Dzięcioł jest przeciętnej wielkości kociakiem o szczupłej sylwetce. Może teraz tego nie widać z powodu kocięcego tłuszczyku, ale w przyszłości kocur będzie mógł poszczycić się dobrze zbudowanym ciałem o widocznych dobrze zarysowanych mięśniach Całe ciało młodzika pokryte jest krótką, gładką śnieżnobiałą sierścią nie odznaczająca się żadnymi szczególnymi znaczeniami. Jak jesteśmy już przy ciele należy wspomnieć że jest ono utrzymywane przez długie, mocne, choć jeszcze nieco pulchne łapki. Dzięcioł posiada niebieskie oczka, które z wiekiem zabarwią się na kolor jasno zielony. Nie wiele wyżej nad oczami znajdują się średniej wielkości trójkątne uszka. Pysk kocura jest niemalże okrągły, można powiedzieć że praktycznie zawsze, choć mimowolnie wyraża on obojętność.
Charakter kocura można porównać z tym jego matki. Jest spokojny i jak na swój wiek dość cierpliwy lecz w przeciwieństwie do Jałowcowej Jagody nie stroni od towarzystwa. Chętnie zamieni słówko lub dwa z innym klanowiczem. Jeżeli już mowa o rozmowach trzeba przyznać że kocurek jest lepszym słuchaczem niż rozmówcą, ale gdy już ma zamiar się odezwać stara się być przy tym uprzejmy i odnosić się z szacunkiem do rozmówcy. Przez specyficzny sposób wychowania swoich rodziców uważa że Klan Cienia jest najważniejszy i najwspanialszy, ponadto ceni sobie zasady i dyscyplinę. Lecz mimo tych wszystkich poglądów i słów rodziców na temat brudnokrwistych nie wywyższa się ponad nich, ani nie czuje się lepszy, wręcz przeciwnie stara się traktować je niemal na równi z pełnokrwistymi członkami Klanu, jednak nie oznacza to że nie jest wobec nich czujny, bo jest i to bardzo, jeden fałszywy ruch i uprzejmość syna Zroszonego Pąku może przemienić się w zniewagę.
Atak Łabiego -> udany -> 18HP
Atak Fafika -> udany -> 1HP
Krew trysnęła z psiego brzucha, gdy Łabędź zostawił po sobie kolejny ślad, tym razem większy, znacznie głębszy i sugerując się żałosnym skomleniem bardziej bolesny. A Fafik? Fafik nierozważnie nadepnął na kolejną z łap kocura. Może przywódca rzeczywiście miał doczynienia z przerośniętym szczeniakiem, nie z bestią, której początkowo się spodziewał. Chociaż nagły błysk w oczach psiaka sugerował, że nie zamierzał się tak łatwo poddawać.
Fafik: S: 13(17) | Zr: 7(10) | Sz: 7(10) | Zm: 5(7) | HP: 32-18-2-2-1=9/95 | W: 47-1=46/50 | »rana 1. stopnia: ślady kłów na karku (krwawi -1HP do końca walki)» rana 2. stopnia. oderwany płat skóry z karku (krwawi -2HP do końca walki)
» rana 2. stopnia: rozcięcie powieki wraz z gałką oczną (krwawi -2HP do końca walki)
» rana 2. stopnia: głębokie rozcięcie na brzuchu (w następnej turze -3HP, w kolejnych -2HP)
»rana 1. stopnia: rozcięcie na brzuchu (krwawi -1HP do końca walki)
statystyki obniżone o 1/4 ze względu na spadek HP
celność obniżona o 1 z powodu uszkodzenia oka
Łabi: S: 21 | Zr: 18 | Sz: 11 | Zm: 13 | HP: 84-1-1=82/95 | W: 61-3=58/75 |
» rana 1. stopnia: ślady kłów na prawej przedniej łapie , bliżej górnej części ramienia (krwawi -1HP do końca walki)
» rana 0. stopnia: nadepnięcie na łapkę
» rana 0. stopnia: nadepnięcie na drugą łapkę
Przerzuty 7/7
Szło jak z płatka (jakkolwiek obrzydliwie nie brzmiałoby to w kontekście jawnego morderstwa na kimś, kto nawet nie prosił się o pojedynek), czwartą ranę na ciele psa Łabędź przypłacił przydeptaniem drugiej łapy, o czym prędko zapomniał w ferworze walki. Jednak pomimo korzystnego dla niego przebiegu starcia, nie tracił czujności... i nie ominął go dziwnie niepokojący błysk w psim oku.
Nie wydawało mu się, prawda?
Nadal nie tracił rezonu. Tuż po poprzednim ciosie, nie czekając na kontratak, zakrwawionymi pazurami starał się poszerzyć zranienie na brzuchu przeciwnika. Zależało mu, aby całą akcję skończyć szybko... i możliwie jak najmniej boleśnie dla ofiary. A w tym mogło pomóc tylko mierzenie w delikatne punkty.
Dzięcioł jest przeciętnej wielkości kociakiem o szczupłej sylwetce. Może teraz tego nie widać z powodu kocięcego tłuszczyku, ale w przyszłości kocur będzie mógł poszczycić się dobrze zbudowanym ciałem o widocznych dobrze zarysowanych mięśniach Całe ciało młodzika pokryte jest krótką, gładką śnieżnobiałą sierścią nie odznaczająca się żadnymi szczególnymi znaczeniami. Jak jesteśmy już przy ciele należy wspomnieć że jest ono utrzymywane przez długie, mocne, choć jeszcze nieco pulchne łapki. Dzięcioł posiada niebieskie oczka, które z wiekiem zabarwią się na kolor jasno zielony. Nie wiele wyżej nad oczami znajdują się średniej wielkości trójkątne uszka. Pysk kocura jest niemalże okrągły, można powiedzieć że praktycznie zawsze, choć mimowolnie wyraża on obojętność.
Charakter kocura można porównać z tym jego matki. Jest spokojny i jak na swój wiek dość cierpliwy lecz w przeciwieństwie do Jałowcowej Jagody nie stroni od towarzystwa. Chętnie zamieni słówko lub dwa z innym klanowiczem. Jeżeli już mowa o rozmowach trzeba przyznać że kocurek jest lepszym słuchaczem niż rozmówcą, ale gdy już ma zamiar się odezwać stara się być przy tym uprzejmy i odnosić się z szacunkiem do rozmówcy. Przez specyficzny sposób wychowania swoich rodziców uważa że Klan Cienia jest najważniejszy i najwspanialszy, ponadto ceni sobie zasady i dyscyplinę. Lecz mimo tych wszystkich poglądów i słów rodziców na temat brudnokrwistych nie wywyższa się ponad nich, ani nie czuje się lepszy, wręcz przeciwnie stara się traktować je niemal na równi z pełnokrwistymi członkami Klanu, jednak nie oznacza to że nie jest wobec nich czujny, bo jest i to bardzo, jeden fałszywy ruch i uprzejmość syna Zroszonego Pąku może przemienić się w zniewagę.
Jakby to ująć... No nie poszło za dobrze. Z brzucha psiaka spadło jedynie parę włosków, jednak zero świeżej czerwieni. Sam Fafik wyglądał za to, jakby miał zacisnąć szczęki na samym gardle kocura w ramach zemsty, warcząc przy tym złowieszczo. Jednakże do żadnego ataku nie doszło, bowiem gdy tylko ruszył do przodu, padł na ziemię sztywno i bez życia. Tuż przed łapami swojego oprawcy, barwiąc okoliczną trawę na czerwono.
Fafik: S: 21(17) | Zr: 13(10) | Sz: 13(10) | Zm: 9(7) | HP: 9-1-2-2-3-1=0/95 | W: 46/50 | »rana 1. stopnia: ślady kłów na karku (krwawi -1HP do końca walki)» rana 2. stopnia. oderwany płat skóry z karku (krwawi -2HP do końca walki)
» rana 2. stopnia: rozcięcie powieki wraz z gałką oczną (krwawi -2HP do końca walki)
» rana 2. stopnia: głębokie rozcięcie na brzuchu (w następnej turze -3HP, w kolejnych -2HP)
»rana 1. stopnia: rozcięcie na brzuchu (krwawi -1HP do końca walki)
»rana 0. stopnia: wyrwana sierść na brzuchu
celność obniżona o 1 z powodu uszkodzenia oka
»furia
»ŚMIERĆ
Łabi: S: 21 | Zr: 18 | Sz: 11 | Zm: 13 | HP: 82-1=81/95 | W: 58-1=57/75 |
» rana 1. stopnia: ślady kłów na prawej przedniej łapie , bliżej górnej części ramienia (krwawi -1HP do końca walki)
» rana 0. stopnia: nadepnięcie na łapkę
» rana 0. stopnia: nadepnięcie na drugą łapkę
Przerzuty 7/7
Zdecydowanie nie poszło po jego myśli, jednak nim zdołał choćby pomyśleć o uniku — psisko wyglądało bowiem, jakby chciało go rozszarpać tu i teraz, a on poniekąd dał mu przestrzeń do podjęcia działań — było po temacie. Odruchowo postąpił krok do tyłu, gdy zwierzę padło bezwładnie na ziemię. Jakaś część niego spodziewała się nagłego zaskoczenia, zrywu do dalszej walki, kłapiących szczęk. Ale nic takiego nie nastąpiło. Pies był martwy.
Łabędź ze świstem wypuścił powietrze. Rozluźnił mięśnie, umysłowo jeszcze przez dłuższy czas pozostając w pełni gotowości, podczas gdy ciało odpoczywało po starciu. Finalnie zabrał się za zakopywanie ciała drapieżnika, a całe przedsięwzięcie kosztowało go tyle energii, że po wszystkim zdecydował się wrócić do Obozu. Nici z polowania, niemniej zasapany i ze zranioną łapą i tak niewiele by zdziałał.
najzwyklejszej wielkości kocur (nie za duży, nie za mały) / biały krótkowłosy z plamami czarnego na uszach i końcówce ogona / prawe oko niebieskie, lewe oko złote / wredne spojrzenie
Zmora jest kocurem, który wszystko bierze sobie do serca - no chyba, że dana narracja mu w ogóle nie pasuje - dlatego też, gdy tylko pojął znaczenie swojego imienia, nie mógł odpuścić okazji, by dać najlepszy pokaz jakie jest jego prawdziwe znaczenie.
Próbował się wydostać z obozu wieloma sposobami, zazwyczaj w dzień kiedy słońce świeciło na niebie, a wiatr miło wiał w futerko. Nie żeby mu to odpowiadało skoro siedział w obozie jak jakiś najgorszy wróg numer jeden i to jeszcze z ciągłym wzrokiem każdego na sobie. Stał się agresywniejszy, chciał rozszarpać brata, ale Warczące Gardło od dłuższego czasu miał na niego oko i tylko dlatego trzymał się jeszcze w ryzach. Nie było dla niego ratunku, nie było już żadnych uczuć względem tych robali, miał dosyć. Rzygał na samą myśl przebywania tutaj jeszcze dłużej, wśród tych straw dla wron, które sprawiały, że miał ochotę naprawdę kogoś zamordować. Nie mógł wyjść poza legowisko terminatorów, w którym zresztą też każdy patrzył na niego nieufnie. Kasztan. Koci śmieć. Zniszczył całe jego życie. Nic nie pomagało, Śnieżny Płatek już nawet na niego nie patrzyła, a rodzeństwa nie miał, ojciec… jego też już nie chciał nazywać ojcem. Odrzucony przez społeczeństwo dusił się w sobie. Pewnej nocy wyszedł z legowiska terminatorów i zaszedł pomiędzy Królikarnię, a Chruśniak i zaczął wyrywać powolnie gałązki, przedzierając się na drugą stronę, zadrapując sobie policzki i ciało ostrymi końcami badyli, aż nie przeszedł na drugą stronę. Nie był już rzeczniakiem. Nigdy nie będzie. Szedł prosto w stronę granic, nie bardzo wiedział gdzie. Nie oglądał się jednak za siebie, na pewno nikt go nie widział, bo nikt normalny nie siedział w tamtym miejscu w środku nocy.
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Głęboki sen to luksus, na który nigdy nie mogłem sobie pozwolić. Ani po zniknięciu matki, ani w czasach wędrówek z Wilkiem (wtedy jeszcze Luną). Wtedy podejrzewałem, że to coś co przychodzi z czasem, gdy żyje się z grupą kotów i nie trzeba wyczulać słuchu na każdy najmniejszy dźwięk.
Gdzie tam.
Masę księżyców później dalej budziło mnie wszystko. Nie zawsze wybudzało i zwykle udawało mi się bez większego problemu wypocząć do świtu. Głównie dlatego że większość odgłosów szło zignorować, gdy spało się w legowisku wojowników i głównym źródłem hałasów były wiercące się inne koty. Dzisiaj jednak przeciągnęła mi się drzemka w mojej kryjówce, a że było już całkiem ciepło w nocy, zdecydowałem się, że nie chce mi się już deptać innych kotów w Kłującym Gąszczu i dzisiaj będę spał tutaj.
No i łamane gałązki były jednym z tych dźwięków, których ignorowanie mogło mieć fatalne skutki. Wątpiłem by jakikolwiek drapieżnik był na tyle durny by pchać się do obozu, ale po prostu musiałem sprawdzić co jest grane. Kot wymykał się z obozu. Ten od kary od Nocnego Szkwału, która jakaś krzywa mi się wydawała, gdy wsłuchiwałem się w rozmowy innych kotów. Moja osobista opinia była w tym momencie jednak nieistotna, miał zakaz opuszczania obozu to nie mogłem zignorować, że widziałem jak go opuszczał. Ruszyłem więc za nim przez gałązki (Gwiezdnym dzięki, że już trochę przetarł szlak przede mną). Poradzę sobie z jednym, podrośniętym terminatorem, nie było po co budzić pół Klanu.
– Dokąd się wybierasz? – spytałem znalazłszy się za nim na terenach.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
najzwyklejszej wielkości kocur (nie za duży, nie za mały) / biały krótkowłosy z plamami czarnego na uszach i końcówce ogona / prawe oko niebieskie, lewe oko złote / wredne spojrzenie
Zmora jest kocurem, który wszystko bierze sobie do serca - no chyba, że dana narracja mu w ogóle nie pasuje - dlatego też, gdy tylko pojął znaczenie swojego imienia, nie mógł odpuścić okazji, by dać najlepszy pokaz jakie jest jego prawdziwe znaczenie.
Co sobie pomyślał? Że nikt normalny nie siedzi w takim miejscu, więc go nie zauważy? No tak. Oczywiście, że mógł się spodziewać kocura, który z niewiadomego dla niego powodu wziął stronę Kasztana, a dodatkowo wyszedł mu na przekór ze wszystkim… nawet włączając w to plan odejścia z klanu.
— Nie Twoja sprawa, rozjechana żabo — rzucił bez zastanowienia, starając się nie zwracać uwagi na to jak blisko już był rzeczniak i nie zastanawiając, czy kogoś jeszcze poinformował o tym co tu się właśnie działo. Nie mógł wybuchnąć teraz złością, chociaż już pazury wysunęły się, a on nie bardzo wiedział gdzie patrzeć, bo na pewno nie denerwującą mordę Wojownika. Czemu on w ogóle był Wojownikiem? Jak Płotkowy Potok mogła wytrenować coś takiego? Chociaż może dlatego też był kim był ten tutaj? Nie żeby bardzo obrażał kotkę, ale jednak czasami zbyt się nie popisywała. — Odwal się — syknął ostatecznie. Nie miał nerwów, jeśli ten zamierzał znowu gadać jak debil i jeszcze mówić mu o konsekwencjach. Nie. Miał. Siły.
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
Piórko już od jakiegoś czasu była w okolicy, ale bardzo długo czekała na to, aby wreszcie podejść pod granicę. Dopiero po paru wschodach słońca zdecydowała się na ten poważny krok. Wzięła głębszy wdech, zbliżając się do granicy zapachowej. Ogon kotki drgnął z emocji - pamiętała te tereny. Pamiętała i rozpoznawała.
Córka Zachodzącego Światła stanęła niepewnie na granicy, jakby zastanawiając się, czy może ją przekroczyć. Zamiast tego jednak koniec końców usiadła, starając się z całych sił zasłonić ogonem kikut tylnej łapy. Żałowała, że nie miała dłuższego futra - wtedy na pewno dałaby radę ukryć swoją niepełnosprawność. Teraz jednak po prostu czekała. Nieco zgarbiona, niepewna.
[Jaśminek <3]
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Ah bycie wojownikiem... W sumie Jaśminek nie poczuł aż takiej różnicy. Jako opiekun czasami wychodził poza obóz czy to na polowanie, czy zbieranie kwiatków, więc większa ilość tych wypadów i okazjonalne patrole wielkiej różnicy mu nie zrobiły. Stres go nie zostawił, ale cieszył się. Mógł się przydać klanowi, a szczególnie teraz, gdy z dnia na dzień było coraz zimniej i trudniej było o zwierzynę.
Akurat był na polowaniu i pech zaprowadził go aż pod granice... Bo oczywiście nic nie mógł złapać koło obozu. Chociaż tym razem nie był to pech, tylko szczęście? Bo gdyby nie to, do jego nosa nie dotarłby samotniczy zapach. A gdzieś tam z nim coś... Znajomego. Łaciatek szczerze bał się spotkań z obcymi, ale zaciekawił się i kto wie, może tajemniczy ktoś akurat czekał na rzeczny patrol?
Dla ostrożności jednak zakradł się powoli, od strony krzaków, aż nie ujrzał czekoladowego futerka i długiej charakterystycznej mordki. Niemalże od razu ją rozpoznał.
- PIÓRKO!! Gwiezdni, gdzieś zniknęła? Wszystko okej? jesteś cała?? - wyrzucił, podbiegając i stając przed kotką. Pozwolił sobie przyjrzeć się jej bliżej i szczerze spodziewał się dostrzec jakąś bliznę czy może dwie, ale gdy tylko zarejestrował brak jednej z czterech łap poczuł jak mu się żołądek ściska. Nigdy w życiu nie widział takiej rany. Brak oka czy części ogona tak, ale nie całej łapy. - O-oh. O Gwiezdni. Co się stało? Znaczy, przepraszam, nie mów jeśli nie chcesz, najważniejsze, że wróciłaś - uśmiechnął się niepewnie.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
Piórko się… zamyśliła. Siedziała, wpatrywała się w jakiś bliżej nie określony punkt. Rozmyślała o tym, czy może nie odejść - przecież mogą nie przyjąć jej ponownie do Klanu Rzeki, zwłaszcza, że była teraz tak… bezużyteczna. Nie praktykowała polowania bez łapy, ostatnio udało jej się coś złapać ale tylko dzięki szczęściu. Jeszcze chwila, a zaraz pewnie by wstała i sobie poszła - wtedy jednak do uszu dotarł okrzyk. I jej imię. Kotka zastrzygła uszami, szybko odwracając głowę w tamtą stronę, aby jej pomarańczowe ślepia ujrzały nikogo innego jak Jaśminka.
Oczy kotki aż się zaszkliły. Ktoś znajomy, wreszcie ktoś, kogo znała. Zamrugała szybko, chcąc odpędzić łzy, ale one tylko pojawiły się w większej ilości.
- Jaśminek… - głos kotki był słaby, załamał się w połowie. Zrobiła parę kroków przed siebie, przytulając się do niego. Poczuła się tak… bezpiecznie. Nie zorientowała się nawet, że padło pytanie o jej łapę. Może po prostu nie chciała tego słyszeć. Po prostu przytuliła się do wojownika i rozpłakała.
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Oj. Ojoj... Chyba nie powinien był o to pytać. Opuścił uszy, gdy tylko usłyszał złamany głos kotki... Oh Gwiezdni, poczuł się okropnie głupio. A-ale chyba kotka nie miała za złe? Bo przekroczyła granice i przytuliła się do jego krótkiego futerka, czego się nie spodziewał. Zmarszczył brwi i odwzajemnił uścisk, opierając swoją głowę na jej barku, a nawet objął ją łapą czy ogonem jeśli mógł. O rety, nie spodziewał się, że ją spotka. Nie po tak długim czasie. W końcu tyle kotów znikało bez śladu... Ale wróciła. Jego przyjaciółka wróciła. Aż jego oczy się zaszkliły i nawet próba powstrzymania łez nie zadziałała. Te zaczęły płynąć po białych policzkach kocurka, lądując na czekoladowym futerku Piórko.
- Myślałem, że już nie wrócisz... Ale jesteś! Oh nawet nie wiesz jak się cieszę - wyrzucił delikatnie i ciepło, nie odklejając nawet głowy od jej barku. Przez głowę przeszła mu myśl, problem, jak ma opowiedzieć Piórko o zaginięciu Kostka i śmierci Cisa... O Gwiezdni, to będzie trudne zadanie, ale na później. Teraz liczył się fakt, że żyje i wróciła do domu.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
Kiedy ostatnim razem tu była, spotkała Jaśminka. Cieszyła się jak nigdy, a jednocześnie odczuwała ogromny strach. Kiedy więc kocur zaproponował, że pójdzie po kogoś z władzy... uciekła. Piórko po prostu stchórzyła i uciekła, zniknęła na kolejne księżyce. Wyrzucała sobie w myślach, że ponownie zniknęła. Zostawiła Jaśminka, rodzinę... Ale bała się. Bała się, że nie zostanie przyjęta, przez swoje kalectwo zostanie odtrącona i odprowadzona na osiedle.
Była już w wieku, w jakim jej rodzice już mieli kocięta. Matka wracała w snach, kazała jej wracać. No więc wróciła. Ponownie znalazła się na granicy Klanu Rzeki, tym razem chcąc zostać, pozwolić na to, aby Łabędź ją osądził. Usiadła, cała się trzęsąc, na granicy. Prosząc pierwszy napotkany patrol o przyprowadzenie Łabędzia, zastępcy, Cisa... i Jaśminka. Chciała by tu był. Razem z jej bratem. Potrzebowała się z nim zobaczyć.
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Nie widział Piórka... och, jak długo? Dwa obiegi pór? Mniej, więcej? Jednak kiedy patrol przekazał informację o orientalnej, czekoladowej kotce oczekującej na granicy, natychmiast wiedział. Nie potrzebował imienia, nie potrzebował szczegółów. Bezzwłocznie udał się we wskazane miejsce, tak prędkim krokiem, na jaki był w stanie się zdobyć bez złapania zadyszki, na granicy myśli, że pozwoli sobie na spokojniejsze tempo, a Pierzasta Łapa zwyczajnie zniknie.
Przede wszystkim jednak nie chciał kazać czekać na siebie długo.
— Piórko! — zawołał, kiedy jeszcze dzieliło go od niej kilka ładnych długości. Najważniejsze, że miał ją w zasięgu wzroku. Trochę się zmieniła, ale nie aż tak; w pozycji siedzącej jej brak łapy nie rzucał się w oczy. Terminatorka niezmiennie przypominała swoją matkę, choć o łagodniejszych rysach pyska, równocześnie od razu przywodząc mu na myśl Kornikowego Konara. Ledwo powstrzymał się od zamknięcia w uścisku jej smukłego, okrytego cieniutką szatą ciała (wędrując samotnie musiała wymarznąć się za wszystkie czasy); nie chciał przypadkiem jej nastraszyć. Kto wie, co przeżyła w czas nieobecności w Klanie? Jak zapamiętała jego, co myślała i jak się czuła? — Wróciłaś... Gwiazdy, bałem się, że przepadłaś na zawsze.
I że zawiódł sromotnie, gdy po śmierci jej ojca przejął jej trening. To był dla niej ciężki okres, bez wątpienia, i niedługo później zaginęła... Ciężko było nie mieć w głowie samych najczarniejszych scenariuszy.
Ale była. Cała i zdrowa.
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
Piórko bała się tej rozmowy. Ponownie chodziły jej po głowie myśli, aby uciec, nie robić z siebie idiotki. Byłaby utrapieniem dla Klanu Rzeki, gdyby została przyjęta - polowanie szło jej marnie, odkąd straciła łapę. Ciężko jej było utrzymać poprawnie równowagę i przy okazji nie robić hałasu. Była nieco chudsza, starała się łapać cokolwiek - nawet jeśli były to jakieś małe kąski, które nie dawały jej możliwości odpowiedniego przybrania na wadze.
W jej stronę pędził Łabędź. Zarejestrowała to dopiero po chwili. Nastawiła uszu, wpatrując się uważnie w potężną sylwetkę kocura i jednocześnie wstrzymując oddech. Nie widziała na razie nigdzie Jaśminka... może w ogóle się nie pojawi? Nie wiedziała, miała nadzieję, że jednak tak.
- Łabędzia Gwiazda - miauknęła cicho, siląc się na delikatny uśmiech, jak i czując, że łzy napływają jej do oczu. - Przepraszam - mruknęła, unosząc ślepia na starszego kocura. Łabędź się postarzał - widać to było po jego pysku, ciele... Mimo wszystko jego oczu wyglądały tak samo, jak kiedyś.
Piórko zapamiętała kocura bardzo pozytywnie. Pomagał jej po śmierci rodziców, był jej mistrzem, dobrze przewodził klanem. Mimo to bała się jego oceny, bała się, że nie przyjmie jej z powodu kalectwa. Delikatnie zamachała ogonem, spuszczając wzrok na łapy.
- Przepraszam... Naprawdę przepraszam... - załkała cicho, kuląc się w sobie. - Ja... w coś wpadłam... wyszłam, zamyśliłam się i nie wiem czemu... tak bolało i ja... Chciałabym wrócić do domu, ale ja... - zacięła się, kuląc się w sobie jeszcze bardziej. Dopiero po chwili wstała. Czuła wstyd do samej siebie. Okręciła się dookoła, aby dokładnie zaprezentować, w czym tkwił problem. - ...nie chce być ciężarem... - dodała ciszej, nawet nie patrząc w stronę dawnego mistrza. Nie chciała zobaczyć na jego pysku obrzydzenia, zawodu z jej powodu... Po prostu nie chciała.
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Widok jej lśniących od zbierających się łez oczu sprawił, że niemal od razu zaczął kręcić głową na boki. Nie, nie, nie. Nie miała przecież za co przepraszać, najważniejsze, że była tu teraz. A tym bardziej nie powinna przepraszać za niefortunny ciąg zdarzeń, za jakąś krzywdę, która najwyraźniej była powodem jej nieobecności — jej samopoczucie było o stokroć istotniejsze od tego, gdzie faktycznie przebywała. A jeżeli w tym czasie cierpiała, bała się i jedyne, czego chciała, to wrócić do domu... Jak mogła w ogóle przepraszać?
Jednak dopiero, kiedy podniosła się z siadu i zobaczył ją w pełni okazałości, dotarło do niego, co spowodowało u niej taką emocjonalną reakcję. Czy też raczej, że znalezienie się na granicy z Klanem Rzeki było ledwie częścią powodu, być może nawet tą mniejszą. Łabędź poczuł, jak łapy zmieniają mu się w miękki mech. Teraz jego oczy nabrały wilgotności.
— Co też ci przyszło do głowy, jakim ciężarem? — rzucił w niedowierzaniu; trochę głośniej, niż by chciał, ale bynajmniej nie ze złością. — Klan Rzeki to twój dom, Piórko, nic się nie zmieniło. I nic się nie zmieni. Cieszę się, że jesteś- Och, ale czy ty potrzebujesz pomocy? To dlatego między innymi prosiłaś o Cisa?
Przyjrzał się jej raz jeszcze, teraz już uważniej. Uraz nie wyglądał na świeży; nie spostrzegł ani świeżych ran, ani opatrunków, nic, co wskazywałoby na potrzebę zjawienia się medyka, a nie po prostu kochanego brata, za którym kotka z pewnością przeokrutnie się stęskniła. Mimo wszystko spojrzał na czekoladowy pyszczek z zatroskaniem, w każdej chwili gotów poprosić o przybycie Poety.