Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Cała spanikowana i zpłakana jakoś dotarła cała i zdrowa na przeg. Chyba jej Gwiezdni Przodkowie nad nią w tym momencie sprawowali opiekę, chcąc się trochę pośmiać z nieudanego polowania na raka, który tak łatwo nie chciał się poddać i zostać zjedzony. Nie po to matka natura obdarzyła go zarówno pancerzem jak i szczypcami, by padł ofiarą drapieżnika bez większej walki. Na nieszczęście Śliweczki nie tylko rak postanowił być dla niej nie miły, bo i syk Sokoła wcale a wcale jej nie pomógł. Tylko bardziej się rozkleiła a po jej czarno-białych policzkach spływały coraz to większe łezki bezsilności i bólu, który nie raczył jej zniknąć! xx- P-p-prze-przepraszam HYC! So-Sokół...- powiedziała przez łzy, nabywając również szybką czkawkę jak zawsze w sytuacjach stresowych. Podciągnęła głośno nosem i uniosła obolałą łapę do góry, skazując się na jeszcze większy ból. Teraz jak miała pod łapami suchą ziemię, odczuła ogromne zmęczenie całym tym skakaniem i użeraniem się z rakiem - a to jeszcze nie koniec tego drugiego! xx- B-boli...HYC B-b HYC bardzo - może przesadzała, może nie ale..nie mogła powiedzieć, że nie odczuwała dyskomfortu. Kiedy to Głogówna dostała polecenie, by odwrócić skorupiaka brzuchem do góry, chwile jej zajęło zrozumienie planu niebiesko-białego. Podciągnęła nosek, hycnęła jeszcze kilka razy po czym przełknęła ślinę i zaciskając ręby odwróciła łapę tak, by jak najbardziej odsłonić słaby punkt swojego oprawcy.
Niech on już puści!
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Atak Sokoła: nieudany (0%) → przerzut (1/1) → krytyczny! (150%) Obrażenia Śliwki od raka: rzut ze względu na gwałtowne oderwanie raka, który mocno się trzyma szczypcami palca Śliwki. Rzut 2k6, wypada 11.
Plan był dobry, jednak koty chyba nie przewidziały jednego. Tak gwałtowne oderwanie raka, który trzymał się szczypcami paluszka Śliwkowej Łapy, było nieco ryzykowne… i skończyło się sporym bólem dla kotki. Szczypce raka rozcięły skórę po dwóch stronach palca kotki, ale zwierzę w końcu się odczepiło i padło martwe na ziemię.
Śliwkowa Łapa: S: 5 | Zr: 6 | Sz: 5 | Zm: 4 | HP: 54-11=43/60 | W: 23/40
» rana 1. stopnia: krwawiące, dość głębokie rozcięcie po dwóch stronach palca u lewej łapy (krwawi, od następnej kolejki po -1 HP/tura)
» od następnej kolejki celność obniżona o 2
Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
Jeden szybki ruch i po robocie, tylko że...chyba nie przewidziałem jednego. Tak szybki i mocny cios, spowodował jeszcze większe szkody, niżeli kiedy rak był uczepiony palca Śliwki. Skorupiak co prawda padł, lecz nie obeszło się bez zbędnych ran. Może gdybym zrobił to delikatniej, teraz czarno-białej terminatorce, nie kapałaby krew? Cóż. Do końca widocznie nie przewidziałem skutków takiego posunięcia, lecz teraz było to już nieważne. W tym momencie należało zabrać ją do Klanu Rzeki, gdyż w takim stanie, nie było mowy o dalszym polowaniu.
- Gdybyś, nie szła po tego przeklętego raka, nic by ci nie było. - fuknąłem. - Zachowałaś się jak mysi móżdżek. Terazzz już nieważne. Chodź, wracajmy do obozu, ktoś musi ci to opatrzeć. - rzekłem już nieco łagodniej, choć sam początek wyraziłem w zdecydowanie ostrzejszym tonie, na koniec ciężko wzdychając. Chwyciłem nieco z niesmakiem raka za ogon. Gdyby ten mysi móżdżek po niego nie szedł, niczego by nie było, a teraz no masz, krwawiła. Poczekałem chwilę aż zbierze się w kupę. Przecież nie będę jej targał. Jeśli na coś się to przydało, pozwoliłem jej się o mnie oprzeć i w taki sposób powróciliśmy do obozu. Tam też śwignąłem na stos przeklętego skorupiaka i pomaszerowałem z nią do medyka.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Wraz z szarpnięciem i oderwaniem skorupiaka, z pyszczka kici wydobył się żałosny pisk bólu, jeszcze gorszego niż wtedy, kiedy rak uczepił się jednego z jej palców na lewej łapie. Jak tylko poczuła, że leci jej krew o mały włos nie zrobiło jej się słabo. Piekący ból przeszedł przez jej kończynę i ta bez większego zastanowienia wylizała ranę by krew przypadkiem nie kapnęła na ziemię nadal ją unosząc. W dalszym ciągu była przerażona, zmęczona i do tego nabawiła się krwawiącej rany. Nigdy więcej nie będzie polować na raki! xx- J-ja naprawdę...p-prze-przepraszam So-Sokół - pisnęła z pokorą, słysząc kolejną reprymendę z jego strony. Następnym razem nie da się ponieść chęci zaimponowania, a posłucha kogoś starszego w tym przypadku właśnie syna Jastrzębiego Szponu. Wzięła głęboki, lekko drżący wdech i uniosła się na trzy łapy, podkulając tą ranną. No, teraz będzie kuleć przez najbliższe kilka wchodów słońca! Kiedy to Sokół pochwycił sprawce całe go zamieszania i dał sygnał by możliwie się o niego oparła, przejechała językiem po jego policzku i kuśtykając obok cichutko pisnęła, nie mając odwagi spojrzeć mu w oczy. xx- Dzi-dziękuje - jakoś szybko udało im się dotrzeć do obozu, gdzie czarno-biała córka Kosowej Pieśni odczekała chwile i udała się u boku Sokoła do legowiska medyka, by ten cokolwiek zaradził na jej krwawiący paluszek!
//zt
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmi Zmierzch [*] Płeć: kotka Matka: Kukułczy Puch [*] Ojciec: kto? [Iskra] Partner: och... Trwałe urazy: Częściowa utrata wzroku w lewym oku, brak połowy ogona.
Smukła, czarno-biała kotka. Krótka, zadbana sierść, ciemny nos, złote oczy; wąsy długie i proste; wyższa od większości kotów. Blizna idąca przez lewe oko, brak połowy ogona. || kp
Kłębek nerwów, w duszy bardzo poczciwa, troskliwa i pracowita. Ambitna i zdeterminowana, tłumiąca większość emocji w sobie || kp
Od kiedy zaczęłam trening, minęło trochę czasu, od kiedy mogłam na spokojnie porozmawiać z mamą, a...miałam wiele pytań. Dotyczących treningu, tego co dalej i paru innych, też ważnych spraw. No i, ojej, musiałam się podpytać jak ma się rodzeństwo, bo sama z nimi dużo nie rozmawiałam, bo za każdym razem jakoś niefortunnie się mijaliśmy.
Mama zaproponowała mi spacer, na co ją z wielką chęcią się zgodziłam. Poza obozem wydawało się być trochę strasznie, ale jak nie będę sama, a z Kukułka to na pewno będę spokojniejsza! Pogoda też nie dopisywała za bardzo, robiło się coraz chłodniej i mniej przyjemnie, ale nie przeszkadzało mi to jakoś bardzo. Byłam bardzo ciekawa jak będzie w Porze Nagich Drzew, dopiero potem będę mogła stwierdzić, czy ją lubię, czy nie!
Przez całą drogę trzymałam się blisko mamy, jednak z zaciekawieniem przyglądałam się wszystkiemu i starałam sie jak najlepiej zapamiętać drogę. Co jakiś czas próbowałam mocniej skupić się na zapachach tutaj, czasem nad tym jakie tam są roślinki i w ogóle! W pewnym momencie doszłyśmy do...oh, ojej, rzeka! — Mamo, gdzie tehaz jesteśmy? — zapytałam zaciekawiona, przyglądając się głazom z bezpiecznej odległości. Wyglądały...hm, niezbyt bezpiecznie.
//Kukułka!!!
shooting starsnever flyfor me..................................................... myheart’s onMars,kinda hard tosee.................. .....................................................but you know, you knowI'll see you again ..................you know, you know I'll seeyou again
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Mimo iż miała ostatnio wiele myśli związanych z Wschodem to nie chciała przez to zaniedbać relacji ze swoimi dziećmi. Dlatego też dzisiaj zabrała swoją kochana córeczkę, Przepiórke nad rzekę. Chciała żeby jej dziecko też się trochę orientowało gdzie ona jest i co się znajduje dookoła niej. - Jesteśmy przy wilgotnych skałkach, kochanie. Tutaj można przeprawić się na drugą stronę rzeki dzięki tym kamieniom. Nie wiedziałam czy tutaj kiedyś byłaś więc cię tutaj przyprowadziłam.-powiedziała łagodnie. - Jednak uważaj! Te skały są wyjątkowo śliskie jak kiedyś będziesz musiała przejść przez nie. - dodała szybko. Podeszła bliżej wody i usiadła przy brzegu czekając jak Przepiórka do niej dołączy. Chciała z nią głównie porozmawiać. Chciała wiedzieć jak jej się życie układa. Bała się mówić córce o tym, że Bursztynowy Wschód wyznał jej miłość. Nie powinna raczej tego mówić... Ale przecież jej dzieci muszą się o tym dowiedzieć! Walczyła przez chwilę sama ze sobą aż w końcu zaczęła. - Jak idze ci na treningu skarbie? - uśmiechnęła się do jej córeczki.
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Ognistopręga[*] Ojciec: Rudzikowy Ogień[*]
Najogólniej rzecz ujmując, Kałuża sprawiedliwie upodobnił się trochę do matki, a trochę do ojca. Po Ognistopręgiej odziedziczył, a to ci dopiero, ognisty kolor futerka i ciemniejsze nań tygrysie pręgi, natomiast z Rudzikowym Ogniem łączy go krótka, gładko przylegająca do skóry sierść. Nie jest jednak idealną kopią kolorystyczną rudej kotki, bo brak mu białych znaczeń, albo chociaż jaśniejszych przebarwień, które w jakiś sposób koiłyby intensywną, płomienną barwę puchatego futra. Nos ma w typowym dla rudzielców, ciemnoróżowym odcieniu. Jedynej odskoczni od ciepłych tonów można szukać w bystrych oczach kocura, bowiem te zawsze z porównywalną dozą wesołkowatości błyszczą raz bardziej zielonkawo, raz bardziej niebiesko - w zależności od światła. Po ojcu wyrósł na wysokiego, szczupłego kocura o sprężystym kroku, lubiącego wywijać zwartym ogonem w powietrzu.
Niezwykle tolerancyjny kocur, który równie chętnie co przystaje na dziwactwa kociąt, widzi też w klanie Rzeki miejsce dla samotników i zbłąkanych pieszczochów. Jest opanowany w tym sensie, że praktycznie nie da się go wytrącić z równowagi, ani sprowokować. Kompletnie nie przejawia wobec innych agresji, ponieważ wierzy, że absolutnie z każdym da się zawsze dogadać. Z drugiej strony nie boi się zwrócić uwagi, jeżeli ktoś jego zdaniem przegina. Przy tej okazji widać, jak Kałuża jest kontaktowy, otwarty, wręcz naturalnie charyzmatyczny. A poza tym troskliwy, pomocny i odpowiedzialny wobec wszystkich! Nigdy nie ma dość towarzystwa, każdy może sobie z nim uciąć pogawędkę, gdyby tego akurat potrzebował, a i on sam chętnie inicjuje rozmowy. To również kocur, który potrzebuje dużo ruchu oraz wielu bodźców. Spontaniczny i dynamiczny wulkan emocji, które tak szybko jak przychodzą, tak i odchodzą.
Przeżyta w bardzo wczesnym wieku rozłąka z bliskimi, choć traumatyczna, jedynie wzmocniła u niego bazowe cechy. Stąd nie brak mu optymizmu i hartu ducha napędzających do żywego działania na przekór przeciwnościom losu.
Szara Kora, Goryczka, Aronia
Kałuża potrzebował trochę wzmocnić swoją kondycję, dlatego też od jakiegoś czasu - dokładniej od pogrzebu Mysiego Kroku - urządzał sobie przechadzki poza ścisły obóz, mimo wszystko jednak trzymając się wciąż dość blisko, ot, żeby mieć go w zasięgu wzroku i żeby pozostali widzieli jego, by w razie czego ruszyć mu z pomocą. Terminatorowi zdarzyło się do tej pory tylko raz opuścić Rzeczne centrum - kiedy jako kocię postawił łapkę trochę za daleko i porwały go Dwunogi, przetrzymując przez długie księżyce u siebie... Efektem tego wydarzenia był lekki uraz do samowolnego oddalania się, ale rudy stopniowo się przełamywał. Wkrótce jako wojownik będzie przecież musiał patrolować terytoria Rzeki i co? Nie ma zmiłuj. Pręgowany kuperek podskakiwał energicznie, gdy truchtał w stronę Wilgotnych Skałek. Jedynym dodającym otuchy akcentem był jak na razi świst własnego ogona tańczącego na wietrze.
W końcu dobiegł nieco zziajany do brzegu znajdującego się po stronie Błyszczących Głazów, skacząc chyżym wzrokiem niczym zielona żabka ze skałki na skałkę. Dało się tędy dostać na drugą stronę, ale czy to aby na pewno dobry pomysł? Swoisty pomost miał dziury, tu i ówdzie brakowało z jednego kamyczka zabezpieczającego pewne przejście, chociaż z drugiej strony odległości między nimi były małe, z pewnością do pokonania. Hm.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Śliwkowa Pestka uwielbiała Wilgotne Skałki. Pomimo nieprzyjemnej sytuacji z Rakiem, samo uczucie swobodnego i szybkiego poruszania po chłodnych kamieniach było niesamowite. Dlatego jej wstręt do tego miejsca napędzany podświadomym strachem przed kolejnym bliskim spotkaniem z raczymi szczypcami szybko minął i córka Kosowej Pieśni teraz swobodnie wybierała się na spacery i polowania w tamte rejony. Z każdym wschodem słońca poruszała się po kamieniach sprawniej, nawet tak bardzo nie obawiając się wpadnięcia do wody i porwania przez nurt. Można powiedzieć, że teraz wypracowała sobie swoją własną praktykę na poruszanie się po śliskich kamieniach i szla jej bardzo dobrze. Po tym, jak wykurowała się pod okiem Księżycowego Pyłu z białego kaszlu, nieco osłabiona po mocniejszych lekach, aczkolwiek całkowicie zdrowa; poszła przejść się właśnie nad Wilgotne Skałki aby zapolować. Strasznie kuły ja łapy przez długie zwlekanie w lecznicy. Musiała zawiesić trening aż dwójki kotów, w tym Pajęczej Łapy, co podobało jej się najmniej. Próbowała opuścić lecznice szybciej, ale...Zarówno stan jak i słowa Ksieżyc skutecznie przylepiły ją do mchu i tak straciła trzy, może cztery wschody słońca? To na tyle dużo, aby po opuszczeniu lecznicy pracowała jak motorek. Chciała jakoś wynagrodzić dni swojej wegetacji. W każdym razie, po odhaczeniu swoich obowiązków postanowiła wybrać się do Wilgotnych Skałek. Nie były daleko a do tego wiązały się z nimi nie tylko złe wspomnienia. Chodziła tam dość często z Sokołem. A...to zdecydowanie dobre wspomnienie. W każdym razie aż do pojawienia się Kałużowej Łapy, czarno-biała koteczka siedziała na skałkach bliżej wschodniej części Piaszczystej Mielizny, niżeli stricte Wilgotnych Skałek. Delikatna mgiełka unosząca się nad wodą, chłodne powietrze i szum wody obijającej się leniwie o szarą powierzchnie kamieni; to wszystko koiło Owocówkę. Dopiero kiedy usłyszała szelest i charakterystyczny tupot podpięty pod przybycie kota, zastygła w bezruchu i trzepnęła uchem. Pochwyciła małą, upolowaną rybkę w zęby i zgrabnie skacząc z kamienia na kamień, ruszyła w stronę brzegu. Nim się Kałuża obejrzał, przed nim na większym kamieniu zatrzymała się niższa od niego, czarno-biała kotka o krągłym łebku i zielono-żółtych ślepiach. Zamrugała zaskoczona z jego widoku. Spodziewała się tu Sokoła, który przyszedł za nią - no cóż, Sokola Łapa na pewno nie był taki rudy! Speszona odrobinę, spuściła wzrok i skoczyła, lądując obok niespodziewanego obserwatora. Położyła rybę na trawie i oblizała nakrapiany, różowo-czarny nosek. xx— D-dzień dobry. — przywitała się grzecznie i posłała nieśmiały uśmiech w kierunku rudzielca. Niezbyt go...kojarzyła? To chyba źle! Powinna znać koty w swoim klanie a tak...cóż. Wychodzą takie nieprzyjemne sytuacje. — Chłodno d-dzisiaj, prawda?
O tak, doskonały pomysł. Jeszcze zaczniej mówić o chmurach! Mysi bobek.
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Ognistopręga[*] Ojciec: Rudzikowy Ogień[*]
Najogólniej rzecz ujmując, Kałuża sprawiedliwie upodobnił się trochę do matki, a trochę do ojca. Po Ognistopręgiej odziedziczył, a to ci dopiero, ognisty kolor futerka i ciemniejsze nań tygrysie pręgi, natomiast z Rudzikowym Ogniem łączy go krótka, gładko przylegająca do skóry sierść. Nie jest jednak idealną kopią kolorystyczną rudej kotki, bo brak mu białych znaczeń, albo chociaż jaśniejszych przebarwień, które w jakiś sposób koiłyby intensywną, płomienną barwę puchatego futra. Nos ma w typowym dla rudzielców, ciemnoróżowym odcieniu. Jedynej odskoczni od ciepłych tonów można szukać w bystrych oczach kocura, bowiem te zawsze z porównywalną dozą wesołkowatości błyszczą raz bardziej zielonkawo, raz bardziej niebiesko - w zależności od światła. Po ojcu wyrósł na wysokiego, szczupłego kocura o sprężystym kroku, lubiącego wywijać zwartym ogonem w powietrzu.
Niezwykle tolerancyjny kocur, który równie chętnie co przystaje na dziwactwa kociąt, widzi też w klanie Rzeki miejsce dla samotników i zbłąkanych pieszczochów. Jest opanowany w tym sensie, że praktycznie nie da się go wytrącić z równowagi, ani sprowokować. Kompletnie nie przejawia wobec innych agresji, ponieważ wierzy, że absolutnie z każdym da się zawsze dogadać. Z drugiej strony nie boi się zwrócić uwagi, jeżeli ktoś jego zdaniem przegina. Przy tej okazji widać, jak Kałuża jest kontaktowy, otwarty, wręcz naturalnie charyzmatyczny. A poza tym troskliwy, pomocny i odpowiedzialny wobec wszystkich! Nigdy nie ma dość towarzystwa, każdy może sobie z nim uciąć pogawędkę, gdyby tego akurat potrzebował, a i on sam chętnie inicjuje rozmowy. To również kocur, który potrzebuje dużo ruchu oraz wielu bodźców. Spontaniczny i dynamiczny wulkan emocji, które tak szybko jak przychodzą, tak i odchodzą.
Przeżyta w bardzo wczesnym wieku rozłąka z bliskimi, choć traumatyczna, jedynie wzmocniła u niego bazowe cechy. Stąd nie brak mu optymizmu i hartu ducha napędzających do żywego działania na przekór przeciwnościom losu.
Szara Kora, Goryczka, Aronia
Ano, nikt nie był bardziej rudy od Kałuży, on spływał intensywnie ognistą rudością, on wręcz wzbudzał OBAWY, że kto dotknie jego futra, ten się oparzy. Tylko cudem morska woda zaklęta na tęczówkach nie wyparowała jeszcze skwiercząc głośno... A skoro już o okolicach oczu mowa - kocur również mrugnął, niemniej zdziwiony towarzystwem. Pierwsze primo, zaczął podejrzewać, że w klanie Rzeki poza nim, Bursztynem, Wieczorem i ewentualnie znanym z samej wzmianki o nim Rabarbarem istnieją same kotki. Tylko na kotki trafiał, tylko kotki go zagadywały, rozsiewając wszem i wobec swoje feromony. Jakkolwiek nie budziło to żadnego sprzeciwu, czy niezadowolenia Kałużowej Łapy, tak zaczynało być po prostu... Dziwne. Czerwia, Ćma, Pająk, Świetlikowy Zagajnik, jego siostra i mama, Kukułka, a teraz jeszcze ona, nieznajoma z rybą w pyszczku.
Drugie primo, z podziwem wyrażonym rozdziawioną nieco mordką obserwował, jak Śliwkowa Pestka bez wysiłku i bez pudła pokonuje Wilgotne Skałki, które jemu samemu nastręczyły tylu dylematów. Trzeźwo odsunął się o krok celem zrobienia jej miejsca na brzegu, już w trakcie tego manewru szczerząc się do gibkiej wojowniczki.
- Hej, jestem Kałużowa Łapa, a ty? Wow, to było coś - pochwalił wyładowanym ekscytacją głosem kotkę, skinąwszy wymownie brodą na przebytą przez nią drogę po skałkach. - Taak, dość chłodno - odparł bez cienia zażenowania banalnością tego stwierdzenia i samego poprzedzającego je pytania, szczerze jak kocię oddany poruszonej problematyce. Zastrzygł uszami i przestąpił z łapy na łapę, jakby usiłował poprawić krążenie. - A będzie gorzej, huh. To w sumie będzie moja pierwsza Pora Nagich Drzew w takich warunkach, no wiesz, w klanie, na powietrzu - wyjawił, również tym razem nie skąpiąc niczemu ani nikomu w pobliżu Wilgotnych Skałek entuzjazmu godnego podróżnika, który trafił z wygodnej aglomeracji na własne życzenie do dziczy, by poznać zwyczaje lokalnych. Dla Kałuży klan Rzeki był właśnie czymś w rodzaju survivalu-odskoczni od wygodnego, nużącego życia Pieszczoszka. Jadł surowiznę, uczył się walczyć, polować i w ogóle.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Klan Rzeki składał się z zaskakująco dużej ilości kotek, co pewnie dało się zauważyć gołym okiem. Większe prawdopodobieństwo było w natrafieniu na kotkę polującą na terenach niżeli kocura. Cóż, Śliwkowa Pestka nie zwracała na to zbytnio uwagi, tym bardziej, że znała naprawdę dużo kocurów! Sokół, Burzyk, Sroka, Ważka...To już trzech. Był też Brudny Kamień, z którym raz czy dwa została przydzielona do patrolu jeszcze przed jego zniknięciem z klanu. Teraz jednak miała do czynienia z rudym kocurem, którego wcale nie kojarzyła tak bardzo jak chociażby Burzowe Niebo. Widząc jego otworzony pyszczek i wpatrzone we własną sylwetkę oczy poczuła jak zaczyna nieco się peszyć. Nie była do tego przyzwyczajona i...Chyba nawet nie do końca chciała być. Wolała nie być w centrum uwagi. Nie pasowała do takiego czegoś! Była cicha i wolała nie wyróżniać się z tłumu tak jak robiła to za pomocą pospolitego czarno-białego futerka. Odchrząknęła cicho i poczuła jak jej uszy zaczynają ją nieznacznie piec z zawstydzenia pochwałą tycząca się sprawnego przebycia kamieni. xx— To...nic! Znaczy d-dziękuje, naprawdę. J-jednak chyba każdy tak potrafi. — stwierdziła cichym i delikatnym głosem, nieco niepewnie podnosząc wzrok znad położonej na ziemi ryby, zawieszając go na kilka uderzeń serca na pyszczku swojego rozmówcy. Przypominał jej kogoś. A przynajmniej skojarzył jej się z Wierzbową Łapą z Klanu Gromu, którego przegoniła z granicy. Oczywiście syn Ognistopręgiej nie miał nic z kocurkiem wspólnego, ale...Cóż, oboje byli rudzi! Nie trudno było sobie ich skojarzyć chociażby przez wygląd. — Jestem Śliwkowa Pestka. M-miło mi Cię poznać. —Kałużowa Łapa. Czy to powinno jej cokolwiek mówić? Raczej tak i na całe szczęście mówiło. Skojarzyła go teraz jako terminatora nowego partnera swojej ciotki - Bursztynowego Wschodu. Nic więcej jej to imię nie powiedziało, chociaż jak teraz dokładniej przyjrzała się swojemu rozmówcy mogła łatwo stwierdzić, że należy on do tych przyjaznych i otwartych. Tym samym zaliczając się do jej kompletnego przeciwieństwa. W każdym razie z grzeczności również się przedstawiła i posłała w jego kierunku delikatny uśmiech. W końcu...nie powinno się ignorować tak ważnej informacji i taić własnego imienia będąc w tym samym klanie! Takie wnioski przynajmniej wyciągała sama Owocówka. Kiedy padło ciekawe zdanie z pyszczka dreptającego, starszego od niej terminatora - Śliwka była w połowie zakopywania ryby i w momencie zakończenia owych słów, czarno-biała uklepywała ziemię z lekko uniesioną brwią. xx— Pierwsza? W...takich warunkach? — dopytała a w jej oczach błysnęło mimowolne zainteresowanie nakreślonym tematem. Westchnęła cichutko i z jej pyszczka wydobyła się słabo widoczna para. — Co masz przez to na myśli? W-wiesz, to również moja pierwsza Pora Nagich Drzew, którą...będę pamiętać. Podobno może być duży problem ze zwierzyną. Lepiej polować zawczasu i powoli się na to przygotowywać, t-tak sądzę.
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Ognistopręga[*] Ojciec: Rudzikowy Ogień[*]
Najogólniej rzecz ujmując, Kałuża sprawiedliwie upodobnił się trochę do matki, a trochę do ojca. Po Ognistopręgiej odziedziczył, a to ci dopiero, ognisty kolor futerka i ciemniejsze nań tygrysie pręgi, natomiast z Rudzikowym Ogniem łączy go krótka, gładko przylegająca do skóry sierść. Nie jest jednak idealną kopią kolorystyczną rudej kotki, bo brak mu białych znaczeń, albo chociaż jaśniejszych przebarwień, które w jakiś sposób koiłyby intensywną, płomienną barwę puchatego futra. Nos ma w typowym dla rudzielców, ciemnoróżowym odcieniu. Jedynej odskoczni od ciepłych tonów można szukać w bystrych oczach kocura, bowiem te zawsze z porównywalną dozą wesołkowatości błyszczą raz bardziej zielonkawo, raz bardziej niebiesko - w zależności od światła. Po ojcu wyrósł na wysokiego, szczupłego kocura o sprężystym kroku, lubiącego wywijać zwartym ogonem w powietrzu.
Niezwykle tolerancyjny kocur, który równie chętnie co przystaje na dziwactwa kociąt, widzi też w klanie Rzeki miejsce dla samotników i zbłąkanych pieszczochów. Jest opanowany w tym sensie, że praktycznie nie da się go wytrącić z równowagi, ani sprowokować. Kompletnie nie przejawia wobec innych agresji, ponieważ wierzy, że absolutnie z każdym da się zawsze dogadać. Z drugiej strony nie boi się zwrócić uwagi, jeżeli ktoś jego zdaniem przegina. Przy tej okazji widać, jak Kałuża jest kontaktowy, otwarty, wręcz naturalnie charyzmatyczny. A poza tym troskliwy, pomocny i odpowiedzialny wobec wszystkich! Nigdy nie ma dość towarzystwa, każdy może sobie z nim uciąć pogawędkę, gdyby tego akurat potrzebował, a i on sam chętnie inicjuje rozmowy. To również kocur, który potrzebuje dużo ruchu oraz wielu bodźców. Spontaniczny i dynamiczny wulkan emocji, które tak szybko jak przychodzą, tak i odchodzą.
Przeżyta w bardzo wczesnym wieku rozłąka z bliskimi, choć traumatyczna, jedynie wzmocniła u niego bazowe cechy. Stąd nie brak mu optymizmu i hartu ducha napędzających do żywego działania na przekór przeciwnościom losu.
Szara Kora, Goryczka, Aronia
Kałuża nie należał wcale do tych najgłośniejszych typów, których wszędzie pełno, a już na pewno miał na tyle życzliwości, żeby priorytetowo traktować dobre samopoczucie u swoich rozmówców. Przy tych żywiołowych sam więc nakręcał się bardziej, a w kontaktach z kotami bardziej wycofanymi, nieufnymi i zamkniętymi w sobie nieco się wyciszał, dając im szansę na złapanie drugiego oddechu. Z łatwością dostosowywał się do każdej konfiguracji, bo lubił w zasadzie towarzystwo każdego rodzaju, od milczków po gaduły, od kociąt po starszyznę, od... No może poza Bursztynowym Wschodem, ale nawet tego burczymuchę traktował teraz bardziej wspaniałomyślnie, gdyż współczuł mu trudnej sytuacji rodzinnej. Z tych też powodów, widząc, jak z delikatną istotką miał zaszczyt porozmawiać, przestał suszyć zęby, a zamiast tego przywołał na pysk znacznie subtelniejszy, acz wciąż przyjazny grymas.
- No nie wiem. Ja tam się trochę boję, że się poślizgnę, wpadnę jak kłoda do rzeki i cały będę mokry - zdradził, jednocześnie aż jeżąc sierść na karku na myśl o zimnej kąpieli. Był gotów upierać się, że koteczka aż nazbyt skromnie zakładała, że każdy potrafiłby przejść z taką nonszalancją po śliskich kamykach. Szczerze powątpiewał.
Śliwkowa Pestka nie miała właściwie prawa go kojarzyć, a przynajmniej było to bardzo mało prawdopodobne, jako że kiedy ona się rodziła, on już od dobrych trzech księżyców siedział u Dwunogów smyrany za uchem.
- Cała przyjemność po mojej stronie, Śliwkowa Pestko - zauważył ciepło, pochylając szyję w niby ukłonie, z którego szybko zrezygnował na rzecz spoglądania uważnie na kotkę z góry. Tylko z racji wzrostu oczywiście. Powoli, ku własnemu zadowoleniu, łączył coraz więcej kocich sylwetek z konkretnymi imionami, lecz drażniło go, iż posiadana wiedza nie wystarczała do wskazania łapą losowego Rzeczniaka i stwierdzenia "o, to ten i ten, jest synem tego i tego, bratem tej i tej, generalnie fajny gość". Jego informacje były strasznie powierzchowne, toteż twardo zdecydował je pogłębić przy pierwszej nadarzającej się okazji, ale na pewno nie tak znikąd, żeby nie przestraszyć wojowniczki z deczka obcesowymi pytaniami.
Kiedy zresztą Śliwka przejęła inicjatywę i niczym sprawna wodzirejka, tylko z jednym małym zająknięciem, poprowadziła dyskusję torem Pory Nagich Drzew, kocur dodał jej otuchy serdeczniejszym uśmiechem. – A tak – odparł i klapnął na zadku. – Wiesz, właściwie całe życie spędziłem u Dwunogów, porwali mnie ledwo nauczyłem się chodzić... - nagle zmarszczył czoło w namyśle, licząc coś przez moment bezgłośnie. - Czekaj, ile masz księżyców? Musiałaś urodzić się jakoś po mnie, gdy już mnie tutaj nie było, albo byłem za mały, żeby Cię pamiętać.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Brew kotki delikatnie się uniosła i pozwoliła sobie na cichy chichot, po czym pokręciła nieznacznie łebkiem. Rzeczniak bał się wpaść do wody i zamoczyć sobie futerko? Może faktycznie istniały nawet w tym klanie tak zwane suche łapy, o których kiedyś słyszała? I ona nie wyszła z tego skakania po kamieniach całkowicie sucha! Przez fakt, że upolowała teraz dokładnie ukrytą rybę, miała mokre łapy i nieco sierść na pyszczku i piersi. Ryba choć mała, walczyła o swoje życie dość zawzięcie i to naprawdę dar Gwiezdnych, że córka Kosowej Pieśni sama nie zaliczyła wcześniej wspomnianego spadnięcia do wody jak kłoda. Chociaż...Skoro nawet z rakiem uwieszonym na palcu, udało jej się bezpiecznie doskoczyć do brzegu, czemu miałoby się teraz nie udać? xx— Nie lubisz wody? — odparła a jej delikatny głos dalej był zabarwiony rozbawieniem. Wyobraziłam sobie ociekającego wodą, płomiennorudego kocurka, który stał przed nią. Byłby to bardzo zabawny widok, jednak na pewno niezbyt odpowiedni na tak chłodną porę. Mógłby się przeziębić! A o tym kotka co nie co wiedziała. Chociaż choróbsko nie przyszło do niej za sprawą nieodpowiedzialnej i zapewne nie planowanej kąpieli w Grzmiącej Rzece. — M-może mogłabym cię tego nauczyć, w-wiesz? Kiedyś, bo teraz...Woda jest chłodna, nie chciałabym abyś się przez to potem pochorował. — miauknęła w luźnej propozycji, wzruszając przy niej barkami i nieco odwróciła wzrok wbijając go w swoje łapy, które nieco nerwowo ugniatały usypaną na rybie górkę piasku. Cofnęła się nieco, aby przypadkiem nie zepsuć kryjówki swojej zdobyczy i trzepnęła uchem w karcącym geście do samej siebie. Czym ona się tak stresowała? Przecież to była zwykła, niewinna wymiana zdań z klanowiczem. Czy to coś naprawdę na tyle skomplikowanego, aby panikować? Najwyraźniej tak, skoro Owocówka w dalszym ciągu odczuwała dziwne uczucie dyskomfortu, które...Powinno niedługo minąć. Chyba. Słysząc następne słowa kocura i widząc jego gest w postaci lekkiego skłonu, zamrugała i poczuła jak ciepło na uszach ponownie jej doskwiera. Uśmiechnęła się lekko i odchrząknęła niesłyszalnie nie będąc zupełnie do tego przyzwyczajoną. Ostatnim razem podobne gesty robił Płonący Las i...Oberwało jej się za to niesamowicie. Rozejrzała się kontrolnie, jakby w obawie, że za chwile z krzaków wyskoczy Sokola Łapa i znowu na nią nakrzyczy bo rozmawia z jakimś kocurem. Wolała tego uniknąć! Jej ogon zadrżał delikatnie z niepokoju, a ta aż do następnej wypowiedzi będącej odpowiedzią na jej słowa; milczała z wzrokiem wbitym w swoje łapy. Była wdzięczna kocurowi za jego serdeczny uśmiech, który tak jak miał; dodawał jej swojego rodzaju otuchy. xx— Porwali cię dwunożni? Ale...tak z obozu? — zmarszczyła brwi w niemałym zaskoczeniu, patrząc na rudego z niepokojem. No to chociaż poznała odpowiedź, dlaczego też w ogóle go nie kojarzyła! Widząc, jak ten coś liczy, uniosła nieznacznie wcześniej zmarszczoną brew i słysząc pytanie, zamrugała ponownie i westchnęła z rozbawieniem. A to nie tak, że kocurom nie wypada pytać o wiek kotek? — 19 księżyców, Kałużowa Łapo. I...na pewno urodziłam się po tobie, bo...Nie kojarzę abym widziała cię w obozie jak byłam m-młodsza. N-no, ale teraz tez możemy się poznać, to...znaczy jak chcesz! Nie na-narzucam się, w-wiesz...no..uch...— położyła sobie po uszy na uderzenie serca i poczuła jak jej żołądek wywija salta w jej wnętrzu z niepokoju. Jak ona dawno nie zawierała nowych przyjaźni! A z kocurami? To już w ogóle! Nigdy nie miała w tych konkretnych rozmowach zbyt łatwo. Chyba jedynie z Sokołem czy Mruczkiem szło jej w miarę prosto. O, i z Ważką, ale go już dawno nie było w klanie.
Niestety...
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Ognistopręga[*] Ojciec: Rudzikowy Ogień[*]
Najogólniej rzecz ujmując, Kałuża sprawiedliwie upodobnił się trochę do matki, a trochę do ojca. Po Ognistopręgiej odziedziczył, a to ci dopiero, ognisty kolor futerka i ciemniejsze nań tygrysie pręgi, natomiast z Rudzikowym Ogniem łączy go krótka, gładko przylegająca do skóry sierść. Nie jest jednak idealną kopią kolorystyczną rudej kotki, bo brak mu białych znaczeń, albo chociaż jaśniejszych przebarwień, które w jakiś sposób koiłyby intensywną, płomienną barwę puchatego futra. Nos ma w typowym dla rudzielców, ciemnoróżowym odcieniu. Jedynej odskoczni od ciepłych tonów można szukać w bystrych oczach kocura, bowiem te zawsze z porównywalną dozą wesołkowatości błyszczą raz bardziej zielonkawo, raz bardziej niebiesko - w zależności od światła. Po ojcu wyrósł na wysokiego, szczupłego kocura o sprężystym kroku, lubiącego wywijać zwartym ogonem w powietrzu.
Niezwykle tolerancyjny kocur, który równie chętnie co przystaje na dziwactwa kociąt, widzi też w klanie Rzeki miejsce dla samotników i zbłąkanych pieszczochów. Jest opanowany w tym sensie, że praktycznie nie da się go wytrącić z równowagi, ani sprowokować. Kompletnie nie przejawia wobec innych agresji, ponieważ wierzy, że absolutnie z każdym da się zawsze dogadać. Z drugiej strony nie boi się zwrócić uwagi, jeżeli ktoś jego zdaniem przegina. Przy tej okazji widać, jak Kałuża jest kontaktowy, otwarty, wręcz naturalnie charyzmatyczny. A poza tym troskliwy, pomocny i odpowiedzialny wobec wszystkich! Nigdy nie ma dość towarzystwa, każdy może sobie z nim uciąć pogawędkę, gdyby tego akurat potrzebował, a i on sam chętnie inicjuje rozmowy. To również kocur, który potrzebuje dużo ruchu oraz wielu bodźców. Spontaniczny i dynamiczny wulkan emocji, które tak szybko jak przychodzą, tak i odchodzą.
Przeżyta w bardzo wczesnym wieku rozłąka z bliskimi, choć traumatyczna, jedynie wzmocniła u niego bazowe cechy. Stąd nie brak mu optymizmu i hartu ducha napędzających do żywego działania na przekór przeciwnościom losu.
Szara Kora, Goryczka, Aronia
Patrzył z konsternacją na rozchichotaną koteczkę, marszcząc nos jak zniesmaczony i pokonany, co tylko zresztą udawał, jako że nadzwyczajnie dobrze znosił, gdy ktoś się z niego trochę nabijał. Tak naprawdę wolał, żeby się z nim lub przy nim śmiali niż przez niego płakali, nawet jeśli to on i jego strach przed wodą miały być źródłem cudzej wesołości. Ale zaraz, czy Kałuża faktycznie... SIĘ BAŁ? Nie wody jako takiej, to na pewno, przecież nie miał nic przeciwko deszczowi, ani samemu faktowi bycia od czasu do czasu mokrym, więc raczej chodziło o coś innego. Zawsze istniała groźba utonięcia, wprost proporcjonalna do zdolności pływackich, których rudzielec, aż wstyd przyznać, nie posiadał w ogóle. Niby gdzie miał się tego nauczyć? Kiedy?
- Nie, że nie lubię - potrzepał pyskiem dla wzmocnienia swych szybko wyrzucanych z gardła słów. No już bez przesady, był Rzeczniakiem z krwi i kości! - Ja tylko... No nie umiem pływać, więc jeżeli naprawdę byś mogła mi pokazać co i jak, to byłoby ekstra. Piszę się! - zawył entuzjastycznie, autentycznie zachwycony propozycją, jaka chyba z powodu niewiadomego pochodzenia tremy była przez wojowniczkę troszkę niedopracowana - Pestka chciała go uczyć łowienia ryb takich jak ta, którą tak zapalczywie doglądała na piasku, czy może zgrabnego unoszenia się na wodzie? Uznał, że to drugie, zwłaszcza, że Bursztynowy Wschód w przerwie od marudzenia ostatnio na treningu pokazał mu kilka trików związanych z wyciąganiem wysoko proteinowego pożywienia z wody. A i tak nie miał pewnie szans unosić się na wodzie zgrabnie, a najwyżej jakkolwiek. No cóż.
W przeciwieństwie do Śliwkowej Pestki, Kałużowa Łapa spokojnie, może wręcz w nieco zblazowany sposób przesiadywał nad brzegiem, tocząc ich miłą pogawędkę. Nie umknęło mu jednak to, iż wzrok jego towarzyszki opadał co rusz na łapy, albo rozpierzchał się na boki niczym płochliwy konik polny. Kompletnie nie czaił dlaczego i jak, skąd w niej takie reakcje wobec jednego z najbardziej nieproblematycznych, wyluzowanych, ultra wyrozumiałych i sympatycznych kocurów Rzeki, ale na tak początkowym etapie znajomości, bez kompetencji oraz uprawnień przyjaciela, postanowił nie dociekać. Może zwyczajnie była nieśmiała. Jakby nie patrzeć nie każdy musiał być taki jak on i nawijać każdemu bez wyjątku przysłowiowy makaron na uszy.
Siedział więc rozwalony na piasku, bardzo zadowolony z pytań kotki, a może bardziej z możliwości na nie odpowiedzenia w jakiś podkoloryzowany sposób. - Porwali - przytaknął żywo niedowiarce uśmiechając się szeroko i milcząc przez dłuższy moment celem zbudowania w koteczce właściwie wysokiego napięcia. - Jak już wspominałem... Byłem małym kociakiem, który ledwo nauczył się chodzić. Ale nauczył. Brykałem wszędzie, aż pewnego dnia... - kocur poderwał się z miejsca jednym ruchem, po czym przypadł brzuchem do ziemi i w tej niemal czołgającej się pozycji zrobił kilka kroków, symulując kocięcy wzrost. Jego ogon bił intensywnie powietrze, raz z lewej, raz z prawej. Świetnie się bawił, mogąc wreszcie dokładnie opowiedzieć komuś, kto chciał go słuchać, jego historię. - ...wymknąłem się tuż za obóz. No wiesz, w tym miejscu, gdzie rośnie ten taki krzak. Szedłem jak teraz, trochę niepewnie i wtedy zobaczyłem parę Dwunogów, samicę i samca. Samica do mnie podeszła, podstawiła mi swoją przednią łapę pod pyszczek, a ja ją powąchałem, oooo tak... - tu terminator podetknął własną łapę pod nos i ją powąchał. - ...a wtedy Samiec mnie podniósł zanim się w ogóle zorientowałem, co jest grane!
Skończywszy snuć opowieść w pełnym wzburzeniu Kałuża wyprostował się z uśmiechem, patrząc na swą słuchaczkę. - Nie uciekałem przed nimi, jakoś tak ufałem im od początku - wyjaśnił jeszcze pro forma, chociaż ze strony Śliwki nie padło póki co żadne dodatkowe pytanie. Mimo, że działo się to tak dawno temu, wczuwał się, jakby to było wczoraj.
- Jasne, że chcę Cię lepiej poznać. O, już wiem, masz jakiś ulubiony kolor? - palnął pierwsze, co mu przyszło do głowy, widząc, że kotka znów wpada w tarapaty z powodu braku pełnej kontroli nad własnym językiem, a skoro tak, to także nad tym, co chciała powiedzieć. Może teraz zremisują w kategorii najbardziej żenujących i banalnych pytaniach roku - jej wzmianka o pogodzie kontra jego ulubiony kolor.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
xx— T-teraz raczej nie pokażę, ale mogę opowiedzieć. — zapewniła, nie chcąc sprawiać, aby kocurek się zawiódł. W końcu woda była naprawdę chłodna, a do tego robiło się coraz zimniej i..cóż, na pewno wejście do wody nie byłoby niczym przyjemnym ani mądrym! W końcu Śliwka niedawno się tak naprawdę wykurowała z białego kaszlu. Wolała nie trafiać do Księżycowego Pyły z tym choróbskiem ponownie. Ponownie uciekła wzrokiem na swoje łapy aby dopiero jak pozbierała myśli podnieść głowę i uraczyć rozmówce nieśmiałym uśmiechem. Dlaczego rozmowa z innymi kotami była tak trudna? albo inne pytanie; dlaczego jej charakter był tak chwiejny i zależny od sytuacji oraz rozmówcy? Naprawdę chciałaby się poczuć pewnie przy Kałuży, ale gdzieś z tyłu głowy miała nieprzyjemne uczucie, że Sokół zaraz wyskoczy z krzaków i ja okrzyczy. Nie chciała tego! — Wszystko opiera się n-na tym, aby mocno pracować łapami i trzymać głowę uniesioną, nad powierzchnią wody. Jak zanurzasz się po rybę to wypuszczasz powietrze przez nos. W za-zasadzie to tyle. Po-prostu musisz mocno pracować łapami, one cie wypychają na powierzchnie i umożliwiają dopłynięcie do brzegu. — pływanie nie było niczym trudnym. Chociaż za pierwszym razem nie było przyjemne, teraz Głogówna ukochała ten sposób spędzania czasu. Gdyby nie chłód, na pewno chadzałaby nad Grzmiącą Rzekę aby sobie po prostu popływać. W prawdzie mogłaby i teraz, ale wolała nie ryzykować. Kiedy zaczęła się opowieść o porwaniu, otworzyła szerzej zielono-żółte ślepia i z je pyszczka wyrwało się zaskoczone i niedowierzające westchnięcie udekorowane cichutkim "ojej". Po tym córka Kosowej Pieśni umilkła, grzecznie wsłuchując się w opowieść nieco starszego, rudego kocurka. Wolała mu nie przerywać. Tak z czyste grzeczności i zainteresowania opowieścią! Nie mogła uwierzyć w to co mówił do niej Kałużowa Łapa. Zamrugała parę razy i pokręciła łebkiem. xx— Nie do wiary! — westchnęła w końcu patrząc na swojego rozmówce z niepokojem. — Pewnie okropnie się bałeś? Ja bym się bała! Nigdy nie widziałam dwunożnych i...nie chce widzieć. Znam ich tylko z opowieści. I-ile jest w nich prawdy? — padło pierwsze pytanie po długiej ciszy i jedynie słuchaniu monologi rozemocjonowanego Kałuży. Widocznie lubił opowiadać podobne historie, to mu Owocówka nie przeszkadzała. Byłoby to bardzo niegrzeczne, a kotka wolała unikać nieprzyjemnych sytuacji z kimkolwiek! Poczuła jak znów gorąc oblewa jej uszy oraz policzki na słowa o chęci jej lepszego poznania. Zawstydziła się jeszcze bardziej i owinęła ogon wokół łap a jej wibrysy zadrżały. To...było całkiem miłe, że ktokolwiek chciał poznawać ją lepiej. Naprawdę miłe. xx— Ja em...lubię niebieski. — odparła po chwili zastanowienia i zawstydzenia, po czym niewinnie polizała się po piersi i odchrząknęła cichutko. — Kojarzy mi się z takimi delikatnymi, m-małymi kwiatkami. N-Niezapominajkami. A ty...masz może ulubiony kwiat?
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Ognistopręga[*] Ojciec: Rudzikowy Ogień[*]
Najogólniej rzecz ujmując, Kałuża sprawiedliwie upodobnił się trochę do matki, a trochę do ojca. Po Ognistopręgiej odziedziczył, a to ci dopiero, ognisty kolor futerka i ciemniejsze nań tygrysie pręgi, natomiast z Rudzikowym Ogniem łączy go krótka, gładko przylegająca do skóry sierść. Nie jest jednak idealną kopią kolorystyczną rudej kotki, bo brak mu białych znaczeń, albo chociaż jaśniejszych przebarwień, które w jakiś sposób koiłyby intensywną, płomienną barwę puchatego futra. Nos ma w typowym dla rudzielców, ciemnoróżowym odcieniu. Jedynej odskoczni od ciepłych tonów można szukać w bystrych oczach kocura, bowiem te zawsze z porównywalną dozą wesołkowatości błyszczą raz bardziej zielonkawo, raz bardziej niebiesko - w zależności od światła. Po ojcu wyrósł na wysokiego, szczupłego kocura o sprężystym kroku, lubiącego wywijać zwartym ogonem w powietrzu.
Niezwykle tolerancyjny kocur, który równie chętnie co przystaje na dziwactwa kociąt, widzi też w klanie Rzeki miejsce dla samotników i zbłąkanych pieszczochów. Jest opanowany w tym sensie, że praktycznie nie da się go wytrącić z równowagi, ani sprowokować. Kompletnie nie przejawia wobec innych agresji, ponieważ wierzy, że absolutnie z każdym da się zawsze dogadać. Z drugiej strony nie boi się zwrócić uwagi, jeżeli ktoś jego zdaniem przegina. Przy tej okazji widać, jak Kałuża jest kontaktowy, otwarty, wręcz naturalnie charyzmatyczny. A poza tym troskliwy, pomocny i odpowiedzialny wobec wszystkich! Nigdy nie ma dość towarzystwa, każdy może sobie z nim uciąć pogawędkę, gdyby tego akurat potrzebował, a i on sam chętnie inicjuje rozmowy. To również kocur, który potrzebuje dużo ruchu oraz wielu bodźców. Spontaniczny i dynamiczny wulkan emocji, które tak szybko jak przychodzą, tak i odchodzą.
Przeżyta w bardzo wczesnym wieku rozłąka z bliskimi, choć traumatyczna, jedynie wzmocniła u niego bazowe cechy. Stąd nie brak mu optymizmu i hartu ducha napędzających do żywego działania na przekór przeciwnościom losu.
Szara Kora, Goryczka, Aronia
Kałużowa Łapa działał często jak mu podpowiadało serce, dość pochopnie, ale nie na tyle, żeby wyciągać nową koleżankę na naukę pływania, gdy zimny i zajadły wiaterek ciął skórę przez krótkie futerko niczym nóż! Właśnie dlatego planował uciszyć Śliwkową Pestkę, nie chcąc psuć sobie frajdy biorącej się z odkrywania materii w praktyce, ale ta zdążyła go ubiec i, tak jak zapowiedziała, opowiedzieć o tajnikach wodnych pląsów. No nic. I tak wysłuchał tego, co miała do powiedzenia srokata z zainteresowaniem, jakie w krytycznym punkcie - mocnej pracy kończyn - wybałuszyło nieco na wierzch turkusowe oczy. Po skończonym instruktażu Kałuża wzdrygnął się na żarty, a następnie zagadnął z nadzieją fankę pływania. - Oookej... Ale i tak pójdziesz ze mną popływać jak się zrobi ciepło, co? Jak będzie trzeba mnie wyciągać z wody albo cucić to przyda mi się taka dobra pływaczka pod łapą...
Co do dalszego przebiegu ich spotkania, rudzielcowi bardzo przypadło do gustu zainteresowanie ze strony Pestki jego historyjką. Reagowała szczerze i wystarczająco emocjonalnie dokładnie w momentach, w których spodziewałby się od idealnego słuchacza reakcji, rozwijając gamę jęków i westchnień, a przy tym... Pojawiła się większa ilość pytań. Kocur aż się zatrząsł ze zniecierpliwienia, żeby nasycić ciekawość wojowniczki. - Bałem? Ależ skąd! Byli spokojni i mili. No i kompletnie nie wiedziałem, czego się po nich spodziewać, ale założyłem, że nic mi nie zrobią. Taak, wiem, mam średni instynkt samozachowawczy - zarechotał krótko, przełknął ślinę, kontrolnie spojrzał na Śliwkę, czy słucha i ciągnął dalej, dla odmiany spoglądając w skupieniu na wilgotne skałki, jakby tak mógł sobie przypomnieć najwięcej detali. - Dwunożni są... Dziwni. Nie mają w ogóle sierści, no chyba, że na głowie, ale za to noszą na sobie takie... coś. Zmieniają to często i to ma różne kolory. Ale pod tym czymś są zupełnie łysi! I wtedy WSZYSTKO im widać! Nie myją się językiem, ale spienioną wodą i wtedy bardzo ładnie pachną. I jedzą błyszczącymi patykami - wyznał jak na spowiedzi, po czym przeniósł z powrotem wzrok na prawowitą dzikuskę, częstując ją kolejnym ciepłym uśmiechem. Podobała mu się rozmowa ze Śliwkową Pestką, nawet jeżeli między ich werbalnym zaangażowaniem zachodziła lekka dysproporcja, to jednak mogli od siebie podowiadywać się różnych ciekawych, fajnych rzeczy. Gdyby tylko tak się nie peszyła... Kałużowa Łapa chciał jej komfortu, ale nie miał punktu zaczepienia, by taki jej sprawić. Uparcie jednak nie zwracał uwagi na lekkie trudności Śliwkowej Pestki w opanowaniu nerwów, łudząc się za każdym wymienionym zdaniem, że jej to minie.
- Doskonały wybór. Niebieski - powtórzył łagodnie, przyglądając się z miłym poczuciem zajętej przylizywaniem sierści koteczce. Po chwili to jemu przyszło coś wybrać, a było to niełatwe zadanie, wręcz podchwytliwe jak na jego gust. Nie znał zbyt wielu kwiatków jako Pieszczoszek. - Huh, to mnie zagięłaś... Stokrotki może? - powiedział marszcząc nieco nos i jeszcze przez moment głowiąc się nad tym, czy dokonał trafnego wyboru. Wkrótce po tym dźwignął się na przypominające szczudła, długie łapy, podszedł do wojowniczki i przyjaźnie trącił ją nosem w kark. - Faktycznie robi się zimno... Wracajmy lepiej - mruknął, czekając aż kotka do niego dołączy i będą mogli razem wrócić do obozu, umilając sobie czas serią prostych pytań pokroju "ulubiony".
z/t nie chcę Cię blokować, a będę mieć naprawdę niewiele czasu na pisanie, więc... dziękuję za grę!