Księżyce: 150 Mistrz: Ćmi Zmierzch [*] Płeć: kotka Matka: Kukułczy Puch [*] Ojciec: kto? [Iskra] Partner: och... Trwałe urazy: Częściowa utrata wzroku w lewym oku, brak połowy ogona.
Smukła, czarno-biała kotka. Krótka, zadbana sierść, ciemny nos, złote oczy; wąsy długie i proste; wyższa od większości kotów. Blizna idąca przez lewe oko, brak połowy ogona. || kp
Kłębek nerwów, w duszy bardzo poczciwa, troskliwa i pracowita. Ambitna i zdeterminowana, tłumiąca większość emocji w sobie || kp
Drogę przez Osiedle Dwunożnych przebyłam nieco spięta, choć nie spotkały nas żadne nieprzyjemności. Nie byłam w stanie powstrzymać czarnych myśli, kiedy usłyszałam jakiś szmer, bądź zobaczyłam coś kątem oka. Każde z nich mogło oznaczać psa, lub Dwunoga, niebezpieczeństwo. Obecność Rabarbara bardzo pomagała, ale wciąż było to stresujące doświadczenie.
Dopiero opuszczając tereny Dwunożnych, pozwoliłam sobie na zaczęcie luźniejszej rozmowy. Pytałam go o kilka rzeczy, starając się unikać tematu blizn, czy nieprzyjemnych doświadczeń, w obawie przed przywoływaniem własnych, nieprzyjemnych wspomnień. Nie chciałam przeżywać niektórych rzeczy na nowo. Pozwoliłam sobie opowiedzieć krótko o Salem, z którą było mi dane spędzać czas, o jej historii i jak mi pomogła. Chciałam, żeby był jej równie wdzięczny, co ja. Och, dług jaki u niej miałam był ogromny!
Im bliżej byliśmy Klanu Rzeki, tym dziwniej się czułam. Wszystko zaczynało wydawać się wręcz nierealne, co napawa mnie nerwami. Nie podobało mi się to, co czułam - mieszanka uczuć dobrych i złych była wyczerpująca. Cieszyłam się gdzieś w głębi, że udało mi się dopiąć swego i ujrzeć znowu znajome tereny, choć jednocześnie bałam się tego, co nas spotka. Przyspieszyłam tempa, kiedy czekała nas ostatnia prosta.
Zatrzymałam się u granicy, widząc przed sobą Kwiecistą Łąkę. Westchnęłam, zamykając swoje oczy. Po tych wszystkich księżycach, po tylu cierpieniach…byłam tutaj. Żywa, zdrowa, z najważniejszym dla mnie kotem u boku. Jedynie kilka długości drzewa dzieliły nas od serca obozu, serca Klanu Rzeki…Od kotów, które kochałam, choć wielu pewnie zraniłam, zawiodłam. Przez głowę przebiegła mi myśl o Łabędziu, którego treningu nigdy nie było dane mi należycie poprowadzić. Miałam nadzieję, że wszystko było z nim w porządku. Czy w ogóle by mnie pamiętał? Ach, w zasadzie, kto mógł mnie pamiętać?
Usiadłam, otwierając oczy. Kiedy Rabarbar się do mnie dołączył, skierowałam swój wzrok w jego stronę. – J-jesteśmy…O-ojej, j-ja…ja chyba się…mahtwię – wyznałam, marszcząc nieznacznie brwi. – Myślałam, że…b-będę się c-czuć inaczej, k-kiedy w k-końcu uda mi się whócić. A…c-cieszę się hównie mocno, co boję… C-czy czujesz s-się podobnie? – spytałam cicho.
Po chwili wbiłam wzrok przed siebie, wypatrując jakiegoś rzeczniaka w oddali. Wkrótce z pewnością ktoś nas dostrzeże.
// ababa póki co B)) jakby w poście to nie było jasne, to żadne z nich nie przekroczyło granicy, siedzą sobie grzecznie przed nią
shooting starsnever flyfor me..................................................... myheart’s onMars,kinda hard tosee.................. .....................................................but you know, you knowI'll see you again ..................you know, you know I'll seeyou again
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Ababa bał się tego dnia, gdy będzie musiał kroczyć tą drogą w stronę Granic. Ktoś mógłby pomyśleć - ale dlaczego? W końcu droga do ukochanego domu jest o wiele przyjemniejsza niż oddalanie się od niego, prawda? Otóż od dłuższego już czasu Ababa zadręczał się, że będzie musiał przemierzyć tę drogę sam - bez Przepiórki, bez nikogo znajomego, pokonany i przegrany - i ta ostatnia droga byłaby dla niego największym utrapieniem i torturą. Teraz czuł, jakby w ogóle nie dotykał łapami ziemi - lekki i wesoły, wraz z jego miłością która zaakceptowała jego uczucia, po tak wielu zawiłościach - najpierw z Wieczorem, potem z wszystkim innym, co się im przytrafiało.
Gawędzili swobodnie na lekkie tematy - na poważniejsze jeszcze przyjdzie czas. Z ciekawością słuchał o Salem, która zdawała się równa babką - niestety, Ababa nie mógł opowiedzieć zbytnio o nikim takim w swoich przygodach. Opowiadał jednak o dziwactwach i śmiesznych kotach, które czasami uciekały nawet na jego widok - a ponieważ Ababa na swojskiej śmietanie chowany, niekoniecznie delikatny i rumiany jak chleb, wyróżniał się wśród chuderlawych pieszczoszków.
Nie minęło dużo czasu, a w zasadzie czas z Przepiórką minął tak szybko, że nawet się nie obejrzeli i byli przy granicach. Rozejrzał się dookoła, wypatrując kogokolwiek z czterema łapami, po czym odwrócił się do wyraźnie zdenerwowanej Przepiórki. - Spooookojnie. Wiesz, nie pobiliśmy rekordu Cisowej Jagody jak chodzi o czas powrotu, prawda? Jeśli ją przyjęli, to nas też muszą! Poza tym, niemożliwe żeby zapomnieli takie piękności jak my! - zaśmiał się w głos, delikatnie trącając jej bok i posyłając uśmiech pełen otuchy. Odwrócił się jednak znowu, jakby prowadzony przeczuciem i miał rację - zdawało się, że z oddali widzi postać jakiegoś kota. Rzecznego, jeśli są przy dobrych granicach!
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Minęło trochę czasu od ostatniej Ceremonii. Kociaków ciągle przybywało, a Mistrzowie mieli pełne łapy roboty. Mimo wszystko Zmierzchowa Łapa pragnęła dotrzymać obietnicy. Razem z Szafirkiem mieli pozbierać kwiaty. Bardzo proste zadanie, a pamiętanie o nim było niczym kocięcia igraszka. Kocur miał jej pokazać jak wyglądają właśnie te, które stanowiły część jego wojowniczego imienia. Z jednej strony koteczka bardzo się cieszyła. Rozmawiali dawno, a wtedy była jeszcze młodą trzpiotką. Teraz była trochę większa, jak również poznała dużo kotów. Z drugiej strony trochę gryzło ją sumienie. W końcu Szafirek dostał pod opiekę terminatora. Powinni razem ćwiczyć. Tymczasem Zmierzch wyciąga wojownika na jakieś pogaduszki. Choć trzeba było przyznać, że Mistrzom także należał się odpoczynek. Poza tym koteczka nie musiała już kłamać Łabędzia. Opuściła obóz ponownie, ale tym razem miał jej towarzyszyć ktoś znajomy! Dlatego stanęła spokojnie pośrodku łąki. Zaczęła chłonąć te wszystkie, nowe zapachy. Kolorom również nie mogła się nadziwić. Pochyliła powoli łepek, żeby obejrzeć pierwszy, czerwony okaz. Miał duże płatki, ale tylko cztery.
/Szafi~
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Szafirkowi, wbrew początkowym obawom, niezwykle przypadła do gustu nowa rola. Prędko się w niej odnalazł, chociaż może to za sprawą bezproblemowych terminatorów, jakich powierzył mu wujek, a nie swojego. Nie zastanawiał się jednak nad tym co by się działo, gdyby trafił na oporne jednostki, które nie wykazywałyby chęci do nauki czy stawiania się na treningi. Póki co mógł cieszyć się tym, że Pierwiosnkowa Łapa był punktualny, grzeczny i nie generował kłopotów jak niektórzy.
Pamiętał i jednocześnie nie pamiętał o obietnicy złożonej praktycznie pół obiegu pór temu. Jasne, gdy Zmierzchowa Łapa do niego podeszła, skojarzył w mig o co chodziło. Wcześniej? Kilka razy mu się przypomniało w środku patrolu, gdy mijał kwitnącą roślinność, jednak co mu po tym skoro wylatywało mu z głowy nim miał okazję zaczepić szylkretkę.
Gdy dotarli na łąkę, zaczął się rozglądać za niebieskofioletowymi kwiatkami, chociaż z tyłu głowy ciążyła mu myśl, że wybrali się chyba już dawno po sezonie na szafirki. Nie miał jednak serca mówić o tym Zmierzchowej Łapie już na początku wyjścia, więc z uwagą przyglądał się teraz wysokim chabrom.
– Zbieramy konkretne kwiatki? Czy wszystkie. – zapytał po chwili namysłu, odwracając łeb w stronę towarzyszki.
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Pytanie Szafirka może było oczywiste i dość proste. Mimo wszystko wprawiło koteczkę w zamyślenie. Łąka oferowała mnóstwo kwiecistych "skarbów". Ciężko było wybrać wyłącznie jeden albo dwa. Szczególnie, gdy koteczka pierwszy raz poznawała ich zapachy, kolory czy kształty. Wreszcie córka Jeziora przysiadła sobie, jednocześnie owijając ogonem łapy. Zaraz spojrzała w kierunku starszego kocura, jakby szukała tam potencjalnego ratunku.
-Pozbierałabym po jednym z każdego rodzaju. Tylko niewiele o nich wiem...- Kotka powiedziała zgodnie z prawdą. Po co miałaby teraz kłamać. Gdyby zrywała wszystko, to mogłoby być niebezpieczne. W końcu niektóre rośliny potrafiły być trujące. Pamiętała jeszcze jak ktoś mówił, żeby nigdy nie próbowała jagód sama. Tutaj sprawa mogła mieć się podobnie. Dlatego kotka wskazała łapą wcześniej wąchany kwiat.
-Jak one się nazywają? Czy opowiedziałbyś mi trochę o tych, które znasz?- Zmierzchowa Łapa postanowiła zacząć od czegoś prostego. Przecież dzisiaj mieli trochę czasu, prawda? Poza tym koteczka najwyraźniej uwielbiała czerwony kolor. Maki miały to do siebie, że przywodziły nieco na myśl bluszcz jesienną porą. Zresztą koteczka zamierzała podpytać Szafirka również o inne rzeczy. Jednak na wszystko przychodziła odpowiednia pora.
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Skinął na zgodę łbem i zaraz zabrał się za przegryzanie mechatej łodyżki. Niestety był z niej twardszy zawodnik niż się spodziewał, więc gdy już udało się zerwać chaberka nie był w perfekcyjnym stanie.
– Może lepiej po dwa? Większe szanse, że któryś dotrwa. Do obozu. – zaproponował, krzywiąc się lekko nad swoją pierwszą zdobyczą. Nim zabrał się za zrywanie sąsiedniego niebieskiego kwiatka, padło pytanie, więc podreptał w stronę szylkretki.
– To... mak. Ten mój chaber. – wyjaśnił na początek, a następnie zaczął rozglądać po morzu zieleni poprzetykanym całą tęczą innych barw. Wskazał pyszczkiem na niskie chwasty o postrzępionych liściach i żółtych kwiatach, kształtem przypominających nieco chabry. – To mlecz. – powiódł spojrzeniem dalej blisko gruntu, namierzając najpierw drobne kwiatuszki o licznych białych płatkach i żółtych koszyczkach, a zaraz koło nich równie niskie, chociaż nieco większe, różowe, o okrągłych główkach. Wskazał je kolejno. – To stokrotka. A to koniczyna. I... – rozejrzał się znowu dookoła, ale nie nawinęło mu się pod oczy nic znajomego. Sapnął cicho. – ... chyba więcej nie znam. Z nazwy. Tylko kojarzę. Raczej... raczej słabo znam kwiaty. Zwykle zbieram kamienie. I piórka. – przyznał się. No, nie do końca był wymarzonym kompanem na zbieranie kwiatków! Były zbyt nietrwałe by kocur się nimi zainteresował bardziej kiedykolwiek, ale teraz mu było nieco głupio, bo najwyraźniej Zmierzchowa Łapa mogła żyć w przekonaniu, że jego wiedza wykracza poza podstawową. Nic bardziej mylnego.
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Jeśli starszy kocur spodziewał się złości, rozczarowania czy smutku z jej strony, to bardzo się pomylił. Koteczka słuchała go uważnie. Każda nowa nazwa kwiatu brzmiała niczym magiczne zaklęcie. Zmierzch potakiwała głową aż wreszcie westchnęła z ulgą. Sama się bała, że Szafirek uzna ją za głupiutką. W końcu wzięła go tutaj, a sama miała niewielkie pojęcie. Dlatego zaraz delikatnie, przyjacielsko szturchnęła kotka swoją łapą.
-Nic nie szkodzi Szafirku. I tak wiesz więcej ode mnie. Wszystkie kwiaty mają przepiękne nazwy. Ja jedyne co kojarzę, to jaskier i firletkę. Pierwsze jest bardzo żółte, ma pięć płatków, a wielkością przypomina kończynę. Drugie ma bardzo drobniutkie, fioletowe kwiatki. Jedna gałązka ma ich zawsze kilka. Niewiedza nie jest niczym strasznym, bo zawsze można nauczyć się czegoś nowego, ciekawego.- Zmierzchowa Łapa podzieliła się również swoją wiedzą. Chwilę później próbowała zerwać kilka maków. Tylko ona łodygę trzymała delikatnie pyszczkiem, a próbowała ją przerwać pazurami. Może tak oszczędzi kwiat? Wreszcie koteczka upuściła pierwszą zdobycz...
-Właściwie, to gratuluję Wojowniczego imienia. Przepraszam, ale wcześniej nie było okazji. Słyszałam również, że Mistrz Łabędź dał tobie kilku uczniów. Cieszysz się? Pamiętam jak uczyłeś mnie podstaw walki... Do dzisiaj pamiętam, żeby chronić wrażliwe miejsca.- Koteczka mówiła wszystko z serdeczności. Dzięki starszemu kocurowi mogła pokazać pozostałym swoje pazurki. Od tamtej pory bracia mniej jej dokuczali. Zresztą Szafirek sprawił, że chciała się uczyć więcej.
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Sapnął cicho i mrugnął zaskoczony, czując szturchnięcie. Mimo że obóz Klanu Rzeki należał do tych tłoczniejszych, udawało mu się przejść przez większość życia bez takich niespodziewanych kontaktów. Nie żeby były zupełnie niemiłe, ale bury point przyzwyczaił się do swojej bańki, której z reguły nikt nie naruszał.
– Ma sens. Musi być nudno... gdy się już wszystko wie. – zauważył z lekkim zamyśleniem. Czy rzeczywiście było możliwe posiąść całą wiedzę świata? Czy jednak zawsze życie znajdowało jakiś sposób by zaskoczyć takiego kota? – Firletka śmiesznie brzmi. – wrócił jeszcze na krótki moment do tematu kwiatków. Przy firletce język się zawijał, nie wyobrażał sobie co by to było gdyby Ciemnej Mordce przypadły do gustu akurat firletki, gdy nazywała jego rodzeństwo.
Zerwał kilka mleczy, z mniejszą ostrożnością niż przy chabrach, bo żółte kwiatuszki należały do jednych z wytrzymalszych roślin. Wytarł tylko język o łapę z mleczka, które wypłynęło z przegryzionych łodyg. No tak, zapomniał o tym aspekcie zrywania mleczy!
– Nie szkodzi. – zaznaczył na początek. Nie było za co przepraszać, rozumiał przecież, że trening był dość czasochłonny, tak samo zresztą jak jego nowe obowiązki i jakoś tak rozmijali się wiecznie. Nad pytaniem zastanowił się uczciwie, jednak nie potrafił odpowiedzieć w krótkim tak bądź nie, więc wzruszył barkami. – Jest w porządku. Pierwiosnkowa Łapa bardzo szybko się uczy. Dobrze się dogadujemy. To przyjemne treningi. Z Cisową Łapą idzie... wolniej. Bo ma trening medyczny. Jeszcze. Medyczny ważniejszy. – z tego względu wymagał większej elastyczności od Szafirka, a to było jednak coś z czym bury point miewał trudności. – Cieszę, że pamiętasz. Przydało się na treningu? Jak trening? W ogóle?
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Szafirkowy Pyłek stał się bardziej rozmownym kotem niż zapamiętała go Zmierzchowa Łapa. Oczywiście odpowiadał pół słówkami albo pojedynczymi zdaniami, ale... Ogólnie koteczka lubiła słuchać wszystkich historii. Od tych najprostszych do tych zahaczających o historię wielkich Wojowników. Tymczasem wyglądało na to, że kocur lubił uczyć. Chyba treningi sprawiały mu jako taką radość. Przynajmniej był szczery, a kotka doceniła jego "gest".
-Mistrz Łabędź jest bardzo dobrym nauczycielem. Umie słuchać i tłumaczyć. Nie pospiesza mnie, a nawet zachęca do wygłaszania swojej opinii. Jeszcze nie przerobiliśmy pojedynków czy polowania. Trochę chorowałam. Potem wyniknęło to całe zamieszanie... Teraz wznowiliśmy spotkania i może za niedługo również otrzymam Wojownicze imię.- Taką nadzieję miała kotka. Jak wyjdzie naprawdę, to czas zadecyduje. Szczególnie, że wolała przećwiczyć wszystko kilka razy. Lepiej być cierpliwym niż później żałować jednego momentu.
-A ty co najbardziej lubisz uczyć? Wolisz teorię czy praktykę? Chyba, że skupiasz się na umiejętnościach typu pływanie albo wspinanie... To też ważne, bo nigdy nie wiadomo co nas spotka.- Zmierzch mówiła całkiem poważnie. Ona sama poprosiła Łabędzia o przekazanie całej wiedzy. W końcu czasem lepiej łowić ryby niż głodować. Natomiast ucieczka na drzewo mogła ocalić skórę. Zresztą srebrna była po prostu ciekawa. Kto wie... Może kiedyś sama dostanie kogoś do przeszkolenia. Warto słuchać rad starszych, doświadczonych kolegów/koleżanek.
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
No tak, przecież mistrzem Zmierzch został nie kto inny jak jego wujek! To wiadomo, że trening musiał iść dobrze, bo w kogo jak kogo, ale w Łabędzia to akurat Szafirek mógł z czystym sumieniem wierzyć. I w jego umiejętności jako mistrza, więc miło słuchało się o tym jak szylkretka się odnajdywała na ich wspólnych treningach. Dokładnie tak powinno być, satysfakcjonujące.
– Może dostaniesz... oby. – życzył Zmierzch jak najszybszego mianowania na wojowniczkę. Z tego co zauważył większość kotów wyczekiwała tego dnia z niecierpliwością. Chociaż jeśli została jej jeszcze walka (oraz polowanie) to do zmiany rangi wciąż mogło nie być najbliżej. Z doświadczenia pamiętał, że zagadnienia te były mocno wałkowane. – Jak chcesz. Możemy powalczyć. Tak treningowo. Może będzie łatwiej na treningu. Jak zaczniecie omawiać. – zaoferował luźno. Skoro uczył ją podstaw walki księżyce temu, mógł teraz spróbować zrobić jej jakieś wprowadzenie do praktyki. Zakończyć co zaczął.
– Chyba praktykę. Teoria... wymaga rozmów. To nie jest moja mocna strona. Praktyka prostsza. – przyznał całkowicie szczerze. – Ale wszystko jest ważne. Równie ważne. Tak uważam. – zgadzał się z tym, że nie wiadomo co ich czeka. Dodatkowo też uważał, że gdy żyło się w Klanie, znajomość Kodeksu Wojownika stała na równi z chociażby umiejętnością polowania. Trzeba było być świadomym zasad, którymi kierowała się grupa, do której się należało i było to równie istotne dla przetrwania co zdolność złapania piszczki by zapełnić brzuch.
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Czy Szafirkowy Pyłek zaproponował właśnie sparing? Czy zamierzał pokazać jej ataki oraz możliwość obrony? Zmierzchowa Łapa przekrzywiła lekko łepek ze zdziwieniem. Kiedyś chciała poprosić o coś podobnego Zboże. Jednak zdążyli wymienić kilka zdań odnośnie Ceremonii i sobie poszli. Oczywiście każde w swoją stronę. Teraz koteczka zyskała prawdziwą szansę. Generalnie ucieszyła się, gdy kocur odpowiedział na zadane pytanie. Wychodziło na to, że mieli podobny punkt widzenia. Tym bardziej Zmierzch zamierzała wykorzystać okazję. Sokoro Szafirek dostał już uczniów pod opiekę, to zapewne przerobił podobne przypadki kilkukrotnie.
-Z miłą chęcią poćwiczę pod twoim czujnym okiem... Trochę zaskoczę Mistrza Łabędzia, ale jeden celny cios może uratować komuś skórę.- Zmierzchowa Łapa odpowiedziała ponownie zgodnie z własnym przekonaniem. Nie raz słyszała o niebezpiecznych stworzeniach, które bezlitośnie raniły koty. Zresztą niektóre były większe, jak równie brutalniejsze podczas walki. Dlatego lepiej faktycznie poćwiczyć. W końcu jest okazja i doświadczony nauczyciel...
-To mam atakować? Czy ty pierwszy zaatakujesz?- Kotka kompletnie nie wiedziała co robić. Dlatego grzecznie spytała zanim zadała jakiś niehonorowy cios. Zresztą Szafirek był zapewne silniejszy oraz szybszy. Zaraz będzie mogła się przekonać.
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Skinął na zgodę łbem. Generalnie słusznie mówiła; jeden cios był w stanie przechylić szalę zwycięstwa. Regularne treningi zwiększały szansę na to, że w sytuacji kryzysowej kot będzie w stanie sobie lepiej poradzić z przeciwnikiem.
– Ty atakuj. Ale. Najpierw odłóżmy kwiatki dalej. By się nie zniszczyły. – zaproponował, podnosząc swoje dotychczasowe zbiory i odnosząc je na płaski kamień, schowany między trawami. Następnie wrócił do bardziej udeptanego obszaru, chcąc ustawić się naprzeciw Zmierzchowej Łapy (zachowując między nimi odległość dwóch susów) i ugiął lekko łapy, stając bardziej miękko na gruncie. Machnął nisko puchatą kitą i niewiele później dodał na zachętę. – Jestem gotowy. Możesz zaczynać.
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Szafirkowy Pyłek zaraz potwierdził początkowe myśli koteczki. Będą walczyć, ale oczywiście "na niby". Mieli ćwiczyć, więc używanie pazurów czy kłów odpadało. Przynajmniej pod tym względem Zmierzchowa Łapa mogła odetchnąć. Zresztą kocur podsunął kolejny pomysł odnośnie kwiatków. Córka Jeziora przytaknęła łebkiem, jednocześnie zgarniając kilka własnych łupów. Zaniosła je w to samo miejsce co Szafirek. Po prostu potem nie chciała marnować czasu na szukanie bądź ponowne zrywanie.
-Dobrze, tylko proszę, żebyś się nie śmiał...- Zmierzch wolała uprzedzić swojego towarzysza. Do tej pory żyła pod tak zwaną "skałą". Tata próbował ją chronić przed wszystkim co złe. Koteczka mało co opuszczała Chruśniak, a później Obozowisko. Dokuczali jej bracia, a ona im tylko oddawała. Dlatego teraz improwizowała całą sobą. Stwierdziła, że zacznie od zwykłego ataku. Zaraz zerwała się najszybciej, jak tylko umiała. Pobiegła na Szafirka, żeby uderzyć go łapami gdzieś w okolicach klatki piersiowej. Liczyła na siłę rozpędu. Wiedziała też, że on mógł zawsze odskoczyć bądź zrobić unik. Mimo wszystko od czegoś należało zacząć, prawda?
Rolling 1d10+2: 1 +2 = 3
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Nie będę. – zapewnił spokojnie. Wiedział, że czegokolwiek Zmierzchowa Łapa by nie zrobiła, nie zamierzał jej oceniać. Nigdy wcześniej przecież nie walczyła, nielogicznie byłoby wymagać od niej perfekcji już teraz. To po pierwsze. A po drugie, nabijanie się z innych kotów nigdy nie leżało w naturze Szafirka.
Nie odskoczył od razu, gdy terminatorka ruszyła w jego stronę, ugiął jedynie mocniej łapy, uważnie ją obserwując. Ruszył dopiero, gdy znalazła się o sus od niego i już celowała w niego swoimi łapami. By uniknąć zderzenia, rzucił się na lewo, a gdy tylko wylądował na trawie, obrócił się wokół własnej osi, unosząc jedną z przednich łap. Chciał skorzystać ze skróconego dystansu między nimi i nieco mocniej pacnąć przeciwniczkę w grzbiet. W prawdziwej walce taki manewr pewnie miałby więcej sensu; przeoranie pleców pazurami do przyjemnych nie należało, w przypadku treningowego sparingu bury point nie liczył na niesamowity efekt.
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Przepychanka zaczęła się na dobre. Pojedynkiem raczej nie można tego było nazwać. Zmierzchowa Łapa próbowała wszystko zrobić po raz pierwszy. Nigdy nie atakowała, nigdy nie unikała, nigdy nie odskakiwała. Dlatego cieszyła się, że Szafirkowy Pyłek szkolił ją pod swym czujnym okiem. Niestety jej pierwszy cios został uniknięty. Mało tego! Zaskoczyła ją szybkość oraz pewność kocura. On nie myślał, a działał. Poszedł za instynktem i udało mu się pacnąć jej grzbiet. Kotka postawiła uszy na baczność, a ogon zakołysał się delikatnie z niezadowoleniem. Owszem nie bolało, ale i tak pozostawało nieprzyjemnym doznaniem. Szczególnie, że drapieżnik pozostawiłby jak najgłębszą ranę. No cóż... Zmierzchowa Łapa nie zamierzała dłużej nad tym myśleć. Po prostu wykorzystała szansę i skoczyła w kierunku "zadka" kolegi. Ponoć łapanie ogona również pomagało. W końcu on stanowił "nawigację". Może nawet uda jej się obalić Szafiego. Zresztą ćwiczenia stanowiły najlepszą drogę do sukcesu.
Rolling 1d10+2: 10 +2 = 12
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...