Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Posłała Skrzącej Łapie delikatny uśmiech, którym równocześnie wyraziła całą wdzięczność, nie chcąc go już zamęczać słowami. Bo mimo wszystko i tak zawsze będzie mu wdzięczna, że nie zareagował jakkolwiek inaczej, tylko faktycznie od razu jej pomógł, biorąc wszystko na barki. Sądziła, że nie każdy kot by się na to zdobył, chociaż nie znała właściwie większości kotów w jej klanie, tak bliżej, więc też nie mogła oceniać, tak właściwie.
Może to pocieszenie nie było zbyt udane, albowiem kotka delikatnie się skrzywiła, słysząc jego słowa i zdając sobie sprawę, że faktycznie, kotka może tylko patrzeć na nią z góry, a nie właściwie do niej przyjść, żeby Wióra mogła się w nią wtulić i pożartować sobie, aczkolwiek... Nie było to też najgorsze pocieszenie, o dziwo, albowiem ruda wiedziała, że, cóż, Szarotka jej nigdy nie opuści. Będzie w jej sercu, a także... No, właśnie na Srebrnej Skórce, skąd teraz ją obserwuje, a gdzie w przyszłości się spotkają. One dwie, a także, kto wie, reszta rodziny Wiewiórki, która zniknęła? I, cóż, musiała przyznać, że faktycznie z każdym wschodem słońca czuła się nieco mniej załamana, aczkolwiek nadal czuła ból, gdy pomyślała o szylkretowej kotce i że już jej nie ma.
- Masz rację - mruknęła tylko, delikatnie przygryzając znów dolną wagę i wypuszczając ciężko powietrze przez nos. Musiała się z tym w końcu pogodzić, nie ma wyjścia. Jej rozpacz nie wróci Szarotki i dobrze o tym wiedziała, a mimo to... Cóż.
Faktycznie, Skrząca Łapa nie był na wielu treningach z nowym mistrzem, aczkolwiek Wióra koniecznie chciała zmienić temat, no i w sumie, byli już na jednym treningu, więc być może bury potrafił już coś powiedzieć o mistrzu. Cokolwiek pozytywnego, negatywnego? Słysząc, że Skra jest zadowolony, kiwnęła głową. To dobrze. Nie wiedziała, w czym zawinił Sokole Skrzydło, czy Skra, że dostał nowego mistrza, ale grunt, że kocur był całkiem zadowolony z wyboru.
- Wiadomo. Chciałam tylko wiedzieć... Czy wiesz, bardziej ci odpowiada, ale skoro tak, to się cieszę - mruknęła, znów wyginając delikatnie kąciki pyska w uśmiechu. Miała nadzieję, że poprzez ten temat, wskoczą jakimś cudem na jakiś bardziej przyjemny, ale póki co... Szczerze, nie miała pomysłu o czym jeszcze zagadać, więc milczała, ponownie.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Nie ciągnął dłużej tego tematu, skoro Wiewiórczy Skok tego nie robiła i pozwolił, by umarł śmiercią naturalną. Nie było sensu go dalej poruszać, skoro oboje nie chcieli o tym mówić. Skrząca Łapa co prawda nie miał nic przeciwko - rozmowa o śmierci nie była dla niego niczym ciężkim, nawet jeśli chodziło o śmierć własnej matki, ale szanował to, że ruda wojowniczka miała inaczej. W końcu była kocicą. Była krucha, delikatna i wrażliwa.
— Oczywiście, tak, odpowiada mi — mruknął, idąc u boku córki Ognistopręgiej. Nie wiedział co jeszcze mógłby powiedzieć, jaki temat jeszcze poruszyć, więc przez dłuższą chwilą szli w ciszy, o ile Wiewiórka nie zdecydowała się jej przerwać.
Dopiero po dłuższym czasie do rdzawego łba wpadł pewien pomysł. Niby banalny, ale jednak nie oczywisty, bo nie pomyślał o tym od razu.
— A tobie odpowiadają twoi terminatorzy?
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Dopasowanie mistrza i terminatora było sprawą zapewne dość trudną, albowiem jeśli dwa koty kompletnie do siebie nie pasowały, to cóż, trening mógł iść albo bardzo opornie, albo właściwie w ogóle. Ciekawiła się, co też wpłynęło na to iż Czerwona Gwiazda zdecydowała się zmienić Skrzącej Łapie mistrza - decyzja Sokoła? A może właśnie Skry? Cóż, nie zamierzała oczywiście wnikać, nie należała do kotów, które koniecznie chciały wszystko wiedzieć, jeśli chodzi o takie rzeczy jak zmiana mistrza nauczyła się już, by nie wpychać swojego nosa tam, gdzie nie powinna, po ostatnim, gdy spytała Szkarłatną o jej poprzednią mistrzynię a ta zwyczajnie się rozpłakała. Zresztą, jeśli dany kot nie mówi o niektórych rzeczach to znaczy, że raczej nie życzy sobie, żeby o tym rozmawiać, prawda? Prawda. Więc, w większości wypadków, zwyczajnie czekała, aż kot ów sam się wygada. Nie zamierzała więc naciskać, krótko skinęła głową i tyle - skoro się dogadują, w porządku.
Zaś na pytanie burego terminatora delikatnie drgnęła. Cóż, nie mogła powiedzieć, by odpowiadali jej wszyscy. Z tych, których aktualnie trenowała, cóż, Kleszcz był kotem mocno specyficznym do którego do teraz nie wiedziała jak konkretnie podejść, a Wieczór? Cóż, był bardzo ambitny i pomysłowy, więc wiązała z nim ogromne nadzieje! W zasadzie, to tak. Nie mam z nimi... Większych problemów - mruknęła po chwili, by za chwilę dodać, przypomniwszy sobie, że jeden z jej terminatorów jest bratem kocura z którym rozmawiała: - Szczególnie podobają mi się treningi z Wieczorem... Wiesz, jest bardzo... Pomysłowy, ambitny... Myślę, że może dojść daleko.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Czy prawdą było to, co myślała Wiewiórczy Skok? Nie do końca. Skrząca Łapa nie rozwinął swojej wypowiedzi odnośnie mistrza, ponieważ nie został o to wprost zapytany. Kocur nie należał do wylewnych, toteż w trakcie rozmowy należało go prowadzić i ciągnąć za język do granic możliwości. Nie zdradzał on konkretów, póki nie był o nie proszony, najzwyczajniej w świecie uznając, iż nie są one konieczne do opowiedzenia. Cóż, ile kotów, tyle opinii i poglądów na dane tematy.
Strzepnął uchem na wieść o bracie. Oh, jak dobrze, że przynajmniej jeden. Choć doskonale wiedział, że Wieczór nigdy nie będzie w stanie mu dorównać, jak zresztą żaden kot w klanie, bo to właśnie on był wybrańcem i to on będzie najlepszy, to jednak dobrze było usłyszeć, że i reszta rodzeństwa nie próżnuje. To bardzo dobrze.
— A jak sobie radzi na treningu? Ostatnio wydaje mi się być nieco... nieobecny.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Wiewiórka zawsze była zdania, że jeśli ktoś na jakiś temat nie mówi, to nie należy drążyć, albowiem może on być jakkolwiek drażliwy i popsuć humor drugiego kota - jak kiedyś, gdy spytała o to samo Szkarłatną. Nie wiedziała wtedy, że jej poprzednia mistrzyni, Mleczny Kieł, została rozszarpana przez lisa i to dlatego jej ruda kopia musiała mieć zmienionego mistrza. Ot, myślała, że jej mistrzyni średnio się przykłada, więc zagaiła na ten temat, a niedługo potem musiała sprostać konsekwencjom, którymi był właśnie płacz kotki i jej chwilowe rozpaczanie na ten temat. Teraz więc, do takich spraw podchodziła nieco... Ostrożniej. Niby wiedziała, że Sokół miał się fizycznie dobrze, bo raczej nic mu nie dolegało, skoro dał radę przyjść na ceremonię, ale kto wie? Może miał jakiś... Ym... Może nie kaszel, ale coś innego? Nie zwróciła uwagi na to, jak odszedł rozgniewany, zatopiona we własnych myślach, więc cóż, nie połączyła faktów.
Na wspomnienie Wieczora mimowolnie delikatnie się uśmiechnęła. Och, czarny kocur sprawiał się bardzo dobrze, nie robił na treningu żadnych problemów, bardzo ładnie walczył i, cóż, sporo pamiętał z nauk, więc właściwie nie mieli za dużo do przerobienia, a to co mieli, można powiedzieć - szło w błyskawicznym tempie! Zostało im naprawdę niewiele i Wiewiórka była dobrej myśli, jeśli chodzi o szybkie zakończenie tego treningu.
- Radzi sobie bardzo dobrze. Szybko przyswaja potrzebną wiedzę i właściwie, sporą część przerobił już na naukach i cieszy mnie, że pamięta to do dzisiaj, na pewno sporo nam to ułatwi. I, w jakim sensie nieobecny? Nie zadaje się z wami? - zagadnęła, zerkając w stronę kocura. Jeśli nie chciał o tym mówić - w porządku - ale zaciekawiło ją to. Wiedziała już, że nie każdy uważa swojej rodziny za najważniejsze koty w życiu, ale ona właśnie tak sądziła i bolało ją, ilekroć słyszała, że rodzeństwo nie jest blisko ze sobą i rodzicami.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Kiedy ostatnio z nim rozmawiałem, pod koniec wydawał się nieco nieobecny. Ponadto, nie było go na ostatniej ceremonii. Myślisz, że jesteście ze sobą na tyle blisko, by poinformować cię o tym, gdyby coś go trapiło? — zapytał, przypominając sobie końcówkę ich ostatniej rozmowy. Dodatkowo zaniepokoił go także fakt, iż brata nie było na ostatniej ceremonii i zastanawiał się, czy Wiewiórczy Skok posiadała na ten temat jakieś informacje. Bury nie był z Wieczorem na tyle, by ten mu się żalił z jakichś problemów, ale może z mistrzynią miał nieco cieplejsze relacje?
Skra, nawet jeśli tego jakoś specjalnie nie okazywał, martwił się i stale obserwował swoje rodzeństwo, czując, że jako najsilniejszy i najlepszy, a przede wszystkim jako wybrany, zobowiązany jest do tego, by niejako sprawować nad nimi pieczę, momentami nawet bardziej, niż ojciec. Być może było to głupie, ale cóż, taki właśnie był bury syn Bukowej Kory.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Zmarszczyła delikatnie brwi słysząc wypowiedź kocura. Nieobecny? Według niej nie było czym martwić się w przypadku Wieczornej Łapy, ale może faktycznie coś w tym było? Może na treningach zachowywał się normalnie, a poza nimi szlajał się smutno w obozie, a ona niczego nie zauważyła? Jako jego mistrzyni? Znów się nie spisała w tej roli? Nie zauważyła, że coś jest nie tak tylko dlatego, że potrafił to ukryć, a ona mu uwierzyła? Niee, chyba zauważyłaby że coś jest nie tak, prawda? Ale on zachowywał się raczej normalnie. Hm. Zastanawiające. No i, faktycznie, nie było go na ceremonii. Nie uważała tego jednak za coś karygodnego - mógł akurat... Gdzieś pójść? Albo spać? Co prawda, wolała żeby nie włóczył się samotnie po terenach, mimo iż umiał walczyć, bo nauczył się tego całkiem sprawnie, ale jednak. Nikt właściwie nie kazał mu zjawić się na tej ceremonii, ale jeśli jego własny brat uważał to za znak do niepokoju, to może coś w tym było?
- Nie wiem szczerze. Mogłabym go zapytać na następnym treningu czy coś go gryzie - odmiauknęła tylko, delikatnie podnosząc głowę i spoglądając na tereny przed nimi. - Właściwie ciężko mi określić jak "blisko" jesteśmy, czy w ogóle powiedziałby mi, gdyby coś go gryzło, nie jestem w stanie powiedzieć - dodała jeszcze, uderzając niepewnie ogonem po piętach. Teraz poważnie zaczęła się martwić, a to nigdy dobry znak. W takim razie będzie musiała porozmawiać z czarnym kocurem i dowiedzieć się, czy po prostu taki jest - nieco wyobcowany i w tyle, jak ona w jego wieku, i czasami do dzisiaj, czy... Coś mu dolega.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Rozumiem — odpowiedział, zauważając, że fakt, iż wojowniczka mogłaby nie być na tyle blisko z terminatorem by faktycznie powiedział jej, gdy coś jest nie tak, nieco ją zestresował. Przynajmniej w taki sposób zinterpretował nerwowo uderzenie ogonem.
— Mistrz i terminator nie muszą być najlepszymi przyjaciółmi. To nic złego, jeśli by ci nie powiedział. Mnie, najprawdopodobniej, także by nie poinformował, gdyby coś go gryzło, a przecież jesteśmy braćmi — spróbował jakoś pocieszyć Wiewiórczy Skok, nawet jeśli teoretycznie nie miał ku temu żadnego powodu, bo tak naprawdę mogła przecież w ogóle nie być smutna, czy jakkolwiek zła z tego powodu.
Skra uważał Wieczora za kota dość specyficznego i nie potrafił go do końca zrozumieć. To samo zresztą mógłby powiedzieć o Goryczce, czy Gąsce. Większość jego rodzeństwa była... specyficzna, przynajmniej w mniemaniu rdzawego, bo jakby się nad tym dłużej zastanowić, to jego także można by zaliczyć do tych "niecodziennych" osobowości.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Wiewiórka strasznie lubiła większość swoich terminatorów. Mimo tego, że Żądełko nie była dla niej najmilsza pod słońcem, to ruda darzyła ją ciepłym uczuciem, albowiem od Burzowego Nieba dowiedziała się o jej przeszłości, że właściwie kotka urodziła się poza klanem, więc i widocznie była niegdyś samotniczką. Tak samo bardzo lubiła Szczupaka, który nieco obawiał się tego, co pomyśli o nim reszta klanu ze względu na jego bliznę, darzyła sympatią Karaś, która zadawała bardzo, bardzo dużo pytań na uderzenie serca, najczęściej takich, na które ruda nie umiała odpowiedzieć. Tak samo lubiła Świetlik, która mimo wychowywania kociaków, sprawnie przeszła cały trening do końca, oraz Wieczora właśnie, który bardzo sprawnie się uczył i był bardzo pomysłowy. Jedynie Kleszcz póki co najwidoczniej próbował z całych sił ją do siebie zniechęcić, szczególnie że czasami zdarzało mu się nie przychodzić na treningi. Więc ona darzyła swoich terminatorów bardzo ciepłymi uczuciami, jakby każdy z nich, już z chwilą przydzielenia jej, stawało się swego rodzaju jej przyjaciółmi. I właściwie, byłoby jej niezwykle miło, gdyby w jakikolwiek sposób było to odwzajemnione.
- Hmm? - mruknęła, odwracając spojrzenie w stronę burego terminatora, delikatnie strzygąc uchem. Czyżby czarny kocur był aż tak skryty w sobie, że nawet rodzeństwu niespecjalnie chciał się spowiadać na jakikolwiek temat? Cóż, nie żeby nie znała tego uczucia, ale czasami lepiej się zwyczajnie wygadać, niż po prostu wszystkich naokoło, cóż, martwić. - Mam tylko nadzieję, że nic mu nie jest. W sensie, że nie ma jakiś problemów, które chce ukryć przed innymi.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Mogę się go spytać i przekazać ci to, czego się dowiem. Mimo wszystko jestem jego bratem, a jeśli nie jesteś pewna waszej relacji to może lepiej będzie, jeśli porozmawia z nim ktoś z rodziny — zaproponował, absolutnie nie chcąc brzmieć niemiło. Uważał po prostu, że jeśli Wiewiórczy Skok nie wie na jakim poziomie stoi jej relacja z Wieczorem, to może lepiej będzie, jeśli o ewentualne problemy w życiu spyta go ktoś z rodziny. Jest szansa, że zostanie to o wiele lepiej przez czarnego kocura odebrane i faktycznie zdecyduje się Skierce coś powiedzieć, ale istniała także szansa, że i bratu nic nie powie. To była ruletka i tylko od Wiewiórczego Skoku zależało, co zrobi kocur. Wszakże nie zamierzał nękać brata, gdy wojowniczka mimo wszystko zadeklaruje chęć przegadania z nim tego tematu. Bo po co.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Chwilę milczała, jakby analizując to, co powiedział Skra, by po chwili pokręcić głową z delikatnym westchnieniem.
- Nie, wiesz co, jeśli nikomu nic nie powiedział, że coś go gryzie, ani nic w tym stylu, to może po prostu nie chce o tym mówić - zaczęła powoli. - Nie ma co naciskać, gdyby chciał powiedzieć pewnie by to zrobił - uzupełniła, delikatnie uderzając ogonem o pięty, tym razem jednak z bezsilności. Nie czuła się dobrze, gdy koty dookoła niej miały zły humor z jakiegoś powodu, a z tego co mówił Skra, Wieczór jest dość wycofany ze społecznego życia i ogólnie nie czuje się najlepiej. Nie podobało jej się, by czarny kocur musiał jakkolwiek cierpieć, kto wie, może samotnie, ale nie chciała też na siłę dowiadywać się co go gryzie, jeśli nie chciał nikomu o tym mówić. To była jego sprawa, czy się tym podzieli, i jeśli nie będzie chciał powiedzieć nikomu z własnej woli, że coś mu jest, to nie było co naciskać. Skoro nikomu o tym nie powiedział to widocznie nie życzył sobie, by ktoś o tym wiedział. I tyle. Sama nie chciałaby, by z niej ktoś na siłę wyciągał informacje; chociaż ona raczej nie była typem, który wszystko w sobie ukrywał, gdy ktoś naciskał, zwyczajnie poddawała się temu.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Jak uważasz — odparł, nie chcąc się z wojowniczką kłócić, szanując jej zdanie. Sam jednak uważał nieco inaczej i wychodził z założenia, że nawet jeśli Wieczór nie przyszedł do niego po to, by wypłakać mu się na ramieniu, to nie znaczy że nie chce rozmawiać o swoich problemach. Równie dobrze może o nich nie mówić dlatego, iż boi się, że będzie się narzucał, czy po prostu nie jest pewny czy może. Opcji było naprawdę wiele.
Dalej spacerowali sobie po terenach w tempie raczej spokojnym, co jakiś czas poruszając jakieś neutralne tematy. I właśnie w ten sposób minął im czas, bo nim się spostrzegli, było już tak późno, że należało wracać do obozu, co Skrząca Łapa uczynił, pozwalając Wiewiórczemu Skokowi zdecydować, czy chce wracać z nim czy chce się udać na jakieś polowanie.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Wiewiórka była specyficzna, jeśli o takie rzeczy chodzi. Naprawdę uważała, że jakby ktoś miał jakiś problem, z którym potrzebowałby pomocy - to by powiedział. Sama raczej nie dzieliła się swoimi problemami i dziękowała Gwiezdnym, gdy inni nie naciskali i dawali jej wolną łapę na temat tego, czy chce się nimi podzielić czy nie, woląc po prostu... Je zignorować w chwili rozmowy z innymi, bo wtedy jakoś było jej lepiej. Wieczór mógł być inny w tym wypadku, mógł woleć, jak ktoś pyta go co go boli, aczkolwiek... Ruda wojowniczka niespecjalnie chciała wnikać, póki co. Może faktycznie jak będzie chciał się podzielić tymi problemami, to to zrobi, a jak nie, to nie, cóż.
Całkiem przyjemnie rozmawiało jej się ze Skrzącą Łapą, zdążyła obdarzyć go sympatią, tak więc faktycznie, rozmawiając z nim na takie luźne, niezobowiązujące tematy, czas minął jej bardzo szybko, i nim się spostrzegła, czas był, by wrócić do obozu. Jednak gdy kocur zapytał czy chce wracać do obozu czy odbyć jeszcze krótkie polowanie - natychmiast odpowiedziała, że jeszcze chwilę zapoluje. Miło będzie jeszcze zapolować nim wróci do obozu, a przy okazji odhaczyć swoje codzienne powinności, by po powrocie móc się, heh, bardziej poobijać.
Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
Propozycja jaką złożyła mu Kosowa Pieśń, zastanawiała go. Niby było to zwykła propozycja, wspólne polowanie, ale Sokole Skrzydło czuł, że... za tym mogło się jeszcze coś kryć, jednak nie był przekonany do końca co. Toteż, kiedy wojowniczka pożegnała się ze swoim nowym nabytkiem, a syn Jastrzębicy był gotowy to opuszczenia obozu; oboje przekroczyli Ciemny Szlak i już po kilku uderzeniach drogi do miejsca które wskazała Kosowa Pieśń, wypalił. XX— Pozwolisz Kosssowa Pieśni, że zadam Ci jedno pytanie. Po co tak właściwie zabrałaś mnie na polowanie? Czyżbyś miała do mnie jakąś ważną sssprawę? Bowiem nie uwierzę, że twoja propozycja padła ot tak, ssskoro dobrze wiedziałaś, iż niedługo mam wybrać się na ssspacer ze Śliwkową Pestką. — mruknął, wpatrując się lodowatymi ślepiami w czarną kocicę, przy której jeszcze chwilkę temu siedział. Zastanawiał się, czy jego podejrzenia są prawdziwe i czy się przypadkiem nie pomylił, sugerując, że to nie może być zwyczajna propozycja. Jedno było pewne. Nie pasowało mu to, że wojowniczka zaproponowała mu to tuż przed spotkaniem ze Śliwkowa Pestką, która jak dobrze wiemy, przeprowadzała właśnie rozmowę w Słonej Grocie razem z Małą Łapą i Czerwona Gwiazdą. Majtnął kudłatą kitą na boki i czekał wciąż nie zdejmując wzroku z postaci rodzicielki Owocówki.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
- To są aż dwa pytania, Sokole - uśmiechnęła się ciepło - Pozwolisz, że daruję sobie formalności? - pamiętała go jeszcze jako kocię, tak samo jak Burzyka i Huka. Mówienie po „wojowniczemu”... sprawiało że bolał ją fragment serduszka, ten, który zajął Burzyk, gdy tak żałośnie szukał Jastrzębicy zimowym wieczorem. Uświadamiał jak dawno młody zginął. Wojownicze miano Sokoła było wskazaniem jak czas szybko płynie. Bardziej nawet odczuwała tę zmianę, niż dorastanie własnych dzieci, do których przecież i tak zwracała się po kocięcemu.
- Jesteś przyjacielem Śliweczki - powiedziała lekkim tonem - Chciałam cię poznać. Znałam Burzę, znałam Huka - uśmiechnęła się smutno, bo to był ten moment, który mógł obudzić złe wspomnienia u kocura - z tobą nie miałam okazji się zapoznać, gdy byłeś młodszy - dokończyła delikatnie.
- Śliwka cię lubi. Bardzo - znów się uśmiechnęła. Gładko przychodziło jej nie mówienie wprost, aż sama się zaskoczyła - Czemu polowanie? Bo i tak miałam się na nie wybrać, więc czemu nie zabrać towarzystwa. Czy mam ważną sprawę? Nie wiem. A powinnam? Co do pory i pytania od razu, nawet jeśli masz później spotkanie, wiesz jak ciężko czasem znaleźć kogoś w obozie, gdy ma się obowiązki. Wykorzystałam okazje, że akurat byłeś obok - wyjaśniła mniej więcej swoje postępowanie. Teraz wystarczyło czekać. Czy będzie się krył? Może powie wprost? Może okaże się, że za tym lodowym spojrzeniem kryje się coś, co pozwoli Śliwce być szczęśliwą na zawsze? Czy może jednak Sokół jest taki jak mówiła Chaber i trzeba będzie mu pogrozić paluszkiem?
Przy okazji dotarli w okolice Trawiastej Doliny i Kos z przyzwyczajenia rozglądała się za zwierzyną. Nie przyszła tylko na pogaduszki.