Logo Artemidy
Kwiecista Łąka
Do Jaśminka również dotarły wieści o Powrocie piórko. Był akurat w obozie w swoim kąciku, dlatego pewnie patrol zaczepił go trochę później niż Łabędzia. Kiedy ostatnie ich spotkanie tak nagle się urwało myślał, że Piórko zniknęła znów na dobre... A jednak zmieniła zdanie, wróciła! Biegł tak szybko jak mógł, ale ze swoimi krótkimi łapkami nie miał szans dogonić Łabędzia, więc dotarł na miejsce jeszcze bardziej spóźniony, ale zjawił się. - Piórkoooo! - W przeciwieństwie do swojego mistrza nie powstrzymywał się, od razu objął kotkę, by nie mogła znów zmienić zdania i tak nagle uciec - Nie rób tak więcej, proszę - mruknął, już szlochając po cichu. Ale nie były to łzy smutku, po prostu cieszył się, że mógł znów ją zobaczyć, poczuć jej futerko i przytulić.
‧₊˚❀ ༉‧₊˚.
how long have I been out of town?
'cause sometimes I wonder if I had kissed her
how different life would be right now
I smile when I cry to hide what I felt

xxx
"I'm doin' fine"
speak for yourself

xxx
I should've just asked for help

xxx
LVL 5 215 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Dopiero po chwili do Piórka dotarło, że… Łabędź nie był na nią zły. On na nią nie krzyczał, nie wyganiał jej z granicy, nie chciał odprowadzać jej do Dwunożnych. Prawda była taka, iż kotka dobrze wspominała rzeczną Gwiazdę, jednakże strach przed tym, iż może zostać nieprzyjęta był silniejszy niż racjonalne myślenie. Córka Kornikowego Konara dużo przeżyła, straciła dziecięcą radość z jakiej była znana. Zamiast niej pojawił się niepokój i strach. Dorosła, praktycznie podstarzała kocica - gdyż już za parę księżyców nadawała się do przejścia do starszyzny - po prostu się… bała.
- Ja… ja chce do domu… - mruknęła cicho, patrząc na kocura dosyć speszona. - Chciałam zobaczyć się z Cisem, bo myślałam, że mnie nie przyjmiesz… Nie chciałabym być niepotrzebnym obciążeniem i kolejnym pyskiem do wykarmienia w Porze Nagich Drzew. Ale jeśli mogę… mogę wrócić to zobaczę go zaraz w obozie. Pewnie ma dużo pracy - dodała, podnosząc łebek z nadzieją do góry. Mogła wrócić? Ona chciała wrócić. Chciała być w domu, w obozie, z bratem.
Nawet nie zauważyła, kiedy nagle znalazła się w objęciach Jaśminka, jednakże niemalże natychmiast z jej oczu popłynęła lawina łez, którą tak długo trzymała w sobie. Schowała pysk w szyi kocura, po czym załkała nieco głośniej.
- Przepraszam… - wymamrotała cicho, chociaż jej słowa mogły być zagłuszone przez szloch. - Przepraszam, że znowu zniknęłam… - mruknęła jeszcze ciszej, cały czas wciskając się mocniej w ciało kocura. Wreszcie czuła się tak… bezpiecznie.
Every night in my dreams
I see you, I feel you
That is how I know you go on
Far across the distance
And spaces between us
You have come to show you go on

[Obrazek: dcar0ad-49bc59a6-3143-4093-af7a-3164ce60...0ssmG2DjXE]
LVL 4 20 / 300
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
255
Zręczność
Zr
79
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
— Oczywiście, że możesz. Musisz, bo nie ma opcji, że cię teraz wypuszczę — powiedział z uśmiechem i zamrugał kilkukrotnie, wypuszczając dwie łzy, które spłynęły mu niesymetrycznie po polikach.
Bolało i smuciło go przeogromnie to, co będzie musiał jej przekazać. Chciała zobaczyć się z Cisem — pamiętał, jacy związani ze sobą byli od maleńkości; to było coś, co nie zmieniało się pomimo upływających księżyców, zmian w ich życiach, mimo odejść i powrotów — a jego zabrakło bezpowrotnie. Przeżyła coś strasznego, być może cudem wyplątała się ze szczęk śmierci, wróciła do domu... A Cis nie żył. Nie powita jej z otwartymi łapami, nie zaopiekuje się nią, nie ucieszy się na widok siostry. Pierzasta Łapa wróci do w sporej mierze obcego miejsca, tak wiele przecież zmieniło się w czasie jej nieobecności.
Nie zdążył powiedzieć ani słowa, nim usłyszał kroki... A następnie okrzyk, gdy Jaśmin dobiegł do Piórka i ją przytulił.
— I chyba nie tylko ja — z rozbawieniem uzupełnił swoją poprzednią wypowiedź.
Jedno było pewne, to nie najlepszy moment ani o dopytywanie o losy poza Klanem, ani tym bardziej na przekazywanie złych wieści. I, kto wie, może miał właśnie przed sobą o stokroć lepszego kandydata do tego. Piórko miała tutaj przyjaciela z prawdziwego zdarzenia, co nie rozwiązywało magicznie problemu, ale dawało nadzieję, że wszystko jakoś się ułoży. Kotka będzie teraz potrzebowała wokół siebie życzliwych pyszczków.
— Komu w drogę, temu kleń? — zaproponował miękko, odczekawszy dłuższą chwilę, by mogli się ze sobą na spokojnie przywitać i dać ujście emocjom. Nie chciał im przeszkadzać ani ich popędzać, ale też nie było sensu sterczeć na granicy, gdy mogli być w drodze do bezpiecznego Obozu. — Zapewne umierasz z głodu.

z.t.??
.
.

[Obrazek: labondz.gif]
⊹₊˚‧︵‿₊.So let's Run..₊‿︵‧˚₊⊹
uwu
x ᴍᴀᴋᴇ ᴀ ɢʀᴇᴀᴛ ᴇsᴄᴀᴘᴇ x
˚.⋆⁺₊xxxxxx ܁ . ⊹܁xxxxxxx⋆.˚xx
uwu
xxxxxxxxxx≽^•˕ •^≼
⌞ And I'll be waiting outside for the. getaway ⌝
It doesn't matterxxxxxxxxxxxxxxxxx
✩°。⋆˚⁺xx[ who ]x・. xxxxxx
xxxxxxxxxx.・x[ we ] xxx.˚xxx ๋࣭₊˚
xxxxxxxxxxx܁ . [ are ] ܁ .x.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁₊ ⊹ . ݁ x.xxwe'll keep runningxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁ ๋࣭xx܁ .xthrough the dark .✦ ݁˖
uwu
xAnd all we'll ever need is another dayx
uwu
xxxxWe can slow down, 'cause ˎˊ-
-ˋˏ Tomorrow. is a mile away
xxxxxxxxx

╭───────────────────.★..─╮
܁. And live like shooting stars ⊹˚
╰─..★.───────────────────╯
. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁ x'Causexhappy endings'xhardest to fakex . ݁₊ ‧₊˚. x
LVL 12 150 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
27
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wyszły z samego rana, kiedy tylko było na tyle jasno, by widzieć to, co ma się pod łapami. Czekała je bardzo długa droga, konieczne było nawet przespanie jednej nocy gdzieś w drodze, żaden kot nie był w stanie przebyć takiej drogi w jeden dzień. Kaszmir dawno nie czuła się tak zdeterminowana, tak pewna swego. Mimo, że każdy krok był dla niej wysiłkiem, mimo że ciało krzyczało w proteście przed takim wysiłkiem, wojowniczka szła, jedynym o czym była w stanie myśleć, był powrót do Rzeki.

Jako, że od śmierci Grzybowego Grzbietu nie należała do szczególnie gadatliwych, miała sporo czasu by myśleć.
Przerażał ją fakt, jak bardzo zdążyła zapomnieć wygląd wielu miejsc w Klanie Rzeki. Tak długo minęło od kiedy ostatnio tam była. Pyski kotów również rozmywały się w jej pamięci, co napawało ją jeszcze większym lękiem. Czuła radość z powodu zbliżającego się powrotu do domu, nie była jej zupełnie pozbawiona, jednak uczucie to było wymieszane z tak dużą ilością bólu, niepokoju i stresu, że ledwie mogła je odczuwać. Poza tym, powrót do domu wiązał się z ogromnym wysiłkiem, który wciąż dzielił ją od klanu Rzeki. Być może, kiedy ona i Brzózka znajdą się bliżej, była wojowniczka znajdzie w sobie więcej radości. A być może już nigdy czegoś takiego w pełni nie poczuje. To też potrafiła sobie wyobrazić.

- Jestem ci bardzo wdzięczna, że ze mną idziesz - powiedziała cicho, kiedy po raz dziesiąty w trakcie tej podróży była zmuszona częściowo oprzeć ciężar ciała na swoim towarzyszu niedoli. Odzyskiwała siły przez kilka uderzeń serca, by znowu ruszyć z zacięta miną na chudym pysku.

- Powiedz mi - zaczęła jakiś czas później, kiedy nabrała sił na odezwanie się po raz kolejny. Głos wciąż miała słaby, ale słyszalny i możliwy do zrozumienia. - Dlaczego ty mi się za pierwszym razem przedstawiłaś inaczej, co? - od dawna ta kwestia nie dawała jej spokoju. Dlaczego, naprawdę? Może po prostu dla zabawy, bez większego sensownego powodu?
Pociągnęła mocno nosem, oczy miała zamknięte. Stała na granicy, wiedziała że to miejsce nazywało się Kwiecista Łąka, chociaż o tej porze zupełnie na to miano nie zasługiwało. Słodko-gorzki zapach domu.
Dom.


//Brzózka i Noc :D
[Obrazek: 6QC0XHm.gif]
Però lei sa la verità
Non è per tutti andare avanti
Con il cuore che è diviso in due metà
È freddo già
È una bambina però sente
Come un peso e prima o poi si spezzerà
La gente dirà: "Non vale niente"
Non riesce neanche a uscire da una misera porta
Ma un giorno, una volta lei ci riuscirà

LVL 3 40 / 200
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
11
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Gdy Topik wróciła do domu, Brzoza wiedział, że cel niebieskookiej jest jeden. Nie zabierało to jednak goryczy z języka ku ludziom Brzózki - wzieli kolejnego kota! Za jego plecami! Zniewaga, dyshonor na ich rodzinie i ich krowie! Ważniejszy był w tym momencie plan, nie uczucia beżowego - plan, na który wpadli poniekąd razem, by odprowadzić młodą, a by Brzoza mógł ją odstawić do...Jej domu. Do Klanu Rzeki.
Uczucia niby Brzoza powinien odstawić na bok ale...Będzie chyba za nią tęsknić.

∆∆∆
Zimno w dupe trzaska na dworze, a jeszcze Brzoza się zgodził na ciąganie na dniach. Spali u znajomego Brzozy, który zamieszkiwał nieopodal w jakiejś starej konstrukcji z resztek samochodu na polu. Może pięć gwiazdek to nie było, lecz było cieplej razem.
Kolejnego ranka szli dalej, a Brzoza skomentował, jak to przy minusowych stopniach leci mu glut, więc muszą się pośpieszyć. Błoto na jego różowych butach było już nie do zniesienia.
Ciężar ciała młodszej Brzoza odnotowała z lekkim 'mhhm', choć, szczerze mówiąc, młoda była już chyba wyższa od niego - kiedy to tak wyrosło, co? Kiedy tak schłudło?
-Jesteś pewna, że to dobry pomysł?- Zadaje pytanie, bo wie, że kotka jest osłabiona po lekach.

Kaszmir gdzieś skręciła i jak Brzoza wyczuł coraz to mocniejszy zapach moczu, uczy opadły mu na czaszke. Czy on tu powinien być...? Było pierwszą myślą. Nie należy do tego świata - do lasu. Topik? Była stąd. Odprowadził ją i...Najchętniej by już sobie poszedł. Robactwo i odgłosy lasu nie robią mu dobrze na nerwy. Instynktownie się skulił, wtulając się w swą kurteczkę.
Kikut drga na pytanie pointki.
-Bo ja mam wiele imion, no i trzeba dbać o imidż. Takie pierdoły. - Kicha. Opiera się o bok kotki jasnofutrej.
-jezus maria jak gwiździ. Będą tu przechodzić jacyś twoi, czy mam po nich sama iść?-
[Obrazek: dfs7mrj-839a9ee0-5359-4753-8df1-61d05687...P2c1ekr8ZY]
Id rather take my whiskey neat
♢ My coffee black and my bed at three ♢
- - -
Youre too sweet for me
Youre too sweet for me
LVL 4 180 / 300
MedLVL 0 50 / 100
10
Siła
S
11
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Był to zwykły dzień, przynajmniej pozornie z samego rana. Gdy słońce było już zdecydowanie wyżej na niebie, do Nocnego Szkwału podszedł jeden z wojowników wytypowanych do ostatniego patrolu i oznajmił... że na granicy czeka jakiś samotnik i Topik. Czy było to coś, czego kocur się spodziewał? Nie. Kiedy ostatnio dostał jakiekolwiek informacje o swojej córce, to usłyszał że jest ciężko chora i nie wiadomo, kiedy stanie na łapy. Nie mógł sobie pozwolić na wycieczkę na Osiedle w celu odwiedzenia jej, a że usłyszał to stosunkowo niedawno, to absolutnie nie spodziewał się, że ten piękny dzień nadejdzie tak szybko. Bez zastanowienia pognał we wskazane miejsce, by na miejscu, bez nawet krzty zastanowienia rzucić się na córkę z czułym uściskiem. Dopiero po paru uderzeniach serca dotarło do niego, jak źle kotka wygląda. Jak wychudzona była, w jak tragicznej kondycji była jej sierść.
- Topik, skarbie... - wymruczał jedynie, czując jak łzy powoli napływają do zielono-żółtych ślepi. Nie był wrażliwy. Nieczęsto, o ile w ogóle, zdarzało mu się płakać. Nie potrafił jednak nie myśleć o tym, przez co przeszła jego córeczka, że wyglądała teraz tak. Tak bardzo niepodobna do samej siebie.
Skinął do Brzozy w podziękowaniu, bo przez cały ten czas stanowiła przekaźnik między córką a ojcem, a teraz... teraz w końcu mogli być razem jak rodzina. Choć nie chciał nawet myśleć o tym, jak bardzo kotka przeżywała śmierć partnera i zaginięcie swoich kociąt. Czuł, że zawiódł ją na każdej możliwej płaszczyźnie i jedyne na co liczył, to że mu wybaczy. Że nie będzie zła. Że wszystko się jakoś ułoży.
- Wracamy do domu? - zapytał cicho, będąc gotowym wziąć ją na grzbiet, jeśli nie miała siły dotrzeć do obozu o własnych siłach. Wdzięczności wobec Brzozy nie potrafił w tej chwili okazać, ani wyrazić w żaden sposób. Był skupiony na swoim maleństwie, tak podle skrzywdzonym przez los.
TO MOJA WINA

nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam
są jak krople wina
możesz to na mnie zrzucić




niech wszystko spadnie na mnie
łzy z jej powiek
uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku


NIEWINNYCH KOTÓW I KŁAMSTW
LVL 12 100 / 500
MedLVL 0 0 / 100
33
Siła
S
25
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Oczywiście, że na granicy zjawił się on, to nie mógł być nikt inny. Uśmiechnęła się nieco gorzko na jego widok, bo bardzo dużo myślała o tym, kogo z Rzeki zobaczy jako pierwszego. Z jednej strony wolałaby, żeby był to jakikolwiek inny wojownik, by mogła się przygotować, przemyśleć, co powiedzieć ojcu. Z innej, tej bardziej rozsądnej, liczył na spotkanie ojca jak najszybciej. By mieć ten łzawy dramat za sobą, by zobaczenie jego silnych emocji przeżyć szybko i możliwie bezboleśnie.
Jakiegoś wojownika zobaczyła tylko z daleka, skinął im głową, jakby mówił “jasne, już pędzę” i znikł, najwyraźniej, zgodnie z podejrzeniami Kaszmir, bardzo szybko zastąpił go na granicy jej własny ojciec.

- Cześć, staruszku - powiedziała zapuchniętym głosem, patrząc wilgotnymi oczyma prosto na niego. Łzawy dramat, dokładnie tak jak przypuszczała. Zrobiła ostrożny krok w jego stronę, zawahała się na chwilę. Ostatecznie przytuliła go mocno, wdychając do płuc bardzo dużo zapachu klanu Rzeki. Zamknęła oczy, licząc że na jedno uderzenie serca poczuje się, jak mała koteczka. Po dłuższej chwili (swoją drogą, chyba nigdy dotąd nie dotykała go tak długo bez przerwy), oderwała się od Nocnego Szkwału i odchrząknęła.
- Cholernie dużo zawdzięczam Brzozie - dał się słyszeć nieco mocniejszy i pewniejszy głos wojowniczki. Patrzyła w tamtej chwili na Pieszczoszkę trudnym do odgadnięcia wyrazem. Zdecydowanie? Sympatia? Nie, to była raczej zawzięta wdzięczność. Którą to Brzózka była w stanie odczytać tylko, jeżeli miała pewne zdolności rozumienia i czytania kocich emocji. - Klan Rzeki powinien się jej jakoś odwdzięczyć. - kategorycznie rzekła jego córka, przenosząc jednocześnie spojrzenie na zastępcę. Pociągnęła nosem. Nie płacz głupia babo, nic dobrego z tego nie ma, sarknęła na siebie w myślach, ostatecznie biorąc się w garść. - Jeżeli nie chce mieć wobec niej długu.
[Obrazek: 6QC0XHm.gif]
Però lei sa la verità
Non è per tutti andare avanti
Con il cuore che è diviso in due metà
È freddo già
È una bambina però sente
Come un peso e prima o poi si spezzerà
La gente dirà: "Non vale niente"
Non riesce neanche a uscire da una misera porta
Ma un giorno, una volta lei ci riuscirà

LVL 3 40 / 200
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
11
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Oczy Brzozy powoli zamykały się i przymykały w geście nie miłości kociej do swojego właściciela, a w geście odrzucenia zimnej bryzy, która otulała ciało ubranego to już pieszczocha z każdej strony. Czego Brzoza nie zrobi, było mu zimno.
Jezus maria, zachciało mi sie to mam. W taką zimnice wychodzić, myśli sobie, katar na weekend zafundowany, debilu. Brzoza nie był zbudowany na te temperatury, lecz dzięki bogu, ktoś w oddali zjawił się i ich zobaczył, a prędzej córke Nocnego Szkwału i pewnie po niego pobiegł.
Dobrze, bo jakby Brzoza miał tu dłużej czekać, to chyba zamieniłby się w sopel. Poprawił kurtke i usiadł się, bochenkując na kawałku ziemi, gdzie śnieg nie opruszył tak bardzo gruntu. Nie było to tak czy siak przyjemne, posadzka też była zimna. Czuł, jak glut ucieka mu z nosa i szybko wyciera go.

Zanim jakakolwiek odpowiedź pada z pyska Topik - Brzoza słyszy szybkie, zdecydowane kroki dochodzące z głębi terenów. Niedługo po ich usłyszeniu zjawia się starszy, srebrny kocur, który dość dawno zawitał w podwórku Brzozy. Przybysz wpada na swoją córę i obejmują, a Brzoza dalej siedzi, jak kula u nogi. Odwraca wzrok na łapy i czeka na znak, że może wracać do domu. Zadanie, a raczej prośbe Nocnego Szkwału spełnił należycie, nie? Taki side quest w życiu, jakby na to spojrzeć

Słyszy jedynie emocje w głosie jak i Topik, jak i jej ojca. Żadnego znaku, by sobie iść. Huh, that's weird.
Wtedy pada jeno imię, ale Brzoza tylko wydaje z siebie ciche 'uuuuuh'. Nie wie, co ma powiedzieć - jak się ma zasoby, to się ich używa, nie? Jak to mawiała ulubiona gra z konsoli człowieka Brzozy, czemu nie rozwiązać problemu, zanim ten dotrze do twych drzwi? Tak o, brzmiało w głowie beżowo-futrego. Widząc łzy w oczach obydwu, nie ma Brzoza nic do powiedzenia. Przesuwa się tylko bardziej w kąt.
Nigdy nie był dobry w emocjach, uczuciach, takich tam, a tak po za tym, to nie jego chwila odnalezienia rodziny(i całe szczęście, że jego wlasna była cała na miejscu!).

Gdy Kaszmir mówi jednak o jakichś długach klanu wobec niego samego(?!), Brzoza otwiera szerzej oczy i zakrywa się łapą. Ojoj, to się porobiło.
[Obrazek: dfs7mrj-839a9ee0-5359-4753-8df1-61d05687...P2c1ekr8ZY]
Id rather take my whiskey neat
♢ My coffee black and my bed at three ♢
- - -
Youre too sweet for me
Youre too sweet for me
LVL 4 180 / 300
MedLVL 0 50 / 100
10
Siła
S
11
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Choć długo oczekiwane pojednanie z córką było niewątpliwie ckliwą scenką, Topik zrobiła co w swojej mocy, by nie trwało to długo. Brzoza, którą to Nocny Szkwał uważał za kotkę, nigdy nic nie wspominała o żadnej odpłacie, czy długu, toteż kocur nie krył zdziwienia. Przynajmniej z początku.
- Gdybyś czegoś potrzebowała, jestem twoim dłużnikiem. Tak jak ty pomogłaś mnie i mojej córce, tak jak zobowiązany jestem pomóc tobie. Ale to mój dług. Nie klanu Rzeki. - zwrócił się do towarzyszki Topik. Owszem, należały jej się podziękowania i wdzięczność, ale tylko od Rzecznego Zastępcy, nie od całego klanu. Cóż, ledwo co się pojednał z córką, a już się nie zgadzają. Niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią. - Jeżeli coś teraz przychodzi ci do głowy, to mów śmiało. Jeżeli nie... chciałbym ci jeszcze raz podziękować z całego serca i zabrać córkę do obozu. - Siniak na pewno oszaleje z radości.
TO MOJA WINA

nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam
są jak krople wina
możesz to na mnie zrzucić




niech wszystko spadnie na mnie
łzy z jej powiek
uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku


NIEWINNYCH KOTÓW I KŁAMSTW
LVL 12 100 / 500
MedLVL 0 0 / 100
33
Siła
S
25
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Skinęła głową, na znak że jest zadowolona z odpowiedzi ojca. Nie zaoferował jej nic wprost, ale zaprzeczył też, że Brzozie dłużny przysługę jest cały klan Rzeki. Może i miał rację, może i tak było. Nie zamierzała się kłócić, nie miała na to siły. Za bardzo pragnęła położyć się w legowisku i po tej podróży spać przez kilka dni. Wiedziała jednak, że nie może sobie na to pozwolić od razu po przybyciu, miała jeszcze kilka rozmów do odbycia. Przede wszystkim na pewno z matką, ale to nie wszystko. Chciała jeszcze tego wieczora porozmawiać z samym Łabędzią Gwiazdą. Przede wszystkim wyjaśnić swoją nieobecność i omówić jeszcze jedną kwestię.
- Chodźmy - powiedziała do ojca, rzucając mu szybkie spojrzenie kątem jednego z błękitnych oczu. - Wiesz gdzie nas szukać, jeśli będziesz potrzebowała pomocy. - krótkie i twarde spojrzenie w oczy pieszczoszki mogło poświadczyć o szczerości tego, co mówiła.
[Obrazek: 6QC0XHm.gif]
Però lei sa la verità
Non è per tutti andare avanti
Con il cuore che è diviso in due metà
È freddo già
È una bambina però sente
Come un peso e prima o poi si spezzerà
La gente dirà: "Non vale niente"
Non riesce neanche a uscire da una misera porta
Ma un giorno, una volta lei ci riuscirà

LVL 3 40 / 200
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
11
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
To było pewnego rodzaju upokorzenie, które Brzoza musiał przełknąć, schować pod dywan. Matka zawsze mawiała, że nieważne, czy z osiedla czy nie - jeśli kot był normalny, to się pomagało, bo nigdy nie wiadomo, gdzie samemu się skończy. I może właśnie te matczyne nauki sprawiły, że Brzoza cofnął instynktem uszka do czaszki, gdy starszy, większy kocur skupił teraz na nim uwage.
-Czaje. Ma pan racje, co do tego. Klan to by miał dług, jakbym wam z grupke wojowników sprowadziła - hah...- Ta, bardzo śmieszne.
Brzoza chwile kontempluje. Widzi wzrok młodej rzeczniaczki.
-...Jeśli kiedyś coś wyskoczy, to zahacze i wtedy będziemy rozmawiać. Nie w tą pogode. Teraz chyba każdy z nas chce do domu odpocząć, nie?- Odpowiada obydwojgu, lecz bardziej do samego Nocnego Szkwału.
Wstaje i zabiera się do spacerku, bo do domku długa droga. Przez bark rzuca.
-Spokojnej zimy i wesołych świąt!-


/zt
[Obrazek: dfs7mrj-839a9ee0-5359-4753-8df1-61d05687...P2c1ekr8ZY]
Id rather take my whiskey neat
♢ My coffee black and my bed at three ♢
- - -
Youre too sweet for me
Youre too sweet for me
LVL 4 180 / 300
MedLVL 0 50 / 100
10
Siła
S
11
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie chciała w taki sposób uciekać z ceremonii własnych dzieci, ale kim był Czereśnia, jak nie również jej dzieckiem? Jej ukochanym, psotnym Czereśnią, zazdrosnym Czereśnią, którego nie rozumiała. Którego kochała ponad wszystko ale wobec którego miała tyle samo zmartwień, co miłości, Czereśnia, którego zachowanie i zazdrość spędzały jej sen z powiek, nieważne, co robiła. Najwyższy czas porozmawiać raz a porządnie, zwłaszcza teraz, gdy uciekł z ceremonii zaraz po tym, jak jego rodzeństwo zostało mianowane.

Nie, tak nie mogło być, nie dopuści do tego, aby jej rodzina się zawaliła w taki sposób. - Synku! - gdy wyszła z obozu, niestety, Czereśni nie było już w zasięgu wzroku i musiała ruszyć jego tropem. Nie było to na szczęście niczym trudnym i zaraz namierzyła go, wołając do niego już z pewnej odległości. Gdy znalazła się nieco bliżej, zwolniła tempa, miała na pysku czuły uśmiech, choć był to uśmiech zatroskany, a oczy miała szkliste i pełne zmartwienia.

Podeszła bliżej do Czereśniowej Łapy, ostrożnie, jakby bała się, że go spłoszy. - Czereśnia- co się stało? - spytała gładkim, troskliwym tonem, robiąc jeszcze krok bliżej, próbując się przyjrzeć pyzatej mordce syna. Czy on... płakał? Z jej powodu, z powodu rodzeństwa, z jakiego powodu?

Kiedyś Krokus chciała umieć czytać w myślach, w takich chwilach bardziej, niż kiedykolwiek.
x oh, you think i'm gone xx.'cause i left
but i'm in the trees, i'm in the breeze
my f o o t s t e p s xx..on the ground
you'll, see, my, face,,, in, every, place
BUT YOU CAN'T x.CATCH ME NOW
through wading grass
the months,,,will pass
you'll feel it all around
i'm here, i'm there, i'm everywhere

BUT YOU CAN'T CATCH ME NOW
x
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
19
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***

Randka. Randka. Wszystkie Gwiazdy na niebie, RANDKA. Się umówiły. I co. Ryba bez oka, ona całą noc się telepotała w swojej dziurze, jak najdalej od Modliszki.
Umówiły się po porannych patrolach, aby było ładnie i w ogóle. Jedyne na czym mogła się skupić Rdza to na Modliszce, ale nie na tym, o czym mówiła. Ładnie się wyczyściła i w ogóle na RANDKĘ i. i. I wyglądała w niektórych miejscach jakby miała jakieś plamy oleju na futrze. ALE TRUDNO.
Ruszyły, na razie w niezręcznej ciszy, więc... Rdza ją przerwała.
- Gdzie nas prowadzisz, hm? - zapytała. Na szczęście to, że panikowała randką nie przywróciło jej jakiś mądrych myśli.
[Obrazek: ddf9t2i-1eb6f576-8e70-4e32-b857-02887895...6ud8cMyxY8]
Finndu mig í framtíðinni
Malayang maya, malayo-layo
Malayang maya, malayo-layo
LVL 4 225 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Modliszka skłamałaby, mówiąc, że serce nie waliło jej jak oszalałe.

W momencie, gdy podczas ostatniego spotkania z Rdzą wypaplała, że zaprasza ją na randkę, wiedziała, że to już koniec - nie dosłowny, rzecz jasna, ale... Oh Gwiezdni, oh Gwiezdni! Naprawdę nie było już dla niej ratunku - ale dlaczego tak się czuła? Nie stresowała się aż tak, gdy wychodziła z terminatorami na Koci Grzbiet, nie stresowała się tak, gdy dołączała do patroli wraz z innymi wojownikami, a przecież z nimi też przeprowadzała rozmowy, szła tuż obok, blisko. Więc dlaczego obecność córki Łabędziej Gwiazdy tak na nią działała?

Sama przygotowała się starannie, układając trójkolorowe futro. Nawet... nawet postarała się, by wytrzeć się na patrolu o ładnie pachnące kwiaty, by prezentować się jeszcze lepiej - musiała wypaść dobrze... Zależało jej, by wypaść przed Rdzawą Wiewiórką dobrze. I nie wiedziała, która z nich stresowała się z nich bardziej.

Oh, to chyba nie było zak—??! Czy to naprawdę była randka!?!?!?

— Gdybym powiedziała ci teraz, zepsułoby to całą niespodziankę, hm? — rzuciła niby nonszalancko, w międzyczasie czując, jak gdyby łapy miały się zaraz pod nią ugiąć, a ona sama miałaby paść pyskiem prosto na ziemię, przy okazji kompletnie się przy Rdzy ośmieszając... Oh, nie przeżyłaby tego. Rzeczywistością było to, że bała się, że... Rdzy nie spodoba się miejsce, które wybrała. Może wolałaby coś innego, niż Kwiecistą Łąkę? Mimo, że Modliszka oferowała, by zabrać ją na oglądanie kwiatów, gdy tylko te zaczną kwitnąć... Oh, tyle zmartwień, tyle niepewności! — Zaproponowałabym, byś zamknęła oczy... ale nie chcę, by stała ci się krzywda. — dodała już ciszej, przełykając nerwowo ślinę. Zaschło jej w gardle, znowu. Tak, martwiła się o to, by starsza kocica przypadkiem nie przewróciła się, albo zadrapała się na jakimś krzaczku, albo, albo...

Gwiezdni! Rdzawa Wiewiórka była część swojego życia samotniczką, na pewno widziała więcej, niż Modliszka mogła sobie wyobrazić... a myśl ta mimowolnie sprawiała, że po ciele szylkretowej kocicy rozlewało się przyjemne ciepło. Rdza wiedziała tak wiele, widziała tak dużo - córka Rozbitej Tafli chciałaby... kiedyś usłyszeć wszystkie historie. I może nawet pewnej nocy zasnąć z nosem wtulonym w rude futro— Dosyć!
you'll be the saddest part of me
a part of
me that will never be mine
it's obvious
tonight is gonna be the loneliest
you're still the oxygen i breathe
i see your face when i close my eyes
it's torturous
tonight is gonna be the loneliest
LVL 3 25 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
10
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Uśmiechnęła się wesoło na słowa Modliszkowego Gaju i skinęła jej głową.
- To racja, hm - mruknęła ciepło, na kolejne słowa wojowniczki... przyszedł jej okropny, okropny pomysł do głowy. Zamruczała ciepło, opierając swoje ciało na boku trójkolorowej wojowniczki, owijając swój ogon wokół puchatej kity Modliszkowego Gaju. Niby Rdza też była długowłosym kotem, ale na pewno mniej puchatym od swojej randki. Zamknęła oczy, posłała uśmiech Modliszce.
- To możemy tak iść. Nic nie widzę, krzywda mi się nie stanie jak jestem obok ciebie. Ufam ci.
[Obrazek: ddf9t2i-1eb6f576-8e70-4e32-b857-02887895...6ud8cMyxY8]
Finndu mig í framtíðinni
Malayang maya, malayo-layo
Malayang maya, malayo-layo
LVL 4 225 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości