Logo Artemidy
Bobrowa Tama
— Może — odpowiedział z westchnieniem. — Ale mam nadzieję, że nie. Byli... naprawdę szczęśliwi, dopóki wszystko się układało. Grzybowy Grzbiet wzorowo dbał o swoją rodzinę. Topik była w niego wpatrzona jak w piękny zachód słońca. Może nie planował dla siebie takiej przyszłości, jednak kiedy ta nadeszła, czerpał z niej garściami. Jakby do tej roli się urodził. — Albo tak mu się nieobiektywnie wydawało, ponieważ zazdrościł kocurowi pełnej, pozornie szczęśliwej rodziny. Bycia razem, po prostu. — Nawet zaprzyjaźnił się z Nocnym Szkwałem, który z wiadomych przyczyn był co do niego sceptyczny. Głupia seria przypadków. Tak myślę, że nastąpiła głupia seria najgorszych okoliczności.
Na moment zwiesił nos. Czy dało się temu zapobiec? Oczywiście. Jak zawsze. Wystarczyło potrafić patrzeć w przyszłość. Co może być łatwiejszego?
— Grzybowy Grzbiet był bardzo odważny, prawda. Widziałem na własne oczy, jak rzucił się na psa, który zaatakował naszego medyka. A po walce tak go nosiło, że z ekscytacją poszedł zakopać ciało. — Zaśmiał się smutno na to wspomnienie. — Może ta pewność siebie go zgubiła.
Temat kociąt nie był przyjemniejszy.
— W Klanie została tylko Pieczarka. W dodatku była terminatorką Grzybka, nawet nie chcę myśleć, ile ją to wszystko musiało kosztować. Na szczęście — o ile można tu mówić o jakimkolwiek szczęściu — ma dziadków, z którymi cały miot od początku był bardzo blisko. Przepiórcza Pieśń i Nocny Szkwał pomagali przy maluchach, ile się dało. Teraz... Poczerniała Łapa jest ich jedyną wnuczką. — I zawsze będą na nią dmuchać i chuchać. Nigdy nie zastąpią jej rodziców, ale też nie pozwolą jej poczuć, że została sama na świecie.
.
.

[Obrazek: labondz.gif]
⊹₊˚‧︵‿₊.So let's Run..₊‿︵‧˚₊⊹
uwu
x ᴍᴀᴋᴇ ᴀ ɢʀᴇᴀᴛ ᴇsᴄᴀᴘᴇ x
˚.⋆⁺₊xxxxxx ܁ . ⊹܁xxxxxxx⋆.˚xx
uwu
xxxxxxxxxx≽^•˕ •^≼
⌞ And I'll be waiting outside for the. getaway ⌝
It doesn't matterxxxxxxxxxxxxxxxxx
✩°。⋆˚⁺xx[ who ]x・. xxxxxx
xxxxxxxxxx.・x[ we ] xxx.˚xxx ๋࣭₊˚
xxxxxxxxxxx܁ . [ are ] ܁ .x.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁₊ ⊹ . ݁ x.xxwe'll keep runningxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁ ๋࣭xx܁ .xthrough the dark .✦ ݁˖
uwu
xAnd all we'll ever need is another dayx
uwu
xxxxWe can slow down, 'cause ˎˊ-
-ˋˏ Tomorrow. is a mile away
xxxxxxxxx

╭───────────────────.★..─╮
܁. And live like shooting stars ⊹˚
╰─..★.───────────────────╯
. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁ x'Causexhappy endings'xhardest to fakex . ݁₊ ‧₊˚. x
LVL 12 150 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
27
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Uśmiechnął się na wspominkę o tym, że miał jakiegoś dobrego znajomego w Klanie poza Topik... sam nigdy nie był nigdzie obcy. Dosłownie, nawet jak gdzieś szedł, z góry znajdował swoje miejsce i się w nim odnajdywał. Niemniej nie wyobrażał sobie nagle wejść na stałe do innego Klanu. Dla Promyczek by to zrobił, ale Gwiezdni byli łaskaw i dali mu partnerkę w Gromie. Cieszącym jednak było faktycznie słyszeć, że Grzybek czuł się dobrze. Tym gorzej tylko było myśleć, że umarł. Ech!
Zaraz nie było lepiej. Zostało jedno kocię. Auć.
- Przykro mi, że to wszystko tak poszło - odpowiedział w końcu. - Jeśli... będzie kiedyś chcieć poznać kogoś od strony Grzybowego, możesz dać znać. Zorganizuję jakąś wycieczkę na granice.
Bo kto wie - może akurat któreś z Klanowiczów by się ucieszyło, tak samo Pieczarka.
- Nie wiem co o tym myśleć. Z jednej strony czuję zawód, z drugiej złość, z innej... nie wiem, może to po prostu poczucie bezsilności - sapnął zaraz, pocierając łapą o łapę. - Nie jestem na ciebie zły, jakby coś. Tylko na ten cholerny los.
Tu spojrzał do góry, jakoby Gwiezdnym miał wygrażać. I może tak było. Gdzie byli, gdy żywi ich potrzebowali?
Chwila ciszy.
- Niedawno odeszła Truskawkowy Gąszcz. Jestem oficjalnie... chyba najstarszy w całym Klanie. Jak umrę, to Grom dosłownie zaczyna nowe pokolenie - aby nie zejść z tematu, bo taka wymiana informacją i tak byłaby potrzebna. Mógł dać znać Łabędziowi już tutaj, nie musiał specjalnie wysyłać patrolu.
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 30 / 100
27
Siła
S
18
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Uniósł wyżej uszy, nieco więcej błękitu wychynęło zza zmrużonych oczu kocura, jakby dopiero za sprawą słów Węża dotarło do niego, że Pieczarce nie zostali sami dziadkowie, ani nawet nie wyłącznie rodzina od strony Topik. Miała krewnych w Gromie, oczywiście. Dlaczego nie pomyślał o tym w ten sposób?
— Dziękuję — odezwał się z lekkim ożywieniem. — Może jeszcze nie w najbliższym czasie, ale zapewne nadejdzie dzień, w którym zainteresuje się drugą częścią rodziny. To dużo znaczy, że może liczyć na wsparcie i pomoc.
Dla niego to wiele znaczyło, nie wątpił więc, że dla poszukującej kotki również będzie. Kiedy poczuje gotowość i chęć poznania gromowych bliskich ojca, rzecz jasna.
Na kolejne słowa liliowego ze zrozumieniem pokiwał głową, w środku duszy oddychając z ulgą. Nawet jeżeli niewiele mógł zrobić w celu uchronienia Grzybowego Grzbietu przed tamtym feralnym spotkaniem z borsukiem, nie potrafił nie brać na siebie części odpowiedzialności, nie czuć wyrzutów sumienia. Nie dziwiłby się Wężowi, gdyby w większym czy mniejszym stopniu obwiniał go o tę śmierć. Usłyszenie, że jest inaczej, zdejmowało odrobinę ciężaru.
— Bezsilność. Skąd ja to znam? — zaśmiał się smutno. — Niby jestem przywódcą Klanu, a pod względem sprawczości czuję się równie kompetentny co dwuksiężycowe kocię. Ile by się nie myślało, ile by się nie wyciągało nauki z błędów, ile by się nie starało... W końcu wydarzy się coś takiego. Kolejne zniknięcia, nawet najmłodszych, śmierci, których nie da się wyjaśnić, albo bezsensowne, frustrująco proste do uniknięcia, gdyby tylko wiedziało się zawczasu... A potem zostaje zastanowienie. Wieczne gdybanie. Czy Topik i Grzybek byliby szczęśliwi gdzieś poza Klanami? Odpowiedź wydaje się oczywista, gdzieżby mieli sobie poradzić we dwójkę z całym miotem kociąt? Ale czy to, co spotkało ich w Rzece, wyszło im na lepsze?... Przepraszam. Nie przyszedłem tutaj, żeby narzekać, naprawdę.
Uśmiechnął się lekko. Nie po to przyszedł, a jednak Wąż zdawał się rozumieć to aż za bardzo i język sam się rozplątywał. Albo to starość; kiedyś przecież potrafił trzymać fason. Kiedy niósł w sobie więcej optymizmu i nadziei.
A skoro już tkwili w jakże przyjemnym temacie śmierci, Gromiak dołożył swoją cegiełkę. Całkiem dotkliwą, mimo że Łabędź nie znał osobiście Truskawkowego Gąszczu, a jej osobę wizualizował sobie w głowie głównie w formie wspomnienia Zgromadzenia.
— Gwiezdny Klanie. Czyli u was podwójnie niewesoło. — Nieznacznie cofnął uszy. Spojrzał w ziemię. — Ja już prawie też. Została Płotkowy Potok, nasza najstarsza wojowniczka, niech gwiazdy jak najdłużej świecą jej nad głową. Nie do wiary, co? Młodo zostaliśmy przywódcami, a teraz jesteśmy tutaj. — Dwóch starszych kotów prowadzących rozmowę niczym wyjętą z legowiska starszyzny. — Trudno uwierzyć.
.
.

[Obrazek: labondz.gif]
⊹₊˚‧︵‿₊.So let's Run..₊‿︵‧˚₊⊹
uwu
x ᴍᴀᴋᴇ ᴀ ɢʀᴇᴀᴛ ᴇsᴄᴀᴘᴇ x
˚.⋆⁺₊xxxxxx ܁ . ⊹܁xxxxxxx⋆.˚xx
uwu
xxxxxxxxxx≽^•˕ •^≼
⌞ And I'll be waiting outside for the. getaway ⌝
It doesn't matterxxxxxxxxxxxxxxxxx
✩°。⋆˚⁺xx[ who ]x・. xxxxxx
xxxxxxxxxx.・x[ we ] xxx.˚xxx ๋࣭₊˚
xxxxxxxxxxx܁ . [ are ] ܁ .x.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁₊ ⊹ . ݁ x.xxwe'll keep runningxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁ ๋࣭xx܁ .xthrough the dark .✦ ݁˖
uwu
xAnd all we'll ever need is another dayx
uwu
xxxxWe can slow down, 'cause ˎˊ-
-ˋˏ Tomorrow. is a mile away
xxxxxxxxx

╭───────────────────.★..─╮
܁. And live like shooting stars ⊹˚
╰─..★.───────────────────╯
. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁ x'Causexhappy endings'xhardest to fakex . ݁₊ ‧₊˚. x
LVL 12 150 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
27
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Zawsze. Wydaje mi się, że my jesteśmy na tyle dogadani, że chyba w każdej sprawie możemy na siebie liczyć - i jako przywódcy, i jako Klany... bo kto zwykle wierzył sobie na tyle, że jeden Klan oddawał innemu wojownika, a wcześniej jeden pilnował drugiemu kociaka? Grom i Rzeka, szczerze, byli na bardzo pozytywnych relacjach, co skromnym zdaniem Węża było jednym z najlepszych rzeczy jakie mogły mu się przydarzyć.
- Nie, nie, narzekaj. Na dobrą sprawę, to lepiej tutaj - bo mówić byle komu w Klanie o tym, że bycie Przywódcą jest ciężkie może... jakoś by pomogło, owszem, ale chyba nie byłoby tego samego poziomu zrozumienia co w tej sytuacji. - Zresztą, u mnie nie lepiej. Do niedawna to były... hu-hu! Jeden kot drugiemu oko uszkodził, potem jakieś dziwne przepychanki. Niedawno terminatorzy sobie to samo zrobili... i tak jest lepiej niż jak było. Mieliśmy dwójkę kotów, co kociaki okładała. Jeden słownie, drugi faktycznie.
Skrzywił się lekko. W ostatnią sprawę wchodziła Salamandra, co rzecz jasna - szczególnie go pieniło.
- I właściwie, jak to ogarnąć? Niby Przywódca, ale nie jestem w stanie siedzieć nad każdym zawsze i wszystkich pilnować co i jak... To nierealne. A potem tylko siedzieć i myśleć, co właściwie z tym zrobić, i jak. Bo wiesz jakie koty bywają. Niektórzy sobie nic nie robią z konsekwencji - jak Bluszcz... która na szczęście już nie była problemem, ale Wąż po kres swoich dni będzie o niej pamiętał.
Zaś na kolejne, cicho westchnął. Byli okrutnie starzy.
- ... Straciłeś już kiedyś życie? - zagaił zaraz. Niepewnie i ostrożnie, ale chyba... to jedyny kot którego mógłby o to spytać. Wątpił nawet, czy medycy mogliby mu w tej sprawie pomóc.
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 30 / 100
27
Siła
S
18
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
— Zgadza się — przytaknął chętnie. Swoją relację z przywódcami Gromu i Wichru mógł nazwać czymś więcej niż dogadywaniem się na poziomie Trójki Klanowej i był za to niesamowicie wdzięczny losowi. Czuł, że może nazwać Węża swoim przyjacielem, nawet jeśli niewiele im było dane spędzić na typowo prywatnych pogawędkach.
Czy podobnie byłoby z Psią Gwiazdą? Ostatnia rozmowa z Nocnym Szkwałem dobitnie przypomniała mu, że pozytywne relacje nigdy nie są gwarantowane. Ba, coś dzisiaj tak oczywistego jak pokój nie jest dane raz na zawsze.
Z niedowierzaniem (ale tylko częściowym, umówmy się, już napatrzył się w życiu na wybryki Klanowiczów) pokręcił głową.
— Niektóre koty to wieczne kociaki. Jeżeli opieka nad Klanem to ciągłe wychowywanie, nie chcę nawet liczyć, ile mam już za sobą miotów — powiedział ze śmiechem. I westchnął. — Nie każdy przejmuje się konsekwencjami, i też nie zawsze trafiają argumenty, które sprawdzają się w innych przypadkach. A skutki pozornie drobnych problemów bywają nieprzewidywalne... Niedawno mieliśmy terminatorkę, której nie spodobał się dobór mistrzów jej i jej brata i dosadnie to wyraziła. Nawet nie przywitała się ze swoim mentorem, zabrała ogon i poszła. Na szczęście to tylko chwilowy kryzys, teraz trenują bez problemu... Ale wiesz, jak coś podobnego skończyło się u Śliwki; nic nie było w stanie ułagodzić jej uczuć. Swoją drogą, ta to była mistrzynią ucieczek. Wydawać by się mogło, Obóz jest pilnie strzeżony, cały Klan stoi w pogotowiu. I nawet to nie zawsze wystarcza, by uchronić kocię od błądzenia po terenach. Co w takim razie ma zrobić jeden kot w obliczu mniej przewidywalnych zdarzeń?
Niewiele mogli. O wiele mniej, niż usiłowała sugerować ich ranga. A jednak, przynajmniej na Łabędziu ciążyło to poczucie, że powinien. Przewidywać, wiedzieć, powstrzymywać. Panować nad sytuacją. Zapewniać bezpieczeństwo, nie dopuszczać do wybryków, jakie spotkałyby się z nieprzyjemnymi konsekwencjami. Czuwać niczym Gwiezdny obserwujący ich z lotu ptaka.
— Ani razu — przyznał z odrobiną czegoś, co chyba należało wprost nazwać wstydem. Nie sądził, by we śmierci leżała chwała, natomiast na co dzień oglądając jej żniwa, spotykając się ze śmiercią nierzadko bezsensowną czy tragiczną, nie umiał nie mieć do siebie wyrzutów. Umierali wojownicy, umierali terminatorzy, a on, który miał ich chronić kosztem życia, który po to te dodatkowe żywota posiadał, w wieku ponad stu księżyców nadal mógł szczycić się kompletem. Nie tak to powinno wyglądać. — Tobie się zdarzyło?
.
.

[Obrazek: labondz.gif]
⊹₊˚‧︵‿₊.So let's Run..₊‿︵‧˚₊⊹
uwu
x ᴍᴀᴋᴇ ᴀ ɢʀᴇᴀᴛ ᴇsᴄᴀᴘᴇ x
˚.⋆⁺₊xxxxxx ܁ . ⊹܁xxxxxxx⋆.˚xx
uwu
xxxxxxxxxx≽^•˕ •^≼
⌞ And I'll be waiting outside for the. getaway ⌝
It doesn't matterxxxxxxxxxxxxxxxxx
✩°。⋆˚⁺xx[ who ]x・. xxxxxx
xxxxxxxxxx.・x[ we ] xxx.˚xxx ๋࣭₊˚
xxxxxxxxxxx܁ . [ are ] ܁ .x.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁₊ ⊹ . ݁ x.xxwe'll keep runningxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁ ๋࣭xx܁ .xthrough the dark .✦ ݁˖
uwu
xAnd all we'll ever need is another dayx
uwu
xxxxWe can slow down, 'cause ˎˊ-
-ˋˏ Tomorrow. is a mile away
xxxxxxxxx

╭───────────────────.★..─╮
܁. And live like shooting stars ⊹˚
╰─..★.───────────────────╯
. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁ x'Causexhappy endings'xhardest to fakex . ݁₊ ‧₊˚. x
LVL 12 150 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
27
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Och... Wąż miał już parę odkąd chyba zaczął trenować koty. Pomijając te zupełnie pozytywne relacje, gdzie faktycznie mógł traktować kogoś jako własną rodzinę, tak ile razy trzeba było mu ogarnąć coś poważnego (mniej lub bardziej), nie był w stanie zliczyć. A masz ci los, własnego miotu nie umiał dopilnować.
- Znaleźć żywicę i przykleić wszystkim łapy do kamienia - stwierdził z zupełną powagą, choć oczywiście - był to żart. Niemniej, to BYŁ jakiś sposób, jeśliby pomyśleć...
Potem zaś zapadła cisza. Długa, nieprzyjemna.
- Nie wiem - wzruszył jednym z ramion, do tego delikatnie kręcąc głową na boki. - Nie wiem, czy to było to, czy jedynie cholernie nieprzyjemny sen.
Westchnął cicho.
- Trudno jest mi też znaleźć na to odpowiedź kogokolwiek, bo Medyk mi nie powie jak to na pewno jest. Nie wiedzą przecież. A... nie sądzę, że wypytywanie każdego byłoby mądre. Pomyśleliby, że mi odbiło. Całkiem słusznie, ale wolałbym to zachować w węższym gronie - tu puścił mu oczko. Łabędź słyszał co się dzieje w Gromie, wiadomo, każdy by oszalał! - A iść do Sadzawki tylko po to... jeden zły krok i mógłbym stracić życie, jeśli nie wszystkie. Nasz Wojownik raz trafił na potwora. Przeżył, ale... nie życzyłbym nikomu, by musiał przechodzić to samo.
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 30 / 100
27
Siła
S
18
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Parsknął cicho.
— Przydałoby się. Choć nie zdziwiłbym się, gdyby i z tego się wyswobodzili. Niektórzy mają prawdziwy talent do znikania. — Jak Zmora, którego ucieczka, przy wszystkich środkach ostrożności, jakie powzięli, zakrawała o niemożliwą. A jednak, syn Śnieżnego Płatka udowodnił, że nie bez powodu zostało mu nadane akurat takie imię.
Złowroga cisza sama w sobie wydawała się wyczerpującą odpowiedzią i Łabędź myślał już, że Wąż na tym poprzestanie, ale w końcu z jego pyska wydobyły się słowa. I to takie, że Rzeczniakowi aż zrobiło się gorąco. Sen? Śmierć we śnie? Gromowy przywódca był młodszy od niego, to chyba jeszcze nie pora, by dotknął go los Czerwonej Gwiazdy, która pod koniec życia raz po raz umierała ze starości?
— Jeżeli to z winy choroby, być może medyk potrafiłby coś powiedzieć — powiedział z zawahaniem, patrząc pytająco w zielone oczy. — Jak... wyglądał ten sen? Mnie chyba nieco bliżej do śmierci, może niedługo będę mógł ci powiedzieć, czy ci odbiło. Ewentualnie, że odbiło nam obu. — Normalnie, ilekroć myślał o swoim postępującym wieku, nie było mu do śmiechu. Przy Wężu było jakoś inaczej, może dzięki temu, jak wiele ich w tej kwestii łączyło. I co ich czekało. — To lepszy pomysł niż wyprawa. Gwiezdny Klanie, wasz wojownik miał przeogromne szczęście, że udało mu się przeżyć. Nie słyszałem wcześniej o takim przypadku, raczej... Raczej szykowałbym się już na pogrzeb.
.
.

[Obrazek: labondz.gif]
⊹₊˚‧︵‿₊.So let's Run..₊‿︵‧˚₊⊹
uwu
x ᴍᴀᴋᴇ ᴀ ɢʀᴇᴀᴛ ᴇsᴄᴀᴘᴇ x
˚.⋆⁺₊xxxxxx ܁ . ⊹܁xxxxxxx⋆.˚xx
uwu
xxxxxxxxxx≽^•˕ •^≼
⌞ And I'll be waiting outside for the. getaway ⌝
It doesn't matterxxxxxxxxxxxxxxxxx
✩°。⋆˚⁺xx[ who ]x・. xxxxxx
xxxxxxxxxx.・x[ we ] xxx.˚xxx ๋࣭₊˚
xxxxxxxxxxx܁ . [ are ] ܁ .x.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁₊ ⊹ . ݁ x.xxwe'll keep runningxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁ ๋࣭xx܁ .xthrough the dark .✦ ݁˖
uwu
xAnd all we'll ever need is another dayx
uwu
xxxxWe can slow down, 'cause ˎˊ-
-ˋˏ Tomorrow. is a mile away
xxxxxxxxx

╭───────────────────.★..─╮
܁. And live like shooting stars ⊹˚
╰─..★.───────────────────╯
. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁ x'Causexhappy endings'xhardest to fakex . ݁₊ ‧₊˚. x
LVL 12 150 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
27
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Tego właśnie byłby najpewniej świadkiem, bo znając Klan... na pewno co drugi kot miałby jakiś plan jak uciec. Jakkolwiek by to się nie stało, był pewien że do tego by doszło. Gromiacy mieli niebywały talent do znikania i umierania, czasem śmiałby przyznać że obecne pokolenie jeśli dożyje sześćdziesięciu księżyców, będzie mogło się tym przechwalać wśród Gwiezdnych z taką dumą, jakby ubiło niedźwiedzia samodzielnie i nawet nie poniosło żadnych uszkodzeń.
Na wspomnienie o Nurt odsunął jedno z uszu do tyłu. Nie wiedział, czy należy ją męczyć, a szczególnie rzeczami takimi jak ta. Powinien ją wspierać, być dla niej, a nie przychodzić i mówić, że chyba umiera. Jak jej to pomoże? Jest ostatnim kotem w Klanie, który jest jej jakkolwiek blisko. Nie powinien. Mimo tego, machnął głową...
- Zagadam, tak - zgodził się z lekkim uśmiechem. Kiedyś na pewno jej o tym wspomni, to oczywiste. Może to nie będzie nawet jego ostatnie życie.
Na pytanie tylko odetchnął.
- Normalnie - i to chyba było najgorsze. - Jakbym sobie był, powiedzmy, w lesie. Polował. I nagle czułem taką... siłę, ciężar... Śniło ci się kiedyś jak spadasz? To takie nieprzyjemne uczucie, że nie umiesz znaleźć gruntu, i nagle się budzisz, i... nie umiałem się obudzić. Miałem wrażenie, że idę po ziemi, i jakby coś mnie ciągnęło, i za każdym razem gdy było mi lepiej, to tak jakby... śniłem to samo. Że znowu jestem w lesie, znowu poluję, znowu mnie coś ciągnie. I nawet jak byłem już świadom tego co się stanie, to działo się to nadal. Mimowolnie łapy mnie prowadziły w tamto miejsce, wszystko działo się tak paskudnie szybko, ale i wolno... i było głośniej. Przeraźliwie głośniej. Tak jakby piszczało mi w uszach, ale... inaczej.
Chaotyczne podsumowanie snu było jedynym słusznym. Nie umiał wyjaśnić tego uczucia. Nie było to w końcu w żaden sposób inne, niż jak koszmar. A mimo to, wiedział. Wiedział, że z każdą pobudką był słaby, że Gwiezdni siłą usiłowali go do siebie zabrać, a te przeklęte życia trzymały go wśród żywych i nie dawały mu odejść zgodnie z ich wolą. Skrzywił się lekko.
- Czasem się boję, że jak umrę to nie będę nawet o tym wiedział. Skoro już we śnie nie mam pewności czy to jawa czy nie, to równie dobrze pośmiertnie mogę być w błędnym kole i ciągle żyć i umierać na nowo - podsumował. To słuszny strach. I lepszy temat, niż mówienie o Muchomorze i jego śmierci. Nie chciałby, tfu, swoim Klanowiczom przynieść niedoli przypadkiem, bo w złej chwili coś powie i los da, że ten nagle się przekręci.
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 30 / 100
27
Siła
S
18
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Normalnie. Jak na tak neutralne słowo, wybrzmiało ono zgoła złowieszczo. Może dlatego, że chociaż nic w śmierci nie było nadnaturalnego, to przecież znaczyła tak wiele, a dla większości była czymś, czego doświadcza się raz, i po czym wszystko się zmienia. Łabędź widział, jak śmierć zmieniała otoczenie, ba, zmieniała jego, gdy odchodziły kolejne ważne dla niego koty. I może powinna podnieść go na duchu możliwość, że dla głównego zainteresowanego nie musiała być czymś nadzwyczajnym, nie odbiegała daleko od snu; ale im dłużej wsłuchiwał się w słowa Węża, tym bardziej w to wątpił.
— Aż ciarki przechodzą — westchnął cicho, przejęty. — Śniłem wiele koszmarów, ale nigdy... czegoś takiego. Nie żebym kiedykolwiek szczególnie rozmyślał nad tym, jak to wygląda, ale... Nie wiem, jakaś część mnie chyba spodziewała się czegoś... przyjemniejszego, jakkolwiek to nie zabrzmi. Przypominającego ceremonię przywódcy, może. To musiał być wielki szok, gdy położyłeś się spać i przyśniło ci się to. Cóż, oczywiście wtedy nie mogłeś domyślić się, co cię czeka, ale tak z perspektywy czasu wydaje ci się, że ciało wysyłało ci jakieś sygnały? Że to nadchodzi?
Lekko cofnął uszy, popatrzył niepewnie i bez nacisku w zielone oczy gromowego przywódcy. Nie nalegał na odpowiedź, wręcz przeciwnie, spojrzeniem dawał znać, że jeżeli Wąż nie chce odpowiadać, albo wolałby przejść na milszy temat, on to jak najbardziej zrozumie.
— Och, Gwiazdy, oby nie. Wierzę, że Gwiezdny Klan nie pozwoliłby nam błądzić. — To powiedziawszy, skierował wzrok ku niebu, oczywiście zbyt jasnemu, aby móc ujrzeć jasne punkciki. Ale na pewno ktoś tam był, być może nawet przyglądał im się i przysłuchiwał ich rozmowie. Od kiedy, krótko po mianowaniu na przywódcę, odwiedziła go we śnie Karasiowa Ość, nie miał kontaktu z Przodkami. Trwał w wierze, rzecz jasna, jednak musiał przyznać, trudno było nie odczuwać poluźnionej więzi, gdy od księżyców nijak nie dawali znać o swojej obecności. Zwłaszcza teraz mogłaby ona dać mu otuchy... I nie tylko jemu, jak mniemał.
.
.

[Obrazek: labondz.gif]
⊹₊˚‧︵‿₊.So let's Run..₊‿︵‧˚₊⊹
uwu
x ᴍᴀᴋᴇ ᴀ ɢʀᴇᴀᴛ ᴇsᴄᴀᴘᴇ x
˚.⋆⁺₊xxxxxx ܁ . ⊹܁xxxxxxx⋆.˚xx
uwu
xxxxxxxxxx≽^•˕ •^≼
⌞ And I'll be waiting outside for the. getaway ⌝
It doesn't matterxxxxxxxxxxxxxxxxx
✩°。⋆˚⁺xx[ who ]x・. xxxxxx
xxxxxxxxxx.・x[ we ] xxx.˚xxx ๋࣭₊˚
xxxxxxxxxxx܁ . [ are ] ܁ .x.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁₊ ⊹ . ݁ x.xxwe'll keep runningxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁ ๋࣭xx܁ .xthrough the dark .✦ ݁˖
uwu
xAnd all we'll ever need is another dayx
uwu
xxxxWe can slow down, 'cause ˎˊ-
-ˋˏ Tomorrow. is a mile away
xxxxxxxxx

╭───────────────────.★..─╮
܁. And live like shooting stars ⊹˚
╰─..★.───────────────────╯
. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁ x'Causexhappy endings'xhardest to fakex . ݁₊ ‧₊˚. x
LVL 12 150 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
27
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***

Ostatnie księżyce były ciężkie. Kotka była pewna, że jej pobyt u starszyzny przebiegnie... No, milej. Że będzie miała dalej sporo energii na wszystko, że będzie często wybierała się poza obóz na spacery i może od czasu do czasu jakieś polowanie, ale jej ciało miało inne plany. Rozchorowała się i to dość porządnie. Szczerze to myślała, że już po niej, ale... Paręnaście wschodów słońca polepszyło jej się i miała wrażenie, że już zaraz wróci do zdrowia. Wciąż było ciężko wyjść na jakiś dłuższy spacer, ale z pomocą kochanego Minoga, który się nią opiekował, nie było aż tak tragicznie.
Dzisiaj po swojej popołudniowej drzemce poczuła się niesamowicie dobrze, gdy otworzyła oczy. Trochę jakby... Zmłodniała z parę księżyców. Nie zamierzała zmarnować tej chwili i poprosiła swojego nieoficjalnie adoptowanego syna, by zabrał się z nią na spacer wzdłuż rzeki. Ostatnio rzadko kiedy wychodziła z obozu, a tym bardziej gdzieś tak daleko, jak Bobrowa tama, więc czerpała z tej dawki energii ile tylko mogła. Dzień nie był jakiś wyjątkowy, trochę chłodny, ale promienie słońca ogrzewały grzbiety dwójki wędrujących kotów.
Nie dotarli do samej tamy, ale byli dość blisko. Szylkretka się nieźle zmęczyła i zażądała przerwy. Jeszcze mieli chwilę do zachodu, ale niebo powoli nabierało ciepłych kolorów, chyba lepszego momentu na przerwę nie było. By dać zmęczonym łapą odpocząć wojowniczka ułożyła się w bochenek, chowając swoje kończyny pod długim futerkiem. Gdyby Minóg się położył obok, oparłaby o niego wyraźnie zadowolona głowę. Jak miło w końcu wyrwać się ze ścian śpiącego pnia.
- Mm, aż kot ma ochotę popływać... Szkoda, że woda jeszcze zimna - rzuciła na początek, bardziej do siebie niż do byłego ucznia. Kiedy ostatnio w ogóle zamoczyła futro? Chyba pływając właśnie z Minogiem... Dawno też nie wyłowiła żadnej ryby. Ale nie chciała nawet próbować, z jej wiekiem musiałaby cztery dni próbować, by wyłowić, chociaż najmniejszego Ciernika. A pływanie w ogóle nie wchodziło w grę. - Ale wciąż, jest miło. Dzięki, że się zgodziłeś na ten spacer. I że wytrzymujesz jeszcze ze starą zrzędliwą mną... Wiesz. Od dawna chciałam mieć dzieci, ale cieszę się, że to ty mi się przytrafiłeś - wyrzuciła w pół żarcie i polizała szylkreta w policzek. Czy trochę za bardzo słodziła jak na nią? Tak, może tak, ale to wina tego pięknego widoku! Roztopiłby każde serce.
Przez chwilkę jeszcze podziwiała widok, aż nie przerwała tego solidnym ziewnięciem. Ajajaj, chyba kolejna drzemka się szykowała... Głupio tak zasnąć kawałek od obozu, ale zmęczenie wygrywało i kotka powoli przymknęła oczy. Ciekawe czy gdyby Pożar nie zniknął po raz kolejny, to teraz by we dwójkę chodzili na takie spacery jak jakaś para staruszków... Ciekawe czy w ogóle jej przyjaciel żył. Miała nadzieję, że tak. Że odnalazł gdzieś szczęście na osiedlu czy jako samotnik i może, też od czasu do czasu o niej myślał. Gdyby nie była taką idiotką, może szybciej zdałaby sobie sprawę ze swoich uczuć i udałoby się przetrzymać tego pacana w klanie. Ale, skoro go tu nie było to najwidoczniej trzymanie języka za zębami było najlepszym wyjściem. W końcu jak kocha to wróci, czy coś. Ciekawe również jak trzymało się jej rodzeństwo... Czy Ciernik przeżył wiele przygód? Dalej czekała na swoją rybę za wygrany zakład. Czy Węgorz dogadywał się na Srebrnej Skórce z Bawełną? Oh śmiesznie by było zobaczyć tę dwójkę razem... Czy Karp dożył starości szczęśliwie jedząc smaczki u Dwunożnych. Może szylkretka powinna była poszukać go, jak tylko uciekła od swoich ludzi... Nie tyle by go zaciągnąć z powrotem do klanu, ale by chociaż pogadać i upewnić się, że ma się dobrze. Śliza, Pstrąga i Amura aż tak dobrze już nie pamiętała, ale również ciekawiła się co z nimi się podziało. Cała trójka zniknęła tak... nagle. Ah. Jak w sumie większość bliskich jej kotów... Wciąż ciepło wspominała Kosmatkę i Mętlik, oh jak przyjemnie się z nimi plotkowało i gadało. Na pewno we trójkę by paplały w Śpiącym Pniu o wszystkim i wszystkich, gdyby tylko no, jeszcze tu były. Tak samo jak z Paprociem... Dalej nie wiedziała co myśleć o swoim dawnym przyjacielu. Widok jego martwego ciała pod mroźną skałą na zawszę jej się wyrył w pamięci. Ale wiedziała, że sam na siebie to sprowadził. Oh może gdyby kolorowa nie zniknęła, to cynamonowy by nie oszalał... Równie dobrze pamiętała śmierć Rybki, przez którą dalej czuła gorycz w gardle. Nawet bez tego wielka blizna na jej szyi przypominała jej o tym wydarzeniu niemalże codziennie. Ale... Poza tym cieszyła się ze swojego życia. Miała wiele miłych wspomnień które ostatnimi dniami ze szczególnym uśmiechem na mordce sobie przypominała. Łowienie śmieci z mamą, dwa zgromadzenia, ukończenie treningu Bawełny, spotkania z Krą i jego nawiedzenie, sprzątanie kryjówki Mrozika z Wiewiórką, niespodziankę od Paprotki, pogawędki i wygłupy z Łabędziem, nielegalny trening Piołuna i wiele, wiele więcej... Było tego sporo i cieszyła się, że było jej dane żyć w tym Klanie Rzeki i akurat z tymi kotami. Może większość jej przyjaciół odeszła i zmarła, ale jeszcze parę księżyców i wszyscy się znów spotkają. Właśnie. Parę księżyców... Nie chciałaby zostawić w końcu Minoga i Łabędzia samych sobie. Plus miała tu jeszcze parę innych kotów, których nie chciałaby zasmucić swoją śmiercią.
Problem w tym, że świat miał swoje plany i zasady, a żaden kot nie mógł żyć wiecznie. Gdy tylko życie skończyło przelatywać przed jej oczami, wydała swój ostatni, spokojny dech i usnęła. Już na zawsze.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady, running down to the riptide
taken away to the dark side
i wanna be your left-hand man
i love you when you're singing that song
and I got a lump in my throat
'cause you're gonna sing the words w r o n g
LVL 6 15 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Chyba najgorszym, w byciu martwym było to, że tak na prawdę przez większość czasu, możesz tylko patrzeć. Będąc żywym myślisz, że ci, który na ciebie spoglądają z gwiazd są w stanie wpłynąć na świat większym stopniu. Tak, jasne, może coś są w stanie zdziałać, ale głównie zależy to od słów, jakie przekazują żywym. Tylko sugerują, co powinno być zrobione. Nie jest to dużo "władzy". Więc okropnym jest patrzeć z wiedzą, że nic nie możesz zmienić w niektórych tematach. Takich jak śmierć, która czasami przychodzi w najmniej spodziewanych momentach... ale czasami wiesz. Czujesz to w swoich, już dawno nie złączonych z tobą, kościach. Gdy kot zaczyna umierać pojawiają się często podobne znaki. I Wydma obawiała się, że zaczęła już je rozpoznawać.

..Minęły już ponad dwa sezony, od kiedy Wydmowy Wiatr wzięła swój ostatni oddech i od tego czasu widziała wiele ze swojego kąta Gwiezdnego Klanu. Widziała szczęście, smutek, zaskoczenie, grozę, ale co najważniejsze — miała możliwość obserwowania, co dzieje się z jej bliskimi. To chyba zajmowało jej najwięcej czasu, nie miała zbyt wiele do roboty. Martwych kotów było mnóstwo, a obowiązków tak mało. Tutaj każdy, jeżeli tylko miał ochotę, mógł zapolować. Nie żeby potrzebował jedzenia. Nie musiał też przynosić zdobyczy na nieistniejący stos, nie musiał nawet jeść złapanego stworzonka, wystarczyło pomyśleć, aby wyimaginowana zdobycz zamieniła się w gwiezdny pył. Więc większość czasu można było poświęcić na zasłużony odpoczynek. Rozmawiała wtedy często z innymi Gwiezdnymi, ale oprócz tego opiekowała się (o ile tak można nazwać bierną obserwację...) swoimi żywymi towarzyszami.

..Od dłuższego czasu większość swojej uwagi poświęcała swojej córce, Płotkowemu Potokowi. Zaczęła widzieć to, co ona sama przechodziła w ostatnim czasie. Były oczywiście różnice, ale były elementy, które się pokrywały. Ruda matka była więc przerażona (o ile ktoś martwy może w ogóle cokolwiek czuć) widząc Znaki. Oczywiście miała nadzieję, że ta energia to po prostu oznaka, że Płotka się wykurowała i będzie mieć możliwość życia paru księżyców dłużej. Liczyła na to, że jej córka będzie mieć czas rozwikłać wszystkie zagadki świata, dowiedzieć się wszystkiego interesującego jej osobę, powiedzieć wszystko, co chciała powiedzieć swoim bliskim. Każdy martwy chciałby tego dla swoich żywych bliskich. Wydmowy Wiatr chciała tego dla Płotkowego Potoku.



..Pojawiła się pierwsze na skraju pola widzenia córki. Dała jej chwilę, aby wzięła swoje pierwsze nierzeczywiste oddechy jako najnowszy członek największego kociego Klanu. Powoli zaczęła się zbliżać, idąc brzegiem krystalicznej wersji Grzmiącej Rzeki. Przeszła po Bobrowej Tamie i stanęła przed Płotką.
..— Dobry wieczór, Płotkowy Potoku. — miauknęła na powitanie, dosyć oficjalnie, w końcu nie rozmawiała ze swoją córką przez długi czas. Poczuła, że powinna zacząć bardziej poważnie. — Tęskniłam za tobą. Widziałam cię praktycznie codziennie, ale... to nadal coś innego w końcu mieć możliwość rozmowy z tobą. Kochanie, ja... przepraszam. Nasza ostatnia rozmowa przebiegła tak... niefortunnie. A potem umarłam. Mam nadzieję, że jesteś mi to w stanie wybaczyć. Oczywiście oferuję odpowiedzi na wszystko, czego chciałaś się ode mnie dowiedzieć. — powiedziała to już z mniej poważnym tonem głosu, ale nie kłamała. — Mamy teraz dużo czasu. — powiedziała swoją myśl na głos. Potem zwróciła wzrok za siebie, tylko na chwilę. Spojrzała na odbicie Bobrowej Tamy i Grzmiącej Rzeki. — Zaprowadzę cię do Gwiezdnego Klanu, dobrze córciu? — odwróciła się z powrotem i posłała uśmiech Płotce. Czekała, aż wstanie z miejsca, a potem zaczęła iść po powoli dezintegrującej się Tamie, aż dotarła na polanę wiecznych łowów Gwiezdnych. Nowego domu jej córki, który była podekscytowana jej pokazać.
.
.
.
[Obrazek: 3OVI8ev.png]

.
[Obrazek: k2n2s6P.png]
what a glorious feeling!
i'm happy again!
° i'm laughing of clouds °
= so
dark up above =
the s u n is in my heart
and I am ready for love!
LVL 5 85 / 400
MedLVL 1 80 / 200
11
Siła
S
12
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Istniała możliwość, że obowiązki Minoga ucierpiały w ostatnich księżycach jeszcze bardziej niż zdarzało im się dotychczas. Z tą różnicą, że po raz pierwszy w życiu świadomie je ignorował. Wychodził z założenia, że jeśli komukolwiek aż tak bardzo zależało na tym by to akurat on uczestniczył w patrolu, znalezienie go nie stanowiłoby problemu – starczyło zajrzeć do Śpiącego Pnia. Nie przypominał sobie jednak by kiedykolwiek został wyciągnięty na zewnątrz za ogon.
Poprawa samopoczucia Płotki musiała być dobrym znakiem. Nawet jeśli na swój wielki dzień wybrała sobie taki nie za ładny. Przyroda zdawała się nie rozumieć powagi sytuacji, kwiaty nie zakwitły, gdy tylko postawili łapy poza obozem, brudne zaspy topniejącego śniegu nie zniknęły między grudkami ziemi. W bezbarwnym krajobrazie nawet rzeka, koło której szli, wydawała się być szara. Minóg by mógł tak wymieniać negatywne aspekty aż do samej Bobrowej Tamy, ale... w gruncie rzeczy to był miły spacer. Miał swoje dobre strony. Był pierwszym, większym wyjściem poza obóz od dawna. Wspólny marsz trochę przypominał pierwsze dni treningu. Chmury powoli się przerzedzały, przepuszczając ciepłe barwy zachodzącego słońca.
Minóg nie był do końca przekonany do tej przerwy. Promyki osadzające się na futrze robiły co mogły, by ich ogrzać, ale chłód ciągnący od piasku niweczył ich starania. Czy nie ryzykowali przeziębienia szylkretki teraz? I to tak ledwo zaczęła czuć się lepiej? Nie miał jednak serca by wygłaszać swoje wątpliwości na głos, zresztą nie mógł odmówić jej chwili odpoczynku. Po prostu przykleił się do niej, gdy tylko się położyła, żeby przypadkiem nie zmarzła.
– Co ty masz z tym pływaniem... – westchnął ciężko. Dla zasady. I umówmy się, że gdyby Płotkę wzięło na takie sentymenty, gdy stała na czterech łapach i miała więcej energii to niepokój byłby nawet bardziej niż uzasadniony. Minóg by musiał się szykować do łapania jej za ogon zanim da nura do lodowatego nurtu. Teraz zakładał, że szanse na to były niskie... ale nie zerowe. Jakaś cząstka szylkreta była przygotowana na taki wyskok. Może nawet nieco na niego czekał, jako ostateczny dowód na to, że Płotka wraca do siebie.
Nie było jednak żadnych prób wskoczenia do wody.
– Ty wytrzymujesz z wiecznie zrzędliwym mną, więc to chyba sprawiedliwe. – mruknął w odpowiedzi, z płasko położonymi uszami, czując się tylko odrobinę niezręcznie. Płotka miała to do siebie, że czasami wyskakiwała ze stwierdzeniami, na które nie miał pojęcia jak zareagować i w gruncie rzeczy chyba wolałby ich nie słyszeć. Miło wracało się do nich przed zaśnięciem, ale w tym momencie chciał jedynie zapaść się pod ziemię. Chociaż kotka nie czekała na reakcję ze strony Minoga, czuł jak jej oddech spowalnia i uhh, już samo leżenie tu było nierozsądne, co tu dopiero mówić o drzemkach.
Czy szylkret to skomentował na głos? Oczywiście, że nie. Zachował wszystkie zmartwienia dla siebie. Najwyżej obudzi Płotkę, gdy słońce zajdzie, bo wtedy będzie już faktycznie za zimno na takie pozaobozowe drzemki. Sam nie odczuwał zmęczenia, więc starał się podziwiać krajobraz, jak najmniej ruszać by nie zakłócać snu i liczyć ile ryb plusnęło w wodzie.
Nie potrafił określić czy Karasiowa Ość kiedykolwiek powiedziała mu, że cieszyła się, że to on jej się trafił. Ale też wszystkie wspomnienia z popielatą zacierały się mocno w pamięci, były tak odległe, że można by się pokusić o stwierdzenie, że należały do zupełnie innego kota. Nie była to myśl, której Głębinowy Minóg poświęcał normalnie uwagę, ale teraz... nie mając innych zajęć pod łapą... W gruncie rzeczy wszystkie zdarzenia sprzed przyjęcia do Klanu Rzeki oddzielały się grubym murem od wszystkiego co przyszło później. Nie pamiętał dokładnie pierwszych księżyców spędzonych w Klanie, ale nigdy nie wątpił, że były częścią jego życia. Zaś cała tułaczka z Luną, próby przetrwania przed spotkaniem srebrnego kocura, dni spędzone z Karaś w tamtym zaułku, wszystko to zdawało się należeć do innego kota. Należał do tego skrawka ziemi między Grzmiącą Rzeką, Grzmiącą Ścieżką, a Kłującym Gąszczem. To tutaj miał rodzinę, nawet jeśli spytany przez Płotkę nie potrafił przywołać ani jednego imienia przyjaciela. Bo w tym rzecz, że chyba faktycznie nie miał w Rzece przyjaciół. Nigdy nie był dobry w nawiązywanie znajomości, ale w pewien sposób wszyscy byli mu bliscy. Jak kuzyni, o których życiu wiedział tyle co nic, czasami mylił ich imiona, ale byli rodziną. I może oni mieli bliższe sobie koty niż taki Minóg, nie myśleli o nim prawie wcale, ale chyba i tak czuł się częścią tej rodziny. Nawet jeśli dla większości był tylko elementem tła. Może tło wciąż było istotne.
– Chyba już pora wracać. – zasugerował, delikatnie szturchając Płotkę. Słońce już zniknęło za horyzontem, złote barwy gasły, ustępując miejsca gwiazdom. Jeszcze chwila i przemarzną oboje, a o ile szylkretowi lekki katar nie zaszkodzi tak... no właśnie. Reakcja ze strony kotki jednak nie nadeszła. Nie obudziła się, nie przeciągała, nie mówiła jak jej ta drzemka była potrzebna, ani nie narzekała, że za wcześnie ją obudził.
Nie oddychała.
Głębinowy Minóg przyjął to ze spokojem. Chyba. Ten dzień musiał kiedyś nadejść, Płotka nie należała do najmłodszych, ostatnie księżyce też nie były dla niej zbyt łaskawe. To naturalna kolej rzeczy, był na to przygotowany, nie panikował, nie szarpał martwego ciała w nadziei, że taki brak szacunku ściągnie Płotkowy Potok ze Srebrnej Skórki. Był opanowany. Musiał zanieść ją do obozu, zwołać Klan. Ledwo się podniósł, łapy równie dobrze mógł mieć z mchu. Wniosek – sam nie da rady. Potrzebował przynajmniej jeszcze jednego kota do pomocy, więc ruszył wzdłuż rzeki. W połowie drogi się zatrzymał gwałtownie. Nie powinien zostawiać Płotki samej, mogli poczekać na patrol, chyba jeszcze ktoś powinien przechodzić tamtędy? Oprócz drapieżników wyruszających na nocne polowanie, znaczy się. Właśnie, powinien wrócić zanim jeden z nich zainteresuje się szylkretką. Nie kojarzył by koty były zjadane przez okoliczną konkurencję. Ale może, w taką porę, martwy kot był łatwym łupem. Nie miał pojęcia. Chyba to powinien już wiedzieć.
Nad Płotką stał pies. Nachylał nad nią pysk i może gdyby Minóg poświęcił chwilę na ocenę sytuacji, gdyby nie zastanawiał się dopiero co nad tym czy ktokolwiek w okolicy jadł koty, zareagowałby rozsądniej. Dałby psisku obwąchać w spokoju zwłoki i ruszyć dalej. Ale niestety Minóg nie operował w tym momencie rozsądkiem. Chciał przegonić intruza, więc bez wahania się na niego rzucił. Chociaż dalej nie do końca czuł swoje łapy jeszcze. W gruncie rzeczy, nie za wiele teraz czuł ogółem. Udało mu się trafić pazurami w długi nos. Starczyło by pies się wycofał. Minóg oddychał ciężko, kręciło mu się lekko w głowie. Krew zlepiała ziarenka piasku przed jego łapami. Och, racja. Pies go chwycił za gardło. W którymś momencie. To tłumaczyło dlaczego tej krwi było coraz więcej.
– Patrol będzie tędy wkrótce przechodził. – charknął z trudem w przestrzeń. Trochę do Płotki, trochę do siebie. Położył się obok szylkretki, tak jak wcześniej. Razem poczekają. Teraz rozumiał skąd jej wcześniejsza chęć drzemki, z gwiazdami odbijającymi się od powierzchni rzeki, to było naprawdę ładne miejsce by być zmęczonym.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶
shadows settle on the place
– that you left –

Our minds are { t r o u b l e d } by the emptiness
[Obrazek: WfG2fnc.gif]
We are the reckless, we are the wild youth
⋅౨ৎ‧₊ C h a s i n g. visions of { our futures }
One day, we'll reveal the truth
That one { will die } . . . . . ◟੭ . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . before he gets there
LVL 5 5 / 400
MedLVL 0 40 / 100
19
Siła
S
14
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Co się zmieniło w życiu Wilka (w sumie w nieżyciu)? Umysł się oczyścił, stał się radosny i wesoły, osiągnął stan bycia Gwiezdnym, w którym mógł nazwać się prawdziwym przodkiem Rzecznych kotów. Zaglądał od czasu do czasu jak tam poczynania jego… przyjaciela, co tam się działo z jego rodzeństwem, jak w ogóle miały się sprawy w klanie Rzeki. Nie bardzo spodziewał się zobaczyć więc Wydmowy Wiatr u boku Płotkowego Potoku wkraczających na Srebrną Skórkę… och? Tyle czasu już zdążyło minąć? Przypadkiem kotka nie była zawsze ważna dla Minoga? Kojarzył, że kiedy zerkał z chmurek to zawsze szylkret był radosny w jej otoczeniu… no radosny jak na siebie i widać było, że mu zależało na starszej Wojowniczce. Czasami zastanawiał się czemu on nie dostawał takiego specjalnego traktowania jak jeszcze obok niego przebywał kiedyś, ale potem sobie przypominał, że on sam był kompletnie innym kotem. Chociaż między sobą, a sobą to jednak go kłuło to w serduszko! Ruszył więc szybko, by zerknąć w dół, a tam… och. Krew. Dużo krwi. Minóg w dużej ilości krwi. Wilkowi zebrały się łzy w oczach, a kilka nawet chyba spłynęło po policzkach kiedy przeleciał mu przez głowę widok swojego własnego ciała… ale nim ogarnął co się stało to nagle zsunął się z chmurki i powoli zaczął spadać obijać się jakby od niewidzialnych platform, aż w pewnym momencie pojawił się plackiem leżąc obok Minoga.
– Minóg! – krzyknął nagle z pyskiem nadal na ziemi przez co jego dolna szczęka lekko się obiła o… górną szczękę. – Czemu nie żyjesz, co?!!! Dlaczego?! Jeszcze – Podniósł się z ziemi i spojrzał smutno-wściekle na chło… przyjaciela. Przyjaciela. – Jesteś taki… – rozpłakał się znowu i rzucił na szyje Minoga, by go przytulić. – Chodź zabiorę Cię na Srebrną Skórkę, Głębinowy Minogu… który jest głupim pajacem – wyszeptał ostatnie słowa, ale prawdą jest, że nawet nie pozwolił odejść kocurowi od siebie o mysią długość. Fakt, że się tu znalazł był po prostu czystym przypadkiem i jeszcze większym przypadkiem było to, że miał go zaprowadzić gdzieś, ale wcale nie marudził, pewnie by to zrobił w lepszy sposób, ale skoro wydarzyło się w sposób typowo Wilkowy (frajerowy) to najwyraźniej tak miało być. Przynajmniej drogę znał! Akurat tego nie zapomniał po ostatnim… w sumie teoretycznie po ostatniej i jedynej swojej śmierci, huh.
From the perfect start to the finish line
And if youʹre still breathing, youʹre the lucky ones

And you caused it,
And you caused it.


Well, Iʹve lost it all, Iʹm just a silhouette
Iʹm a lifeless face that youʹll soon forget
My eyes are damp from the words you left
Ringing in my head, when you broke my chest

LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
10
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Odetchnął lekko, gdy Wilk wycierał gluty w białą sierść na szyi. No, może teraz nieco pozlepianą krwią i nieco ciemniejszej barwy. Może kilka smarków nie mogło zaszkodzić jeszcze bardziej tym paru wiechciom kłaków. Chyba swoją śmierć przyjął z większym spokojem niż śmierć Płotki, tak mu się przynajmniej zdawało. Podniósł się na cztery łapy i nie czuł się jakby zaraz miał się przewrócić. Wręcz przeciwnie, było mu całkiem stabilnie, towarzyszący mu spokój nie był cienką warstwą pajęczyny owiniętą wokół paniki. Spojrzał na Wilka. Dziwnie było na niego patrzeć, z gwiazdkami pobłyskującymi w futerku, ale jednocześnie widok tej zasmarkanej mordki był całkiem... naturalny. Zupełnie jakby widział go ostatnio nie parę obiegów temu, a może wczoraj. Może dzisiaj rano, gdy Wilk narzekał, że nie chce iść na patrol, bo zimno w łapki.
– Tak samo jak zabrałeś nas do Rzeki? Z takim przewodnikiem dotarcie na Srebrną Skórkę zajmie nam parę księżyców. – westchnął ciężko, chociaż musiał przyznać, że humor mu dopisywał w tym momencie. W jakiś absurdalny, pokrętny sposób, dobrze się czuł. I nawet gdyby faktycznie orientacja w terenie Wilka nie uległa poprawie od kiedy wkroczył w szeregi Gwiezdnych... czas ich nie gonił, mogli trochę pobłądzić.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶
shadows settle on the place
– that you left –

Our minds are { t r o u b l e d } by the emptiness
[Obrazek: WfG2fnc.gif]
We are the reckless, we are the wild youth
⋅౨ৎ‧₊ C h a s i n g. visions of { our futures }
One day, we'll reveal the truth
That one { will die } . . . . . ◟੭ . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . before he gets there
LVL 5 5 / 400
MedLVL 0 40 / 100
19
Siła
S
14
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Patrol przechodził.
Raz na jakiś czas, choćby dla zachowania pozorów, musiałem wyjść na patrol w towarzystwie innym, niż tylko swoich myśli. Gdybym miał wybierać, to pewnie odbębniłbym to bliżej wschodu słońca, jednak Nocny Szkwał postanowił, że przypadnie mi w udziale obchód granic tuż o zmierzchu, w towarzystwie Białego Jelenia i Białobrodego. Cały dzień nosiłem się z myślą, że może lepiej byłoby jakoś się z tego wykręcić, udać, że muszę coś nagle zrobić, albo po prostu się nie pojawić. Ostatecznie jednak stawiłem się na czas przy wejściu do obozu. Jak mus, to mus.
Wlokłem się nieco z tyłu, tylko jednym uchem słuchając paplaniny Białobrodego, uciszanego od czasu do czasu przez Białego Jelenia. Przeszliśmy już obok Grzmiącej Ścieżki i wzdłuż Kłującego Gąszczu, wciąż bardziej przypominającego plątaninę gałęzi niż krzewy. Słońce schowało się już za horyzontem, a razem z nim zniknęły resztki ciepłych promieni, które ogrzewały nam grzbiety jeszcze pół granicy temu. Kwiecista Łąka wyglądała bardziej jak smutna kotlinka niż miejsce, w którym za księżyc lub dwa miało zaroić się od kolorów takiej czy innej zieleniny. Zawiał wiatr, niosąc ze sobą przejmujący chłód oraz… coś jeszcze.
Zadrżałem.
Nie z powodu chłodu. Nie. Zapach krwi. Nawet Białobrody zamilkł, choć tylko na chwilę. Nie czekałem na pozwolenie Białego Jelenia, który prowadził nasz mały patrol - puściłem się biegiem w kierunku Bobrowej Tamy.
Dwa ciała. Dwa bardzo dobrze mi znane ciała, które powinny teraz być żywe i w Śpiącym Pniu, gdzie mieli się do końca kurować. Czemu Płotkowy Potok w ogóle wyszła z obozu? Czemu Minóg leżał w kałuży krwi? Stałem zupełnie bez ruchu, nie mogąc się zmusić do działania; nawet nie wiedziałem, kiedy obok zjawiła się pozostała dwójka wojowników. Biały Jeleń powiedział coś o psie i dopiero wtedy zorientowałem się, że tak, ma rację - czuć było też swąd psa, pod całym tym zapachem krwi. Ale tylko Minóg wyglądał, jakby coś mu się stało. Jakby walczył. Białobrody popędził do obozu, wysłany po dowolnego wojownika, którego znajdzie, aby razem upewnili się, że pies nie zawędrował gdzieś w głąb terenów. Musieliśmy czekać, ja i Biały Jeleń, aż wróci; wiedziałem, że to dobrze, że na niego padło. Ja nie byłem stanie oderwać wzroku od dwójki mistrzów, którzy mniej lub bardziej chętnie zrobili ze mnie wojownika. Odpychałem jednocześnie od siebie myśl, że Minóg był kolejną częścią rodziny, która właściwie ginęła przed moimi oczyma.
Biały Jeleń chyba widział, że nie jest ze mną najlepiej, bo to on pokierował Rozbitą Taflę oraz Białobrodego na poszukiwanie psa, a mi polecił złapać jedno z ciał i w końcu się ruszyć. Wracaliśmy w milczeniu, z pyskami pełnymi sierści, powoli i metodycznie idąc przez ciemne już tereny w stronę obozu. Starałem się nie zwracać uwagi na łzy, które same płynęły mi po policzkach.

//zt
dust yourself off, G̷̛̏ ̵͊̀I̸͛͠ ̸͆͋R̶̿̓ ̶͂͝L̵̎̿, keep your chin u.p
you wanna hold a
.G U N. but they made you a pin-up
...
oh, we’re a lousy bunch
to tell the truth, r.o.l.e. .m.o.d.e.l.s. weren’t around me much
on a BAD day, you could say i’m sweeter than ice cream
they told me to ❝be nice❞ and I told ’em to

˅∧.B.I.T.EXM.E.∧˅
...
i don’t wanna be a nice G̷̛̏ ̵͊̀I̸͛͠ ̸͆͋R̶̿̓ ̶͂͝L̵̎̿
LVL 2 125 / 150
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
10
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości