Cechą charakterystyczną kocura jest rozdarte na pół prawe ucho - ślad po walce z jenotem. Rana zdążyła się zagoić, jednak ucho nie zrosło się w całość i mniej-więcej od połowy jest podzielone na dwie połówki. Podczas dorastania, jego chude łapy stały się bardziej masywne, pasujące do reszty ciała. Jest wysoki i dobrze zbudowany, ale absolutnie nie za gruby. Dzięki dużej dawce ruchu jego mięśnie ładnie rysują się pod futerkiem i nie ma miejsca na choćby gram dodatkowego tłuszczu. Jego futro jest koloru szarego, pokryte grubymi, czarnymi pręgami, które nie zlewają się w szaro-burą masę, a bardziej przypominają pręgi tygrysa. Na ciele nie ma białych znaczeń; wyjątkiem jest niewielka plamka na pyszczku, konkretniej na brodzie. Tym, co wyróżnia go od innych są jego przenikliwe, jasnozielone oczy.
Grad od małego umiłował sobie walkę; na początku oczywiście jako zwykłe przepychanki między rodzeństwem. Jest pewny siebie i ciekawski, lubi poznawać nowe rzeczy – ale raczej przez doświadczenie, niż słuchanie starszych. Jego odwaga czasami wpędza go w kłopoty, ale mimo to nie zmienia swojego zachowania.
Śmierć. Klan Wichru spotkało ostatnio bardzo dużo śmierci. Żałoba bo stracie klanowego kota nie miała za wiele wspólnego z pogrzebami co chwilę. Śmierć bliskich najwidoczniej potrafiła złamać nawet Gawronią Łapę, który nigdy nie uchodził za kota zbyt... empatycznego czy emocjonalnego. A jednak. Każdy ma swój słaby punkt, prawda?
- Nie ty jeden bardziej przeszkadzałeś niż polowałeś, ale w końcu wszyscy byliśmy Klanem Wichru - odpowiedział kocurowi, choć czy faktycznie tak było? Czy ktoś poza Gradem przejął się nieobecnością czarnego kocura? Nie wiedział.
- Nie chcę cię zmuszać ani przekonywać - zaczął po chwili, powoli wymawiając każde słowo. - Musisz się zastanowić i sam zadecydować, czy chcesz znowu być częścią tego wszystkiego. Przyjdę w to miejsce za dwa obiegi słońca, będę czekał, jeśli zdecydujesz się wrócić. Jeśli nie... zrozumiem - i choć na głos tego nie wypowiem, to będzie mi przykro. Posłał czarnemu kocurowi słodko-gorzki uśmiech, przez chwilę jeszcze patrząc mu w oczy, po czym odwrócił się i odszedł spokojnie w głąb terenów Klanu Wichru.
/zt?
Uciekaj chłopcze od wielkich idei co
Niczym bajeczne race płoną nad moim miastem
Biegnij teraz jak łagodny zwierz
Biegnij by dowiedzieć się
O sobie samym i o świecie co Zimny jest jak lód
Biegnij dalej sam
Żeby sprawdzić co cię martwi
Żeby sprawdzić komu ufać Kogomijaći siębać
Oczywiście całe ciało młodego spowija czerń, która nie odpuszcza innym kolorom sierści. Gawron już dawno wyzbył się mięciutkiej, puszystej sierści, zamieniając ją na lśniącą, mocno zbitą przy sobie sierścią. Na przekór długowłosym rodzicom, jego sierść jest krótka, niezbyt odstająca od reszty ciała . A skąd się wzięła? Najwyraźniej geny resecywne. Nie przypomina swych rodziców również pod względem wzrostu, bowiem łapy młodzika szybko wyszły w górę niczym tyczki, a dzięki temu staje się najwyższy z rodzeństwa, i najprawdopodobniej w przyszłości króliki i zające nie będą miały szans, ze smukłym i dosyć chudym ciałkiem Gawrona. Z łatwością można stwierdzić, że nie będzie jakoś super silny. Na ładnie zarysowanym pyszczku kocurka widnieją tajemnicze, żółtawo-złote ślepia, które już dawno stracily niebieską barwę, niżej znajduje czarny nosek, a wyżej optymalnej wielkości uszy.
Młodzik, posiada wybujałą dumę i jakże wielkie ego, które kiedy zostanie zranione można wiedzieć, że ten nie odpuści tak łatwo. Kocur działa emocjonalnie, chwilowo, impulsywnie z powodu chwili potrafi zrobić rzeczy, których normalnie nie uczyniłby. Gdy musi zrobić coś szybko uważa, że nie ma czasu na rozmyślenia, a na nieszczęście zazwyczaj kończy się to atakiem z jego strony. Wybuchowy, jednak na pewno nie emocjonalny. W swoim krótkim życiu prawie nigdy nie odczuwał smutku, nawet kiedy nad Wicher nadpłynęły ciemne chmury, on był nieswój oraz niepewny. Niepewność... ku zdziwieniu kociak odczuwa niepewność o wiele więcej razy niż wcześniej, towarzyszy mu coraz częściej, jednak zostaje zatopiona maską odwagi i dumy. Chęć bycia najlepszym wraz z dużą ilością odwagi tworzy nierozwagę i pozbawienie instynktu samozachowczego, że niby wcale się nie boi, co tworzy z niego samozwańczego superbohatera, który uratowałby wszelkiego kota z jego rodziny, no a cała chwała spłynęła by na niego oczywiście. Bywa arogancki, pyskaty i pyszałkowaty, z chłodem i obojętnością patrząc na inne oczywiście gorsze od niego koty. Jednak nie róbmy z niego kota o zimnym, skamieniałym sercu, bo oczywiście tak nie jest, ba w przeciwieństwie do innych wie co to miłość. Kocha swoją rodzinę. Płeć piękna w jego oczach spada jeszcze niżej niż zwykłej do tego jednak nie dochodzi zwykłe obrzydzenie, jak w wypadku kociąt a chęć, a raczej obowiązek chronienia tych istot. Cały w kp
Omszały Kamyk (KR) Musza Łapa (GK)
Fakt, niezbyt przejmuję się innymi kotami ich życiem lub też jego brakiem, jednak hej nawet jemu może na kimś zależeć, lecz ukazuje to w dość opaczny sposób. Ojciec się od nich odsunął, lecz nadal był ich ojcem, jedynym i niepowtarzalnym, więc jego utrata zabolała. Ponownie zignorował słowa zastępcy. Czy ktoś również przeszkadzał, tak samo jak on? Nie zauważył tego, tak ta cała reszta wydawała się być taka dobra, taka idealna, o wiele lepsza niż on sam? A może to tylko jakieś dziwne złudzenie, paranoja, nadwrażliwość. Czuł jednak się dość... miło. Tak, miło, wspaniale, bo jednak się ktoś przejął. Jeden kot, który był ważny, niezwykle ważny dla Gawrona. Bo pamiętał o nim, a to znaczyło wiele, bardzo wiele. Poczuł się niezwykle emocjonalne, jakby chciał coś wyznać, powiedzieć, że prawię cały czas czuł jakąś dziwną nostalgię, jakby czegoś mu brakowało. Owszem polubił swe nowe życie, jednak wciąż łapami stał w tym starym, a okropna ciekawość prowadziła go z powrotem tam. Czekał na kolejny krok, kolejny ruch starszego kocura. Tak więc poczuł pewne rozczarowanie słysząc jego kolejne słowa. Odszedł. Zniknął. Teraz, oh teraz to dopiero czuł się ...samotnie. Mógł tylko patrzeć, jak zastępca się oddala. No i co teraz?
****
Myślał o tym, myślał dużo. Każde uderzenie serca przepełnione było nowymi wnioskami i argumentami. Jednak wciąż nie wiedział, co ma robić. Wszystko zależy od jego kolejnych słów i czynów. Miał pełną władzę, a czuł się z tym źle, niezwykle źle. Prawie wcale nie spał, nic nie zjadł, jednak ignorował to ssanie w żołądku. Ono teraz nie było ważne... wciąż w swej wyobraźni widział iskrzące się zielone oczy, jakby bał się ich wyzbyć ze swego umysłu, jakby bał się, że o nich zapomni. Aż w końcu przyszedł dzień ostateczny, dzień w którym to wszystko się wyjaśni. Wiedział co zrobi, lecz nie był pewien tej decyzji. A deszcz wciąż padał, czuł się zmęczony, a łapy go bolały. A jak na złość nie było żadnego suchego miejsca. Czarny ostrożnie przeszedł przez drogę grzmotu i wkrótce znalazł się ponownie na Granicy, gdzie czekał.
Cechą charakterystyczną kocura jest rozdarte na pół prawe ucho - ślad po walce z jenotem. Rana zdążyła się zagoić, jednak ucho nie zrosło się w całość i mniej-więcej od połowy jest podzielone na dwie połówki. Podczas dorastania, jego chude łapy stały się bardziej masywne, pasujące do reszty ciała. Jest wysoki i dobrze zbudowany, ale absolutnie nie za gruby. Dzięki dużej dawce ruchu jego mięśnie ładnie rysują się pod futerkiem i nie ma miejsca na choćby gram dodatkowego tłuszczu. Jego futro jest koloru szarego, pokryte grubymi, czarnymi pręgami, które nie zlewają się w szaro-burą masę, a bardziej przypominają pręgi tygrysa. Na ciele nie ma białych znaczeń; wyjątkiem jest niewielka plamka na pyszczku, konkretniej na brodzie. Tym, co wyróżnia go od innych są jego przenikliwe, jasnozielone oczy.
Grad od małego umiłował sobie walkę; na początku oczywiście jako zwykłe przepychanki między rodzeństwem. Jest pewny siebie i ciekawski, lubi poznawać nowe rzeczy – ale raczej przez doświadczenie, niż słuchanie starszych. Jego odwaga czasami wpędza go w kłopoty, ale mimo to nie zmienia swojego zachowania.
Denerwował się. Nawet zdawał sobie sprawę z tego, że denerwuje się bardziej, niż powinien. Lubił Gawronią Łapę, z drugiej jednak strony... nie byli przecież jakimiś bliskimi przyjaciółmi, czemu więc aż tak się tym przejmował? Może jednak się mylił i czarny kocur pełnił w jego życiu ważniejszą rolę, niż mogłoby się wydawać?
W każdym razie szaropręgowany Zastępca o umówionej porze zjawił się na granicy. Na odpowiedź na nurtujące go pytanie nie musiał długo czekać, gdyż już po chwili napotkał syna Tymiankowego Listka. Uśmiechnął się szeroko.
- Czyli jednak do nas wracasz? - zawołał już z daleka, a zaraz podszedł do kocura. Tym razem bliżej, niż ostatnio. Wpatrywał się jego pyszczek oczekując odpowiedzi, a w zielonych oczach można było dostrzec wesołe iskierki. Czyżby w końcu jakaś dobra wiadomość?
Uciekaj chłopcze od wielkich idei co
Niczym bajeczne race płoną nad moim miastem
Biegnij teraz jak łagodny zwierz
Biegnij by dowiedzieć się
O sobie samym i o świecie co Zimny jest jak lód
Biegnij dalej sam
Żeby sprawdzić co cię martwi
Żeby sprawdzić komu ufać Kogomijaći siębać
Oczywiście całe ciało młodego spowija czerń, która nie odpuszcza innym kolorom sierści. Gawron już dawno wyzbył się mięciutkiej, puszystej sierści, zamieniając ją na lśniącą, mocno zbitą przy sobie sierścią. Na przekór długowłosym rodzicom, jego sierść jest krótka, niezbyt odstająca od reszty ciała . A skąd się wzięła? Najwyraźniej geny resecywne. Nie przypomina swych rodziców również pod względem wzrostu, bowiem łapy młodzika szybko wyszły w górę niczym tyczki, a dzięki temu staje się najwyższy z rodzeństwa, i najprawdopodobniej w przyszłości króliki i zające nie będą miały szans, ze smukłym i dosyć chudym ciałkiem Gawrona. Z łatwością można stwierdzić, że nie będzie jakoś super silny. Na ładnie zarysowanym pyszczku kocurka widnieją tajemnicze, żółtawo-złote ślepia, które już dawno stracily niebieską barwę, niżej znajduje czarny nosek, a wyżej optymalnej wielkości uszy.
Młodzik, posiada wybujałą dumę i jakże wielkie ego, które kiedy zostanie zranione można wiedzieć, że ten nie odpuści tak łatwo. Kocur działa emocjonalnie, chwilowo, impulsywnie z powodu chwili potrafi zrobić rzeczy, których normalnie nie uczyniłby. Gdy musi zrobić coś szybko uważa, że nie ma czasu na rozmyślenia, a na nieszczęście zazwyczaj kończy się to atakiem z jego strony. Wybuchowy, jednak na pewno nie emocjonalny. W swoim krótkim życiu prawie nigdy nie odczuwał smutku, nawet kiedy nad Wicher nadpłynęły ciemne chmury, on był nieswój oraz niepewny. Niepewność... ku zdziwieniu kociak odczuwa niepewność o wiele więcej razy niż wcześniej, towarzyszy mu coraz częściej, jednak zostaje zatopiona maską odwagi i dumy. Chęć bycia najlepszym wraz z dużą ilością odwagi tworzy nierozwagę i pozbawienie instynktu samozachowczego, że niby wcale się nie boi, co tworzy z niego samozwańczego superbohatera, który uratowałby wszelkiego kota z jego rodziny, no a cała chwała spłynęła by na niego oczywiście. Bywa arogancki, pyskaty i pyszałkowaty, z chłodem i obojętnością patrząc na inne oczywiście gorsze od niego koty. Jednak nie róbmy z niego kota o zimnym, skamieniałym sercu, bo oczywiście tak nie jest, ba w przeciwieństwie do innych wie co to miłość. Kocha swoją rodzinę. Płeć piękna w jego oczach spada jeszcze niżej niż zwykłej do tego jednak nie dochodzi zwykłe obrzydzenie, jak w wypadku kociąt a chęć, a raczej obowiązek chronienia tych istot. Cały w kp
Omszały Kamyk (KR) Musza Łapa (GK)
Wciąż był jeszcze jeden problem. Wielki, okropny problem, jakim był Krucza Gwiazda i jego osobisty osąd. Fakt, przyjął ponownie Pstrą do klanu, jednak delikatna medyczka nie zaszła białemu przywódcy tak za skórę. Przecież kocur mógł stwierdzić, że nie chce Gawrona w klanie i tyle by było z tego wszystkiego. Bowiem tak, wróci. Przynajmniej spróbuje. Niby tak bardzo podobało mu się życie samotnika, co oczywiście było prawdą, jednak Grad rozbudził w nim ciekawość, której tej nie może się oprzeć. W końcu po wielu godzinach przemyśleń postanowił, że hej może uciec jeszcze raz jeżeli będzie się czuł tak samo beznadziejnie jak przedtem. To dopiero samolubność. Paniczowi coś nie pasuje i już go nie ma i już jęczy i kwęczy jak bardzo mu jest źle. Mimo wszystko kilka księżyców samotności lekko do odmieniło, nauczyło też paru rzeczy. A ze swych przechadzek nie zrezygnuje, to było pewne.
Kocur siedział cicho czekając na zastępce, a ten pojawił się dosyć szybko. Ucieszył się na sam jego widok, a kiedy zauważył jego szeroki uśmiech był już pewien. Nie mógł, nie potrafił go teraz zawieść. Mógłby się wpatrywać w szary pysk całymi godzinami, twierdząc, że to jest najlepszy powrót jego powrotu do Klanu. Bo jeszcze chyba nigdy nie uśmiechał się w taki sposób, chyba jeszcze nigdy mu na Gawronie tak nie zależało. A przynajmniej Czarnemu się tak zdawało. Uniósł swe uszy ku górze uważnie słuchając każdego słowa, po czym wstał i przeszedł przez granicę zatrzymując się tuż przy swym zastępcy. O wiele bliżej niż przed tym. Nie wiedział, od czego ma zacząć, dlatego odparł dość nieśmiało jak na niego.
- Jeżeli mnie przyjmiecie - dodał kawśno, lecz szybko po tym uśmiechnął się, ukazując swe białe kły.
Cechą charakterystyczną kocura jest rozdarte na pół prawe ucho - ślad po walce z jenotem. Rana zdążyła się zagoić, jednak ucho nie zrosło się w całość i mniej-więcej od połowy jest podzielone na dwie połówki. Podczas dorastania, jego chude łapy stały się bardziej masywne, pasujące do reszty ciała. Jest wysoki i dobrze zbudowany, ale absolutnie nie za gruby. Dzięki dużej dawce ruchu jego mięśnie ładnie rysują się pod futerkiem i nie ma miejsca na choćby gram dodatkowego tłuszczu. Jego futro jest koloru szarego, pokryte grubymi, czarnymi pręgami, które nie zlewają się w szaro-burą masę, a bardziej przypominają pręgi tygrysa. Na ciele nie ma białych znaczeń; wyjątkiem jest niewielka plamka na pyszczku, konkretniej na brodzie. Tym, co wyróżnia go od innych są jego przenikliwe, jasnozielone oczy.
Grad od małego umiłował sobie walkę; na początku oczywiście jako zwykłe przepychanki między rodzeństwem. Jest pewny siebie i ciekawski, lubi poznawać nowe rzeczy – ale raczej przez doświadczenie, niż słuchanie starszych. Jego odwaga czasami wpędza go w kłopoty, ale mimo to nie zmienia swojego zachowania.
Dobrze, że szaropręgowany kocur nie potrafił czytać w myślach. Gdyby dowiedział się o podejściu pod tytułem hej, najwyżej ucieknę znowu, nie tylko nie byłby tak zdecydowany na przyjęcie Gawrona z powrotem do klanu, ale byłoby mu po prostu przykro. W końcu nikt nie lubi tracić sojusznika - zwłaszcza po raz drugi...
Na szczęście to wszystko pozostawało w granicach myśli czarnego kocura, którego ciało i osoba znalazły się właśnie stosunkowo blisko. A więc przesądzone. Gawron wraca. Korzystając z tego, że żółtooki znalazł się w niewielkiej odległości, Grad, z uśmiechem na mordce, przyjacielsko klepnął go łapą w plecy. - Chodźmy więc - odpowiedział wesoło i ruszył w głąb terenów oczywiście patrząc, czy czarny idzie z nim. - Postaraj się zrobić dobre wrażenie - powiedział zbliżając nieco pysk do ucha kocura i ściszając ton głosu - na wszelki wypadek. Ściany mają uszy i drzewa też czasem mają uszy.
Została im jeszcze rozmowa z Kruczą Gwiazdą, ale szaropręgowany głęboko wierzył, że ta przebiegnie bez większych problemów. Szli więc prosto na spotkanie z Przywódcą - i niechby ktoś tylko spróbował przyczepić się do Gawrona. Może nie pachniał Wichrem, ale tutaj się urodził, był Wichrzakiem z krwi i kości, więc jeśli ktoś będzie chciał go przegonić... cóż, będzie musiał zapewne zmierzyć się również z Gradowym Podmuchem.
/nie wiem czy zt ok xD
Uciekaj chłopcze od wielkich idei co
Niczym bajeczne race płoną nad moim miastem
Biegnij teraz jak łagodny zwierz
Biegnij by dowiedzieć się
O sobie samym i o świecie co Zimny jest jak lód
Biegnij dalej sam
Żeby sprawdzić co cię martwi
Żeby sprawdzić komu ufać Kogomijaći siębać
Oczywiście całe ciało młodego spowija czerń, która nie odpuszcza innym kolorom sierści. Gawron już dawno wyzbył się mięciutkiej, puszystej sierści, zamieniając ją na lśniącą, mocno zbitą przy sobie sierścią. Na przekór długowłosym rodzicom, jego sierść jest krótka, niezbyt odstająca od reszty ciała . A skąd się wzięła? Najwyraźniej geny resecywne. Nie przypomina swych rodziców również pod względem wzrostu, bowiem łapy młodzika szybko wyszły w górę niczym tyczki, a dzięki temu staje się najwyższy z rodzeństwa, i najprawdopodobniej w przyszłości króliki i zające nie będą miały szans, ze smukłym i dosyć chudym ciałkiem Gawrona. Z łatwością można stwierdzić, że nie będzie jakoś super silny. Na ładnie zarysowanym pyszczku kocurka widnieją tajemnicze, żółtawo-złote ślepia, które już dawno stracily niebieską barwę, niżej znajduje czarny nosek, a wyżej optymalnej wielkości uszy.
Młodzik, posiada wybujałą dumę i jakże wielkie ego, które kiedy zostanie zranione można wiedzieć, że ten nie odpuści tak łatwo. Kocur działa emocjonalnie, chwilowo, impulsywnie z powodu chwili potrafi zrobić rzeczy, których normalnie nie uczyniłby. Gdy musi zrobić coś szybko uważa, że nie ma czasu na rozmyślenia, a na nieszczęście zazwyczaj kończy się to atakiem z jego strony. Wybuchowy, jednak na pewno nie emocjonalny. W swoim krótkim życiu prawie nigdy nie odczuwał smutku, nawet kiedy nad Wicher nadpłynęły ciemne chmury, on był nieswój oraz niepewny. Niepewność... ku zdziwieniu kociak odczuwa niepewność o wiele więcej razy niż wcześniej, towarzyszy mu coraz częściej, jednak zostaje zatopiona maską odwagi i dumy. Chęć bycia najlepszym wraz z dużą ilością odwagi tworzy nierozwagę i pozbawienie instynktu samozachowczego, że niby wcale się nie boi, co tworzy z niego samozwańczego superbohatera, który uratowałby wszelkiego kota z jego rodziny, no a cała chwała spłynęła by na niego oczywiście. Bywa arogancki, pyskaty i pyszałkowaty, z chłodem i obojętnością patrząc na inne oczywiście gorsze od niego koty. Jednak nie róbmy z niego kota o zimnym, skamieniałym sercu, bo oczywiście tak nie jest, ba w przeciwieństwie do innych wie co to miłość. Kocha swoją rodzinę. Płeć piękna w jego oczach spada jeszcze niżej niż zwykłej do tego jednak nie dochodzi zwykłe obrzydzenie, jak w wypadku kociąt a chęć, a raczej obowiązek chronienia tych istot. Cały w kp
Omszały Kamyk (KR) Musza Łapa (GK)
Niestety Gawron taki był. Odmieniony, nieodmieniony zawsze samolubny. Jednak może teraz będzie lepiej? Może te kilka księżyców sprawi, że jego życie w Klanie się poprawi? Miał taką nadzieję. Z kolejnych słów Grada ucieszył się... chodź to trudno stwierdzić. Naprawdę, nie wiedział co ma o tym wszystkim myśleć. Sądził, że będzie teraz samotnikiem przez długi okres czasu, a tu spotkał przypadkiem Grada i w dwa dni wszystko się zmieniło, wszystko nabrało nowego biegu. Szybko, bo szybko, ale jednak. Nie planował tego, więc teraz czuł się zagubiony, ba więcej niż zagubiony, aż trudno opisać to słowo. Ruszył bez oporu za Gradem idąc wgłąb nowych terenów, cały czas się rozglądał, a do jego czarnego nosa docierały zapachy które teraz były niezwykle obce. Te tereny również się różniły od łąk i krzaków z miejsca, gdzie poprzednio żyli. Próbował zapamiętać jak najwięcej informacji przy tym oczywiście nie oddalając się od zastępcy.
- Spróbuję - rzekł szczerze próbując ułożyć w głowie plan działania. Nie był pewien, czy rozmowa z Krukiem przebiegnie gładko, Ptaszyna będzie musiał przełamać swoją niechęć, będzie musiał się wytłumaczyć... No i co powie? Stwierdziłem, że nie pasuje tutaj i postanowiłem uciec? A teraz zobaczyłem Grada i stwierdziłem, że jednak mogę spróbować? To wszystko prawda, jednak nie może tak powiedzieć, bo Gwiazda nie byłby zadowolony. A kłamać to Ptaszyna nie umie, o czym już się przekonał. Znów spojrzał na szarego zastępce. Nie powinien się tak denerwować...
Mistrz: n i e Płeć: kotka Matka: [*] Ojciec: [*] Partner: brak
Wyrosła, to na pewno. Nabrała kobiecych wdzięków, gracji poruszania się. Kocięca, wiecznie splątana, zawierająca brud zebrany z całego obozu Wichru sierść została zastąpiona przez długie, jasnoszare, nazywane przez niektórych płowymi, kosmyki, okrywające całe jej ciało. Jednolita, od pyszczka, po długi ogon, często okrywający jedną z tylnych łap, która niegdyś uległa złamaniu, podczas pamiętnej Ceremonii. Smukła, nie można jej jednak nazwać drobna czy wychudzoną, nie plasuje się również w czołówce najwyższych kotów Klanu Wichru, jednak spokojnie wystaje ponad średnią. Pysk nosi wysoko; składają się na niego uszy, podłużna kufa, zakończona ciemnoróżowym nosem i lśniące kolorem głębokiego bursztynu oczy, których dawny, jasny blask został zgaszony przez chłód serca i cień tragedii, która będzie ciągnąc się za kotką, zapewne do końca jej dni.
Każdy sen musi się kiedyś skończyć, a ten o wesołym dzieciństwo został ukrócony dość szybko. Gdy miała zaledwie cztery księżyce, w Klanie Wichru doszło do strasznej katastrofy, jaką było zawalenie się sklepienia nad Świetlistą Sadzawką, w dodatku w samym środku trwania Ceremonii, w czego efekcie śmierć poniosła między innymi matka kotki, Tymiankowy Listek. I tak oto nastąpił koniec dzieciństwa. W tym momencie mała kotka jest bardzo zagubiona. Związana silną więzią z rodzicielką, czuję się opuszczona i bardzo, bardzo samotna. Nie wie co ze sobą zrobić i co począć w obliczu całego tego nieszczęścia. Czuje jednak wielką, wewnętrzną potrzebę ochrony każdego, poszczególnego członka swojej najbliższej rodziny. Zamknęła się w sobie, a kocięca radość i blask w oczach wygasły. Jest bardziej skupiona i rzadziej się odzywa, stara się kurczowo trzymać tego co jej zostało. Nie śmieje się często, nie przepada również za jakąkolwiek formą żartów. Przestała marzyć i śnić na jawie, nie chce po raz kolejny zostać w brutalny sposób zostać sprowadzoną do parteru i uważa to za zajęcie dla głupców, zwykłą stratę czasu. Zmieniło się też jej nastawienie do ojca, podświadomie obwinia go za to, co się stało z matką. Bywa drażliwa, szybko się złości, nad czym z resztą nie potrafi zapanować. Rzadko sypia w nocy, a kiedy już zdoła, dręczą ją koszmary. Często ma wrażenie, że zaraz wydarzy się coś niedobrego. Nie lubi gdy ktoś dotyka jej tylnej łapy.
Uderzenie serca. Krok. Oddech. Uderzenie serca. Krok. Oddech. Uderzenie serca. Krok.
Cały świat Trującego Ziela skurczył się do tego jednostajnego rytmu, jaki obracała, poruszając się wciąż i wciąż i wciąż do przodu - tropem Czterech Klanów i ich wielkiej wyprawy. Nie była w stanie określić jak długo już jest w drodze, dni, noce, tygodnie, księżyce zlewały się i przeistaczały wewnątrz jej umysłu w pozbawioną konkretnych informacji lub ram masę. Raz po raz przed oczami migało jej ciało samotnika, zakrwawione i bezwładne. Przerażone spojrzenie jego młodszego towarzysza. Szloch jaki potem wyrwał się z jego piersi i... całkowita obojętność. Zagrodzili jej drogę. Mogli tego nie robić. Ona wracała do domu. Krok. Uderzenie serca. Krok. Oddech. Jej ciało, wychudłe i zmęczone wielodniową wędrówką, coraz częściej wymagało odpoczynku, umysł również zaczynał ulegać - coraz częściej ukazując znajome sylwetki w oddali czy pozwalając jej usłyszeć głosy najbliższych, proszące by się pospieszyła. Trujące Ziele, z początku stąpająca twardą łapą przed siebie, powoli zaczynała tracić rozeznanie w otaczającej jej rzeczywistości, nie będąc w stanie odróżnić jej od fikcji. Mimo to brnęła, coraz dalej, wmawiając sobie, że jest coraz bliżej celu. Że za dizeń lub dwa ujrzy Ćmią Łapę. I Miękką Łapę. I Sokolego Cienia. I Czyżykowy Głos. Ich wszystkich. I będzie w domu. Ponownie. Bezpieczna. Nie próbowała nawet analizować głębiej pobudek jakie pchały ją z powrotem do Klanu. Samego Wichru mogłoby równie dobrze nie być. Ale byli tam oni, oni wszyscy. Z resztą - przecież Sokół miał kocięta... teraz pewnie duże... i ktoś musiał się nimi zająć, na pewno przyda im się pomoc... Na pewno. Była tam potrzebna. Wiedziała to. Wierzyła w to. Po prostu musiała tam wrócić. Albo zginąć próbując. Zerknęła nieśmiało w górę by zaraz skupić się na kontynuacji marszu. Od jakiegoś czasu nabrała zwyczaju co jakiś czas skupiać się na niebie i myśleć o pojawiających się tam co nocy gwiazdach. Szukała dwóch, lśniących bardzo blisko siebie i choć jak na razie nie udało jej się ich dojrzeć, nie przeszkadzało jej to w wysyłaniu krótkich modlitw w ich stronę. Niekoniecznie pełnych próśb czy zażaleń, wolała o nich myśleć bardziej jako o aktach pamięci. Niewielkiego wysiłku, jaki mogła uczynić dla tych lśniących już na Gwiezdnej Skórce. Dla dwóch z nich. Przełknęła ślinę, chcąc nawilżyć zeschnięte gardło, gdy wraz z otaczającym ją powietrze i tańczącym w nim pyle, wyczuła coś jeszcze. Nikły, ledwo wyczuwalny, ale gdy skupiła się na nim - stały, jakby był tu już jakiś czas, zapach. Ale nie byle jaki. Woń, którą rozpoznałaby nawet we śnie, którą nasiąknięta była od pierwszych księżyców, towarzysząca jej przez długie dni. Przypominająca dom. Rodzinę. Wszystko, bez czego Ziółko była nikim. Mimo wyczerpania, mięśnie w jej ciele gwałtownie spięły się gdy puściła się pędem, przez chaszcze, desperacko łowiąc każdy haust powietrza i wypełniony nim, stający się z każdą chwilą silniejszy zapach Klanu Wichru. Zatrzymała się dopiero gdy otaczał ją ze wszystkim stron, intensywny i tak bardzo znajomy. Oddychała, szybko i głęboko, upajając się dobrze znajomą wonią, pozwalając by cała tęsknota została przez nią zmyta. Nie była w stanie powstrzymać szlochu. Usiadła z wrażenia, przytłoczona tym co właśnie osiągnęła.
[kogokolwiek zapraszam z Klanu Wichru]
__________________________________  ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ I'was.broken.from a.young.agetaking my.sulking.to.the.masses.write.down mypoemsfor thefewthat lookedatme × TOOK TO ME × SHOOK TO ME feelingme
ᴛʜɪʀᴅ ᴛʜɪɴɢs ᴛʜɪʀᴅ send aprayerto theonesup.a b o v exxx xxxxxxall theHATEthat you'veheardhas turnedyour spiritto adoveoh oohxxx xxxxx.xxxxxyour spirit up above, oh ooh __________________________________  ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Skończyłam rozmawiać z tą straszną kotką z klanu Rzeki. Dowiedziałam się wielu ciekawych, ale również przerażających rzeczy. Czy to aby na pewno możliwe? Tata, Pochmurna Łapa, wygnaniec klanu Rzeki, wyrzucony za gwałt lub próbę gwałtu. Nie do końca wiedziałam czym był gwałt, wyjaśnienia rzeczniaczki niewiele mi dały, ale brzmiało jak coś strasznego. Miałam nadzieję, że spotkam kogoś milszego, ale również z klanu śmierdzącego rybami, dlatego też dalej szłam wzdłuż tej granicy. Dotarłam chyba do końca naszych terenów i już miałam zawracać, kiedy zobaczyłam jakąś postać. Samotnik? Nie, samotniczka, jeśli już. Powinnam iść do obozu, powiedzieć o tym innym, ale coś mi nie pozwalało. Może znała tatę? Może się z nim widziała, wie, gdzie teraz przebywa? Podeszłam więc, z wysoko uniesioną głową, pewnym siebie spojrzenie i dumnie wypiętą piersią.
- Kim jesteś i co tutaj robisz? Samotnikom nie wolno wkraczać na nasze tereny - burknęłam na początku. Grunt to dobre pierwsze wrażenie, prawda? Jeżeli płowa kotka zobaczy, że jestem poważna i lepiej ze mną nie zadzierać, może zdecyduje się na odejście? Będę mogła się wtedy pochwalić mamie, że zrobiłam coś dla dobra klanu. Zebranie informacji na temat ojca było... też ważną sprawą, ale tym się nikomu nie mogę pochwalić, dopóki nie rozwiążę tej zagadki.
Mistrz: n i e Płeć: kotka Matka: [*] Ojciec: [*] Partner: brak
Wyrosła, to na pewno. Nabrała kobiecych wdzięków, gracji poruszania się. Kocięca, wiecznie splątana, zawierająca brud zebrany z całego obozu Wichru sierść została zastąpiona przez długie, jasnoszare, nazywane przez niektórych płowymi, kosmyki, okrywające całe jej ciało. Jednolita, od pyszczka, po długi ogon, często okrywający jedną z tylnych łap, która niegdyś uległa złamaniu, podczas pamiętnej Ceremonii. Smukła, nie można jej jednak nazwać drobna czy wychudzoną, nie plasuje się również w czołówce najwyższych kotów Klanu Wichru, jednak spokojnie wystaje ponad średnią. Pysk nosi wysoko; składają się na niego uszy, podłużna kufa, zakończona ciemnoróżowym nosem i lśniące kolorem głębokiego bursztynu oczy, których dawny, jasny blask został zgaszony przez chłód serca i cień tragedii, która będzie ciągnąc się za kotką, zapewne do końca jej dni.
Każdy sen musi się kiedyś skończyć, a ten o wesołym dzieciństwo został ukrócony dość szybko. Gdy miała zaledwie cztery księżyce, w Klanie Wichru doszło do strasznej katastrofy, jaką było zawalenie się sklepienia nad Świetlistą Sadzawką, w dodatku w samym środku trwania Ceremonii, w czego efekcie śmierć poniosła między innymi matka kotki, Tymiankowy Listek. I tak oto nastąpił koniec dzieciństwa. W tym momencie mała kotka jest bardzo zagubiona. Związana silną więzią z rodzicielką, czuję się opuszczona i bardzo, bardzo samotna. Nie wie co ze sobą zrobić i co począć w obliczu całego tego nieszczęścia. Czuje jednak wielką, wewnętrzną potrzebę ochrony każdego, poszczególnego członka swojej najbliższej rodziny. Zamknęła się w sobie, a kocięca radość i blask w oczach wygasły. Jest bardziej skupiona i rzadziej się odzywa, stara się kurczowo trzymać tego co jej zostało. Nie śmieje się często, nie przepada również za jakąkolwiek formą żartów. Przestała marzyć i śnić na jawie, nie chce po raz kolejny zostać w brutalny sposób zostać sprowadzoną do parteru i uważa to za zajęcie dla głupców, zwykłą stratę czasu. Zmieniło się też jej nastawienie do ojca, podświadomie obwinia go za to, co się stało z matką. Bywa drażliwa, szybko się złości, nad czym z resztą nie potrafi zapanować. Rzadko sypia w nocy, a kiedy już zdoła, dręczą ją koszmary. Często ma wrażenie, że zaraz wydarzy się coś niedobrego. Nie lubi gdy ktoś dotyka jej tylnej łapy.
Drgnęła, gdy do tak znajomej woni dołączył jeszcze jeden zapach, tym razem nieznajomy. Dosłownie ułamek uderzenia serca później z zarośli wyłoniła się jasnofutra kotka, świdrująca Trujące Ziele przenikliwym spojrzeniem. Płowa kotka nie pozwoliła zdenerwowaniu dojść do głosu, wiedziała, że zapewne została właśnie wzięta za intruza. Mimo to wstyd ścisnął jej płuca, gdy uświadomiła sobie, że młoda członkini Klanu zapewne z łatwością może dostrzec ślady łez na jej polikach i zaczerwienione oczy. Zmusiła się jednak to powstrzymania palącego przymusu otarcia ich, by zamiast tego pozostać swobodną i spokojną, tak jakby dane było jej tu przebywać. A w końcu było. Była w domu. Przyjrzała się jeszcze raz, próbując zgadnąć czyim dzieckiem jest owy kot, ale jedynym podobnym z wyglądu zdawał się być Lodowa Skórka - czego do wiadomości przyjąć nie była w stanie. Białofutry kocur był zbyt wolnym duchem by pisać się na coś tak wymagającego i usidlającego jak kociaki. - Nie jestem samotnikiem - powiedziała, przypatrując się terminatorce. Ciekawe ile miała księżyców? Prze dosłownie uderzenie serca dostrzegła w tej kotce siebie. Coś gwałtownie szarpnęło w jej piersi. - Mam na imię Trujące Ziele i jestem wojowniczką Klanu Wichru. Przebyłam daleką drogę żeby się tu dostać. Wezwij Kruczą Gwiazdę, on na pewno mnie rozpozna. Albo Sokolego Cienia, jeśli ten będzie zajęty. Albo Zaćmioną Łapę - powiedziała, pozwalając sobie by podczas wymawiania imion członków rodziny jej głos lekko zadrżał. Ból ścisnął jej serce, nie potrafiąc uwierzyć jak dawno nie widziała ich pysków. Z trudem powróciła do chwili obecnej, zirytowana rzadkim jak na nią oderwaniem od rzeczywistości. Musiała skupić się na chwili obecnej i białej kotce, której bliżej było do kociaka niż terminatora. Jedyne na co miała nadzieję, to to że młoda nie będzie robiła problemów i pójdzie po chociaż jedną z wyżej wymienionych.
__________________________________  ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ I'was.broken.from a.young.agetaking my.sulking.to.the.masses.write.down mypoemsfor thefewthat lookedatme × TOOK TO ME × SHOOK TO ME feelingme
ᴛʜɪʀᴅ ᴛʜɪɴɢs ᴛʜɪʀᴅ send aprayerto theonesup.a b o v exxx xxxxxxall theHATEthat you'veheardhas turnedyour spiritto adoveoh oohxxx xxxxx.xxxxxyour spirit up above, oh ooh __________________________________  ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Zmierzyłam wzrokiem kotkę, stojącą przede mną. Wyglądała na zawstydzoną całą tą sytuacją, a na jej policzkach widoczne były ślady łez. Oczy miała zaczerwienione, co oznaczało, że beczała jeszcze parę uderzeń serca temu. Co to za samotniczka, która przekracza granice któregoś z klanu i jeszcze przy tym ryczy? Czy przypadkiem nie musieli być twardzi? W końcu żyli w pojedynkę, byli skazani tylko na siebie, więc wydawało mi się to... dziwne.
Zaczęła się tłumaczyć. Twierdziła, że nie jest samotnikiem, tylko wojowniczką klanu Wichru. Prychnęłam, kiedy to usłyszałam, a kiedy NAKAZAŁA mi przyprowadzić któreś z wymienionych kotów, zaśmiałam jej się w prosto w pysk. NIKT nie będzie mi rozkazywał. No, może mama i babcia, ale poza tym nikt, a już na pewno nie ktoś, kto opuścił klan Wichru na tyle dawno, że nawet go nie kojarzyłam.
- To dobrze się składa, bo ja jestem terminatorką klanu Wichru, Lśniąca Łapa. Kruczej Gwiazdy już nie ma, zostawił nas. Nie mamy przywódcy. Sokoli Cień jest na treningu, z tego co wiem, a Zaćmiona Łapa siedzi z kociakami w obozie, jesteś skazana na mnie. Mogę cię zaprowadzić do mojej mamy, Zawilcowej Skórki, bo babcia jest na wyprawie z Szałwią. Tylko nie becz - burknęłam, rzucając pełne obojętności spojrzenie. Skoro znała aż tylko kotów z klanu Wichru, to może rzeczywiście kiedyś tutaj należała, ale dlaczego w takim razie uciekła? Tylko po to, żeby znowu wrócić? Jak ten śmieć, Gawronia Łapa, czy jak on tam miał.
- Musisz mi tylko odpowiedzieć na dwa pytania. Dlaczego opuściłaś klan i co to jest stosunek - powiedziałam ostro, wpatrując się w płową przybłędę. Jeżeli nie zaspokoi mojej ciekawości, to przykro mi, będzie musiała sobie czekać na patrol, albo coś innego. Muszę mieć jakiś zysk z tego, że ją przyprowadzę do obozu, a jedna z tych dwóch informacji była dla mnie aktualnie niezbędna, żeby poukładać historię z tatą w sensowną całość.
Mistrz: n i e Płeć: kotka Matka: [*] Ojciec: [*] Partner: brak
Wyrosła, to na pewno. Nabrała kobiecych wdzięków, gracji poruszania się. Kocięca, wiecznie splątana, zawierająca brud zebrany z całego obozu Wichru sierść została zastąpiona przez długie, jasnoszare, nazywane przez niektórych płowymi, kosmyki, okrywające całe jej ciało. Jednolita, od pyszczka, po długi ogon, często okrywający jedną z tylnych łap, która niegdyś uległa złamaniu, podczas pamiętnej Ceremonii. Smukła, nie można jej jednak nazwać drobna czy wychudzoną, nie plasuje się również w czołówce najwyższych kotów Klanu Wichru, jednak spokojnie wystaje ponad średnią. Pysk nosi wysoko; składają się na niego uszy, podłużna kufa, zakończona ciemnoróżowym nosem i lśniące kolorem głębokiego bursztynu oczy, których dawny, jasny blask został zgaszony przez chłód serca i cień tragedii, która będzie ciągnąc się za kotką, zapewne do końca jej dni.
Każdy sen musi się kiedyś skończyć, a ten o wesołym dzieciństwo został ukrócony dość szybko. Gdy miała zaledwie cztery księżyce, w Klanie Wichru doszło do strasznej katastrofy, jaką było zawalenie się sklepienia nad Świetlistą Sadzawką, w dodatku w samym środku trwania Ceremonii, w czego efekcie śmierć poniosła między innymi matka kotki, Tymiankowy Listek. I tak oto nastąpił koniec dzieciństwa. W tym momencie mała kotka jest bardzo zagubiona. Związana silną więzią z rodzicielką, czuję się opuszczona i bardzo, bardzo samotna. Nie wie co ze sobą zrobić i co począć w obliczu całego tego nieszczęścia. Czuje jednak wielką, wewnętrzną potrzebę ochrony każdego, poszczególnego członka swojej najbliższej rodziny. Zamknęła się w sobie, a kocięca radość i blask w oczach wygasły. Jest bardziej skupiona i rzadziej się odzywa, stara się kurczowo trzymać tego co jej zostało. Nie śmieje się często, nie przepada również za jakąkolwiek formą żartów. Przestała marzyć i śnić na jawie, nie chce po raz kolejny zostać w brutalny sposób zostać sprowadzoną do parteru i uważa to za zajęcie dla głupców, zwykłą stratę czasu. Zmieniło się też jej nastawienie do ojca, podświadomie obwinia go za to, co się stało z matką. Bywa drażliwa, szybko się złości, nad czym z resztą nie potrafi zapanować. Rzadko sypia w nocy, a kiedy już zdoła, dręczą ją koszmary. Często ma wrażenie, że zaraz wydarzy się coś niedobrego. Nie lubi gdy ktoś dotyka jej tylnej łapy.
- Wiem, że jesteś z Klanu Wichru, czuję to - miauknęła, pozwalając sobie na lekką irytację w głosie. Jakby nie patrzeć, osiem miesięcy nie było nawet połową życia Ziółko, a patrząc na fakt, że kojarzyć koty to zaczęła może po półtorej, więc wymiernikiem dla prawie 30 księżycowej kotki nie była. I zawstydzona nie była, a przynajmniej na pewno nie było tego widać na jej niezmąconym najmniejszym drgnieniem wąsa pyszczku. Wypracowana przez księżyce obojętna mina i teraz gościła tam, a w oczach jak zwykle istniała stalowa ściana, odgradzająca wszelkie emocje, zarówno wstyd, radość jak i poirytowanie bezczelnością kotki. Gdyby nie silna wola kotki, już po dwóch pierwszych słowach przewróciłaby oczami, a w połowie po prostu wstałaby i ruszyła w swoją stronę, gotowa na własną rękę szukać obozu. Jednocześnie na pysk samo cisnęło się głośne 'za moich czasów...' po których nastąpiłby wywód jaka to młodzież powinna być pełna szacunku, a jaka niestety nie jest. Doprawdy, kimże była jej matka... Jednak jak to mówią, cuda się zdarzają, a Lśniąca Łapa, choć zapewne kompletnie nie zdawała sobie z tego sprawy, była właśnie świadkiem jednego z nich, gdyż treść na pozór mało ciekawego wywodu kotki, której imię ledwo co zapamiętała, była tak szokująca, że wbiła Trującą w ziemię, nieznacznie uchylając jej pysk. Dopiero kilka słów później szarpnęła się by jakoś odzyskać fason. Jednak myśli zbyt szybko galopowały w jej głowie, podczas gdy natłok informacji nie pozwalał na właściwie poukładanie sobie spraw, przez co wciąż wpatrywała się w terminatorkę z szeroko otwartymi oczami. - Zaraz co... - jej serce zatrzymało się ze strachu, gdy usłyszała o zniknięciu Kruczej Gwiazdy. - J-jak? I-i... moja siostra? Kocięta? Z kim. - ostatnie zdanie było pytaniem tylko żądaniem, jak gdyby wszystkie sprawy, nawet jej powrót do domu stały się nagle ledwie błahostkami w obliczu kociąt jej rodzonej siostry. Trybiki w mózgu kotki powoli obracały się. Była. Ciocią. CIOCIĄ. Rodzoną. CIOCIĄ! Reszte informacji odebrała jak przez mgłę. Wstała. lekko chwiejąc się na łapach. To było... zdecydowanie za dużo jak na jeden raz.- Zawilcowa Skórka? - Kto to? Po chwili w głowie pojawił jej się mglisty obraz białej kotki pozbawionej ogona... imię również wydało jej się znajome, słyszała je chyba nawet podczas własnej Ceremonii... A babcia? Szybko przebiegła w myślach drzewo genealogiczne, dochodząc do wniosku, że musi chodzić o Krzykliwą Mewę. Pokiwała głową, powoli, próbując przetrawić wszystko co właśnie usłyszała. Z trudem powstrzymywała się od zalania kotki pytaniami o kocięta, z trudem przebijając się do własnej świadomości z faktem, że najprawdopodbniej ma nikłe pojęcie o stanie jakiegokolwiek kocięcia w Klanie. - Stosunek? Hę? - wciąż była we własnej głowie, analizując fakty. - Kocur wchodzić w kotkę. Jak chcą przyjemności... lub kociąt. Zależy - miauknęła na wpół świadomie, dopiero po chwili rozumiejąc, że w takim razie jej siostra też musiała to robić. Z kimś! -Dlaczego ty.... Nieważne - syknęła, by postąpić krok do tyłu i wziąć głęboki wdech. Zmusiła się do oczyszczenia myśli i sprowadzenia na siebie choćby pozornego spokoju. Skupiła się ponownie na kotce i pierwszym pytaniu, które z zdezorientowania pominęła, przez chwilę zastanawiając się czy w ogóle udzielać na nie odpowiedzi. Nie musiała i nie czuła obowiązku tłumaczenia się przed szczylem, który nie wiedział nic o świecie i dopiero przestał mieć mleko pod nosem. Bez strachu czy skrępowania wbiła spojrzenie złotych tęczówek prosto w jasnoniebieskie ślepia Lśnienia. Z drugiej strony, ona już w wieku czterech księżyców straciła matkę i przeżyła zawalenie obozu, a potem długi proces rekonwalescencji. Nie miała pojęcia przez co przeszło to burkliwe stworzonko. I po poznaniu takich faktów, musiała jak najszybciej dostać się do Obozu, co było równoznaczne z brakiem miejsca dla satysfakcjonującego objawu niedojrzałości. Westchnęła, odruchowo uderzając ogonem o udo, na którym, pod grubymi warstwami sierści, widniało spore zgrubienie, ślad po złamaniu. - Nie odeszłam z własnej woli - powiedziała, twardo, nie spuszczając wzroku ani na sekundę. - Podczas przenosin ruszyłam na polowanie, oddaliłam się od pochodu i natknęłam się na psa. Musiałam uciekać, ale nie mogłam w tamtej chwili wrócić i doprowadzić go do Starszych czy Matek z Kociętami. Więc uciekałam jak daleko tylko mogłam - jej spojrzenie stało się zagubione, głos złagodniał. - Uratował mnie skok do rzeki, ale prąd zniósł mnie o wiele za daleko. Gdy się ocknęłam na brzegu, nie rozpoznałam okolicy. Wróciłam na miejsce, w którym opuściłam pochód, ale było już za późno - oznajmiła, wracając do rzeczywistości. Uniosła lekko łeb, by dumnym, lekkim krokiem, wcale nie wskazującym na przebyte kilometry zmęczenie, podejść do kotki. - Wiele mnie kosztowało by tu wrócić. I znam ją. Twoją matkę. Prowadź - postąpiła kilka kroków tak by stanąć obok Lśnienia i przekręciła łeb, wciąż świdrując ją wzrokiem. W głębi serca nieomal wyła by ta w końcu pozwoliła jej zobaczyć bliskich, ale pysk wciąż był jednym wielkim stalowym głazem.
__________________________________  ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ I'was.broken.from a.young.agetaking my.sulking.to.the.masses.write.down mypoemsfor thefewthat lookedatme × TOOK TO ME × SHOOK TO ME feelingme
ᴛʜɪʀᴅ ᴛʜɪɴɢs ᴛʜɪʀᴅ send aprayerto theonesup.a b o v exxx xxxxxxall theHATEthat you'veheardhas turnedyour spiritto adoveoh oohxxx xxxxx.xxxxxyour spirit up above, oh ooh __________________________________  ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
To dobrze, że czuła, że jestem z klanu Wichru. Oznaczało to, że faktycznie nie kłamała, że miała pojęcie o klanach i rozróżniała ich zapachy. Byle samotnik zapewne nie miałby takiej wiedzy. Nadal jednak nurtowało mnie pytanie, dlaczego nie było jej tak długo? Coś się stało, czy odeszła, bo taki miała kaprys? Z jakiegoś powodu mnie denerwowała, ale kiedy powiedziałam jej, dlaczego jest skazana tylko i wyłącznie na mnie, wyglądała... inaczej.
- Chyba z Lodowym czymśtam, nie wiem - odpowiedziałam, wzruszając ramionami. Ostatnio w klanie namnożyło się tych kociąt, zupełnie jakby brały się z powietrza. Było ich dużo, że przestałam się orientować które jest czyje i kto z kim. Był znajdy od Zającka i Sokoła, były dzieci od tej właśnie Zaćmionej, był Imbir, który chyba był znajdą, z tego co się orientowałam i chyba jeszcze Zwinna Łapa? Albo coś takiego. Ona też miała bandę bachorów. I wszyscy musieli się kisić w kociarni, podczas gdy ja i moje rodzeństwo, razem z dziećmi dwójki kocurów, mogliśmy spać w najlepsze w legowisku terminatorów. To było dopiero życie. Co prawda, byłoby o wiele lepiej, gdybym mogła spać gdzieś bliżej lecznicy, a najlepiej to w środku niej, no ale nie można mieć wszystkiego.
- Tak, Zawilcowa Skórka - odpowiedziałam szorstko, kiwając głową w ramach potwierdzenia. Skoro ta przybłęda była kiedyś częścią klanu Wichru to powinna mamę kojarzyć. Nie była pierwszą lepszą wywłoką, jak Pstra Chmura, o nie. Była mądrą kocicą i dobrą wojowniczką. Może trochę gorszą mamą, ale potrafiła zbudować autorytet i tego nikt jej nie zabierze. Często bywała dla nas, albo tylko dla mnie, w sumie to nie wiem, chłodna, ale miała też swoje momenty. Każdy czasem takie ma. Poza Iskierkiem, on zawsze był głupią kupą futra.
Płowa kotka wyglądała jakby się nad czymś zastanawiała. Albo nad odpowiedzią na moje pytania, albo nad tym, kim jest moja mama. Niemalże od razu przekonałam się, że chodziło o to pierwsze. Skrzywiłam lekko pyszczek, gdy dostałam to, czego chciałam. Nie umiałam sobie tego wyobrazić.
- Ale tak cały? I w jaki sposób wchodzi? Tak po prostu, przez pyszczek? Kotka musi go połknąć, czy jak? W jaki sposób to ma być przyjemne, nie rozumiem - odpowiedziałam zmieszana. Po prostu nie dotarło to do mnie. Kocur wchodzi w kotkę dla przyjemności. W jaki sposób? Gdzie tutaj przyjemność? Ja mam czasami problem z połknięciem dużego kawałka mięsa, a tutaj chodziło o całego kocura! I którędy on później wychodzi? Chyba, że... Chyba, że wchodzi od tak zwanej dupy strony, ale wtedy co? Wychodzi pyszczkiem? To też nie miało za bardzo sensu i nie brzmiało jak coś, co para zrobiłaby dobrowolnie, dla przyjemności. Dziwna sprawa z tym stosunkiem.
Na pierwsze pytanie odpowiedzi nie uzyskałam. Przynajmniej nie od razu. Musiałam chwilę poczekać. Cały czas wpatrywałam się w tę przybłędę takim lodowatym spojrzeniem, jakie rzuciła mi mama, kiedy spytałam o tatę. To, że była starsza i teoretycznie była wojowniczką, nie oznaczało wcale, że mogła mną pomiatać i chciałam wybić jej to z głowy, jeśli tylko zdążyła o tym pomyśleć. Umiałam ustawić do pionu Gawrona i Pstrą Chmurę, więc... JĄ, bo w sumie już nie pamiętam jak ma na imię, więc z nią też bym sobie poradziła, ale wolałam nie dopuszczać do sytuacji, w której znowu musiałabym się w taki sposób zachowywać. Wolałam to zatrzymać na jakąś następna awanturę w klanie, czy coś.
W tej jej historii brakowało tylko latających lisów, ale już nie chciałam się czepiać. Skoro uważała, że tak było, to pewnie tak było. Z resztą, to nie ja miałam jej uwierzyć, tylko mama, a potem pewnie jeszcze ktoś. Kiedy powiedziała, że zna moją mamę, ruszyłam za jej płowym cielskiem. Wybiegłam na prowadzenie niemalże od razu, bo w końcu to ja mam prowadzić, a nie ona. Niech sobie nie myśli, przybłęda jedna.
Mistrz: n i e Płeć: kotka Matka: [*] Ojciec: [*] Partner: brak
Wyrosła, to na pewno. Nabrała kobiecych wdzięków, gracji poruszania się. Kocięca, wiecznie splątana, zawierająca brud zebrany z całego obozu Wichru sierść została zastąpiona przez długie, jasnoszare, nazywane przez niektórych płowymi, kosmyki, okrywające całe jej ciało. Jednolita, od pyszczka, po długi ogon, często okrywający jedną z tylnych łap, która niegdyś uległa złamaniu, podczas pamiętnej Ceremonii. Smukła, nie można jej jednak nazwać drobna czy wychudzoną, nie plasuje się również w czołówce najwyższych kotów Klanu Wichru, jednak spokojnie wystaje ponad średnią. Pysk nosi wysoko; składają się na niego uszy, podłużna kufa, zakończona ciemnoróżowym nosem i lśniące kolorem głębokiego bursztynu oczy, których dawny, jasny blask został zgaszony przez chłód serca i cień tragedii, która będzie ciągnąc się za kotką, zapewne do końca jej dni.
Każdy sen musi się kiedyś skończyć, a ten o wesołym dzieciństwo został ukrócony dość szybko. Gdy miała zaledwie cztery księżyce, w Klanie Wichru doszło do strasznej katastrofy, jaką było zawalenie się sklepienia nad Świetlistą Sadzawką, w dodatku w samym środku trwania Ceremonii, w czego efekcie śmierć poniosła między innymi matka kotki, Tymiankowy Listek. I tak oto nastąpił koniec dzieciństwa. W tym momencie mała kotka jest bardzo zagubiona. Związana silną więzią z rodzicielką, czuję się opuszczona i bardzo, bardzo samotna. Nie wie co ze sobą zrobić i co począć w obliczu całego tego nieszczęścia. Czuje jednak wielką, wewnętrzną potrzebę ochrony każdego, poszczególnego członka swojej najbliższej rodziny. Zamknęła się w sobie, a kocięca radość i blask w oczach wygasły. Jest bardziej skupiona i rzadziej się odzywa, stara się kurczowo trzymać tego co jej zostało. Nie śmieje się często, nie przepada również za jakąkolwiek formą żartów. Przestała marzyć i śnić na jawie, nie chce po raz kolejny zostać w brutalny sposób zostać sprowadzoną do parteru i uważa to za zajęcie dla głupców, zwykłą stratę czasu. Zmieniło się też jej nastawienie do ojca, podświadomie obwinia go za to, co się stało z matką. Bywa drażliwa, szybko się złości, nad czym z resztą nie potrafi zapanować. Rzadko sypia w nocy, a kiedy już zdoła, dręczą ją koszmary. Często ma wrażenie, że zaraz wydarzy się coś niedobrego. Nie lubi gdy ktoś dotyka jej tylnej łapy.
Lodowym czymśtam. Lodowym czymśtam. LODOWYM CZYMŚTAM! EXCUSE ME!!! Trujace Ziele przeżyła właśnie taki szok, że jedynie szybki refleks pozwolił jej nie upaść, gubiąc po drodze ogon i błaźniąc się przed białowatym szczylem. Wzięła głęboki wdech, zapowietrzona ciężarem tej informacji. Dotychczas skupiona na drodze i podążaniu za jasnofutrą kotką, teraz poświęcała temu może kilka procent swojej świadomości, reszcie pozwalając do woli wyklinać Lodową Skórkę. W oczach szalały iskierki furii, a umysł tworzył wizję rozmowy, bardzo poważnej rozmowy o obowiązkach i odpowiedzialności z tym niezbyt odpowiedzialnym kocurem - bo jedno powinien wiedzieć, jeśli dostrzeże choćby minimalny objawy jakiegokolwiek zaniedbania tych dzieci, a będzie w tego ocenie bardziej dokładna niż rząd Szwecji - Lodowemu zostanie urządzone piekło na ziemi i nie będzie takiego miejsca nawet na Srebrnej Skórce, w którym by się przed nią zdołał ukryć. Jak na razie powstrzymała się jedynie do podsycania garnka z ogniem nienawiści i jednoczesnego zamartwiania się o Ćmę. Oczywiście, że ta jest doskonałą matką, ale może nie była gotowa, w końcu terminatorka użyła członu Łapa, więc jej wciąż nie udało się skończyć treningu... Próbowała również zapamiętać drogę, ale tereny okazały się tak niepokojąco różne od ich starych, że kotka - próbując co chwila znaleźć punkt orientacyjny, szybko poddała się i pozwoliła Lśniącej Łapie prowadzić się w stronę obozu. Trujące Ziele niewiele w tym momencie obchodziło zimno czy szorstkość spojrzenia jakie otrzymywała od kotki, choć do przyjemnych ono nie należało. Płowa zdołała już jednak w życiu przetrwać kilka par oczu pełnych pogardy świdrujących ją na forum Klanu i skupione gdzieś w oddali martwe oczy własnej siostry. Dzieciak, jakkolwiek by chciał i nie próbował, nie był w stanie zrobić na niej żadnego wrażenia. Z jej własnych rozmyślań wyrwały ją jedynie następne pytania kotki, na które reakcją Ziela było uniesienie brwi. Wpatrywała się w Lśniącą Łapę, w oczach mając pytanie jak często musiała być upuszczana przez tą Zawilcową Skórkę. Westchnęła głośno, czując, że nie ma siły na to odpowiadać i to nie jej rola. - Widzisz kocury różnią się od kotek, oni coś mają a my nie... I uwierz mi nie przez pyszczek, od tyłu... I nikt niczego nie połyka. Chyba.. Podobno to przyjemne, sama tego nie przeżyłam, więc nie wiem - powiedziała zamiast tego, w głębi duszy mając nadzieję, że gdy odpowie, ta odprowadzi ją do obozu we względnym milczeniu.
__________________________________  ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ I'was.broken.from a.young.agetaking my.sulking.to.the.masses.write.down mypoemsfor thefewthat lookedatme × TOOK TO ME × SHOOK TO ME feelingme
ᴛʜɪʀᴅ ᴛʜɪɴɢs ᴛʜɪʀᴅ send aprayerto theonesup.a b o v exxx xxxxxxall theHATEthat you'veheardhas turnedyour spiritto adoveoh oohxxx xxxxx.xxxxxyour spirit up above, oh ooh __________________________________  ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Ten Lodowy Głupek ogólnie nie cieszył się dobrą opinią w klanie, ale nie przypuszczałam, że informacja o tym, z kim Zaćmiona Łapa doczekała się bachorów, wstrząśnie przybłędą na tyle, że ta się prawie przewróci. Ona chyba też go nie lubiła i była zła o to, że zajął się jej siostrą. Przynajmniej tyle zrozumiałam. Jak dla mnie, Iskierek mógłby zrobić sobie ze Splątaną co tylko zechce i by mnie to nie interesowało. Oboje byli siebie warci i nic więcej w tym temacie nie miałam do powiedzenia.
Nie zwróciłam uwagi na to, że moje spojrzenie jakkolwiek wpłynęło na płową kotkę, czy też nie, ale była wyjątkowo posłuszna, więc wydawało mi się, że tak. Że coś tym zdziałałam. Byłam z siebie oczywiście bardzo dumna, bo byłam w stanie zrobić coś, co robiła również mama i gdyby tylko się dowiedziała to na pewno byłaby dumna! Lubiłam, kiedy mama była ze mnie dumna, posyłała mi wtedy taki fajny uśmiech, który widziałam bardzo rzadko i w ogóle, to było takie super uczucie.
I wtedy usłyszałam dokładniejszą odpowiedź.
- No wiem przecież, że się różnimy, mam dwójkę braci, ale nadal nie- nie. Czy... to znaczy, że to... wchodzi tam i... - Nie. Ma. Takiej. Opcji. Wiedziałam, że kocury mają takie śmieszne frędzle między tylnymi łapami, a ja mam coś innego, ale nigdy bym nie pomyślała, żeby to... tam... No po prostu nie. Wolałam chyba tej wersji, której wyobrazić sobie nie potrafiłam, bo obraz tej PRAWDZIWEJ wersji pojawił się w mojej głowie od razu i żałowałam. Chciałam, żeby zniknął, był o k r o p n y. To też nie brzmiało jak coś przyjemnego, bo to przecież... tam od tyłu... to tam musi... To było straszne.
Dalsza podróż minęła w ciszy. Ja się nie odzywałam, ta przybłęda też nie. Po wejściu do obozu od razu poszłam szukać mamy, żeby przedstawić jej całą sytuację. Byłam bardzo ciekawa, jak to się dalej rozwinie.
Gdy dotarłyśmy na miejsce, zawołałam mamę. Pozostało tylko czekać aż się zjawi.
Niewysoka, o krótkim, idealnie wypielęgnowanym białym futerku z szarymi znaczeniami na uszach, czole, ponad różowym nosem i na końcu tępo oderwanego ogona. Puszysta, o przyjemnie zaokrąglonych boczkach, krótkiej kufie i okrągłej głowie. Ma oderwane kawałki uszu i pokaźną bliznę po prawej stronie pyska, ciągnącą się aż na kark i zahaczającą o oko, które jest nieznacznie przymknięte i ma wyraźnie ciemniejszą barwę.
Odnalezienie Zawilcowej Skórki nie stanowiło problemu. Kotka leżała na swojej skale skrytej pomiędzy ciernistymi gałęziami oczyszczając śnieżnobiałe futerko na przednich łapach i układając je, jednocześnie zażywając kąpieli słonecznej. Dzień był słoneczny, niebo – niemalże bezchmurne, jednak temperatura nie wyciskała z kotów ostatnich tchnień, były więc idealne warunki do tego, by pozwolić sobie na ciepły, słoneczny masaż niczym zmiennocieplna jaszczurka. Przerwała pielęgnacje słysząc, że Lśniąca Łapa ją woła; z początku nie dostrzegła powodu, dla którego córka mogła jej szukać. Położenie jej ciernistego głazu było na tyle odizolowane od reszty obozu, by córka Krzykliwej Mewy mogła mieć chwilę spokoju za ścianą z plątaniny kolczastych gałęzi. Zsunęła się więc z głazu, uprzednio przeciągając się oraz na przemian wyginając grzbiet w łuk w górę i w dół. Przygładziła wąsy i niesforny kosmyk włosów na piersi i wyszła z niewielkiej szczeliny pomiędzy krzewami a skałką, stając na udeptanej trawie tworzącej obóz Klanu Wichru. Przesunęła spojrzeniem po okolicy, sunąc za Lśniącą Łapą... ostatecznie blokując spojrzenie na wysokiej kotce o sierści w odcieniu pszenicznych kłosów. Chmurne oczy Zawilcowej Skórki zwęziły się niebezpiecznie, gdy z wyprostowanym karkiem oraz wysuniętą naprzód piersią pewnym krokiem zbliżyła się do Lśniącej Łapy oraz stojącej obok niej córki Tymiankowego Listka.
- Lśniąca Łapo – odezwała się lekkim, słodkim tonem, w którym jednak dało się wyczuć pewną ukrytą, nieprzyjemną nutę. - Powiedz mi, moja drroga, dlaczego wskazałaś drrogę do obozu samotnikowi? - spytała; choć pytanie kierowała do córki, nie spuszczała chłodnego spojrzenia z Trującego Ziela. Znała ją, choć może raczej: kojarzyła. Zresztą, kto by jej nie kojarzył po cyrkach, jakie odstawiła na pogrzebie własnej siostry. Wlokąc ją jak szmatę po ziemi. Nie było jej wówczas na tym pogrzebie, jednak informacje w klanie roznoszą się równie szybko, co epidemia zielonego kaszlu porą nagich drzew. Czyżby zamierzała prosić o powrót do klanu, który porzuciła będąc wojowniczką i składając przysięgę? Urocze.