Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Gdyby mogła, zarumieniłaby się na jego słowa. Zamiast tego uśmiechnęła nieśmiało, dreptając delikatnie łapkami w miejscu, czując nagłe ciepło. Zachichotała, czując jego szorstki język na uszku, który załaskotał ją w odpowiednim momencie. Doskonale wiedziała, że Skra będzie nad życie kochał swoje przyszłe dzieci i dla nich wszystkich zrobi co tylko się da, by zapewnić im dobrobyt i bezpieczeństwo. Nie mogła wyobrazić sobie lepszego partnera i czuła ulgę, że to właśnie w nim się zakochała.
Przymknęła oczy, gdy dotknęli się nosem, oddychając jego zapachem i rozkoszując się każdą chwilą. Widziała, jaki jest - jak ciężko było u niego wywołać takie urocze zawstydzenie. Dlatego uśmiechnęła się pod noskiem i połaskotała go po pyszczku puchatym ogonkiem, jadąc nim od pyszczka aż po szyję. Poczuła lekki dreszcz podekscytowania, ale wtuliła się w niego z powrotem, słuchając jego słów. - Słyszałam, co zrobił. Nie wiem nawet czy zdaje sobie sprawę z tego, że popełnił coś bardzo głupiego i jednocześnie niebezpiecznego. Ale jestem pewna że pod twoimi skrzydłami będzie z niego dobry wojownik. Wierzę, że nie bez powodu Ćmia Gwiazda ci go powierzyła. - powiedziała i zaczęła czyścić futerko na jego grzbiecie. Nie, żeby wymagało czyszczenia, ot takie zajęcie, głównie dla jej własnej satysfakcji. - Martwię się jednak o Czereśnię. Jak dla mnie nie jest typem kotki, która uciekłaby z Klanu i rozpoczęła samotnicze życie. Myślałam nad małą wyprawą... Jednak teraz jeszcze są te gadożery... nie wspominając o Pożodze. - westchnęła strapiona, opierając o niego głowę. Tak, dużo się działo, a ostatnia ceremonia nie zapowiadała dobrych wieści.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Spróbował pochwycić jej puchaty ogon w zęby, gdy łaskotała go nim po pyszczku. Kiedy mu się udało, uśmiechnął się delikatnie.
- Masz rację. Ćmia Gwiazda przydzieliła mi go bez powodu i zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby wyprowadzić go na prostą - westchnął. Wiedział, że to będzie twardy orzech do zgryzienia, wiedział, że nie będzie łatwo, ale jeśli nie on, to kto? Skoro to jemu przywódczyni przydzieliła tak trudnego terminatora, to oznaczało, że to właśnie on został uznany za odpowiedniego do tego wojownika.
- Jeżeli będziesz chciała, możemy poszukać jej razem. Jak już wszystko się uspokoi. Ale nie rób tego sama. To zbyt niebezpieczne - powiedział spokojnie, rozluźniając się pod wpływem jej pieszczot. Spróbował jakoś się odwdzięczyć i również zaczął układać jej sierść, z tym że on zajął się jej klatką piersiową. - Nie martw się, skarbie. Wszystko u niej w porządku, na pewno - mruknął między liźnięciami. Wiedział, że to niewiele pomoże, ale chciał, żeby wiedziała że mimo wszystko ma w nim wsparcie. I zawsze będzie mieć.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Oczywiście, nikt inny nie nadawał się lepiej do zdyscyplinowania dzieciaka lepiej, niż zdyscyplinowany Skra. Wiedział, jak przywoływać do porządku, chociaż nie musiał tego robić na treningu Jeziora - doskonale wiedziała, jak się zachować i słuchała go, więc nie było żadnego problemu. Gorzej, jeżeli terminator miał jakieś swoje mądrości i przekonania wyssane z łapy, które nawet nie powinny przyjść takiemu bękartowi do głowy.
Zmrużyła oczy, lekko zmęczona, pozwalając Skrze czyścić jej futro. Sprawa Czereśni ciążyła jej na sercu, chociaż starała się tego nie okazywać. Przy swoim partnerze nie musiała jednak udawać i mogła wyżalić mu się ze swoich strachów. - Chciałabym, bardzo. Mam nadzieję, że te wszystkie niebezpieczeństwa znikną jak najszybciej, abyśmy mogli ją poszukać. Wcześniej nie miałam z nią tak dobrego kontaktu, a teraz, gdy zaczęłyśmy się dogadywać... - głos ugrzązł jej w gardle, a ona schowała na chwilę pyszczek w jego ogniste futro. - Nie zostało nas wiele. Wodospad i Mglista zaginęli już wcześniej, podobnie jak i moje starsze rodzeństwo. Jako starszy brat... został mi tylko Barwinek i Ruczaj... Mama i tata... I ciocia... - nie mogła już dłużej mówić. Łzy nabiegły do jej oczu a ona zacisnęła zęby. Nie płakała wcześniej z ich powodu. Nie pozwalała sobie na to - łzy były dla niej wyznacznikiem żałoby a ona nie chciała ich pochować. Wierzyła, że gdzieś tam są, nawet, jeśli szanse na to były bardzo marne. Ciekawe, czy kiedykolwiek dowie się, co stało się z jej rodzicami.
Szybko otarła łzy łapą i wzięła głęboki oddech. Starała się uspokoić swój oddech i bolące serce, opierając się o ukochanego. Babcia... Babcia była teraz dla niej jak rodzice. Barwinek i Ruczaj - jak całe rodzeństwo. O nich musiała dbać. Dla nich musiała być dzielna.
Wyprostowała się i uśmiechnęła do Skry. Już było lepiej. Było... lepiej...
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
- Już, w porządku - mruknął i pomógł otrzeć jej łzy. Przytulił ją mocno i pozwolił, żeby płakała, jeśli czuła taką potrzebę. On sam nie wiedział, co czuła ukochana - z jego najbliższej rodziny wszyscy byli na miejscu, a matka odeszła na Srebrną Skórkę bardzo, bardzo dawno temu. Rozumiał że może jej być z tym wszystkim ciężko, dlatego starał się tu dla niej być i ją wspierać na tyle, na ile potrafi.
- Na pewno kiedyś się znajdą, Jezioro. A wtedy opowiesz im o wszystkim, co się stało pod ich nieobecność, może będziesz mogła pochwalić się naszymi kociętami, swoimi osiągnięciami. Wszystko w końcu będzie dobrze - rzekł, uśmiechając się do niej spokojnie. Nie był pewien, czy to było to, czego właśnie potrzebowała, ale zdecydował się spróbować. Może to chociaż troszkę jej pomoże. - Gdzie lubisz najbardziej? - zapytał, przesuwając czule językiem po jej szyi. Ostatni czas był dla niej ciężki i jeśli mógł jej pomóc w jakiś sposób się odprężyć, to chciał spróbować. Zresztą, warto było wiedzieć co lubi partnerka i jakie miejsca są u niej najwrażliwsze.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Pozwoliła się przytulić. Tak, dokładnie teraz tego potrzebowała - jego. Po prostu jego i świadomości, że jest przy niej, że jest blisko. Że on również jest częścią jej rodziny. Popatrzyła na niego zamglonymi od łzu oczami i uśmiechnęła się. Tak, opowie im o wszystkim. Pokaże swoje kocięta. Wtedy wszyscy będą razem. I będą szczęśliwi. Wszyscy z pewnością wrócą do Obozu. Bezpieczni i cali. - W to właśnie wierzę. Że wrócą. Muszą wrócić. - szepnęła zdeterminowana, wciąż wpatrując się w jego oczy. Ich głębia sprawiała, że zatracała w nich swoją świadomość i zapominała o otaczającym ją świecie. Kiedy ostatnio zrobili sobie taki spacer? Tylko we dwoje? Bez żadnych obowiązków, polowania, patrolu, po prostu we dwoje? Och, nawet nie miała świadomości, jak bardzo jej tego brakowało.
Przymknęła oczy, czując język na szyi. Poczuła dreszcz, gdy przejechał po niej szorstkim językiem, a gdy zapytał ją o ulubione miejsca, zachichotała flirciarsko i odpowiedziała: - Taaak, szyja jest jednym z moich ulubionych miejsc... Ale wiesz, żebyś nie miał za łatwo, pozwolę ci zgadnąć. - otworzyła jedno oczko i wysłała mu zadziorny uśmieszek. Jasne, chciał mieć wszystko gotowe... Nie ma tak łatwo!
Mimo to postanowiła dać mu małą wskazówkę i z uśmiechem trzepnęła uszkiem.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Uśmiechnął się do ukochanej i przytulił do siebie. Sam szczerze wątpił w to, że ich bliscy kiedykolwiek wrócą. Wieczór, czy reszta jego rodziny, zniknęli już tak dawno temu, że szanse na powrót z każdym dniem słabły. To jednak nie było coś, co Księżycowe Jezioro chciała i potrzebowała teraz usłyszeć, absolutnie. Teraz potrzebowała wsparcia i pocieszenia, wiec to właśnie dawał jej syn Bukowej Kory. Gdyby wiedział, że wystarczyło spojrzenie w jego bursztynowe oczy, aby zapomnieć o troskach, nie odrywałby od niej wzroku. Dla niego również byłoby to odprężające, bo oczy Jeziora były nieziemsko piękne i hipnotyzujące. Uznał jednak, że oboje czuliby się niezręcznie, gdyby cały czas siedzieli w siebie wpatrzeni.
Bez słowa przeszedł do delikatnego muskania językiem jej szyi, skoro tak bardzo to lubiła. Starał się być przy tym delikatny, może nawet trochę zmysłowy, aby sprawić jej jak największą przyjemność. Od szyi poszedł w górę przechodząc przez jej pyszczek, policzek, skroń aż w końcu znalazł się przy uszach, wyłapując rzecz jasna wskazówkę.
- A tu? - spytał półszeptem, delikatnie podgryzając jej ucho. Nigdy by nie przypuszczał, że nawet coś takiego może na niego zadziałać, że może to aż tak pobudzić zmysły. Miał nadzieję, że ukochana odczuwa to tak samo jak on, jeśli nie lepiej, bo o to przecież chodziło.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Przymknęła oczy, pozwalając, aby utulił ją do siebie. Wiedziała, że szanse są marne - sam fakt, że jej matka nie była kimś, kto opuściłaby swoje potomstwo ot tak. Jej ojciec... był dla niej niewiadomą, bo ledwo go pamiętała, ot jakaś ledwo ruda smuga w je pamięci. Jakkolwiek marne były szanse na ich ponowne zobaczenie, tak Jezioro starała się nie dopuszczać do siebie tej myśli - nie w tym momencie, bo teraz mogłaby się zupełnie załamać. Wolała żyć nadzieją, kierować się tym, że przecież niektórzy wracali po dłuższym czasie, że los przygotowywał różne przygody i być może uda im się spotkać ponownie.
A być może i nie.
Z tych mrocznych myśli wyrwał ją język partnera, który celnie wędrował po jej ciele, wywołując u niej ciche mruczenie, aż w końcu głośno zachichotała, czując na swoim uchu jego zęby. Sprytny chłopak, złapał wskazówkę w mig. - Taaak, tutaj jest... przyjemnie. Zastanawiałam się... - zamyśliła się na chwilę, przywołując wspomnienie - Co ty czułeś, gdy wtedy, podczas tego sparingu, zrobiłam podobny gest? Byłam wtedy pół przytomna i pozwoliłam sobie na za dużo, ale... zbyt mętnie pamiętam twój wyraz twarzy a jestem szalenie ciekawa... co wtedy pomyślałeś?... - zamruczała nisko, lustrując go spojrzeniem i rysując esy floresy końcówką ogona na jego boku.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Jej mruczenie niesamowicie na niego działało. Czuł, jak robi mu się gorąco, jak jest mu... po prostu dobrze z tym, że jest w stanie sprawić jej taką przyjemność tak drobnym gestem. Uśmiechnął się, gdy powiedziała, że jej przyjemnie, ale przestał, gdy zadała pytanie. Potrzebował chwili, by ułożyć sobie w głowie odpowiedź, w dodatku taką, która w żaden sposób jej nie urazi. Bo to, co poczuł było wyjątkowo... ciężkie do opisania.
- Przede wszystkim, byłem zdziwiony. I trochę speszony - przyznał niechętnie, czując jak robi mu się cieplej na samo wspomnienie. - Już wtedy zaczynałem zauważać, że dostrzegam w tobie rzeczy, na które nie powinienem zwracać uwagi u przyjaciółki. Spodobało mi się to. Ale od razu się za to skarciłem, bo nie wypadało mi myśleć w taki sposób o tobie. Takiego wtedy byłem zdania. - dodał. Teraz również nie wypadało mu patrzeć na nią jak obiekt pożądania, ale nie czuł się już źle z tym, że dostrzega jej walory estetyczne, że mu się podoba, że uważa ją za piękną.
Wrócił do tego, co robił, tym razem z ucha przenosząc się na głowę, a z głowy na kark, który również, tak jak ucho, delikatnie podgryzał, ciekaw reakcji. Spodoba jej się? A może każe mu przestać? Wszystko jak dotąd sprzyjało takim pieszczotom, ich uczucie, pogoda... Skrzące Słowo jednak pilnował się, by nie pójść za daleko. Pomimo tego, jak to wszystko na niego działało, powstrzymywał się. Dla Księżycowego Jeziora i jej komfortu.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Czuła bijące od niego ciepło, jednak nie widziała w tym swojej zasługi - uznała po prostu, że dopisująca pogoda i jego obfite futro odpowiadało za to, że wytwarzał takie pokłady ciepła. Nie przeszkadzało jej to ani trochę - lubiła jego zapach, lubiła jego ciepło, ba! potrzebowała jego ciepła. Jej iskierki w oczach lekko przygasły, słysząc odpowiedź, jednak mimo to uśmiechnęła się - spodziewała się tego, na tamtym etapie ich znajomości wszystko zaczęło kiełkować, dlatego nie mogła winić go, że był tak zmieszany jej gestem. Zwłaszcza, że nic mu wtedy nie wyznała.
Pozwalała się podgryzać, czując w co niektórych miejscach dreszczyk ekscytacji, pożądania, czegoś, co wręcz błagało ją, aby popchnąć to dalej. Czy jednak to był głos rozsądku? Zdecydowanie nie. Wiedziała, że chce to przemyśleć i wybrać odpowiedni moment na ciążę, jednak teraz wszystko mówiła, że w sumie - po co czekać? Pożądanie to bardzo niebezpieczna rzecz.
Mruczała nisko z przymkniętymi oczami, aż w końcu wyprostowała się i ruchem pełnym gracji, a jednocześnie nieśpiesznym ujęła w zęby jego uszko podobnie, jak zrobiła to wtedy podczas walki. Zrobiła to delikatnie i wręcz zmysłowo, a po chwili szepnęła prosto do tego ucha: - A teraz co czujesz?
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Śpiewy ptaków powoli ucichały, wraz z zanikającym za horyzontem słońcem, albo po prostu zostały zagłuszone pomrukami zarówno Księżycowego Jeziora, jak i jej partnera. Oboje dali się ponieść, oddali się pieszczotom i nawet nie zauważyli, gdy zrobiło się tak namiętnie i gorąco. Skrzące Słowo czuł, jak przechodzi go przyjemny dreszcz, gdy ukochana złapała go ucho, a gdy do niego wyszeptała... naprawdę trudno było mu nad sobą zapanować. Czuł jednak, że w dalszym ciągu ma nad sobą pełną kontrolę i nie pozwoli, żeby pożądanie, nawet jeśli silne, wzięło górę.
Pozwolił sobie na nią naprzeć i powalić na grzbiet, by móc nad nią stanąć, mając ją między swoimi łapami, pod sobą.
Ci teraz czuł? Niesamowity wachlarz emocji, który ciężko było opisać, ale jeśli musiał wybrać tę jedną, dominującą rzecz...
- Że pragnę cię bardziej niż kiedykolwiek - wymruczał, na chwilę tonąc w jej oliwkowych oczach. Następnie wrócił do tego, co robił przed chwilą - do sprawiania jej przyjemności. Tym razem jednak, biorąc pod uwagę jej pozycję, pozwolił sobie zacząć od szyi, by następnie zejść coraz niżej, muskając ją językiem po brzuchu, ciekaw, czy tam też jej się spodoba.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Cała natura działała na ich korzyść - jakby sama pchała ich w tamtą stronę. Niebo zakryło błękitną jasność jakby starała się otulić ich płaszczem prywatności i dać im czas i miejsce tylko dla siebie. Zmrużyła oczy z uśmiechem pełnym zadowolenia widząc, jak działała na niego - bo tak samo on działał na nią. Mieli wobec siebie równe szanse i tańczyli wokół siebie, drażniąc się ze sobą i pobudzając, wręcz torturując siebie nawzajem.
Widziała jak walczył ze sobą. Sapnęła gwałtownie, zaskoczona, gdy przewrócił ją na grzbiet, jednak uśmiech nie schodził z jej twarzy. A gdy popatrzył w jej oczy...
Zapomniała o całym świecie. Mogła patrzeć w jego ciemnożółte oczy. Oczy, które wystarczyły jej, aby żyć. Dopóki te oczy patrzą na nią, nic nie jest jej straszne. Niczym się nie załamie. Niczym się nie zasmuci. Dopóki one patrzą na nią...
A gdy zaczął ją lizać niżej, nagle skuliła się, wybuchając śmiechem. - Aaa, aaahaha! To łaskocze, przemsań, haha! - pisnęła, turlając się na bok i ocierając łezkę z kącika oka. Nawet nie wiedziała, że miejsce na jej brzuchu jest tak czułe, a może to po prostu przez Skrę? Mimo to otworzyła oczy z powrotem, wciąż roześmiana, patrząc na swojego partnera. - Nie masz litości nade mną... Będę musiała znaleźć takie miejsce u ciebie, bo inaczej załaskoczesz mnie na śmierć, a ja nie będę mogła się zemścić! - zachichotała i przeturlała się z nim na bok, tym razem lądując na nim i liżąc go po szyi.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Pomimo tego, że Księżycowe Jezioro mu nie odpowiedziała, domyślił się, że po jej głowie krążą podobne myśli. Jedyne co ich powstrzymywało, to zdrowy rozsądek i świadomość tego, jak może się to skończyć, a kocica nie była jeszcze gotowa na konsekwencje. Zdziwił się lekko, gdy przewróciła się bok i pociągnęła go ze sobą, by następnie zająć miejsce na górze i zacząć smyrać go po szyi. Nie zamierzał jednak na taki obrót spraw narzekać i pozwolił się oddać przyjemności, mrucząc przy tym. Granotowo-pomarańczowe niebo tylko dodawało temu wszystkiemu klimatu, a gromadzące się na niebie gwiazdy miały niesamowity urok.
W którymś momencie sięgnął do jej ucha i złapał za nie delikatnie tak, jak ona wcześniej złapała jego.
- A ty co teraz czujesz? - zapytał z błyskiem w oku, wpatrując się w jej oliwkowe tęczówki. Był tak piękne, że mógłby przysiąc, iż wszystkie gwiazdy z nieba przeniosły się właśnie tam.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Czy w sumie coś jeszcze ich powstrzymywało? Jezioro ewidentnie miała słabszą silną wolę od Skry i w tym momencie walczyła z własnymi myślami. Zaczynała kłócić się sama ze sobą, przekonywać samą siebie po czym z powrotem łajać za takie myśli, a to wszystko w akompaniamencie szorstkiego języka Skry, który wędrował po jej ciele i rozpraszał myśli co sekundę. A gdy jeszcze słyszała jego pomruki, już nie wiedziała, czy to idzie w dobrym, czy też bardzo złym kierunku.
Pisnęła cichutko, gdy znowu złapał za jej uszko, a jej piśnięcie zmieniło się w cichy pomruk aprobaty, a gdy usłyszała pytanie...
Wcisnęła pyszczek w jego szyję, jakby chciała się zakopać ze wstydu i szepnęła: - Czuję, że tracę nad sobą panowanie i jeszcze trochę, a rzucę się na ciebie i pożrę żywcem. I nawet nie będę się nad tym dwa razy zastanawiać. - szepnęła najprościej i najszczerzej jak potrafiła. Tak właśnie było - wzbudzał w niej tyle emocji, zwłaszcza na tej zmysłowej randce, że mógł zauważyć, jak podczas jej mówienia wręcz dygotała z podekscytowania. Uniosła pyszczek i spojrzała Skrze prosto w jego iskrzące od gwiazd oczy.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Serce zabiło mu szybciej po jej odpowiedzi. Pozwolił sobie utonąć w jej oczach na dłuższą chwilę i gdy zaczął zdawać sobie sprawę z tego, jak bardzo w tej chwili jej pożąda, zresztą ze wzajemnością, przytulił ją mocno do siebie. Była niesamowicie urocza i rozkoszna, kiedy była taka zawstydzona, o czym świadczyło chociażby to, że musiała się schować, żeby powiedzieć mu o tym, co czuje. Była także tylko jego i choć teraz zrobiło się między nimi gorąco, to takich okazji z pewnością będzie także więcej.
- W takim razie przestańmy. Wrócimy do tego, gdy będziesz gotowa - wymruczał jej do ucha i poluzował uścisk. Gdyby tylko wiedział, że jest gotowa, że chce tego, że mają założyć rodzinę... nie zawahałby się. Teraz jednak nie mógł oddać się żądzy. Tak samo zresztą Księżycowe Jezioro. Należało przestać tu i teraz, zatrzymując się na niewinnym przytulaniu i wspólnym patrzeniu w Gwiazdy. Byli przecież odpowiedzialni.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Wiedziała, że ta chwila była decydująca. Gdy patrzyli tak sobie w oczy, wiedziała, że są teraz na krawędzi podjęcia decyzji i doskonale zdawała sobie sprawę, że pożądanie, jakie czuł Skra, wcale nie było mniejsze od tego, jakie czuła ona. I wtedy... przytulił ją do siebie. Wszelkie napięcie w jej mięśniach ustąpiło, a ona poddała mu się bezwiednie, pozwalając mu, aby docisnął ją do swojej piersi. Tak... tak było jej dobrze. To nie jest decyzja, przy której powinni dać się porwać emocjom - i na szczęście Skra o tym wiedział. Obojgu było ciężko, ale... jeszcze trochę. Muszą poczekać jeszcze trochę.
Jezioro chciała poczekać jeszcze tylko chwilę. Aby nosić swoje przyszłe dzieci z pewnością i w poczuciu tego, że będą bezpieczne. Że żadna Pożoga, żaden Wicher ani żadne inne huragany nie przysłonią im słońca. Ani nie odbiorą życia.
Odetchnęła, wdychając zapach jego futra prażonego słońcem i podniosła łebek. Uśmiechnęła się delikatnie, po czym szepnęła do niego: - Będę. Będę gotowa niebawem. Gdy zagrożenia miną... Nic nie będzie nam stało na przeszkodzie. - szepnęła do niego czule, łapka przeczesując jego dumną pierś. Będzie chciała porozmawiać o tym z babcią Kos - o tym, jak być matką. Jak być dobrą matką. Jak ona sobie radziła i jak wiedziała, że chce mieć potomstwo. I tak po prostu - chciała z nią porozmawiać. - Piękne jest niebo tej nocy. Mam wrażenie, jakby gwiazdy świeciły mocniej niż kiedykolwiek indziej. - szepnęła, wpatrując się w konstelacje, zastanawiając się, czy są obserwowani. Bezwstydni przodkowie!
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »