Logo Artemidy
Borsucza Nora
– Och! Jesteś Terminatorem Medyka, prawda? Kojarzę, że właśnie Ciebie i Huraganową Łapę uczy Krwawnikowy Liść, mi również miło Cię poznać! – odpowiedział wesoło ze swoim klasycznym lekkim uśmiechem, który rzadko schodził z jego pyszczka, a może ostatnio częściej? Kto by się nad tym zastanawiał. – Aj, pewnie ciężko coś znaleźć? Zwierzyna to jedno, ale pewnie nieruszające się i nie wydające dźwięku zioła to w ogóle inna sprawa – stwierdził z grymasem, bo w sumie nie zastanawiał się nad tym tak często, a przecież Krwawnik musiał robić to wszystko sam, o ile Mięta też już mógł, ale co do tego pewien nie był. Może kiedyś powinien mu pomóc? Nie znał się na ziołach, ale raczej jedynie co to nie powinien ich żreć, a biały Medyk by zadecydował, czy coś z tego jest do leczenia, czy raczej wszystko trujące... co nie? – Hm? Pewnie trochę jest, ale chyba jednak bym wolał zostać chmurką, niż śniegiem co się w końcu topi – stwierdził łagodnie i spojrzał w górę na niebo wręcz zbielałe od tej pogody, zero słońca, jakby miała nadejść jakaś apokalipsa. – Ty mi przypominasz niebo... czarne plamy są jak przelatując patki, a biała sierść to po prostu niebo... chociaż pewnie słabe porównanie, ale nigdy nie miałem do tego głowy – wyjaśnił lekko speszony swoim nijakim i na pewno trochę wygłupił się tym, bo... było takie se. Jednak co mógł z tym zrobić? Akurat przelatywał ptak i to wszystko tak białe jak jej futerko... no chyba najprościej... tak. Może się nie obrazi za brak kreatywności.
LVL 7 120 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Dokładnie! Krwawnikowy Liść wiele dla nas robi i jesteśmy mu za to dozgonnie wdzięczne - miauknęłam spokojnie, również uśmiechając się w stronę Korzennej Woni. Nie było to kłamstwem. Gdyby nie Krwawnik, nie miałabym takiej wiedzy, jaką posiadałam teraz. Gdyby nie on, nie zakończyłabym swojego treningu medycznego. Klan Cienia również powinien być mu wdzięczny za to, co dla nas wszystkich zrobił. Powinni być wdzięczni mnie, iż wreszcie mieli kogoś z pełną wiedza medyczną.
- Właściwie, to gdy już wiesz, czego powinieneś szukać, to nie jest to aż tak trudne. Może moglibyśmy kiedyś wybrać na na teren neutralny, to wtedy spróbujemy czegoś poszukać. Oczywiście ty zebrałbyś coś dla swojego klanu, a ja dla swojego - zaproponowałam spokojnie, dokładnie przemyślając wcześniej swoją propozycję. Prawdopodobnie mogłabym coś z tego zyskać, jak i zaskarbić sobie sympatię wojownika i - być może - Klanu Wichru. Zawsze można było coś z tego zyskać.
- Fakt, chmurka to lepsze porównanie - miauknęłam łagodnie, po czym zaśmiałam się na jego... trochę żałosne porównanie. Już jednak uznałam, iż muszę nieco zniżyć się do jego poziomu. - To miłe - dodałam, po czym zamachnęłam się czarną kitą. - Właściwie to mam takie pytanie, którego nie zadałam Krwawnikowi ale... to prawda, że jecie jedynie króliki? I jesteście niemalże tak szybcy, jak wiatr? - durne pytania i stereotypy, ale nie mogłam wychodzić ze swojej roli.
XVI. XIII. XV
LVL 4 80 / 300
MedLVL 6 169 / 900
13
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– Cieszę się, że klan Cienia rośnie w siłę, słyszałem, że macie problemy z Medykami, a to nigdy dobry znak. Nie jesteśmy jednym klanem, ale mogę od razu powiedzieć, że nie życzę Wam źle i dobrze, że jest u Was lepiej – powiedział z delikatnym uśmiechem. Nigdy nie był zawistny, a zawsze chciał dla wszystkich dobrze i najlepiej, nawet jeśli dla innych nic mogło to nie znaczyć. On wiedział, że krzywda innych wcale nie jest mu na łapę, a im słabszy klan tym gorzej i każdy mógłby się znaleźć w takiej sytuacji. Lepsi przyjaciele, niż wrogowie.
– Jasne, jeśli kiedyś nasze drogi się zejdą jeszcze raz to możemy się na takie coś wybrać! Bardzo chętnie zapoluję z kimś u boku, zawsze może być raźniej – rzucił, chociaż w środku poczuł jak rozlewa się w nim ciepło. Nigdy nikt nie zaproponował mu tak wspólnego polowania, a on sam się nie kwapił do tego, jakoś nie potrafił, szczególnie, że dużo myślał podczas polowań. Może kompan nie byłby zły? Szczególnie jak był taki miły i pomocny.
– Pha! Nie zdarzyło mi się jeść tylko królików, nigdy w życiu! Lubię jeszcze myszki, ptaszkiem też nie pogardzę. Jemy wszystko jak każdy… Co do szybkości pewnie zależy od koga. Mi nie za bardzo do szybkości, raczej zawsze ćwiczyłem mięśnie, by móc bronić siebie jak i innych – wyjaśnił. – A Wy chronicie się przed słońcem i jecie tylko żaby? – zażartował wesoło.
LVL 7 120 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxxChooolera. To było pierwsze co pomyślałam, kiedy wyszłam z obozu na bardzo dużym spontanie, w środku białego dnia, gdzie widziało mnie pewnie garstka wojowników, a ja byłam terminatorem, który nawet nie rozpoczął treningu i świeżo został mianowany. Tak, brzmiało to ekstremalnie głupio, ale, no, idąc na całkiem prostą logikę - Królicze Serce nie rozpoczął jeszcze treningu, nie powiedział mi absolutnie nikt, że nie mogę se o tak wyjść, pomimo, że mogło być to ekstremalnie głupie, no ale zakazu nie dostałam. Zaczęłam iść więc przed siebie i się nie oglądać, bo jeszcze zobaczę wielki pościg, a fajnie by było nie robić przypału mamie w pierwsze dni mojej kariery nie-kociakowej. Serio miałam w planach nie wpadać w tarapaty, w końcu nic złego nie może się stać. Zaczęłam iść przed siebie, zapamiętywałam każde drzewo, każdy krzaczek, tak, by wiedzieć jak wrócić.
xxxxFajnie. Było fajnie poza obozem, inaczej, świat nagle wydałam się dla mnie naprawdę OGROMNY, ale o dziwo wcale mnie ta wielkość nie przytłoczyła, nie przestraszyła mnie. Wręcz obudziła we mnie jakąś dziką ciekawość, która kazała iść dalej przed siebie, dalej i dalej, aż... aż nie... nie poczułam innego, dziwnego zapachu. Był wyraźnie odgrodzony smrodem moczu, na co uniosły mi się uszy do góry. Trochę z ekscytacji. Granica. Byłam na granicy, tylko nie wiedziałam z którym klanem. Pomijając fakt, że w ogóle nie wiem ile jest klanów w tym lesie, jakie są, jak są nastawione. Ciekawe. Może zaraz ktoś wyjdzie i się na mnie rzuci z pazurami? Na tę myśl trochę się zlękłam, nie ukrywam.

grad

Co oni nam dają?
Okruchy ze stołu z trującym jedzeniem
Co oni nam dają?
Ponure proroctwa i ciągły niepokój
Więc chociaż Ty...
MNIE KOCHAJ

Co oni nam dają?
Chleb wódkę i igrzyska
Co oni nam dają?
Chwałę i bogactwo dla bohaterów
Więc chociaż Ty...
MNIE KOCHAJ
LVL 2 115 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
On za to nie miał żadnych restrykcji związanych z opuszczaniem obozu - trening zdążył już skończyć, a obecnie czekał tylko na swoje mianowanie. I niezwykle go to irytowało, bo wiedział, że jego droga do rangi wojownika była istnym wyścigiem szczurów - we własnym założeniu musiał być pierwszy, najlepszy i absolutnie nie miał zamiaru tolerować tego, że ktoś mógł być w stanie go dogonić. I zabrać mu wszelkie światła, które powinny być skierowane na niego. I tylko na niego. Bo był pierwszy i miał już zawsze taki być, a to z każdym dniem stawało się coraz mniej realne, bo czuł, jak ci gorsi powoli depczą mu po piętach. Osiągają to, co on osiągnął w tak krótkim czasie za sprawą umiejętności, a nie przemijających księżyców.
Nie był zadowolony, dlatego proste, że potrzebował odrobinę czasu dla siebie. Aby nieco się wyciszyć i złagodzić swoje zdenerwowanie.
Wybrał się na granicę - krótki spacer, łączony z wypełnianiem obowiązku. Zerknął spod rzęs przed siebie i wcale nie zajęło mu długo dostrzeżenie sylwetki zaraz przy granicy z klanem Wichru. Nie spotkał jeszcze kota z tego klanu, a zaciekawienie rosło z każdą chwilą, z którą ten... Wcale nie uciekał. Dlatego postanowił bezceremonialnie się do niego zbliżyć i ewentualnie dowiedzieć się, kto uraczył go swoją obecnością, a bardziej - granicę.
Posłał kotce ciepły uśmiech, omotując ją nieco beznamiętnym wzrokiem, niewskazującym bezpośrednio ani na wrogość, ani na sympatię. Wyglądała młodziutko. Ba, z pewnością była o wiele młodsza od niego - równie dobrze mógł być jej mentorem. Szybko jednak odgonił od siebie wszelkie kpiące myśli, nie pozwalając im wpłynąć na swoją wypowiedź.
— To twoja pierwsza wycieczka poza obóz? Wybacz, jeżeli się mylę - wiedz, że w takim przypadku masz moje bezgraniczne uznanie, bo trzeba zdobyć się na wielką odwagę, aby podróżować gdziekolwiek bez niczyjego towarzystwa. Nawet jeżeli chodzi o tereny, bo i tam może czyhać niebezpieczeństwo — zaczął przyjaźnie, mówiąc wyjątkowo łagodnie i powoli - mimo wszystko uważając, aby nie mówić do nieznajomej jak do dziecka, by czasem jej nie urazić.

taking all you can give me trying to live in excess.
you know you'll make my life much easier
squirm away stupid leech boyxxx☁︎xxxI’ll make your life a mess.
go and die now in the drain,
xxxxxxxyou speak only of your sadness
xxxxxxxxxxx but are yet to feel true pain .₊✩
LVL 3 140 / 200
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxxZbliżające się jasne, jaskrawe futro zauważyłam już z daleka. Miałam dylemat: zostać, czy może jednak uciekać zanim ten ktoś mnie pożre żywcem? Mimo wszystko nie chciałam umierać, dopiero co wyszłam z sytuacji, w której otarłam się o śmierć, więc naturalnie że mi się do niej nie śpieszyło. Z drugiej strony warto było poznać kogoś jeszcze innego, nie z tego środowiska, które widuje na co dzień. Ale nie wiedziałam jakie może mieć nastawienie, i... i...
xxxxUsłyszałam słowa tuż przede mną, więc już zdążyłam się domyślić, że ten przyszedł tu nim ja podjęłam decyzje, a teraz nie było odwrotu. Podniosłam na niego moje zielone ślepia i zeskanowałam go od góry do dołu. Był ode mnie wyższy, miał dłuższe futro ale mimo tego i tak wydawał się mieć... choć trochę zarysowane miejsce. Na pewno był starszy, pewnie wiedział jak się walczy. Jak się na mnie rzuci, to serio mogę się żegnać z życiem. Ale on się nagle uśmiechnął, wydawał się być... przyjazny. I był, cholera, ładny. Mówił ładnie, chodził ładnie, miał dużo elegancji w sobie. Na pewno był dużo bardziej elokwentny niż ja, ale to nie sprawiło, że miałam mniej pewności siebie. Bez przesady. - Nie jest pierwsza - jest druga, bo wcześniej jeszcze byłam z Mchową Łapą poza obozem, choć co prawda byliśmy w dwójkę i to na tyle blisko, że widziałam obóz jasno i wyraźnie. Ale nie mogłam mu ufać, więc nie powiedziałam mu dokładnej liczby, żeby nie czuł się tak pewnie. Może nie wygram z nim fizycznie, ale sprytu podczas rozmowy mogłam użyć. - Z jakiego jesteś klanu? - zapytałam zaraz. Nie brzmiałam wrogo, neutralnie, choć słychać było po mnie że staram się zachować ogromną ostrożność. Każdy mój ruch i słowo było sztywne, w pełni uprzednio przemyślane.

Co oni nam dają?
Okruchy ze stołu z trującym jedzeniem
Co oni nam dają?
Ponure proroctwa i ciągły niepokój
Więc chociaż Ty...
MNIE KOCHAJ

Co oni nam dają?
Chleb wódkę i igrzyska
Co oni nam dają?
Chwałę i bogactwo dla bohaterów
Więc chociaż Ty...
MNIE KOCHAJ
LVL 2 115 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kiwnął głową, gdy ta wyjawiła mu - dosyć skrycie - że to nie jej pierwsza taka wycieczka. Na całe szczęście nie był na tyle zainteresowany wyjątkowo przeciętnie wyglądającą kotką, aby dopytywać się o szczegóły; dokładniej ustalić, jakie ma doświadczenie. Spojrzał na nią z uznaniem, zaraz to obdarowywując ją łagodnym i - z pewnością dla zapatrzonej w niego kotki - czarującym uśmiechem.
— W takim razie jak podobają ci się tereny Klanu Wichru? Na pierwszy rzut oka wydają się wyjątkowo... Spokojnie, wręcz beztroskie — rzucił, posilając się wiedzą ze swoich wcześniejszych „wędrówek granicznych”. Był w stanie nawet stwierdzić, że tereny Wichrzaków wydawały się wprost nazbyt spokojne, tym samym zgarniając sobie niezbyt chwalebny tytuł "nudnych", monotonnych. Liczył tylko na to, że pospolitość nie przeniosła się na koty, zamieszkujące je. Zaraz się przekona, bo na chwilę obecną - wszelka ocena, czy młoda kotka była w jakikolwiek sposób ciekawa graniczyła z cudem, bo ta była wyjątkowo zesztywniała. Mimo tego, że nie mógł wyczytać żadnej wrogości z ruchów jej ciała, doskonale dostrzegał, jak ostre ramy postawiła sobie we własnych wypowiedziach; za wszelką cenę starała się ich nie przekroczyć, wręcz w jawnej nieufności do białego kocura. Dlatego nie miał zamiaru na własną łapę rozwijać rozmowy, pałeczkę w pełni oddając młodszej.
Na pytanie przekręcił głowę i... Wybuchł cichym śmiechem, ukrywając jego szyderczość, na pierwszy plan wyciągając... Rozbawienie. Coś tutaj nie pasowało. Nie pierwsza wycieczka, a nie wiedziała nawet, gdzie się znajduje? Nie kojarzyła wilgotnego zapachu sąsiedniego klanu?
— Wybacz, moja droga. Z Klanu Cienia. Tak właściwie to — skierował wzrok w dół, wskazując nim na ziemię — Jest właśnie nasza granica - granica Klanu Cienia i Klanu Wichru. Ten wilgotny zapach, który pewnie dobrze czujesz, bo nie jesteś do niego przyzwyczajona, to właśnie zapach Klanu Cienia
Wyjaśnił niezbyt obeznanej kotce. Nie wiedzieć nic o granicach, a się na nie wybierać. Jak głupim trzeba być? Gdyby przekroczyła granicę, miałby pełne prawo bez skrupułów...
Posłał jej pełen zrozumienia uśmiech, delikatnie uderzając czubkiem ogona o ziemię.

taking all you can give me trying to live in excess.
you know you'll make my life much easier
squirm away stupid leech boyxxx☁︎xxxI’ll make your life a mess.
go and die now in the drain,
xxxxxxxyou speak only of your sadness
xxxxxxxxxxx but are yet to feel true pain .₊✩
LVL 3 140 / 200
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxx- Stąd faktycznie mogą być... nieciekawe - był z innego klanu, nie mógł widzieć jak wyglądają nasze tereny głębiej, a w mojej skromnej opinii były naprawdę w porządku. Też inna sprawa, że ja nie potrzebowałam dużo żeby mnie zainteresować, cieszyłam się nawet z napotkanej biedronki czy zroszonej trawy, która była nawet w najnudniejszych zakątkach lasu. Mimo wszystko uważałam, że mieliśmy ładne tereny, nawet, jeśli zwiedziłam ich naprawdę niewielką cząstkę. - Im głębiej w las, tym bardziej interesująco. Jak z kotem - chyba mogłam do tego to przyrównać. Im głębiej się kogoś poznawało, tym więcej można było wywnioskować. Albo stawało się coraz to bardziej pięknie i urokliwie, albo wręcz przeciwnie, wnętrze nawet kogoś z zewnątrz ślicznego okazywało się być okrutnie paskudne.
xxxxParsknął śmiechem, więc pewnie miałam wiedzieć z którego jest klanu. Pewnie po zapachu, pewnie dlatego, że skoro wybieram się na granicę, to powinnam wiedzieć jaką. Ale nie wiedziałam. Mimo wszystko ani na chwilę nie straciłam dumnego pionu, choć już pewnie wydało się jak nieprofesjonalna jestem. Trudno. - Nie wiedziałam, że nawet nie żartując potrafię kogoś rozbawić - odparłam tylko i zmarszczyłam nos. Potem mój wzrok spojrzał na to, co ten pokazywał, a ja tylko pokiwałam głową. Klan cienia, absolutnie nic mi to nie mówiło.
xxxx- Czemu pachniecie wilgocią? - nie wpadłam na nic lepszego, więc palnęłam to, żeby nie było.

Co oni nam dają?
Okruchy ze stołu z trującym jedzeniem
Co oni nam dają?
Ponure proroctwa i ciągły niepokój
Więc chociaż Ty...
MNIE KOCHAJ

Co oni nam dają?
Chleb wódkę i igrzyska
Co oni nam dają?
Chwałę i bogactwo dla bohaterów
Więc chociaż Ty...
MNIE KOCHAJ
LVL 2 115 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Śnieg nadal pokrywał wszystko po horyzonty, a mroźne wydechy opuszczały pyszczki tworząc ulotne chmurki, oczy delikatnie piekły, a nos szczypał od zimna. Nie była to jego ulubiona pogoda, nie była to też jego znienawidzona pogoda, miała swój urok nawet jeśli trudno było dopatrzeć go na pierwszy rzut oka. Stanowczym, aczkolwiek wolnym krokiem przemierzał granice bez większego powodu - możliwe, że musiał nad czymś pomyśleć? A może coś go dziś rozdrażniło i nie umiał znaleźć przyczyny? Nie był przekonany, ale wychodząc z obozu miał podły humor, który wraz z następnymi krokami powoli zamieniał się w miarowy spokój. Martwił się lekko o Kurkową Łape, ale ogólnie stres nie istniał w jego ciele, odstresował się już. Teraz podziwiał tylko krajobraz i lekko marudził w myślach na zimny nos.

Zawieja
LVL 7 120 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Przechadzanie się po cienistych terenach dawało mi poczucie... Niczego. Słyszałam karcące głosy w głowie, moje własne myśli, które nie dawały mi spokoju. Zastanawiałam się nad terminatorem. Zastanawiałam się nad wzięciem Gąszcz. Byłyśmy podobne, bardzo podobne - wolałabym mieć ją pod kontrolą, wiedzieć co robi, na jakim etapie nauki jest. Myślałyśmy prawie tak samo, w jakimś stopniu mnie to do niej ciągnęło. Nie w taki sposób jak do Psa, po prostu ciągnęło mnie do niej jak do nadzwyczajnej jednostki. W Klanie Cienia ciężko było o takiego kota, więc tym bardziej musiałam się nad tym zastanowić. Jednocześnie wiedziałam, że jeśli zrobiłaby się zagrożeniem dla mnie to równie dobrze mogłabym ją zlikwidować.
W moje oczy rzuciło się znajome, niebieskie futro. Zastrzegłam uszami, ruszając w jego stronę. Dlaczego by nie uciszyć swoich myśli i po prostu nie porozmawiać z kimś tak łatwowiernym i łatwym do manipulacji wichrzakiem? W końcu już kiedyś rozmawialiśmy, wydawał się wtedy zadowolony, musiałam zyskać jego sympatię już wtedy.
- Cześć, chmurko - miauknęłam, wracając do naszej rozmowy, gdzie porównałam go do puchu, aby ostatecznie dojść do "wspólnego" wniosku, że bardziej pasuje mu bycie chmurką. Obdarzyłam go delikatnym uśmiechem, po czym przekrzywiłam lekko głowę w bok. - Dawno się nie widzieliśmy.
XVI. XIII. XV
LVL 4 80 / 300
MedLVL 6 169 / 900
13
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie spodziewał się usłyszeć czegoś innego, niż odgłosów lasu albo świstu w uszach spowodowanych nagłym zrywem wiatru, a tutaj proszę. Nie tylko zaczepił go właśnie cienisty kot, a cienista Medyczka, z którą raz przeprowadził konwersację. Nie bardzo pamiętał o czym, ale coś zaczął kojarzyć, że o futrach przez przezwisko jakim go obdarzyła.
– To prawda, dawno – przyznał z delikatnym uśmiechem. – Cześć, co tam u Ciebie? Coś ciekawego sprowadza Cię na granice z Wichrem, czy jakoś tak wyszło? – zapytał łagodnie, w końcu stając w miejscu kiedy podszedł bliżej znajomej mordki. W sumie parę razy zastanawiał się co tam u niej, ale nigdy udało mu się na nią natrafić na granicy, a aktywnie nie chciał jej przeszkadzać w klanowych obowiązkach. Piastowała ważną rolę… no i coś mu się obiło o uszy, że zniknęła na jakiś czas, więc też nie miał jak się z nią nawet spotkać. Dobrze, że nic jej nie było.
LVL 7 120 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Najwyraźniej kocur mnie rozpoznał - i dobrze. Mogłam na chwilę uciszyć swoje myśli, jeśli chodzi o Gąszcz i inne medyczne obowiązki. Usiadłam spokojnie przy granicy, jednocześnie nadal pozostając po stronie własnego terytorium. Pozwoliłam na to, aby na moim pysku pozostał delikatny uśmiech.
- Potrzebowałam się przejść - powiedziałam, przyjmując przyjazny ton - Lubię spacerować, aby pozbierać myśli. Uspokaja mnie to - miauknęłam nie spuszczając dwukolorowych ślepi z Korzennej Woni. - A ty? Też potrzebowałeś wyjść z obozu?
XVI. XIII. XV
LVL 4 80 / 300
MedLVL 6 169 / 900
13
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– Mmm… lekkie przewietrzenie futra, chociaż mogę powiedzieć, że nie jestem zadowolony z pogody to czasami trzeba pobyć w samotności – odpowiedział łagodnie i bez zastanowienia. – Miałem jakiś dziwny humor i spacer dobrze zrobił na przewietrzenie głowy. Jakoś od razu lepiej. Czasami mam wrażenie, że obóz może być po prostu zbyt… obozowy żeby wziąć głębszy wdech i dać sobie odpocząć – stwierdził spokojnie. Nie działo się jakoś wiele w jego życiu, ale czasami nawet bez powodu nawiedzały go koszmary minionych księżyców. A to przypominał sobie o czymś, a to tęsknił za kimś, a to zapomniał o czymś i tak w kółko. Może miał trochę gorszy dzień, czy okres w życiu, ale w końcu docierał na odpowiednią ścieżkę. – Ach w sumie nie miałem kiedy Ci pogratulować, więc gratuluję zostania Medykiem. Mam nadzieję, że mimo rangi nie musiałaś składać kotów – rzekł lekko z delikatnym uśmiechem, chociaż słowa wypowiedział z troską. Niezależnie jaki klan, nie chciał by komuś działa się krzywda kiedy nic się takiego nie dzieje. Nie ma między klanami wojny, więc nie widział powodu życzyć sobie źle, a nawet jeśli by była… to nie życzyłby nikomu źle. Nie widział w czymś takim sensu. Można się nienawidzić, a nadal szanować, a on do każdego podchodził z szacunkiem.
LVL 7 120 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Oh, rozumiem doskonale co masz na myśli - miauknęłam, nadal pozwalając na tym, aby na mojej mordce widniał delikatny, wyrozumiały uśmiech. Postanowiłam nieco poprawić swoją pozycję, usadawiając się na swojej stronie granicy, ale jednocześnie pozostając dosyć blisko, aby móc normalnie rozmawiać z szarawym kocurem. Przejechałam ogonem po ziemi, obdarzając kocura szerszym uśmiechem, gdy to pogratulował mi mojej rangi. Uzyskałam ją już niemalże obieg pór temu, ale od tego czasu nie mieliśmy okazji ze sobą rozmawiać.
- Dziękuję. I nie, całe szczęście nie musiałam jeszcze nikogo składać i bardzo liczę na to, że nigdy nie będę musiała tego robić - powiedziałam spokojnie. Jakby o tym pomyśleć, to nie musiałam chyba mierzyć się z niczym więcej, niż skręceniem łapy. Byłam jednakże pewna, że nawet jeśli bym musiała składać kości, to bym sobie z tym poradziła.
- Przyznam Ci się, że zastanawiałam się nad tym, czy nie zacząć rozglądać się nad terminatorem. Chciałabym sprawdzić siebie, jako mistrzynię, która przekażę kolejnemu pokoleniu całą swoją medyczną wiedzę. Trenowałeś już jakiegoś terminatora, prawda? Jak to jest, no wiesz, być mistrzem? - zapytałam, przyjmując nieco podekscytowany i zainteresowany ton. To była niegroźna wiedza, jaką mu dałam. Jednocześnie chciałam poznać perspektywę kota, który również miał już możliwość trenowania innego kota. Nie przyznałabym tego na głos, ale dobrze było poznać inną perspektywę.
XVI. XIII. XV
LVL 4 80 / 300
MedLVL 6 169 / 900
13
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Uśmiechnął się delikatnie na słowa zrozumienia ze strony Rwącej Zawiei, ale nie dodał nic więcej, raczej całość mówiła sama przez się. Oboje czasami potrzebowali znaleźć się gdzieś poza wzrokiem klanu, przemyśleć w samotności działania, czy może po prostu odetchnąć od zgiełku obozu.
– Oby – Skinął jej głową z delikatnym uśmiechem. Sytuacja Medyków zawsze go jakoś fascynowała, on może nie miał problemów z widokiem krwi, ale żeby leczyć wszystkie rany to się trochę nie nadawał - nie ciekawiło go to, a co dopiero pamiętanie wszystkiego… no i jednak wylizywać wszystkiego rany, a jak się wdawały zakażenia? Brr.. Nie dla niego. Huba by się pewnie nadawała. Zresztą nawet Lśniąca Sadzawka to widziała.
– Ciężko. W sensie z mojego doświadczenia – zaśmiał się. – Zaczynałem młodo, chciałem robić po swojemu, nie słuchałem wymagań drugiej strony, nie potrafiłem postawić się w legowisku drugiego kota. Wyszło słabo – Brzózka. Przybrana młodsza siostra, której zniknięcia nadal żałował. Czuł się jakby to była jego wina. – Jeśli terminator ma swój własny plan, pewnie powinno się iść na jakieś ziemie pomiędzy, bo może wyjść odwrotny efekt. Niektórzy posłuchają, inni powyzywają pod nosem i posłuchają, a inni po prostu bez powodu nie będą potrafili się dostosować. Najlepiej umieć postawić na swoim, ale rozumieć też, że drugi kot ma inny charakter od nas – uśmiechnął się. – Są wzloty i upadki, ale dajemy wszyscy radę.
LVL 7 120 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości