Nie zorientował się, że przepłoszył ciotce mysz, kompletnie skupiony na znalezieniu potrzebnych mu medykamentów w poszyciu Łęg. Oblizał pośpiesznie wargi, łapami przesuwając krzewinki, z nosem nisko przy ziemi i oczami szeroko otwartymi, jednocześnie raz po raz unosząc łeb i rozglądając się wokół, w manierze wiecznie nerwowej, czujnej łani, świadomej tego, że w każdej chwili spomiędzy krzewów może wyskoczyć w jej kierunku drapieżnik.
Nie oddalał się od grupy łowieckiej Trzech Wojowniczek, trzymając odległość aby nie wchodzić im pod łapy, jednak krążąc w zasięgu ich wzroku jak cień, wypatrując potrzebnego mu ślazu gdzieś pomiędzy trawami.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Wydmowy Wiatr rzuciła się w pogoń za ptakiem, co zdecydowanie zapewniło jej przewagę. Zamachnęła się... i chybiła o kilka milimetrów, przez co jej pazury jedynie drasnęły bok rudzika, który na moment stracił równowagę. Nim jednak zdołała do niego doskoczyć, ponawiając atak, ten zatrzepotał skrzydłami, umykając - wciąż jednak miała szansę go złapać, nie zdołał odlecieć ani daleko, ani zbyt wysoko.
Jak się okazało, Bratkowa Łąka nie miała zbyt dużego problemu z tym, by odnaleźć zwierzynę - podobnie jak swoje koleżanki, natrafiła na ptaka. Spore, czarne ptaszysko w szarej kamizelce człapało po skraju łęgów, przewracając dziobem opadłe liście i kamyczki w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia. Wyglądało na to, że nie był zbyt skupiony na obserwacji otoczenia i Bratkowa Łąka miała spore szanse powodzenia.
Płotkowy Potok w idealny sposób zbliżyła się do kaczora. Doskonale wiedziała, w jaki sposób należy podchodzić do ptactwa, toteż nie zdradziła swojej obecności... aż do ostatniej chwili. Wyskoczyła w przód, chcąc chwycić kaczkę, jednak ta w ostatnim momencie zorientowała się, że coś jest nie tak i z głośnym okrzykiem rzuciła się do ucieczki, łopocząc rozpaczliwie skrzydłami. Smagnęła przy tym kotkę skrzydłami po oku, które zaszło łzami, na krótką chwilę rozmywając obraz; nawet gdyby próbowała atakować na ślepo, nie udałoby jej się chwycić kaczki - ptak zniknął z zasięgu jej wzroku, a jej pozostało tylko zatarte, wciąż wilgotne oko. Auć.
W Łęgach roiło się dziś od ptactwa. Nic dziwnego zresztą - dni były gorące, a las oferował cień, schronienie oraz bliskość wody. W każdym razie kocur nie natknął się na zioła, a na zwierzynę. Mały, bury ptaszek przycupnął na chwilę na gałązce pobliskiej, niskiej czeremchy i zaczął skubać pospiesznie młody, zielony jeszcze pęd rośliny.
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
Aha! Poszukała chwilę w innej części lasu i po chwili od razu coś znalazła. Ptak - kawka, dokładniej - dreptał sobie po ziemi i z tego co Bratkowa zauważyła, szukał jedzenia. Cóż, zaraz to on stanie się jedzeniem niebieskiej koteczki, która już przygotowywała się do jego złapania. Upewniła się, że jest w dobrej pozycji - ugięła się na łapach, wyrównała ogon i głowę z grzbietem, ustawiła się pod wiatr, uważała na to, co ma pod łapami. A podczas skradania się do ptaszyska chowała się za drzewami i krzewami, bądź zastygała w bezruchu, gdy kawka rzuciła na nią swoje spojrzenie. A gdy była wystarczająco blisko...hop!, wyskoczyła w jej stronę i miała zamiar szybko udusić swoją ofiarę.
Nie przyszedł tu polować. Tak, jak dawno temu, przy zbieraniu ziół u boku Księżyc znalazł zająca, tak teraz to ptactwo pchało mu się pod łapy, nawet, gdy go nie szukał? Wokół krążyła cała ekipa łowiecka w postaci trzech dorosłych kocic i to do ich obowiązków należało chwytanie zwierzyny. Barwinek przystanął jednak na chwilę, wpatrując się mętnym spojrzeniem w brunatnego ptaka. Ach, zwykły wróbel... miał szczęście, że to syn Świetlik na niego natrafił, a nie Wydmowy Wiatr czy Bratkowa Łąka. Jeszcze nie umrzesz, wróbelku, pomyślał Barwna Łapa zanim odbił w innym kierunku, zostawiając zwierzątko w spokoju.
Przyszedł po zioła, nie po zwierzynę. Zresztą, wciąż nie potrafił polować. Próbował schwytać kiedyś rybę, ale nie poszło mu najlepiej. Polowanie na ślaz było jego najlepszą opcją.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Księżyce: 126
Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*]
Płeć: kotka
Matka: Wydmowy Wiatr [*]
Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*]
Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126
Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*]
Płeć: kotka
Matka: Wydmowy Wiatr [*]
Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*]
Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
A było tak pięknie! Już prawie go miała, tak mało brakowało, by go chwycić pazurami, gdy ten głupi ptak się zorientował, że niebezpieczeństwo wyskoczyło z krzaków. A to nawet nie koniec. Przed ucieczką kaczor walnął ją w oko. To już był szczyt chamstwa! Pewnie teraz gwiezdny klan patrzy i się śmieje, jak to Płotka została pokonana przez kaczkę. Miała ochotę wręcz krzyknąć ze wściekłości na siebie, ale ostatecznie się powstrzymała. Wystraszyłaby w ten sposób całą zwierzynę dookoła, więc po prostu tupnęła łapką. No cóż... Stało się, kaczor uciekł, a ściganie go do wody nie miało sensu, o ile właśnie w tym kierunku uciekł.
Tak więc wzięła większy oddech, by skupić się na dalszej części poszukiwań, a następnie oddaliła się trochę od rzeki. Ponownie zgięła łapy, wyprostowała ogon i głowę z linią grzbietu, a po przygotowaniach uważając na to, co stąpa, ruszyła w przeciwnym kierunku do wiatru, a na sam koniec wyostrzyła swoje zmysły. Oj jak ona chciała dostać w swoje łapy co dobrego...
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Musiała przyspieszyć, bo to będzie chyba już jej ostatnia szansa. Niestety, ptaszek ponownie przed nią uskoczyl, a może to ona źle wycelowała? Nie ma co się nad tym zastanawiać, trzeba działać. Wydmowy Wiatr więc rzuciła się jeszcze raz naprzód, próbując jak najszybciej złapać uciekiniera. Nie biegła jednak na łeb na szyję, w biegu dokładnie wymierzyła, gdzie ma zadać następny atak. Tym razem już nie chybi. Wysunęła pazury i wyskoczyła w powietrze, chcąc w końcu go przyszpilić.
Przynajmniej taką miejmy nadzieję, bo następnej okazji już chyba nie będzie.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Kawki nie są, niestety, dostępną zwierzyną na liście, jednak Bratkowej Łące faktycznie udało się niezauważenie podejść do ptaka na długość skoku. Gdy była blisko, wyskoczyła - wrona nie zorientowała się nawet kiedy pociemniało jej przed oczami na skutek uderzenia w kark.
Wróbel miał dziś szczęście - Barwna Łapa darował mu życie. Mógł dokończyć jedzenie zielonych pędów czeremchy w spokoju, a gdy napełnił już brzuszek, zaćwierkał, po czym rozłożył skrzydła i pofrunął. Przeleciał nad głową terminatora medyka, niemalże dotykając skrzydłem jego ucha, a gdy terminator powiódł wzrokiem za odlatującym ptakiem, dostrzegł w końcu drzewo, które mogłoby go zainteresować. Pomiędzy dwiema dość dużymi, rozłożystymi olchami rosło spore iglaste drzewo o szarawej, cienkiej korze, która łuszczyła się wąskimi pasmami.
Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, albo też za zbiegłym kaczorem. Z pewnością będzie miała jeszcze wiele okazji do tego, by schwytać jakąś sporą zwierzynę. Póki co jednak pozostało jej zacząć rozglądać się za kolejnymi piszczkami.
Usłyszała cichy szelest skrzydeł, a później w pobliskiej plamie światła mignął czyiś cień. Silniejszy podmuch wiatru zmierzwił jej futerko, jednak zaraz dostrzegła, że wraz z nim leciał... drapieżny ptak! Łopocząc białymi skrzydłami, runął wprost na Płotkowy Potok, a robił to tak szybko, że nawet nie zdołała zarejestrować tego, co w ogóle ją zaatakowało - miała tylko ułamek uderzenia serca na reakcję!
W końcu! W końcu Wydmowy Wiatr dogoniła uciekającego przed nią rudzika i oddała skok, który okazał się być zabójczo celny. Chwyciła ptaka w pazury i sprawnie ściągnęła go na ziemię. Pierwszy sukces zaliczony, oby tylko następne próby pochwycenia zwierzyny poszły szybciej.
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Strzepnął uchem czując, jak blisko niego znalazło się trzepoczące skrzydełko wróbla. Odprowadził ptaka wzrokiem, czując na sercu swego rodzaju ulgę, że odleciał. Barwinek nie był głupi i był świadom, że koty zabijały króliki, myszy i ptaki aby przeżyć - sam je jadł, ale nie przepadał za wizją bycia tego świadkiem. Czy za wizją polowania samego w sobie. Jak na kota zdecydowanie za dużo kontemplował o tym, czy zwierzyna też przypadkiem nie ma swoich własnych rodzin, uczuć, najbliższych...
Drzewo wycinało się na tle linii olch, którą namierzył. Iglaste. Nie kojarzył go wcale, ale wiedział, że niektóre z drzew mogą mieć swoje zastosowania w Królikarni. Ściągnął lekko brewki, rozglądając się, po czym podszedł do iglaka. Oblizał jasne wargi i nos, okrążając drzewo, aby mu się przyjrzeć z bliska. Czy poza korą było na nim coś innego, co było charakterystyczne w jakiś sposób. Na tym etapie nie był pewien, co mógłby zebrać. Czy w ogóle było tu coś do zbierania, czy nie tracił niepotrzebnie czasu na oglądanie chwastu.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
Hop, chaps, w ciągu jednej chwili kawka została pozbawiona życia przez niebieską wojowniczkę. Uśmiechnęła się pod nosem, zadowolona ze zdobyczy, po czym szybko wykopała niewielki dołek, wrzuciła tam ptaka, przysypała, po czym ruszyła dalej. Miała nadzieję, że szczęście nadal będzie jej towarzyszyć i kolejne napotkane zwierzątko skończy tak, jak czarnoszary ptak. Ugięła się więc na łapach i uważając na wszelkie gałązki zaczęła iść dalej, wyostrzając zmysły w poszukiwaniu zwierzyny.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
W końcu! Wojowniczka dogoniła ptaszka i w odniosła sukces. Uśmiechnęła się pod nosem i podniosła rudzika, następnie schowała go w gęstej trawie. Zapamiętała to miejsce, by potem móc po niego wrócić.
Ruszyła dalej. Nie słyszała żadnych wołań o pomoc, jedynie wcześniej poczuła lekki zapach ziół. Księ- nie, nie ona. To pewnie Barwna Łapa uzupełniał skladzik i się przyłączył do polowania wojowniczek. Ruda wzruszyła barkami i znowu zaczęła kroczyć w ciszy. Ugięła się w pozycję łowiecką. Uważała by na nic nie nadepnąć. Węszyła słuchała i się rozglądała. Ewentualnie szukała wzrokiem jakiegoś zioła, które kojarzyła. A może będzie mogła dołożyć cegiełkę do zadania Terminatora.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Księżyce: 126
Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*]
Płeć: kotka
Matka: Wydmowy Wiatr [*]
Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*]
Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126
Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*]
Płeć: kotka
Matka: Wydmowy Wiatr [*]
Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*]
Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Szukała, czegoś dobrego, czegoś, co można zjeść, a nie... Niebezpiecznego drapieżnika. Ledwie zdążyła ogarnąć, co się dzieje, a tu nagle nad nią pojawiło się spore ptaszysko, lecące prosto na nią. Odruchowo jak najszybciej odskoczyła w bok, ale kto wie, czy może nie było już za późno. Nie ważne czy ptakowi udało się kotki dosięgnąć, czy też zranił ją w jakąś część ciała, tuż po tym krzyknęła na całe gardło.
- MAMO, BRATEK, DUŻY PTAK! - Kotki były dość blisko, więc na pewno pomogą jej w walce. Nie miała tylko pojęcia, co to dokładnie było, jastrząb, myszołów, czy inny ptaszor. Zdążyła dostrzec tylko, że było spore i na pewno nie miało przyjaznych zamiarów co do kotki, a walka z tym w pojedynkę... Cóż na pewno jej mistrzyni by ją za to skarciła. Tylko czemu na gwiezdny klan miała aż takiego pecha do ptaków? Przed chwilą kaczor dziobnął ją w oko, a teraz to coś!
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Na krzewie było kilka interesujących części: miał łuszczącą się korę, która odpryskiwała się w długich, wąskich pasmach, a na iglastych gałązkach drzewa znajdowały się ciemnoszare szyszkojagody. Wystające nieco ponad powierzchnię ziemi grzbiety korzeni sugerowały, że roślina jest płytko ukorzeniona.
Dobra passa ma to do siebie, że nie trwa wiecznie. Z całą pewnością było to chwilowe niepowodzenie, jednak nie zmieniało to faktu, że póki co Bratkowa Łąka nie miała szczęścia i nie udało jej się natrafić na żaden świeży trop zwierzyny.
Więcej szczęścia miała Wydmowy Wiatr, czego nie mógł niestety powiedzieć wróbel, którego Barwna Łapa puścił wolno. Ptak zakołował ponad drzewami, nim znów zanurkował pomiędzy drzewa, przysiadając na jednej z wyższych gałęzi drzewa na skraju łęgów. By się do niego dostać, Wydmowy Wiatr będzie musiała się wspiąć po pniu - nie wyglądało to jednak na szczególnie trudne zadanie, bowiem wróbel siedział na gałęzi znajdującej się na wysokości nieco ponad dwóch lisich długości nad ziemią.
Jastrząb zapikował w stronę Płotkowego Potoku, lecąc wraz z wiatrem... po czym zaczepił się o gałąź pobliskiego krzewu i owinął się wokół niej. Jeżeli Płotkowy Potok jeszcze nie uciekła, to mogła dostrzec, że coś złowrogo łopocze na krzewie, ale chyba nie był to ptak? Było duże jak drapieżny ptak, owszem, jednak było cienkie jak liść, białe w barwne łatki. Na krańcach "skrzydeł" miało długie pędzelki z piaskowego futerka. Wraz z lżejszymi podmuchami wiatru dziwna istota łopotała na krzewie, ale nie odlatywała.
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Księżyce: 126
Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*]
Płeć: kotka
Matka: Wydmowy Wiatr [*]
Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*]
Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126
Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*]
Płeć: kotka
Matka: Wydmowy Wiatr [*]
Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*]
Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Przyglądała się uważnie drapieżnikowi, ale nim cokolwiek zdążyła zarejestrować, to ten... Zaczepił się o gałąź, zakleszczając się między gałązkami i liśćmi. Nie zdążyła się jakkolwiek nacieszyć, nim natychmiastowo w jej oczy rzucił się kolejny drapieżnik, siedzący na owym krzewie. Płaski, barwny i łopoczący głośno. Nie miała pojęcia co to, ani też jak się z tym walczy, tak więc, jak najszybciej uciekła, by się schować za pobliskim drzewem. Nie była tchórzem, by wrócić do obozu i sprowadzić niebezpieczeństwo tam. Najlepiej teraz jest poczekać na dwie wojowniczki i jednocześnie mieć oko na zachowanie... tego.
- UWAŻAJCIE! NA KRZEWIE JEST COŚ DZIWNEGO - dodała postanawiając, że lepiej je ostrzec. Nie miała zamiaru wracać do obozu, nie wiadomo co to i czy mogło ją śledzić. Nie pasowało do żadnego drapieżnika, czy zwierzyny, o której uczyła się na treningu, a poza tym, co się stało z jastrzębiem? Został zjedzony? Na pewno nie wyparował, więc jeżeli wciąż żyje, to kotka miała teraz dwa drapieżniki na głowie... Wyśmienite polowanie huh.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
Nic nie znalazła. Warknęła cicho pod nosem, i gdy już miała obracać się w drugą stronę, by tam szukać więcej zwierzyny, do jej uszu dotarł krzyk Płotkowego Potoku, alarmujący o dużym ptaku. Gwiezdny Klanie, czy na każdym grupowym polowaniu musi znaleźć ją jakiś drapieżnik? Może po prostu powinna zawsze wyruszać na łowy sama.
Ruszyła więc szybkim truchtem w stronę, z której usłyszała wrzask Płotki. Gdy już się tam zbliżyła, usłyszała jeszcze równie głośne ostrzeżenie o tym, że na krzewie jest coś dziwnego. Co? Przystanęła gotowa do ewentualnej walki przy szylkretce, a gdy spojrzała na wspomniany krzak, zobaczyła...no, coś. A kilka gałęzi dalej wspomniany wcześniej DUŻY PTAK. Coś było białe, cienkie i w plamki, ale nie wyglądało jak ptak, właściwie to nie wyglądało nawet jak żyjące stworzenie. Przypominało jej śmiecie, które dwunodzy zostawiają w lesie. Większym zagrożeniem był dla nich w tym momencie jastrząb, który chociaż na razie nie atakował, to siedział na gałęzi i łypał na nie swoim groźnym spojrzeniem. Niebieska wojowniczka nie była na tyle głupia, by rzucać się na niego pierwsza. Stała w bezruchu i miała nadzieję, że reszta jej małego orszaku postąpi podobnie. Może wtedy jastrząb się znudzi i odleci, nie robiąc im żadnej krzywdy? Złudna nadzieja, ale miały przewagę liczebną, co uspokajało córkę Głogowego Cienia.
Zauważyła również, że owe coś trzepotało na wietrze. Jeżeli zwierzyna płoszyła się, gdy słyszała szelest deptania po śmieciach, to może siedzący tu jastrząb też? Na razie nic nie robiła, ale myśl była sobie gdzieś z tyłu jej głowy.
Gęsiopióry jest jednolicie białym kocurem o krótkiej, tłusto połyskującej sierści. Ma mocne łapy z szerokimi stopami, dużą głowę, osadzoną na krępej szyi oraz gruby, krótki ogon. Dodając do tego zupełnie przeciętny wzrost i ciut ponad przeciętną masę, dostaje się obraz masywnego kocura o zaokrąglonych kształtach. Poczciwej aparycji dopełniają jasnożółte oczy, nieduże uszy, ciut zbyt wielki nos i najsympatyczniejszy uśmiech w Klanie Rzeki.
Jako Wojownik Gęsiopióry odzyskał wiarę w siebie. Dojrzał. Zaczął konfrontować swoje lęki, potrzeby i marzenia z rzeczywistością. Pewne rzeczy przestały mu doskwierać, z innymi się pogodził. Dobro, w które zawsze tak wierzył, stało się jego głównym atrytubem. Jest troskliwy, ciepły i spokojny. Lubi rozmawiać z innymi i podchodzi do nich z życzliwą i szczerą ciekawością. Odkrycie powołania do bycia Mistrzem nadało jego pozbawionemu celu życiu nowy sens, a wejście w związek z Pajęczą Nogą pozwoliło wreszcie poczuć się dla kogoś ważnym i wartościowym.
Chaotyczny Lot (KW), Rwetes (S)
Przez ostatnich kilka księżyców Gęsiopióry czuł się pełen życia, intensywniej niż... kiedykolwiek. Czuł się bardziej członkiem Klanu Rzeki, bardziej Wojownikiem, ale też bardziej kocurem i po prostu bardziej sobą. Mierziła go jednak jedna rzecz. Leżała mu na żołądku, jak resztki niestrawionej sierści i kości.
Po ostatniej Ceremonii - tej, na której Czerwona Gwiazda mianowała cały miot kociąt i przekazała treningi kilkorga Terminatorów nowym Mistrzom przez nieobecność dotychczasowych - podszedł do Śliwkowej Pestki. - Gratuluje. Warkocząca Łapa ma wielkie szczęście - powiedział jej wówczas, dobierając najzwyklejsze uprzejme słowa, jakie powinno się w takich chwilach wyrzec. Jego wzrok był jednak czymś zupełnie innym, nie przystawał do tych słów. Był pełen życia, połyskliwy, głęboki, szczery, poważny, był wzrokiem pełnym najwyższej uwagi, chwytającym każdy detal.
- Znajdziesz dla mnie chwilę... na... spacer? - zaproponował wreszcie, dziwnie sztywno. Ewidentnie trenował tę kwestię wcześniej.
Śliwka się zgodziła.
Nazajutrz spotkali się po zakończeniu treningów ze swoimi Terminatorami u wyjścia z Obozu i ruszyli razem na przechadzkę. Wędrowali wzdłuż rzeki, na północny zachód. - Jak się... yyy... masz, Śliwkowa Pestko? - zapytał niezbyt charyzmatycznie Gęsiopióry. Nie było to mistrzostwo słowa. Jednak ton, którym zadał to pytanie, sprawiał, że nie było to zwykłe, pozbawione znaczenia "co tam u ciebie". Ostatni raz, gdy rozmawiali, kocica była nieszczęśliwa, bo pokłóciła się z Sokolim Skrzydłem. A ledwie parę dni temu wspólnie czuwali podczas jego pogrzebu. Nawet nie wyobrażał sobie, co przeszła emocjonalnie w kontekście swojego, uh, byłego partnera? Który zginął? I choć bardzo chciał jej w tym współczuć, dużo intensywniej myślał o tym, co wydarzyło się między nimi.
Dobrze wiedział, że mogło to być zupełnie nic.
To podpowiadał mu rozum.
Ale emocje mówiły, że nikt, nigdy, tak go nie przytulał.