Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Atak Białej: Krytyczny! (150%) [(16 + 16) - (12 + 6)]*1.5 = 21 Atak Wietrznego (na ślepo):rzut 1d6
parzyste - Biała
nieparzyste - Pożar
Wypada - 5
Na Pożara: Nieudany! Atak Pożara: Nieudany! → Udany! (100%) (19 + 12) - (11 + 6) = 14
Zdezorientowana i zła, Biała Burza nie zaprzestała ataku nawet w momencie w którym poznała w zaatakowanym Wietrznego Wąsa. A może właśnie to sprawiło, że zdecydowała się na kolejny atak? Czara goryczy została przelana w momencie w którym terminatorka Ćmiego Zmierzchu połączyła kropki - Wietrzny Wąs ją śledził. Na nic zdały się jego wcześniejsze wyjaśnienia, kocica wykonała w jego kierunku skok, który tak jak poprzedni okazał się skuteczny. Bez problemu dopadła do jego gardła i zdecydowanie rozerwała na nim skórę, zostawiając po sobie bolesną i co najważniejsze; krwawiącą ranę. Przy takim obrocie spraw, Wietrzny Wąs zdecydował się jakoś ratować. Zaczął na oślep wymachiwać łapami chcąc zranić atakujących go napastników, jednak nic to nie dało. W dalszych próbach samoobrony przeszkodził mu Płonące Niebo. Tak jak planował, udanie wskoczył na grzbiet kocura i wgryzł się w jego kark, tym samym...Kończąc to wszystko. Wietrzny Wąs nie miał szans w starciu z dwójką przeciwników na raz, po otrzymaniu ciosu od Płonącego Nieba, upadł i z cichym charknięciem znieruchomiał.
Wietrzny Wąs: lvl: 3 | S: 11 | Zr: 6 (8) | Sz: 6 (8) | Zm: 6 | HP: 39 - 3 - 1 - 21 - 14 = 0/70 | W: 50 - 2 = 48/50
• wykorzystane przerzuty: 0/2
• Od następnej tury statystyki obniżone o 1/2 z powodu spadku HP do 1/4
• Zręczność i szybkość obniżone z powodu walki 2:1
• rana 1. stopnia: ugryzienie na karku (- 1HP aż do końca walk; krwawi)
• rana 2. stopnia: rozerwana skóra na grzbiecie (W następnej turze - 1HP aż do końca walki; krwawi)
• rana 2. stopnia: rozerwana skóra na gardle (W następnej turze - 3HP, w kolejnych - 1HP aż do końca walki; krwawi)
• rana 1. stopnia: głębsze ugryzienie na karku (W następnej turze - 1HP aż do końca walki; krwawi) ŚMIERĆ
Przepraszam, że tyle to trwało, jednak delikatnie zamotałam się w rzutach. Ostatecznie wybrałam pierwsza opisaną akcje - atak na ślepo, bo tak powinno być. Postaci przysługuje jeden atak/unik na turę, a nie atak i unik. Owszem w walce 2:1 są możliwe "dwa" ataki, jednak nigdy nie atak i UNIK (w tym wypadku ucieczka). Pisze to gdyby były jakieś wątpliwości!
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀Adrenalina rozsadzała jej mięśnie, które drżały niespokojnie, a razem z nimi drżała cała ona, kipiąca wściekłością do tego stopnia, iże mogłaby topić skute lodem pustynie tylko i wyłącznie dzięki stawianym na nich krokom. Nie chciała go widzieć w obozie. Nie chciała go widzieć w Jałowcowym Gąszczu. Nie chciała widzieć jego oczu, które powinny być wydrapane, tak jak i nie chciała widzieć jego krzywej gęby, która powinna gryźć piach. Czuła się dobrze, zaciskając zęby na jego gardle i czuła się niesamowicie, kiedy na języku poczuła gorącą krew i metaliczny posmak, a zaraz później poczuła, jak w jej sercu zakołatało się mdłe przerażenie. Otworzyła szerzej oczy, kiedy ciało Wietrznego Wąsa zaciążyło w jej pysku, przestało się szamotać i zastygło. Co ona zrobiła. Co, najlepszego w świecie, poczyniła...
⠀⠀⠀Wypluła rude futro z pyska i zaniemówiła. Przecież nie chciała go zabijać. Nie chciała, prawda? Owszem, chciała, żeby zdechł i chciała, żeby nigdy więcej nie pojawił się przed jej oczami, lecz... nie w ten sposób. Nie, nie, na pewno tego nie chciała. Pragnęła mu jedynie przylać tak mocno, żeby bolało, ale nie zasadzać taką lepę, przez którą wyleci do samego Gwiezdnego Klanu. Nie wiedziała co robić. Nie wiedziała co myśleć. Chciała się usprawiedliwić, ale nie miała pojęcia jak. Miała krew na swoich łapach, dosłownie i w przenośni, w dodatku nie krew byle jakiego drapieżnika czy samotnika, lecz krew członka jej klanu, którego przysięgała chronić kosztem własnego życia, a nie zatrzymywać bijące w nim serca z powodu Gwiezdny Klan wie jakiego. Jej sumienie poruszyło się u podstaw. Zadrżała i oddaliła się od ciała Wietrznego Wąsa i Pożaru na kilka kroków, po czym wróciła, nie mogąc utrzymać rozbieganego spojrzenia w ryzach, a zaraz później znowu przestąpiła w bok i po chwili w kolejny, mamrocząc pod nosem niezrozumiałe rzeczy. Kręciła się tak niespokojnie z miejsca w miejsce przez kilka dobrych uderzeń serca, nie akceptując strachu, który do niej przylgnął. Była przerażona tym, że była zdolna do czegoś takiego, a jeszcze bardziej była przerażona tym, co się teraz stanie.
⠀⠀⠀Nie.
Wróć. Nic nie mogło się stać. Nie dopuści do tego. Nie ma. Takiej. Opcji. Nie pozwoli na to, aby prawda ujrzała światło dzienne i nie pozwoli na to, aby została z tym powiązana. Za długo pracowała na swój wizerunek i za długo patrzyła pod swoje łapy, korygując wszelkie potknięcia, aby teraz zaprzepaścić to jedną złą decyzją. Uniosła wyżej podbródek i powzięła głęboki wdech orzeźwiającego powietrza, nim zaczęła trzeźwo, szybko i bardzo dokładnie myśleć. Ocknęła się nagle, jakoby piorun trzasnął ją w tył głowy i... przesunęła spojrzenie na Płonące Niebo, który wciąż tu był i co jej się nie przewidziało. Była na niego zła. Była zła, że jej pomógł i była zła, że wpakował się w bagno zaraz za nią. Nie rozumiała go. Nie wiedziała dlaczego to zrobił i po co. Nie chciała, żeby spotkały go przez to jakiekolwiek konsekwencje, jako że to była jej decyzja. Tylko i wyłącznie jej, a nie jego. Martwiła i bała się o niego, mimo że to ona z ich dwójki bardziej ulegała emocjom i pozwalała im na wydawanie rozkazów. Nie mogła jednak pozwolić, aby jakikolwiek ciężar spadł na jego barki - ten będzie nosiła tylko i wyłącznie na swoich. Nie mogła żałować swoich dekretów, na które była teraz w stanie znaleźć tak wiele usprawiedliwień, że zamknęłaby jadaczkę każdemu krytykowi, nawet jeśli musiałaby ponaciągać nieco fakty i rzeczywistość. Skoro powiedziała A to musiała powiedzieć też B. Pozbyła się ze swojej drogi ostatniej kłody, ostatniego paprocha, który uwierał ją w oko od wielu księżyców. Teraz jeszcze tylko posprzątać... i będzie w domu.
⠀ - Klan się nie dowie - zadecydowała ostro, przymknąwszy oczy, czy też raczej obiecała. - Zatrzyj wszystkie ślady i zbierajmy się... proszę. - Ich tu nie było. Oni nic nie zrobili. Nie mieli nic wspólnego z zaginięciem Wietrznego Wąsa. Uznała, że Pożar i tak zrobi co będzie chciał, lecz skoro postanowił użyczyć jej swojego noża, może zechce również pomóc w wywożeniu śmieci, a porozmawiają sobie później, kiedy indziej, o ile w ogóle. Zimno nie mogła sobie pozwolić na dalsze potknięcia, a już na pewno nie na tak karygodne. Nie była dzieckiem i poradzi sobie z tym wszystkim, o ile Pożar będzie trzymał gębę na kłódkę, jako że ona nie piśnie ani słowem. Chwyciła w zęby ciało martwego kocura i podsunęła się tak, aby zarzucić je sobie na grzbiet, nim zacisnęła szczęki na jego dyndającej przy jej pysku łapie. W ten sposób nie pozostawi za sobą żadnych szlaczków ciągniętego truchła, a spływająca z kocura krew, cóż, będzie musiała wsiąknąć w jej futro. Pozbędzie się jej z łatwością.
⠀⠀⠀Byli bardzo blisko granicy z Szarymi Brzozami, a ostatni patrol, będący w tej okolicy, wrócił niedawno do obozu i to dzięki niemu klan dowiedział się o śmierci Rudej Łapy. Byli bezpieczni. Gdy przekroczyła niewidzialną linię wysunęła się ku Grzmiącej Ścieżce, której odór był tak intensywny, obrzydliwy i ostry, że maskował wszelkie zapachy. Wyczekała odpowiedniego momentu i prześlizgnęła się na drugą stronę, przez chwilę podążając poboczem, a późnej kierując się w nieznane razem z bagażem.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Poszło dużo szybciej i sprawniej niż się spodziewał. Ale to dobrze. Obyło się bez zbędnego harmidru, krzyków, biegania po Trawiaste Dolinie i uwalanie wszystkiego wokoło krwią. Rozerwał szczęki i spojrzał na ich dzieło z zadowoleniem, wpatrując się pełnym pogardy i obrzydzenia wzrokiem w sztywniejące truchło Wietrznego Wąsa. Nie mieli jednak czasu na to, by Pożar mógł odpowiednio nacieszyć się z pozbycia się problemu. Ktoś tu mógł przyjść w każdej chwili, nawet, jeśli obecnie w obozie był pogrzeb i większość kotów powinna być właśnie tam, opłakując Rudą Łapę albo wspierając opłakujących albo po prostu siedząc na dupie robiąc sztuczny tłum z szacunku do zmarłego terminatora.
Zerknął zmartwiony na Białą Burzę zastanawiając się, jak ona to zniesie i na ile pozwoli mu w spokoju zatrzeć ślady. Wiedział, że kotka nie jest głupia, wręcz przeciwnie. Była bardzo inteligentna, ale jednocześnie humorzasta i odrobinę nieobliczalna, co czasem utrudniało... w zasadzie wszystko. Już kilkukrotnie po prostu zwiała, ale nie sądził, by teraz też miała po prostu uciec z miejsca zdarzenia, bo to byłoby zbyt problematyczne a ona była zbyt mądra, by tego nie zauważyć. Nie chciał robić nic wbrew jej woli, nawet, jeśli miał kilka pomysłów, co zrobić z ciałem zamordowanego wojownika. Zimno jednak najwyraźniej też, bo już po chwili odezwała się do niego oraz sama zabrała ciało kocura. Pożar zatem skupił się na czymś innym. Pokiwał jej głową. xxx - Oczywiście, że nie. Wszystkim się zajmę - powiedział do niej uspokajającym tonem i pozwolił jej w spokoju zabrać truchło, a on tymczasem zajął się ogarnianiem krzaków w których walczyli. Na szczęście krwi ani resztek nie było wcale zbyt dużo. Zabili Wietrznego Wąsa błyskawicznie, ukatrupiając go praktycznie na miejscu, dlatego nie miał czasu by ubazgrać krwią całą okolicę. Buras zaczął od zbierania futra i uzbierał całe futro, tak rude jak i białe, srebrne oraz bure, jakie mógł znaleźć. i zrobił z tego kłębek. Następnie wziął mech i zaczął zbierać nim krople krwi, które poupadały na liście oraz trawę. Na szczęście nie zdążyły jeszcze wyschnąć. Gdy udało mu się w ten sposób pozbyć tak wielu kropel i plam, ilu był w stanie, to skupił się na tym, by zwyczajnie odłamać resztę gałązek i urwać resztę trawy na których została krew. Przez chwilę jeszcze dokładnie przyglądał się krzakom i ich okolicy, sprawdzając uważnie, czy nie zostały jeszcze jakiekolwiek ślady ich potyczki. Ani futro, ani krew ani cokolwiek innego. Poprzestawiał łapami trochę krzewy, by nie wyglądały podejrzanie i nie było w nich dziwnej dziury która powstała po tym, jak wpakowały się do nich trzy koty. Jeśli na ziemi były jakieś odciski ich łap, to szybko je zatarł i rozgrzebał kamyczki i ziemię, by nie było widać, gdzie, co i kto.
Następnie wziął w pysk ubazgrany krwią mech, kłak zebranego futra i ewentualną trawę oraz gałązki których nie dało się wyczyścić, po czym ruszył za Białą Burzą, zamierzając wszystko zutylizować poza granicami Klanu Rzeki. Na terenach nawet zakopanie tego głęboko pod ziemią byłoby niebezpieczne, musieli się tego wszystkiego, i ciała i dowodów, pozbyć jak najdalej stąd. Wietrzny Wąs nie umarł, Wietrzny Wąs zaginął bez wieści, z resztą nie on pierwszy, bo Pożar wiedział o wielu, wielu kotach z Klanu Rzeki które po prostu rozpłynęły się w powietrzu, w tym jego siostra Jaszczurka oraz jego brat Skwar. Z Wietrznym Wąsem było tak samo i to jest oficjalna i jedyna prawdziwa wersja.
Biała Burza mogła nie chcieć tak naprawdę zabić rudego kocura i mogła dać się tylko ponieść emocjom i zrealizować swoje skryte pragnienia, ale nie Pożar. On wiedział co zrobił, nie wstydził się tego i był przekonany o słuszności ich czynów. Wietrzny Wąs... brzydził go. Zwyczajnie go brzydził i, w mniemaniu Pożara, był potencjalnym zagrożeniem. Nie tylko dla Zimna ale także dla Świetlikowego Zagajnika oraz innych kotek które w przyszłości mogły mu się napatoczyć pod łapy i jego śliniący się ryj. Łaził za Zimnem, irytował ją, obserwował ją w obozie na każdym spotkaniu, oblizywał się za nią i ślinił się w jej stronę, w dodatku za plecami partnerki i swoich kociąt. Nie mówiąc już o tym, że polazł za Zimnem, która była całkowicie sama i roztrzęsiona po straci brata i nawet nie podszedł do niej by z nią porozmawiać, ale ukrywał się w krzakach. Na co czekał? Dlaczego się ukrywał i obserwował ją z krzewów? Pożar zacisnął gniewnie kły na rzeczach, które niósł, i poczuł, jak pod jego futrem buzuje złość i adrenalina. Obrzydliwy kawał zawszonego ścierwa. Buras bał się, zwyczajnie się bał, że gdyby nie doszło do tego, do czego doszło, i gdyby puścili go wolno, to w końcu doszłoby do tragedii i skrzywdziłby Zimno albo inną niewinną kotkę. A Pożar nie zamierzał na to pozwolić.
//zt
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Ślimacza Muszla (NPC) Ojciec: Ostowy Kolec (NPC) Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
Obłok dzisiaj bardzo zachciało się polowanka. Niestety, sama raczej nie mogła pójść, gdyż nie umiała zbytnio walczyć, dlatego umówiła się z pewną osobą, by razem poszli. Miał to być podobno wojownik. Co prawda słabo go znała, ale co z tego? Jedyne, co dla niej się liczyło, to polowanko. Z drugiej strony będzie fajniej polować razem, niż pojedynczo. Można będzie popatrzeć, jak ktoś inny poluje no i do tego doświadczony wojownik zawsze ukaże na błędy lub obroni, jeśli będzie taka potrzeba. I oczywiście nowi znajomi!!!
Przyszła do ustalonego wcześniej miejsca. Czekała sobie, siedząc na miękkiej trawce i grzejąc się na ciepłym słońcu.
//Sroczy Ogon)
WHYDON'TYOUBEYOURSELF? If you wait for an answer
From somewhere up above
Youmay never hear thelaughter
You'vebeen dreaming of
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Córkę Ślimaczej Muszli znał raczej przelotnie, z widzenia. Dzielili razem legowisko terminatorów, a być może niedługo nawet i wojowników! Nie miał więc nic przeciwko wspólnemu polowaniu, które zawsze było okazją nie tylko do spełnienia swoich obowiązków, ale także do bliższego zapoznania się z innymi! W końcu powinien kojarzyć koty, z którymi razem pracował na dalsze istnienie i dobrobyt Klanu Rzeki!
Przed wyjściem z obozu uciął krótką pogawędkę z ojcem, ot zwykłe ploteczki. Gdy zobaczył Obłoczną Łapę siedzącą w umówionym miejscu, przestraszył się delikatnie, że właśnie przez nią się spóźnił. Ah, zamiłowanie do rozmówek kolejny raz sprowadziło na niego nieszczęście! x— Ojej, Obłoczna Łapa! Już jesteś? Mam nadzieję, że nie musiałaś długo czekać... — miauknął, nieco zawstydzony. Odchrząknął, cofając na moment uszy do tyłu i rzucił przepraszające spojrzenie. — No, to zaczynajmy! — miauknął i oddalił się od terminatorki, coby nie włazili sobie obydwoje pod łapy w trakcie poszukiwania zwierzyny, jednak nie na tyle, by nie zdążyć w razie wypadku. Gdy uznał, że są w stosownej odległości, wytężył wszystkie zmysły, rozchylając przy tym pyszczek, by lepiej czuć zapachy i ruszył ostrożnie do przodu.
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Ślimacza Muszla (NPC) Ojciec: Ostowy Kolec (NPC) Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
No tak, właśnie przyszedł czas na swoje pierwsze prawdziwe polowanie! Razem z wojownikiem! W sumie to, co za różnica, z kim? Dla Obłok liczyło się przede wszystkim polowanko!
- No tak, zaczynamy! - odparła, po czym widząc, jak jej nowy towarzysz oddalił się w swoją stronę, ona zaczęła swoje od razu na miejscu.
Z lekko ugiętymi łapami powoli szła w pod wiatr, probując znaleźć jakąś zwierzynę. Ciekawe, na co się ona natrafi, co?
//zapraszamy mg UwU
WHYDON'TYOUBEYOURSELF? If you wait for an answer
From somewhere up above
Youmay never hear thelaughter
You'vebeen dreaming of
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Kocur kroczył ostrożnie, jednak to nie uchroniło go przed na pewno nieoczekiwanym spotkaniem! Ledwo oddalił się od Obłocznej Łapy, a kawałek przed nim mignęło mu puszyste, szare futro z charakterystyczną, ciemną i grubą pręgą ciągnącą się wzdłuż grzbietu zwierzęcia. Zdecydowanie nie była to mysz, a - jenot! Na szczęście zwierzę zdawało się nie zauważyć, bądź nic nie robić sobie z towarzystwa Sroczego Ogona, więc ten miał szansę wyboru co do możliwie podjętych kroków. Stworzenie leniwym krokiem sunęło przez trawy najpewniej świeżo po posiłku.
Obłok miała więcej szczęścia w nieszczęściu. Bo nie spotkała ona żadnego drapieżnika, ale również i żadnej zwierzyny. Zatem powinna skusić się o dalsze poszukiwania! Trawiasta Dolina na pewno miała więcej do zaoferowania niż...To, na co natrafił jej kompan kawałek dalej.
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Wyprostował się jak struna, widząc przed sobą jenota. To... nie było to, czego się spodziewał! Raczej jakiejś myszy, zająca, czy innego wróbla, ale zdecydowanie nie tego! Obserwował przez chwilę, jak zwierzę sunie przez trawę, nic nie robiąc sobie z jego obecności i westchnął. Z tego co słyszał, to nie były agresywne i nie atakowały niesprowokowane, a w dodatku niekoniecznie musiały podkradać im zwierzynę. Nie podobała mu się obecność jenota, jednak nie miał zamiaru atakować. Nie chciał narażać zdrowia Obłocznej Łapy - i swojego. Wycofał się cicho, obserwując odchodzącego futrzaka i zbliżył się do białej terminatorki. x— Przejdźmy trochę dalej, w pobliżu jest jenot. Później powiemy innym wojownikom, nie chcę cię narażać — wyjaśnił, odchodząc od pechowego miejsca. Gdy uznał, że wystarczająco się oddalili, kiwną głową na znak i odsunął się od kotki. Ruszył cicho przed siebie, wysilając zmysły, by tym razem złapać coś, co nadawałoby się na stos.
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Ślimacza Muszla (NPC) Ojciec: Ostowy Kolec (NPC) Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
- Dobrze - szepnęła, po czym podążyła za wojownikiem i jak już ten był gotowy do dalszego polowania, ona również wyostrzyła zmysły i powoli oddalając się od Sroczego Ogona, zaczęła wypatrywać zwierzyny.
Trochę to było niespodziewane, że natrafili się na jenota, na szczęście oni nigdy nie atakują pierwsi. Najwidoczniej nie wszystkim los sprzyja. W sumie to ona wtedy nie znalazła zupełnie niczego, w porównaniu do niego. Natrafił na drapieżnika, a ona nawet nie złapała trop. No cóż... czasem tak bywa!
WHYDON'TYOUBEYOURSELF? If you wait for an answer
From somewhere up above
Youmay never hear thelaughter
You'vebeen dreaming of
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Kocur postanowił się wycofać, a także poinformować o możliwym niebezpieczeństwie swoją towarzyszkę - zatem też, jenot został gdzieś za nim, a czarno-biały wojownik dalej przeczesywał okolice w poszukiwaniu zwierzyny. Opłaciło się, bo tym razem zamiast drapieżnika poczuł przyjemną i słodką woń...rudzika! Charakterystyczny ptaszek wylądował kawałek przed Sroką i wesoło podskakując szukał czegoś do przekąszenia.
A pech uczepił się Obłocznej Łapy jak rzep kociego ogona! Tak jak wcześniej nic nie wpadło jej w nozdrza, tak teraz po zmianie kierunku i rozdzieleniu się ze Sroczym Ogonem - dalej nic. Najwyraźniej przez znalezieniem swojej zwierzyny będzie musiała się trochę naturdzić.
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Uśmiechnął się pod nosem, widząc lądującego ptaszka. Być może ciężko stąpający jenot nie odstraszył mu całej zwierzyny w okolicy! Kocur ustawił się pod wiatr, cały czas pamiętając o bezszelestnym poruszaniu się i uwadze, którą musiał utrzymywać przy stąpaniu. Wyciszył oddech, żeby piszczek go nie usłyszał. Skorygował swoją postawę łowiecką; kucnął na łapach, by nie dotykać brzuchem podłoża, ustawił ogon i głowę na równej linii z grzbietem, po czym zaczął posuwać się w stronę rudzika, zastygając i umykając przed wzrokiem, gdy ten kierował na niego czarne oczka. Nie chciał przecież, żeby odleciał, zostawiając za sobą jedynie piórka! Gdy był w odpowiedniej odległości od ptaszka, wyskoczył w jego stronę z wyciągniętymi pazurami, chcąc zadać mu szybką śmierć.
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Ślimacza Muszla (NPC) Ojciec: Ostowy Kolec (NPC) Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
Eh, kolejny pech. Cóż, przynajmniej nie przytrafił jej się żadny drapieżnik. Jednak Obłok nie zamierzała się tak łatwo poddawać i uparcie kontynuowała poszukiwania zwierzyny. Szła dalej, tym razem lekkie skręcając wprawo, mając nadzieję, że może tam się jej coś przytrafi.
Tymczasem Sroczy Ogon pewnie już znalazł sobie coś do jedzenia. No i dlaczego ona ma tak ciężko, co? Gdzie jest ta sprawiedliwość?
WHYDON'TYOUBEYOURSELF? If you wait for an answer
From somewhere up above
Youmay never hear thelaughter
You'vebeen dreaming of
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Rudzik beztrosko sobie skakał i chociaż Sroczy Ogon zachował wszystkie potrzebne zasady to...Nie udało się! Chyba jednak ptaszek idealnie wpasowywał się do zasady przekazanej przez Śliwkową Pestkę - ptak zobaczy! Bo rudzik dojrzał zagrożenie i z przerażonym ćwierkaniem wzbił się w powietrze ratując ucieczką. Ku korzyści wojownika, nie wzbił się na tyle wysoko aby kocur nie mógł do niego doskoczyć. Zatem Sroczy Ogon miał jeszcze szanse na złapanie uciekającego posiłku.
O, o! Coś się zmieniło i tym razem los zamiast niczego, zesłał Obłocznej Łapie...muchę! I to nie byle jaką, bo ogromną i bzyczącą jak całe stado tych mniejszych. Ów mucha, wielka i czarna najpierw uderzyła w czoło białej terminatorki a później z oburzonym bzyczeniem zaczęła latać obok jej uszu prawie do jednego z nich wchodząc! Ostatecznie jednak odleciała zostawiając biedną wychowankę Bursztynowego Wschodu w spokoju.
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Ah, Gwiezdni. Pomimo jego zatrzymywania się i skradania się godnego tytułu Najlepszego Łowcy Wśród Klanów! Ten ptaszek naprawdę był niezły! Oby był warty tego całego starania, bo krzyczał, jakby recytował przynajmniej trzy prace naukowe w jednym momencie. Sroka wyskoczył w górę, w pogoni za rudzikiem i spróbował dosięgnąć go pazurami. A jak już mu się uda, szybko przyszpilić do ziemi i zadać prędką, możliwie bezbolesną śmierć.
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Ślimacza Muszla (NPC) Ojciec: Ostowy Kolec (NPC) Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
No i proszę, na coś w końcu Obłok natrafiła! Była to... Mucha. Nie wiedziała już, czy to Gwiezdni chcieli zrobić sobie z niej ubaw za ten sparing z Kornikiem, czy to jenot wszystko spłoszył.
Obłoczna Łapa nawet nie próbowała łapać muchy, tym bardziej że sama sobie to darowała i odleciała. Mimo coraz bardziej znikomych nadziei Obłok postanowiła jeszcze kawałek się przejść, mając nadzieję, że może tym razem szczęście się do niej uśmiechnie i los ześle coś więcej, niż muchę. Postanowiła po raz ostatni spróbować szczęścia.
WHYDON'TYOUBEYOURSELF? If you wait for an answer
From somewhere up above
Youmay never hear thelaughter
You'vebeen dreaming of