Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Ślimacza Muszla (NPC) Ojciec: Ostowy Kolec (NPC) Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
Ślicznie, pierwsza zdobycz złapana! Zadowolona kotka zakopała zająca i zaznaczyła patyczkiem, aby potem nie zapomnieć.
Ruszyła dalej pod wiatr, węsząc, nasłuchując i rozglądając się nieśpieszno dookoła. Chciała jeszcze coś ciekawego upolować, tym bardziej że obecnie tak pięknie jej szło. Niewykluczone oczywiście, że teraz nic nie znajdzie, ale przecież nikt nie zabraniał jej wierzyć w najlepsze.
WHYDON'TYOUBEYOURSELF? If you wait for an answer
From somewhere up above
Youmay never hear thelaughter
You'vebeen dreaming of
Księżyce: 126 Mistrz: Lśniąca Sadzawka Płeć: Kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Skorpion Trwałe urazy: niewielki ślad po lisich zębach na lewym policzku
Medyk, po swojej matce, odziedziczył białe, długie i lśniące futro; widoczne jest to przede wszystkim na jego puchatych policzkach, ponadprzeciętnie owłosionym wnętrzu w uszach i ogonie. Kocur posiada trójkątny pysk i skośne oczy w dwóch kolorach – prawe jest w odcieniach błękitu, natomiast lewe przybrało słoneczną barwę. Jego wąsy są białe, a nos różowy, pudrowy. Jest smukły i słabo umięśniony.
Kocur jest cierpliwy, uprzejmy i spokojny. Medyk jest nieobeznany w żartach, natomiast często się uśmiecha. Rzadko kiedy kogoś skreśla, dopiero wtedy, gdy ktoś mocno mu podpadnie; stara się być wobec każdego wyrozumiały. Wyzbył się już mówienia samej prawdy; nie oznacza to jednak, że kłamanie sprawia mu przyjemność, bo jest wręcz odwrotnie. Zdaje sobie niemniej sprawę, że niekiedy należy sobie darować szczerości, zwłaszcza w zawodzie medyka.
Wojowniczka zakopała swoją zdobycz, by chwilę później ponownie przystąpić do poszukiwań zwierzyny. Nie musiała się nawet zbytnio wysilać – szczęście zdecydowanie było po jej stronie! Gdyby dobrze się przyjrzała, w śniegu dojrzeć mogłaby brązowawą sylwetkę należącą do szczura, który w grupie mógłby być niebezpieczny, lecz w tym momencie nie miał przy sobie obstawy. Na tę chwilę nie zauważył jeszcze kotki – w pełni skupił się na grzebaniu w śniegu, może w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia? Nie było to teraz istotne. Ważniejsza była obecnie kotka, która ponownie dostała szansę do wykorzystania.
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Ślimacza Muszla (NPC) Ojciec: Ostowy Kolec (NPC) Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
//srry długo nie mogłam siebie namówić na odpis xd
No proszę, kolejna potencjalna zdobycz! Wiedziała, że szczury w grupie były bardzo niebezpieczne, lecz tutaj na szczęście na razie był tylko jeden.
Ponownie ugieła bardziej łapy, przenosząc przy tym ciężar ciała na tylne. Głowę miała pochyloną, a ogon lekko uniesiony. Następnie zaczęła się powoli podkradać do gryzonia, starając się trzymać blisko rzeczy, za którymi mogłaby się skryć. Także uważnie patrzyła, gdzie stawia łapy, aby nie wdepnąć na jakąś suchą gałązkę. Jak tylko szczur robił podejrzane ruchy łbem, natychmiast zamierała, aby po chwili ponownie podkradać się do niego.
Kiedy dystans wynosił mniej więcej półtora ogona, napięła mięśnie, po czym rzuciła się na swój cel, wysuwając swoje przednie łapy do przodu, aby go schwytać, po czym szybko przegryźć jego gardło dla szybszego zakończenia jego żywota.
WHYDON'TYOUBEYOURSELF? If you wait for an answer
From somewhere up above
Youmay never hear thelaughter
You'vebeen dreaming of
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Na nieszczęście, wojowniczka zapomniała o jednej z istotnych zasad - poruszaniu się pod wiatr. Podmuch wiatru zaniósł zapach kocicy do nozdrzy szczura, który niespokojnie wyprostował się i odwrócił w stronę źródła woni, a ujrzawszy wojowniczkę, niemal natychmiast rzucił się do ucieczki. Partia nie była jednak jeszcze przegrana - Obłoczny Puch nadal mogła rzucić się za nim w pogoń.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Ślimacza Muszla (NPC) Ojciec: Ostowy Kolec (NPC) Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
Oh nie! Jak ona mogła zapomnieć o tak ważnej zasadzie?! O nie, wcale nie zamierzała się poddawać! Natychmiast rzuciła się w pogoń za gryzoniem, przebierając łapami tak szybko, jak mogła. Następnie, kiedy była już bardzo blisko swojego celu, napięła bardziej mięśnie, ugięła mocniej łapy i wybiła się, wysuwając do przodu przednie łapy z pazurami, aby skutecznie złapać zdobycz i na koniec uśmiercić ją, przegryzając drobną szyję.
WHYDON'TYOUBEYOURSELF? If you wait for an answer
From somewhere up above
Youmay never hear thelaughter
You'vebeen dreaming of
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
I udało się! Szczur, chociaż próbował ocalić skórę jak tylko mógł, nie zdołał uciec przed Obłocznym Puchem. Kotka rychło dopadła gryzonia i schwytała go w pazury; z pyska zwierzęcia uciekł jedynie krótki i bolesny pisk, zanim wojowniczka rozgryzła jego szyję.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Ślimacza Muszla (NPC) Ojciec: Ostowy Kolec (NPC) Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
Uh, w końcu się udało! Obłok zakopała także i szczura, przykrywając następnie liśćmi i śniegiem, na koniec zaznaczając gałązką.
Chciała ruszyć dalej, ale może wypadałoby rozejrzeć się za czymś innym? W końcu podobnie ktoś tam broił przy Bobrowej Tamie i była bardzo ciekawa, kto to był. Dwunóg? Samotnik? Uh, aż kusi, by się dowiedzieć. Właśnie dlatego śnieżnobiała kotka ruszyła średnim tempem w stronę Bobrowej Tamy, aby następnie zbadać to miejsce, jak prawdziwy koci detektyw, o ile koty w ogóle wiedzieli o czymś takim.
//thanks for polo, lecimy z eventem
WHYDON'TYOUBEYOURSELF? If you wait for an answer
From somewhere up above
Youmay never hear thelaughter
You'vebeen dreaming of
Księżyce: 154 Mistrz: Kuni Syk Płeć: kocur Matka: Białowąsa Ojciec: Dębowy Pień Trwałe urazy: Oderwane 2/3 lewej małżowiny usznej.
Szeroki, ciężki kocur o długiej, złotej sierści z pręgowaniem tygrysim. Ma białe znaczenia, które ciągną się od żuchwy, poprzez pierś i brzuch, aż do końca ogona. Biel rozjaśnia również końce wszystkich jego łap oraz wnętrze ud. Jego ślepia są ciemnozielone, lekko szarawe.
Biała kotka nie miała problemu z dostrzeżeniem dwunogiego kociaka na długo przed tym, nim on mógł zorientować się, że tutaj przyszła - w końcu był odziany w żółte, połyskliwe futro, doskonale odcinające się na tle zmarnowanego zimą krajobrazu. Mały dwunóg był zupełnie pochłonięty wydłubywaniem kamyków z dna Grzmiącej Rzeki przy pomocy długiego, grubego kija, którego przeciętny kot nie byłby w stanie podnieść z ziemi. Obłoczny Puch: lvl: 3 | S: 9 | Zr: 9 | Sz: 9 | Zm: 7 | HP: 70/70 | W: 41/50
his face lit up under yellow street light
with eyes of fear as he caught me in sight
i won't hurt him but he knows that i might
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Ślimacza Muszla (NPC) Ojciec: Ostowy Kolec (NPC) Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
Po chwili spaceru dostrzegła intruza, który prawdopodobnie był sprawcą całego bałaganu. Na nieszczęście lub szczęście, tym sprawcą okazał się dwunóg, tylko że nieco mniejszy. Dobrze, że ten ją jeszcze nie zauważył, bo miałaby kłopoty. Obłok zatrzymała się, zastanawiając, co ono tu robi. Na co mu niby grzebać kijem w rzece? Tylko niepotrzebnie płoszy ryby! Cóż, te stworzenia były jeszcze dziwniejsze, niż można było się spodziewać.
Dobra, co jak co, ale co ma teraz zrobić? Jak ma go przegonić z minimalnym ryzykiem swojego życia? To był dość trudny wybór, zwłaszcza że to było jej pierwsze spotkanie. W końcu zdecydowała się podejść do niego bliżej. Szła powoli i ostrożnie, lecz nie bezszelestnie, aby nie wystraszyć dwunogie kocię. Następnie napięła nieco mięśnie i wydała z siebie cichy i długi ostrzegawczy syk. Nie lubiła tego, ale co miała jeszcze zrobić? Nie przemówi i nie napadnie przecież na niego. Tym bardziej że może jej się poszczęśliwi, i mały dwunóg okaże się rozumny i odejdzie.
WHYDON'TYOUBEYOURSELF? If you wait for an answer
From somewhere up above
Youmay never hear thelaughter
You'vebeen dreaming of
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Obłoczny Puch sukcesywnie zbliżyła się do małego dwunoga, którego uwaga pozostawiała skupiona na mieszeniu kijem w rzecznym błocie. Aż podskoczył, słysząc nieoczekiwane syknięcie tuż przy swoim uchu, ale nie zaczął uciekać - szybko odwrócił płaski łeb w kierunku białej kotki i wstał na równe łapy. Odsłonił zęby w niepokojącym grymasie i wydał z siebie dźwięk trochę podobny do szczekania małego psa zmieszanego z ptasią pieśnią.
- Spłabłagla waszczelewe totke! Totke! - Wydawało się, że łyse zwierzę próbowało porozumieć się z wojowniczką, ale jego język był kompletnie dla niej niezrozumiały. - Kici, kici, kici...
Dziwaczne nawoływanie przerwała sztuczna melodia, która nagle wybrzmiała gdzieś z głębin żółtej okrywy dwunoga. Dziecko sięgnęło przednią łapą gdzieś przy swoim biodrze i wygrzebało metalowy, świecący błękitem prostokąt. Uciszyło go kilkoma naciśnięciami swoich upiornie długich palców.
- Ta, ta. Na rócę ne byszcze i ównie purtno - wesoło mówiło kocię, patrząc w ślepia Obłoczny Puch.
Późnie... zamachało? Na pożegnanie chyba? I pobiegło na zachód, w kierunku Siedliska Koni.
/ Przepraszam za opóźnienie, umknęła mi ta sesja :( Niestety nie możemy kontynuować jej w marcu, bo pojawiły się już nowe Wieści ze Świata, więc ten minievent powinien być już zakończony. Daję ci symboliczne 20 EXP w nagrodę za zaangażowanie.
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Gorycz aż za dobrze pamiętała skąpe zbiory Pory Nagich Drzew, żeby teraz, kiedy wszystko nareszcie kwitło i wzrastało, nie chodzić częściej na zioła. Naprawdę lubiła te wyprawy - lubiła w ciszy i spokoju, jakiego trudno zaznać w obozie, rozglądać się za roślinkami, zrywać je, czasami wybrane podjadać.
Na ziółka tradycyjnie potrzebowała obstawy i tym razem z wąskiego, zaufanego grona kandydatów jej wybór miał paść na Skrę, tylko że od niejakiej Jezioro usłyszała, że kocur biegał obecnie z jakimś terminatorem po Kocim Grzbiecie i, znając ambicje brata, nie tylko. Niepocieszona Goryczka już miała się skrzywić i odejść, gdy Księżycowe Jezioro zaoferowała siebie w roli, jaka miała przypaść jej, hm, sympatii? Gorzka nie znała wojowniczki, nie znała nawet za bardzo historii jej i Skrzącego Słowa; najpewniej w innych okolicznościach, czyli gdyby Jajo i Kornik nie utknęli w Chruśniaku, a Pożar w lecznicy, nie zgodziłaby się na eskortę obcej, ale że była trochę pod ścianą... Kiwnęła małą główką na zgodę i nie przedłużając niczego skierowała się na pstrokatą od kwiatów łączkę. Od tego momentu ani razu nie zaszczyciła wychowanki Skry spojrzeniem, wychodząc z założenia, że kotka jest dostatecznie duża, aby samodzielnie zorganizować sobie czas, w którym ona będzie szukać ziół. Mogła polować, mogła zbierać ładne kwiatki, mogła nawet, i to już ekstremalna wersja wydarzeń, próbować z nią rozmawiać, czemu nie. Zanim nowa ochroniarz rozgryzła co z sobą począć, Chochliczka zdążyła zwiesić chudy pyszczek, próbując wyniuchać znajome wonie medykamentów.
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Niejaka Jezioro była szczerze przerażona perspektywą pomocy, którą sama zaoferowała. Nie mogła ukryć - może i jej wyraz twarzy, albo nawet Skry, w stanie spoczynku nie był jakoś przyjazny, ba! nie był jakoś zachęcający, ale mina siostry jej partnera przyprawiała Jezioro o dreszczyk. Jasne, nie znała jej i nie powinna oceniać, ale wszystko w jej środku krzyczało, że ma rację i nie jest to osoba do rozmowy. Jej strach dodatkowo potęgował fakt, że mimo wszystko była to siostra Skry i dobrze by było nie zbłaźnić się przed nią w żaden sposób. I ktoś by uznał, że myślała w ten sam sposób o Pożarze - nie, w jego przypadku to zupełnie nie działało. Pożar nie generował u niej stresu, dopóki nie naruszyło się struny o imieniu Biała Burza, jednak mało kto poruszał tą, starą już, sprawę. Być może było to spowodowane tym, że Pożar zdawał się kibicować jej i Skrze i dał jej doping wtedy, gdy tego potrzebowała.
Wzięła głębszy oddech, udając się za młodą Medyczką-w-drodze na tereny, po czym kolejny raz wzięła się na odwagę, by odezwać się w jej obecności. - Będę w pobliżu, powiedz, jeśli będziesz czegoś potrzebować. - powiedziała cicho i lekko ochryple, nie pozwalając sobie, aby jej głos podniósł się powyżej pułapu pewnej głośności. Obserwowała, gdy ta niezwłocznie wzięła się do pracy a Jezioro odeszła troszkę dalej, dając jej przestrzeń do jej polowania na zioła. Postanowiła rozejrzeć się, by upewnić się, że w pobliżu nic się nie czaiło, a może przy okazji znajdzie trochę świeżych kwiatów, by wstawić je do wspólnej Norki. Jednocześnie kątem oka zerkała na czary, które odprawiała Goryczka, zastanawiając się, jak w sumie potrafi odróżnić jedno zielone od drugiego zielonego. Nie zamierzała ją jednak o to pytać, broń Gwiezdni. Wystarczy jej już stresu na dzisiaj. Już nie mówiąc, że ciągle nawracająca myśl o ciąży drążyła jej dziurę w brzuchu i sprawiała, że miała niezdrową ochotę z tym porozmawiać. To chyba jednak nie był odpowiedni moment na rozmowy o ciąży, nawet jeśli jej potencjalna rozmowa z Gorzką Łapą opierała się na medycznych faktach związanych z przyniesieniem na świat potomstwa.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Podczas gdy Jezioro cała oblana stresem przeczesywała łąkę obok, Goryczka szukała czegoś specjalnego u siebie. Nie miała żadnego upatrzonego zioła, które chciała niezwłocznie znaleźć, dzięki czemu mogła po prostu spokojnie wpatrywać się w trawę i oczekiwać, że zaraz coś przed nią wyrośnie. Co prawda dzisiaj nie była w typowej dla siebie obsadzie, ale dobra i taka, bo jeśli przyjdzie im zmierzyć się z przeciwnikiem to pomoc dymnej wojowniczki mogła się niesłychanie przydać. Tymczasem szukając czegoś innego, niż gęstej trawy i starych już stokrotek, terminatorka medyka musiała się uzbroić w cierpliwość i nie robić nadziei na zapas - mimo, że ciężka i śnieżna pora się skończyła, nie wpadła na nic, co mogłaby uznać jako lecznicze zioło.
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
W kwestii odróżniania od siebie poszczególnych emocji Gorycz była tylko troszkę bardziej zaawansowana od kamyka z pola, więc zupełnie nie zwracała uwagi na podejrzane zachowanie Księżycowego Jeziora. Od razu założyła, że wojowniczka taka już jest ze swojej natury - niepewna, wycofana, ot, takie bardziej zagęszczone powietrze, któremu trzeba tylko kiwnąć pyszczkiem potakująco od czasu do czasu. Najważniejsze, że nie darła mordki i się nie narzucała, nie próbowała być na siłę przyjazna, nie zadawała głupich pytań, nie tupała łapami jak niedźwiedzica i, generalnie, tylko nieszkodliwie oddychała w pobliżu. To Gorycz mogła znieść.
Terminatorka zmarłej medyczki spacerowała powoli po łące, wyraźnie czymś rozproszona wodziła wzrokiem po najpospolitszych, kompletnie nieużytecznych trawskach, które ją otaczały, aż w pewnym momencie uniosła dyskretnie oczy na dymną koteczkę. Była ciekawa, jak młoda wojowniczka postrzega Skrę po odbyciu treningu pod jego nadzorem, wszak jeżeli cokolwiek poza ziołami obchodziło Gorzką, to właśnie jej bracia i ojciec. Była również zaintrygowana tym, czemu Jezioro pachnie trochę jak Skra, ale właśnie kiedy miała o to spytać, młodsza siostra Barwinka też na nią zerknęła i Chochlik szybko opuściła ślipka, żeby nie wyszło na to, że się na nią gapi zamiast szukać medykamentów.
Krzywiąc antypatycznie mordkę obróciła się plecami do wojowniczki, zgarbiła plecy i ponownie skoncentrowała tylko na roślinkach, wyrzucając sobie głupie podchody w czasie pracy.
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Księżycowe Jezioro raczej nie była nieśmiała i niepewna - miała w sobie dosyć dużo pewności siebie, zwłaszcza gdy była już w związku, co dodawało jej więcej siły, jednak wiedziała, kiedy trzymać się na dystans i nie mielić jęzorem. W tej sytuacji właśnie tak czuła - że zbędna rozmowa nie była potrzebna.
Gdy ich spojrzenia się spotkały, po całym ciele biednej Jeziorko przeleciały ciarki, mając wrażenie, że zrobiła coś nie tak - Goryczka spojrzała na nią, jakby chciała jej coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili się powstrzymała. Jezioro nie wiedziała, o co chodziło, czy chciała przerwać ciszę czy też coś zaniepokoiło terminatorkę. Odwróciła zmieszana wzrok w przeciwnym kierunku i spokojnie patrolowała okolicę.
I tak zleciało dosyć dużo czasu, a gdy Goryczka dała jej znak, że jest gotowa do powrotu, Jezioro skinięciem łebka podążyła za nią z powrotem do Obozu, czując powolnie narastającą ulgę - nie miała problemów z komunikacją z kotami, ale w tym przypadku Gorzka Łapa była jak kocięta, z którymi Jeziorko nie potrafiła się porozumieć.
/zt x3 :c
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »