Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
Tojad była już w powietrzu gdy królik nagle odwrócił głowę i dostrzegł jej sylwetkę. W ostatniej sekundzie zwierzyna uskoczyła i rzuciła się do ucieczki, omijając pazury kocicy na milimetry. Wciąż była szansa, nie był daleko, wystarczyło skoczyć dalej za nim, by spróbować go złapać.
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę
Tojad nie wyróżnia się zbytnio wzrostem i właściwie już nigdy nie będzie, jako że osiągnęła swoje finalne rozmiary. Mieści się gdzieś w średniej, jeśli chodzi o wysokość, ilością mięśni również nie grzeszy, chociaż jej długie futro - zwłaszcza na ogonie, brzuchu, piersi i gardle - może nieco mylić w tej kwestii. Jest głównie biała, lecz nie całkiem: ciemny, stalowy kolor obejmuje prawie cały jej ogon (z wyjątkiem krótkiego odcinka przy samej nasadzie), a także rozlewa się w dwie nieregularne plamy na jej grzbiecie, przy czym jedna, większa, znajduje się w okolicy jej prawego biodra, drugą natomiast można dostrzec praktycznie w połowie jej prawego boku, w okolicy barku. Z tyłu głowy również ma łatę, zaczynającą się wysoko na karku, obejmującą całe uszy, aż dopiero wysoko na czole dzielącą się na dwa, przeciętą bielą; po prawej stronie ciemna plama sięga połowy oka i zahacza o jego kącik oraz dotyka boku głowy, natomiast z lewej zatrzymuje się nieco wcześniej, tuż po minięciu ucha. Oczy Tojad natomiast ma dwukolorowe - prawe żółtozielone, a lewe błękitne jak niebo. Między nimi natomiast, na samym końcu zgrabnego pyska, znajduje się trójkątny, ciemny, prawie czarny nos, a pod nim, po prawej stronie, można dostrzec okrągłą szarą plamkę.
GILF
Drewniany Kolec [KW], Piołunowa Łapa [KR] | Kruczy Ogon/Gwiazda etc. [GK]
Szybko to jej ten królik zaczął uciekać. Rzuciła kilka przekleństw pod nosem, może niezbyt wyszukanych, ale na pewno by zapiekły, gdyby uszak rozumiał, co mamrotała pod jego adresem. Jednocześnie rzuciła się od razu za nim w pogoń, przebierając łapami chyba najszybciej w życiu. Zamierzała dogonić królika, a potem skoczyć na niego, złapać, zagryźć, ale jednocześnie była bardzo świadoma tego, że nie należała do szczególnie szybkich kotów. Mogła zdać się tylko na ślepe szczęście.
.
.
. ❝i jeśli płynąć to wpław,
zgiąć kolana i kark❞ mamo, nie tędy MAMO, NIE TĘDY
kiedy k.a.ż.ą mi być ✧KIMŚ✧ mieć bielszy uśmiech jestem ▸sobą◂ bardziej i mam zęby ŻÓŁTE
Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
Kocica ruszyła za królikiem, a królik uciekał, pędząc przed siebie przez pola. Oboje gnali na złamanie karku, ale odległość między nimi zdawała się wcale nie zmieniać. Być może jeśli Tojad wysili się jeszcze odrobinę, to da rady złapać tego uciekiniera.
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę
Tojad nie wyróżnia się zbytnio wzrostem i właściwie już nigdy nie będzie, jako że osiągnęła swoje finalne rozmiary. Mieści się gdzieś w średniej, jeśli chodzi o wysokość, ilością mięśni również nie grzeszy, chociaż jej długie futro - zwłaszcza na ogonie, brzuchu, piersi i gardle - może nieco mylić w tej kwestii. Jest głównie biała, lecz nie całkiem: ciemny, stalowy kolor obejmuje prawie cały jej ogon (z wyjątkiem krótkiego odcinka przy samej nasadzie), a także rozlewa się w dwie nieregularne plamy na jej grzbiecie, przy czym jedna, większa, znajduje się w okolicy jej prawego biodra, drugą natomiast można dostrzec praktycznie w połowie jej prawego boku, w okolicy barku. Z tyłu głowy również ma łatę, zaczynającą się wysoko na karku, obejmującą całe uszy, aż dopiero wysoko na czole dzielącą się na dwa, przeciętą bielą; po prawej stronie ciemna plama sięga połowy oka i zahacza o jego kącik oraz dotyka boku głowy, natomiast z lewej zatrzymuje się nieco wcześniej, tuż po minięciu ucha. Oczy Tojad natomiast ma dwukolorowe - prawe żółtozielone, a lewe błękitne jak niebo. Między nimi natomiast, na samym końcu zgrabnego pyska, znajduje się trójkątny, ciemny, prawie czarny nos, a pod nim, po prawej stronie, można dostrzec okrągłą szarą plamkę.
GILF
Drewniany Kolec [KW], Piołunowa Łapa [KR] | Kruczy Ogon/Gwiazda etc. [GK]
Królik uciekał, a Tojad przez jakiś czas siedziała mu kawałek za ogonem. Pędziła, ile sił w łapach, choć siły te kończyły się szybciej, niż by chciała. Jasne, mogłaby biec jeszcze przez jakiś czas, właściwie bez problemu, ale nie znaczy to, że chciała. To miało być szybkie, bezproblemowe, jednorazowe polowanie, a nie wyprawa przez całe tereny Rzeki za jednym głupim piszczkiem. Zaczęła zwalniać, wytracać prędkość, aż królik czmychnął gdzieś i zniknął jej z oczu. Skrzywiła się, zarzucając kompletnie pomysł polowania akurat dziś. Była teraz dalej od obozu, niż wcześniej, a do tego z pustymi łapami.
Zupełnie bez sensu.
//zt, dzięki za kostki :D
.
.
. ❝i jeśli płynąć to wpław,
zgiąć kolana i kark❞ mamo, nie tędy MAMO, NIE TĘDY
kiedy k.a.ż.ą mi być ✧KIMŚ✧ mieć bielszy uśmiech jestem ▸sobą◂ bardziej i mam zęby ŻÓŁTE
Księżyce: 22 Mistrz: :/ zawilcowy gej Płeć: kotka Matka: księżycowe jezioro Ojciec: skrzące słowo Partner: kodeks wojownika Trwałe urazy: blizna na brodzie, przecina wargę; cienkie, płytkie blizny na lewym policzku
Księżyce: 22 Mistrz: :/ zawilcowy gej Płeć: kotka Matka: księżycowe jezioro Ojciec: skrzące słowo Partner: kodeks wojownika Trwałe urazy: blizna na brodzie, przecina wargę; cienkie, płytkie blizny na lewym policzku
chaotyczna, dużo krzyczy, lubi się bić, kocha rywalizację z rodzeństwem, gwiezdny klan i uwagę ojca
barwna woda, szalejąca łapa, bród [rzeka]
- No to co, Cierń, opowiadaj!
Kora mówiła głośno, niewiele robiąc sobie z tego, że jakby nie patrzeć szli na polowanie. Nie doszli jeszcze w miejsce docelowe, więc mogła sobie do brata trochę pokrzyczeć, prawda? Tak przynajmniej sądziła i tej myśli się trzymała. Złapała Ciernistą Łapę w obozie i zasugerowała wspólne polowanie, gdzieś niedaleko, ot, tak - akurat jemu, bo się napatoczył.
Posłała bratu uśmiech.
- Zmierzch Cię nauczyła polowania, no nie? Wiesz, pozycja łowiecka, brzuch nisko, ogon równo z grzbietem, ciężar ciała na tylne łapy, ostrożne kroki, cichy oddech i trzeba iść pod wiatr! I w ogóle, znasz te zasady, że mysz cię wyczuje, ptak zauważy a królik usłyszy, tak? No, to do gryzoni trzeba się pilnować szczególnie, żeby iść pod wiatr, wiesz, żeby ci wiatr wiał w mordę, przy ptakach się ukrywać a przy tych, królikowatych to stąpać ostrożnie, uważać pod łapy, cicho być i w ogóle, takie tam... O WŁAŚNIE przyznaj się, zgodziłeś się ze mną pójść, żeby coś złapać i przynieść swojej wybrance Szalejącej Łapie, no nie? - Dębowa Łapa znalazła się bliżej Ciernia, szturchając go mało delikatnie łokciem. - Widzę, jak wokół niej skaczesz jak pchełka!
Po chwili spaceru Kora z Cierniem znaleźli się na łęgach, gdzie rdzawa kotka życzyła bratu udanych łowów i oddaliła się od niego; tak, aby być w zasięgu słuchu, w miarę możliwości też wzroku - ale przede wszystkim słuchu. Zaczęła się skradać przez pokryte śniegiem krzewy wschodnich Łęg.
but my wordsaregrowin stronger and mylegs keepgettin l o n g e r im likenobody else
Księżyce: 100 Mistrz: Zmierzchająca Nadzieja Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo
Duży, masywny kocur. Jego mięśni nie jest w stanie ukryć nawet długie, puszyste futro. Jest ono koloru niebieskiego srebrnego, przecinane ciemnymi, wchodzącymi w czerń pręgami klasycznymi. Biel również zajmuje sporą część jego sierści - pojawia się na pysku, piersi, brzuchu i wszystkich czterech łapach, na których ciągnie się od samych palców przez całe nogi aż do podbrzusza. Duże łapy o ostrych niczym ciernie pazurach mają różowe poduszki, tak samo ubarwiony jest też nos kota. Cierń urósł, zmienił się odkąd zniknął z terenów Klanu Rzeki, jednak pewna rzecz pozostała bez zmian - jego szeroki uśmiech, a nad nim para intensywnie żółtych oczu.
Nie zmienił się bardzo w kwestii charakteru, choć od kocięcych księżyców minęło już trochę czasu. Wciąż jest tym mocno ciekawskim, wiecznie uśmiechniętym kotem. Jest towarzyski, zależy mu na relacjach z innymi… i bardzo, bardzo zależy mu na tym, by każdy wokół niego postępował według zasad i wiedział, że Gwiezdny Klan ma ich w opiece. Gwiezdny Klan! Cierń bierze go bardzo na poważnie i stara się nawrócić każdego, kto ma nieco inne podejście do tego tematu. Jest przy tym bardzo dociekliwy, naciska i upiera się, ale sam uważa siebie za kota uprzejmego i idealnie ułożonego. A w każdym razie stara się taki być. Jest lojalny, a także opanowany, a to drugie może nawet z przesadą.
W nieco innej sytuacji poczekałby jeszcze trochę z tym polowaniem. Może nawet odmówiłby siostrze, gdy ta zaproponowała mu wspólne wyjście z obozu. Jednak widział, że Dębowa Łapa jest już daleko przed nim w kwestii treningu, że pnie się wysoko niczym faktyczny dąb, zostawiając go samego na dole. Czuł wstyd nie będąc w stanie bardziej przysłużyć się swojemu Klanowi. Nie chciał mieć tego za złe swojej mistrzyni, wiedział, że się starała i przekazywała mu wiedzę tak dobrze i tak szybko, jak potrafiła. Ale może po prostu Kora miała więcej szczęścia i dlatego wiedziała już to wszystko?
W każdym razie Ciernista Łapa słuchał jej uważnie. Starał się skupić, tak aby wszystko zapamiętać i pokazać jej, że jest równie zdolny… albo nawet bardziej! W głębi duszy wiedział, że ma małe szanse ją pokonać gdy nie jest tak wytrenowany jak ona. Ale to nie oznaczało, że zamierzał się poddać bez prób.
Dotychczas milczał, jedynie kiwając łebkiem w trakcie słuchania by dać siostrze znać, że wszystko doskonale rozumie. Nie pokazał po sobie żadnego zmieszania, nawet gdy momentami je odczuwał. Dopiero słowa Dębowej Łapy dotyczące Cykuty zdawały się go pobudzić, ponieważ zareagował wyprostowaniem się i lekkim, pełnym jakiegoś rodzaju zakłopotania uśmiechem.
- O czym mówisz, siostro? Ona wciąż dochodzi do zdrowia po tamtej nieprzyjemnej sytuacji na granicy, ja… Uznaję za swój obowiązek opiekę nad nią. - odparł, czując jak bicie jego serca przyspiesza, a skóra pod futrem na moment robi się cieplejsza. Skąd wywnioskowała coś takiego? Nie mówił jej nigdy wiele o Cykucie, więc to Kora musiała być spostrzegawcza skoro to wszystko zauważyła. - Jednak masz rację, chciałbym upolować coś… dla niej. Czy to nie miły prezent? Na pewno się ucieszy. - jego uśmiech nieco się poszerzył, na moment.
Gdy już się rozdzielili, młody terminator starał się przypomnieć sobie wszystkie wymienione przez Dębową Łapę zasady. Prawie rozbolała go od tego głowa, ale przyjął pozycję łowiecką tak dobrze jak tylko potrafił i zaczął przemieszczać się powoli w przeciwnym kierunku niż siostra. Węszył i nasłuchiwał, starał się skupić na tym co działo się wokół niego… i powtarzał w głowie modlitwy do przodków, aby mieli na niego oko i pozwolili mu zadbać o Klan.
Dear Wise One, am I worthy? is it okay to be weak sometimes? will You laugh with me and forgive me?
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Usłyszawszy, że rodzeństwo wybiera się na polowanie, nie mogłem uprzeć się pokusie pójścia z nimi. Nie spytałem się co prawda czy mogę, po prostu powoli zakradłem się z nimi i podsłuchiwałem ich rozmowę przez cały czas, dzięki czemu mogłem przypomnieć sobie zasady polowania, ale to zdecydowanie nie była najciekawsza część ich dialogu. Poczekałem aż się zatrzymają, by wtedy podejść, przywitać się i stanąć obok.
- Czy ja dobrze słyszę? Czyżbyś się zakochał, bracie? I to w starszej terminatorce? Ulala - skomentowałem to, co dane mi było usłyszeć, wzrok zaczepiając na zakochanym braciszku, który wielkodusznie planował zapolować dla wybranki swego serca. Korze posłałem tylko chwilowy uśmiech, bo doskonale wiedziałem, że będzie się przy tej rozmowie bawiła równie wspaniale co ja. Cierń był chyba najzabawniejszy z całego naszego rodzeństwa, a najlepsze w tym było to, że absolutnie nie zdawał sobie z tego sprawy.
Tak się jednak składało, że nie zjawiliśmy się tutaj by rozmawiać, więc dręczenie małego, słodkiego, zakochanego Ciernia musiało poczekać.
- Jakby co to krzyczcie, dobra? Głupio byłoby umrzeć na pierwszym polowaniu. - rzuciłem jedynie i tak jak i reszta, oddaliłem się, by na ugiętych łapach pod wiatr szukać czegoś, co mogłoby wylądować na stosie. Albo w żołądku przyszłej bratowej, phi.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Pierwsza z nich, zarazem jedyna kotka z całej świętej, skrzącej trójcy wyruszyła gdzieś na wschód szukać szczęścia. I wcale nie musiała długo szukać, choć pytanie, czy to szczęście znalazła, czy jednak lepiej tego tak nie definiować. Przed jej oczami ujrzała niedużą paczkę, przyozdobioną w różowy, błyszczący się srebrnym brokatem prezencik. Oho! I chyba był uszkodzony, bo na jednym rogu miał niedużą dziurę, za którą z pewnością łatwo będzie jej pociągnąć, gdyby jednak zdecydowała się na odpakowanie znaleziska.
Niebieski srebrny kocur, Cierń, przemierzał za to zupełnie inna stronę łęg. Szukał nieco dłużej niż jego siostra, i może nawet nie wiedziałby, że coś finalnie znalazł, gdyby nie to, że nagle jego łapa nadepnęła na... coś kolorowego, chyba kartkę świąteczną! I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że pazurem zahaczył o mały, czerwony guziczek, przez który nagle całe znalezisko zaczęło śpiewać, grać, wydawać nieznajomą melodię! Gdyby tylko znał ludzkie słowa i ich mowę, może by coś zrozumiał, niemniej teraz jedynie wystraszył wszystko to, co żyje niedaleko od terminatora. "I don't want a lot of Christmas, there is just one thing i need..."
"...I don't care about the presents..." usłyszał Nocna Łapa, który nie był na tyle daleko od brata, by jego uszy nie zarejestrowały dźwięków, które te niechcący wygenerował. Sam też nie szukał nie wiadomo jak długo, choć to, co znalazł, prędzej było podobne do tragedii i masakry, niż szczęścia. Przed jego oczami, w gęstych krzewach jeżyn zobaczył krew, wiele piór rozsianych po kolcach, liściach obok nich, a także kawałki skóry ptaszyska, które najwyraźniej długo się tutaj męczyło nim zdołali odwiedzić łęgi. Po zwierzęciu nie ani śladu, zostawił syf nieposprzątany. Cóż, Nocna Łapa dzięki temu miał zagwarantowane nieprzyjemne, mrożące krew w żyłach widoki, parę piór na pamiątkę, gdyby jednak się skusił, a wszystko to w akompaniamencie skocznej, świątecznej muzyki. Cudownie.
Księżyce: 22 Mistrz: :/ zawilcowy gej Płeć: kotka Matka: księżycowe jezioro Ojciec: skrzące słowo Partner: kodeks wojownika Trwałe urazy: blizna na brodzie, przecina wargę; cienkie, płytkie blizny na lewym policzku
Księżyce: 22 Mistrz: :/ zawilcowy gej Płeć: kotka Matka: księżycowe jezioro Ojciec: skrzące słowo Partner: kodeks wojownika Trwałe urazy: blizna na brodzie, przecina wargę; cienkie, płytkie blizny na lewym policzku
chaotyczna, dużo krzyczy, lubi się bić, kocha rywalizację z rodzeństwem, gwiezdny klan i uwagę ojca
barwna woda, szalejąca łapa, bród [rzeka]
- Ja już dobrze wiem o czym mówię- O NOC siema!! Nie wiedziałam, że mamy ogon, ale dobra, w kupie raźniej! - chciała dalej dogryzać Cierniowi, ale zaraz pojawił się Nocna Łapa; Nocna Łapa, z którym mogła dogryzać Cierniowi BARDZIEJ bo WIEDZIAŁA, że słyszał kawałek ich rozmowy i wiedziała, że na pewno śmieszy go to wszystko równie mocno, co ją samą.
Kora uśmiechnęła się szeroko.
- Ojciec by oszalał gdyby wiedział! Może my mu powiemy, co, Noc? Skoro Cierń się wstydzi!
Ale nie przyszli na pogaduchy. Na wkurzanie Ciernistej Łapy jeszcze przyjdzie pora, na razie chciała skupić się na polowaniu, jej bracia pewnie podobnie. Dębowa Łapa stanęła jak wryta gdy pomiędzy krzewinkami ujrzała dziwny, kolorowy przedmiot. Wyglądał dziwnie i pachniał równie dziwnie, ale terminatorka bez oporów czy wahania obejrzała i obwąchała go ze wszystkich stron. A potem...
Potem spróbowała pakunek rozerwać i zobaczyć, czy jest to coś warte uwagi, czy zwykły śmieć.
but my wordsaregrowin stronger and mylegs keepgettin l o n g e r im likenobody else
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Cierń chyba nie zniósł presji, wynikającej z przyznania się do tego, że się zabujał, więc uznał że łatwiej będzie się obrazić i wrócić do obozu, albo pójść polować na własną łapę. Ciężko było stwierdzić, bo po prostu sobie poszedł z kwaśną miną. Cóż, było to do przewidzenia. Liczyłem na to, że będziemy mogli ponabijać się z niego nieco dłużej, ale trudno. Po drodze jeszcze znalazł jakiegoś wrzeszczącego śmiecia. Nie zdziwiłbym się, gdyby spłoszył tym całą okoliczną zwierzynę.
Albo zrobiło to to, co rozszarpało na strzępy zwierzynę znajdującą się w krzakach jeżyn. Nie był to widok przyjemny, bynajmniej. Dla niektórych mógł być wręcz druzgocący, jednak nie mogłem pozwolić się wystraszyć czymś takim. Wziąłem jedynie jedno piórko i zakopałem je na później, bo możliwe że Kozibród takiego jeszcze nie miał i się ucieszy, a potem poszedłem na ugiętych łapach dalej pod wiatr, licząc na jakieś znalezisko. Bo coś to być musiało, prawda?
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Kotka z łatwością pozbyła się kolorowego, szeleszczącego papieru, by w środku zobaczyć... nie jedną, nie dwie, a trzy rzeczy! Co prawda wszystkie takie same, różniące się jedynie kolorami. W dziwnym kształcie, może to było drzewo? Jeśli już, to raczej iglaste, choć któż by to wiedział. Nagle jednak jej nozdrza zostały zaatakowane przez niesamowicie intensywne zapachy, trzy różne, jakby każde drzewko pachniało czyms innym. Były małe, cieniutkie, jak papier, a jednak zapach, aromat miały niesamowicie mocny. Nie dało się określić, czy pachniało ładnie, czy też nie, to już było zależne od gustów Dębowej Łapy. Najprościej byłoby to przyrównać do chemii, no ale właśnie, skąd ta miała wiedzieć jak pachnie chemia? dębowa łapa: lvl: 2 | S: 14 | Zr: 8 | Sz: 2 | Zm: 2 | HP: 65 | W: 45
Nocna Łapa nie dał się zwieść nieprzyjemnym obrazom, zachowując z nich tylko piórko poturbowanego ptaszka. Ruszył więc dalej, jednak wraz z tym wyruszeniem otoczyła go głucha cisza, już nawet śmieszna muzyczka przestała grać. I z każdym krokiem było coraz gorzej - głucho, pusto, jakby naprawdę las nie był uczęszczany przez nikogo, dosłownie, wyłączając syna Księzycowego Jeziora. nocna łapa: lvl: 1 | S: 12 | Zr: 8 | Sz: 3 | Zm: 3 | HP: 65 | W: 45
Księżyce: 22 Mistrz: :/ zawilcowy gej Płeć: kotka Matka: księżycowe jezioro Ojciec: skrzące słowo Partner: kodeks wojownika Trwałe urazy: blizna na brodzie, przecina wargę; cienkie, płytkie blizny na lewym policzku
Księżyce: 22 Mistrz: :/ zawilcowy gej Płeć: kotka Matka: księżycowe jezioro Ojciec: skrzące słowo Partner: kodeks wojownika Trwałe urazy: blizna na brodzie, przecina wargę; cienkie, płytkie blizny na lewym policzku
chaotyczna, dużo krzyczy, lubi się bić, kocha rywalizację z rodzeństwem, gwiezdny klan i uwagę ojca
barwna woda, szalejąca łapa, bród [rzeka]
O FUJ.
Kora w momencie w którym odpakowała tajemniczy przedmiot z tej dziwnej, kolorowej skóry odskoczyła jak oparzona. Bo intensywne zapachy dziwnych przedmiotów w środku właśnie takie były, niemal parzyły jej nos i podniebienie. Wystawiła język, krzywiąc się przy tym niesamowicie i zebrało jej się na wymioty przez chwilę.
Oburzona odwróciła się, kilka razy kopiąc ziemię i śnieg tylnymi łapami, chcąc chociaż trochę zakopać to dziwne znalezisko. I kichnęła, raz, drugi, chcąc pozbyć się fetoru ze swojego nosa.
A potem ruszyła dalej faktycznie w poszukiwaniu zwierzyny.
but my wordsaregrowin stronger and mylegs keepgettin l o n g e r im likenobody else
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Nie dziwiło mnie to, że nie mogłem nic znaleźć. Ledwo odszedłem od miejsca katastrofy, więc ciężko się dziwić, że wszystko pouciekało. Dlatego więc zdecydowałem się iść dalej, rzecz jasna pod wiatr, i pilnować, czy w pobliżu coś się nie zmaterializowało. Wyostrzyłem słuch, węch i wzrok, bo nigdy nie wiadomo który ze zmysłów zostanie zaangażowany.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Kotka najwyraźniej miała dar do znajdywania przedziwacznych rzeczy, choć w tym momencie nie wiadomo czy to szczęście, czy jednak przekleństwo. Ledwo odeszła od niesamowicie intensywnie pachnących drzewek, a tu na swojej drodze spotkała... woreczek, cieniutki materiał, choć wcale nie musiała go rozrywać by wiedzieć co jest w środku. Zawartość niby była w środku, ale jednak wysypywała się na lśniący śnieg. Dziwne, płaskie, brązowe, okrągłe... cosie widniały przed jej łapami, barwiąc na brązowo świeży śnieg. Mogła je pomylić z odchodami, choć wcale nie śmierdziały jak takowe, więc może... może jednak nie? dębowa łapa: lvl: 2 | S: 14 | Zr: 8 | Sz: 2 | Zm: 2 | HP: 65 | W: 45
Nocna Łapa szedł w taki sposób jeszcze chwilę, aż nie dostrzegł bardzo, bardzo świeżych śladów na sypkim śniegu. Te były nielogiczne ułożone, jakby ktoś, kto je zostawił absolutnie nie wiedział jak i gdzie ma iść. Niemniej, były kocie. Tego mógł być pewny, między innymi dlatego, że pięknie odbijały się na śniegu, ale także dlatego, że... na terenach klanu rzeki spostrzegł kogoś, kto ewidentnie tą rzeką nie śmierdział. Parę odległości lisiego ogona od niego stał... wysoki, naprawdę bardzo wysoki kocur, o smukłych, ładnych łapkach, chudym pyszczku i sporych uszach, choć nie wyglądał zupełnie jak Zachodzące Światło czy Kościste Wybrzeże, nie można było się łudzić, że to któryś z tych. Miał długie, chociaż na pierwszy rzut oka było widać, że szorstkie futro. O płomiennej barwie, choć na piersi, brzuchu, wzdłuż grzbietu, ogonie i jednym, prawych uchu było widać wyraźnie odznaczające się, białe plamy. Nie wyglądał jednak na dużo starszego od Nocnej Łapy, tyle przynajmniej! Był jednak jeden, dość spory problem: nieznajomy wpatrywał się prosto w młodziutkiego terminatora, stojąc w bezruchu. I tak po prostu się gapił, koniec, kurtyna.
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Przeszedłem trochę, gdy zobaczyłem... no właśnie. Ślady łap. Nie były to jednak ślady zwierzyny, a kota. W dodatku były takie... niepewne? Jakby ich właściciel nie wiedział dokąd idzie. Zdecydowałem się więc za nimi podążyć i dość szybko znalazłem właściciela, który zdecydowanie nie był jednym z nas. Był wyższy ode mnie, to na pewno, ale założę się, że nie umiał się bić i byłby tak przerażony że nawet by nie chciał.
Poczułem dreszcz ekscytacji.
- Chyba się zgubiłeś, co? Jesteś głęboko na terytorium klanu Rzeki. -powiedziałem, powoli się do niego zbliżając. Nie zamierzałem pozwolić mu zwiać. - Możesz stąd odejść - jeśli nie wiesz jak, to cię odprowadzę. Jeśli zdecydujesz się zostać, to obawiam się, że może się to źle skończyć. - ostrzegłem. To nawet nie chodziło o to, że byłem skłonny do walki, choć trochę mnie świerzbiło, ale Kora zmiotłaby go z powierzchni lasu. Miał więc wybór i musiał go dokonać szybko.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku