Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Wracała akurat z granicy z klanem Rzeki, gdzie poznała bardzo miłą kotkę, Żołędziową Cętkę. Zastanawiała się, dlaczego niektórzy są dla niej tacy życzliwi, skoro w klanach uczy się o przeganianiu samotników… ale nie miała nic przeciwko. Ładna wojowniczka pocieszyła ją, wyciągnęła rady, chociaż oczywiście pod koniec przestrzegła, żeby na pewno nie przekraczać granicy… i jakoś tak minął jej dzień. Stosunkowo wczesnym wieczorem samotniczka zaczęła ponownie kierować się w stronę Szuwaru Turzycy, gdyż to nazwała swoim wodopojem, ale przechodząc obok Szarych Topoli, na chwilę się zatrzymała. Miała ochotę przejść przez ulicę, chociażby zobaczyć co tam ciekawego u Tonącego Słońca… ale zagryzła zęby i nie dała się pokusie. Pozwoliła sobie tylko usiąść w miejscu i przyglądać się przejeżdżającym samochodom.
Księżyce: 102
Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda
Płeć: kotka
Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka)
Ojciec: Skorpion
Partner: Nietoperz? Może Chaos?
Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Księżyce: 102
Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda
Płeć: kotka
Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka)
Ojciec: Skorpion
Partner: Nietoperz? Może Chaos?
Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Kocica o dobrze zbudowanych mięśniach, niebieskim futrze
i zielonych oczach
Nie daje sobie wejść na głowę. Podczas księżyców życia na ulicy nauczyła się radzić sobie jeszcze lepiej sama, niż wcześniej. W końcu żyła w zwartej, zorganizowanej kociej grupie, więc nauczenie się życia na własną łapę było czymś trudniejszym.
U wojowniczki nadal pozostała ta kocięca potrzeba rywalizacji. Nie zawsze zdrowej, ale ważne, że jakiejkolwiek. Ponadto nadal trzyma się swoich ambicji i stara się dążyć do ich spełnienia. Nie po trupach, ale ciężką pracą, którą wkłada we wszystko, co jest dla niej istotne.
Czasami dalej wdaje się w niepotrzebne dyskusje - niestety Ostra ma to do siebie, że czasem szybciej powie, niż pomyśli. Wywołuje to niekiedy nie małe kłopoty, z którymi musi się uporać. Gdy jednak konflikty nabiera na sile, nie waha się użyć siły.
Nie lubi większych zobowiązań - udowodniła to podczas rozmowy z Nietoperzym Niebem, gdzie, mimo, iż obie wyznały sobie swoje uczucia, to niebieska zdecydowała się na nie wchodzenie w stały związek. Nie zauważała również tego, iż kotka cierpi przez jej zachowanie. Po prostu potrzebuje kogoś, kto będzie przy niej a nie koniecznie ona przy nim.
Polowania były jej ulubionym uczniowskim zajęciem.
Naprawdę, bardzo je lubiła, dlatego też wybierała się na nie niemalże codziennie o ile oczywiście stos tego wymagał. Lepiej nie było łapać zwierzyny na zapas a tyle, ile każdy zje, aby potem jedzenie się po prostu nie popsuło.
Niestety nie każde polowanie kończy się sukcesem, jak na przykład to. Nornica po prostu uciekła do swojej kryjówki, zostawiając kotkę z pustymi łapkami! I wtedy też... Do Konwalii doleciał zapach... Dziwny. Nigdy się raczej z nim nie spotkała, a przynajmniej nie pamiętała, aby się z nim spotkała.
Niebieska ruszyła więc za nim, aby znaleźć... Kota. Nie należącego do klanu kota. Nie czuła na niej - jak sugerował zapach - woni żadnego z trzech pozostałych klanów więc jedyną opcją była ta, że owa kocica jest samotniczką.
- Mam nadzieję, że nie będziesz chciała wejść na terytorium Klanu Wichru - miauknęła, mrużąc ślepia.
x
x <span class="jesion2">All mylifeI’vebeensolonely</span> Allinthenameofbeingholy Still,you’dliketothinkyouknowme
<span class="jesion2">> Youkeepbuyin’stars <</span> Andyoucouldbuyupallofthestars, Butitwouldn’tchangewhoyouare You’restilllivinglifeinthedark
<span class="jesion2">It’sjustwhoyouare</span> ...............................................
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Siedziała tak i obserwowała krajobraz, a co za tym idzie: przejeżdżające samochody, jako że pysk zwrócony miała ku ulicy, która tego dnia była bardziej tłoczna niż zwykle, ale nie minęła dłuższa chwila, a miała wrażenie, że nie jest tu sama, a za sobą czuje czyjąś obecność. Kiedy z kolei usłyszała głos, należący z całą pewnością do kocicy, odwróciła się, troszkę zestresowana, już pewna, że nie była to wcześniej iluzja, a naprawdę ma towarzystwo. Zauważywszy niebieską terminatorkę, spojrzała na nią przepraszająco. Była blisko granicy? Zapach, choć inny, niż ten należący do Rzeki i Cienia, sugerował, że bariera przecinająca tereny klanowe i Ziemie Niczyje jest troszkę dalej, ale postanowiła się odsunąć o krok. Tak na wszelki wypadek.
– N-nie – zająknęła się. – Klan Wichru? Czyli t-to t-tutaj – dodała nieco ciszej, ale w dalszym ciągu na tyle głośno, żeby stojąca przed nią kotka mogła usłyszeć jej słowa. Jeszcze nigdy nie miała okazji spotkać nikogo z tego klanu, Konwaliowa Łapa była pierwsza. Wróbelek słyszała o Wichrze same dobre słowa, ale teraz to do córki Lśniącej Sadzawki należało zaprezentować klan jak najlepiej.
Masywny, długowłosy ciemnoniebieski point z białymi i szarymi zaznaczeniami o bladoniebieskich oczach. || KP
Chłodny w obyciu, pozbawiony empatii, a przy tym niezwykle ambitny. Gronostaj może nie zmienił się wiele od wieku kocięcego, jednak z pewnością z każdym księżycem ulatywały z niego resztki frustracji, pozostawiając go opanowanym, pozbywając się agresywnych reakcji na bodźce wyprowadzające go z równowagi. Jego umysł, czysty i klarowny, z umiłowaniem do pracy na wysokich obrotach i poznawaniu tajemnic i mechanik otaczającego go świata, nie jest zmącany żadnymi emocjami; kocur nie odczuwa nic prócz chęci pięcia się na szczyt, perfekcyjnego wypełniania celów i dumy, która jest jedyną rzeczą, którą może wywołać u niego szczery uśmiech. Dalej uważa siebie za perfekcyjnego bez ani jednej skazy, stawia siebie ponad wszystkich, nie osiadając przy tym jednak na laurach, a dalej piąc się wyżej. Mówi tyle, ile uważa za słuszne, nie szczędząc przy tym ironii i szyderstwa.
Drobna Łapa [KRz]
_______________________
Było dość wczesne południe, a Pora Nagich Liści wbrew pozorom była jeszcze spory kawałek za nami i nie zapowiadało się, by temperatury spadły aż tak szybko. Być może wędrówki z przemarzniętymi łapami nie były czymś, co bardzo wadziłoby terminatorowi, aczkolwiek logicznym był fakt, że wolał połazić po terenach, kiedy jeszcze blade promienie słoneczne dawały jakiekolwiek, niezłudne ciepło.
Wybrał się tym razem w nieco inne tereny; zwykle łapy niosły go w stronę granic z Cieniem czy Rzeką, jednak dziś postanowił zbadać, co kryją w sobie te, które znajdowały się po przeciwnej stronie. Nie znał ich jeszcze na tyle, by być z tego powodu usatysfakcjonowanym, jednakże jak inaczej miał je poznać, jak nie przez zajrzenie w każdy kąt samodzielnie?
Widział, jak w oddali przed jego oczami pojawiły się nieco gęściej usytuowane drzewa, a sam teren przestał przypominać jedną, wielką łąkę. Domyślił się, że stanowią one granicę, także usiadł blisko niej, delektując się spokojem i delikatnym wiatrem.
//Igła
<center><span class="gronotlo"><img src="https://thumbs.gfycat.com/FewFittingGibbon-size_restricted.gif" width=380px;></span>
<span class="gronobrazek"><img src="https://i.imgur.com/2Je22hN.png" width="350 px"></span>
<div class="gronocien"></div><span class="gronotext">I COUNT THE CORPSES ON MY L<s>EF</s>T<br>I FIND I'M NOT SO TIDY<br>»★«
SO I BETTER GET AWAY<br>BETTER MAKE IT TODAY BUT I CAN'T CO<s>NTR</s>OL IT<br>MY FACE ISDRAWN</span>
<span class="gronotext1">My instinct still emotes it</span>
</center> <link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Beth+Ellen&family=Carter+One&display=swap" rel="stylesheet">
Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
Klan Wichru nie miał szczęścia, jeśli chodzi o życie społeczne swoich Terminatorów. Wiele z nich było typowymi indywidualistami, którym ciężko było budować bliskie relacje z innymi. Chaotyczna Łapa z pewnością była w czołówce w tej kwestii. Na ile faktycznie była przez pozostałe koty w Klanie traktowana z dystansem, a na ile sama sie dystansowała; na ile zupełny brak zainteresowania nią wynikał z osobistej niechęci, a na ile z faktu, że większość kotów po prostu rzadko spoglądała poza czubek własnego nosa - trudno było określić. Dość powiedzieć, że w efekcie często spędzała czas sama, wędrując po Terenach, polując, albo po prostu drzemiąc gdzieś poza gwarnym Obozem.
Wszyscy, którym mogłoby to przeszkadzać, patrzyli na to przez palce, więc korzystała do woli.
Tego dnia pod monotonią szarego, zachmurzonego nieba i z zimnym, irytującym wiatrem jako drogowskazem, zawędrowałą aż do Wydeptanych Ścieżek. Lubiła to miejsce. Czasem spotykała tu wielkie stworzenia o płowej sierści, a ich harmonijne życie i zupełną obojętność wobec przyziemnych kocich problemów traktowała z głębokim szacunkiem. Niestety dziś żadnego z nich nie zastała. Mogła za to trafić na kogoś jeszcze bardziej niespodziewanego...
Niezwykle wysoka, szczupła szylkretowa krótkowłosa, tygrysiopręgowana kotka z białym brzuchem i skarpetkami oraz o bursztynowych ślepiach. (Dokładny opis w KP)
Miła i ciepła, ale stara się trzymać innych na bezpieczny dystans. Nie zostawi nikogo w potrzebie, ale też szybko ulotni się zaraz po ofiarowaniu pomocy. (Więcej w KP)
Dmuchawiec [KG] | Lilia [KR]
Zdawało jej się że przekroczyła drogę człowieczych potworów dopiero chwilę temu, ale poduszeczki jej łap już zatęskniły za tą, chociaż twardą, to rozgrzaną od pędzących po niej bestii. Zimna pora znów przyszła, a to znacznie utrudniało jej stałe wędrowanie, ryzyko pozostania bez stałej kryjówki, gdzie można się skryć przed morderczym mrozem, było zbyt duże... A jednak nie chciała spędzać w swojej "przytulnej" dziupli zbyt wiele czasu. Wędrowanie weszło już w jej naturę, trwanie w bezruchu nigdy jakoś jej nie pasowało. dzyń dzyń dzyń
Metalowy powyginany dzwoneczek obudził się do życia, kiedy przeskoczyła jakaś obaloną gałąź, a kotka uśmiechnęła się do siebie pod nosem słysząc ten metaliczny stukot. Dziwaczny przedmiot otrzymany kiedyś w jednym z domów, gdzie pomieszkiwała stał się jej nieodłącznym towarzyszem. Niegdyś, dawno, dawno temu uznałaby go za przekleństwo ale teraz... Zawsze kiedy się rozdzwonił witała ten dźwięk z wdzięcznością, chociaż kłuł w uszy i płoszył zwierzynę, sprawiając iż teraz na pewno już nic nie upoluje. A jednak... Był czymś znajomym, tą jedyną stałą cząstką życia, na którą sobie pozwalała. To była tylko rzecz, rzeczy zaś nie mogą umrzeć, nie istniało więc ryzyko iż z tego głupiutkiego przywiązania do kawałka blaszki wyjdzie zraniona, gdy ten przestanie już dzwonić na stałe. dzyń dzyń dzyń
Brwi samotniczki zmarszczył się, kiedy rozglądała się dookoła. Z każdym kolejnym krokiem była coraz mniej pewna. Nie żeby się bała, przeżyła już dość aby nie pozwolić by strach, zwłaszcza strach przed nieznanym ja sparaliżował. Tym bardziej że... z jakichś dziwnych powodów tutaj wszystko wydawało się być jakoś mniej obce. Krocząc wydeptaną ścieżką Sikora nie była już pewna czy to dzwoneczek przyczepiony do jej obroży dzwoni, a może to coś w jej pamięci próbuje się wydobyć na powierzchnię.
Pogrążona w swoich dziwacznych odczuciach, raczej odruchowo niż świadomie, wyczuła że ktoś jest niedaleko. Podniosła wzrok, rozglądając się za tym kimś. O... Tam ktoś jest. Na jej pysku pojawił się ciepły uśmiech. Zawsze podchodziła przyjaźnie do obcych, nawet jeżeli z pewną dozą ostrożności. Dość już było wrogości... Na co jej jeszcze było rzucać się na wszystkich z pazurami bez powodu.
- Witaj! - proste, zwięzłe, aż dziwne byłoby takie powitanie dla tych którzy ją kiedyś znali, jeszcze za dzieciaka. Dawna gadatliwość była zagrzebana i zamknięta gdzieś głęboko, czasem wychodząc na wierzch. Ale nie przy powitaniach. Powitania były kluczowe. Czasem trzeba uciekać, czasem się bronić, nie potrzeba było wiele słów, tylko tyle żeby spowodować reakcję, która można by odczytać. Ahh. . Sikora jeszcze nie wiedziała kogo ma przed sobą... Po gdyby wiedziała...
This ismyFIGHT song Take back my L I F E song »P r o v e I'm alrightSONG« My power's turned ON Starting RIGHT now I'll be STRONG I'll play my FIGHT song And I d o n' t reallyCARE if nobody else BELIEVES 'CauseI've still GOT a lot of F I G H T left in me
Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
Cichutkie podzwanianie sprawiło, że szerokie uszy Chaotycznej Łapy zaczęły poruszać się i wykręcać we wszystkie strony. Nie znała tego odgłosu. Czy mógłby to być jakiś dziwny gryzoń? Albo nieznajomy ptak? Zmarszczyła brwi. W dźwięku brakowało organiczności, która stopiłaby go z brzmieniem natury, czymś pomiędzy zupełną ciszą a tętniącą kakofonią tysięcy maleńkich żyć.
Kotka wsunęła się w zeschniętą kępę traw, która zachrzęściła mroźno. Patrzyła czujnie w stronę, z której dobiegało dzwonienie. Wkrótce jej oczom ukazało się źródło tego zagadkowego hałasu - kotka, czarno-ruda szylkretka z bielą, podobna do niej samej, a raczej dziwaczne, połyskliwe kuleczki, zawieszone u jej szyi, przypominające nabrzmiałe owoce jałowca.
Na dźwięk powitania, Chaos pomału wynurzyła się z trawy. Z najwyższą ostrożnością położyła białą łapkę na ziemi, potem następną, odsłaniając całą swoją drobną sylwetkę przed nieznajomą. Była napięta, a sierść na jej karku unosiła się w szpiczastym irokezie, ale na jej mordce nie malowała się wrogość. Raczej głębokie zaciekawienie i nieco podejrzliwości. A może lęku? Ogromne, pomarańczowe oczy łapczywie pochłaniały kolejne detale futerka nieznajomej.
W przeciwieństwie do Samotniczki nie cierpiała jednak przywitań. Były nudne i obce. Każde "cześć", "hej" czy "dzień dobry" traktowała jak jakiś sztuczny, nieistniejący konkstrukt, którego nie chciała powtarzać, bo nie odzwierciedlał jej uczuć. Bez zbędnych wstępów zapytała więc: - Przekroczyłaś granicę Klanu Wichru świadomie, czy z nieuwagi?
Niezwykle wysoka, szczupła szylkretowa krótkowłosa, tygrysiopręgowana kotka z białym brzuchem i skarpetkami oraz o bursztynowych ślepiach. (Dokładny opis w KP)
Miła i ciepła, ale stara się trzymać innych na bezpieczny dystans. Nie zostawi nikogo w potrzebie, ale też szybko ulotni się zaraz po ofiarowaniu pomocy. (Więcej w KP)
Dmuchawiec [KG] | Lilia [KR]
Nastroszona sierść zwykle była niezbyt dobrym pierwszym sygnałem, lecz mimo to w bursztynowych ślepiach samotniczki nie było ani grama lęku. Dalej przyglądała się obcej z ciepłym uśmiechem i lekkim zaintrygowaniem. Owszem mogła zostać zaraz zaatakowana... ale też może po prostu drobna szylkretka, która wyłoniła się z wysokiej trawy była bardziej przerażona niż ona sama. W odpowiedzi na przywitanie nie otrzymała jednak żadnej typowej zwrotnej formułki. Żadnego "cześć", czy też ociekającego wrogością "Wynocha z mojego terenu!" tylko... dzyń dzyń dzyń
Wszystko dookoła zamilkło, ale dlaczego? I dlaczego wciąż jej blaszany przyjaciel dzwoni? Przecież się nie rusza? Nagle usłyszała trzask. Spojrzała pod własne łapy, stała na lodowym jeziorze, na którego powierzchni właśnie pojawiła się duża rysa, potem kolejne chrupnięcie, następne pęknięcie pojawiło się wychodząc tuż spod jej łapy. Kolejne, kolejne, próbowała się wycofać, kiedy nagle ogłuszający trzask i lód pękł pod nią, a ona zaczęła spadać w lodowatą wodę. Machała łapami, byle tylko wypłynąć na powierzchnie ale nic to nie dawało, było coraz zimniej i ciemniej, aż zgasły ostatnie promienie światła... Klanu Wichru... Klanu Wichru.... Wichru... Wichru...
Sikora zamrugała i zrozumiała dlaczego słyszy ciche dzwonienie, bo najzwyczajniej w świecie zadrżała. I chyba po prostu pogrążyła się w swoich myślach. Potrząsnęła delikatnie głową, znów skupiając wzrok na obcej kotce. Czy ją znała? Czy powinna ją pamiętać? A może ona urodziła się już po tym jak Sikora zniknęła z Klanu? Tyle pytań... Na które nie chciała znać odpowiedzi. Sądziła, że skończyła z Klanami już na zawsze, a tutaj patrzcie. Czy Gwiezdny Klan był naprawdę tak okrutny?
- A-a-a-hhhhh... Więc to było takie znajome... - odpowiedziała uśmiechając się delikatnie pod nosem, ale było w tym uśmiechu coś dziwnego, czego jeszcze sekundę tam nie było, smutek?
- Wybacz, nie chciałam przekraczać granicy. Nigdy nie sądziłam że kiedykolwiek wrócę... W okolice Klanowych kotów. Więc mhm... Ani świadomie, ani z nieuwagi. Możesz to raczej nazwać złym skojarzeniem faktów. Albo brakiem tego skojarzenia. Ot gapa ze mnie. Spokojnie nie musisz mnie przeganiać. Ani informować reszty tego... Patrolu. Bo przyszłaś tutaj z patrolem, prawda? - rozejrzała się i zastrzygła uszami nasłuchując ale... nie usłyszała nic. Dziwne...
This ismyFIGHT song Take back my L I F E song »P r o v e I'm alrightSONG« My power's turned ON Starting RIGHT now I'll be STRONG I'll play my FIGHT song And I d o n' t reallyCARE if nobody else BELIEVES 'CauseI've still GOT a lot of F I G H T left in me
Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
Oczywiście, że Chaotyczna Łapa czuła jakiś lęk, stając twarzą w twarz z Samotniczką, jednak wyjaśnienie przyczyn jej zjeżonej sierści nie było tak proste i jednowymiarowe. Bać się trzeba było zawsze. Tak trzeba, żeby nie zginąć. Ona jednak tak już miała, że stroszyła się z emocji, więc irokez na jej karku postawiony był nie tylko na strach, ale też, przede wszystkim, na ekscytację i ciekawość.
Terminatorka patrzyła na nieznajomą, gdy ta jakby... zanurzyła się we własnych myślach, ewidentnie poruszona słowami Klan Wichru. Coś w jej głosie i mordce wydawało się znajome, a gdy Chaos podeszła nieco bliżej i wciągnęła w nozdrza jej zapach, była już zupełnie przekonana, że skądś ją kojarzy. Ekspresyjne brwi zmarszczyły się nad ogromnymi, pomarańczowymi oczami.
– Czyli pochodzisz z Klanu, tak? – zapytała, podsumowując wszystko, co Sikora jej powiedziała i właściwie ignorując tymczasowo zadane przez nią pytanie. Nie musiała jej odpowiadać, z pewnością jeszcze nie teraz. Jeśli uzna, że nieznajoma stanowi jakieś zagrożenie, przytaknie, że jest z obstawą, a jeżeli okaże się, że słusznie uznała ją za intrygującą, spędzi z nią trochę czasu na rozmowie w cztery oczy.
Niezwykle wysoka, szczupła szylkretowa krótkowłosa, tygrysiopręgowana kotka z białym brzuchem i skarpetkami oraz o bursztynowych ślepiach. (Dokładny opis w KP)
Miła i ciepła, ale stara się trzymać innych na bezpieczny dystans. Nie zostawi nikogo w potrzebie, ale też szybko ulotni się zaraz po ofiarowaniu pomocy. (Więcej w KP)
Dmuchawiec [KG] | Lilia [KR]
Każdy najmniejszy włosek na jej ciele był przepełniony przeogromną chęcią ucieczki, tak jak kiedyś odbiegła stąd jak najdalej, nawet za siebie nie patrząc. W tym była dobra, w uciekaniu, przed przeszłością, przed przyszłością, żyjąc jedynie z dnia na dzień w zgodzie z filozofią carpe diem. Sikora nie bała się ran, psów, dwunogów, czy też innych drapieżników, życie tak czy siak mogło rzucić jej jakiegoś na drogę tego nie mogła kontrolować. Jej prawdziwym strachem był fakt, że tak jak kiedyś się do kogoś przywiąże, a potem będzie cierpieć, gdy ów ktoś znów odejdzie, przepadnie bez słowa.
Wcześniej jednak kotka nigdy nie myślała nad konsekwencjami opuszczenia przez nią Klanu, a teraz, wraz z znajomym zapachem, wróciły te myśli. Czy ktoś jej szukał? Czy w ogóle zauważyli, że jej nie ma? A rodzice? Martwili się? Tak wiele dzieci stracili. Teraz stojąc przed tą klanowiczką, o szylkretowym futerku, przesiąkniętym zapachem pędzącego po łąkach wiatru, nie mogła nie myśleć o swojej matce... Zwinna Łapa...
- Znam, czy raczej znałam parę Klanowych kotów. - Niby odpowiedź na pytanie, a jednak jego uniknięcie. Córa Pszenicznego Grzbietu nie chciała mówić prawdy, nie chcąc nawet myśleć co by się stało gdyby Klan dowiedział się, że wróciła. Nie chciała jednak też kłamać, albo raczej zwyczajnie nie potrafiła zdobyć się na powiedzenie tego kategorycznego nie. Jedno nie, i być może na chwilę odcięłaby się od przeszłości związanej z Klanem. Nie byłaby, nawet jeśli tylko przez jedno uderzenie serca, Sikorczą Łapą, byłą wichrzaczką, tylko zwyczajną Sikorą, samotniczką mieszkającą gdzie akurat ją los przyniesie. Ale nie potrafiła całkiem odrzucić tego co było, bo mimo przytłaczającego bólu pamiętała też dobre chwile. Spanie z matką w kociarni, zabawa kłębkiem mchu z rodzeństwem, długie rozmowy z ojcem, które tak kochała. Zbyt przywiązana była do tych wspomnień, aby całkiem się od nich odciąć, zwyczajnie nie potrafiła.
This ismyFIGHT song Take back my L I F E song »P r o v e I'm alrightSONG« My power's turned ON Starting RIGHT now I'll be STRONG I'll play my FIGHT song And I d o n' t reallyCARE if nobody else BELIEVES 'CauseI've still GOT a lot of F I G H T left in me
Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
"Spanie z matką w kociarni, zabawa kłębkiem mchu z rodzeństwem, długie rozmowy z ojcem, które tak kochała..." Dokładnie to samo ceniła sobie Chaotyczna Łapa. W swojej egzystencji, wiecznie samotnej, niezrozumianej, często mniej istotnej na jawie niż we śnie, rodzina była najważniejszą rzeczą, która zakotwiczała ją w rzeczywistości. W szczególności rozmowy z ojcem.
Uważnym wzrokiem obserwowała nieznajomą, w której jednak dostrzegała coś bardzo znanego. I słowo "dostrzegała" nie było najtrafniejsze, ale czy jest jakieś lepsze, gdy ktoś czuje, po trochę każdym zmysłem, a może w ogóle żadnym, tylko czymś co nazywane bywa intuicją, albo jakąś genetyczną pamięcią zapisaną w DNA, że ma z kimś... więź? - Kogo? - zadała dwusylabowe pytanie, wpatrując się w Sikorę poważnym wzrokiem, dalej zjeżona, ale jakby umocniona, zespolona z ziemią, na której stała.
Niezwykle wysoka, szczupła szylkretowa krótkowłosa, tygrysiopręgowana kotka z białym brzuchem i skarpetkami oraz o bursztynowych ślepiach. (Dokładny opis w KP)
Miła i ciepła, ale stara się trzymać innych na bezpieczny dystans. Nie zostawi nikogo w potrzebie, ale też szybko ulotni się zaraz po ofiarowaniu pomocy. (Więcej w KP)
Dmuchawiec [KG] | Lilia [KR]
Rodzina... To co ją tutaj trzymało, a jednocześnie sprawiło, że odeszła. W swojej młodzieńczej naiwności próbując sobie wmówić, iż przecież nie ucieka, nie, ona przecież tylko pójdzie znajdzie Szakal i wróci razem z nią. A wtedy wszystko będzie dobrze, prawda? Nie będzie już tego bólu, tej straty... Sikora poczuła delikatne kłucie w sercu, teraz kiedy już przyswoiła myśl iż Szakal... Że ona... Odeszła na dobre.
- Kogo...? - powtórzyła zadane jej pytanie, patrząc się gdzieś w bok, jakby szukając tam czegoś, albo właśnie kogoś.
- Wątpię żebyś ich znała, to było już tak dawno... - przez jedno uderzenie serca zdawać by się mogło, że na tym samotniczka skończy, że nie wyda imion znanych jej w dawnych czasach, jednak po chwili zaczęła mówić ponownie.
- Kwitnąca Łapa, Psia Łapa, Sadzowa Łapa, Dyniowa Łapa, Węglowa Łapa... - każde imię wyrzucała z siebie jakby był płonącym węglem parzącym jej gardło, kiedy tylko przywołała je ze swojej pamięci. Sadza... Szakal... Maczek? Ich już nie było, ot tylko urywek przeszłości...
This ismyFIGHT song Take back my L I F E song »P r o v e I'm alrightSONG« My power's turned ON Starting RIGHT now I'll be STRONG I'll play my FIGHT song And I d o n' t reallyCARE if nobody else BELIEVES 'CauseI've still GOT a lot of F I G H T left in me
Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
– Kwitnąca Łapa… znam jedną Kwitnącą Łapę, ale skoro to było tak dawno, to mogła być jakaś inna – skomentowała krótko Chaotyczna Łapa, zastanawiając się, kim mogły być wymieniane przez nieznajomą koty – A Węglowa Łapa... być może to Węglowy Pył? – zgadywała. Nie była najbardziej empatyczną kotką, ale nawet jej wystarczało wrażliwości żeby zauważyć, że Samotniczka ewidentnie przeżywa tę rozmowę dość emocjonalnie. Chciała jej jakoś pomóc dojść ze swoimi uczuciami do ładu, a poza tym była nią zwyczajnie zaciekawiona. Zdążyła się też trochę uspokoić.
Nie rozstawała się jednak z właściwym sobie sceptycyzmem. Zmarszczyła nieco czoło i trzepnęła ostro ogonem, przywołując siebie samą do porządku.
– Tak czy inaczej, jesteś tu teraz intruzem. Przyszłaś w jakimś celu, chcesz z kimś pomówić? Jak nie, to po prostu... idź sobie – poleciła szorstkim tonem, choć prawdę mówiąc chętnie lepiej by ją poznała – Bo jak ktoś nas zobaczy, to będę mieć problem.
Prawdę mówiąc, Sikora też by miała, ale to akurat zupełnie szczerze nieco mniej ją obchodziło, niż własna reputacja...
Księżyce: 129
Mistrz: Nietoperze Niebo
Płeć: kocur
Matka: Rosa | Lawendowa Gwiazda (adopcja)
Ojciec: Ciemnooki
Trwałe urazy: Blizna na lewej tylnej łapie. Nie uciążliwa w codziennym życiu
Księżyce: 129
Mistrz: Nietoperze Niebo
Płeć: kocur
Matka: Rosa | Lawendowa Gwiazda (adopcja)
Ojciec: Ciemnooki
Trwałe urazy: Blizna na lewej tylnej łapie. Nie uciążliwa w codziennym życiu
Wiek sprawił, że Miodek niesamowicie wydoroślał. Grube, choć dość krótkie futro tworzy iluzję, że kocur jest znacznie masywniejszy niż w rzeczywistości. Choć faktem jest, że jeśli się dobrze przyjrzeć można spokojnie dojrzeć zarys umięśnionych łap i masywnego grzbietu. Futro kocura ma bardzo charakterystyczne białe znaczenia. Od trójkąta na pysku, częściowo biały brzuszek i kark aż po białe sięgające prawie brzucha skarpetki na wszystkich łapach. Nie jest to już maluszek, który utracił matkę, zyskał nową... A potem znów ją stracił. Patrząc na niego dojrzysz czekoladowo-białego słodkiego zabójcę. Oczy prawie zlewają się z kolorem futra. Piękne, głębokie spojrzenie piwnych ślepi. Najbardziej charakterystycznym śladem na jego ciele jest blizna na lewej tylnej łapie. Prawdopodobnie po spotkaniu z jakimś drapieżnikiem... Lub innym złym.
Z małego rozszalałego i radosnego kocięcia... Nie zostało nic. Może tylko poza iskrą diabełka i niechęci do jakiegokolwiek posłuszeństwa. Będąc poza klanem samotnie utwierdził się w przekonaniu, że to najbardziej mu się podoba. Dosyć pewny siebie, momentami nawet opryskliwy. Jedyny autorytet jaki uznaje to Lawendowa Gwiazda. Do życia podchodzi z dużym dystansem, ponieważ pamięta jak los go oszukał... i zabrał jedynego kota, którego kochał. Matkę.
Cichy Wiatr [RIP]
Kocurek nie wiedział jakimi prawami rządził się ten świat. Dotąd mama się nim zajmowała, więc nie musiał się tym przejmować, ale tak nagle jakoś zniknęła i został tylko on. No i ten brudny, gorzki i zadymiony zapach nory. Nie miał pojęcia czy faktycznie jakieś zwierzę w niej mieszka i zaraz się tu pojawi czy to może stara nora. O ile miał szczęście, to nie przyjdzie do niego nic, co będzie chciało go pożreć. Młody szkrab próbował wspiąć się do wyjścia, bo słyszał tylko głuchą ciszę. Jego wrodzony instynkt, który siedział gdzieś tam w głowie, mówił mu "czysto!". A skoro czysto, to czemu miałby nie wyjść? Chciał dać sobie szansę na znalezienie mamy! Przecież to mogła być tylko taka zabawa... W chowanego na przykład. Lub jakaś zabawa do sprawdzenia jego siły. Co prawda siedział tutaj już tak wiele czasu i każdy rodzic po takim czasie już by wrócił. Najpierw leżał, potem się przespał, potem pokopał niezgrabnie łapką w ziemi. Zajęło mu dobrych kilka godzin nim zaczął myśleć o tym, że może mama go zostawiła. Jednak nie miała według niego żadnego powodu ku temu, zatem wyrzucił w głowy tą myśl i próbował zaczepiać się koślawo swoimi wątłymi łapkami o praktycznie pionową ścianę. To jednak cały czas mu nie wychodziło. Pozostało mu piszczenie, a więc zmienił swoją taktykę. Nie da się ukryć, że choć może i malutki, to jednak takie kocie piski na pewno jakaś groźna zwierzyna by usłyszała. Pamiętał jednak ten głos, mówiący, że jest tam czysto i może śmiało się starać. Jego hałas było więc teraz słychać spokojnie dla każdej żywej duszy przechodzącej i przelatującej obok.
Księżyce: 148
Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus
Płeć: kotka
Matka: Mknący Ptak
Ojciec: Czyżykowy Głos
Partner: Tonące Słońce
Życia: 1
Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawendowa Gwiazda była na polowaniu razem ze Splątanym Wąsem, swoją bratanicą. W pewnym momencie dostrzegła ptaka i dała znak swojej towarzyszce, że się oddala, po czym przystąpiła do skradania się. Po chwili była już blisko, aby wykonać skok, kiedy nagle dał się słyszeć hałas. Ptak zerwał się do lotu zostawiając Lawendową Gwiazdę z pustymi łapami. Niebieska kotka westchnęła zrezygnowana. Zastanawiała się kto wydaje takie przeraźliwe dźwięki. Postanowiła to sprawdzić. Zaczęła się skradać w kierunku źródła hałasu, aż dotarła do Wydeptanych Ścieżek. Po paru uderzeniach serca zlokalizowała, że dźwięk wydobywa się z nory. Lawenda ostrożnie podeszła i poczuła zapach należący do kota. Zerknęła ostrożnie do jamy i gdy jej ślepia przyzwyczaiły się do ciemności to dostrzegła kociaka. - Już dobrze skarbie!- powiedziała łagodnie i chwyciła kocurka za kark, aby wydobyć go z nory. Następnie postawiła go przed jamą i delikatnie polizała między uszami. - Jestem Lawendowa Gwiazda. Nie zrobię ci krzywdy. Pomogę Ci. Jak się nazywasz?- powiedziała ciepłym głosem i owinęła malca swoim ogonem, aby dodać mu otuchy. Nie wiedziała czy został porzucony czy czeka na swoją mamę, która lada chwila przyjdzie. Jedno jest pewne, zapewni mu opiekę czy to do powrotu Samotniczki czy w Klanie Wichru.