Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Ślimacza Muszla (NPC) Ojciec: Ostowy Kolec (NPC) Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
A co tam, dla niej takie powitania już stały się normą. Może nie powinna była pierwsza zdradzać swojego imienia? W sumie to Obłok nie była zbytnio ostrożna w planie znajomości, dla niej liczyło się tylko to, żeby nikt ją nie zaatakował.
- Ciekawe imię - skomentowała, gdy usłyszała, jak się przedstawił - [b]Pasuje do twojego ciemnego futra!
Dobrze, że są koty, których imię można od razu rozpoznać po kolorze ich futra.
- Co? Nie... - odpowiedziała. Zdaje się, że pojawił się kocur, który zainteresował się jej blizną. Obłok nie miała nic przeciwko, by opowiedzieć krótką - o ile można tak nazwać - historię - To był taki mały sparing z moim kolegą. Wszystko było dobrze, póki on nie dziabnął mnie w ogon. Musiałam pójść do lecznicy, bo rana była poważna. A ta blizna to taka pamiątka po tym, co zaszło.
Trochę jej przeszkadzało to rozciąganie litery s, przypominając ssssyczenie, ale nie chciała się wtrącać, ani nawet pytać dlaczego.
- Słuchaj, jesteś z klanu wichru, zgadza się? To może coś o tym opowiesz? - zapytała, była również ciekawa swojego rozmówcy jak on sam - A konkretnie to jak sobie żyjecie ez medyka? Kto tam naucza waszego termina... - Obłok zupełnie zapomniała, że to Grom nie ma medyka. Ojejku, a cóż to będzie za rozczarowanie Agreścik, która ma nauki? Właśnie dopiero teraz sobie przypomniała o swoim błędzie. Matko, co z niej za zapominalska kotka! Dosłownie zatkało, nie wiedziała, co zrobić, jedynie cicho rzekla - Ale to grom nie ma medyka...
WHYDON'TYOUBEYOURSELF? If you wait for an answer
From somewhere up above
Youmay never hear thelaughter
You'vebeen dreaming of
Korzonek śmiało może uchodzić za syna Wilczego Pomruku. Jego futro jest czarne dymne, tyle że długie, co znacząco odróżnia go od rodziców; zarówno tych prawdziwych, jak i fałszywych. Ironicznie oczy odziedziczył po Bursztynowym Wschodzie: są intensywnie płomienno-bursztynowe, odznaczające się na tle ciemnego futra.
Korzonek dba o swój wygląd. Jest elegancki, dostojny, olśniewa urodą. Porusza się również z dostojeństwem i gracją. Kocur ma długie łapy. Wysoki jak jego prawdziwy ojciec (mówiąc szczegółowo jest idealnie tego samego wzrostu, co Bursztynowy Wschód) i szczupły.
Kocur jest bardzo stonowany i spokojny. Stroni od idiotycznych zabaw i zbędnych rozmów, ot, woli się nie przemęczać, używając innych do swoich celów. Typ obserwatora i stratega. Zawsze dokładnie ocenia sytuację i uwikłanych w jego brudne plany delikwentów, by dobrać odpowiednie środki, dzięki którym sam pozostanie nie tylko czysty i niewinny, ale także na nieszczęściu wybije się na szczyt, będąc w oczach starszych tym najlepszym. Kocur jest typem samotnika. Woli spędzać czas samotnie, na uboczu, lecz zawsze swoją uwagę kieruje na innych, obserwując ich każde potknięcie i błąd, by w przyszłości móc tę analizę wykorzystać dla własnego interesu, jaki by nie był. Jest wcieleniem ideału; Los nie poskąpił mu niczego. Jego ruchy są pełne gracji i dostojności, a niezwykła uroda, delikatna, niewieścia i ponętna stoi w zdecydowanej sprzeczności z czarnym wnętrzem - można śmiało nazwać o bestią, czy nawet samym diabłem w pięknej, lśniącej skorupie, na której nie sposób dostrzec skazy. Mówi innym to, co chcą usłyszeć, by przypadkiem sobie nie zaszkodzić. Z szacunkiem odnosi się do starszych i wyższych rangą, ale tylko po to, by zyskać w ich oczach, by zmanipulować i później móc używać do własnych celów - lepiej mieć więcej sojuszników, niż wrogów. Korzonek należy do tych mściwych i pamiętliwych. Jest w stanie poświęcić całą swą energię i czas by komuś zaszkodzić, choć nigdy nie zrobi tego w jawny sposób. Zdecydowanie woli wykorzystywać moc plotek i pomówień niż pazurów i kłów.
Barwna Ścieżka (wicher)
- Dziękuję. Twoje również passsuje - odrzekł prosto, lecz szczerze. Nazywanie białych kotów od obłoków i chmur na pewno było ciekawsze niż od śniegu czy koloru. Było to dla niego oklepane i zwyczajnie nudne. Co prawda sam nosił miano od barwy, jednakże nie było ono tak pospolite jak Jasny bądź Biały.
- Chyba jednak nie taki mały - odważył się skomentować. Mały sparing zakończony poważną raną i blizną na całe życie. Popielata Łapa skrzywiłby się, lecz panował nad emocjami oraz mimiką. Jedynie jego oczy błyszczały. Sądził, że kotka walczyła z wielkim drapieżnikiem bądź wrogim kotem, ale sparing i rana przez przypadek? Pfech, niechlubne.
Kolejne słowa Obłok wprawiły go w konsternacje. Bez medyka? A gdzie, mieli Lśniącą i dwóch jej terminatorów na ślinę i zapałki, gdyż nie widział aby Krwawnik lub Olcha kogokolwiek leczyli. Rzeczna terminatorka zdała sobie sprawę ze swojego błędu.
- Taa, to grom nie ma medyka. My mamy Lśśniącą Sssadzawkę. A co do mojego klanu... Cóż mogę powiedzieć, klan jak klan. To o rzece sssłyszy sssię więcej. To prawda, że pływacie lepiej od wydr i żywicie sssię naokrągło rybami? - odbił piłeczkę. W opowiadaniu o własnym klanie nie widział korzyści, za to o klanie rzeki wciąż nie wiedział tak wiele jakby chciał.
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Ślimacza Muszla (NPC) Ojciec: Ostowy Kolec (NPC) Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
Na szczęście, ten błąd nie był taki straszny, bo zdała sobie z tego sprawę. Już zdążyła poprawić swoją małą uczennicę. Oby tylko to się nie przytrafiło podczas treningu.
- Nie wiem, jeszcze nigdy nie widziałam pływającego kociaka, no i sama jeszcze się nie nauczyłam. Ale pewnie to mi pójdzie szybciej, niż u innych. Podobno wyróżniamy się unikalnym futrem, przystosowanym do tego. - zaczęła opowieść o swoim klanie. Liczyła na to, że młody Wichrzak coś więcej powie, chociaż o czym mógł rozmawiać? - No, czasami zjadamy rybki, ale bardziej wolimy coś upolować na lądzie. - odparła.
Skoro już opowiedzieli coś o swoich klanach, to może lepiej się pointeresować samym życiem. A co można się dowiedzieć od terminatora? No jasne, że musi być trening!
- Słuchaj, jesteś t e r m i n a t o r e m, zgadza się? - zapytała wstępnie - To może coś opowiesz o swoim terminatorskim życiu? No wiesz, kto jest twoim mistrzem? Co tam przerobiłeś już na treningu?
WHYDON'TYOUBEYOURSELF? If you wait for an answer
From somewhere up above
Youmay never hear thelaughter
You'vebeen dreaming of
Korzonek śmiało może uchodzić za syna Wilczego Pomruku. Jego futro jest czarne dymne, tyle że długie, co znacząco odróżnia go od rodziców; zarówno tych prawdziwych, jak i fałszywych. Ironicznie oczy odziedziczył po Bursztynowym Wschodzie: są intensywnie płomienno-bursztynowe, odznaczające się na tle ciemnego futra.
Korzonek dba o swój wygląd. Jest elegancki, dostojny, olśniewa urodą. Porusza się również z dostojeństwem i gracją. Kocur ma długie łapy. Wysoki jak jego prawdziwy ojciec (mówiąc szczegółowo jest idealnie tego samego wzrostu, co Bursztynowy Wschód) i szczupły.
Kocur jest bardzo stonowany i spokojny. Stroni od idiotycznych zabaw i zbędnych rozmów, ot, woli się nie przemęczać, używając innych do swoich celów. Typ obserwatora i stratega. Zawsze dokładnie ocenia sytuację i uwikłanych w jego brudne plany delikwentów, by dobrać odpowiednie środki, dzięki którym sam pozostanie nie tylko czysty i niewinny, ale także na nieszczęściu wybije się na szczyt, będąc w oczach starszych tym najlepszym. Kocur jest typem samotnika. Woli spędzać czas samotnie, na uboczu, lecz zawsze swoją uwagę kieruje na innych, obserwując ich każde potknięcie i błąd, by w przyszłości móc tę analizę wykorzystać dla własnego interesu, jaki by nie był. Jest wcieleniem ideału; Los nie poskąpił mu niczego. Jego ruchy są pełne gracji i dostojności, a niezwykła uroda, delikatna, niewieścia i ponętna stoi w zdecydowanej sprzeczności z czarnym wnętrzem - można śmiało nazwać o bestią, czy nawet samym diabłem w pięknej, lśniącej skorupie, na której nie sposób dostrzec skazy. Mówi innym to, co chcą usłyszeć, by przypadkiem sobie nie zaszkodzić. Z szacunkiem odnosi się do starszych i wyższych rangą, ale tylko po to, by zyskać w ich oczach, by zmanipulować i później móc używać do własnych celów - lepiej mieć więcej sojuszników, niż wrogów. Korzonek należy do tych mściwych i pamiętliwych. Jest w stanie poświęcić całą swą energię i czas by komuś zaszkodzić, choć nigdy nie zrobi tego w jawny sposób. Zdecydowanie woli wykorzystywać moc plotek i pomówień niż pazurów i kłów.
Barwna Ścieżka (wicher)
- Nie mówiłem nic o kociakach - zauważył sucho, nie do końca zrozumiawszy odpowiedź Obłocznej Łapy. Popielata Łapa odchylił na moment uszy do tyłu. Kocica wyglądała na dorosłą, starszą od niego, należała do klanu rzeki i dalej nie potrafiła pływać? Chyba jednak przesadzają z tymi wszystkimi opiniami o klanie pływaków i rybojadów. Jej kolejne słowa zadziwiły go jeszcze bardziej. Nie jedli... ryb?
- No proszę, zassskoczyłaśśś mnie. Czyli klanem rzeki jesssteśście raczej tylko z nazwy? - zadał pytanie neutralnym tonem. Dymny kocur nie był pewien, czy śnieżnobiała kotka jest wiarygodnym źródłem informacji. Mówiła dziwnie i dopiero co pomyliła wicher z gromem, z drugiej jednak strony Biała Burza wyglądała na podobną do niego: nie postawiłaby swojego klanu w złym świetle za nic w świecie, nawet jeśli to oznaczało kłamstwo.
- Moje życie jessst zapewne bardzo podobne do twojego, Obłoczna Łapo - rzekł uprzejmie, acz z naciskiem na ostatnie słowo w celu przypomnienia, że piastują tę samą rangę. Obłoczna Łapa powinna najlepiej wiedzieć, jak żyje terminator... chyba, że nie miała treningów, a to by wiele wyjaśniało. - Trenuje mnie Sssokoli Cień i nauczył mnie już prawie wszyssstkiego. Do nauki zossstały mi kilka punktów kodeksssu. A jak tam u ciebie? - imię byłego zastępcy ich klanu wciąż powinno wzbudzać respekt, pytanie tylko czy Obłoczna Łapa o nim słyszała.
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Ślimacza Muszla (NPC) Ojciec: Ostowy Kolec (NPC) Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
No czemu akurat z nazwy? Mieszkają koło rzeki i świetnie pływają. Po prostu Obłok tego jeszcze nie widziała. Może dlatego, że jeszcze nie było zbytnio takiej potrzeby? Mają kamienie, mają dużo lądu, a z rzeki to korzystają głownie dla łowienia ryb i to nie tak często.
A no tak, życie Wichrzaka raczej niczym się nie różni od jej życia. No ale można było chociaż się dowiedzieć, co tam przerobił na treningu.
- Sokoli Cień, tak? - mruknęła. Nie znała takiego kota, chociaż brzmi ono znajomo. - A moim kiedyś był Bursztynowy Wchód. Teraz jednak zmienili mi mistrza i jest nim Wiewiórczy Skok. Ja też już prawie wszystko przerobiła. Została mi jedynie walka. Chociaż w sumie to się tego obawiam, tym bardziej z kotką, którą mało znam. - dodała. No i jeszcze raz postanowiła się pointeresować życiem czarnego kocura - A to prawda, że biegacie tak szybko, jak wiatr i gonicie zające?
WHYDON'TYOUBEYOURSELF? If you wait for an answer
From somewhere up above
Youmay never hear thelaughter
You'vebeen dreaming of
Korzonek śmiało może uchodzić za syna Wilczego Pomruku. Jego futro jest czarne dymne, tyle że długie, co znacząco odróżnia go od rodziców; zarówno tych prawdziwych, jak i fałszywych. Ironicznie oczy odziedziczył po Bursztynowym Wschodzie: są intensywnie płomienno-bursztynowe, odznaczające się na tle ciemnego futra.
Korzonek dba o swój wygląd. Jest elegancki, dostojny, olśniewa urodą. Porusza się również z dostojeństwem i gracją. Kocur ma długie łapy. Wysoki jak jego prawdziwy ojciec (mówiąc szczegółowo jest idealnie tego samego wzrostu, co Bursztynowy Wschód) i szczupły.
Kocur jest bardzo stonowany i spokojny. Stroni od idiotycznych zabaw i zbędnych rozmów, ot, woli się nie przemęczać, używając innych do swoich celów. Typ obserwatora i stratega. Zawsze dokładnie ocenia sytuację i uwikłanych w jego brudne plany delikwentów, by dobrać odpowiednie środki, dzięki którym sam pozostanie nie tylko czysty i niewinny, ale także na nieszczęściu wybije się na szczyt, będąc w oczach starszych tym najlepszym. Kocur jest typem samotnika. Woli spędzać czas samotnie, na uboczu, lecz zawsze swoją uwagę kieruje na innych, obserwując ich każde potknięcie i błąd, by w przyszłości móc tę analizę wykorzystać dla własnego interesu, jaki by nie był. Jest wcieleniem ideału; Los nie poskąpił mu niczego. Jego ruchy są pełne gracji i dostojności, a niezwykła uroda, delikatna, niewieścia i ponętna stoi w zdecydowanej sprzeczności z czarnym wnętrzem - można śmiało nazwać o bestią, czy nawet samym diabłem w pięknej, lśniącej skorupie, na której nie sposób dostrzec skazy. Mówi innym to, co chcą usłyszeć, by przypadkiem sobie nie zaszkodzić. Z szacunkiem odnosi się do starszych i wyższych rangą, ale tylko po to, by zyskać w ich oczach, by zmanipulować i później móc używać do własnych celów - lepiej mieć więcej sojuszników, niż wrogów. Korzonek należy do tych mściwych i pamiętliwych. Jest w stanie poświęcić całą swą energię i czas by komuś zaszkodzić, choć nigdy nie zrobi tego w jawny sposób. Zdecydowanie woli wykorzystywać moc plotek i pomówień niż pazurów i kłów.
Barwna Ścieżka (wicher)
Jak mogła o tym nie wiedzieć? Z jego wiedzy wynikało, że rzeka przecinała ich terytoria na pół i już żeby się tu dostać Obłoczna Łapa musiała w jakiś sposób przekroczyć rzekę. Jak można w takim wieku nie znać terytorium własnego klanu? Popielatemu nie mieściłoby się w to głowie i być może osiwiałby na miejscu gdyby usłyszał przemyślenia kocicy.
To że kocica nie znała imienia Sokolego Cienia powiedziało mu jeszcze więcej. Powinna je znać, dopiero niedawno zrezygnował z pozycji zastępcy i inne klany na pewno o tym plotkowały. Ale żeby było zabawniej Popielaty rozpoznał imię Bursztyna i bardzo go to zaciekawiło. Nagle jego mina złagodniała.
- Poznałem go niedawno. Jaki jessst jako missstrz? Dużo cię już nauczył? - spytał uprzejmie, błyskając płonącymi oczami żywcem wyjętymi od jego ojca. - Czemu zmienili ci missstrza? - robiło się coraz lepiej. Co jeżeli Bursztyn to taki Zaśnieżony rzeczny odpowiednik zaplutej mamuśki Popielatego?
- Niektórzy z nassss owszem, sssą szybsssi od wiatru, ale inni przodują w innych cechach, na przykład w sssile - odparł szybko, gdyż wolał przejść do rzeczy interesujących jego osobę, a nie do oczywistości.
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
Po rozmowie z Barwną Ścieżką wiedziała, że najbliższe dni mogą się okazać jej ostatnimi na wolności, bo to tylko kwestia czasu, nim Lawendowa Gwiazda się o wszystkim dowie i zechce ją oraz Rysią Łapę ukarać. Co prawda ucieszyła się, gdy usłyszała, że jej mistrzyni została zastępczynią, bo oznaczało to, że miała pewne plecy, ale nie znała nowej przywódczyni jeszcze na tyle, by mieć pewność, że córka Pomarańczowej Skórki może mieć jakiś wpływ na to, jak to się ostatecznie potoczy. Dlatego więc ruszyła na granicę z klanem Rzeki i, po drodze oczywiście kąpiąc się w kwiatkach, by ładnie pachnieć, usiadła przy Kępie Traw, czekając aż patrol, który poprosiła o przyprowadzenie jej Sztorma, spełni swoje zadanie.
Czuła ekscytację na myśl o spotkaniu z nim. Była ciekawa, gdzie dalej zaprowadzi ich... pożądanie, jak to dalej między nimi będzie, choć cały czas z tyłu głowy miała obawę, że skoro już posiadła go na własność, to nie będzie to takie fajne, jak wcześniej.
Olbrzymie bydlę o długiej i puchatej złotej sierści z pręgami ticked. Po treningu nabrał ciała, nie jest już chudy, a przeciętny. Jego grube, gęste i długie futro skrywa ten fakt nadając mu wygląd wielkiego, puchatego niedźwiedzia. Tak jak się zapowiadał wyrósł na najwyższego kota z klanu rzeki. Sztormowy Pazur posiada białe znaczenia ciągnące się od pyszczka przez szyję po sam brzuch. Mordkę zdobi różowy nos, przeciętnej wielkości trójkątne uszy oraz oliwkowej barwy oczy, czy raczej oko. Lewe zostało wydziobane przez kruka, pozostawiając po sobie pusty oczodół. Długie łapy uzbrojone są w cztery komplety długich pazurów, z czego te u przednich łap są ponadprzeciętnie duże. Ogon jest długi i puchaty, przypomina szczotkę do butelek.
Nonszalancki, głośny, przekonany o własnej świetności i skory do wygłupów energiczny dureń, posiadający bardzo dziwne, wprost skrzywione poczucie humoru. Rwie się do każdej akcji, nieważne jak niebezpiecznej, a odwaga graniczy u niego z głupotą. Bardzo lubi sprawianie innym głupich, czy nawet niebezpiecznych żartów; gniewne reakcje tylko go bawią. Nie zna słowa "wstyd" ani "dobre wychowanie", za to jego drugie imię to "challenge accepted", gdyż nie ma rzeczy, której by nie stawił czoła, chyba że uzna coś za nudne bądź głupie. Żyje przeświadczeniu, że wszystko mu wolno, a konsekwencje nie istnieją, co jest skutkiem wychowania i nauk Kwiatowej Przełęczy, choć ostatnio hamuje go kodeks wojownika.
Poprosiła patrol o przyprowadzenie go? Jego Kwiatuszek szedł na całość, jak widać. Sztormowy Pazur nie spieszył się i pozwolił kocicy nieco się poniecierpliwić na granicy nim w końcu pojawił się skąpany w złotym blasku słońca, które akurat teraz przypadkowo wyjrzało zza chmur. Różyczka musiała czekać długo, ale w końcu się doczekała, a Sztormowy Pazur stanął przed nią w całej swej okaleczonej okazałości.
- Witaj, wichrowa kocico. Co klan wichru chce przekazać klanowi rzeki, że posłałaś po mnie patrole? - zapytał oficjalnie z marsową miną, wyobrażając sobie ze jest jednym z tych sztywnych wojowników nie widzących świata poza swym sztywnym i nudnym kodeksem. Musiał przygryźć wargi, by jego pysk nie wykrzywił się w uśmiechu. Zgrywał się, to oczywiste.
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
Czekała. I czekała na niego tak długo, że zaczęła już tupać nóżką ze zniecierpliwienia. Gdy więc w końcu dostrzegła swojego Romea, zechciała się na niego rzucić i dać mu nauczkę, że nie powinno się tak robić. Kocur jednak obrał inną taktykę i Różyczką ją podłapała, choć początkowo nie ukrywała zdziwienia.
— Witaj rzeczny kocurze. Klan wichru ma deficyt mężnych wojowników. Poprosiłam, by przysłano na granicę najlepszego, jakiego macie w klanie, ale widzę że u was jest jeszcze gorzej — mruknęła z poważną miną, mierząc go wzrokiem. Także ciężko jej było powstrzymać się od uśmiechu, ale nie mogła pęknąć. Nawet jeśli doskonale wiedziała, że go wkręca, bo w klanie Wichru nie było ani jednego kocura, który włączałby w niej napaloną nastolatkę tak, jak Sztorm. Był jej ideałem i choć bała się, co może być dalej, obecnie nie spotkała nikogo, kto mógłby z nim konkurować. Nawet jeśli nie czuła aż takiej satysfakcji, odkąd wiedziała, że on także się w niej zakochał, cały czas pragnęła więcej. Jeszcze więcej.
Olbrzymie bydlę o długiej i puchatej złotej sierści z pręgami ticked. Po treningu nabrał ciała, nie jest już chudy, a przeciętny. Jego grube, gęste i długie futro skrywa ten fakt nadając mu wygląd wielkiego, puchatego niedźwiedzia. Tak jak się zapowiadał wyrósł na najwyższego kota z klanu rzeki. Sztormowy Pazur posiada białe znaczenia ciągnące się od pyszczka przez szyję po sam brzuch. Mordkę zdobi różowy nos, przeciętnej wielkości trójkątne uszy oraz oliwkowej barwy oczy, czy raczej oko. Lewe zostało wydziobane przez kruka, pozostawiając po sobie pusty oczodół. Długie łapy uzbrojone są w cztery komplety długich pazurów, z czego te u przednich łap są ponadprzeciętnie duże. Ogon jest długi i puchaty, przypomina szczotkę do butelek.
Nonszalancki, głośny, przekonany o własnej świetności i skory do wygłupów energiczny dureń, posiadający bardzo dziwne, wprost skrzywione poczucie humoru. Rwie się do każdej akcji, nieważne jak niebezpiecznej, a odwaga graniczy u niego z głupotą. Bardzo lubi sprawianie innym głupich, czy nawet niebezpiecznych żartów; gniewne reakcje tylko go bawią. Nie zna słowa "wstyd" ani "dobre wychowanie", za to jego drugie imię to "challenge accepted", gdyż nie ma rzeczy, której by nie stawił czoła, chyba że uzna coś za nudne bądź głupie. Żyje przeświadczeniu, że wszystko mu wolno, a konsekwencje nie istnieją, co jest skutkiem wychowania i nauk Kwiatowej Przełęczy, choć ostatnio hamuje go kodeks wojownika.
- O ty - mruknął prawie bezgłośnie. - Tak ci się tylko zdaje, bo jestem najmłodszy. To taka iluzja dającą mi element zaskoczenia. Ale dobrze, hmm - tu udał, że się nad czymś zastanawia i głowi, podniósł głowę ku niebu, jak gdyby na chmurach widniała odpowiedź. W końcu jednak przestał przedłużać i spojrzał na Kwiatuszka z wilczym uśmiechem.
- Jeśli klan wichru szuka mężnych wojowników, klan rzeki może ci zaoferować Czerwoną Gwiazdę. Ma jakieś 150 księżyców i siwy pysk, ale spełnia warunki twojego klanu, bo wciąż jest mężna - zaproponował dalej poważnie, ale z uśmiechem godnym rekina.
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
— Prosiliśmy o wojownika, który jest kocurem. Zdaje mi się, że Czerwona Gwiazda jest kotką — mruknęła, nie potrafiąc się powstrzymać przed zadziornym uśmiechem. Nie potrafiła także długo znieść całej tej zabawy i po prostu wcisnęła się pod brodę Sztormowego Pazura, uprzednio racząc go liźnięciem w policzek. Zignorowała fakt, że prawdopodobnie przekroczyła granice, bo kogo to obchodzi? To tylko dwa kroczki. — Tak. Zdecydowanie macie miększe furo niż nasi wichrowi wojownicy, mhm — mruknęła, udając że to wszystko w dalszym ciągu było częścią tej... głupiej zabawy, w której teoretycznie się już poddała. Przejechała jeszcze językiem po jego szyi i głośno zamlaskała parę razy. — Mhm. I lepiej smakujecie, w istocie... Może jednak nie jest z wami aż tak źle.
Olbrzymie bydlę o długiej i puchatej złotej sierści z pręgami ticked. Po treningu nabrał ciała, nie jest już chudy, a przeciętny. Jego grube, gęste i długie futro skrywa ten fakt nadając mu wygląd wielkiego, puchatego niedźwiedzia. Tak jak się zapowiadał wyrósł na najwyższego kota z klanu rzeki. Sztormowy Pazur posiada białe znaczenia ciągnące się od pyszczka przez szyję po sam brzuch. Mordkę zdobi różowy nos, przeciętnej wielkości trójkątne uszy oraz oliwkowej barwy oczy, czy raczej oko. Lewe zostało wydziobane przez kruka, pozostawiając po sobie pusty oczodół. Długie łapy uzbrojone są w cztery komplety długich pazurów, z czego te u przednich łap są ponadprzeciętnie duże. Ogon jest długi i puchaty, przypomina szczotkę do butelek.
Nonszalancki, głośny, przekonany o własnej świetności i skory do wygłupów energiczny dureń, posiadający bardzo dziwne, wprost skrzywione poczucie humoru. Rwie się do każdej akcji, nieważne jak niebezpiecznej, a odwaga graniczy u niego z głupotą. Bardzo lubi sprawianie innym głupich, czy nawet niebezpiecznych żartów; gniewne reakcje tylko go bawią. Nie zna słowa "wstyd" ani "dobre wychowanie", za to jego drugie imię to "challenge accepted", gdyż nie ma rzeczy, której by nie stawił czoła, chyba że uzna coś za nudne bądź głupie. Żyje przeświadczeniu, że wszystko mu wolno, a konsekwencje nie istnieją, co jest skutkiem wychowania i nauk Kwiatowej Przełęczy, choć ostatnio hamuje go kodeks wojownika.
- Nie doprecyzowałaś - zauważył z nonszalanckim uśmiechem. Jego przekomarzanki nie trwały długo, gdyż Płatek prawie od razu się zniecierpliwiła i zaczęła domagać kontaktu fizycznego. Ech, co tak szybko? Wolałby się jeszcze przez chwile poprzekomarzać, zwłaszcza że dyskusja zmierzała w ciekawym kierunku. Chociaż... Byli na granicy. A niektórzy napaleńcy z jego klanu, szukający wrażeń i chwały godnej skończonych idiotów mogli to wykorzystać.
- Nie dziwi mnie ten fakt, powszechnie wiadomo, że wszyscy tutaj rodzimy się wyjątkowi - palnął bezczelnie, jednocześnie myśląc szybko. Ani myślał mówić swoich obaw na głos, gdyż terminatorka mogłaby uznać, że jest zbyt opiekuńczy i przewrażliwiony, a to ona powinna przed nim tańcować, nie na odwrót. Fakt był faktem, że w klanie rzeki było mu wygodnie, a regularne wypady w tereny z uroczą przyjaciółką były w cenie, dlatego musiał dbać i o jedno, i o drugie.
Kocur nachylił się nad kotką i skubnął ją w policzek, ale szybko się wycofał, żeby sobie nie myślała, że pójdzie aż tak łatwo.
- Ba, że nie jest. To moc pochodząca z wody i ryb. Ale jak jest z wami, hm? Naprawdę jesteście szybcy jak wiatr? Bo jeśli tak... To przegoń mnie - powiedział dumnie, podniósł się i... Wystartował w kierunku czterech drzew, które były niedaleko. Widział w tym kilka korzyści: tam będą bezpieczni i będą mieli spokój, wojownik poćwiczy sobie bieganie, a na szylkretowej kotce na pewno zrobi wrażenie, gdyż Sztormowy Pazur nie miał sobie równych pod względem szybkości. Klan wichru mógł się schować.
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
— Tobie nie. Patrolowi już tak — odpowiedziała, nie zamierzając zaprzestać tych przepychanek słownych. Lubiła je. To poniekąd dzięki nim zaprzyjaźniła się ze Sztormem, to dzięki nim kocur ją tak do siebie zachęcił, że... cóż, niejako ją w sobie rozkochał. Nie było więc możliwości, by tak po prostu z nich zrezygnować. Były zbyt ważną częścią całej tej relacji.
— Warto też wspomnieć, że jesteście niesamowicie skromni — zaśmiała się, absolutnie nic nie robić sobie z tego, że Sztormowy Pazur mógł być niepocieszony z powodu tego, że była taką przylepą. Nic jednak nie potrafiła poradzić na to, że widząc go, od razu miała ochotę na czułości. Po prostu... cóż, tak na nią działał. Oczywiście, mogłaby się troszkę powstrzymać, ale po co, skoro przytulenie się do niego wcale nie stawało na przeszkodzie, by kontynuować słowne przepychanki?
Zachichotała, gdy ukochany dziubnął ją w policzek, jednak nim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, ten już wydarł przed siebie i choć wystartowała niemalże od razu po nim, to jednak, cóż, nie miała szans na dogonienie go. Był zdecydowanie szybszy.
Olbrzymie bydlę o długiej i puchatej złotej sierści z pręgami ticked. Po treningu nabrał ciała, nie jest już chudy, a przeciętny. Jego grube, gęste i długie futro skrywa ten fakt nadając mu wygląd wielkiego, puchatego niedźwiedzia. Tak jak się zapowiadał wyrósł na najwyższego kota z klanu rzeki. Sztormowy Pazur posiada białe znaczenia ciągnące się od pyszczka przez szyję po sam brzuch. Mordkę zdobi różowy nos, przeciętnej wielkości trójkątne uszy oraz oliwkowej barwy oczy, czy raczej oko. Lewe zostało wydziobane przez kruka, pozostawiając po sobie pusty oczodół. Długie łapy uzbrojone są w cztery komplety długich pazurów, z czego te u przednich łap są ponadprzeciętnie duże. Ogon jest długi i puchaty, przypomina szczotkę do butelek.
Nonszalancki, głośny, przekonany o własnej świetności i skory do wygłupów energiczny dureń, posiadający bardzo dziwne, wprost skrzywione poczucie humoru. Rwie się do każdej akcji, nieważne jak niebezpiecznej, a odwaga graniczy u niego z głupotą. Bardzo lubi sprawianie innym głupich, czy nawet niebezpiecznych żartów; gniewne reakcje tylko go bawią. Nie zna słowa "wstyd" ani "dobre wychowanie", za to jego drugie imię to "challenge accepted", gdyż nie ma rzeczy, której by nie stawił czoła, chyba że uzna coś za nudne bądź głupie. Żyje przeświadczeniu, że wszystko mu wolno, a konsekwencje nie istnieją, co jest skutkiem wychowania i nauk Kwiatowej Przełęczy, choć ostatnio hamuje go kodeks wojownika.
- Tamten patrol był głupi. Musisz zawsze wszystko powtarzać po pięć razy, a i tak najczęściej przekręcą informacje - odparł nonszalancko, udając iż wyimaginowana wiadomość do niego nie dotarła, a przynajmniej nie w całości.
- I szczerzy. Szczerzy też jesteśmy. I mamy szczęście do kocic... chociaż to raczej dotyczy tylko mnie - kocur mrugnął jednym okiem. A zaraz potem wystartował i, jak można się było tego spodziewać, wygrał. Był o wiele szybszy, do czego całkowicie się już przyzwyczaił. Była to jego jedyna rozwinięta cecha. Kiedyś był jeszcze w miarę zręczny, lecz od kiedy stracił jedno oko zauważył u siebie spadek formy i nie był pewien, czy kiedykolwiek jeszcze uda mu się powrócić do formy sprzed walki z krukiem. Czasami nawet jego przyprawiało to o ukłucia żalu i straty. Czuł się za to mile połechtany gdy okazało się, iż zostawił w tyle nawet kota klanu wichru, gdzie te postrzegane były jako te najszybsze i najbardziej sprawne.
- I najszybsi, zapomniałem dodać - rzekł z wyszczerzonymu psotnie kłami, gdy już zatrzymał się przy olbrzymim dębie, a kocica go dogoniła.
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
— Zapamiętam na przyszłość — mruknęła, kiwając energicznie głową. Ah, te głupiutkie rzeczne patrole! Żeby zapamiętanie tej jednej informacji ich przerosło? Niesamowite! Na szczęście teraz Różana Łapa już o tym wiedziała i następnym razem przekaże w jak najprostszy sposób, kogo powinni jej przyprowadzić. W ten sposób już więcej nie dojdzie do takich karygodnych nieporozumień.
Na kolejne słowa Sztorma, Różana Łapa zmarszczyła pysk, jednak nim zdążyła jakkolwiek się odezwać, kocur zaczął biec, a ona za nim. Kiedy więc dotarli do celu, wojownik dostrzegł mógł grymas na jej twarzy, a bynajmniej nie był on spowodowany porażką.
— Przegonienie terminatorki nie powinno być dla ciebie czymś wyjątkowym, wojowniku — mruknęła i choć bardzo chciała pogratulować mu wygranej i znowu się do niego przytulić, odpuściła, bo to był odpowiedni czas na walnięcie foszka. — A do jakich kocic masz szczęście? Czyżby super wojownik miał kogoś w klanie? — zapytała, widocznie się nadymając. Nie byli razem, owszem. Nawet jej to pasowało, ale była okropnie zła na myśl o tym, że... mógł sobie kogoś znaleźć w klanie. Zwłaszcza po ich ostatnim spotkaniu. Poczuła się zagrożona, wystraszyła się, że może jednak nie owinęła go sobie wokół paluszka tak, jak myślała, ale nie chodziło tylko o to. Była po prostu zazdrosna, bo chciała go mieć tylko dla siebie. Osobiście wytargałaby za futro tę cizię, która wtulałaby się w tę samą pierś, w którą jeszcze chwilę temu przytulona była ona.