Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
Pożarowi udało się oddalić od łasicy i wrócić do polowania bez większych problemów, chociaż coś mu mówiło, że jeśli jeszcze raz wpadnie na łasicę to tak łatwo się to nie skończy. Pozostawało mieć tylko nadzieję, że łasica sobie stąd pójdzie, albo chociaż nie będzie już wchodzić w drogę wojownikowi.
Idąc dalej przed siebie nie znajdował więcej tropów. Może ta łasica wszystko wyjadła i należało ją jednak przegonić? Albo po prostu Pożar potrzebował się oddalić jeszcze kawałek i liczyć na więcej szczęścia.
Gorycz poprawnie zidentyfikowała kwiat i udało jej się delikatnie zerwać makówkę. Niestety wiatr musiał wywiać już większość ziarenek ze środka, bo jedyne co słyszała, to delikatny szum osamotnionego ziarenka obijającego się w środku o delikatne ścianki. Teraz tylko potrzebowała postarać się by przypadkiem nie zgubić i tego ostatniego ziarenka...
+1 ziarenko maku
+8 med exp
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Ziarenko maku. Jedno. Dobrze, że Gorycz nie miała lasera w oczach i nie mogła z całą pewnością stwierdzić jak ubogie są jej zbiory, czy raczej zbiór, z kolei sam wyobcowany dźwięk dobiegający ze środka makówki nie wystarczył, żeby zwątpiła w siebie i nabycie większej ilości maku, bo chyba by ją szlag jasny trafił... W każdym razie, buraska szczelnie zapakowała w przypadkowy listek swoje znalezisko i ruszyła w dalszą drogę ze swoim małym, adekwatnym do jej wymiarów tobołkiem. Rozglądała się za medykamentami, ale też cały czas nasłuchiwała, na wypadek, gdyby jakiś drapieżnik chciał ją pożreć. Wiedziała, że ma do obrony Pożara, jednak nawet nieszczególnie się o to starając, duże uszy wciąż wychwytywały szmery leśnego życia.
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Nie zamierzał się łatwo zniechęcać, nie był takim typem. Wręcz przeciwnie, był raczej kotem cierpliwym, co umożliwiało mu długie polowania. Podczas Pory Nagich Drzew często zdarzało się, że musiał szukać zwierzyny dłużej niż krócej. Sporo z niej się pochowało, niektóre poszły spać, niektóre odleciały stąd i wrócą dopiero, jak drzewa znów się będą zielenić. Ale coś jeść trzeba.
W dalszym ciągu szedł pod wiatr, mając ugięte łapy, ciężar przeniesiony na te tylne, wyciszony oddech a głowę i ogon opuszczone do poziomu grzbietu. Szedł raczej powoli i ostrożnie, uważając na wszystko, co miał pod łapami. Nie chciał na nic nadepnąć ani o nic zahaczyć, bo to mogło wywołać niepożądane odgłosy i zdradzi jego obecność, a co za tym idzie, spłoszyć jego ewentualny obiad.
Miał tylko nadzieję, że nie trafi znowu na łasicę. Szczerze nie miał ochoty marnować czasu na bicie się z nią. Może jeszcze jakby był sam, a nie z Goryczką, to jak cię mogę, ale skoro miał robić za ochronę dla swojej siostrzyczki, to musiał skupić się na tym, by być możliwie nieuszkodzonym.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
Pożar szukał zdobyczy, ale jedyne co dotarło do jego uszu to nagły szum skrzydeł, a gdy odwrócił głowę w tamtą stronę mógł dostrzec wielkie, czarne ptaszysko, które akurat wylądowało na samotnym, niskim drzewku oskubanym z wszelakich liści. Kruk nie był zainteresowany kotem, ale drzewko było na tyle nisko, że przysiadłwszy na nim był może o głowę wyżej niż znajdował się Pożar. Patrzył na kocura z ciekawością, a w dziobie trzymał drobną myszkę, którą po chwili upuścił na gałąź, i trzymając ją nogą zaczął się pożywiać. Czyżby to było wyjaśnienie, dlaczego Pożar nie mógł nic znaleźć?
Plus był taki, że wyczulone zmysły Gorycz nie wyczuwały żadnego zagrożenia. Minus był taki, że wyczulone zmysły Gorycz nie wyczuwały też żadnych medykamentów. Jedyne co wyczuwały, to zimno i trochę więcej zimna. Szła między przyschniętymi trawami, między drobnymi drzewkami, które nie miały liści, minęła nawet gąszcz jeżyn, ale nie znajdowała niczego, co nadawałoby się do leczenia. Czyżby to jedno jedyne ziarenko miało być jej dzisiejszą zdobyczą?
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Nie.
Chociaż pod ciemnym nosem zbierała się wilgoć, a brak tkanki tłuszczowej oraz krótkie futerko nie sprzyjały magazynowaniu ciepła, Gorycz wciąż sunęła przed siebie. Już nawet nie chodziło o zapotrzebowanie, czy o to, żeby Barwinek poczuł się lepiej z pełniejszym składzikiem, ale o samą zawziętą jak jasny piorun Chochliczkę, która nie mogła tak zwyczajnie wrócić do Królikarni, nie z jednym raptem lekarstwem. Wciągnęła hardo gluty i ponownie spróbowała coś wyczuć. Wzrok w odcieniu bladotoksycznej żółci skakał po co mniej użytecznych roślinkach, odbijał się od nich z rozczarowaniem i przelatywał dalej. I tak w kółko. Do skutku. Przecież mróz, który nadszedł wraz z Porą Nagich Drzew i skuł okoliczną roślinność, musiał coś zachować w stanie nadającym się do wykorzystania, prawda?
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Kruk. W dodatku na drzewie. W dodatku go widzi.
Okropne połączenie. Kruk to duża zdobycz, cięższa do złapania od myszki albo wróbelka. Siedział na drzewie, nawet, jeśli nisko, to wciąż obniżało to trochę szanse Pożara, w dodatku go widział, co zawsze było złym elementem polowania. Nie wyglądał, jakby się jakoś szczególnie bał kota, bo nie odleciał, czyli bagatelizował obecność wojownika.
Warunki niesprzyjające, ale może spróbuje złapać ptaszysko. Co mu szkodzi. Musiał tylko najpierw zejść mu z oczu, więc udał, że udzie dalej, ignorując ptaka, by następnie ukryć się za czymkolwiek, co było w okolicy. Jeśli trawa była wystarczająco wysoka, to w trawie, jeśli był tu kamień, to za kamieniem, jeśli były krzewy, to za krzewami. Musiał podejść ptaka od tyłu, tak, by ten go nie zobaczył. Tylko wtedy Pożar miał jakiekolwiek szanse. W miarę możliwości ustawił się pod wiatr i zaczął skradać się z ukrycia, od tyłu ptaka. Szedł na ugiętych łapach z ciężarem przeniesionym na tylne, oraz głową i ogonem opuszczonymi do poziomu grzbietu a także wyciszonym oddechem. Był uważny i stąpał delikatnie, nie chcąc spowodować żadnych niepotrzebnych odgłosów które mogłyby spłoszyć kruka.
Gdyby miał szczęście i udałoby mu się podejść dostatecznie blisko, to skoczyłby na ptaka od tyłu. Skok tak wysoko, jak siedział kruk, nie był problemem dla kota, zwłaszcza młodego, silnego i wytrenowanego. Chciał walnąć go w plecy, złapać zębami i zrzucić z gałęzi, przybijając łapami do ziemi. Unieruchomiłby skrzydła, a najlepiej je złamał albo uszkodził, i próbował wtedy zagryźć zwierzę.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
Niby mróz musiał coś zachować, ale chyba jednak nie zachował. Albo Gorycz miała okropnego pecha. No szła i szła i nic nie mogła znaleźć. Wszędzie było pełno traw, zeschniętych traw, i jeszcze trochę zżółkłych traw. Nos nie wskazywał jej gdzie mogła się udać by coś znaleźć. Mogła jedynie błądzić na ślepo z nadzieją, że w końcu znajdzie trop.
Dobrym pomysłem było by Pożar się oddalił od ptaka i spróbował zniknąć w trawach. Pożółkłe rośliny dawały na tyle osłony, że po chwili kruk przestał pamiętać, że cokolwiek widział, co dało Pożarowi okazję by się przyczaić... I skoczyć! Ptaszor zupełnie się nie spodziewał co się stanie i gdy Pożar schwytał go za ogon kruk tylko zaskrzeczał żałośnie. Ale niestety Pożarowi nie udało się pochwycić ptaszyska, a gdy wylądował znowu na ziemi miał w pysku tylko kilka piór wyrwanych z ogona. Z drugiej zaś strony ptak zachwiał się i zamiast zostać na gałęzi zleciał na ziemię, wyraźnie rozzłoszczony i gotowy kontynuować walkę z kotem, by zemścić się za wyrwane pióra.
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Świetnie. Może nie udało mu się zabić ptaka, ale pozytywy z tego były takie, że teraz kruk był na ziemi i blisko niego, gdzie Pożar nie musiał zbytnio kombinować i miał nad nim swoistą przewagę. Kruk mógł sobie królować w przestworzach, ale ziemia była domeną wojowników.
Nie chciał pozwolić mu na odlecenie, zwłaszcza, że wyrwanie kilku piór z ogona raczej nie odebrało mu umiejętności lotu, dlatego Pożar nie tracił żadnego czasu i od razu przeszedł do ataku, nie chcąc stracić takiej zwierzyny. Zaatakował ptaszora rzucając się na niego całym swoim wielkim ciałem i próbując przygnieść go łapami do ziemi. Łapami, które były uzbrojone w ostre, pazury. Celował w jego skrzydła, gdyż, gdyby udało mu się je uszkodzić, to ptak nie miałby więcej możliwości ucieczki.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Gniewne skrzeczenie kruka doleciało do czujnych uszu Goryczy, przy okazji podsuwając burasce myśl, że odeszła trochę za daleko od Pożara. Uniosła pysk, żeby się trochę zorientować w sytuacji, ale wbrew jej przypuszczeniom brat nadal pozostawał w zasięgu wzroku, w dodatku odpowiedzialny za to wydzieranie się ptaszyska. Przynajmniej jemu dopisywało szczęście. Wzruszyła kościstymi łopatkami i wróciła do poszukiwań medykamentów. Maszerowała na sztywniejących od zimna łapach i wpatrywała się w gęstwinę to na lewo, to na prawo od siebie. Bez przerwy była również otwarta na ziołowe wonie, jeśli te łaskawie chciałyby podpłynąć do brązowego nosa.
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
Gorycz musiała zostać rozproszona dźwiękami walki, które dobiegały do niej od strony Pożara, bo nie ważne jak się starała dalej nic nie mogła znaleźć. Szła przed siebie, niuchała, wąchała... Nic. Zupełnie jakby nic w okolicy nie rosło, choć przecież było tu tyle roślin.
Pożar ruszył na ptaka a ptak ruszył na Pożara. Oboje byli gotowi do ataku, oboje zaatakowali... Jednak Pożar był w definitywnej przewadze. Skoczył na ptaszysko, które chociaż wymachiwało dziobem zupełnie nie trafiło w wojownika, któremu udało się nie tylko przygnieść ptaszysko do ziemi, ale także wbić mu pazury w skrzydła powodując krwawienie i utrudniając wyrwanie się.
Kruk: S: 9 | Zr: 8 | Sz: 4 | HP: 36-11= 25 (40) | W: 33-3=30 (35)
Wyrwane pióra z ogona.
Zadrapane skrzydła. -1HP do końca walki
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Oczywiście, że był w przewadze. Pożar był silnym, dobrze wytrenowanym młodym wojownikiem, a kruk to był tylko głupi ptak z ptasim móżdżkiem. Nawet, jeśli nie lekceważył swojego przeciwnika, to wiedział też, że góruje... w zasadzie wszystkim nad ptaszyskiem i to on wygra tę potyczkę. I to bez jakichkolwiek większych trudności.
Cały czas trzymając ptaka i starając się nie dopuścić, by ten się mu wyrwał, kocur rzucił się na jego szyję, próbując uchwycić ją kłami i zagryźć. Chciał to zakończyć w miarę szybko, by nie narobić niepotrzebnego hałasu. Wolałby ani nie przeszkadzać Goryczy w jej szukaniu ziół ani nie ściągnąć im na głowę jakiegoś drapieżnika. Zwłaszcza tej głupiej łasicy na którą natknął się już parę razy tego dnia. Miał lepsze rzeczy do roboty od bezcelowego tłuczenia się z kimś, kogo nie będzie mógł zjeść.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
A propos bezcelowości...
Jej spacer powoli urastał do rangi bezcelowego, o ile zakładać, że celem buraski nie było głupio zmarznąć i się przeziębić. Może Trawiasta Dolina, wbrew nazwie, nie była najlepszym wyborem, jeśli idzie o wynajdowanie ziółek spod szronu? Może i tak, skąd do jasnego pioruna mogła wiedzieć, nikt jej nie nauczył gdzie, co i kiedy zbierać. Inna sprawa, że nikogo nigdy nie spytała.
W każdym razie... Kolejny post posłużył opisaniu kolejny raz czegoś podobnego - Goryczka uparcie wodziła pyszczkiem za roślinami wykorzystywanymi w leczeniu. Ona, w przeciwieństwie do narratorki, nie składała błagalnie łapek do losu (aka Mistrza Gry). Wierzyła w prosty mechanizm, że każde działanie, zwłaszcza to wytężone, musi prędzej czy później przynieść pożądany skutek.
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
Gorycz parła wytrwale przed siebie. Ba, robiła to wręcz uparcie. Ba, nawet wierzyła w swoje działanie! I ta cała upartość, ta wiara - no dały w końcu skutek. Kocica dotarła do niskiego krzaka wyschniętej jeżyny, które w teorii nie powinien zwrócić jej uwagi. W końcu kolczaste krzewy mogą co najwyżej zaszkodzić swoimi kolcami, ale jednak coś wśród tych gałązek zwróciło jej uwagę. Gdy podeszła bliżej i przypatrzyła się jej oczom ukazała się pajęczyna. Jedna, dwie, może więcej. Wyraźnie pająki upatrzyły sobie to miejsce jako bezpieczne i wygodne. Teraz wszystko co kotka musiała zrobić to jakoś dostać się pomiędzy zarośnięte kolczaste krzewy i uzbierać tej pajęczyny.
Kruk wciąż próbował atakować. Szarpał się, wyrywał, machał dziobem próbując uszkodzić Pożara. Jednak kocur był silniejszy i w zdecydowanej przewadze. Szybkim ruchem wgryzł się w gardło ptaszora, rozrywając je. Z każdym uderzeniem serca czuł jak życie opuszcza powoli zwierzę. Jedyne co teraz musiał zrobić to poczekać i upewnić się, że ptak faktycznie wyzionął ducha.
Kruk: S: 9 | Zr: 8 | Sz: 4 | HP: 25-1-20 = 4 (40) | W: 30-2= 28 (35)
Wyrwane pióra z ogona.
Zadrapane skrzydła. -1HP do końca walki
Rozgryzione gardło. -3HP w następnej kolejce. -2 HP w każdej kolejnej aż do końca walki.
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Pajęczyna? Nada się. Gorycz odłożyła na bok swoje dotychczasowe zbiory, po czym z małym patyczkiem zbliżyła się do kolczastych gałązek oblepionych biało-srebrnymi nitkami. Przez chwilę tylko studiowała rozmieszczenie pajęczyn, obmyślając najlepszą trasę prowadzenia patyczka, aż wreszcie z chirurgiczną precyzją zabrała się do rzeczy. Uważała, żeby za bardzo nie porwać pajęczych sieci. Niby nie mieli wielkich deficytów, jeżeli idzie o ten składnik, ale też dosyć często go wykorzystywali.
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Kruk mógł próbować się wyrwać, ale to był dla niego koniec. Nie było zupełnie innego wyjścia, jak tylko śmierć ptaka. Pożar był zdeterminowany by go zabić. Pomyślał sobie, że może zabierze taką dużą zdobycz i zaniesie swojemu tacie w prezencie. Kruka było tyle, że Cisowa Jagoda też spokojnie mogłaby się najeść i może jeszcze by zostało. Z takim pomyślunkiem tylko zacisnął mocniej kły, przygniatając szarpiące się zwierzę do ziemi i czekając, aż to umrze w agonii, gdyż była to kwestia sekund. Nie chciał przedłużać cierpienia ofiary i wolał zadusić kruka możliwie jak najszybciej by nie przysporzyć mu jeszcze więcej bólu i stresu niż ten już czuł.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.