Orlik jest kocurem dość przeciętnego wzrostu o dużych i okrągłych niebieskich oczach, które potem przybiorą kolor zielony. Jego uszy są długie, spiczaste i zakończone pędzelkami z futra. Posiada również długie wąsy. Jego sierść jest niebieska i pręgowana tygrysio. Na jego pyszczku, piersi i ogonie widoczne są niewielkie białe znaczenia kontrastujące się z jego ciemniejszą sierścią. Orlik jest kotem długowłosym, co widać nawet, teraz kiedy bardziej przypomina niepozorną kulkę futra. Stara się jednak dbać o swoje futro w głównej mierze, aby nie wyglądać jak chodzący krzak. Nie zapowiada się, aby wyrósł na jakiegoś olbrzyma, co nie oznacza jednak, że brak mu siły. Z trójki kociąt, które przeżyły poród, jest najstarszy. Można by jednak tak nie pomyśleć, zważając, że jeden z jego braciszków jest większy od niego.
Orlik jest dość spokojnym kocurkiem. Dość jest słowem klucz. Nie można do końca nazwać go figlarzem, ale nie jest też przesadnym po ważniakiem. Jest ciekawskim świata, ale nie biega po każdym krzaku, by sprawdzić, czy te kolce naprawdę bolą, jak się na nie wpadnie. To za niego zrobi jego braciszek - Chaos zanim Orlik zdąży o tym pomyśleć. Kiedy Przebiśnieg pogrążony jest we własnych myślach, a Chaosa jest wszędzie pełno, on stara się wymyślić jak zadbać o obu braci. Lubi się uważać, za tego mądrzejszego z całej trójki, ale pomimo tego, że ma własne pomysły, dość łatwo da się przekonać rodzeństwu. Jego asertywność wobec tej dwójki jest obecnie niska. Może z wiekiem jej przybędzie. Nie będzie pierwszy, by zaproponować jakąś igraszkę. Zamiast broić coś z rodzeństwem woli usiąść gdzieś z boku i obserwować co robią. No, chyba że zaproponują, aby dołączył, to wtedy na pewno się skusi i to bez większego myślenia. Ale tylko oni, każdy inny niech zostawi jego i jego rodzeństwo w spokoju. Kocha ich nad życie i dla nich zrobiłby wszystko. Jakby kazali mu wskoczyć w ogień, on pewnie dałby się im przekonać, jeśli to miałoby przynieść reszcie coś dobrego. Można to uznać za głupie i łatwe do wykorzystania. Kto wie może tak jego rodzeństwo myśli, ale go to nie interesuje. Jednego czego nie lubi to jak jego ukochane rodzeństwo się kłóci. No jak to tak. Wtedy odpala się w nim mały diabełek, który okrzyczy wszystkich po kolei. Może wtedy wezmą go na poważnie.
Następny dzień miał mu minąć na nie robieniu czegokolwiek pożytecznego. Nauki z Nietoperzem, choć były ciekawe, to ile można się uczyć. Szczególnie w tak młodym wieku. Orlik planował wrócić do swojego ulubionego zajęcia, czyli spania. Może tego dnia choć raz mu w tym nie przeszkodzi. Nic bardziej mylnego. Tym razem był to jednak ktoś, komu mógł wybaczyć taką zniewagę – jego braciszek Chaos. Propozycja, która wyszła z jego pyszczka, była unikatowa. Wyjść poza obóz? Czy to nie było przypadkiem zakazane dla kociaków? Może i tak, ale Chaos nie musiał dużo przekonywać Orlika. Szczerze to nie musiał w ogóle. Starszy brat zgodził się bez większego zastanowienia. Może im miał z tyłu głowy jakieś myśli, mówiące mu, aby tego nie robił, bo skończy się to źle, ale przecież nie mógł odmówić swojemu braciszkowi. Ich wyprawa było codziennością wojownika, jednak dla kociaka takiego jak Orlik wydawała się wielkim przedsięwzięciem. Świat poza obozem był ogromny i piękny. Czemu zamykali ich w tym małym obozie podczas gdy tu było tyle do zwiedzenia i okrycia? Czy powinien się bać, że jest teraz w niebezpieczeństwie, będąc wciąż młodym i nie umiejąc walczyć? Oczywiście. Czy pierwszy lepszy drapieżnik mógłby go rozszarpać? Bez problemu. Nie czuł jednak dużo z tego strachu. Gdzieś z tyłu głowy miał cały czas jakieś mrowienie, ale było ono tłumione ekscytacją. – Będą z nas dumni. I zobaczą, na co nas stać. – Odpowiedział swojemu bratu z ekscytacją. Był dosłownie za nim gotów na wszystko, co przyniesie ze sobą ta wyprawa. – Tylko jak to zrobić, aby coś złapać? Bo raczej obiad nam nie wpadnie sam do pyszczków. – Orlik był bardziej zajęty spaniem niż obserwowaniem starszych kotów, więc brakowało mu wiedzy tu i tam.
spory kocur o zgrabnej, rozwijającej się sylwetce, długiej, niebieskiej, tygrysiopręgowanej sierści z bielą i różnokolorowych oczach: prawie żółte, lewe lodowoniebieskie
Zdaje się, że kocur chce przeżyć całe życie dwa albo i trzy razy. Wszystko robi mocno, dużo, szybko. Przy tym twardo stąpa po ziemi, daleko mu do marzyciela. Energiczny, uwielbia wysiłek i wzywania. Towarzyski, otwarty i sympatyczny, jednak skłonny do skrajnych reakcji i emocji. Szybciej działa niż myśli, w gorącej wodzie kąpany, jego dwa motto życiowe to “pa na to” i “jakoś to będzie”. Mimo powierzchownej opryskliwości i niewyparzonego języka, młody Chaos nie ma złych zamiarów i nie szuka wrogów. Ważne, jak zostanie pokierowany i dalej ukształtowany, ma szansę się zmienić i wyrosnąć na dobrego, pełnego zapału i uporu wojownika.
Płocha Łapa, Topikowa Łapa (KR)
Zatrzymał na nim spojrzenie, kiedy brat mówił. Różnokolorowe oczy przez chwilę oceniały jego postawę. Kiedy ten zamilkł, Chaos skinął kocurkowi z uznaniem głową. Spodobało mu się to, co powiedział, a na szczególną pochwałę zasługiwał zdaniem kudłatego fakt, że Orlik nie sprawiał wrażenia przestraszonego. O takiego brata nic nie robił.
Pytanie, które zadał też nie było pozbawione sensu. W końcu samo wyjście z obozu pozostając niezauważonym to tylko połowa sukcesu, żeby osiągnąć zaplanowany cel musieli jeszcze przynieść coś ze sobą. I to najlepiej nie połamane kości, a coś do jedzenia. To znaczy, zwierzynę. Przynieść do domu zwierzynę.
Większy z kocurów wciąż czuł się, jak prawdziwy specjalista od wypraw poza obóz, jak koneser polowań i prawdziwy znawca sztuki łowieckiej. Uniósł nosek do góry i wciągnął powietrze do płuc. Prawda była taka, że poza smakiem i zapachem, nie wiedział o zwierzynie zupełnie nic. Jak dotąd jednak zupełnie dobrze wychodziło mu maskowanie tejże niewiedzy.
- Przede wszystkim musisz być cicho - syknął do niego tonem specjalisty, którym w swoich oczach się stał. - Bo wszystko wystraszysz - dodał i rozejrzał się dookoła. Spojrzał też w górę, gdzie poza gałęziami krzewów widać było tylko skrawki szaro-błękitnego nieba.
Orlik jest kocurem dość przeciętnego wzrostu o dużych i okrągłych niebieskich oczach, które potem przybiorą kolor zielony. Jego uszy są długie, spiczaste i zakończone pędzelkami z futra. Posiada również długie wąsy. Jego sierść jest niebieska i pręgowana tygrysio. Na jego pyszczku, piersi i ogonie widoczne są niewielkie białe znaczenia kontrastujące się z jego ciemniejszą sierścią. Orlik jest kotem długowłosym, co widać nawet, teraz kiedy bardziej przypomina niepozorną kulkę futra. Stara się jednak dbać o swoje futro w głównej mierze, aby nie wyglądać jak chodzący krzak. Nie zapowiada się, aby wyrósł na jakiegoś olbrzyma, co nie oznacza jednak, że brak mu siły. Z trójki kociąt, które przeżyły poród, jest najstarszy. Można by jednak tak nie pomyśleć, zważając, że jeden z jego braciszków jest większy od niego.
Orlik jest dość spokojnym kocurkiem. Dość jest słowem klucz. Nie można do końca nazwać go figlarzem, ale nie jest też przesadnym po ważniakiem. Jest ciekawskim świata, ale nie biega po każdym krzaku, by sprawdzić, czy te kolce naprawdę bolą, jak się na nie wpadnie. To za niego zrobi jego braciszek - Chaos zanim Orlik zdąży o tym pomyśleć. Kiedy Przebiśnieg pogrążony jest we własnych myślach, a Chaosa jest wszędzie pełno, on stara się wymyślić jak zadbać o obu braci. Lubi się uważać, za tego mądrzejszego z całej trójki, ale pomimo tego, że ma własne pomysły, dość łatwo da się przekonać rodzeństwu. Jego asertywność wobec tej dwójki jest obecnie niska. Może z wiekiem jej przybędzie. Nie będzie pierwszy, by zaproponować jakąś igraszkę. Zamiast broić coś z rodzeństwem woli usiąść gdzieś z boku i obserwować co robią. No, chyba że zaproponują, aby dołączył, to wtedy na pewno się skusi i to bez większego myślenia. Ale tylko oni, każdy inny niech zostawi jego i jego rodzeństwo w spokoju. Kocha ich nad życie i dla nich zrobiłby wszystko. Jakby kazali mu wskoczyć w ogień, on pewnie dałby się im przekonać, jeśli to miałoby przynieść reszcie coś dobrego. Można to uznać za głupie i łatwe do wykorzystania. Kto wie może tak jego rodzeństwo myśli, ale go to nie interesuje. Jednego czego nie lubi to jak jego ukochane rodzeństwo się kłóci. No jak to tak. Wtedy odpala się w nim mały diabełek, który okrzyczy wszystkich po kolei. Może wtedy wezmą go na poważnie.
– „Być cicho”, to raczej potrafię. Pytanie, czy ty też. – Orlik wyszeptał rozbawionym tonem do swojego większego braciszka. Trzymanie języka za zębami i swoich własnych pomysłów w głowie w towarzystwie braci przychodziło mu dość łatwo. Czuł, że jego bracia podejmują dobre decyzje, więc nie będzie się wtrącać ze swoimi głupimi pomysłami. Czy to znaczy, że kociak nie analizował tego, co się działo wokół niego? Wręcz przeciwnie. Orlik w nakazanej ciszy i z poważną twarzą obserwował otoczenie, wypatrując jakiegoś niebezpieczeństwa, które może zagrozić jego bratu. Przecież nie bez powodu mama powtarzała im, aby nie wychodzili z obozu. A mama zazwyczaj miała rację. Niebieski kociak jednak cały czas podążał za swoim róznookim bliźniakiem, tłumiąc w sobie jakiekolwiek wątpliwości. – Czy nie mógł wybrać lepszego miejsca? – Orlik czuł, że trudno mu czasem przez ciernistą gęstwinę. Kolce roślin co rusz zahaczały o jego długie futerko, czasem nawet wyrywając pojedyncze pasemka. W tym tempie to wróci do obozu łysy. Czekał, aż jego braciszek zauważy coś wartego uwagi.
Księżyce: 108 Mistrz: Kamienne Serce Płeć: kotka Matka: Drobny Płatek Ojciec: Krzywy Skok Trwałe urazy: delikatna blizna ciągnąca się od czoła do nosa kotki; małe blizny ukryte pod futrem na łapie i boku; brak połowy lewego ucha oraz brak połowy prawego ucha;
Księżyce: 108 Mistrz: Kamienne Serce Płeć: kotka Matka: Drobny Płatek Ojciec: Krzywy Skok Trwałe urazy: delikatna blizna ciągnąca się od czoła do nosa kotki; małe blizny ukryte pod futrem na łapie i boku; brak połowy lewego ucha oraz brak połowy prawego ucha;
Potężnej budowy długowłosa czarna szylkretka pozbawiona całkowicie bieli. W miejscach gdzie widoczny jest rudy kolor można dostrzec pręgowanie ticked. Największe rude plamy znajdują się na prawej stronie pyska, oraz na grzebiecie. Ślepia kotki przybrały kolor żółty. Krok Lisicy mimo wszystko nie należy do ociężałych. Porusza się dość zgrabnie, pochylając często przy tym łeb.
Ciekawa świata kotka, nie bojąca się zadawania pytań. Uwielbia rozmawiać i nie ma problemu z dostosowaniem się do rozmówcy, mimo tego jednak często jedno mówi, a drugie robi i myśli. Nie wie co to posłuszeństwo. Dlatego też nie zamierza wierzyć, w takie bujdy jak Gwiezdni..
Bez wątpienia można ją określić mianem inteligentnej, o czym niewątpliwie można się już przekonać w pierwszych chwilach rozmowy z nią.
Bobrzy Bór (KC)
Chaos musiał być naprawdę fantastycznym łowcą, bowiem zrobił jedynie kilka kroczków a już pod jego łapami wylądowała martwa kuropatwa! Całkiem spora zwierzyna, mogąca wyżywić nawet cały miot takich podrostków jak kocurek. Syn Ostrego Kolca w sumie nie musiał za bardzo nic robić... bo ptak był już zdechły, najwidoczniej zamarł ze strachu przed wichrową chlubą... bądź po prostu ucierpiał na słońcu w tak piekielny dzień.
Orlik za to miał dużo więcej nieszczęścia a w nim minimalną dawkę szczęścia. Co się wydarzyło? Jakiś jeden lisi ogon przed sobą kociak znalazł łasicę zajętą wygrzebywaniem czegoś z ziemi, może był tam jakiś wyjątkowo dobry owad albo owoc? Kociak na szczęście pozostawał niezauważony... przynajmniej póki co.
spory kocur o zgrabnej, rozwijającej się sylwetce, długiej, niebieskiej, tygrysiopręgowanej sierści z bielą i różnokolorowych oczach: prawie żółte, lewe lodowoniebieskie
Zdaje się, że kocur chce przeżyć całe życie dwa albo i trzy razy. Wszystko robi mocno, dużo, szybko. Przy tym twardo stąpa po ziemi, daleko mu do marzyciela. Energiczny, uwielbia wysiłek i wzywania. Towarzyski, otwarty i sympatyczny, jednak skłonny do skrajnych reakcji i emocji. Szybciej działa niż myśli, w gorącej wodzie kąpany, jego dwa motto życiowe to “pa na to” i “jakoś to będzie”. Mimo powierzchownej opryskliwości i niewyparzonego języka, młody Chaos nie ma złych zamiarów i nie szuka wrogów. Ważne, jak zostanie pokierowany i dalej ukształtowany, ma szansę się zmienić i wyrosnąć na dobrego, pełnego zapału i uporu wojownika.
Płocha Łapa, Topikowa Łapa (KR)
Cóż za fantastyczny łut szczęścia! Kocurek aż podskoczył z radości. Zachował jednak trzeźwość umysłu i prędko uświadomił sobie, że jeżeli wróci do Orlika czysty i pachnący, ten może domyślić się prawdy, że Chaos nie miał wiele wspólnego ze śmiercią kuropatwy. Wobec tego zabrał się do pracy i nie tylko przybrudził samego siebie kurzem, by zasymulować odbytą w okolicy bójkę, ale i ubrudził pysk i łapy we krwi zwierzęcia. Następnie złapał kuropatwę za szyję i zaczął ciągnąć ją w stronę, gdzie jak mu się wydawało, znajdował się jego brat. Ta zdobycz zdecydowanie powinna wystarczyć.
Orlik jest kocurem dość przeciętnego wzrostu o dużych i okrągłych niebieskich oczach, które potem przybiorą kolor zielony. Jego uszy są długie, spiczaste i zakończone pędzelkami z futra. Posiada również długie wąsy. Jego sierść jest niebieska i pręgowana tygrysio. Na jego pyszczku, piersi i ogonie widoczne są niewielkie białe znaczenia kontrastujące się z jego ciemniejszą sierścią. Orlik jest kotem długowłosym, co widać nawet, teraz kiedy bardziej przypomina niepozorną kulkę futra. Stara się jednak dbać o swoje futro w głównej mierze, aby nie wyglądać jak chodzący krzak. Nie zapowiada się, aby wyrósł na jakiegoś olbrzyma, co nie oznacza jednak, że brak mu siły. Z trójki kociąt, które przeżyły poród, jest najstarszy. Można by jednak tak nie pomyśleć, zważając, że jeden z jego braciszków jest większy od niego.
Orlik jest dość spokojnym kocurkiem. Dość jest słowem klucz. Nie można do końca nazwać go figlarzem, ale nie jest też przesadnym po ważniakiem. Jest ciekawskim świata, ale nie biega po każdym krzaku, by sprawdzić, czy te kolce naprawdę bolą, jak się na nie wpadnie. To za niego zrobi jego braciszek - Chaos zanim Orlik zdąży o tym pomyśleć. Kiedy Przebiśnieg pogrążony jest we własnych myślach, a Chaosa jest wszędzie pełno, on stara się wymyślić jak zadbać o obu braci. Lubi się uważać, za tego mądrzejszego z całej trójki, ale pomimo tego, że ma własne pomysły, dość łatwo da się przekonać rodzeństwu. Jego asertywność wobec tej dwójki jest obecnie niska. Może z wiekiem jej przybędzie. Nie będzie pierwszy, by zaproponować jakąś igraszkę. Zamiast broić coś z rodzeństwem woli usiąść gdzieś z boku i obserwować co robią. No, chyba że zaproponują, aby dołączył, to wtedy na pewno się skusi i to bez większego myślenia. Ale tylko oni, każdy inny niech zostawi jego i jego rodzeństwo w spokoju. Kocha ich nad życie i dla nich zrobiłby wszystko. Jakby kazali mu wskoczyć w ogień, on pewnie dałby się im przekonać, jeśli to miałoby przynieść reszcie coś dobrego. Można to uznać za głupie i łatwe do wykorzystania. Kto wie może tak jego rodzeństwo myśli, ale go to nie interesuje. Jednego czego nie lubi to jak jego ukochane rodzeństwo się kłóci. No jak to tak. Wtedy odpala się w nim mały diabełek, który okrzyczy wszystkich po kolei. Może wtedy wezmą go na poważnie.
Rozdzieli się. To tylko na chwilę przecież, a osobno mieli większą szansę na znalezienie czegoś. Orlik został nieco z tyłu i skręcił w nieco innym kierunku niż Chaos. Młody kocur uważnie przebijał się przez następne części gęstwiny. Może do jego pyska wpadnie sama jakaś myszka i nie będzie musiał się wysilać. Nie upokorzy się też braciszkiem, który widocznie umiał więcej niż on. Orlik wolał spać i odpoczywać. Przespał jakąś naukę polowania czy Chaos po prostu był bardziej uzdolniony. Z tym przemyśleń wyrwał go widok niedaleko od niego. Stało przed nim coś i to coś grzebało w ziemi. Nie wyglądało jednak jak typowa rzeczy, która znajdywała się na stosie zwierzyny w klanie. Było mniejsze od niego, ale o niewiele. Wolałby jednak spotkać mysz. O polowaniu i walce wiedział tyle, co nic, więc postanowił zrobić jedyną mądrą rzecz, która przyszła do jego głowy. Zaczął się powoli cofać nisko przy ziemi z nadzieją, że stworzonko go nie zauważy. Jeśli potrafiło choć trochę się bronić, to kociak wolał nie ryzykować. W sercu liczył też na to, że nie spotka zaraz swojego braciszka, który zobaczy stworzonko i stwierdzi, że starszy stchórzył.
spory kocur o zgrabnej, rozwijającej się sylwetce, długiej, niebieskiej, tygrysiopręgowanej sierści z bielą i różnokolorowych oczach: prawie żółte, lewe lodowoniebieskie
Zdaje się, że kocur chce przeżyć całe życie dwa albo i trzy razy. Wszystko robi mocno, dużo, szybko. Przy tym twardo stąpa po ziemi, daleko mu do marzyciela. Energiczny, uwielbia wysiłek i wzywania. Towarzyski, otwarty i sympatyczny, jednak skłonny do skrajnych reakcji i emocji. Szybciej działa niż myśli, w gorącej wodzie kąpany, jego dwa motto życiowe to “pa na to” i “jakoś to będzie”. Mimo powierzchownej opryskliwości i niewyparzonego języka, młody Chaos nie ma złych zamiarów i nie szuka wrogów. Ważne, jak zostanie pokierowany i dalej ukształtowany, ma szansę się zmienić i wyrosnąć na dobrego, pełnego zapału i uporu wojownika.
Płocha Łapa, Topikowa Łapa (KR)
Machnął gwałtownie ogonem, dając jednocześnie upust swojej rosnącej irytacji. Zwierzyna była zwyczajnie naprawdę ciężka, jednak jej ciężar i tak nie był tak duży, jak wskazywał na to jej rozmiar. Udawało mu się powoli ciągnąć ją po ziemi, zmierzał w kierunku, w którym jak mu się wydawało, skierował się na początku Orlik, kiedy (postępując z resztą bezgranicznie głupio) się rozdzielili. Gdyby tylko był w stanie, z pewnością wylewałby teraz z siebie siódme poty. Nie mógł, wobec czego mobilizował swoje siły w ciszy, by w końcu z triumfem rzucić kuropatwę pod łapy brata.
- Ja już upolowałem - rzucił nonszalancko, zajmując się na chwilę zlizywaniem krwi ptaka z jednej z przednich łap. Ukradkiem zerknął na kocurka, bardzo ciekaw jego reakcji. - A ty, co masz? - zapytał, rozglądając się, jakby ofiary Orlika po prostu nie zobaczył.
Orlik jest kocurem dość przeciętnego wzrostu o dużych i okrągłych niebieskich oczach, które potem przybiorą kolor zielony. Jego uszy są długie, spiczaste i zakończone pędzelkami z futra. Posiada również długie wąsy. Jego sierść jest niebieska i pręgowana tygrysio. Na jego pyszczku, piersi i ogonie widoczne są niewielkie białe znaczenia kontrastujące się z jego ciemniejszą sierścią. Orlik jest kotem długowłosym, co widać nawet, teraz kiedy bardziej przypomina niepozorną kulkę futra. Stara się jednak dbać o swoje futro w głównej mierze, aby nie wyglądać jak chodzący krzak. Nie zapowiada się, aby wyrósł na jakiegoś olbrzyma, co nie oznacza jednak, że brak mu siły. Z trójki kociąt, które przeżyły poród, jest najstarszy. Można by jednak tak nie pomyśleć, zważając, że jeden z jego braciszków jest większy od niego.
Orlik jest dość spokojnym kocurkiem. Dość jest słowem klucz. Nie można do końca nazwać go figlarzem, ale nie jest też przesadnym po ważniakiem. Jest ciekawskim świata, ale nie biega po każdym krzaku, by sprawdzić, czy te kolce naprawdę bolą, jak się na nie wpadnie. To za niego zrobi jego braciszek - Chaos zanim Orlik zdąży o tym pomyśleć. Kiedy Przebiśnieg pogrążony jest we własnych myślach, a Chaosa jest wszędzie pełno, on stara się wymyślić jak zadbać o obu braci. Lubi się uważać, za tego mądrzejszego z całej trójki, ale pomimo tego, że ma własne pomysły, dość łatwo da się przekonać rodzeństwu. Jego asertywność wobec tej dwójki jest obecnie niska. Może z wiekiem jej przybędzie. Nie będzie pierwszy, by zaproponować jakąś igraszkę. Zamiast broić coś z rodzeństwem woli usiąść gdzieś z boku i obserwować co robią. No, chyba że zaproponują, aby dołączył, to wtedy na pewno się skusi i to bez większego myślenia. Ale tylko oni, każdy inny niech zostawi jego i jego rodzeństwo w spokoju. Kocha ich nad życie i dla nich zrobiłby wszystko. Jakby kazali mu wskoczyć w ogień, on pewnie dałby się im przekonać, jeśli to miałoby przynieść reszcie coś dobrego. Można to uznać za głupie i łatwe do wykorzystania. Kto wie może tak jego rodzeństwo myśli, ale go to nie interesuje. Jednego czego nie lubi to jak jego ukochane rodzeństwo się kłóci. No jak to tak. Wtedy odpala się w nim mały diabełek, który okrzyczy wszystkich po kolei. Może wtedy wezmą go na poważnie.
Wycofywał się najciszej, jak umiał. Na jego szczęście zwierzątko go nie zauważyło ani nie usłyszało więc moc w spokoju wracać tam, gdzie zgubił Chaosa. Jakoś mu nie grało próbowanie upolowania tego czegoś. Nie wiedział nawet jak to zrobić, a podobno nawet zwierzyna potrafi oddać. Gdyby dostał kopa w zad od któregoś z braci, zrobiłby to, ale w tym momencie żadnego z nich nie było. Orlik usiadł na rozdrożu i czekał na brata, który (jak starszy myślał) powinien zaraz się pojawić. Nie mogło mu się przecież coś stać. Może powinien go pójść poszukać? Ulgę na sercu dało mu jednak zobaczenie futerka brata wychylającego się zza roślinności. Niósł zdobycz… ogromną zdobycz. - Wow… ale sztuka. - Orlik zaniemówił na chwilę ze zdumienia, a gdzieś w gardle ścisnęło go uczucie bycie gorszym powodujące, że jego oczy prawie się zaszkliły. - Ja… nic nie znalazłem. - Kociak mruknął zawiedziony. Lepiej było powiedzieć, że nic nie było niż, że stchórzył. - Pomogę ci z tym i chyba wracajmy do obozu, zanim zauważą, że nas nie ma. - Im szybkiej w obozie tym lepiej.
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Kocica o dobrze zbudowanych mięśniach, niebieskim futrze
i zielonych oczach
Nie daje sobie wejść na głowę. Podczas księżyców życia na ulicy nauczyła się radzić sobie jeszcze lepiej sama, niż wcześniej. W końcu żyła w zwartej, zorganizowanej kociej grupie, więc nauczenie się życia na własną łapę było czymś trudniejszym.
U wojowniczki nadal pozostała ta kocięca potrzeba rywalizacji. Nie zawsze zdrowej, ale ważne, że jakiejkolwiek. Ponadto nadal trzyma się swoich ambicji i stara się dążyć do ich spełnienia. Nie po trupach, ale ciężką pracą, którą wkłada we wszystko, co jest dla niej istotne.
Czasami dalej wdaje się w niepotrzebne dyskusje - niestety Ostra ma to do siebie, że czasem szybciej powie, niż pomyśli. Wywołuje to niekiedy nie małe kłopoty, z którymi musi się uporać. Gdy jednak konflikty nabiera na sile, nie waha się użyć siły.
Nie lubi większych zobowiązań - udowodniła to podczas rozmowy z Nietoperzym Niebem, gdzie, mimo, iż obie wyznały sobie swoje uczucia, to niebieska zdecydowała się na nie wchodzenie w stały związek. Nie zauważała również tego, iż kotka cierpi przez jej zachowanie. Po prostu potrzebuje kogoś, kto będzie przy niej a nie koniecznie ona przy nim.
Ostry Kolec wracała z walki z powyrywanymi kłakami i krwią cieknącą z brakującej części nosa. Była obolała i zmęczona, jednakże nie przeszkodziło jej to, aby nieco zboczyć z drogi, gdy to jej uszu dotarły znajome głosiki. "Na litość Gwiezdnych". Dosyć szybko znalazła oczywiście nie nikogo innego, jak swoich synów, których powitała niezbyt wesołym fuknięciem oraz paroma kroplami krwi, które wyciekły z jej nozdrzy.
- Co wy tutaj robicie, na Gwiezdnych?! Czy zakaz mówiący o tym, że NIE MOŻECIE wychodzić z obozu jest niezrozumiały?! A GDYBY COŚ WAS POŻARŁO?!? Nie potraficie się bronić, nie wiecie jak walczyć, NIE JESTEŚCIE NAWET TERMINATORAMI. Do obozu, NATYCHMIAST. Jeśli jeszcze raz ośmielicie się złamać ten zakaz to osobiście powyrywam wam wą... Oh? - dopiero teraz zdała sobie sprawę z ogromnego ptaszyska, które to leżało przy jej synach. Zamrugała oczami ze zdumieniem, nie mogąc pojąć, jak takie maluchy zdołały upolować kuropatwę?! To nie było do końca możliwe a z drugiej strony, LEŻAŁA TUTAJ upolowana zwierzyna. Wzięła wdech, po czym odkaszlnęła, czując, jak krew spływa jej do gardła. - Wy... upolowaliście ją sami? Huh... dobra robota. Co nie zmienia faktu, że wyrwę wam te wąsy, jak jeszcze raz wyjdziecie z obozu przed rozpoczęciem treningów. Chodźcie. - mruknęła, dając znak ogonem, aby ruszyli za nią. Chwyciła ptaszysko, po czym ruszyła wraz z kociakami - bo jeśli któryś stawiał opór to zamierzała go złapać za kark i donieść do miejsca docelowego.
[zt?]
x
x <span class="jesion2">All mylifeI’vebeensolonely</span> Allinthenameofbeingholy Still,you’dliketothinkyouknowme
<span class="jesion2">> Youkeepbuyin’stars <</span> Andyoucouldbuyupallofthestars, Butitwouldn’tchangewhoyouare You’restilllivinglifeinthedark
<span class="jesion2">It’sjustwhoyouare</span> ...............................................
czarny, wysoki kocur, o długim futrze, masywnych barkach i niebiesko-szarych oczach
miły grzeczny i uczynny, nie lubi tłumów, nie lubi gadać, nie lubi jak jest za dużo innych wokół, introwertyk!!!! ale za to lojalny fajny przyjaciel jak ma dwa koty obok
Niedaleko, tak jak zapowiedział. Ich podróż nawet nie trwała kilkunastu minut serca i już - byli na miejscu. Chłodna, wilgotna ziemia zatapiała ich łapy, zaś deszczowe powietrze wypełniało ich nozdrza. Było miło, jak dla niego. Ciche śpiewy ptaków gdzieś z oddali, pomieszane z cichutkimi kroplami uderzającymi o niewielkie kałuże, jakie musiały powstać rankiem przy deszczu. - Tutaj - zamruczał krótko. - Nie jest to być może wielce... niesamowite miejsce, ale zdecydowanie jest jakieś. Jeśli będziesz chcieć, możemy potem obejść obóz naokoło, niedaleko są jeszcze Kwitnące Zarośla. Nie są teraz najpiękniejsze, ale być może spodobają ci się i tak, Mamrotko...?
[mamrot!]
FEELthe furyclosingin 〈〈AllRESISTANCE〉〉 wearingthin NOWHEREtorunfromallofthishavoc NOWHEREto hide Fromallof this 〈〈MADNESS〉〉
krótkie, czarne, szorstkie futro - zielone oczy (w słońcu wydają się jaskrawożółte) - długie ciało, łapy, ogon - nieco niższa niż wichrowa średnia - biała plamka na piersi - różowa kokarda na piersi
cicha, wycofana, dobry słuchacz, nie da sobie w kasze dmuchac, cierpliwa, samotnik
xxxxRzeczywiście nie szliśmy długo, ale tym tylko Mech załatwił sobie u mnie kolejny plus. Był prawdomówny, to dobrze, bo naprawdę nie tolerowałam kłamstwa w swoją stronę. Nie miałam pojęcia kto był mamą kocura, ale musiała naprawdę dobrze go wychować, tak mi przeszło przez myśl. Choć może miał tak z natury? Niektórzy byli po prostu w porządku ze względu na osobowość, a nie pracę rodziców. xxxx- Och. Jejku - szepnęłam cicho, gdy tylko znaleźliśmy się przy Kolczastych Krzewach. Miałam wrażenie, że ekscytowałam się jak małe dziecko, ale w zasadzie wciąż byłam dzieckiem, więc chyba... chyba mogłam. Podeszłam do krzewów, które wydawały mi się takie same, ale kiedy przyjrzałam się ich listkom wyraźnie widziałam, że były inne. - Inne. Są inne, to inne krzewy... ciekawe czy kwitną - poinformowałam kocura z wyraźną ekscytacją w głosie, kiedy podchodziłam wolno do każdego kolejnego listka. - Jasne, możemy iść... wszystko tu wydaje się naprawdę piękne, nawet teraz - uśmiechnęłam się i wróciłam grzecznie do terminatora. - Przepraszam, że tak się cieszę, po prostu... Nie wiedziałam, że może być tak pięknie poza Ziołowym Wzgórzem. Do niedawna znałam tylko jego kąty - dodałam cicho, może nieco zawstydzona, bo pewnie teraz dziwnie będzie na mnie spoglądał, że cieszę się widokiem zwykłych krzewów.
czarny, wysoki kocur, o długim futrze, masywnych barkach i niebiesko-szarych oczach
miły grzeczny i uczynny, nie lubi tłumów, nie lubi gadać, nie lubi jak jest za dużo innych wokół, introwertyk!!!! ale za to lojalny fajny przyjaciel jak ma dwa koty obok
Nie wiedział ile udziału w jego zachowaniu miała Roziskrzona Noc. Gdyby ktoś go zapytał - również by przyznał, że nie ma pojęcia. Uważał jednak, że jej obecność (nawet jeśli momentami malutka), była mu ważna. Ufał jej. Wiedział, że jest przykładnym kotem i nawet gdyby miała zniknąć, nie umiałby powiedzieć, że jej nie lubi. Była jego matką. Kochał ją. - Jestem pewien, że tak... tylko nie o takiej porze. Chłód zabija roślinność. Coraz więcej liści spada z drzew, a te zostają gołe, nie raz paskudnie oschłe i straszne. Nie sądzę, by natura chciała być okrutna wobec tych tutaj cały czas - odpowiedział spokojnie, przyglądając się Mamroczącej, gdy ta ekscytowała się czymś tak prostym. Faktycznie, jakoby ledwo parę dni temu się urodziła. Uroczy, choć i smutny obrazek. Co choroba mogła zrobić z kotem... - Nie przepraszaj. Okropnie to brzmi w takim kontekście.
Powiedział, sam mimowolnie się uśmiechając teraz i głową machając na boki. - Bardziej się cieszę, że ci się tu podoba, a wyjścia nie traktujesz jako fajnego z uprzejmości. Wówczas byłoby za co przepraszać, ale mi, że cię wyciągnąłem gdzieś, na jakieś badziewie... Chodź, ale ostrożnie - zamruczał, ruchem głowy dając znak by ta ruszyła za nim. - Jeśli będziemy mieć szczęście, znajdziemy gdzieś mysią norę. To odpowiednie miejsce dla małych stworzeń, kolce dają im ochronę przed drapieżnikami. Rzecz jasna, nie zabijemy jej. Usiądziemy gdzieś z boku, być może wyjdzie...
FEELthe furyclosingin 〈〈AllRESISTANCE〉〉 wearingthin NOWHEREtorunfromallofthishavoc NOWHEREto hide Fromallof this 〈〈MADNESS〉〉
krótkie, czarne, szorstkie futro - zielone oczy (w słońcu wydają się jaskrawożółte) - długie ciało, łapy, ogon - nieco niższa niż wichrowa średnia - biała plamka na piersi - różowa kokarda na piersi
cicha, wycofana, dobry słuchacz, nie da sobie w kasze dmuchac, cierpliwa, samotnik
xxxx- To ma swój urok - miauknęłam cicho, gdy ten zaczął opowiadać o tym, że drzewa już niedługo będą zupełnie nagie, straszne, odpychające. Uważałam nieco inaczej, choć nie wiem czy poprawnie, w końcu nigdy nie widziałam jak wygląda otoczenie podczas tak mroźnych dni. Pewnie już niedługo będę mogła się przekonać... - To znaczy... wiesz, wszystko ma coś w sobie. Kolorowe kwiaty tak, oczywiście, ale mi się chyba po prostu podoba wszystko - zaśmiałam się. - Nawet kałuża ma coś w sobie takiego, że lubię na nią patrzeć. Albo błoto. Albo szare liście krzaków. Chyba serio jestem dziwna - stwierdziłam delikatnie rozbawiona. Nawet jeśli tak, to się tego nie wstydziłam. Generalnie się siebie nie wstydziłam, lubiłam siebie taką, jaką byłam. Lubiłam to, że swoje pierwsze księżyce spędziłam w izolacji, lubiłam to, że nie za bardzo wiedziałam jak rozmawiać z innymi, byłam nieco bardziej cicha niż inni, a wolne chwile raczej spędzałam sama i było mi z tym dobrze. Lubiłam to, że jestem cierpliwa, ale jednak potrafiłam postawić na swoim, kiedy gra rzeczywiście była tego warta. Pomimo trudności nie żałowałam niczego w moim króciutkim życiu. Mam nadzieję, że to się nie zmieni. Nie było idealnie, ale dobrze mi było tak, jak było. xxxxPokiwałam głową na jego słowa. Miałam wrażenie, że miał jakiś instynkt opiekuńczy, na pewno był kimś troskliwym - mówił mi, bym była ostrożna, albo nie zabierał na długi spacer byśmy się nie przeziębili. Było to na swój sposób bardzo urokliwe. Na pewno był dobrym kotem, co do tego nie miałam żadnych wątpliwości. - O, chciałabym zobaczyć mysz, taką, no wiesz, żywą. Mam wrażenie, że te z stosu straciły już kolor. Te żywe muszą być na pewno dużo barwniejsze.
czarny, wysoki kocur, o długim futrze, masywnych barkach i niebiesko-szarych oczach
miły grzeczny i uczynny, nie lubi tłumów, nie lubi gadać, nie lubi jak jest za dużo innych wokół, introwertyk!!!! ale za to lojalny fajny przyjaciel jak ma dwa koty obok
Miało. Temu nie śmiałby zaprzeczyć. Wszak jak już mówił wcześniej - lubił tę porę roku. Musiał w niej widzieć coś, nawet jeśli czymś była zwykła radość z faktu, że nie było tak gorąco, tak upierdliwie duszno i źle. - Nie, nie jesteś. Po prostu się cieszysz, że żyjesz - odpowiedział spokojnie, przymykając delikatnie ślepia. Nie umiałby jej obrażać, za radość z życia. Jak mógłby? Ledwo otarła się o śmierć. Cieszył się jej szczęściem, na swój.. Mchowy sposób. Nie pokazując niczego poza delikatnymi uśmiechami i cichymi pomrukami. To dużo. To wiele, zbyt wiele momentami, sprawiało że czuł się aż głupiutko. Ale wypadało.
Gdy się zgodziła, nie musiał nic mówić. Nie było czego. - Mysie nory nie są duże... więc przyglądaj się uważnie ziemi - szepnął, jakoby już na mysz wpadł i nie chciał jej spłoszyć. Niemniej, nie - co najwięcej, znalazł ślimaka. Na ich szczęście, takiego w skorupce. Te są mniej... brzydkie. - Patrz. Ciekawe dokąd idzie?
Zagadał, kierując na nią wzrok.
FEELthe furyclosingin 〈〈AllRESISTANCE〉〉 wearingthin NOWHEREtorunfromallofthishavoc NOWHEREto hide Fromallof this 〈〈MADNESS〉〉
krótkie, czarne, szorstkie futro - zielone oczy (w słońcu wydają się jaskrawożółte) - długie ciało, łapy, ogon - nieco niższa niż wichrowa średnia - biała plamka na piersi - różowa kokarda na piersi
cicha, wycofana, dobry słuchacz, nie da sobie w kasze dmuchac, cierpliwa, samotnik
xxxxPodniosłam głowę tak gwałtownie do góry, że aż zabolała mnie szyja. Spojrzałam na niego, a moje oczy zaczęły delikatnie świecić. Po prostu cieszysz się, że żyjesz. Dużo interpretowałam, dużo myślałam, ale nigdy... nigdy nie tak, nie w ten sposób. Coś mnie tknęło, ale nie wiem co. Pierwszy raz nawet nie wiedziałam co o tym myśleć. Ale słowa kocura mnie nie obraziły, wręcz przeciwnie... były po prostu dowodem zupełnie innej perspektywy, innego punku widzenia, którego nie potrafiłam dostrzec wcześniej. xxxxKiwnęłam wolno głową i zbliżyłam się bliżej ziemi, by wypatrzeć jakąś myszkę. Niestety żadna się nie pojawiła, choć nie zareagowałam z zawodem, bo spodziewam się, że te już doskonale wiedzą o zagrożeniu czyhającym na tym terenie, nic dziwnego, że nie biegają o tak, po prostu. Chciałam zobaczyć mysz, ale nie byłam naiwna i potrafiłam myśleć racjonalnie. Mój wzrok za to wbił się w ślimaczka, którego znalazł Mech, a ja uśmiechnęłam się pod nosem na ten widok. - Ciekawe dokąd idzie... i czy ma rodzinę... i jaki w ogóle jest - dopowiedziałam trochę do jego słów. Nie drgnęłam ani na chwilę, po prostu patrzyłam na wolno pełzającego ślimaczka. Wydawał się taki... beztroski. Byłam ciekawa, czy ślimaki mają jakieś zmartwienia. xxxx- Też czasami myślisz, że to jest tak... dziwne. Że każdy wokół ma swoje życie, swoje przygody, swoje myśli... czasami to mi się wydaje takie nierealne. Ja się czuje nierealna, jeśli wiesz o co mi chodzi - zapytałam cichutko, wręcz szeptem, bo nie widziałam powodów by podnosić głos. Sama nie wiedziałam co mnie naszło w ogóle na taki temat i czemu mówiłam o nim tak... lekko. Zauważyłam, że przy Mchowej Łapie i tak mówię więcej niż normalnie. I jestem taka jakaś, no, otwarta. Może po prostu mam wrażenie, że jest podobny do mnie, że mnie zrozumie. Bo choć z mamą byłam blisko, wiedziałam, że nie będzie wiedzieć o co mi chodzi. Mech jednak wydawał się po prostu dobrym kumplem, który być może też ma takie same pokręcone myśli jak ja. Sama nie wiedziałam.