Logo Artemidy
Kolczaste Krzewy
Wsłuchała się w długie wyjaśnienia, dając jej szerokie pole do popisu. Każde słowo się liczyło i miało znaczenie. W końcu też nie brzmiała jak potulna i zbłąkana, tylko w pewnych momentach widać było ten ogień w jej oczach i prawdziwą szczerość, nie czcze gadanie żeby dobrze wypaść. Tego brakowało Klacz - rozmowy w cztery oczy, by zrozumieć ją choć trochę lepiej, zobaczyć jak zachowuje się w takiej rozmowie, gdy w łapach ma więcej władzy od prawdziwej, żyjącej tu od początku wichrzaczki. patrzenie na koty, które próbują po prostu dobrze wypaść, nie było żadnym wyznacznikiem. Dopiero w takich chwilach można było wysnuć jakieś wnioski.
- Poznawanie twoich motywów i tego na czym ci zależy, to owszem poznawanie ciebie. Może nie przy piszczce i rozmowie o pogodzie, ale zobacz ile jeszcze mamy szans by to zrobić. - Odpowiedziała bez większych emocji, trochę żartobliwie, trochę nie. Jak rozmowa potoczy się odpowiednio dobrze, to może będą mogły w istocie jeszcze porozmawiać w nieco lżejszej atmosferze.
Nie chciała odpowiadać na każde z jej słów z osobna. Przyjęła ogólną odpowiedź, która dobrze objaśniała nieścisłości w głowie Klacz i rozwiewała niepewności, więc postanowiła skupić się na odpowiedzi na wszystko naraz, z mniejszymi partiami, żeby ugryźć każdy temat. - Abstrahując od tego wszystkiego... nie uważasz, że klany powinny być zasilone krwią kotów, które faktycznie z niego pochodzą? A jeśli na przestrzeni księżyców nie został już nikt prawdziwie czysty i teraz klany to tylko strzępki losowej krwi? Po co to dalej nazywać klanem? A z drugiej strony - historia mówi o losowych kotach, które stworzyły grupy. Czy w tym szaleństwie kiedykolwiek był w ogóle sens patrzeć na to kto się gdzie rodzi? Był sens robić problemy albo czuć się niepewnym, gdy kot z innego klanu chce się przenieść do drugiego? Co za problem, że ci się nazywają Cień, ci Rzeka? Czy to nie tylko nazwy, a powinniśmy wszyscy żyć w jednej grupie, bez przeganiania się nawzajem? Jesteśmy kotami, wszyscy możemy być dobrzy i źli, nie? - Podniosła łeb w niebo, po czym lekko oślepiło ją światło. - Wtedy faktycznie pilnowanie krwi nie ma sensu. Klan Wichru to tylko grupa kotów. - Podsumowała krótko. Nie podobało jej się pogodzenie z tym, ale coraz bardziej widziała jak mocno tracą tożsamość i cała ta walka była bez sensu. Kolec zginęła na marne. Klaczy nie uda się dojść do tego, na czym im obu zależało. Opuściła łeb. - Klany są jak stos zwierzyny, zamiast wataha. Na stosie jest wiele różnej krwi, zmieszanej, martwej. Wataha dąży do sukcesu przez zachowanie jednej krwi. - Ile historii o wilkach niosło się po starszyźnianych legowiskach wiedział każdy. Wilki były straszne, okropne, gorsze od lisów. Czy na tych terenach były wilki? Być może nie. Ale to tak jak Lew, Tygrys i Lampart. Ich też tu nie było, a historie istniały. Poruszyła wibrysami, z lekko obniżonymi brwiami, a potem ruszyła do przodu. Niech tak nie stoją, bo jej korzenie wyrosną. Rzuciła jej spojrzenie, patrząc, czy ta idzie wraz z nią. Potem kontynuowała. - Ale powiedzmy, że pogodzę się z tym, by po prostu dać Klanowi Wichru być. Być takim jaki jest. Zmieszanym i niepewnym. Ale może dzięki temu nie zeświruję do końca i będzie mi lżej w życiu. Może te wszystkie Węgorzowe, Ośmiornicowe, Konwojowe Łapy mają w sobie coś i trzeba im dać szansę. A ja jestem za stara, żeby całe życie bić się z kotami wokół. Mam kocięta i prawie 50 księżyców na karku, młodzieńcze szaleństwa i upór kiedyś się kończą. Wiele kotów, które dołączyło, zostało na dłużej i służy. Przyznaję. - Aż poczuła jak ją coś nieprzyjemnie posmyrało w brzuchu jak to powiedziała. Ugh, okropne uczucie. Paskudne wręcz. Wypowiadanie takich słów na głos aktywowało coś w jej mózgu, co odpowiedzialne było chyba za odruch wymiotny. Ale może, tylko MOŻE, jeśli z nimi porozmawia to zobaczy, że nadają się do życia tutaj. Fakt faktem część kotów została i była lojalna, przynajmniej na tyle, ile to można było stwierdzić. Odpuściła sobie nagłe zniknięcie Zatopionej Wyspy. Niech spada na drzewo, bo woda mu się nie należała. - Wojna i Bójka zostali wojownikami, ja dostałam kolejnego terminatora. Skupię się na tym. - Nie mówiła wprost do Trufli, tylko gdzieś w przestrzeń, jakby wyrzucała to z siebie, bo coś powiedzieć trzeba było i nie była pewna co miałaby powiedzieć. Dążenie dalsze w kwestie "brudny klan, nieczysty klan, fuj fuj ble" nic jej nie dawało. Byłą jedną jednostką, takich się nie słuchało. Władza i tak sobie interpretowała chociażby kodeks na własną korzyść, to gdzie tutaj rozumienie jednostki. - Tylko czy znajdę spokój? Cóż. - Przystanęła na chwilę. - Może powoli zaczynam. - W końcu ostatnio myślała o tym mniej i było jej lżej dzięki temu. - Ale masz rację. Psia Gwiazda był kotem z klanu, a postąpił jak rodowity zdrajca, jakby przyszedł z dalekich ziem zniszczyć wszystko co ma Klan Cienia. Jeszcze żaden z kotów przyjętych do wichru nie narobił większych kłopotów, o których wiem. Nie znam historii całego klanu, nie mam 100 księżyców, nie pochwalę się wiedzą "ogólną" sprzed zmiany terenów chociażby. Ty też mi o niej nie opowiesz. Znaczy - o terenach może. Ale o historii Wichru nie. - "W końcu nie jesteś z niego." - W każdym razie jestem zmęczona, a Kolczastego Grzbietu już nie ma. Rozumiała mnie tylko ona, a teraz, gdy jej nie ma, co mi po moim oporze. Nic. Kompletnie nic. Od narodzin moich kociąt starałam się podejść do życia w klanie spokojniej, nie rzucać się już na koty za byle co. Nie być chamską na każdym kroku. Nie dokazywać każdemu kotu z rana. Udało się - zapewne kilka kotów się tym zdziwiło. Ale to za mało, żeby klan uznał, że jestem kimś wartym posiadania przy swoim boku, a na tym mi też zależy. Wierz lub nie, dałabym się pogryźć za koty z klanu. Jak kot wykonuje obowiązki, oddaje swoją lojalność to oddałabym życie, żeby to mogło dalej trwać. Za ciebie też bym oddała. - Popatrzyła na Truflę z pewnym wzrokiem, żeby wiedziała, że to nie gadanie dla gadania, a prawda. Jej oczy wyszukały oczy Trufli, co miało pokazać, że mówi serio. - Ty w każdym razie brzmisz... wiarygodnie. - Ciężko było przepchnąć te słowa przez gardło, w zasadzie wyszły z niego z wielkim trudem i trochę też cudem. Zgadzanie się z tym, by na stanowisku zastępcy i potem przywódcy był kot z gromu, było obrazą dla wichru. Ale co jej zostało? Mogła się jedynie z tym pogodzić i skupić na innym aspekcie. - Przyjaciółkami nie będziemy, ale wchodzić sobie na głowy też nie musimy. Z pewnością nigdy nie będziemy wplatać sobie kwiatów w futro - jakby już gdzieś to słyszała - ale nie musimy sobie skakać do gardeł, z pewnością. W takim razie. Dobrze, przyjmuję cię jako naszą zastępczynię, potem pewnie Truflową Gwiazdę. Nie musisz mi wierzyć, ale nic innego mi nie pozostaje. Chciałam cię wysłuchać i mieć pewność, że wiesz o czym mówisz, jak do tego podchodzisz i co mówisz. Masz argumenty... odpowiadają mi na dłuższą metę. Potrafię to przyznać. - Kiwnęła jej głową. Czasem po prostu trzeba być jak woda i dopasować się do naczynia. - Pewnie masz już w głowie kogoś odpowiedniego na twojego zastępcę. - Spojrzała ukradkiem ciekawa, czy tak było. Klacz miała w głowie kandydata, ale nie dzieliła się nim na głos.
Cały ten temat był trudny, Klacz nie potrafiła ot tak w sekundę zmienić podejścia i nie chciała go zmieniać. Ale czuła, że prawdopodobnie musi, jeśli nie chce zostać na lodzie za kilka księżyców, kiedy to najprawdziwszy z wichrzaków - Iskra - w końcu umrze. I w klanie zostaną tylko smętne okruchy krwi wichru. Sama miała mieszaną krew i ją to bolało, ale urodziła się tutaj i tak samo traktowała tych, którzy byli mieszani, ale urodzili się w wichrze. Ich miejscu było tu, byli wichrzakami, nie znali innego życia. Koty typu Kwitnący Jaśmin ją obrzydzały. Całe życie służył Klanowi Rzeki, by nagle przyjść do Klanu Wichru. Na stare księżyce nagle zmienił zdanie co do lojalności... nie ufała mu. Był podejrzany. I w tym wszystkim umieścili go w kociarni, przy kociętach. Szalone i chore. Przecież jeśli nie ta kotka z lecznicy, to on mógł być już faktycznym szpiegiem. Niesamowite jak władza nie zadawała sobie pytań i szła po linii najmniejszego oporu.
- W każdym razie w jaki sposób będziesz sprawdzać samotników? Pomysł z tym, żeby upewnić się, że nie są zagrożeniem jest dobry. Tylko jak go wykonasz? - Spytała bez żadnych dodatkowych emocji. Ciekawiło ją to szczerze, więc nie było to wyśmiewanie pomysłu czy uznanie go za szalony. Był dobry, tylko musiał być logicznie przeprowadzony. - Jak na moje to spraszanie samotników po jednej, krótkiej rozmowie, to głupota. Nikt nie zdoła zrozumieć prawdziwych intencji i doszukać się ewentualnego przekrętu po krótkiej rozmowie, jednym spotkaniu na granicy. Ja też mogłabym zmyślić cokolwiek, byle mnie przyjęli do innego klanu. Dobra historia zawsze się sprzeda. - I to była jedynie rozwinięta myśl, którą powinna wziąć pod uwagę, jeśli faktycznie chciała coś wymyślić. Nie każdy miał takie dobre, szczere intencje i czyste serce. W lesie istnieli kłamcy, tylko problemem było, że wyglądali tak samo jak inne koty.
LVL 7 300 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
21
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Dziwiło mnie postępowanie Klaczy i jej następne próby inicjatywy, niby zdarzało jej się już wcześniej próbować, ale zazwyczaj szybko wszystko wracało do poprzedniego stanu rzeczy; szybko uciekała i nie proponowała następnych spotkań, teraz byłam zapraszana na piszczkę – o ile było to szczere zaproszenie. Moje oczka śledziły z uwagą postawę i mimikę kotki, ale moje serce nie było pewne co dokładnie czułam. Widziałam w Klaczy coś pomiędzy. Niepewność jak i chęci. Widziałam… test. Widziałam również kota gotowego schować dumę i porozmawiać ze mną; miałam tylko nadzieję, że nie zmieniłoby się to w przeciągu uderzenia serca, a jej zmiana nie wróciłaby do tego co było, do początku.
Pytania, dużo pytań i myśli Kraśnej Klaczy dotyczącej klanów i rodowitości, przodków i fakcie co nas różni od innych grup; przede wszystkim na moralności, a ja spojrzałam w niebo zaraz za młodszą kotką i przymknęłam oczy by chwilę dłużej chłonąć ciepło płynące ze słońca. Czy mogłam spojrzeć ze strony kota, który zawsze chciał czystą krew? Albo chociaż z klanu, z którego pochodził? Nigdy nie byłam przywiązana do samej nazwy. Przywiązana do terenów? Kotów? Różnic? Owszem, wszystko to miało dla mnie znaczenie, jednak nie dlatego, że nazywało się Grom czy Wicher; pytanie: czy miałoby jednak znaczenie gdyby nie tożsamość?
– Przodkowie odrzucili tyle, na ile im pozwoliliśmy. – Zacytowałam Oriona i spojrzałam ponownie na Klacz. – Ile my jesteśmy w stanie odrzucić? – zapytałam z westchnieniem. – Nigdy nie byłam kotem, który przywiązywał uwagę do krwi, nie przywiązywałam nawet większej uwagi do samego klanu, z którego pochodzę. – Lekki grymas na moim pyszczku, wstyd i żal do mojej młodszej wersji siebie. – Teraz jednak nie odwracam już głowy. Nie unikam, jeśli byś się tego obawiała – dodałam pomiędzy. – Myślę jednak, że nie jesteś jedynym kotem na Cztery Klany, który chciałby pielęgnować historię, wspominać przodków. Losowe koty były wybrane przez pierwsze Gwiazdy. Wybrane by przypominać i mieć jak najbardziej podobne cechy do siebie. Czy można temu zaprzeczać kiedy na naszych oczach wichrzacy są zawsze tak szybcy? Cień zawsze poluje w mroku, nawet podczas dnia, Rzeka jest odpowiedzialna za łowienie, a Grom nie stroni od bójek? Oczywiście można się sprzeczać, że Wicher i Rzeka teraz razem łowią tą samą metodą, ale to metoda rzeczna. Nigdy się to nie zmieni. Myślisz, że gdybyś poprosiła jakiegoś miłego kota z Rzeki to nie pokazałby ci tej metody? Zawsze byliśmy jednością, nie oznacza to że musimy się łączyć w jeden klan, możemy sobie za to pomagać – powiedziałam spokojnie, chociaż musiałam przyznać, że śmiesznie stało się nagle po tej stronie, po której nigdy nie byłam; nie przeszkadzało mi to jednak, nie pierwszy raz starałam spojrzeć na coś z innej perspektywy. – Czy w takim razie nigdy nie powinniśmy wpuszczać kogoś z innego klanu? Czy w takim razie nigdy nie powinniśmy wpuszczać kogoś z zewnątrz? Nie. Nie do tego dążę. Myślę, że nasza siła wychodzi z tego jak pielęgnujemy tradycje i naszych przodków… ale pielęgnujmy również nasze różnice. Wiem, nie powinnam tego mówić patrząc na moje pochodzenie, ale chyba dlatego właśnie mogę to powiedzieć. Tęsknie za gromowy terenami to prawda, ale… to wichrowe tereny dały mi wolność, chęć by biec, szybować wśród traw. Możesz w to nie wierzyć, ale mam wrażenie, że koty czasami należą gdzie indziej i nie mogę mówić za każdego, ale zanim przyszłam do Wichru ganiałam już zające, zanim przyszłam do Wichru już biegałam pośród łąk. – Ile razy chciałam po prostu biec? Ile razy studiowałam zwierzęta i uczyłam się ich sposobów bycia samej nie znając swojego? Ile razy uciekałam poza granice Gromu? Ile razy zawiodłam kogoś przez swoją własną naturę? Tutaj nie posiadam Sowiego Gąszczu, ale posiadam wolność; chyba tak, chyba właśnie tak było.
Zamilkłam już jednak, szczególnie że kotka wydawała się wylewać swoje serce… serce za serce? Nie chciałam jednak żeby Wojowniczka traciła swój hart ducha, co najwyżej… spróbowała go zmienić na coś mniej katastroficznego, mniej nienawistnego, a bardziej pomagającego społeczności, którą tworzyliśmy; jej upór i serce do klanu Wichru mogło być tak wspaniałym przykładem dla młodszego pokolenia gdyby jednak chciała zostać kimś więcej, niż Kraśną Klaczą, kotką krzyczącą przeciwko nie wichrowej krwi.
– Niech Kolczastemu Grzbietowi sprzyjają wiatry, a piszczki zawsze wpadają w łapy – mruknęłam smutnie patrząc w niebo. – Powiedz mi jednak… co takiego obie chciałyście osiągnąć? Co takiego śmierć jednej z was sprawiła w ogólnym spojrzeniu na klan? – zapytałam z ciekawością, chociaż po chwili pozwoliłam dokończyć kotce to co mówiła; musiałam jednak zadać te pytania, właśnie dlatego jak to brzmiało i wolałam mieć pewność co to znaczyło dla mnie w przyszłości. – Myślę, że gdyby była potrzeba to obie byśmy za siebie oddały życie – odpowiedziałam delikatnie i uśmiechnęłam się odrobinę. Widziałam jednak następnie ból i nie byłam pewna czy nie obrzydzenie związane z wiarygodnością mojej osoby; nie byłam pewna czy to dlatego, że jej wyznanie było nieszczere i nie udało jej się tego ukryć czy wręcz przeciwnie brzydziło ją, że akurat ja musiałam okazać się wiarygodna na tyle, że nie miała jak się sprzeciwić mojemu byciu kotem u władzy. Przyjęłam to jednak ze spokojem i bez większych emocji, wiedziałam że kałuża nie stawała się jeziorem w jeden dzień, niezależnie jak bardzo by się chciało. Następne wyznanie o bliskości naszej relacji i nienawiści między nami również przyjęłam tak samo; nie wyobrażałam sobie jednak skakania do gardeł, jeśli koty w większości naprawdę wolałyby mnie wymienić na kogoś innego to kim byłam żeby się sprzeciwiać? Nie zamierzałam się bić o władzę, której nigdy nie chciałam; nie zamierzałam jednak jej oddawać bez powodu i zostawiać klanu w chaosie. – Myślę, że ta rozmowa mogła nam obojgu otworzyć trochę oczy – odpowiedziałam, nie komentując słów o zastępcy, który nadejdzie po mnie; nie miałam na to żadnej odpowiedzi, ostatnie co potrzebowałam to myśleć o ostatnich życiach Iskry i jego śmierci, nie chciałam żeby zostawił mnie tak wcześnie, chociaż nadal musiałam mu przyznać, że pchanie mnie samotnie na Zgromadzenie parę dni po moim mianowaniu było chyba tym rzucaniem na głęboką wodę, niestety tym razem nie uratował mnie spośród otulającej mnie cieczy.
– Nie jestem jeszcze pewna. Myślałam nad czymś pomiędzy. Oczywiście, że można skłamać, ale chyba nie ma jak inaczej sprawdzić czyichś intencji, niż właśnie zaufaniem. Nie chce jednak by moje zaufanie zostało wykorzystane do skrzywdzenia innych. Nie mam jednak jak prześledzić kroków danego kota, a więc potrzebuje czegoś co by sprawdziło się w klanie. Na naszych terenach. Wolę być jednak pewna swoich słów, dlatego nie chcę nic zdradzać. – Nie chciałam obiecywać, że nagle moje pomysły wdrożą się w życie, bo nie miałam pojęcia czy będą one odpowiednie, a aktualnie myślałam o tym samotnie, bo właściwie z kim miałam to omówić? Iskra i tak miał wiele na głowie, a ja miałam parę słów do niego o innych sprawach, własnego następcy… aktualnie nie miałam. Wolałam skończyć z ciężarem myśli na swoich własnych barkach; plotki czy zrzucanie tego na i tak martwiąca się Kraśną Klacz mi nie mogło pomóc.
Hearts will
xxxxzxxxxzx ╰┈➤ dream again
Lungs will ﴾ breathe in ﴿ ‏

Wash away the sins
It's where it begins
Feet won'txfail you now
Arms won'txlet you down
Wash away the sins
Under the water, we can't be together
Under the water, we die
Under the water, we are alone
Thenxwhy do we jump in?
Why do we jump in?
[Obrazek: dbhpvdh-39f65078-a612-4c47-a4a8-a7ec22eb...cXSGlBxnyQ]
Under the water, we can't breathe
LVL 6 240 / 500
MedLVL 0 12 / 100
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Truflowy Nosek miała manierę odpowiadania jakby zawsze bujała w obłokach. Nie było to w guście Klaczy i czuła się momentami jakby rozmawiała z kimś dużo starszym, kto spoglądał na świat już jedynie poprzez swoje dziwactwa, a nie realizm i "tu, teraz". Tym się na pewno różniły, nie było tu łatwej drogi zaplecenia ich słów. Jedna bujała, druga była bezpośrednia. Choć i Trufla potrafiła zacząć mówić bardziej konkretnie, a nie ogólnikowo pierwsze słowa przychodzące jej do głowy. Ale nie był to moment z wymienianiem tego, co robi każdy z klanów. - Twierdzisz, że nieważne gdzie się rodzimy, jesteśmy w stanie zaadaptować się do tego, co mówi o nas historia? - Bo trochę tak to brzmiało. Według rudej bez względu na to skąd jesteś, jak byłeś w klanie X, to wchodziłeś w szczególny stereotyp. - A może jednak, że losowe koty zostały wybrane, a teraz szukają faktycznego miejsca w świecie, bo to przydzielone im przez los nie było tym? - Do rzuciła kolejną możliwość, ale w tym temacie można było wysnuć jeszcze kilka opcji. - A może to, że w każdym z nas jest cząstka każdego z klanów i jesteśmy w stanie zaadaptować się do nowego miejsca? Nigdy nie łowiliśmy jako wicher. I jako sposób na większe możliwości łowne w Porę Nagich Drzew uważam to za dobry pomysł. Jednak jako coś, co mają posiadać wichrowe koty - za zły. To nie my jesteśmy od łowienia. Sama mówisz - Klan Rzeki z tego słynie, to ich rzecz. Czemu mamy się z nimi tym mieszać? W tym tempie Klan Cienia niedługo stanie się klanem łowców zająców. - W zasadzie może już tak było, a oni nie wiedzieli? Prawdopodobne, na pewno nie niemożliwe.
Pytanie o śmierć Kolec i inne podejście wywołało w Klaczy falę ciepła. Nie lubiła wspominać widoku kocicy leżącej tam na ziemi. Zimnej, już nie tak silnej. Pointka oddała jej hołd poprzez polowanie - to uznała za najlepsze. Kolec kochała polować, więc Klacz chciała dla jej imienia i pamięci zrobić właśnie to. - Zmieniło to, że jedna głowa, to nie dwie. Słowa rozchodzą się lepiej, gdy dochodzą z różnych stron. - Nie miała zamiaru odpowiadać Trufli na to pytanie jakimś planem, poprzez który dwie kotki miały nagle oczyścić wicher, bo takiego nie było. Było po prostu wsparcie i wspólne motywy, które nawzajem rozumiały.
Zastępczyni stwierdzająca, że oddałaby życie za Kraśną Klacz... Zapewne nigdy nie będzie musiało do tego dojść, ale równie zapewne byłoby to ciekawe zwieńczenie ich losów. Paradoksalnie - oby nigdy nie musiały sprawdzać, czy tak właśnie by było, bo jedna oddająca życie za drugą oznaczałoby, że umrą obie. Skinęła jej głową wdzięcznie.
Czy natomiast rozmowa otworzyła oczy? Czarna potrzebowała czasu. Nie potrafiła na to teraz odpowiedzieć i pozostawiła to po prostu bębniące w ich głowach.
- Zawsze możesz upewnić się też w innym klanie, czy ktoś nie kojarzy kota o takim i takim wyglądzie, podającym się za X. W zależności od odpowiedzi możesz podjąć decyzję, a jeśli nikt nie będzie go kojarzyć, to znaczy, że nie rozmawiał prawdopodobnie z nikim z innego klanu. I wtedy dobrym pytaniem jest - po co w ogóle chce przyjść w takim razie do nas. To nie jest miejsce dla każdego. Niektórzy bardziej nadają się na pieszczochów. Każdy musi wiedzieć z czym się wiąże życie w klanie, bo to nie jest jedynie polowanie, które samotnik robi na co dzień. To polowanie dla innych, długie obchody nawet gdy nogi bolą, trenowanie kotów, z którymi normalnie może nigdy by nas nic nie łączyło i słuchanie innych, których nie ma w samotniczym życiu. Same więzy krwi to też nie jest powód, żeby kogoś przyjmować - mój syn to... odpowiedni przykład. - Nie cieszyła się z użycia osoby jej syna w taki sposób i zawsze będzie dla niego matką, ale ten dopuścił się tak idiotycznego odejścia z klanu z grożeniem przy tym innym, że po prostu obiektywnie był tym dobrym przykładem tutaj. A to bolało, bo przecież były to jej więzy krwi. Ale to mogła być ta część gromowa i tyle. Nie dostał wyglądu, to dostał charakter. W każdym razie - Klacz była mimo wszystko bardzo zainteresowana rozmową i sposobami, co dało się zobaczyć. W poprzedniej części rozmowy atmosfera była napięta, niepewna, trochę podważająca. Tutaj tempo ze strony Klacz było inne - żwawsze, pewniejsze, czuć było zainteresowanie powiązane z chęcią ujednolicenia sposobu wpuszczania kotów spoza Wichru do środka. Jak mają tu być, to niech chociaż będą jakimiś pewniakami. - Czasem po kocie czuć i widać. Czasem odpowiednio to ukrywa. - Odwróciła głowę. - Nie ma idealnego sposobu i nie będzie. Ale można próbować.
LVL 7 300 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
21
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– Twierdzę, że nie musimy zamykać się na ustalone z góry schematy. Twierdzę, że możemy pielęgnować to co nam pozostawiono i nadal być częścią czegoś większego. – Nie byłam za segregacją na klany, nie byłam też przywiązana do wszystkich możliwych tradycji, ale nie zaprzeczałam im, patrzyłam na nie szerzej; wywodziłam się z klanu, który nigdy nie był tak liczny, który z każdym księżycem praktycznie był pomiędzy upadkiem, a śmiercią. Mogłam kochać Grom, ale to Wicher nauczył mnie czym była prawdziwa siła, a innowacje Iskry tylko powiększały to gdzie dotarł ten klan. Nie dziwiło mnie, że Kraśna Klacz myślała, że wszystko było równie dobre w innych klanach, ale prawdą było, że Grom który zostawiłam – nigdy nie był potężnym klanem. Próbowanie łączyć ze sobą różnych… technik nie powinno być głupotą i nigdy dla mnie nie będzie. – Na pewno istnieje jakiś kot w Cieniu, który lubi łapać zające bardziej, niż jakiś wichrzak. W Gromie może istnieć kot, który kocha łowić ryby bardziej, niż jakiś rzeczniak. Nasz los nie jest ustalony z góry tylko dlatego, że jesteśmy w danym klanie. Jedna rzecz nie zmienia jednak tradycji. Wiatr może obalić drzewo, ale nie obali wzgórza. Tradycje są jak wzgórza. Nie da się ich pozbyć tylko dlatego, że przyjdą nowe. Musimy je jednak pielęgnować – powiedziałam poważnie. – Nasze miejsca nigdy nie były stałe. Nasi przodkowie przyszli znad Wielkiej Słonej Wody. Może następne pokolenia wyruszą jeszcze dalej, zobaczą więcej. Tradycje są jak wzgórza, koty są jak nasiona, rozsiewamy się, zostajemy gdzieś, aż przychodzi powód by opuścić dane miejsce i zamierzamy rozkwitnąć gdzie indziej. Niektórzy przeżywają to szybciej. Niektórzy migrują między klanami. Znajdują miejsce i dom tam gdzie nikt by wcześniej nie pomyślał. – Wzruszyłam ramionami. – Ptaki też migrują – stwierdziłam i westchnęłam jedynie, a potem rozejrzałam się po Kolczastych Krzewach, trochę w poszukiwaniu ptaków, trochę by wsłuchać się w następne słowa kotki, trochę by mieć pewność że nic na nas nie poluję i trochę bo zastanawiałam się czy gdzieś naprawdę prowadzi ta rozmowa. Nigdy nie żałowałam rozmów, tutaj co najwyżej miałam pewne obawy. Szczególnie, że potem dowiedziałam się tego co było pewne – gdyby nie śmierć Kolczastego Grzbietu ta rozmowa nigdy by się mogła nie odbyć; jeśli w przyszłości zamierzał pojawić się drugi kot pochwalający słowa zmarłej wojowniczki czy po prostu Kraśnej Klaczy musiałam być przygotowana na to, że może ją to popchnąć w to samo miejsce, z którego przyszła. Przytaknęłam jej jednak tylko z beznamiętnym wyrazem pyska, nie miałam na to żadnej odpowiedzi; widziałam delikatne pęknięcia i tyle mi starczyło.
– Mogę to prawda. Wszystko jednak oznacza czas i dłużące się rozmowy. Koty kłamią. Jedni znają cię jako słabego, a inni uznają że nie widzieli silniejszego kota. Nie jest to jednak głupie, po prostu wszystko zawsze ma w sobie jakieś wady – przyznałam pomiędzy jej słowami. – Twój syn był młodym smarkiem, który tylko dzięki kodeksowi został nazwany terminatorem. Wiele kotów marnuje się przez to jak działa klan, nawet jeśli w późniejszym czasie mogą nabrać poczucia, że żyjemy jako klan. Może gdyby mianować go później to by się uspokoił? Ciężko stwierdzić. A mimo to nawet teraz nie skreślałabym Zasadzki. Może zmądrzał, może zgłupiał. – Tym razem spojrzałam prosto w oczy Klaczy. – Jednak bezpieczeństwo klanu jest dla mnie najważniejsze, również nie myślałam że same więzy krwi wystarczą do przyjęcia kogoś. – Nigdy nie miałam problemu z użyciem siły, po prostu tego nie robiłam. Każdy kto zamierzał być zagrożeniem miał tylko dwa wyjścia: wygnanie lub śmierć. – Zamierzam próbować – przyznałam zdetemirnowanie. – Wezmę również pod uwagę pytanie klanu, jak i klanów. Chcesz się przejść jeszcze kawałek? – zapytałam wskazując łbem ścieżkę przed nami.
Hearts will
xxxxzxxxxzx ╰┈➤ dream again
Lungs will ﴾ breathe in ﴿ ‏

Wash away the sins
It's where it begins
Feet won'txfail you now
Arms won'txlet you down
Wash away the sins
Under the water, we can't be together
Under the water, we die
Under the water, we are alone
Thenxwhy do we jump in?
Why do we jump in?
[Obrazek: dbhpvdh-39f65078-a612-4c47-a4a8-a7ec22eb...cXSGlBxnyQ]
Under the water, we can't breathe
LVL 6 240 / 500
MedLVL 0 12 / 100
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
To co powiedziała było powtórzeniem tego, co wcześniej, tylko inaczej ubranym. Zamiast różowych ubrań, miało fioletowe. Zamiast wysokich butów, miało płaskie. Odpowiedź Klacz tez byłaby tym samym - z psa nie zrobi się kota, a z jednych słów nie da się wycisnąć więcej niż tyle, co już oznaczają. Dlatego tez tylko kiwała jej głową, pokazując, że słucha, ale już nie odpowiedziała. Trufla z pewnością wiedziała, że rozmowa po prostu tak mogła się skończyć. Nie pozostawiona bez odpowiedzi - bo każde pytanie i kwestia uzyskały swoje pięć minut.
- Początkowo chciałam zaproponować, by został nim później. Jednak był zbyt niestabilny, a gdyby chciał i tak uciekłby choćby w nocy. - Niestety, czego by wtedy nie zrobili, to nie przykuliby go do kamienia. - Jeśli kiedyś go spotkam to na pewno nie odmówię sobie sprawdzenia na jakim etapie jest. Tak jak mówisz - mógł zmądrzeć, mógł zgłupieć. - I ona była ciekawa jak w chwili obecnej się trzymał, czy doszedł do odpowiednich wniosków, czy rozwinął umiejętności... czy nie żył i już go nie spotka. Jeśli jednak byłoby właśnie tak, to i tak by się o tym nie dowiedziała.
- Chętnie. - Odpowiedziała, po czym ruszyła i ustawiła jakieś jedno, równe tempo, dobre do rozmowy. - Słyszałam, że koty ruszyły znad Wielkiej Słonej Wody przez rysie. Te tereny z opowieści brzmią jak idealne dla Klanu Rzeki Klanu Wichru, bo poza wodą, było tam sporo przestrzeni. - Spojrzała ukradkiem na rudą kocicę. - No, i dla reszty klanów też. Mogą lubić biegać i łowić. - Dodała, bez większego wyrazu, ale dość szybko, żeby nawiązać do rozmowy sprzed chwili. - Ciekawe jak daleko są tamte tereny. Wiesz może? - Miała dobry kontakt z Roziskrzoną gwiazdą. Klacz chciała sama zagadać do przywódcy o stare dzieje, ale nie było jej dane, bo ten z dnia na dzień wydawał się coraz bardziej marny, potrzebował więcej spać, więcej chorował... nie było okazji. Swoją drogą - ten temat uznała za idealny na teraz, bo sama nie znała historii tak dokładnie jak by chciała na swoje bycie idealnym wojownikiem i chciała to nadrobić. Im więcej informacji tym lepiej. Z chęcią przekazałaby je dalej.
LVL 7 300 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
21
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie było kłamstwa w słowach Kraśnej Klaczy, prawdą było, że Zasadzka mógłby uciec również i w nocy, nie byłoby to dla mnie nawet zdziwieniem, ale nie znaczyło to, że tamta Ceremonia była wielką porażką dla wszystkich, włącznie ze mną; wszyscy podeszliśmy do tego zbyt emocjonalnie najwyraźniej.
– Mam jednak nadzieję, że to pierwsze – mruknęłam delikatnie, z troską, strata dziecka niezależnie jakiego była bolesna i można było odgrodzić się od tego uczucia, ale najpierw przybywała żałoba, kogoś… kto żył, ale nie mógł dłużej być w życiu.
Podążyłam w stronę Kraśnej Klaczy i zrównałam z nią krok, czując przyjemny wiatr na nosie i futrze, a promienie słońca delikatnie muskały nas pomiędzy liśćmi; tematy który przyszedł był mi bardzo dobrze znany, ale tak naprawdę niewiele o nim wiedziałam.
– Nigdy się nie dowiedziałam. Nie wiem czy nie szli z dwa księżyce? Miałoby sens dlaczego ta droga zebrała za sobą tyle śmierci i była tak męcząca. Słyszałam trochę opowieści, ale raczej pół na pół, większość to moje domysły. No i rozmowy z Orionem. Z tego co wiem to morze… Wielką Słoną Wodę słychać i czuć bardzo dobrze z daleka. U nas nie ma czegoś takiego – zauważyłam spokojnie. – Zawsze chciałam dotrzeć gdzie było tyle wody, że sięgała nawet poza horyzont. Fale są ogromne, piana, bryza… pewnie jest tam chłodno – powiedziałam wesoło i zerknęłam w bok.
Hearts will
xxxxzxxxxzx ╰┈➤ dream again
Lungs will ﴾ breathe in ﴿ ‏

Wash away the sins
It's where it begins
Feet won'txfail you now
Arms won'txlet you down
Wash away the sins
Under the water, we can't be together
Under the water, we die
Under the water, we are alone
Thenxwhy do we jump in?
Why do we jump in?
[Obrazek: dbhpvdh-39f65078-a612-4c47-a4a8-a7ec22eb...cXSGlBxnyQ]
Under the water, we can't breathe
LVL 6 240 / 500
MedLVL 0 12 / 100
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Orion. Oh, okropne, samotnicze imię. Już lepsze było Azaliowa Łapa, a czemu nagle został Wędrującymi Światłami? Kto by to wiedział. Zapewne jedynie sam Roziskrzona Gwiazda.
- Rozumiem. Szkoda. - Przyjęła informację o nie tak dokładnej wiedzy Truflowego Nosa i szła dalej. - Nie wyobrażam sobie tak wielkiej kałuży, która sięgałaby poza horyzont. To brzmi... jak wyobrażenie kociąt. To dość niezwykłe, że takie coś faktycznie istnieje. I aż dziw, że na tamtych terenach były cztery klany, a nie jeden wielki Klan Rzeki. W końcu to miałoby sens. Historia powstania klanów zrobiła swoje, nawet tak idealne do łowienia tereny nie mogły zmienić tego, co dla nas wyznaczone. - Były cztery klany i nadal muszą być, bo inaczej nie będzie równowagi. W takim miejscu jak Wielka Słona Woda nie było wyjątków.
LVL 7 300 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
21
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wyobrażenia kociaka… brzmiało to tak przyziemnie, a wszystko tylko dlatego, że Klacz nigdy nie pozwalał sobie na używanie wyobraźni; wolała zostać na ziemi, nigdy nie dotykać chmur, aż zastanawiałam się jak to było - stać na ziemi, bo tak zawsze chciałam, a nie dlatego że musiałam wybrać pomiędzy chmurami, a ziemią. Moja rozmowa z Orionem przeskoczyła przez moją głowę, a ja delikatnie uśmiechnęłam się pod nosem na samo wspomnienie; promienie słońca dzisiaj przyjemnie uderzały o mój grzbiet, chociaż kłóciły się z liśćmi by dotrzeć do mnie, a ja chciałam tylko poleżeć z kocurem w tym oto miejscu i porozmawiać. Tęskniłam.
– Wiele rzeczy istnieje najpierw tylko w wyobraźni. Nie pomyślałabyś, że znajdziesz ptaki zamknięte za dziwnym płotem z którego nie mogą wyjść, a cóż - ja takowe znalazłam. Tak samo można pomyśleć, że nie da się kontrolować ognia… a znalazłam tlący się ogień w dyni! Zawsze mnie to fascynowało. Dwunodzy mają swój sposób na wiele rzeczy… może to o czym pomyślałaś już gdzieś istnieje? – zapytałam bardziej dla samej siebie, nie będąc pewną czy kotka w ogóle będzie chciała ze mną kontynuować tę rozmowę. – My również adaptujemy się do tego jak działają drapieżnicy, a oni do nas. Myślę, że przyroda wpadła na większość rzeczy, które mogłaś wymyślić, może wystarczyłoby zapytać jakiegoś samotnika i dowiesz się czy na pewno masz rację? – Rzuciłam w przestrzeń i zaczęłam delikatnie nas naprowadzać by skręcić i wyjść na Bzyczącą Polankę, a potem cóż, może zrobić kółko i wrócić do obozu albo rozejść się w swoje strony.

zt, buzi
Hearts will
xxxxzxxxxzx ╰┈➤ dream again
Lungs will ﴾ breathe in ﴿ ‏

Wash away the sins
It's where it begins
Feet won'txfail you now
Arms won'txlet you down
Wash away the sins
Under the water, we can't be together
Under the water, we die
Under the water, we are alone
Thenxwhy do we jump in?
Why do we jump in?
[Obrazek: dbhpvdh-39f65078-a612-4c47-a4a8-a7ec22eb...cXSGlBxnyQ]
Under the water, we can't breathe
LVL 6 240 / 500
MedLVL 0 12 / 100
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Rzeczy dwunogów są z innego świata. Tam wiele może się dziać. - Stwierdziła lekko, nieco ochrypłym głosem od tych długich rozmów. Jej nogi co prawda nie były zmęczone, ale umysł chyba chciał już odpocząć od przemyśleń, dlatego też chętnie zawróciła krok do obozu tak jak Truflowy Nos pokierowała. Niemniej - nie żałowała tej rozmowy, może teraz trochę rzeczy się zmieni i jej życie będzie zgoła inne? Nie bała się tego. Była ciekawa.

//zt
LVL 7 300 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
21
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Robił kółka wokół obozu jak jakiś szaleniec. Robił je jednak dla sportu i zdrowej psychiki - kółka, a konkretnie chodzenie w ten kształt, dawało mu poczucie kontroli. Szedł po ścieżce, którą raz już obszedł, postawił na niej krok. Kolejne ślady, które widział, były jego własnymi. Zapach był jego własnym. Gdy pojawiało się coś innego, to miał komfort otoczenia i znał inne fakty, inne założenia się nie zmieniały. Nie spodziewał się, że cokolwiek wywróci go teraz z tego spokoju. Zrobił już z dobre 5 kółek i nie widział końca, jego myśli przeskakiwały przez różne tematy. Tego popołudnia miał jeszcze iść na trening z Wróblową Łapą. Eh, powinien odpocząć, bo nie zdoła zajść daleko jak tak zmęczy nogi.

//Pożarek
✧・゚: *✧・゚:*
⨯ I'm not ⨯ a perfect person
There's • many • things I wish I didn't do
But I continue learning
I never meant | to do those things to you . . .
✧・゚: *✧・゚:*
And so, I have to say before I go ◦•≫
That I just want you to know
I've • found • a reason for me

. . . To change who | I used to be . . .

. . . A reason to start over new
LVL 5 80 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
16
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pożarek właśnie wracał do obozu ze Złotą Gęsią kiedy coś zwróciło jego uwagę, zamiast jednak powiedzieć to towarzyszowi to pożegnał się z nim pod pretekstem potrzeby pójścia się załatwić. Proste i efektowne. Tylko kiedy on się tak nauczył kłamać? Kim on był? Nie poznawał się… żarty na bok jednak. Nie bardzo rozumiał czemu ślady wokół obozu były takie, bo nie różniły się jakoś bardzo, ale zarazem intensywność ich na ziemi trochę go przeraziła, bo wyglądało jakby ktoś okrążał ich obóz w poszukiwaniu czegoś. Nie chciał więc narażać Złotej Gęsi na cokolwiek co się działo, bo jak się można domyślać, pożarkowa głowa już dawno wymyśliła trylion czarnych scenariuszy.
Nie był błyskotliwy, ale też nie był kompletnie głupi. Dlatego kroki zaczął kierować w przeciwną stronę do tego jak szły ślady z nadzieją złapania kogokolwiek kto się kręcił tak intensywnie… może potrzebował pomocy? A może robił coś zagrażającego klanowi?
➡ They call you cry baby ⬅xxxxxxxxx
【 CrY bAbY 】xxxxxxxx

xxxxxxxxxxxx[Obrazek: dao7sq9-ac61d9c1-4283-424e-b785-178a174b...8tWwD1Kxnw]
You S E E M to ( replace ) your brain with your heart
xxxYou take things so hard and THEN you fall apart
xxxxxxYou try to explain but __before__ you can START
xxxxxxxxxTHOSE cry baby tears < come out of the dark >
-ˋˏ✄┈┈┈┈
Someone's turning the handle to│that f a u c e t│in your eyes
You pour it out where everyone can s e e
Y o u r heart's too BIG f o r your body it's why IT won't fit inside

You pour it out where everyone can SEE
LVL 3 165 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
10
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
On nie zauważył Pożarka, zatem szedł dalej przed siebie zataczając kręgi. Dobrze, że nie szli w tym samym kierunku, ale zanim się spotkają to pewnie chwila minie... chwila albo któryś z nich zmieni znów kierunek i już nigdy się nie spotkają, ale ze strony Roześmianego Wąsa to raczej było mało prawdopodobne, z uwagi na to jego typowe zadumanie i skupienie na jednym kierunku, jednym celu. Jak już był w takim amoku, to nie potrafił sam się z niego wyrwać. Jakiś kamień w głowę by tu pomógł. A że okrąg i szlak jego śladów był długi, dookoła obozu, to nietrudno było wywnioskować, że trzeba wyszukiwać "zagrożenia" na horyzoncie. Zagrożenia w postaci rudego, smutnego, zadumanego kocura.

//wygaszone
✧・゚: *✧・゚:*
⨯ I'm not ⨯ a perfect person
There's • many • things I wish I didn't do
But I continue learning
I never meant | to do those things to you . . .
✧・゚: *✧・゚:*
And so, I have to say before I go ◦•≫
That I just want you to know
I've • found • a reason for me

. . . To change who | I used to be . . .

. . . A reason to start over new
LVL 5 80 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
16
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości