Logo Artemidy
Czaple Gniazda
#46
Świeżo mianowana wojowniczka nadal siedziała ze wzrokiem wbitym w ziemię, a ziemia jej wirowała we łbie i końca nie było widać! Nawet obecności samotnika nie zarejestrowała, a to przecież!! był samotnik!! Bo jak ktoś był na ziemiach niczyich, to pewnie był samotnikiem!! Tam nie było żadnego klanu, więc to były ziemie niczyje, a tam są samotnicy!! Kiedy bliżej niezidentyfikowany osobnik najprawdopodobniej nienależący do żadnego z czterech klanów odezwał się, Szyszunia poderwała łeb do góry i zmarszczyła czoło. Szukała wzrokiem, skąd dochodzi ów głos, a kiedy znalazła, świat się nagle rozjechał i nagle okazało się, że zamiast jednego kota, tam jest aż dwa koty!! Albo nawet trzy? Co? Teraz znowu jeden? Kotka zamknęła oczy i nieco potrząsnęła głową, może jej to trochę pomoże. Na szczęście dla kotki, zaraz świat wrócił do normy i naprzeciwko niej stał jeden, bardzo... ciekawie wyglądający koleżka. Niecodziennie przecież spotyka się koty o tak fikuśnie wywiniętych uszach, co nie?
- Um, no. Troszkę - przyznała, śmiejąc się pod nosem. Było nawet GORĄCO i nie dało się tego za bardzo ukryć. A Szyszka w obecnych warunkach prawie się topiła, więc najchętniej wyrwałaby sobie całe futro i chodziła taka roznegliżowana! Ale kto to widział, żeby taki poważny wojownik? Tak zupełnie nago? Skandal! Dlatego też Szyszka była nadal w pełnym upierzeniu i musiała po prostu to znieść. Jakoś przecież przeżyje, no nie?
- Ile razy tu byłam, tyle razy miały widocznie ważniejsze sprawy na głowie niż koty pod ich gniazdami. Po prostu czasem jak się podejdzie za blisko, to widać, że czuwają - zaśmiała się, spoglądając w górę, na korony drzew i gniazda czapli z ich mieszkańcami. - Mój tata mi opowiadał, że jak kiedyś chciał im się przyjrzeć z bliska, to kiedy podszedł bliżej, zaczęły rozkładać skrzydła i nimi tak trzepotać, że aż strach! - odparła, unosząc brwi wysoko. Niesamowite stworzenia. Wyglądały nieco strasznie na pierwszy rzut oka, ale szło się przyzwyczaić.
- Jestem Szyszkowy Ogon - przedstawiła się zaraz, uśmiechając się od ucha do ucha.
sarai pronto per lottare
per cercare sempre la libertà
e andare un passo più avanti,
essere sempre vero
spiegare cosa è il colore
a chi vede bianco e nero
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#47
Kłapouchy uśmiechnął się pod nosem dostrzegając zdezorientowanie kocicy, gdy szukała go dookoła siebie nie wiedząc chyba zupełnie, gdzie powinna uderzać. Wydawała się nieco zagubiona, ale może tak wpływał na nią tylko upał, nie był tego jednak pewien. Może wyrwał ją z jakiś głębokich rozmyślań, może przerwał jej ważną wyprawę w dal, której nawet nie był świadomy. Była jeszcze młoda, na pewno młodsza od niego, mogła więc być terminatorką, może niedawno mianowaną wojowniczką, a może po prostu była podobna do niego i większość swojego życia traktowała z przymrużeniem oka. Tego nie mógł się jednak dowiedzieć dopóki kocica się nie odezwie, o ile oczywiście w ogóle będzie miała ochotę na prowadzenie dyskusji z samotnikiem, nawet jeśli ten znajdował się na ziemiach niczyich. Sam wiedział, jak to wszystko wygląda z drugiej strony, w końcu jeszcze nie tak dawno temu sam należał do Klanu i zgodnie z przykazaniami, jakie mu wpojono, miał przeganiać tych wszystkich bezpańskich wędrowców. Tymczasem teraz sam się nim stał, prawdziwym Włóczykijem, który zarzucał tobołek na ramię i wyruszał w świat, by patrzeć na to, co go otacza, by patrzeć na gwiazdy nocą tonące w jeziorze, by chwytać podmuchy wiatru o poranku, by kryć się we wrzosach, gdy słońce jest wysoko na niebie i cały świat zdaje się pogrążać we śnie.
- Zawsze możesz ochłodzić się w wodzie - zauważył na to. Dla niego pływanie stało się w końcu przyjemnością, a teraz, gdy faktycznie mógł zanurzyć się w wodzie nocą i ścigać księżyc po toni. Zastrzygł uszami, gdy Szyszka zaczęła mu opowiadać o czaplach i z wielkim zaciekawieniem zaczął się im przyglądać. Chciałby sam zobaczyć je z bliska, ale jeszcze swój rozum miał i nie zamierzał przekraczać granicy tylko po to, by zostać zaatakowanym czy to przez wielkie ptaszyska, czy przez wojowników Klanu Wichru. Był jednak nadal zafascynowany czaplami i zastanawiał się, czy są takie silne tylko w kupie.
- Ach, wojowniczka! Ja jestem Toń, Tonące Słońce - powiedział na to uśmiechając się do niej przyjaźnie, a jego ślepia zabłyszczały radośnie. Miał z kim rozmawiać, nawet jeśli działo się to tylko i wyłącznie ponad granicą.
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#48
Szyszka nie miała w zwyczaju przepędzać kotów z granicy kiedy nawet jej nie przekroczyli, a jedynie wtedy, gdy przymierzali się do wejścia na wichrowe ziemie otrzymywali od niej upomnienie i prośbę o niewchodzenie na tereny. Nie chciała być niemiła, a takie zakładanie z góry, że każdy samotnik jest zły i chce ich wszystkich pozabijać uważała za co najmniej niestosowne. Każdemu należała się szansa i szacunek, nawet jeśli nie należał do ich klanu. Oczywiście, że kładła dobro Wichru ponad samotników albo koty z innych klanów, jednak dopóki nie stanowili zagrożenia, nie widziała powodu do obaw lub niekulturalnego zachowania wobec innych kotów. Niemniej jednak pozostawała czujna i uważnie obserwowała kocura, żeby nie zachciało mu się przypadkiem zrobić spacer przez tereny.
- Nie ufam wodzie na tyle, żeby się w niej zanurzyć. Poza tym, od wody moje futerko byłoby mokre, ciężkie i... MOKRE. - zaśmiała się, spoglądając na Czarny Ogon i marszcząc czoło. Woda była fajna, ale była też niebezpieczna i wojowniczka wolała jednak nie ryzykować i nie wchodzić za głęboko. Nie była przecież kotem z Klanu Rzeki i nie była uczona od małego kociaka pływania, a też osobiście wolała sporty lądowe niż wodne. Miała inne sposoby na ochłodzenie się, na przykład siedzenie na chłodnym kamieniu w obozie. Albo spacerki w lesie, o. Tam były drzewa i był cień, przy okazji można było polować. Przyjemne z pożytecznym.
- Och, jakie śliczne imię! Naprawdę, a jeszcze do tego dość... niespotykane, um... - urwała na chwilę, szukając odpowiedniego określenia. - ...dla kota po tej stronie granicy - odparła, unosząc brwi. Czyżby tak bardzo się interesował klanami, że aż nazwał się jak klanowy kot? Albo sam był kiedyś w klanie? Hm. Teraz to Szyszka była NAPRAWDĘ ciekawa. Przyzwyczaiła się, że samotnicy mają jakieś śmieszne imiona, typu Krzywucha albo jakieś inne Chmielograby, a tu Tonące Słońce? Nie znała zbyt wielu samotników, ale wydawało jej się to dość podejrzane.
sarai pronto per lottare
per cercare sempre la libertà
e andare un passo più avanti,
essere sempre vero
spiegare cosa è il colore
a chi vede bianco e nero
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#49
Cokolwiek miała w zwyczaju, Toń nie zamierzał podchodzić zbyt blisko granicy, bo nie chciał prowokować innych do ataków. Wiedział doskonale, jakie zasady obowiązują wojowników, a jemu samemu nie zależało ani na zwierzynie, ani na ziołach rosnących na terenach Klanów. Na własnym skrawku świata również mógł co nieco znaleźć i nie zamierzał z tego powodu szukać i porównywać własnych włości z tym, co kryło się gdzie indziej. Zależało mu właściwie na rozmowie, na tym, żeby po prostu być z innymi kotami, a przy okazji, pewnie nieco po cichu, dowiedzieć się, co one czują, myślą i jak im się wiedzie w innych Klanach. To była zresztą jedna z najciekawszych dla niego spraw, bo miał nadzieję, że tylko Rzeka jest tak niegościnnym miejscem. Szyszka zaś wydawała mu się być bardzo do niego podobna, nie sprawiała również wrażenia stłamszonej, przyjął to zatem za dobrą kartę i uśmiechnął się do niej lekko, a na jej słowa zaśmiał się ciepło poruszając uszami. Długie włosy nieznacznie zafalowały czyniąc z niego jakiegoś starego nietoperza, ale wcale się tym nie przejmował.
- Będzie przyjemnie mokre i chłodne, zobacz, mam futro takie jak ty, a woda mnie nie odstrasza – powiedział na to, a jego ślepia zabłyszczały mocno, przyjaźnie. Nie zamierzał zmuszać jej do pływania, czy czegoś podobnego, ale naprawdę uważał, że może to być bardzo przyjemne i satysfakcjonujące. Zwłaszcza teraz, kiedy było tak potwornie ciepło, że od słońca chciało się spać. On znosił to jednak jakoś zadziwiająco dobrze i nie przejmował się takimi sprawami, jak upał, często też chodził oblepiony błotem, bo sprawiało mu to przyjemność przy takiej temperaturze.
- Domyślam się, kiedyś byłem kotem z tej drugiej strony granicy, ale to przeszłość. Imię zostało, a nie widzę sensu go zmieniać, skoro od zawsze byłem Tonią – stwierdził na to prosto, beztrosko i nie kryjąc się z tym wszystkim. Nie miał przecież nawet powodu. Nie uważał się za wielkiego zbrodniarza, za zdrajcę, czy kogoś takiego. Skoro Świetlik mu nie ufał, bo wyrażał swoje zdanie, cóż, jego wola. Nikogo nie zabił, nie zgwałcił, nie wynosił informacji o Rzece innym Klanom, nie spiskował z samotnikami, nie robił nic z tych rzeczy. Teraz zaś był sam sobie wszystkim i czuł się z tym całkiem znośnie wiodąc życie dość proste.
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#50
* * *

Niósł ją na plecach i chociaż nie była najcięższa, to mimo wszystko wędrówka razem z kocicą nie należała do najłatwiejszych. Zwłaszcza, kiedy nie miało się ogona do podtrzymywania równowagi. Nic zatem dziwnego, że gdy Toni udało się dotrzeć na granicę z Klanem Wichru, do miejsca, gdzie w razie konieczności zdołałby się przeprawić przez Czarny Ogon, cały był już umorusany błotem, wyraźnie zmęczony, a jego sierść była co najmniej zmierzwiona, oczy jednak płonęły niezłomną determinacją. Chwilę wcześniej wyczuł zapach zdecydowanie zbyt intensywny, by można uznać go za jakieś szczególnie mocne skupisko oznakowania, a zza krzewu wyłonił się pierwszy kot z patrolu. Kłapouchy momentalnie przyspieszył kroku zawzięcie wołając – hej, hej ty! Trafił akurat na Krokusową Łąkę, która spojrzała na niego dość niepewnie, nim pojawił się Wilgotny Nos, a Toń nieco schrypniętym głosem błagał ich, by posłali po Lśniącą Łapę, czy raczej już po Lśniącą Sadzawkę.
- Proszę! Proszę, przekażcie jej, że o pomoc prosi Tonące Słońce. Nie chodzi o mnie, ale o tę biedną kotkę, być może Lśniąca będzie w stanie coś poradzić. Odwdzięczę się! – powiedział jeszcze uparcie czując, że łapy zaczynają mu drżeć, taki był zmęczony swoim wyczynem, ale nie zamierzał poddawać się w tej chwili. Wojownicy wymienili spojrzenia, aż w końcu Wilgotny ruszył w stronę obozu, by sprowadzić przyszłą medyczkę Klanu Wichru, albo przynajmniej powiadomić ją o problemie, w jakim znalazł się, zdaje się, znajomy jej kot. Krokus została na miejscu chcąc chyba pilnować obcego, który przecież mógł podawać się za każdego, czyż nie? Toń jednak wiedział, że na to nic nie poradzi. Łapy ugięły się pod nim, położył się więc z Króliczą wciąż na grzbiecie, nie zważając już zupełnie na jej słowa, na jej żale, na jej mantrę.


//Lśniąca, Królik
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#51
Tak więc została przeniesiona na granicę z Klanem Wichru, choć nie dotarło to zbytnio do jej świadomości, na szczęście bądź też nieszczęście Tonącego Słońca. Niegdyś, jeszcze na starych terenach, razem z Krogulec, która kiedyś była jej przyjaciółką i która miała wtedy złamany ogon, a także z Nietoperkiem, którego później zjadły szczury, tuż po tym, jak wygrali walkę z psem. Zemdlała tu wtedy, a potem przeżyła próbę porwania przez lisa wtedy, kiedy akurat zemdlała i to w takiej sytuacji zastał ich Szałwiowa Łapa. A teraz... teraz nie była już tą samą personą, która wtedy walczyła za swoją przyjaciółkę - już przed wygnaniem z klanu straciła szylkretkę na rzecz Wiewiórczego Szponu-Ogonu który postanowił zaatakować ją, a potem omamić. Na końcu zaś... na końcu straciła wszystko i tak teraz trwała, praktycznie nieświadoma swojego położenia, za towarzystwo mając głównie łzy cieknące jej powoli po policzkach. Nadal. W takim tempie zapewne całkiem prędko ulegnie odwodnieniu, ale to nic. Wszystko to traktowała obojętnie, praktycznie nie mając w sumie w tej kwestii wyboru. Niestety. Słyszała, że nowo poznany - choć nie mogła powiedzieć, że go znała ani że poznała się z nim w ogóle - coś mówił, jednakże nie docierało do niej, jakie słowa opuściły jego pysk. Jedyne, co mogła w tej chwili zrobić, to bezgłośny płacz. I milczenie.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#52
Studiowałam każde ziółko w składziku, gdy do lecznicy wpadł Wilgotny Nos z informację, że jakiś Tonąca Słońce prosi o pomoc. Moje źrenice rozszerzyły się. Od razu zrobiłam zawiniątko, do którego wrzuciłam motek pajęczyny, ziarenko maku i liść łopianu, na wypadek, gdyby trzeba było zrobić opatrunki. Nie wiedziałam w końcu jakiej pomocy potrzebuje stary znajomy. Kiedy go poznałam, byłam jeszcze głupia, szwędałam się przy granicach w ogóle nie martwiąc się o to, jakie to niebezpieczne. Nie zdając sobie sprawy z tego, że mój ojciec gdzieś tam jest, że grasuje na takie głupie kotki i tylko czyha na to, by móc je wykorzystać. Dreszcz przeszedł mi po grzbiecie. Musiałam się spieszyć.
Podążałam za Wilgotnym Nosem w kierunku granicy, przy której czuwała Krokusowy Kwiatek, czy jak ona tam miała. Powiedziałam jej, że może już wrócić do patrolu z czarnym wojownikiem i że sobie poradzę, na co na szczęście nie usłyszałam słów sprzeciwu. Nie widziałam jednakże żadnych śladów krwi. O co chodziło?
Toń miał ze sobą białą kocicę, zapłakaną. Pierwsze co mi się z nią skojarzyło, to ja po spotkaniu z ojcem, który to miał słabość do białych kotek, jak ja, czy moja matka. Na chwilę na moją mordkę wkradł się grymas niezadowolenia. Nie było to spowodowane niechęcią do towarzyszki burego kocura, absolutnie. Po prostu na samą myśl o tym, że ten zwyrodnialec mógł skrzywdzić kolejne istnienie czułam, jak krew bulgocze mi w żyłach. Wiedziałam jednak, że na ten moment jej życie nie jest zagrożone w żaden sposób.
- Witaj, Tonące Słońce. Co jest powodem twojej wizyty? Zarówno tobie jak i twojej koleżance nic nie zagraża, nie widzę ran, nie wyczuwam choroby - rzuciłam, mierząc uważnie wzrokiem dwójkę samotników. Postanowiłam jednak podejść do kocicy i dokładnie ją obejrzeć, na wypadek gdybym jednak coś pominęła. Nie wyglądała najlepiej, ale to mogło być spowodowane jej stanem psychicznym. - Póki pamiętam. Uważajcie na siebie, kiedy już odejdziecie. Chmielograb żyje i grasuje po terenach niczyich. Żadna kotka nie jest w tym momencie bezpieczna - palnęłam szybko, w obawie przed tym, że mogłabym później zapomnieć. A była to dość ważna informacja, szczególnie dlatego, że koleżanka Tonia idealnie wpasowywała się w kanon piękna tego zboczeńca.
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#53
Toń czekał niepewnie. Wiedział, że być może postąpił nieco pochopnie, ale nie mógł zostawić kocicy na pewną śmierć, a skoro tylko leżała i płakała, to właśnie na to ją skazywał, tuż obok granic Klanu, który najpewniej ją wygnał. Nie przychodził mu do głowy żaden inny kot, którego mógłby prosić o pomoc, a sam nie był w stanie rozpoznać, czy jego towarzyszka na pewno nie jest ranna – czy może dało jej się jakoś inaczej pomóc? Nie miał pojęcia, jak podchodzić do całej tej sprawy, jednak serce kazało mu chociaż spróbować, aczkolwiek rozum go teraz przeklinał. Był zmęczony i wyrzucał sobie, że na pewno niepotrzebnie niepokoi Lśniącą, uśmiechnął się jednak do niej, kiedy tylko się pojawiła, zdał sobie również sprawę z tego, że pewnie mocno ją przestraszył swoim wezwaniem, więc zawstydził się nieco i chrząknął pod nosem.
- Dzień dobry, Lśniąca. Wybacz, że cię niepokoję, ale nie wiedziałem zupełnie co mam robić, a ty wkrótce masz być medykiem i pomyślałem, że tylko ciebie mogę prosić o pomoc – powiedział nie ruszając się w ogóle, bo jednak ciężar Króliczej nieco go przytłaczał, a poza tym nie wiedział zupełnie, czy może zrzucić ją już z grzbietu. – Znalazłem ją przy granicy z Klanem Cienia, czujesz chyba, że pachnie tym Klanem, prawda? Cały czas tylko powtarza, że zabrali jej kocięta. Nie chce pić, nie odpowiada na żadne pytania… Nie mogłem jej tak zostawić, byłem pewien, że prędzej czy później skończy się to dla niej źle. Nie mam pojęcia, czy możesz coś dla niej zrobić, ale postanowiłem zaryzykować. Cokolwiek się stanie, odwdzięczę się – wyjaśnił przekręcając nieznacznie głowę, jakby chciał spojrzeć na Króliczą i zaraz zastrzygł uszami. Doskonale pamiętał kota, o którym mówiła, tego milczącego kociaka, którego spotkał w lecznicy, a który wyrósł na prawdziwe wcielenie zła. Spojrzał bardzo uważnie na Lśniącą, dotarło do niego, że być może obawia się o kocicę, którą do niej przyniósł i aż sapnął ze złości.
- Nie sądziłem, że pójdzie za nami… Zawsze był taki… niepozorny i cichy. Spotkałaś go? – odpowiedział, a w jego głosie pojawiło się ziarno niepokoju. Skoro syn Chaber mógł dopuścić się raz takiej zbrodni, czy mógł zrobić to znowu? Co z nim takiego właściwie siedziało, że robił podobne rzeczy?
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#54
Nie zwracała większej uwagi na otoczenie, nadal leżąc na grzbiecie Tonącego Słońca i nie odzywając się ani trochę, ani na chwilę, jedynie wpatrując się przed siebie i płacząc bezgłośnie. Nigdy już nie zobaczy swoich synów. Oni sami zginą w jakiejś przygranicznej walce, do której pewnie poślą ich w pierwszej kolejności, byleby się ich tylko pozbyć... i nigdy się nie spotkają. Ale może to nawet i lepiej dla nich, bo... po co byłaby im taka matka, która nie umiała ich nawet obronić? Po co im taka matka, która nie umiała im zapewnić bezpieczeństwa? Która nie potrafiła powstrzymać tego, że teraz jej potomstwo będzie głodować, będzie marznąć i nie będzie kochane? Nie miała nawet gwarancji, że Lampart im pomoże. Nie pomógł jej, kiedy na niego liczyła, kiedy go potrzebowała... nikomu nie mogła ufać. Nikomu. Wszystko, co mówiły postacie obok, eteryczne, bezcielesne, praktycznie nierealne postacie wpływało do jej głowy i od razu ją opuszczało, niczym fale Wielkiej Słonej Wody obmywające plażę...
- Chmielo... gra-ab - powtórzyła niczym echo za eterycznym głosem kotki, po czym ponownie straciła kontakt z rzeczywistością. Po co... po co miała się odzywać? Rzeczywistość okazała się kłamstwem, świat był przepełniony przez potwory, ona sama była przygnieciona, zupełnie, jakby powietrze było cięższe, jakby nie pozwalało jej wstać... jakby umarła i nie miała władzy nad własnym ciałem, które potrafiło już jedynie płakać.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#55
- Zawsze możesz mnie poprosić o pomoc, Tonące Słońce - odpowiedziałam z pełną powagą. Nieważne z jaką pierdołą by nie przyszedł, nigdy nie odeślę go z kwitkiem. Z resztą, nikogo bym nie mogła przegonić, ale w przypadku Tonia, przekazałam również patrolom żeby od razu mnie do niego wołali.
Wysłuchałam kocura, co jakiś czas zerkając na jego koleżankę. Wszystko wskazywało na to, że nic jej nie jest. Po prostu rozpacza po utracie kociąt, ale przecież nie wyrzucili jej z klanu za nic, prawda? Milczałem jeszcze przez parę uderzeń serca, próbując coś wymyślić, ale bezskutecznie.
- Skoro mówisz, że nie ma z nią kontaktu, że nie chce pić i jeść, to jedyne co mogę zaproponować to jagoda cisu. Nie mam żadnych ziół, które ją nawodnią albo dostarczą potrzebne do przeżycia substancje - odpowiedziałam, nie widząc innego wyjścia. Jeżeli ktoś nie chce żyć, to go do tego nie zmusisz. Następnie podeszłam do zwisającej z grzbietu burasa kotki - Będziesz jeść i pić? Chcesz jeszcze żyć, czy każesz wszystkim wokół patrzeć jak z każdym wschodem słońca ucieka z ciebie życie? - zapytałam. Jeśli i tak planowała dopuścić do zatrzymania się procesów życiowych w jej organizmie, mogłam jej to załatwić od razu. Toń się nie zdąży przywiązać i ona będzie się mniej męczyć. Było to dość drastyczne rozwiązanie, ale tak jak mówiła Łososiowa Łuska, czasem kotu nie są się pomóc.
- Tak. Spotkałam go raz i było to aż nadto żeby stwierdzić, że jest przebiegłym zboczeńcem. Chociaż doskonale wiedział, że chodzi mi o niego, że go szukam, podał mi fałszywe imię i udawał że nic nie wie o klanach. Jest bardzo przebiegły - odparłam, z trudem kryjąc pogardę. Chyba wolałabym nie wiedzieć kto jest moim ojcem, niż dowiedzieć się że jest nim ktoś taki.
W międzyczasie usłyszałam jakieś pomruki wydobywające się z pyska kocicy. Powtórzyła po mnie jego imię. Znała go?
- Miałaś z nim jakiś kontakt? Zrobił ci coś? - zapytałam. Nie chciałabym, żeby skrzywdził jeszcze inne kocice.
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#56
- Dziękuję ci. Przyniosę ci następnym razem zioła, jeśli tylko jakieś znajdę – powiedział na to patrząc wprost w jej oczy i poczuł do Lśniącej jeszcze większą sympatię. Była mimo wszystko dobrym kotem, chociaż na pewno posiadała jakieś swoje wady. Jak każdy z nas, może ona nieco za bardzo zadzierała nosa, a może to było coś innego, Toń do końca nie wiedział i trudno powiedzieć, czy nawet chciał szukać odpowiedzi na jakieś zagadnienia tego typu. Na jej kolejne słowa zadrżał lekko i przymknął ślepia, by skinąć łbem. Domyślał się, że jeśli znaleziona kocica nie będzie chciała ani jeść, ani pić, lepiej będzie pozwolić jej odejść. W jego głowie pojawiła się jednak jeszcze jedna myśl i postanowił, że pomysł ten spróbuje skonsultować z terminatorką medyka.
- A gdybym spróbował odnieść ją do Dwunożnych? Uważasz, że przetrwałaby podróż w okolice siedlisk koni? – zapytał rzeczowo i na całe szczęście nie pojawił się w jego głosie żaden ton zdradzający determinację czy coś podobnego. Nie był związany z Króliczą, ale chciał wiedzieć, czy może uczynić dla niej cokolwiek, co dałoby jej szansę na przeżycie. Wiedział, że nawet gdyby odeszła, mógłby sobie powiedzieć, że się starał, ale wydawało mu się, że to mogłoby być za mało. Obserwował Lśniącą, gdy ta przemawiała do kocicy leżącej na jego grzbiecie i nastawił uszy, gdy ta wyszeptała ponownie imię Chmielograba. Znała go?
- Bardzo cię przepraszam, ale… dlaczego go szukałaś? Po tym co zrobił… Wybacz, ale znałem tego kota i nie wiem zupełnie, jak zdołał to wszystko przed nami tak długo ukrywać – dodał jeszcze, ale prędko zamilkł, bo kocica z Klanu Wichru podjęła kolejną próbę rozmowy z nieznaną im bliżej kotką i mimo wszystko Toń miał nadzieję, że coś w końcu w jej głowie się odblokuje.
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#57
Gdyby podstawili jej pod nos mysz albo inne zwierzę, zapewne by je zjadła, o ile przytrzymaliby je przy jej pysku - albo inaczej, gdyby zrobił to Tonące Słońce, bowiem jakimkolwiek pachnącym klanami kotom zapewne by już nie zaufała... teraz jednak o tym nie myślała. Nie myślała o niczym, nie myślała o nikim, była... w szoku. W dość dużym szoku, biorąc pod uwagę to, że chwilę temu mając wszystko... teraz nie miała absolutnie nic.
- Klanach.. - powtórzyła jak echo, słabym głosem. Klany. Klany były złe, były zamieszkiwane przez potwory, które przekonywały innych, że to najlepsze, co może być, które wysyłały kolejne swoje koty na śmierć albo pozbywały się ich, jeśli te przestały już być potrzebne. Nawet, jeśli ktoś okazał się lojalny, lada chwila mógł okazać się całkowicie zbędny... - Zabrali... mi... kocięta... - powiedziała, z trudem wyduszając z siebie kolejne słowa. Niech jej ktoś pomoże. Niech ktoś pomoże jej odzyskać synów z łap potworów, którzy prędzej czy później doprowadzą do ich śmierci. Musiała na to patrzeć, musiała odejść, nie mogła nic zrobić... a powinna. Powinna tam zostać i... i walczyć do końca. - Porwali Dęba... i... i Buka...
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#58
- Dziekuję. Wierzę, że znajdziesz coś, o co niełatwo na klanowych terenach - odpowiedziałam, lekko uśmiechając się do kocura. Skoro już zaproponował, że przyniesie mi jakieś zioła to może się postara i przyniesie mi coś, czego próżno szukać na terenach Wichru? Choć moja odpowiedź brzmiała bardziej jak żart, w rzeczywistości była nim jedynie w połowie.
Słysząc odpowiedź Tonia, musiałam się nad tym zastanowić. Nie byłam co do tego przekonana i musiałam się tym podzielić z kocurem.
- Nie wiem, czy nie byłaby to większa kara. Podtrzymywaliby ją przy życiu na siłę, wbrew jej woli. Nie wiadomo też, czy w ogóle by ją wzięli. Jeżeli nie zacznie jeść, niebawem zginie. Oprócz tego powinna pić. Już nie ma nawet czym płakać, jest odwodniona - odparłam. Dwunodzy, jeśli już przyjęliby do siebie ten obraz nędzy i rozpaczy, kazaliby jej żyć, nawet jeśli już by nie chciała. Kto wie, może nawet poszliby z nią do obrzynacza i zrobili jeszcze większą krzywdę? Nie byłam co do tego przekonana. Decyzja jednak należała w dalszym ciągu do burego kocura.
Spróbowałam nawiązać jakiś kontakt z białą kotką, jednak nie odpowiedziała. Powtarzała cały czas to samo, tak jak mówił Toń. Z zamyślenia jednak wyrwał mnie głos byłego rzeczniaka. No tak. Pytanie o Chmielograba.
- To długa i zawiła historia, nie chcę się w to zagłębiać i tłumaczyć wszystkiego. Na pewno słyszałeś, za co został wygnany. Jakby... jestem w to trochę zamieszana - rzuciłam po chwili, unikając spojrzenia jego zielonych oczu. Nie byłam w stanie powiedzieć wprost. Jeżeli zrozumie, to dobrze, jesli nie, też.
- Nie ma z nią kontaktu. Decyzję, co z nią zrobić, pozostawiam tobie - mruknęłam, gdy kotka znów zaczęła majaczyć.
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#59
- Będę się starał - zapewnił, chociaż tak naprawdę nie znał zbyt wielkiej liczby ziół i podejrzewał, że nie znajdzie na swojej drodze niczego, czym byłby w stanie ją zachwycić. Uważał jednak, że za tę pomoc, chociażby tylko słowną i fatygowanie jej z obozu, należały jej się podziękowania większe niż tylko słowne. Wiedział doskonale, że nie musiała tutaj wcale przychodzić, że nie musiała wcale reagować na jego prośbę, toteż czuł się jeszcze bardziej zobowiązany, by się jej odwdzięczyć.
W milczeniu wysłuchał wszystkich jej słów i ostatecznie doszedł do wniosku, że nie może się jeszcze poddać. Jeśli będzie podtrzymywał kocicę na siłę przy życiu, będzie musiał żyć z taką świadomością, jeśli jednak pozwoli jej umrzeć, istnieje cień szansy, że nigdy sobie tego nie wybaczy. I być może również ona mu tego nie wybaczy i zejdzie do niego we śnie, by mu o wypominać. Uznał więc, że chociaż istnieje pewne ryzyko związane z zaniesieniem jej do Dwnunożnych, to spróbuje je podjąć, nie chciał potem pluć sobie w brodę, bo nie sprawdził wszystkich możliwości.
- Pójdę, Lśniąca. Spróbuję, wolę chyba, żeby winiła mnie za podejmowane próby, niż za przyniesienie jej śmierci. Nie wiem, czy to dobry wybór, przekonamy się. Dziękuję ci za to, że tu przyszłaś. Proszę cię, spójrz jeszcze na nią, czy na pewno nie krwawi, czy kiedy ją niosłem, nie otworzyłem jej ran, a ja się napiję i nieco rozprostuję łapy. Czy możemy spotkać się tutaj za cztery wschody słońca o tej samej porze? Postaram się coś dla ciebie znaleźć i przekażę ci nowiny dotyczące tej kocicy - zakomunikował w końcu po głębokim namyśle. Nie podejmował tematu Chmielograba, bo nie czuł takiej potrzeby, a i młoda nie chciała chyba za bardzo o tym rozmawiać, co rozumiał i w pełni szanował. Wysunął się zaraz ostrożnie spod Króliczej i faktycznie ruszył, by nieco się napić i odświeżyć.
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#60
- Gdybyś kiedyś chciał, możemy razem udać się na zioła. Poopowiadam ci o tym, co już wiem, bo od ostatniego spotkania trochę się tego nazbierało - odpowiedziałam, lekko unosząc kącik warg. Toń sam kiedyś podzielił się ze mną swoją medyczną wiedzą, choć wcale nie musiał, więc myślę, że sprawiedliwie będzie jeśli mu się odwdzięczę tym samym. Szczególnie dlatego, że zapewne ta wiedza mu się przyda, skoro żyje sam, na własną łapę.
- Jeżeli taka jest twoja wola, to w porządku. Nie mnie oceniać, czy podjąłeś słuszną, czy niesłuszną decyzję. Przekażę patrolom, żeby cię wyczekiwały i niezwłocznie mnie poinformowały, kiedy już się zjawisz - odpowiedziałam. Z tego co mówiła mi mama, mieszkanie u dwunożnych jest okropną karą, ale nie zamierzałam podważać zdania Tonącego Słońca. To była jego znajoma, on więc miał prawo zdecydować, cóż takiego z nią uczyni.
Tak jak prosił, obejrzałam kocicę jeszcze raz, dokładnie, ale poza tym że nie było z nią kontaktu to była zdrowa. Czekałam aż bury kocur wróci, w spokoju układając swoje futerko.
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości