Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
Słysząc uwagę ze strony Kosowej Pieśni, a także skrócenie jego imienia do kocięcego zmarszczył delikatnie na kilka uderzeń serca grzbiet nosa, po czym przytaknął jej łbem, majtając ogonem na boki. Mogli darować sobie formalność...chociaż syn Jastrzębicy wolał zwracać się pełnymi imionami do innych Klanowiczów. Jednak temat ten odpuścił, bowiem czarna kocica poruszyła coś o wiele ciekawszego, co od razu zainteresowało ptaszora, a jego białe wibrysy drgnęły. Burza...Huk...zawiesił się na moment, bowiem poczuł ukłucie w sercu na wspomnienie swojego kochanego braciszka i tej strawy dla wron. Nigdy nie darzył Huczącej Łapy sympatią, w przeciwieństwie do Burzowego Nieba, którego strata bardzo go zabolała. Kiedy Huk zaś zaginął, niespecjalnie się tym przejął, po prostu przyjął to do wiadomości, jednak obeszło się bez jakiegokolwiek smutku. To nie pierwszy raz, gdy jakiś kot z jego rodziny znika, a potem przepada na zawsze. Zdążył się do tego przyzwyczaić i tak też koniec końców pozostał sam...sam jak palec. Westchnął cicho przenosząc leniwie ślepia na pysk rodzicielki Śliwkowej Pestki. XX— To prawda. — rzekł potwierdzająco na słowa o Śliwce, szybko jednak ugryzł się w język. To nie w jego stylu było mówienie, jak mu brakuje Burzowego Nieba, dlatego tez zamilkł przeskakując na moment wzrokiem gdzieś na bok. Dopiero przecinając powietrze kudłatą kitą i słysząc odpowiedź na swoje pytanie, powrócił wzrokiem na pysk czarnej wojowniczki. "Śliwka cię lubi. Bardzo". To było pierwsze, co usłyszał, a jego ślepia zmniejszyły się do wąskich szparek. Ostatnimi czasy zauważył, że koty lubią poruszać ten temat w jego obecności, najpierw Niedźwiedzi Kieł, potem Bratkowa Łąka, a teraz jeszcze Kosowa Pieśń. Czyżby powinien porozmawiać o tym ze swoją partnerką ? Oj na pewno to uczyni, prędzej czy później...może nawet na umówionym na dzisiaj spotkaniu, a w jego głowie zrodziło się jeszcze jedno pytanie. Czyżby Głogówna jednak złamała dane mu słowo i powiedziała to komuś? — Oczywiście, rozumiem. Zawsze raźniej jest w czyimś towarzystwie. — dodał po chwili i nic więcej nie dodając zaczął rozglądać się tak jak Kos w poszukiwaniu zwierzyny. W końcu nie przyszedł na pogadankę, a również po to, aby coś upolować i rzucić na stos.
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀Powiadomić rodziców? Dobre sobie. Dowiedzą się w swoim czasie, czyli tak, jak zawsze, podczas gdy ona będzie już na długo i grubo zakopana w bagnie do którego sama dobrowolnie postanowiła wejść. Była zdeterminowana, miała zamiar dopiąć swego i osiągnąć cel, jaki obrała, toteż nie zastanawiała się za bardzo nad konsekwencjami takiego ruchu, tak jak i nie certoliła się za długo z obraniem kierunku. Żwawy marsz przeszedł w kłus, by w miarę możliwości spokojnie oddalić się od obozu, a chwilę później pędziła na złamanie karku prosto w kierunku Trawiastej Doliny, gdzie wydarzyła się tragedia. Wiatr dął prosto w jej różowy nos, który marszczył się od charakterystycznej, lisiej woni, która z chwili na chwilę była coraz bardziej intensywna, podobnie zresztą jak i metaliczny zapach krwi, który w jednym miejscu tworzył nieregularną plamę, a dalej brudził trawę w różnych miejscach.
⠀⠀⠀Zakręciło jej się w głowie, kiedy podeszła bliżej i wśród zabarwionej szkarłatnym odcieniem roślinności było wygniecione miejsce, gdzie Ruda Łapa padł trupem i gdzie go znaleziono. Srebrzyste futro wojowniczki uniosło się wściekle, czemu towarzyszyło agresywne łupnięcie długim ogonem o ziemię. Raz, drugi, trzeci. Z każdym kolejnym coraz bardziej mrużyła swoje oczy, uchyliwszy pysk, dzięki czemu lepiej mogła wyłapać woń lisa i kierunek w którym udał się po bezsensownym mordzie. Była gotowa wytropić go niczym dobrze przeszkolony pies i wcale jej się nie spieszyło. Miała zamiar robić to powoli i poświęcić temu tyle czasu, ile będzie trzeba, byleby niczego nie pominąć i byleby zrobić to dokładnie. Uniosła podbródek i zadrżała przez rozsadzającą jej mięśnie adrenalinę, która zaczynała gromadzić się na dnie żołądka, obrzydliwie na nim ciążąc. Ruszyła cicho pod wiatr, rozpoczynając samobójcze polowanie na drapieżnika.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Emocje jakie buzowały w młodej wojowniczce za sprawą śmierci brata z łap drapieżnika nieprzyjemnie ciążyły jej na żołądku. Adrenalina coraz szybciej krążyła w żyłach, a mięśnie podrygiwały za jej sprawą. Świat wokół zdawał się wyprany z kolorów, szary i nieprzyjemny, a chłodny wiatr uderzał w boki kocicy szarpiąc jej długie, srebrno-białe futro. Chociaż przyszła w miejsce gdzie poległ Ruda Łapa i rozpoczęła tropienie, do jej nozdrzy nie wpadło nic. Nie było jednak mowy o tym, aby lis tak po prostu zniknął. Może to wina tnącego wiatru? Być może. Szare chmury sunęły po wyblakłym niebie nie zwiastując jednak deszczu. Oprócz szumiącego wiatru, wokół Białej Burzy panowała dziwna cisza. Ptaki nie śpiewały, owady nie latały pośród traw. Tak, jakby wszystko wokół zamarło podczas gdy Rzeczna wojowniczka rozpoczęła swoją misję wytropienia drapieżcy, który pozbawił klan terminatora, a jej - brata.
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀Wszystkie otaczające ją zapachy zlały się w jedną, wyjątkowo mętną gamę, wśród której nie potrafiła wyłapać ani jednej wybijającej się poszlaki, za którą to mogłaby się udać niczym za nicią, wiernie prowadzącą ją do nadal buszującego w okolicy oprawcy, bądź też... i nie? Lis, którego poszukiwała, mógł równie dobrze dawno czmychnąć przez Szare Brzozy i Grzmiącą Ścieżkę, lecz tego nie brała jeszcze pod uwagę, jako że jeszcze nie wiedziała, czy chciała udawać się w nieznane w pogoni za widmem, które równie dobrze mogło w dalszym ciągu się oddalać, aczkolwiek liczyła na to, że gdzieś tam jest, że leży pod drzewem z nadal oblepioną krwią mordą, którą będzie mogła wytrącić z zawiasów i zrobi to z rozkoszą. Tak, aby bolało jak najdłużej. Jej głowa zalewała się setką rozmaitych wizji podczas każdej upływającej sekundy i pośród myśli o tym, co zrobi, gdy już zobaczy tę kupę kłaków, widziała pyski wszystkich swoich braci, których szlag trafił i którzy co najwyżej patrzyli na nią teraz ze Srebrnej Skórki. I podzieli ich los, jeśli życie będzie niełaskawe.
⠀⠀⠀Okolica była trupio cicha i równie trupio sina w swej ponurej aurze, a każde uderzenie wiatru pozbawiało ją tchu na moment, lecz mimo to nadal hardo parła przed siebie. Nic nie mogło jej zatrzymać, nawet jeśli targane na boki futro wybijało ją z rytmu, w jakim się znalazła. Uniósłszy głowę dostrzegła pędzące chmury, szarobure, rzucające na całą okolicę gęste cienie, lecz nie wyglądały na deszczowe i... i bardzo dobrze. Ulewa zmyłaby ślady i pozbawiła ją jakiejkolwiek szansy na odnalezienie tropu. Przystanęła w miejscu i omiotła okolicę spojrzeniem, nie dostrzegając żadnego ruchu i nie wyłapując żadnego dźwięku. Było nieprzyjemnie, a na karku poczuła lodowaty dreszcz, który na nowo postawił jej futro, przez co na moment stała się jeszcze większa, niż zazwyczaj.
⠀⠀⠀Nie poruszyła się. Tkwiła w całkowitej ciszy i bezruchu, wyłapując potencjalnych zapachów, które mógł przynieść ze sobą wiatr. Wodziła jedynie nosem raz wyżej, a raz niżej, snując nim wśród traw. W końcu będzie musiała wyłapać jakąś poszlakę, a teraz, kiedy oślepiająca ją wściekłość ustąpiła miejsca skrupulatnie kalkulującemu skupieniu, mogła wspiąć się na wyżyny swoich możliwości, które, cóż, zawiodły ją już nie raz.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Ostra woń lisa nagle dostała się do nozdrzy wojowniczki, najpewniej pobudzając jej wnętrze do działania. Wodzenie nosem po ziemi opłaciło się, a po chwili zaraz za zapachem, w oczy Białej Burzy rzuciła się kępka rudawego futra, które pewnie lis stracił podczas ucieczki po zamordowaniu Rudej Łapy. Leżała ona kawałek przed nią, dzięki czemu wskazywała stronę w którą udał się drapieżnik, tak samo jak lekko połamane źdźbła trawy.
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀I stało się. Kiedy zwiesiła łebek poniżej poziomu barków, tuż przy ziemi, nie tylko zapach był intensywniejszy, ale wśród źdźbeł trawy powiewały ledwie widoczne kępki rudego futra. Przez całe jej ciało, począwszy od nosa, a skończywszy an czubku ogona, przebiegły lodowate dreszcze, a prawa powieka na powrót zaczęła drgać. Czuła to aż za dobrze, a z każdym kolejnym wdechem ostrego swądu skręcało jej żołądek i ściskało gardło w poczuciu beznadziei i powracającej złości. Miała wrażenie, że wszystkie stawy, jakie posiadało jej ciało, puchną i pulsują niecierpliwie, jakoby nie mogły już doczekać się dopadnięcia zwierzyny w zwarciu i zrobienia z nią wszystkiego tego, na co sobie zasłużyła. Nie było już czasu do stracenia.
⠀⠀⠀Przesunąwszy lodowatym spojrzeniem dalej, dostrzegła połamane źdźbła i widoczne wgniecenia pomiędzy nimi. Chciała postawić krok i pójść dalej, acz zesztywniała i nie była w stanie się ruszyć, nie wiedząc nawet dlaczego, zupełnie jakby ciało samo z siebie, w trosce o bezpieczeństwo, odmówiło posłuszeństwa, acz to musiało w końcu powrócić i tak też się stało. Pustoszący jej wnętrze gniew, pełen szewskiej pasji, był silniejszy, niż zdrowy rozsądek.
⠀⠀⠀Srebrzyste uszyska opadły groźnie na czaszkę, kiedy jej kryza nabrała objętości, poruszona kolejnym podmuchem wiatru, pod którego prąd ruszyła, podążając za śladami. Chciała biec, szarpnąć ciałem i gwałtownie zerwać się do jak najszybszej napaści na grasującego w nieznanej dali lisa, lecz nie mogła tego zrobić, jako że nadmiernym hałasem tylko zdradziłaby swoją pozycję. Musiała jeszcze wyczekać, dać sobie czas i wystawić własną cierpliwość na ciężką próbę. Ugięła łapy, by być jak najmniej widoczną, po czym z wyrównaną linią ciała przyspieszyła tak, jak tylko mogła, zachowując przy tym wszelką ostrożność i ciszę.
Wietrzna Łapa jest bardzo wysokim i eleganckim kocurem o smukłym i masywnym pysku z lekko zakrzywionym mostkiem nosa, ale też szerokich barkach oraz karku. Jego ciało otula zawsze dobrze ułożone długie futro koloru rudo-dymnego. Rozjaśnia się na pysku, szyi i brzuchu, a dodatkowo na piersi i brzuchu ma białe znaczenie, przy czym na piersi jest małe i przez to mniej widoczne, ponieważ znajduje się nad dymnym rozjaśnieniu. Znaczenie znajduje się też na wszystkich łapach pod postacią czterech, bardzo krótkich skarpetek. Wyjątkiem są jedynie dwa środkowe palce u lewej tylnej łapy, a będąc przy palcach - Wietrzny ma ich aż sześć u lewej przedniej łapy, lecz nie przeszkadza mu to w funkcjonowaniu. Jego oczy już dawno się wybarwiły i przybrały kolor brązowopomarańczowy.
Wietrzna Łapa zawsze był zapatrzony w ojca i chciał być taki, jak on. Nadal marzy o tym, by zabłysnąć w oczach starszych kotów i uparcie do tego dąży, nawet jeśli jego rówieśnicy już dawno ukończyli swoje treningi, a on sam został gdzieś z tyłu, zupełnie zapomniany. Jest spokojny i opanowany, a przy tym zawsze uprzejmy, choć zdarza mu się wycedzić jakąś złośliwość, jeśli ta okaże się na miejscu. Gdy choroba zatrzymała go w lecznicy, przemyślał swoje postępowanie i kilka ważnych w życiu spraw, uznając, że nie jest pępkiem świata i to, że zniknie na jakiś czas z klanowego życia, nic nie zmieni. Chce, aby jego obecność i nieobecność były wyczuwalne, dlatego też chce pracować i żyć dla klanu, by umacniać nie tylko go, ale także siebie.
Trzaskająca Łapa [Grom]
Szedł powoli za zapachem Białej Burzy przez tereny klanu rzeki. Trzymał się raczej gęstej roślinności, żeby był niewidoczny, a zachowywany dystans tylko mu w tym pomagał. Był bardzo ostrożny, ciągle się rozglądał i nasłuchiwał, żeby mieć całkowitą pewność, że nikt mu nie wejdzie między łapy, a już na pewno nie Świetlikowy Zagajnik. Obiecał jej wykopać grób dla Rudej Łapy i to zrobił, a że chwilę później poszedł za młodszą kotką to inna sprawa.
Po czasie przekradania się przyspieszył i niedługo potem ją zobaczył. Drygnął z ekscytacji i przyjął pozycję łowiecką, ugięte łapy i równą linię ciała, żeby podejść bliżej i skorzystać, że był ustawiony pod wiatr.
Czuł brzydkie zapachy i wiedział już że się nie mylił i że Biała Burza była na tyle głupia, żeby pomścić Rudą Łapę samodzielnie. Na pewno jej się to nie uda, ale taki zapał bardzo mu imponował.
Była zupełnie inna niż jego partnerka i taką ją sobie zapamiętał kiedy pierwszy raz się spotkali, a potem nawet drugi. Raz go zbeształa a raz przyznała rację i sam nie wiedział dlaczego tak bardzo się uparł, bo nie wiedział jeszcze co chce.
Na początku go to denerwowało, ale teraz stwierdził, że wyzwania są dobre dlatego i ją i lisa upiecze na jednym ogniu. Może kiedy spróbuje czegoś nowego to mu się odwidzi i wróci na stare śmieci.
Zakradł się bardzo blisko i przysiadł w krzakach nieopodal niej, żeby wyczekać odpowiedniego momentu do działania.
Mógł sobie jeszcze pocieszyć oczy jej futrem dopóki albo nie będzie musiał pomóc albo się wycofać.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Trop się urwał. Czyżby Biała Burza zrobiła o kilka kroków za dużo? Nie koniecznie, to po prostu wiatr zmienił nagle kierunek, rozwiewając znaleziony zapach i oddalając wojowniczkę od momentu dopadnięcia drapieżnika...
Skradanie Wietrznego Wąsa, czy uda mu się podejść blisko Białej Burzy?, rzut 1d6
...Niespodziewanie do srebrzysto-białej wojowniczki dołączył - Wietrzny Wąs! Niestety nie po to aby pomóc młodej wojowniczce w tropieniu mordercy jej brata, ale po to by sobie popatrzeć na córkę Kwiatowej Przełęczy. Zaczął się skradać co finalnie mu się nie udało i kiedy to krył się w krzakach, nieprzychylne jego planowi gałązki wydały z siebie głośny szelest, który z łatwością przedarł się przez cisze panującą na polance. Ojć...
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀Różowy nos wojowniczki wodził wśród traw, przesuwając się powolnie po każdym, nawet najmniejszym źdźble, które niosło na sobie choćby widmo lisiego zapachu, skrupulatnie przez nią pochłanianego. Swąd unoszący się po okolicy był jej jedynym punktem zaczepienia i nie mogła go stracić, tote była gotowa warować tu nawet i do późnych godzin nocnych. Powzięła głęboki wdech i wypuściła go ze świstem. Wiatr przynosił do jej nozdrzy coraz to świeższą woń, a jej serce przewracało się w klatce piersiowej nieregularnym ciężarem, gotowe roztrzaskać żebra. Uniosła na moment podbródek, co by wypełnić swe płuca po brzegi, a wtedy poczuła jedno wielkie nic. Okolica zamarła na kilka uderzeń serca, nim wiatr runął z zupełnie innego kierunku, zacierając tym samym wszystkie ślady.
⠀⠀⠀Zastygła. Wszystkie jej łapy zesztywniały tak, jak gdyby zalano je betonem, a wraz z obniżającym się łbem futro wzdłuż jej grzbietu unosiło się ku górze. Miała dosyć. Dlaczego nic nie szło po jej myśli przynajmniej teraz? Ten jeden, jedyny raz Gwiezdny Klan mógł być łaskawy, ale nie, jak zwykle rzucił kłody pod jej łapy. Gardziel wojowniczki zadrżała, nim wydobyło się z niej niskotonowe warknięcie, ucięte w połowie głuchą ciszą. Usłyszała to. Tam nieopodal, od jej prawej. Pierwsze było rozjuszone spojrzenie jej zielonych oczu, które przecięło okolicę oraz dzielący ją od tajemniczego szelestu dystans. Ostrą jak brzytwa uwagą spiorunowała krzaki i przestała oddychać, zamierając na jedno uderzenie serca, dwa, trzy... dopóki nie odniosła wrażenia, iże pośród listowia mignęło jej rudokremowe futro. Zwieszony łeb podążył za wzrokiem, a za łbem podążyły łapy, odrywając się od podłoża, w którym pozostały szramy po jej wysuniętych pazurach.
⠀⠀⠀Ciche podejście odeszło w zapomnienie wraz z resztką cierpliwości, kiedy każdy kolejny wykonywany przez nią sus był dłuższy, odległość krótsza, a dźwięk w uszach skrywającego się wśród zarośli lisa głośniejszy. Nie zamierzała certolić się w tańcu. Miała zamiar wpaść w te krzewy jak spadająca z nieba bomba, co by przylgnąć pazurami do ciała znajdującego się tam drapieżnika, dzięki czemu powinna bezproblemowo użyć swoich długich kłów, co by wgryźć się w pierwsze lepsze miejsce, którego sięgnie. Rana bynajmniej nie miała być kłuta, a paskudnie i dotkliwie szarpana. Im bardziej będzie krwawił, tym lepiej, a jeśli za pierwszym razem jej się nie uda, to spróbuje jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze raz. Aż do skutku.
Wietrzna Łapa jest bardzo wysokim i eleganckim kocurem o smukłym i masywnym pysku z lekko zakrzywionym mostkiem nosa, ale też szerokich barkach oraz karku. Jego ciało otula zawsze dobrze ułożone długie futro koloru rudo-dymnego. Rozjaśnia się na pysku, szyi i brzuchu, a dodatkowo na piersi i brzuchu ma białe znaczenie, przy czym na piersi jest małe i przez to mniej widoczne, ponieważ znajduje się nad dymnym rozjaśnieniu. Znaczenie znajduje się też na wszystkich łapach pod postacią czterech, bardzo krótkich skarpetek. Wyjątkiem są jedynie dwa środkowe palce u lewej tylnej łapy, a będąc przy palcach - Wietrzny ma ich aż sześć u lewej przedniej łapy, lecz nie przeszkadza mu to w funkcjonowaniu. Jego oczy już dawno się wybarwiły i przybrały kolor brązowopomarańczowy.
Wietrzna Łapa zawsze był zapatrzony w ojca i chciał być taki, jak on. Nadal marzy o tym, by zabłysnąć w oczach starszych kotów i uparcie do tego dąży, nawet jeśli jego rówieśnicy już dawno ukończyli swoje treningi, a on sam został gdzieś z tyłu, zupełnie zapomniany. Jest spokojny i opanowany, a przy tym zawsze uprzejmy, choć zdarza mu się wycedzić jakąś złośliwość, jeśli ta okaże się na miejscu. Gdy choroba zatrzymała go w lecznicy, przemyślał swoje postępowanie i kilka ważnych w życiu spraw, uznając, że nie jest pępkiem świata i to, że zniknie na jakiś czas z klanowego życia, nic nie zmieni. Chce, aby jego obecność i nieobecność były wyczuwalne, dlatego też chce pracować i żyć dla klanu, by umacniać nie tylko go, ale także siebie.
Trzaskająca Łapa [Grom]
Czekał tylko na to aż kotka zejdzie z otwartej przestrzeni, żeby się do niej zbliżyć. Przez wszystkie te emocje zapomniał się i narobił hałasu. Biała Burza go zobaczyła, dlatego nie mógł już jej zaskoczyć i musiał zmienić taktykę w prosty sposób, czyli obrócić kota ogonem. Robił to zawsze i zawsze mu wychodziło, więc tym razem też się uda.
Na pewno była na niego zła i widział to, ale teraz musiał się wytłumaczyć. Poczekał aż Biała Burza będzie blisko niego. - Rozumiem twoją żałobę Biała Burzo, ale uganianie się za lisem jest nierozsądne - powiedział gdy już mógł ją zobaczyć a ona go. - Nie powinnaś robić tego sama dlatego daj sobie pomóc, chcę dobrze - próbował ją przekonać.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Tere fere.
Gdy wyszedł z obozu w trakcie pogrzebu Rudej Łapy, zostawiając Wietrznego Wąsa pod nadzorem Czereśniowej Gałązki, ruszył wzdłuż Błyszczących Głazów starając się iść tropem Białej Burzy. Domyślał się, co kotka zamierzała zrobić po tym, jak wyszła z obozu, dlatego zdecydował się za nią podążyć. Podejrzewał, że rudy wojownik miał podobny pomysł, dlatego przyszpilił go do ziemi swoim spojrzeniem, nie pozwalając na mu na wykonanie ruchu bez konfrontacji z Pożarem. Lepiej niech ten zajmie się Świetlikowym Zagajnikiem i pomoże jej ogarnąć kocięta które chciały ingerować w pogrzeb.
Podążanie za tropem wojowniczki, zwłaszcza będąc podenerwowanym, wcale nie było takie proste. Ona najpewniej wiedziała w którą stronę się kieruje, bo, znając życie, Sztormowy Pazur powiedział jej, gdzie znalazł ciało Rudej Łapy. Pożar natomiast musiał się zdać tylko na swój nos, intuicję i zmysł tropiący, przez co poruszał się wolniej od córki Kwiatowej Przełęczy.
Tak czy inaczej, cokolwiek zabiło kremowego kocura, bez problemu mogło zabić i jego siostrę. A wystarczy, że stracili już jego, nie mogli stracić także Białej Burzy, zwłaszcza z tak trywialnego powodu jak zwyczajna zemsta. Domyślał się, że ta najpewniej będzie wściekła, że poszedł jej tropem i ingeruje w jej sprawy, ale był w stanie zgodzić się na gniew wojowniczki. Była to dobra cena w zamian za jej życie i Pożar był w stanie poświęcić jej sympatię w jego stronę w imieniu jej bezpieczeństwa. W gruncie rzeczy to zdenerwował się, bo mógł powiedzieć Czereśni, by podążyła jego tropem, tak, na wszelki wypadek, jakby mieli wpaść w kłopoty i sobie nie poradzić. Mogło się okazać, że pomoc kolorowej wojowniczki byłaby przydatna.
Gdy dotarł do Trawiastej Dolinki ujrzał w końcu niedaleko Białą Burzę, lecz zanim zdążył do niej podejść, kotka rzuciła się na jakiś szelest wśród krzewów. Pożar nie widział dokładnie, co się w nich ukrywa, poza faktem, że coś w nich było, w dodatku szedł od boku, przez co miał zasłonięty dokładny widok. Nie ważne, co to było, czy lis, czy kot, czy jakiś inny przeciwnik, zdecydował się od razu pomóc kocicy, i skoczył za nią w krzewy, atakując cokolwiek, co się tam ukrywa, i próbując wbić kły z jakąkolwiek wolną część ciała przeciwnika i zacząć szarpać.
Nie myślał zbyt wiele i zadziałał pod wpływem instynktu ochrony Zimna, przez co z opóźnieniem dotarło do niego, że nie był to lis ani samotnik, a inny rzeczniak. Lub też... z premedytacją to zignorował, wykorzystując sytuację, ale tego nigdy się nie dowiemy.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Atak Białej: Krytyczny! (150%) [(10 + 16) - (16 + 6)]*1.5 = 11 Brak reakcji Wietrznego Atak Pożaru: Krytyczny! (150%) [(13 + 12) - (6 + 6)]*1.5 = 20
Cierpliwość Białej Burzy się skończyła, a nieudane skradanie Wietrznego Wąsa nie przyniosło mu nic dobrego. Rozpędzona kocica z impetem wpadła w krzaki skuszona nie tylko dźwiękiem poruszających się gałązek, ale i też widokiem prześwitującego, rudego futra. Wojowniczka bez problemu dopadła "przeciwnika" kryjącego się w krzakach i wgryzła się w jego kark, pozostawiając na nim szczypiące ugryzienie i wtedy też mogła się zorientować, że...Cóż, to zdecydowanie nie był lis. Wietrzny Wąs za to nawet widząc zbliżającą się jak pocisz wojowniczkę, nie wykonał żadnego ruchu, jedynie nieskutecznie chciał przemówić do rozsądku Białej, co na nic się nie zdało. Dodatkowo po chwili do dwójki kotów przypałętał się również Płonące Niebo, który pchany chęcią pomocy srebrzysto-białej, również skoczył ku krzakom tudzież Wietrznemu, zadając o wiele poważniejszą ranę niż jego poprzedniczka. Młody wojownik bowiem bez większego problemu rozerwał skórę na rudym grzbiecie starszego wojownika, bo właśnie tam udało mu się trafić. Można chyba łatwo powiedzieć, że syna Ostowego Kolca dość szybko dopadły konsekwencje swoich niezrealizowanych planów. Bolesne konsekwencje!
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀Zaślepiona swoją własną formą rozpaczy po utracie kolejnego brata - gniewem - nie kalkulowała kolejnych ruchów i nie zastanawiała się długo nad planem działania. Robiła to, czego chciało jej serce oraz mięśnie, a zależało im tylko i wyłącznie na wyładowaniu negatywnych emocji na czymś, co żyło i co było powodem tej dołującej sytuacji, jaka opadła ciężarem na Klan Rzeki. Poczuła kiełkującą na dnie żołądka radość, ekscytację i pobudzenie, gdy zanurzyła łapy w gęstym futrze barwy mdłej rudości, co by rozewrzeć szczęki i zacisnąć je na karku... kota? Wietrznego Wąsa?! Jego pozbawione sensu biadolenie przebiło się do zszarganej świadomości Białej Burzy, która, zdezorientowała, natychmiastowo poluzowała uścisk, przez co obrażenia nie były tak dotkliwe i tragiczne w skutkach, jak mogły.
⠀⠀⠀Nie zdążyła jeszcze poukładać swoich kluczących w gęstej mgle myśli, kiedy po zaledwie uderzeniu serca poczuła szarpnięcie, w którego kierunku odwróciła się z sykiem, błyskając długimi kłami. Chciała zacisnąć je na łbie drapieżnika, który wykorzystał jej błędną ocenę sytuacji i przypuścił atak, ale nim zdążyła zacisnąć żelazne szczęki na pysku, tudzież, co gorsza, oczach stworzenia, obraz zafalował i rozpoznała bure futro.
⠀⠀⠀Cisza.
Wszędzie wokół zrobiło się głucho, lecz bezwład dźwięków był gęsty i mylący, jako że zaraz później zaczął szeleścić, uderzać i grzmieć w rytmie uderzeń jej szalejącego serca. Rozbolała ją od tego wszystkiego głowa, kiedy w końcu uświadomiła sobie, raz a dobrze, że zaatakowała nie lisa, a członka Klanu Rzeki, w czym pomógł jej Pożar. Odskoczyła od rudego kocura niczym poparzona i zatoczyła się, zalana nie tylko szkarłatną krwią, która z sekundy na sekundę wsiąkała coraz głębiej w jej białe futro, ale także myślami o tym, czy przypadkiem nie złamała kodeksu. Nie działała przecież świadomie i nie zaatakowała Wietrznego Wąsa tylko dlatego, że był sobą, lecz...
⠀⠀⠀Trzepnęła ogonem o ziemię. Nie miała wyrzutów sumienia i miała szczerą ochotę przyłożyć mu raz jeszcze. I jeszcze raz. I jeszcze jeden. Tak, żeby spuchł niczym truchło topielca, brodzące w jeziorze przez długie dni i noce. Tak, żeby własna matka go nie poznała, a partnerka dobiła, gdy wczołga się do chruśniaka z ckliwym jękiem. Był obrzydliwy. Zawsze i niezmiennie tak samo obrzydliwy, a jego kroki zawsze kręciły się gdzieś za nią i mogła zorientować się o jego popapranych intencjach już wcześniej. Dużo wcześniej. Jeszcze chwilę temu był na pogrzebie, a teraz szukał garnca złota w krzakach i... naprawdę myślał, że Zimno nie połączy kropek? Nie była pierwszym lepszym matołem spod rzecznego płotu, tylko wychowanką Ćmiego Zmierzchu i psiskiem Czerwonej Gwiazdy, toteż nawet jeśli miała swoje gorsze dni, małe zwątpienia i żale, obieranie jej na cel swoich rozpustnych myśli było ze strony Wietrznego Wąsa, jak to określił, nierozsądne.
⠀⠀⠀Wyprostowała się, mierząc go lodowatym spojrzeniem pełnym spokoju, choć powoli unoszące się na jej karku i grzbiecie futro przeczyło temu, co miała wymalowane na pysku. Czuła się sponiewierana. Brudna... i bynajmniej nie przez krew, którą była umazana. Pożar lawirował gdzieś w tle jako nieistniejący majak. Teraz nie istniał. Teraz była tylko ona i Wietrzny Wąs, ona i jej mała śnieżna kulka, która została pchnięta z górskiego wierchu i rosła... rosła, rosła, rosła... a lewa powieka Białej Burzy zaczęła drżeć, kiedy we wszystkich łapach poczuła okropny ból, a w sercu niepokój. Poruszyła się lekko i postąpiła krok w bok, czując, że zaraz zemdleje, lecz zamiast tego warknęła i rzuciła się rudemu wojownikowi prosto do gardła, z zamiarem rozszarpania go. Miała ku temu wystarczająco dobre powody.
Wietrzna Łapa jest bardzo wysokim i eleganckim kocurem o smukłym i masywnym pysku z lekko zakrzywionym mostkiem nosa, ale też szerokich barkach oraz karku. Jego ciało otula zawsze dobrze ułożone długie futro koloru rudo-dymnego. Rozjaśnia się na pysku, szyi i brzuchu, a dodatkowo na piersi i brzuchu ma białe znaczenie, przy czym na piersi jest małe i przez to mniej widoczne, ponieważ znajduje się nad dymnym rozjaśnieniu. Znaczenie znajduje się też na wszystkich łapach pod postacią czterech, bardzo krótkich skarpetek. Wyjątkiem są jedynie dwa środkowe palce u lewej tylnej łapy, a będąc przy palcach - Wietrzny ma ich aż sześć u lewej przedniej łapy, lecz nie przeszkadza mu to w funkcjonowaniu. Jego oczy już dawno się wybarwiły i przybrały kolor brązowopomarańczowy.
Wietrzna Łapa zawsze był zapatrzony w ojca i chciał być taki, jak on. Nadal marzy o tym, by zabłysnąć w oczach starszych kotów i uparcie do tego dąży, nawet jeśli jego rówieśnicy już dawno ukończyli swoje treningi, a on sam został gdzieś z tyłu, zupełnie zapomniany. Jest spokojny i opanowany, a przy tym zawsze uprzejmy, choć zdarza mu się wycedzić jakąś złośliwość, jeśli ta okaże się na miejscu. Gdy choroba zatrzymała go w lecznicy, przemyślał swoje postępowanie i kilka ważnych w życiu spraw, uznając, że nie jest pępkiem świata i to, że zniknie na jakiś czas z klanowego życia, nic nie zmieni. Chce, aby jego obecność i nieobecność były wyczuwalne, dlatego też chce pracować i żyć dla klanu, by umacniać nie tylko go, ale także siebie.
Trzaskająca Łapa [Grom]
- zdrajcy!! - jakim cholernym prawem go atakowali!
Na pewno się zmówili, widział na ceremonii jak płonąca łapa się na niego gapił i teraz wiedział już dlaczego.
Został brzydko poraniony bez żadnego powodu. Rzucili się na niego jak głupie kundle i pokazali ze nie powinni być członkami klanu rzeki.
Zaczął się kręcić i na oślep wymachiwać pazurami do białej burzy i Płonącego nieba. Musiał się bronić bo nie da się zabić.
Chciał tylko zrobić sobie miejsce, bo nie celował w nikogo. Widział że znowu chcą go gryźć a on musiał o tym powiedzieć. Ale nie wiedział czy mu uwierzą, chociaż musieli bo miał rany a to dowód.
Pobiegł w kierunku obozu. Nie miał zamiaru się z nimi bić bo nie miał szans dwa na jednego, ale kiedyś ich dorwie pojedynczo.
Białej burzy pokaże miejsce w którym powinna być, u jego stop jak każda posłuszna kotka do poleceń. Płonącego nieba się pozbędzie bo za bardzo przekabacał jego cel na swoją stronę.
To on był tu ofiarą ataku dwóch wściekłych debili i to on wyjdzie z tego bez problemu. Problem będą mieć oni za zdradę klanu.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Skutecznie rozerwał skórę na grzbiecie kocura, tworząc w tym miejscu pokaźną i krwawiącą ranę. Wylądował pewnie na czterech łapach na ziemi obok rudego wojownika, z satysfakcji spoglądając na swoje "dzieło". Sądził, ze na tym wszystko się zakończy. Zimno uświadomi sobie, że przeciwnik to Wietrzny Wąs a nie lis, pewnie coś do siebie pokrzyczą w złości, wojownik ucieknie z podkulonym ogonem a oni wytłumaczą przywódczyni, że biedne baranki szukały lisa, który zabił Rudą Łapę, i niechcący pomylili z nim kocura przez jego ogniste futro, bo ukrywał się w krzakach. A następnie Pożar wykorzysta swoją wiedzę na temat zajścia by zniszczyć mu życie w Klanie.
Tak się jednak nie stało.
Zdezorientowana Biała Burza zamiast odpuścić to po chwili rzuciła się na Wietrznego Wąsa, atakując gardło rudzielca, ewidentnie z zamiarem ukatrupienia go albo CHOCIAŻ zrobienia mu porządnej krzywdy. Pożar przyjął to z nagłym dreszczem ekstazy, bo stanowiło to dla niego tylko kolejną furtkę, by urwać łeb rudzielcowi.
Większym problemem było to, że ten teraz zaczął się bronić, i... chyba próbował uciec, ale nic z tego, ziomeczku. Buras rzucił się na niego, chcą wylądować mu na plecach i wbić zęby i pazury w jego kark i boki, by uniemożliwić mu ucieczkę i wyrwanie się Białej Burzy, a może nawet przyszpilić go w ten sposób do ziemi. A gdyby faktycznie zaczął zwiewać, rzuciłby się za nim w pogoń z zamiarem dogonienia i złapania. Nie było opcji, by pozwolić mu uciec z miejsca zbrodni, nawet najmniejszego. Albo odejdzie stąd martwy, albo na warunkach Pożara, bo Biała Burza akurat w tym momencie nie wydawała się zbyt zdolna do stawiania warunków.
Pożar natomiast myślał trzeźwo i racjonalnie. Nie atakował Wietrznego Wąsa bo nie panował na swoimi emocjami, bo poniosła go adrenalina, bo myślał, że to lis albo samotnik. Teraz nawet nie bronił Białej Burzy, bo w takim starciu nie było szans, by coś poważnego się jej stało. Teraz świadomie i z premedytacją stał się członkiem zbrodni i musiał pociągnąć to do końca. Gdyby pozwolił Zimnu samej rozprawić się z kocurem, to miałaby problem by się z tego wykaraskać. Ale dzięki jego partnerstwu będzie w stanie ściągnąć na siebie tyle konsekwencji, ile tylko będzie w stanie, odciągając je w ten sposób od srebrzystej kotki. W tym momencie nie było już odwrotu, dlatego Pożar po prostu... skoczył do przodu, w sam wir wydarzeń, skupiając się na zadaniu jak największej rany i unieruchomieniu syna Ostowego Kolca. Musieli działać szybko i skutecznie.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.