą i miała właśnie zacząć udawać, że dostrzega w trawach idealny cel do ataku.
O ile dotychczasowe instrukcje nie były zaskoczeniem dla Źdźbła - to znaczy musiała po prostu zacząć je stosować - o tyle ze zdziwieniem odkryła coś tak oczywistego, jak to, że skoro ona może wyczuwać zapachy, to zwierzyna również. Spróbowała więc wyczuć, w którą stronę wieje wiatr i ponownie przytaknęła Pająkowi. Niedługo po tym spróbowała powtórzyć pozycję, jaką przedstawił, orientując się, że jest trudniejsza do powtórzenia, niż wyglądało to z perspektywy obserwatora. Zacięcie i zmarszczenie brwi pojawiły się na pyszczku Biedroneczki, by ustąpić, kiedy w końcu złapała wystarczającą równowagę w nowszej pozycji. Zaraz z powrotem skierowała głowę na Pajęczą Łapę, słuchając kolejnych wskazówek. W głowie wielokrotnie powtarzała sobie nauki, przekonana, że pamiętanie słów tak dokładnie, jak pamiętała już Kodeks Wojownika, pomoże w polowaniu.
- W śniegu łatwiej nam się schować, prawda? - skomentowała tylko, komentując instrukcję o chowaniu się za elementami krajobrazu, po czym pozwoliła sobie jeszcze raz na uśmiech. Co prawda bardzo starała się skupić tylko na przyswajaniu wszystkich tych nowości, które usłyszała, ale w końcu wciąż była na swoim pierwszym prawdziwym polowaniu - nie sposób było zabrać radości z nim związanej. Ostatecznie jednak powaga zwyciężyła, przypominając terminatorce, dlaczego się tu znajduje - miała pomóc zarówno klanowi, jak i swojemu mentorowi! //dla ułatwienia zaznaczam rozpoczęcie polowania przez Źdźbło dla MG
Skinęła Pająkowi głową na znak, że jest gotowa rozpocząć polowanie. Wcześniej miała nadzieję, że jej pierwsza próba będzie bliżej i dokładniej obserwowana, może nawet uda się uzyskać jakąś podpowiedź, choćby już po zauważeniu zwierzyny, ale świat rzeczywisty szybko zweryfikował dziecięce podejście, gdy głowę wypełniły instrukcje wskazujące na to, że taki układ nie prowadziłby do złapania czegokolwiek. Spojrzała jeszcze na mentora, by ostatni raz posiłkować się jego przykładem, a następnie skierowała się w przeciwną stronę, przybierając na nowo pozycję łowiecką, gdy upewniła się, że wiatr wieje jej w pyszczek, co nie było aż tak przyjemne. Poruszała się powoli - pewnie wolniej, niż robiłby to doświadczony, nieustraszony wojownik - a jej serce mocno biło, gdy stawiała ugiętą łapę na wcześniej oczyszczonym przez siebie terenie. Odsuwała gałązki, kamyki i inne źdźbła, czasem zatrzymując się z niepewnością, jak zareagować na śnieg i jego skrzypienie. Nikt oprócz zwierzyny nie mógł ocenić teraz popełnianych błędów, jeśli takie występowały, ale ta ocena na razie stanowiła najważniejszą część.
Co jakiś czas zastygała na moment w zastanowieniu i lekko unosiła głowę, by rozejrzeć się dookoła, a także spróbować wyczuć woń zwierzyny - choć nie będzie to takie proste, gdy miało się z nią do czynienia tylko na stosie, gdzie zapach zdążył zmieszać się pośród różnych gatunków.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Pajęcza Łapa, zdecydowanie bardziej wprawiony w łowach niż świeżo mianowana Źdźbło zdołał wytropić swoją pierwszą potencjalną ofiarę szybko, zaskakująco szybko. Ledwo oddalił się od swojej towarzyszki a do jego uszu dotarł bardzo charakterystyczny dźwięk jednego z większych ptaków - bażanta. Gdy kocur odwrócił się w kierunku dźwięku ujrzał rzeczonego ptaka, niewielką, chyba nie do końca dojrzałą kurę szukającą czegoś w śniegu. Nie zauważyła go. Miał szansę, realną, zwłaszcza zważywszy na kamuflaż w postaci białej sierści.
Biedronkowa Łapa nie miała tyle szczęścia, bo krążąc po zaśnieżonym terenie, w te, we wte, nasłuchując i węsząc... nie natrafiła, na razie, na nic ciekawego. Nic wartego jej uwagi.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Bażant. Co prawda nie spotykał tych dużych ptaków często, ale nie był głupi i potrafił rozpoznać ten dźwięk. Pajęczyna uśmiechnął się pod nosem z satysfakcją i prawie żałował, że Biedroneczka jest teraz zajęta własnym polowaniem i nie może zobaczyć, jak on powala tego ptaszora. No trudno, mówi się. Skradał się, uważając na to gdzie stąpa, pilnując wiatru i wszystkiego innego też, tak naprawdę. To nie tak, że nie był przyzwyczajony do polowań.
Zbliżał się do bażanta powoli, zamierając w miejscu gdy tylko ptak poruszał się gwałtowniej i było ryzyko, że odwróci się chociaż trochę w jego kierunku. Jeśli będzie miał szczęście, to nie zauważy go aż do ostatnich momentów swojego życia. Śnieg pomagał maskować się Pajęczej Łapie, ale ten i tak starał się pozostać niezauważonym... i gdy podszedł wystarczająco blisko - skoczył. Zamierzał uderzyć łapami w tył ciała ptaka, może złapać jego skrzydła łapami, ale co najważniejsze? Chciał wgryźć się w jego kark i zakończyć to szybko.
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Źdźbło jest dorosłą już kotką o przeciętnym wzroście i krótkiej sierści, stosunkowo puszystej, ale ostatnimi czasy trochę zmatowiałej, pomimo uporczywego wylizywania każdego brudnego miejsca. Większość jej ciała pokrywa biel, z wyjątkiem rudego obszaru wokół nosa, okolicy pomiędzy uszami i obszaru z tyłu przedniej, prawej łapie. Bury kolor także pojawia się pomiędzy uszami i na łapie, mieszając się z rudym. Dodatkowo kotka ma całkowicie bury ogon.
Na pyszczku wyróżnia się para intensywnie niebieskich oczu o trochę bardziej zmęczonym wyrazie, niż można było się kiedyś spodziewać po kotce. Być może sytuację tłumaczą pionowe blizny na obu bokach ciała - trzy na lewym, jedna na prawym, ciągnące się od żeber do kręgosłupa.
Wiele księżyców uwięzienia u Dwunogów sprawiło, że rozwój charakteru Źdźbła uległ spowolnieniu, jeśli nie zupełnemu zatrzymaniu. Na wierzch wypłynęły wszystkie traumy i strachy, przez co kotce towarzyszy ciągły strach, a przede wszystkim niepewność swojej pozycji i przyszłości. Nie wierzy w rozsądność swoich decyzji, czuje, że może opierać się tylko na poprzednio popełnionych błędach. Ironicznie, nadal tak samo wielką - zbyt wielką - wiarę pokłada w innych, których uważa za mądrzejszych od siebie, bardziej nadających się do udzielania komukolwiek rad.
W środku pozostała jednak taka sama, jak była. Nadal bezwzględnie wierzy w zasady, tym bardziej świadoma tego, jak skończyła, gdy posłuchała kogoś, kto je łamał. Jest jeszcze bardziej spięta, niż dawniej, świadoma ciężaru wychowania kociąt na jej barkach. Chce dobrze dla nich i, wewnątrz siebie, dla każdego (lub prawie każdego), kogo napotka. Po prostu uparcie trzyma się jedynych wartości, które jej kiedyś przedstawiono, wierząc, że przyniosą jej w końcu coś dobrego.
W związku z tą przeszłością jest też dość niezręczna towarzysko, trochę nudna, może męcząca. Z zasady nieco nieśmiała, poza tymi szczególnymi osobnikami, w których pokłada ogrom winy za to, jak wygląda teraz jej życie. Wobec nich potrafi wykrzesać zdecydowanie więcej ostrego języka i nieufności.
Biedroneczka także chętnie zaobserwowałaby, jak jej starszy kolega wykrywa ofiarę poprzez słuch, a później wzrok i tak samo entuzjastycznie oglądałaby szybką i skuteczną - tego spodziewała się po Pająku - walkę z bażantem. Sama nie zaznała na tyle szczęścia, a może po prostu jej zmysły nie były jeszcze wystarczająco wyczulone, by zauważyć hipotetyczną, znajdującą się niedaleko, potencjalną ofiarę?
Kotka nie poddawała się w poszukiwaniach, nie miała przecież żadnego doświadczenia w polowaniu, by stwierdzić, że już dawno powinna była coś wyczuć. Ugięte łapy, utrzymujące tułów kotki tak, by brzuch znajdował się odpowiednio blisko ziemi, co chwilę odsuwały potencjalne przeszkody, by uniknąć jakiegokolwiek dźwięku płoszącego potencjalną zwierzynę. Ogon, zrównany z głową, w normalnej sytuacji pewnie podrygiwałby niecierpliwie, ale napięcie trzymało całe ciało Biedroneczki w pewnej sztywności, pozwalając szaleć jedynie bijącemu sercu. Również wiatr wciąż sprzyjał kotce, starającej się rozkładać skupienie między nasłuchiwanie, obserwowanie, węszenie i odczuwanie. Z jej zmysłów szansę na odpoczynek miał jedynie smak.
Mówiąc krótko, Źdźbło nadal kontynuowała próby wytropienia zwierzyny.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Pajęcza Łapa korzystał z naturalnego kamuflażu jakim był śnieg i jego białe futro wręcz idealnie, po mistrzowsku. Podkradał się do kury cicho, metodycznie, w pełnym skupieniu i wybrał idealny moment aby do niej wyskoczyć. Nie musiał się wysilać. A sam bażant nie zorientował się, co się stało i co go trafiło, zaraz zwiotczał zupełnie w szczękach terminatora.
+ 25exp
Biedronkowa Łapa krążyła i tropiła i chyba, w końcu, wytropiła. Gdyby nie to, że gołąb akurat zdecydował się przylecieć i wylądować, to możliwe, że nawet by go nie zauważyła. Nie była to zwykła leśna turkawka czy cukrówka, czy nawet klasyczny, szarobury gołąb, a ptak o zaskakującej urodzie, tak idealnie biały jak śnieg (lub grasujący nieopodal Pająk); jego pióra aż lśniły, błyszczały pięknie.
Ale, wciąż, była to zwierzyna. Decyzja jednak należała do Źdźebełko.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Poszło szybko i łatwo, tak, jak się spodziewał. Pajęcza Łapa prychnął pod nosem, wypuszczając zdobycz z pyska. Następnie przykopał ją nieco, starając się ukryć to ptasie cielsko przed innymi stworzeniami, które mogłyby się na nie natknąć. To nie koniec polowania, a nie mógł zostawić bażanta i sobie pójść. W tamtej chwili nie dotarło do niego to, że nie poinstruował Biedroneczki aby zakopywała to, co upoluje... Ruszył dalej, przekonany o tym, że jest idealnym mistrzem.
Poruszał się w pozycji łowieckiej, nasłuchując, węsząc. Oblizał pysk ze śladów poprzedniego polowania i skupił się na kolejnych potencjalnych ofiarach. Może zaraz na jakąś wpadnie?
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Źdźbło jest dorosłą już kotką o przeciętnym wzroście i krótkiej sierści, stosunkowo puszystej, ale ostatnimi czasy trochę zmatowiałej, pomimo uporczywego wylizywania każdego brudnego miejsca. Większość jej ciała pokrywa biel, z wyjątkiem rudego obszaru wokół nosa, okolicy pomiędzy uszami i obszaru z tyłu przedniej, prawej łapie. Bury kolor także pojawia się pomiędzy uszami i na łapie, mieszając się z rudym. Dodatkowo kotka ma całkowicie bury ogon.
Na pyszczku wyróżnia się para intensywnie niebieskich oczu o trochę bardziej zmęczonym wyrazie, niż można było się kiedyś spodziewać po kotce. Być może sytuację tłumaczą pionowe blizny na obu bokach ciała - trzy na lewym, jedna na prawym, ciągnące się od żeber do kręgosłupa.
Wiele księżyców uwięzienia u Dwunogów sprawiło, że rozwój charakteru Źdźbła uległ spowolnieniu, jeśli nie zupełnemu zatrzymaniu. Na wierzch wypłynęły wszystkie traumy i strachy, przez co kotce towarzyszy ciągły strach, a przede wszystkim niepewność swojej pozycji i przyszłości. Nie wierzy w rozsądność swoich decyzji, czuje, że może opierać się tylko na poprzednio popełnionych błędach. Ironicznie, nadal tak samo wielką - zbyt wielką - wiarę pokłada w innych, których uważa za mądrzejszych od siebie, bardziej nadających się do udzielania komukolwiek rad.
W środku pozostała jednak taka sama, jak była. Nadal bezwzględnie wierzy w zasady, tym bardziej świadoma tego, jak skończyła, gdy posłuchała kogoś, kto je łamał. Jest jeszcze bardziej spięta, niż dawniej, świadoma ciężaru wychowania kociąt na jej barkach. Chce dobrze dla nich i, wewnątrz siebie, dla każdego (lub prawie każdego), kogo napotka. Po prostu uparcie trzyma się jedynych wartości, które jej kiedyś przedstawiono, wierząc, że przyniosą jej w końcu coś dobrego.
W związku z tą przeszłością jest też dość niezręczna towarzysko, trochę nudna, może męcząca. Z zasady nieco nieśmiała, poza tymi szczególnymi osobnikami, w których pokłada ogrom winy za to, jak wygląda teraz jej życie. Wobec nich potrafi wykrzesać zdecydowanie więcej ostrego języka i nieufności.
Biedronkową Łapą nie targały problemy moralne związane z pięknem gołębia - jej odczucia estetyczne nie sięgały szczególnie daleko, w przeciwieństwie do poszanowania zasad, reguł i wewnętrznego nakazu przydawania się klanowi. Upolowanie zwierzyny zdecydowanie zaliczało się do pomocy swojej społeczności. Kotką nie targnęły również rozmyślania i wątpliwości związane z zakopaniem hipotetycznie upolowanego ptaka - jej myśli dotychczas sięgały tylko do momentu zabicia zwierzyny.
Niebieskie oczy rozszerzyły się razem ze źrenicami, gdy zauważyła lądującego właśnie ptaka. Zastygła w bezruchu i przywołała w pamięci wyjaśnienia oraz instrukcje dawane niedawno przez Pająka. Nie rzucaj się w oczy. Rozejrzała się bardzo powoli, poszukując miejsca, by się ukryć. Nie powiodło się - w pobliżu nie znajdował się ni to głaz, ni to drzewo. Pamiętała jednak, że może też stawać w miejscu, gdy istnieje ryzyko, że gołąb ma ją w zasięgu wzroku. Przystąpiła do działania.
Stawiała łapy delikatnie i cicho, bojąc się, że choć jej ofiara nie była gryzoniem, odczuje jej kroki. Poruszała się wolniej, niż dotychczas, zamierając, gdy tylko dochodziła do wniosku, że ptak poruszył głową. Miała nadzieję jak najsprawniej pokonać odległość, którą dzieliła ją od zwierzyny, a gdy znajdzie się wystarczająco blisko - skoczyć i przygnieść ptaka swoim ciężarem, jednocześnie instynktownie wgryzając się w opierzone ciało, by to nie zerwało się do lotu. Jej priorytetem wciąż była wrodzona ostrożność, więc choć wewnątrz rwała się do przodu z ekscytacją, trzymała bezpieczne tempo.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Węszył, rozglądał się, zadowolony i wyjątkowo przepełniony dumą (bardziej niż zazwyczaj) po schwytaniu bażanta. Nic jednak ciekawego nie znalazł, przynajmniej na razie. Trzeba się uzbroić, królewiczu, w cierpliwość.
Źdźbło robiła wszystko dobrze. Podkradała się do białej gołębicy idealnie, powoli, metodycznie, ale po prostu miała takiego pecha, że ptak obrócił się w jej kierunku sam z siebie, ot, zdarza się. Gołąb umknął jej spod łap w momencie w którym skoczyła, koniuszkami palców musnęła pióra na jego ogonie. Gdyby jednak młoda terminatorka zareagowała wystarczająco szybko, wciąż miała szansę na pochwycenie ptaka, póki ten dopiero się rozpędzał, miał jeszcze niski lot.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Nie był zbyt cierpliwy, nigdy. Jednak równocześnie była ta świadomość, że cierpliwość była niby rzeczą ważną w trakcie polowania. Gdyby Biedroneczka o to spytała, zgodziłby się z tym na pewno. Ale teraz był sam, nie słyszał jej w pobliżu ani nie czuł. Pozwolił sobie zrobić niezadowoloną minę której wyraz stawał się coraz intensywniejszy z czasem.
Ale książę pozostał w pozycji łowieckiej. Bo nie był typem, który się poddaje i daje łatwo za wygraną - to oczywiste, o tak. Poruszał się powoli, skradał, cały czas analizując to co dzieje się wokół. Szukał jakiejś ofiary, która mu się podwinie. Ciekawe, czy Biedronkowa Łapa już coś złapała?
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Źdźbło jest dorosłą już kotką o przeciętnym wzroście i krótkiej sierści, stosunkowo puszystej, ale ostatnimi czasy trochę zmatowiałej, pomimo uporczywego wylizywania każdego brudnego miejsca. Większość jej ciała pokrywa biel, z wyjątkiem rudego obszaru wokół nosa, okolicy pomiędzy uszami i obszaru z tyłu przedniej, prawej łapie. Bury kolor także pojawia się pomiędzy uszami i na łapie, mieszając się z rudym. Dodatkowo kotka ma całkowicie bury ogon.
Na pyszczku wyróżnia się para intensywnie niebieskich oczu o trochę bardziej zmęczonym wyrazie, niż można było się kiedyś spodziewać po kotce. Być może sytuację tłumaczą pionowe blizny na obu bokach ciała - trzy na lewym, jedna na prawym, ciągnące się od żeber do kręgosłupa.
Wiele księżyców uwięzienia u Dwunogów sprawiło, że rozwój charakteru Źdźbła uległ spowolnieniu, jeśli nie zupełnemu zatrzymaniu. Na wierzch wypłynęły wszystkie traumy i strachy, przez co kotce towarzyszy ciągły strach, a przede wszystkim niepewność swojej pozycji i przyszłości. Nie wierzy w rozsądność swoich decyzji, czuje, że może opierać się tylko na poprzednio popełnionych błędach. Ironicznie, nadal tak samo wielką - zbyt wielką - wiarę pokłada w innych, których uważa za mądrzejszych od siebie, bardziej nadających się do udzielania komukolwiek rad.
W środku pozostała jednak taka sama, jak była. Nadal bezwzględnie wierzy w zasady, tym bardziej świadoma tego, jak skończyła, gdy posłuchała kogoś, kto je łamał. Jest jeszcze bardziej spięta, niż dawniej, świadoma ciężaru wychowania kociąt na jej barkach. Chce dobrze dla nich i, wewnątrz siebie, dla każdego (lub prawie każdego), kogo napotka. Po prostu uparcie trzyma się jedynych wartości, które jej kiedyś przedstawiono, wierząc, że przyniosą jej w końcu coś dobrego.
W związku z tą przeszłością jest też dość niezręczna towarzysko, trochę nudna, może męcząca. Z zasady nieco nieśmiała, poza tymi szczególnymi osobnikami, w których pokłada ogrom winy za to, jak wygląda teraz jej życie. Wobec nich potrafi wykrzesać zdecydowanie więcej ostrego języka i nieufności.
Biedronkowa Łapa miała pecha - lub po prostu ucierpiała przez brak doświadczenia i wyczucia, którego części nie dało się oddać tłumaczeniem, a jedynie wyrobić poprzez praktykę. Gdy podopieczna Pajęczej Łapy zorientowała się, że nie wykonała postawionego sobie zadania, poczuwszy lekkie muśnięcie piór na poduszce łap, zmarszczyła brwi i zaczęła szukać w głowie instrukcji, która pasowałaby do tej sytuacji. Niestety, nie znalazła takiej, poza dawną radą, by walczyła o swoje.
Więc zawalczyła! Tak szybko, jak mogła, ponownie wybiła się z tylnych łap, by znowu spróbować pochwycić przednimi kończynami gołębia i tym razem faktycznie zatopić w nim pazury, a następnie zęby - tak, żeby tym razem nie odfrunął, a pozostał na ziemi.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Musiał jednak się w tą cierpliwość uzbroić. Gwiezdny Klan nijak nie słuchał jego cichych modłów i nie chciał mu ułatwić polowania - Pajęcza Łapa jak nic nie znalazł, tak dalej nic nie było. Jakby bażant był jedyną piszczką w najbliższej odległości na terenach Klanu Wichru. Hmm.
Złapała. Tak, ale nie, prawie - była blisko, tak blisko, że prawie mogła poczuć krew na języku. Biedronkowa Łapa pochwyciła w pazury ogon gołębicy, ściągając ją na ziemię ponownie, jednak nie udało jej się faktycznie ptaka pochwycić, nie wystarczająco mocno i nie na wystarczająco długo, aby go uśmiercić.
Spadła na ziemię wraz z gołębiem, ptak jednak szybko się otrząsnął i ponownie przygotowywał do lotu. Nie miała dużo czasu na reakcję.
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Źdźbło jest dorosłą już kotką o przeciętnym wzroście i krótkiej sierści, stosunkowo puszystej, ale ostatnimi czasy trochę zmatowiałej, pomimo uporczywego wylizywania każdego brudnego miejsca. Większość jej ciała pokrywa biel, z wyjątkiem rudego obszaru wokół nosa, okolicy pomiędzy uszami i obszaru z tyłu przedniej, prawej łapie. Bury kolor także pojawia się pomiędzy uszami i na łapie, mieszając się z rudym. Dodatkowo kotka ma całkowicie bury ogon.
Na pyszczku wyróżnia się para intensywnie niebieskich oczu o trochę bardziej zmęczonym wyrazie, niż można było się kiedyś spodziewać po kotce. Być może sytuację tłumaczą pionowe blizny na obu bokach ciała - trzy na lewym, jedna na prawym, ciągnące się od żeber do kręgosłupa.
Wiele księżyców uwięzienia u Dwunogów sprawiło, że rozwój charakteru Źdźbła uległ spowolnieniu, jeśli nie zupełnemu zatrzymaniu. Na wierzch wypłynęły wszystkie traumy i strachy, przez co kotce towarzyszy ciągły strach, a przede wszystkim niepewność swojej pozycji i przyszłości. Nie wierzy w rozsądność swoich decyzji, czuje, że może opierać się tylko na poprzednio popełnionych błędach. Ironicznie, nadal tak samo wielką - zbyt wielką - wiarę pokłada w innych, których uważa za mądrzejszych od siebie, bardziej nadających się do udzielania komukolwiek rad.
W środku pozostała jednak taka sama, jak była. Nadal bezwzględnie wierzy w zasady, tym bardziej świadoma tego, jak skończyła, gdy posłuchała kogoś, kto je łamał. Jest jeszcze bardziej spięta, niż dawniej, świadoma ciężaru wychowania kociąt na jej barkach. Chce dobrze dla nich i, wewnątrz siebie, dla każdego (lub prawie każdego), kogo napotka. Po prostu uparcie trzyma się jedynych wartości, które jej kiedyś przedstawiono, wierząc, że przyniosą jej w końcu coś dobrego.
W związku z tą przeszłością jest też dość niezręczna towarzysko, trochę nudna, może męcząca. Z zasady nieco nieśmiała, poza tymi szczególnymi osobnikami, w których pokłada ogrom winy za to, jak wygląda teraz jej życie. Wobec nich potrafi wykrzesać zdecydowanie więcej ostrego języka i nieufności.
Czy polowanie zawsze było tak trudne? Mniej więcej takie pytanie przebiegło przez myśl Biedronkowej Łapie, która ponownie zorientowała się, że moment, w jakim się znajdowała, nie stanowi jeszcze takiego, w którym może rozluźnić chwyt. Jeszcze nie. Wykonała krótki wydech po swoim odkryciu, tym razem nie musząc długo głowić się nad następnym ruchem - po prostu postanowiła powtórzyć poprzedni krok.
Czyli znowu rzucić się na ptaka i - miejmy nadzieję - tym razem wreszcie dosięgnąć jego szyi zębami i mocno ścisnąć, puszczając dopiero, gdy poczuje na języku podobny smak, co ten przy wgryzaniu się w dotychczas jedzoną zwierzynę, mniej świeżą, ale o ile łatwiejszą do zdobycia. Nie czuła się jednak zniechęcona czy mocno sfrustrowana - wszystkie myśli skupiała na tym, by wreszcie móc pochwalić się upolowaniem gołębia.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Nieważne, jak wielka ochota na marudzenie zrodziła się w jego sercu - nie wydawał z siebie żadnych dźwięków poza cichutkim oddechem. Poruszał się w pozycji łowieckiej w dalszym ciągu, rozglądając się i trzymając ciało nisko. Nic. Póki co nie natknął się na nic więcej i nieco go to irytowało. Ale nie mógł na to nic poradzić, musiał się po prostu dalej starać. Więc od tak, Pajęcza Łapa skradał się dalej... i dalej.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Przy którymś kroku Pajęczyna poczuł, ledwo, ale poczuł, drganie ziemi pod łapami. I gdyby się rozejrzał, to nieopodal zauważyłby wśród śniegu bardzo charakterystyczne wypuklenie w zamarzniętej ziemi - kopiec kreta. Grudki ziemi i śniegu rozsypywały się na prawo i lewo, co wskazywało na to, że kret zamierzał wychylić się ze swojego tunelu aby, kto go tam wie, może zaczerpnąć świeżego, chłodnego powietrza?
Do trzech razy sztuka.
W końcu Źdźbło pochwyciła gołębicę w swoje łapy, zaraz potem w szczęki. Ptak zagruchotał po raz ostatni, coraz słabiej uderzając skrzydłami o boki pyska córki Żbikopręgiej. Zwierzyna zwiotczała terminatorce między zębami po krótkiej chwili, a na jej języku, owszem, znalazł się posmak krwi. Dużo cieplejszej i dużo świeższej niż ta, której próbowała dotychczas.
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Źdźbło jest dorosłą już kotką o przeciętnym wzroście i krótkiej sierści, stosunkowo puszystej, ale ostatnimi czasy trochę zmatowiałej, pomimo uporczywego wylizywania każdego brudnego miejsca. Większość jej ciała pokrywa biel, z wyjątkiem rudego obszaru wokół nosa, okolicy pomiędzy uszami i obszaru z tyłu przedniej, prawej łapie. Bury kolor także pojawia się pomiędzy uszami i na łapie, mieszając się z rudym. Dodatkowo kotka ma całkowicie bury ogon.
Na pyszczku wyróżnia się para intensywnie niebieskich oczu o trochę bardziej zmęczonym wyrazie, niż można było się kiedyś spodziewać po kotce. Być może sytuację tłumaczą pionowe blizny na obu bokach ciała - trzy na lewym, jedna na prawym, ciągnące się od żeber do kręgosłupa.
Wiele księżyców uwięzienia u Dwunogów sprawiło, że rozwój charakteru Źdźbła uległ spowolnieniu, jeśli nie zupełnemu zatrzymaniu. Na wierzch wypłynęły wszystkie traumy i strachy, przez co kotce towarzyszy ciągły strach, a przede wszystkim niepewność swojej pozycji i przyszłości. Nie wierzy w rozsądność swoich decyzji, czuje, że może opierać się tylko na poprzednio popełnionych błędach. Ironicznie, nadal tak samo wielką - zbyt wielką - wiarę pokłada w innych, których uważa za mądrzejszych od siebie, bardziej nadających się do udzielania komukolwiek rad.
W środku pozostała jednak taka sama, jak była. Nadal bezwzględnie wierzy w zasady, tym bardziej świadoma tego, jak skończyła, gdy posłuchała kogoś, kto je łamał. Jest jeszcze bardziej spięta, niż dawniej, świadoma ciężaru wychowania kociąt na jej barkach. Chce dobrze dla nich i, wewnątrz siebie, dla każdego (lub prawie każdego), kogo napotka. Po prostu uparcie trzyma się jedynych wartości, które jej kiedyś przedstawiono, wierząc, że przyniosą jej w końcu coś dobrego.
W związku z tą przeszłością jest też dość niezręczna towarzysko, trochę nudna, może męcząca. Z zasady nieco nieśmiała, poza tymi szczególnymi osobnikami, w których pokłada ogrom winy za to, jak wygląda teraz jej życie. Wobec nich potrafi wykrzesać zdecydowanie więcej ostrego języka i nieufności.
Wreszcie! Co prawda pierwszą reakcją Źdźbła okazało się zaskoczenie, a nie wielka radość - odczuła na języku o wiele cieplejszy, bardziej specyficzny smak, w reakcji na który zesztywniała na moment. Gdy młode kubki smakowe przyzwyczaiły się już do smaku, kotka rozluźniła się i wypuściła ptaka, pomna poznanego punktu Kodeksu - nie mogła zjeść, póki nie nakarmiła Klanu swoją zdobyczą. A skoro, jak widać, potrafiła już polować, to zasada zaczęła jej dotyczyć. Nawet zmartwiła się, czy jej właśnie nie złamała, skoro poczuła ten posmak. Zatrzymała się na dłuższy czas, poszukując Pająka wzrokiem - ten jednak nie pojawił się w polu widzenia terminatorki. Czy powinna kontynuować? Czy takie pytanie zaliczało się do niebezpieczeństw, w których pomoże jej starszy kolega?
Ostatecznie uznała, że bardziej przysłuży się swojemu społeczeństwu, jeśli przyniesie na stos więcej zwierzyny. Jeśli złamała Kodeks - co od tej chwili ciążyło jej na sercu - to przynajmniej wynagrodzi to Przodkom poprzez stosowanie się do innej zasady. Pojawił się jednak inny problem - co zrobić ze zwierzyną? Bała się, że jeśli ją tak zostawi, później może jej nie znaleźć... Wzięła więc gołębia do pyszczka - pilnując, by tym razem nawet go nie posmakować - i wróciła do miejsca, w którym rozdzieliła się z Pajęczą Łapą, po czym położyła zdobycz na mniej ośnieżonej części ziemi, tak, by na pewno zobaczyła ją po ostatecznym powrocie.
Następnie znowu wróciła, ale tym razem do miejsca, w którym upolowała gołębia, i ponownie zaczęła poruszać się w pozycji łowieckiej, wciąż tak samo skupiona na informacjach przekazywanych przez zmysły. Skradała się coraz dalej, z tyłu głowy mając myśl o tym, że musi pamiętać przebytą ścieżkę, żeby nie zgubić się tak, jak poznania przed ceremonią kotka - Susza.